Zdrada księdza Osypa Kładocznego

W połowie 1942 roku za pośrednictwem ks. greckokatolickiego Osypa (Józefa) Kładocznego, Delegat Rządu na Kraj, Jan Piekałkiewicz, usiłował dojść do porozumienia z władzami OUN, aby wypracować wspólne stanowisko dotyczące spraw polsko-ukraińskich. Jerzy Lerski, wysłany z misją od Naczelnego Wodza i Premiera do władz Polskiego Państwa Podziemnego, miał przewidziane rozmowy z metropolitą Andrzejem Szeptyckim we Lwowie. „Chodziło o wspólną deklarację polsko-ukraińską apelującą o zawieszenie broni i jeden bratni front wobec wspólnych nieprzyjaciół. Delegat Rządu ustosunkował się sceptycznie do tego projektu. Rozmowy z Ukraińcami, podjęte niedawno w Warszawie, fatalnie się urwały, bowiem przedstawiciel polskiego podziemia - adwokat Mieczysław Rettinger (nie mylić z londyńskim doktorem Józefem Rettingerem), wydany został na placu Unii Lubelskiej przez dwóch przysłanych ze Lwowa popów w ręce Gestapo. Musiałem więc złożyć oficerskie słowo honoru, że do swojego miasta rodzinnego nie pojadę” (Jerzy Lerski: "Emisariusz Jur", Warszawa 1989, s. 89). „Byłem bliskim współpracownikiem inż. Romana Żurawskiego, właściciela majątku ziemskiego w Leszczkowie powiat Sokal. Na początku lat 30-tych przy majątku zbudował on fabrykę włókienniczą wytwarzającą wełniane, samodziałowe materiały ubraniowe i nieprzemakalne materiały okryciowe. /.../ Zakłady leszczkowskie przeznaczyły znaczne kwoty na pomoc społeczną za pośrednictwem Rady Głównej Opiekuńczej w Krakowie. Ludziom, których wojna pozbawiła środków do życia, inż. Żurawski nie odmawiał także pomocy indywidualnej. Jego społeczne zaangażowanie wykorzystał grekokatolicki ksiądz – Ukrainiec Józef Kładoczny, były sekretarz arcybiskupa grekokatolickiego we Lwowie – Andrzeja Szeptyckiego.

Czytaj więcej...

Żywcem wrzucili dzieci za nogi do ognia

Urodziłem się 15 stycznia 1930 roku we wsi Hurby pow. Zdołbunow, woj. wołyńskie. Moi rodzice; ojciec Albin i Matka Stanisława z domu Wierzbicka. Rodzice posiadali małe gospodarstwo oraz sklep. Ojciec był znany w okolicznych wioskach z powodu, że kupował od rolników świnie i wysyłał do centralnej Polski. Z wioski Hurby przenieśliśmy się do pobliskiego Mizocza jesienią 1942 r. W 1943 r.  rozpoczęły się morderstwa Polaków początkowo rabunki i pojedyncze morderstwa następnie całe wioski. Na początku czerwca 2 lub 3 wieczorem zobaczyliśmy łunę w kierunku naszych Hurbów, rodzice jakby przeczuwali, że to właśnie są Hurby. Za jakieś kilka godzin zaszczekał pies, okazało się że to jest nasz żuk (piesek) który jeszcze pozostał na gospodarce. Wtedy rodzice byli pewni, że to palą się nasze Hurby. Za kilka godzin przyszli pierwsi uciekinierzy. Opowiedzieli co się stało. W Mizoczu nie było wojska niemieckiego jedynie 4 żandarmów. Kiedyś pamiętałem ich nazwiska. Pamiętam, że jeden nazywał się Hylo z pochodzenia był Czechem. Policja była ukraińska i oddział wojska węgierskiego. Ponieważ ojciec znał język niemiecki, więc ci którzy uciekli prosili aby ojciec poszedł z nimi do tych żandarmów prosić o pomoc aby ratować jeszcze tych którzy może jeszcze są żywi. Nie było mowy aby pomoc była od policji, więc żandarmi pozwolili aby jeżeli ich dowódcy się zgodzą wysłać wojsko węgierskie. Węgrzy byli bardzo przychylni do nas Polaków. Pojechało nie wiem ilu, ale było dosyć aby odstraszyć banderowców. Żywych nie pozostało dużo, ale było dużo rannych, niektórzy jeszcze tego dnia umarli inni po przywiezieniu do Mizocza, ale nie którzy przeżyli. Wracając do Mizocza tak wojskowi jak i Hurbieńcy przeszukiwali przydrożne krzaki, gdzie ludzie schronili się. Mój ojciec i jeden żołnierz znaleźli w mrowisku dziewczynkę, która była ranna i zawołała: – Diadko nie zabijaj mnie (diadko – wujko, tak sie mówiło na nieznajomego). Okazało się, że jest to córeczka Witalka Krasickiego, czyli mego kuzyna gdyż Witalego mama i moja byli rodzonymi siostrami. Ponieważ nikt z rodziny nie został żywy, ojciec zaopiekował się nią.

Czytaj więcej...

Byli to Ukraińcy uzbrojeni w karabiny, siekiery i kije

 W przeddzień pamiętnych wydarzeń z 30 sierpnia 1943 r. wśród mieszkańców wsi Wola Ostrowiecka krążyły nieprawdopodobne wieści o tym, że Ukraińcy zbierają się w swoich wioskach - Przekurce i Sokole, przygotowując się do wymordowania Polaków z Woli Ostrowieckiej i Ostrówek. Informacje te dotarły również do mojego ojca, Juliana Trusiuka, który wiosną 1943 r. przeniósł zabudowania wraz z domem mieszkalnym ze wsi Wola Ostrowiecka na kolonię w pobliżu Ostrówek, na wysokości cmentarza parafialnego odległego o około 400 metrów.  W niedzielę wieczorem do naszych zabudowań zaczęli przychodzić ludzie, w większości kobiety z dziećmi. Mężczyźni pozostali w Woli Ostrowieckiej, by w każdej chwili powiadomić nas o ewentualnym napadzie. Z chwilą ataku wszyscy znajdujący się w naszym gospodarstwie mieli jak najprędzej uciekać przez Ostrówki do Jagodzina. Odległość do wsi wynosiła około 1 kilometra, a teren porośnięty był krzakami, co miało stanowić osłonę dla ratujących się. Oprócz naszej rodziny, składającej się z sześciu osób (ojciec Julian Trusiuk, matka Stanisława, siostra Anastazja, młodszy brat Jan, babcia Marianna Waleczek i ja), schroniły się u nas rodziny: Jana Waleczka (jego żona Stanisława, córki: Maria i Eugenia, syn Henryk oraz bratowa mojej babci, Rozalia Waleczek), Józefa Waleczka (żona Marianna, córki: Maria i Katarzyna oraz syn Jan) i Jesionczaków (pięć osób dorosłych i ośmioro dzieci, w tym: Ewa Palec z domu Jesionczak i Hanna Jesionczak z domu Szwed z rocznym dzieckiem). Wszystkie te osoby w nocy z 29 na 30 sierpnia 1943 r. spały w naszej stodole. Za posłanie służyła im słoma rozścielona na klepisku. Czuwali tylko mężczyźni: mój ojciec Julian Trusiuk, Jan i Józef Waleczkowie. Natomiast Jan Palec był w Woli Ostrowieckiej. W chwili pojawienia się band ukraińskich miał nas o tym powiadomić. Podobnie na czatach we wsi był Julian Jesionczak. Noc minęła spokojnie. Skoro świt przybiegł Jan Palec z wiadomością, że Ukraińcy są już we wsi. Zaroiło się w stodole. Kobiety w pośpiechu zabierały rozespane dzieci i biegły w kierunku Ostrówek. Moje rodzeństwo i ja spaliśmy rozebrani.

Czytaj więcej...

Ukrainiec Siańko Klepiec ocalił Polaków z Chrobrowa

Najgorsze przyszło do Chrobrowa wiosną 1943 roku i nie ze strony Niemców, lecz z tej strony, z której nikt niczego złego się nie spodziewał. Każdego dnia od strony Lwowa, podawane lotem błyskawicy przez tkwiących po uszy w konspiracji kolejarzy, od przedwojennych czasów niemal wyłącznie Polaków, docierały coraz bardziej straszne wieści o wyrzynanych w pień całych polskich wsiach i miasteczkach. Mordów dokonywali Ukraińcy dowodzeni przez jakiegoś Banderę. Polska ludność Wołynia natychmiast ochrzciła ich mianem "rezunów" i "banderowców". W ten sposób na Wołyń dotarła idea czystej jak szklanka wody Ukrainy, w której nie będzie Żydów ni Polaków, Niemców, Kacapów, czyli Rosjan i Czechów także. Wieści dotyczyły coraz to bliższych miejscowości. Ich nazwy coraz częściej kojarzyły się z konkretnymi ludźmi i wspomnieniami. Strach ogarniał mieszkających w Chrobrowie Polaków na myśl, że i do nich dotrzeć może fala mordów i nienawiści. - Nie, to niemożliwe, my z Ukraińcami zawsze w zgodzie żyliśmy, nasi nie pozwolą na tyle ludzkiej krzywdy - mówili jedni. (...)  W mgnieniu oka u końskich uzd zawiśli jedni, drudzy wyrwali z jej rąk lejce. Nie pomogło szarpanie i prychanie ulubionych siwków. Stanęły. Rubaszne śmiechy i grube ukraińskie żarty. Bryczka z Hanką Dogońską w asyście banderowców skręciła w pola. Hanka objęła rękami brzuch. Nie myślała o sobie, lecz o tym maleńkim, nienarodzonym. Chłopcem jesteś czy dziewczynką? Świtało, gdy Daniel Dogoński na spienionym koniu stanął przed domem teściów.

- Gdzie Hania? - zapytała przestraszona matka.

- To ja przyjechałem zapytać - odrzekł i lęk zamknął usta obojgu.

Chrobrów w mgnieniu oka stanął na równe nogi. Zbiegli się wszyscy mężczyźni i tyralierą ruszyli na poszukiwania. Po kilku godzinach znaleźli stratowane młode zboże i odciśnięte w ziemi koleiny. Prowadziły do nieczynnego od lat starego wiatraka.

Czytaj więcej...

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp2.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud6.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 329 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
5102936