Halina Kopacz z Zdołbunowa  opowiada, śpiewnie zaciągając, jak jej ojciec, Włodzimierz Holec, jeszcze jako nastolatek poznał w 1929 r. w Janowej Dolinie matkę Helenę. On był z pochodzenia Czechem, ona - Polką. Pobrali się w styczniu 1936 roku. W grudniu na świat przyszła Halina, w 1940 - młodsza siostra Krysia. Janowa Dolina była ślicznym miasteczkiem, położonym wśród lasów. Drewniane, dwupiętrowe domki, tylko jeden blok z cegły. Rodzice wynajęli mieszkanie w domu należącym do gospodyni Niemki. W czasie okupacji na domku zawisła kartka, że mieszkają tu etniczni Niemcy - volksdeutsche. - W Wielki Piątek 1943 r. nad miasteczkiem pojawił się samolot. Zrzucał ulotki. Po polsku i po ukraińsku napisano tam: „Zrobimy dla Lachów pieczenie”, to znaczy „pieczone mięso” - wspomina pani Halina. - Nikt w to nie wierzył. Zapada cisza. Z oczu starej kobiety płyną łzy.- A potem z czterech stron zapaliło się nasze miasteczko - mówi cicho. Ojciec wybiegł przed dom. Tam bagnetem zakłuł go kolega-zmiennik z pracy, Stepan. Z okna płonącego domu naprzeciwko sąsiadka wyrzuciła córeczkę, przyjaciółkę i rówieśniczkę Halinki. Dziewczynka widziała, jak stojący przed domem mężczyzna nabija sześciolatkę na widły i wrzuca w ogień. Tamtej nocy Ukraińcy z UPA wymordowali 600 polskich mieszkańców, paląc ich domy. Z pożogi ocalały tylko cztery budynki, w których mieszkali Niemcy. Rano Helena zabrała z mieszkania obrazy, krzyż i bukiecik kwiatów. Chwyciła córki za ręce. Teść i bracia męża wyjęli drzwi z chlewa, położyli na nim ciało Włodzimierza. Na placu, gdzie miał stanąć kościół, wykopano dół, do którego zwożono zamordowanych. - Widziałam kawałki ludzi - płacze pani Halina.  Osobno nogi, głowy, ręce, części ciała. Od tamtego dnia nie jem mięsa....

Jedna z rąk trzymała krzyż. Mama zaczęła krzyczeć. Rozpoznała szczątki lekarza ze szpitala, który bezskutecznie próbował powstrzymać upowców. Obcięli mu rękę, porąbali. Pacjentów Ukraińców wyprowadzili, Polaków spalili. Matka wrzuciła do mogiły kwiaty. Ocalałych mieszkańców miasteczka wsadzono do wagonów. Bez parowozu, więc wagony za dnia pchali mężczyźni. Nocami się ukrywali. Dopiero w listopadzie Helena z córkami dotarła do Kostopola. Najpierw mieszkała u siostry, potem teściowie ściągnęli ją do Zdołbunowa. Długo jeszcze obrazy z Janowej Doliny towarzyszyły Halinie. - Próbowała je ze mnie wypędzać ludowa lekarka - mówi kobieta. - Chustkę na głowę zakładała, surowym jajkiem odganiała złe wspomnienia, szepcząc coś pod nosem. Nie pomagało. Po wojnie tylko raz, w 2013 r., Halina pojechała do Janowej Doliny. Nie chce już tam wracać.

Fragment z artykułu: Doroty Abramowicz >>Wspomnienia z Wołynia. "Wśród swoich krzywda się wam nie stanie" << wyszukał i wstawił: B.Szarwiło

Za: http://plus.dziennikbaltycki.pl/magazyn/a/wspomnienia-z-wolynia-wsrod-swoich-krzywda-sie-wam-nie-stanie-archiwalne-zdjecia,11416417


Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp8.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud12.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 507 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
4518613