Lublatyn to kolonia 31 numerów rozmieszczonych wzdłuż drogi po obu stronach o długości około 1,5 km. Na wschód od Lublatyna leżała Radomla, na południe była duża wieś Zadyby, której chutory częściowo graniczyły z Lublatynem. Przez Zadyby przepływała rzeka Turia. Od północy mieliśmy las, a na wschód od lasu zaczynały się chutory ukraińskiej wsi Białaszów, do której mieliśmy ponad 3 km. Pola jej graniczyły z Lublatynem i z Radomlem i siegały aż cmentarza w Zasmykach. W okresie  zagrożenia ze strony Ukraińców, Polacy nie jeździli przez Białaszów traktem z Zasmyk do Kowla. Łączność między Zasmykami i Kowlem odbywała się przez Janówkę, Radomle, Lublatyn i Zieloną. W Lublatynie mieliśmy dobrze zorganizowaną samoobronę. Na początku samoobrona posiadała 2 kbk i 3 dubeltówki, a pozostałe uzbrojenie to piki zrobione ze starych wideł z jednym palcem obsadzonym na długim trzonku. Ale stopniowo broni przybywało. Dowódcami samoobrony byli, plutonowy Aleksander Janowski ps. „Biały” ( nad całością) i dwóch drużynowych rezerwistów wojskowych, Skonieczny Bernard i Stefan Durka. Samoobrona była podzielona na dwie grupy, z których jedna grupą rozpoznawczą od strony wsi Zadyby, a druga od strony wsi Białaszów. W Lublatynie stacjonował od miesiąca września nieduży, bo chyba 12 osobowy uzbrojony oddział, a dowódcą tego oddziału był Malinowski Józef. (...). Oddział stacjonował w samym Lublatynie u Jaworskiego Wincentego. (...) Pamiętam, że w oddziale Malinowskiego który stacjonował w Lublatynie byli z Antonówki, Malinowski Józef dowódca, Malinowski Władysław, Jakubowski Franciszek, Dejak (imię nieznane) Brudzicki Józef-zabity w Radomlu, Kosacki Bolesław-zabity w Radomlu, N-N Roman-zabity w Radomlu, Kotala Antoni-zabity w Radomlu, N-N Niuniek ( tak go nazywali ), młody chłopak z oddziału Malinowskiego.

W 27 WDP AK batalion „Siwego” (a po przejściu torów „Hrubego”) byli; Jakubowski Franciszek (zachorował w lasach Szackich na nerki, był opuchnięty, zostawiony na Polesiu u gospodarza, dalsze losy nie są mi znane) oraz mój dowódca drużynowy do rozbrojenia w Skrobowie plutonowy ps.”Żbik” (w Lublatynie nazywany plutonowy Kurtyna). Z nim było tak; przy rozbrajaniu rzucili broń na kupę, plutonowy „Żbik”, też rzucił swojego Visa i pepeszę. Ja rzuciłem swój mauzer, ładownicę z pasem i granaty, pozostawiłem i ukryłem zdobyty Lubartowie w pociągu , niemiecki pistolet Parabellum. Plutonowy „Żbik” o tym wiedział i kiedy rozchodziliśmy się, to on zapytał mnie czy ja wracam do rodziny, czy idę do konspiracji. Powiedziałem, że do rodziny. On mi wtedy poradził, że idąc do rodziny z bronią w dodatku w niemieckim ubraniu, to mnie Sowieci aresztują i dodał, że on nie ma do kogo wracać i , że idzie do konspiracji, Więc oddałem parabellum „Żbikowi”, którego nigdy więcej nie spotkałem.

Fragmenty wspomnień, Tadeusza Świdra               

Wspomnienia zostały opublikowane w Biuletynie Informacyjnym Okręgu  Wołyńskiego                     Nr.1 (69) marzec 2001


Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp4.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud6.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 539 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
4814902