Wrogie nastawienie ludności ukraińskiej do Polaków dało się wyczuć od pierwszych dni wojny. We wrześniu 1939 r. młodzież ukraińska niechętnie szła do wojska, często uciekała z bronią w ręku, rabowała, zabijała uciekinierów polskich z zachodu, rozbrajała żołnierzy i policjantów, a także organizowała czerwoną milicję. Po wkroczeniu Armii Czerwonej wykrzykiwali, że im większa krzywda działa się za Polaków. W rezultacie sowieccy politrucy w czasie wywożenia ludności polskiej na Syberię mówili: – My przecież do was nic nie mamy, bo was nie znamy, robimy to na życzenie i prośby tutejszej ludności ukraińskiej, która zna was i wie dobrze, kto z was jest winien. Osadnik polski, oficer, policjant lub działacz społeczny nie mógł się ukryć, bo w każdej wsi byli ukraińscy aktywiści, którzy wyłapywali i wydawali Polaków w ręce NKWD, za co dostawali nagrody pieniężne lub też stanowiska w sowieckich urzędach. Szybko Sowieci dali się też poznać i Ukraińcom (kołchozy, aresztowania), toteż i oni zaczęli narzekać. Wielu uciekło za Bug, gdzie wstępowali do ukraińskiej milicji w Generalnej Guberni. Opowiadali, że tylko u Niemców jest prawdziwy raj, układali modlitwy i pieśni do Hitlera, by ten ich jak najprędzej wyzwolił od bolszewików. Aż wreszcie nadszedł oczekiwany dzień 23 czerwca 1941 r. Ludność ukraińska witała Niemców z wielkim entuzjazmem, w każdej wsi były porobione bramy triumfalne, sypano kopce, stawiano krzyże z pamiątkowymi tablicami. Po przybyciu Niemców na Wołyniu powstały władze ukraińskie, które składały się przeważnie z prowodyrów z Małopolski Wschodniej oraz członków tajnej organizacji nacjonalistycznej. Zorganizowano też milicję, która rekrutowała się prawie wyłącznie z bandytów i złodziei – ludzi, którzy całe życie spędzili w celach więziennych za różne przestępstwa. Już od początku owych rządów władze ukraińskie w porozumieniu z Niemcami postanowiły do reszty zniszczyć Polaków.

Nakładano bardzo wielkie kontyngenty wyłącznie na wsie polskie. Na przykład na kolonię Orzeszyn (gmina Porycka), która podczas działań wojennych w 1941 r. została spalona w 90%, a 63 rodziny straciły dach nad głową – przez dwa lata nałożono trzykrotnie większy kontyngent niż na sąsiednie ukraińskie wioski. Drugim ciosem było wyłapywanie do robót w Rzeszy. Robiła to przeważnie młoda bandycka milicja ukraińska w porozumieniu z Arbaitcantem. Napadała na wsie i kolonie polskie. Kto starał się zbiec lub ukryć, milicja łamała mu ręce, wybijała zęby, odbierała w okrutny sposób zdrowie lub też zabijała na miejscu. Transporty z Wołynia rekrutowały się w 90% z nielicznej ludności polskiej. Władze ukraińskie na Wołyniu cieszyły się zaufaniem Niemców. Gdy ludność polska zwracała się z zażaleniami do komisarza Gebita we Włodzimierzu, odpowiedź była zawsze taka sam: – Co robią władze ukraińskie, to jest dobre. W marcu 1943 r. powstały bojówki OUN, rekrutujące się z tajnej milicji ukraińskiej. Zadaniem ich było wyniszczenie resztek inteligencji. Rozpoczęły się morderstwa – przeważnie zarządów majątków, leśniczych, nauczycieli i urzędników polskich. Nie wolno pominąć faktu, że władze niemieckie w 1942 r. w dniach od 11 do 18 czerwca zezwoliły milicji ukraińskiej strzelać do Polaków, którzy przychodzą z innych rejonów na Wołyń. W ciągu czterech dni ukraińska milicja z posterunku Poryck zastrzeliła tylko w jednej wiosce Samowola 12 Polaków, w tym 6 kolejarzy ze Lwowa. Zdarto z nich odzież i zakopano w lesie niedaleko leśniczówki. Na koloniach Wygranka, Romanówki i Karczunek milicja z posterunku Iwonicze również zastrzeliła przeszło 20 Polaków z Galicji, którzy przychodzili na Wołyń za chlebem. Po wymordowaniu Żydów na Wołyniu milicja publicznie przechwalała się, a nawet śpiewała pieśni, że „skończyliśmy z Żydami, teraz będziemy to samo robić z Polakami”. Należy też wspomnieć, że milicja ukraińska zrabowała bardzo dużo cennych żydowskich rzeczy, przeważnie biżuterii i odzieży. W nocy z 18 na 19 marca 1943 r. prawie we wszystkich wioskach i miasteczkach zamordowano wiele osób rekrutujących się z polskiej inteligencji. We wsi Lachów (pow. Włodzimierz) zginął leśniczy Dołhmut, porucznik WP, i zarządca majątku Berhat. We wsi Zabłoćce – zarządca majątku Jan Figel i Józef Łebkowski dostali po kilkanaście kłuć nożem, oczy im powyjmowano, paznokcie u rąk i członki poodrzynano. Kolonia Nowiny – rodzina Baranów, ojca i dwóch synów zastrzelono jednej nocy. Wieś Żdżary – nauczyciel Kazimierz Medarski. Wieś Zahorów – nauczyciel wraz z żoną i dwojgiem dzieci wrzucony do głębokiej studni. Miasteczko Poryck – 7 osób wyprowadzono do lasu i zastrzelono. Ta sama milicja, która w nocy strzelała do ludzi (przebrana w cywilne ubrania), w dzień przyjeżdżała na miejsce zbrodni i spisywała protokoły z przebiegu zbrodni. W nocy z 19 na 20 marca milicja ukraińska opuściła swe posterunki i wraz z całym ekwipunkiem i bronią, w którą zaopatrzyły ich władze niemieckie – poszła do lasów. Od tego dnia milicja, która stanowiła organ bezpieczeństwa, zmieniła się w wielką bandę. W prawie każdej wiosce pojawiły się ulotki podburzające ludność, by nie dawać kontyngentów, nie słuchać władz i zarządzeń niemieckich. Ulotki te były podpisane przez centralny Komitet OUN z Banderą na czele. Od tego czasu nasiliły się rabunki ludności polskiej. Tym, co próbowali się bronić – palno mienie, mordowano całymi rodzinami. W międzyczasie pojawiły się po wsiach odezwy władz niemieckich, by milicja, która samowolnie opuściła swe posterunki, powróciła w terminie do 1 czerwca, to kara im będzie darowana. Mimo to nikt z milicjantów nie powrócił. Wtedy władze niemieckie ustawiły swoje posterunki na tych samych placówkach. Jednak policja niemiecka w teren nie wyruszała, chociaż wokół palono zagrody, rabowano i mordowano. Po krótkim czasie zwerbowano do pomocy nowych milicjantów ukraińskich. Po dwóch tygodniach i oni opuścili z bronią w ręku swe posterunki i poszli do lasu. Wypadek taki miał miejsce w miejscowości Poryck. Na pierwszym piętrze pałacu hr. Czackiego mieściła się niemiecka żandarmeria, zaś na parterze była nowo zorganizowana ukraińska milicja. Zaraz po zachodzie słońca wyjechała ona furmankami do lasu, a Niemcy stali w otwartych oknach i zupełnie na to nie reagowali. W nocy z 24 na 25 maja na terenie powiatu włodzimierskiego ukraińskie bandy spaliły doszczętnie wszystkie dwory i folwarki, tłumacząc to tym, że od dawna były one ostoją polskości. Czerwiec też upłynął w masowych rabunkach i pożarach nawet mniejszych i biedniejszych zagród polskich. Charakterystyczny był fakt, że w pierwszych dniach lipca Niemcy opuścili swe posterunki po wsiach i miasteczkach. Obsadzili natomiast dworce kolejowe i miasta powiatowe. W biały dzień milicja zwana ukraińskim wojskiem mogła już robić zebrania, nawołując ludność do mobilizacji i zbierania kontyngentów na rzecz partyzantów. Dnia 10 lipca milicjanci jeździli furmankami po wsiach i zbierali kontyngent w postaci tłuszczu, chleba, samogonu, uspokajając ludność polską i ukraińską, że oni już są tak silni, że się zupełnie Niemców nie boją. Tegoż dnia wieczorem rozstawione były patrole po wszystkich drogach, każdego zatrzymywano i odsyłano do domów, mówiąc, że nie wolno z nich wychodzić, bo będą strzelać. O godz. 9.00 wieczorem rozesłano gońców do wszystkich ukraińskich domów, by wszyscy mężczyźni z wyjątkiem tych, którzy mają w rodzinie Polaków, stawili się o północy. Kto ma broń – to z bronią, a kto nie – to z siekierą, kosą lub widłami. Było to zrobione pod pozorem, że ma to być próbna mobilizacja albo napad na najbliższą stację kolejową lub na graniczne posterunki niemieckie. O godz. 11.00 w nocy przyjechali z lasów milicjanci, względnie partyzanci. Zrobili zebrania, na których oświadczyli, że chcąc mieć wolną Ukrainę, należy w pierwszym rzędzie wytępić wszystkich Polaków, bo ci stoją im na przeszkodzie. Muszą pomścić też krew swoich braci, których Polacy mordują w Chełmszczyźnie. Ta rezolucja była uchwalona po wszystkich wsiach o jednej i tej samej porze. Zaraz po zebraniach udały się hordy chłopów wraz z bandytami do polskich domów. Na dwie polskie kolonie Gurów i Wygranka położone w południowej części powiatu włodzimierskiego szli Ukraińcy ze Zdżar, Iwaniec i Romanówki, z północy z Myszowa, z zachodu z Zabłociec i Bielicz. O 2.30 po północy rozpoczęła się rzeź. Każdy dom polski okrążało nie mniej jak 30–50 chłopów. Kazali otwierać drzwi, a w razie odmowy rąbali siekierami. Rzucali do wnętrza granaty, kłuli widłami, a kto uciekał, strzelali doń z karabinów maszynowych. Niektórzy ranni męczyli się po dwa, trzy dni, zanim skonali, inni zdołali resztkami sił dotrzeć do granicy powiatu sokalskiego. Do godz. 11.00 przed południem były doszczętnie wymordowane następujące kolonie polskie: Nowiny, Gurów Duży, Gurów Mały, Wygranka, Zygmuntówka i Witoldówka. Zginęło tam straszną śmiercią ponad 1000 osób. Później nastąpił rabunek. Chłopi z sąsiednich wsi przychodzili i zabierali konie, wozy, ubrania, pościel, krowy, świnie, kury. Po obiedzie przeszli przez kolonię, śpiewając, że Lachów wymordowali. Do kilku domów przywlekli z drogi i podwórzy trupy i zapalili całe zagrody. We wsi Zabłóćce został zamordowany ksiądz proboszcz Józef Aleksandrowicz. Zginął on śmiercią męczeńską. Oprócz niego zginęła jego służąca, organista, 8 osób rodziny Sermatowskich, rodziny Kalinowskich, Puszczałowskich, Sadowskich – razem ok. 35 osób. Kolonia Zdżary – w tym czasie zginęły rodziny Drozdów (8 osób), Skrzypaczów (8 osób), Bieleckich (5 osób) i wiele pojedynczych – razem ok. 30 osób. W miasteczku Poryck o godz. 10.00 Polacy zebrali się na nabożeństwie w kościele parafialnym – przeważnie kobiety i dzieci, mężczyzn było bardzo mało, bo już obawiali się pokazywać na ulicach. Bandyci okrążyli kościół. Część stanęła w głównych drzwiach, a inni w drzwiach do zakrystii. Nagle posypały się strzały w stronę ołtarza. Ksiądz proboszcz Szawłowski został ranny w lewą rękę, a jeden z ministrantów zabity na miejscu. W kościele zrobił się popłoch. Bandyci zaczęli rzucać granaty ręczne. Padło wielu zabitych, zaś rannym ksiądz udzielił rozgrzeszenia. Kto został żywy, krył się po kątach, na chórze, w podziemiach kościelnych. Bandyci strzelali z karabinów maszynowych. Ksiądz proboszcz po raz drugi został ranny i padł. Jedna z kobiet pomogła mu wydostać się z kościoła. Bandyci, widząc męczącego się księdza, śmiali się, zaś jeden z nich – mieszkaniec Starego Porycka – podszedł do rannego i dobił go. W kościele pozostali zabici i ranni. Wtedy bandyci przynieśli przed ołtarz słomę, poznosili z zakrystii krzesła i szafy, złożyli na jeden stos, a do środka wstawili dwa pociski artyleryjskie i podpalili. Jeden z pocisków eksplodował. Dużo rannych spaliło się przy tym, konając w strasznych męczarniach. Później zbrodniarze wykopali duży dół obok dzwonnicy i zakopali tam przeszło 120 osób. Ocalało tylko ok. 30 osób, którym udało się ukryć w podziemiach. Powyższe fakty dotyczą przeważnie tylko południowych części powiatu włodzimierskiego. Podobnie działo się w tym czasie i w jego północnej części. Tych, którym udało się uciec za Bug do powiatu hrubieszowskiego, Niemcy łapali i albo wywozili na roboty w Rzeszy (konfiskując resztę mienia, które ze sobą zabrali), albo też odsyłali z powrotem na Wołyń. Pozostały jednak po wsiach nieliczne jednostki lub rodziny spokrewnione z Ukraińcami. Tym bandyci oświadczyli, że muszą przyjąć wiarę prawosławną. Ratując życie sobie i rodzinie, wielu musiało się na to zgodzić, choć byli i tacy, którzy przetrwali, nie zmieniając obrządku. Do września 1943 r. ludność ta siedziała spokojnie. I znowu na kilka dni przed nowymi zbrodniami byli u nich bandyci z lasu i uspokajali, żeby nie bać się, bo nic złego się im nie stanie. Straszyli, że ci, co uciekli do Lwowa lub do zachodniej Polski, i tak zginą z głodu, bo przecież ten, kto dostaje 1 kg chleba na tydzień, nie może go odstąpić drugiemu. Dnia 17 września do wiosek przybyli ciż sami bandyci, otoczyli przy pomocy miejscowych Ukraińców polskie domy i doszczętnie wymordowali tak, że już nikt żywym nie zdołał ujść. Na przykład we wsi Zdżary Zabłotce było jeszcze 117 Polaków – zaledwie 1 osoba uciekła, zaś 116 osób zginęło.

 Tekst pierwotnie opublikował "Kombatant" Nr 6(270) z czerwca 2013 r. pod tytułem: " W powiecie włodzimierskim na Wołyniu". Redakcja "Kombatanta" już na samym wstępie umieściła poniżej zaprezentowaną informację:

TEKST NIEZNANEGO AUTORA, POCHODZĄCY Z UKRAIŃSKIEGO ARCHIWUM. ZOSTAŁ ON SKRÓCONY I PRZEREDAGOWANY – TAK BY NADAWAŁ SIĘ DO DRUKU. INGEROWALIŚMY JEDNAK JEDYNIE W STYLISTYKĘ, NIE ZMIENIAJĄC ANI OPISU, ANI OCENY WYDARZEŃ. O PISZĄCYM GO CZŁOWIEKU WIEMY BARDZO NIEWIELE – UKRYŁ SWOJĄ TOŻSAMOŚĆ W OBAWIE PRZED REPRESJAMI

 Wyszukał i wstawił: B. Szarwiło  ( dokonał również wytłuszczenia niektórych fragmentów tekstu)


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp12.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud12.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 360 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
7881442