- Spaliśmy wygodnie, a tu nagle ktoś zapukał do okna. Mamusia zapytała: „Kto tam?” „To ja, Aleksander Hłamazda. Chcę was ostrzec, proszę wpuścić.” Był to znajomy Ukrainiec. Powiedział, żebyśmy w następną noc już nie spali w domu. Dodał, że jeśli będzie nas bronił, to banderowcy zamordują jego wraz z rodziną. Wiadomość szybko rozeszła się po osadzie. Dzięki temu wiekszość Polaków zdążyła uciec z Jagiellonowa. Dwie osoby zdecydowały, że pozostaną na miejscu. - Kowal Górski powiedział, że nigdzie nie wyjedzie. „Jestem stary. Co ja komu jestem winien?” - mówił. Później słyszałam, że banderowcy widłami wrzucili go do płonącego domu. Staruszkę Pitakową też spalili żywcem - wspomina pani Kazimiera. Trzecią ofiarą był Janusz Kwietniewski, którego Ukraińcy wrzucili do studni. Osada została spalona. Rodzina pani Kazimiery uciekła do Kadyszcz, a następnie do Ołyki, gdzie zjeżdżali się uciekinierzy. - W nieczynnym ratuszu mieszkało nas kilkadziesiąt osób. W jednym pokoju ok. 10 rodzin - relacjonuje Kazimiera Marciniak. Wkrótce jednak i samo miasteczko zostało napadnięte. Zginęły 42 osoby. Polaków przed dalszą rzezią uchronili... niemieccy okupanci. - Jednemu z mężczyzn banderowcy kazali trzymać świecę w czasie, gdy mordowali jego rodzinę. Później kazali się położyć i chcieli odrąbać mu głowę, ale po ciemku tylko go drasnęli. Gdy się ocknął, pobiegł do sztabu i prosił, by ratować Polaków, bo bandy ukraińskie mordują. Niemcy wyszli, zaczęli strzelać i wtedy Ukraińcy ustąpili - wspomina pani Kazimiera. Następnego dnia widziała sceny, których nie zapomni do końca życia. - Razem z koleżanką zajrzałyśmy do domów, gdzie byli pomordowani. W jednym z nich na kanapie leżało dwóch chłopców, w wieku ok. 8 - 10 lat (byli to synowie pana, który poszedł do Niemców). Mieli odrąbane głowy. W innym domu widziałyśmy zasztyletowaną ciężarną kobietę. W pobliżu stała kołyska, a w niej może półtoraroczne dziecko. Miało wydłubane oczka i powykręcane palce, ucięty i wyciągnięty język. Leżało tak na beciku, wkoło wszystko było zakrwawione. W innym domu mężczyzna nie chciał otworzyć bandytom drzwi. Leżał posiekany siekierami. W rękach nadal trzymał te drzwi - opisuje Kazimiera Marciniak. Kiedy Niemcy opuścili Ołykę, uciekinierzy chronili się w zamku Radziwiłłów, gdzie do niedawna znajdował się niemiecki sztab. Wtedy nastąpił kolejny napad UPA. Polacy bronili się, lecz zaczynało brakować im amunicji. Na szczęście z odsieczą przyszły oddziały polskiej samoobrony z Przebraża, które wezwano na pomoc. Po odparciu ataku uciekinierzy przenieśli się do Przebraża. Jednak nawet w tamtych okolicach Polacy nie mogli czuć się do końca bezpiecznie. Kazimiera Marciniak: - Poszłyśmy razem z koleżanką do kościoła. Po nabożeństwie banderowcy napadli ludzi, którzy wychodzili. Kilka osób zabili. Ledwie uciekłyśmy. 
Fragmenty wspomnień: Kazimiery Marciniak która jako 13-letnia dziewczynka była świadkiem ludobójstwa dokonanego przez UPA na Polakach. Wyszukał i wstawił: B. Szarwiło, Za: http://www.nowiny24.pl/wiadomosci/podkarpacie/a/dramat-wolynia-widzialam-dzieci-z-odrabanymi-glowami,10413716/


Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp2.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud15.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 462 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
4814847