Urodziłam się 26 lipca 1940 roku we wsi Gucin, położonej w gminie Grzybowica, w powiecie Włodzimierz, w województwie wołyńskim. Moi rodzice wzięli ślub w 1938 roku. W czasie okupacji, ojciec Jan Koch był w partyzantce, a dziadek Władysław Kossowski, był żołnierzem legionów, dowodzonych przez Józefa Piłsudskiego. W roku 1920 moja rodzina została przeniesiona z okolic Lublina do wsi Gucin, gdzie ojciec został rolnikiem. I tak wyglądało nasze życie do momentu aż pewnego dnia na naszą miejscowość napadli ukraińscy zbrodniarze. Od lutego 1943 roku na terenach Wołynia zaczęli grasować bandyci z UPA. Kilka dni przed napaścią mój ojciec został upomniany, by zabrał rodzinę i opuścił ziemię, bo inaczej wszyscy zostaną wymordowani. Ale ojciec, widząc przed domem kołyszące się łany zboża, stwierdził, że tu jest jego miejsce na ziemi i że nie zamierza stąd odejść. Przyszła niedziela, 11 lipca 1943 roku zostaliśmy znienacka napadnięci przez Ukraińców, którzy w bestialski sposób zaczęli mordować mieszkańców wsi. Były siekiery, noże, sztylety, wszystko, co tylko się dało. Podobno jeden z napastników, dźgał ludzi, jadąc na koniu. Ja jako trzyletnie dziecko, zostałam uderzona siekierą w głowę na wysokości opony mózgowej. Dziadek Władysław, babcia Bronisława, moja siostrzyczka Wiesia oraz ciocia Janina i wujek Roman zostali spaleni żywcem w stodole. Natomiast ojciec Jan został przywiązany do studni i zadźgany sztyletami, a półtoraroczny braciszek Boguś przecięty na pół. Jako jedyna z całej rodziny przeżyłam Rzeź Wołyńską.  Niestety nie wiem kim była osoba, która uratowała mi życie. Najprawdopodobniej był to człowiek z partyzantki, którego wysłano na zwiady. Rannych odwożono do szpitala, martwych chowano. Zalaną krwią i nieprzytomną odnalazł mnie wśród trupów. Wziął mnie na barana, by przedostać na wolniejszą strefę. Szliśmy nocą między krzakami, polami, bo tylko i wyłącznie nocą mógł się tam ze mną przedostać. Bał się, żeby i jego nie zbrodniarze nie dopadli.

Trafiłam do 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, leżałam przez dwa tygodnie szpitalu we Włodzimierzu Wołyńskim i zostałam zgłoszona do księdza jako sierota. Po tych wydarzeniach całkiem obcy ludzie wzięli mnie do siebie na wychowanie. Trafiłam do rodziny zastępczej, Michała i Anastazji Górniak. Sami mieli już troje swoich dorosłych dzieci i dokąd nie wyszłam za mąż, byłam chowana u nich. Dobrze mi było u nich, traktowali mnie jak własną córkę. Ja niestety większość tych rzeczy nie pamiętam, byłam wtedy jeszcze bardzo mała, a wszystko, co mówię znam z opowieści mojego ś.p. wujka Jana Kossowskiego, rodzonego brata mojej biologicznej mamy, który służył w partyzantce, jego żony Ireny Kossowskiej i Mariana Kopczyńskiego, zięcia przybranych rodziców.

Fragment art: „Banderowcy wymordowali mi rodzinę" - wywiad z Anną Załęcką, świadkiem Rzezi Wołyńskiej

 Wyszukał i wstawił: B. Szarwiło za:

https://twojradom.pl/artykul/banderowcy-wymordowali/54906