Do języka prawnego termin ludobójstwo wszedł za sprawą Konwencji ONZ w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa podpisanej 9 grudnia 1948 r. Wymordowanie przez Ukraińców w kilkunastu miejscowościach na Kresach we wrześniu 1939 roku wszystkich lub prawie wszystkich mieszkańców ze względu na ich narodowość bezwzględnie należy uznać za ludobójstwo. Natomiast sposób dokonywania zbrodni pozwala na używanie definicji „ludobójstwa okrutnego, straszliwego”, czyli genocidium atrox, opisanego przez prof. Ryszarda Szawłowskiego we wstępie do monumentalnego i pionierskiego opracowania Władysława i Ewy Siemaszko „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 - 1945”.                                                      

10 września 1939roku Ukraińcy rozpoczęli rebelię w rejonie Mikołajowa nad Dniestrem pow. Żydaczów. Uzbrojeni zarówno w broń palną, jak też w siekiery, widły, kosy, bagnety, noże itp., opanowali 10 wsi wprowadzając „władzę ukraińską”. Ich bandy mordowały zarówno polską ludność cywilną, jak też i pojedynczych żołnierzy polskich. Wojsko Polskie zlikwidowało ten bunt 14 września, ale zamieszki i zabójstwa w tym rejonie miały miejsce do końca września. Prawdopodobnie jakiś lokalny przywódca OUN znając przygotowany plan Abwery i OUN wzniecenia „ukraińskiego powstania” na tyłach frontu polsko-niemieckiego nie wiedział, że Niemcy po podpisaniu paktu Ribbentrop – Mołotow z tego planu wycofały się.

12 września we wsi Smerdyń pow. Łuck, uzbrojona grupa Ukraińców zamordowała w pobliskim lesie 22 Polaków.  „Między wsią Smerdyń pow. łucki a miasteczkiem Sokal w bezludnych kniejach banda nacjonalistów ukraińskich bestialsko wymordowała 22 osoby narodowości polskiej. W liczbie tej było 9 kobiet w wieku 20 – 30 lat, wszystkie zgwałcono, również zgwałcone zostały dwie dziewczynki w wieku 11 – 13 lat.

Zginęło czworo dzieci, pięciu chłopców 10 – 14 lat oraz małżeństwo – w wieku lat 80. Miejsce zbrodni wskazał kilkunastoletni chłopiec, który zbiegł sprawcom. Sprowadził on pluton Wojska Polskiego, przy pomocy którego ofiary przeniesiono do Wiszenek, gdzie zostały pochowane na tamtejszym cmentarzu katolickim.” (Sowa Andrzej L.: Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947; Kraków 1998, s. 96).

 „W połowie września 1939 faszyści ukraińscy z LU (Legion Ukraiński – przypis S. Ż.) spalili żywcem 40 jeńców - żołnierzy Wojska Polskiego w stodole w miejscowości Bystrzyca. Maszerując na tyłach wojsk niemieckich, poprzez Sanok, Lesko, Ustrzyki Dolne i Sambor, legion dotarł do Komarna, gdzie otrzymał rozkaz natychmiastowego zatrzymania się. Po drodze dokonywali mordów polskiej ludności cywilnej oraz niszczyli polskie symbole narodowe” (www.ivrozbiorpolski.pl/index.php?...zbrodnie-legionu-ukrainskiego).

We wsi Koniuchy pow. Brzeżany „we wsi zatrzymała się na chwilowy postój grupa 48 uciekinierów z Jasła, w tym burmistrz tego miasta, Władysław Dworkiewicz. Gdy opuszczali wieś udając się w kierunku Brzeżan, w wąwozie między Koniuchami i Byszkami zostali otoczeni przez miejscowych bojówkarzy z OUN, ograbieni i wymordowani nad potokiem. W tym samym czasie zamordowani zostali następujący polscy mieszkańcy Koniuch: Stefan Budzyński lat 30; Franciszek Jarosz emerytowany komendant posterunku PP w Koniuchach i jego córka; rodzina żydowska Kahane i jego trzy córki” (Komański…, s.638).

W nocy z 16 na 17 września 1939 roku w osadzie Młynek pow. Łuck Ukraińcy ze wsi Smerdyń pow. Łuck napadli na sąsiednią polską osadę, zamieszkałą głównie przez emerytów górników ze Śląska i wymordowali wszystkich mieszkańców, łącznie około 50 Polaków. Wśród ofiar były dzieci, wnuki osadników, przybyłe na wakacje ze Śląska.

 

17 września 1939 roku, w dniu agresji Związku Sowieckiego na Polskę bojówki OUN z udziałem chłopów ukraińskich dokonały napadów na ludność polską oraz żłnierzy WP w kilkuset miejscowościach Wołynia, Małopolski Wschodniej oraz Lubelszczyzny. Poniżej wymieninych zostało kilkanaście przykładów.     

We wsi Bartatów pow. Gródek Jagielloński ukraińskie bojówki zamordowały 3 miejscowych Polaków a 1 ciężko ranili oraz zatrzymywali uciekinierów i gromadzili w stodole. Wieczorem wszystkich zamordowali, a ciała ofiar spalili w stodole – ponad 50 osób. Łącznie ofiarą ich padło ponad 53 Polaków.

We wsi Dryszczów pow. Brzeżany bojówka OUN rozbroiła dwie drużyny żołnierzy WP, którzy od strony Złoczowa szukali przejścia przez wieś Koniuchy do granicy, a następnie wszystkich wymordowała w pobliskim lesie, około 20 żołnierzy. Natomiast: „Miejscowi Ukraińcy zamordowali 32 Polaków, przeważnie dzieci w wieku szkolnym i młodsze oraz Piotra Żaka, byłego sołtysa”  („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej  1943 – 1944”, wstęp i opracowanie L. Kulińska i A. Roliński,  Kraków 2003, s. 12 – 14).

We wsi Jasienica Solna pow. Drohobycz bojówkarze OUN otoczyli odpoczywających w stodole 15 żołnierzy WP, zamknęli wrota i podpalili – żołnierze spłonęli żywcem.

W lasach Nadleśnictwa Karpiłówka pow. Sarny banda chłopów ukraińskich pod wodzą Wasyla Romanowa napadła na gajówkę: po wybiciu szyb postrzelili gajowego Józefa Kałamarza, rannego przywiązali do ławy powrozem i przerżnęli w poprzek brzucha; jego żonę Otylię zawlekli do stodoły, gdzie ją zbiorowo zgwałcili i zamordowali; podpalili gajówkę i w ogień wrzucili ich trójkę małych dzieci (Siemaszko..., s. 809).

We wsi Soroki pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 13 Polaków: policjanta z posterunku we wsi Zubrzec o nazwisku Bratek oraz 12 osób z trzech polskich rodzin.

W miasteczku Stepań pow. Kostopol uzbrojeni Ukraińcy oraz kilku Żydów brutalnie aresztowało kilkudziesięciu Polaków pełniących różne funkcje w Stepaniu oraz uciekinierów z Polski centralnej i zamknęli ich w opanowanym posterunku, po czym sterroryzowali miasteczko; wcześniej rozbroili posterunek raniąc dwóch policjantów, pozostali uciekli. „Ruch Ukraińców w Stepaniu bardzo poruszył moją mamę, bowiem brat Janek do września pracował w Stepaniu na poczcie jako listonosz i dotychczas nie wrócił do domu... a to, że przeżył zawdzięcza swojemu gospodarzowi i jego synowi, który już wtedy był przywódcą bandy. A oto jego relacja: „Było to gdzieś 4-5 września nadleciały trzy niemieckie samoloty i zrzuciły trzy bomby. Celowo na most. Jedna spadła przed mostem i rozerwała się w rowie. Druga tuż przy słupie telefonicznym i uszkodziła przewody, a trzecia wcale się nie rozerwała - nie wybuchła wcale. Naczelnik poczty polecił mi i Henrykowi Piotrowskiemu abyśmy wzięli słupołazy i połączyli rozerwane przewody telefoniczne. Brat opowiada dalej. Ledwo wszedłem na słup i połączyłem przewody, a tu jak spod ziemi wyrasta bardzo duża grupa ludzi i starszych i młodych, którzy kazali rozerwać połączone przewody. Zorientowałem się, że to są ludzie narodowości ukraińskiej. Poznałem dużo młodych z którymi chodziłem do szkoły. Do lochu z nimi - wołali. My u nich byli 20 lat w niewoli, a oni niech posiedzą chociaż 20 dni. Inni znowu wołali, na szubienicę ich! - Zrozumiałem, ze źle z nami. Zaczęto nas popychać w stronę miasta. Myśmy łączyli przewody po drugiej stronie mostu. Gdy nas już zepchnęli prawie do rynku, zjawili się nasi gospodarze mój Jarmoluk i Heńka Piotrowskiego (chyba) Moisiejew … Gospodarze nasi zatrzymali ten pochód i Jarmoluk powiedział: - Chłopcy czepiacie się nie tych co trzeba. Zrobiła się straszna wrzawa , o to, że ktoś tam ma czelność stanąć w obronie Polaków. Wtem na te krzyki przyszedł syn gospodarza, dwa metry wzrostu i powiedział krótko - wypuścić ich. Odezwał się głos a jak pójdą do Huty Stepańskiej to przyjdą strzelcy i będą nas bić!. Odpowiedź była krotka: Ja za nich odpowiadam. Mój gospodarz zabrał mnie do domu i mówi tak: Janek ty się nie gniewaj, ale ja ciebie muszę zamknąć w lochu, czyli w piwnicy zbudowanej na dworze przykrytej dachem od ziemi.. Wyobraź sobie, że ci durnie przyjdą jeszcze raz a jak Miszy nie będzie to ja cię nie obronię. Więc poszedłem bez oporu. Powiedział jeszcze, że jak się uspokoi to ja ciebie odprowadzę do Melnicy (6 km) a potem pójdziesz do domu. Po paru dniach siedzenia w piwnicy otworzyłem drzwi, żeby wpuścić ciepłego powietrza. Usłyszałem straszna strzelaninę. Początkowo jakby trochę dalej a później jakby przenoszącą się do centrum miasta. Walka trwała dość długo. Okazało się, że kompania KOP-u wycofywała się spod rosyjskiej granicy i droga ich wiodła przez Stepań, a więc musieli przejść przez most na rzece Horyń. Gdy weszli na most banda nacjonalistów ukraińskich zaatakowała ich. Podobno zabity został porucznik i kapral. Wojsko jak wojsko szybko rozprawiło się z bandą. Rozgromili, wzięli zakładników, których za miastem rozstrzelali. Jeden z nich był mi znany miał niemieckie nazwisko Kromf Piotr, ale był Ukraińcem...Wojsko chciało puścić z dymem ukraińskie budynki, ale ksiądz proboszcz Stepania wyprosił u nich zaniechanie tego zamiaru”. (Edward Kwiatkowski: „Życiorys Wołyniaka. Wspomnienia z lat 1929-1972”. Opracowanie: Franciszek Burdzy, „Zeszyty łukowieckie”, nr 11 – 12 , Październik 2005 – Grudzień 2006).  

We wsi Taurów pow. Brzeżany bojówka OUN rozbroiła i wymordowała 20-osobowy oddział żołnierzy WP podążający do granicy z Rumunią, a wieziony przez  nich na 12 wozach sprzęt wojskowy został zrabowany, razem z końmi: „17 września 1939 r. podczas wycofywania się oddziałów Wojska Polskiego w kierunku granicy rumuńskiej, do wsi Taurów przyjechał 20 osobowy oddział żołnierzy polskich, z 12 wozami taborowymi. Przewozili oni sprzęt wojskowy. Błądzącym żołnierzom zaofiarował pomoc miejscowy Ukrainiec o nazwisku Semko Mowczka „Szalej”, który zaprowadził zmęczonych żołnierzy za wieś do wąwozu, gdzie już czekali uzbrojeni bojówkarze OUN. Rozbroili kompletnie zaskoczonych żołnierzy i wymordowali. Zwłoki zakopano w miejscu mordu, tabor z końmi i sprzętem zagrabiono. Naocznym świadkiem był mieszkaniec Taurowa, Bolesław Kozakiewicz, który przekazał tę informację Bronisławowi Lenartowiczowi”  (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni. Nacjonalizm ukraiński na Brzeżańszczyźnie w latach 1922-1941.”, w:  Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2012). 

We wsi Żuków pow. Brzeżany bojówka OUN zamordowała 8 żołnierzy WP śpiących w stodole „Dnia 17.09. uciekliśmy do Brzeżan z ostatnią partią taborów wojska polskiego, zostawiając wszystko we wsi. /…/  W tym czasie mordowali rodziców Chamara Michała, który nie wychodził prawie nigdy z domu i nie brał żadnego udziału w życiu społecznym polskim. Zamordowano również matkę staruszkę. Syn skrył się w sianie i w ten sposób ocalał. Ojciec kaleka bez nogi, matka, 17–letnia siostra drugiego Chamara zostali zamordowani w bestialski sposób przez „grupę dryszczowską”. Syn, który skrył się pogrzebał ich pod domem, gdyż nikt z Ukraińców nie chciał im dać koni ani zrobić trumny, ani ksiądz obrządku greko--katolickiego, nie chciał przyjąć zwłok na cmentarz. Na wspólnej mogile na podwórzu, przed chatą jest postawiony krzyż. /../ Przewodnikami tych hord ukraińskich Leszczuk Hryńko obecny policjant w Podhajcach. Kiernicki Wasyl, Mekoliszyn Wasyl, zaś cała młodzież żukowska brała udział w wyprawie, nawet dziewczęta współpracowały: jak Stefania Łachaj, Stefania Stefanów, Dońka Biłyk. Chodziły one po wsi z karabinami i wskazały polskim rozbitkom mylne drogi do lasu, gdzie czekający hajdamacy mordowali ich. Łeszczuk Hryńko, mieszka przy gościńcu złoczowskim, pod lasem wraz ze swym ojcem Wasylem, zapraszał na odpoczynek cofających się żołnierzy do swej stodoły. W czasie snu mordowali obaj tych żołnierzy, wyciągali następnie przez rów do lasu i tam ich grzebali. Ten sam Leszczuk Wasyl został w czasie okupacji bolszewickiej wójtem i cały majątek Widajewiczów rozdał między zasłużonych z OUN. Syn jego Hryńko był przez bolszewików poszukiwany jako główny morderca, jednak zdążył ukryć się i zaraz po przyjściu Niemców został policjantem ukraińskim i do tej pory pracuje. Broń w Żukowie zakopana była na cmentarzu i w lesie do 17 IX. Wykopano w tym czasie i rozdano między Ukraińców...”. Zeznanie podpisane pseudonimem „Wicher”. W drugim zeznaniu znajduje się wykaz pomordowanych w Żukowie Polaków: 1.Chamar Aleksander lat 60; 2. Chamar Anastazja lat 60, żona Aleksa; 3. Chamar Mikołaj lat 55; 4. Chamar Anna lat 48 żona Mikołaja; 5. Chamar Eudokia lat 20 córka Mikołaja; 6. Pietruszewski Piotr lat 32; 7. Trzaskowski Mikołaj lat 29” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni…, jw.). 

 

W nocy z 17 na 18 września we wsiach Bóbrka, Biłka Szlachecka, Żydatycze, Stare Sioło (Małopolska Wschodnia) oraz w wielu okolicznych mają miejsce liczne napady, rabunki, palenie zagród oraz zabójstwa Polaków dokonywane zarówno przez bojówki OUN jak i okolicznych chłopów ukraińskich uzbrojonych w różne narzędzia: siekiery, kosy, widły, noże, łańcuchy, bagnety. Liczba ofiar nie została określona.

We wsi Boków pow. Podhajce Ukraińcy wymordowali 10 Polaków; ustalono 5  nazwisk: Gal Rozalia (matka Marii Pileckiej), Wierzbicka Aniela (z Pileckich), Pilecki Antoni i dwóch jego zięciów: Wierzbicki N. i Zaderecki N. „Mieszkanka wsi Boków Maria Kolasa opowiada kilka historii. Jedną z ofiar wrześniowych mordów była Rozalia Gał, znajoma Marii Kolasy. „- Rozalię zabił Ukrainiec. Jej syn Ignacy ożenił się potem z Ukrainką, siostrą zabójcy - to było z musu, bał się o życie. Potem jak wywozili na Sybir, to ją też wzięli, ale potem na tym Sybirze Ignac z nią już nie był”. Inna tragiczna historia przytoczona przez panią Marię, a ukazująca tragiczne losy naszych rodaków na Wschodzie, dotyczy rodziny Rzędzianowskich. - Ukraińscy przyszli w nocy, a Marcela (Łukaszczyk z domu Rzędzianowska) schowała się na piecu od pieczenia chleba razem z dziećmi. Ukraińcy spytali się brata Marceli, Leona Rzędzianowskiego. “Kto ty jesteś”, on powiedział “Polak jestem”. “Jak żeś Polak to ligaj na próg” powiedzieli. Matka Leona zaczęła straszliwie krzyczeć. Mówiła  “Zabijcie mnie, żebym ja tego nie widziała”. Strzelili do niej. Zabili ją. On leżał na progu i ucięli mu głowę. Marcelka, ta co była na piecu, mówiła potem, że tułów mu tak skakał. Ona opowiadała, że tak się strasznie bała. Ukraińcy naszli ją na piecu. Mówili “Darujemy ciebie życie, bo masz męża (Józefa Łukaszczyka) w Niemczech”. „- Pamiętam księdza z Szumlan. Jego Ukraińcy do konia przywiązali, a koń ciągnął go za sobą galopem. Był też nauczyciel o nazwisku Engels, mieszkaniec pobliskich Szumlan, który co niedzielę zjawiał się w parafii w Bokowie. W 1939 r. podobnie jak wspomnianego wcześniej księdza, Ukraińcy przywiązali do konia: - A później wzięli go piłą. Piłą go rżnęli po kawałku. A córka jego i syn się schowali, ale tego syna Stasia podobno złapali i zabili. Buciaki (Buczaki) ze Szumlan mówili, jak go mordowali. Ludkiewicz opowiadał nawet jak wzięli dziecko i rzucili nim o ścianę”.  (Joanna Bejma;  Pałuki nr 790 [14/2007]; za: „Żniwa cierpienia”; w: http://palukitv.pl/teksty/reportaze/1672-zniwa-cierpienia.html). 

We wsi Leśniki pow. Brzeżany: „W nocy z 17 na 18 IX 1939 roku dowództwo nad Ukraińcami w Leśnikach objął Mikołaj Senyszyn syn Piotra. Razem z Michałem Diakowiczem zorganizowali oni bandę. Wraz z całą wsią (ukraińscy mężczyźni 16-60 lat) wzięli udział w morderstwie na moście w środku wsi, na szosie Brzeżany - Rohatyn. Droga została zastawiona belkami. Każdy przejeżdżający pojazd był zatrzymywany, a pasażerowie, bez względu na wiek i płeć mordowani. Trupy odwożono do lasu; gdzie je zakopano, do dziś dnia nie wiadomo. Pozostałe na drodze 18 trupów w, tym czterech oficerów, po wkroczeniu bolszewików pogrzebał za wsią na cmentarzu wojskowym z r. 1914-1918 Józef Jędrzejewski, z pomocą zamieszkałej w Leśnikach Kseńki Bryk. Przy zabitych były dokumenty, które od Jędrzejewskiego odebrał obecny w Leśnikach Iwan Jacyszyn syn Mikołaja. W tym czasie koło cerkwi w Leśnikach, w kilkunastu chatach stacjonowała policja z Katowic w liczbie 40-50 ludzi. Stwierdzono, że oddział ten w ogóle z Leśnik nie wyruszył. Prawdopodobnie śpiących i kwaterujących w poszczególnych chatach, Ukraińcy wymordowali, a trupy wywieźli do lasu. Oddział powiatowej Komendy PP. z Tomaszowa Lubelskiego, składający się z Komisarza Tadeusza Pławińskiego i pięciu policjantów wymordowano obok mleczarni, z wyjątkiem komisarza, który cudem uciekł. W stodole Michała Grześkowa nocowała rodzina uciekinierów, prawdopodobnie z województwa poznańskiego, w liczbie 6-ciu osób. Śpiących wymordował Grześków z pomocą własnej rodziny. Córka Grześkowa nosiła złoty zegarek i biżuterię zrabowaną pomordowanym uciekinierom. Petryna Mikołaj zabił widłami policjanta przed mleczarnią. Szofer który woził majora Wojska Polskiego, prosił o darowanie mu życia, bo zostawił w domu pięcioro dzieci. Na nic się to zdało. Zamordowano go razem z majorem. U Jaremy na podwórzu, obok posiadłości pana Kolbeka, zastrzelono dwóch oficerów – majora i kapitana. Odpowiedzialny za zbrodnię jest komendant OUN Dmytro Semczyszyn z Wierzbowa. Był on porucznikiem „Siczowych Strilciw” w 1914 roku. W sumie Leśnikach zamordowano około 200 osób głównie narodowości Polskiej”.  (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw.).

We wsi Potutory koło Brzeżan w zasadzce na kolumnę samochodów jadących do granicy bojówka OUN zabiła 32 Polaków a 50 zostało rannych. „W sprawie mordów w Potutorach zeznawała pani „Nina” (pseudonim). W nocy z 17 na 18 września 1939 r. przyniesiono do p. „Niny” na prowizorycznych noszach oficera polskiego por. Ludwika Zwolańskiego z drogi potutorskiej. Porucznik Zwolański (lat 23) jechał samochodem z innymi oficerami. Ukraińcy strzelali do nich z karabinu maszynowego – porucznik Zwolański dostał szereg kul w uda. Rannego przeniesiono do sąsiadki p. „Niny”. Tam opiekował się nim wojskowy lekarz i zabrał go do szpitala powszechnego w Brzeżanach. W tę samą noc na podwórzu p. „Niny” było trzech rannych – dwóch oficerów i jeden żołnierz o nieznanych nazwiskach. Jeden z oficerów ciężko ranny leżał w ogrodzie w kwiatach na leżaku – nie chciał dać się zabrać do mieszkania. Stracił do wszystkich zaufanie, nawet nie chciał przyjąć lampki wina. W dzień zabrano ich na furę do szpitala. W tę samą noc przybyli i nocowali u p. „Niny” trzej oficerowie - dwaj porucznicy i kapitan – starszy pan. Z początku bali się zdrady, nie wiedzieli do kogo przyszli, a później zorientowali się, że są w polskim domu. Kapitan płakał, zeznawał, że Ukraińcy napadli na nich, strzelali z karabinów ręcznych i maszynowych, rzucali ręczne granaty - bomby zapalające na auta i dużo oficerów spaliło się żywcem w tych autach. Grabarz, który ich chował zeznawał później, że musiał „specjalnie duże jamy kopać, ponieważ ręce mieli rozłożone jak na krzyżu” (u ciał zwęglonych nie można było rąk po śmierci złożyć). Jeden z oficerów był trafiony kulą przy kierownicy auta i w tej pozycji został spalony, cały był czarny, tylko miejsce na przegubie ręki, gdzie był owinięty różaniec pozostało białe. Jeden z dwóch wyżej wymienionych poruczników, wziął rower męża p. Niny i rano przed 6-tą godziną pojechał na tragiczne miejsce w Potutorach by zbadać co robią tam dalej Ukraińcy. Otóż widział jak dzicz ukraińska rabowała zniszczone auta i wozy na których jechali uciekinierzy, a którzy zostali pomordowani w bestialski sposób. Okryła ich wspólna mogiła, której wierzchnia warstwa wskutek deszczy jesiennych osiadła i rozmiary tej mogiły były widoczne. Wszyscy ranni oficerowie zostali zabrani do szpitala. P. „Nina” odwiedziła tych oficerów w szpitalu. Leżeli wszyscy pod nr 5. Było ich tam razem 11 ciężko rannych. Jeden z nich, oficer rezerwy – z zawodu nauczyciel około 40 lat, był ranny w głowę, kula wyszła mu nad czołem. Miał żonę i córkę, często wspominał córkę i choć rana zagoiła się - chwilami mówił od rzeczy. Zmarł w szpitalu pochowany został na cmentarzu brzeżańskim. Najwięcej utkwił w pamięci p. „Niny” oficer z Poznania, wybitnie przystojny, który opowiadał, że jadąc autem w nocy z kolegami widział wokoło łuny. To dzicz ukraińska paliła domy i wsie polskie. Nagle na tej sławnej drodze potutorskiej strzelają do nich, auto stanęło im. Otoczeni zostali przez Ukraińców. W aucie było ich kilku oficerów mieli dwa karabiny, postanowili bronić się. Równocześnie kilkanaście rąk chwyciło za lufy ich karabinów i zaczęło się szamotanie. Jeden z kolegów wyskoczył z auta i od razu został trafiony kulą i padł. Opowiadający musiał przez niego przeskoczyć, został trafiony w rękę i słyszał jeszcze jak tamten konającym głosem zawołał „Jezu”, sam skoczył w rów gdzie położył się i tym sposobem uratował się. Ponieważ noc była wybitnie ciemna – nikt nie mógł go dojrzeć. Leżał w rowie - słabł z upływu krwi i słyszał jak wszystko ucichło. Po pewnym czasie przytomniejąc usłyszał kroki i mowę polską na gościńcu. Był pewny, że to Polacy. Zbliżył się do nich, a to byli Ukraińcy, którzy prowadzili 6 oficerów Polskich. Gdy go zobaczyli – wzięli jego również do tej grupy, zrobili przy nim rewizje osobistą, zabrali mu wszystko, pieniądze, zegarek, metrykę itp. Zobaczyli u niego oryginalną obrączkę, kutą w listki mirtu i to mu chcieli zabrać, zasłonił ją ręką mówiąc „to mi zostawcie”. Rękę zabandażowali mu. Prowadzili całą grupę kawałek około 2 km. Kazali im kłaść się na ziemi, potem stać i znów 2 km prowadzili. Później ustawili ich w szereg i po kolei strzelali z rewolweru. Tamtych sześciu oficerów padło, on był ostatni, trafiony został w obojczyk, przez który przeszła kula. Upadł i udawał, że nie żyje. Hajdamacy ściągnęli z zabitych obuwie i z niego również zdjęli. Nim jednak zdjęli te buty, ciągnęli go po ziemi. Zaciął zęby i nawet nie drgnął. Ukraińcy w łupem odeszli. Gdy wszystko ucichło pełzał na kolanach i brzuchu w kierunku światełka, które zobaczył. Zapukał do chaty nad rzeką, prosząc o ratunek i schronienie. Tam przyjęła go dziewczyna i kobieta, dały mu gorącego mleka, zaopatrzyły rany i położyły do łóżka. Prosił o ołówek i papier, zdawało mu się że umierał, podał adres i prosił, że jak umrze, ażeby pamiętały, gdzie został pochowany – rodzina go zabierze i sowicie wynagrodzi. Stracił przytomność i usnął. Gdy rano obudził się prosił ażeby dano znać do szpitala i zabrano go stamtąd. Rzeczywiście zajechała fura i zawiozła go do szpitala. Największe zdarzenie dla niego było, że zabraną w czasie nocnej rewizji na drodze metrykę przez Ukraińców oddała przed wyjazdem do szpitala dziewczyna, Ukrainka, u której był gościnnie przyjęty.” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw.). 

We wsi Sławentyn pow. Podhajce, bojówka OUN ograbiła i spaliła zagrody polskie mordując 85 Polaków (Motyka..., s. 72; Ukraińska partyzantka…;  Kulińska podaje, że wymordowano 28 rodzin: „Preludium zbrodni. jw.). „Z opowiadań ocalałych mieszkańców wsi wiem, że napad rozpoczęli oni od uroczystej mszy w cerkwi, w której miejscowy ksiądz grekokatolicki poświęcił przeznaczone do mordowania Polaków karabiny, kosy, widły, siekiery i noże, głosząc „żeby żniwa były obfite”. W mordzie brali udział niektórzy nasi sąsiedzi. Większość zamordowanych Polaków zginęła od ciosów siekier, noży i wideł, a tylko nieliczni zostali zastrzeleni, głownie ci, którzy próbowali ratować się ucieczką. Pierwszą ofiarą zbrodni była Pani Gutowska, żona kierownika szkoły, która mieszkała w pobliżu cerkwi. Była w ostatnim miesiącu ciąży. Oprawcy nożem rozpruli jej brzuch. Jej córeczkę Romcię zakłuto nożami. Florian Kustrio, zięć Anny Denegi, był torturowany, obcięto mu język, nos, uszy, palce u ręki i nóg. Ukrainiec Perekop, który ukrył Polaka – Władysława Świdera, za to, że nie chciał wydać jego kryjówki, został zarąbany siekierą” (Janina Mazur; w: Komański..., s. 760). Przejmujące wspomnienia Anny Kozieł ze wsi Sławentyn pt. „Rąbali nas jak kury na klocu…” spisała Magdalena Kolatowska (wnuczka świadka). Jej 20-letnia wtedy prababcia Anna Holchauzer z domu Buczek z mężem, rodzicami, rodzeństwem i dwójką małych dzieci, 3-letnią Janinką i 5-letnim Bolkiem, mieszkała w jednym z bogatszych gospodarstw w Sławentynie. „Potem znowu było słychać krzyki: »Uciekajcie, Polacy! Biją nas Ukraińcy! Uciekajcie!«. To my szybko uciekliśmy do pałacu, bo my kupili taką czynszówkę. I na dole, w kuchni, tam wszyscy siedzieliśmy. A tu naraz ten pałac Ukraińcy okrążyli i zaczęli strzelać. A ja tulę moje dzieciątko,reczkę, na ręku. A mąż mój z Bolkiem uciekł przez okno do takiego mostu okrągłego, cementowego. Tam, do środka, włożył Bolka. Rosła tam pokrzywa i Bolek ukrył się w niej. A mąż mój, postrzelony, nie zdążył się tam doczołgać. Ukraińcy przyświecili i zobaczyli go. Wyciągnęli i zabili. A Bolek cichuteńko siedział w tych pokrzywach i patrzył... Pięć lat miał, ale mądry był. Cichutko schował się i siedział w tych pokrzywach. Ja mamę wyciągałam przez okno, a córeczkę zostawiłam na chwilę samą. Mamę próbowałam wyciągnąć – kontynuuje prababcia. – W czasie gdy ją wyciągałam, Ukrainiec przyleciał i wbił mi widły w tył głowy. Od razu upadłam i już byłam jak nieżywa. Mama krzyczała, a potem upadła obok. A moja córeczka, biedactwo, koło mnie do rana leżała... /…/ I ja leżałam tam do rana nieżywa. Nic nie czułam. Jak ta dachówka zaczęła strzelać, bo się paliła, to ja się zerwała. Ja się przebudziła. Włosy miałam poszarpane. Cała we krwi. Przedtem byłam ubrana, a obudziłam się w samej tylko koszuli. A miałam taką ładną spódnicę, haleczkę. Nie było tego... I ja próbuję się podnieść, ale nie mogę. Cała we krwi i błocie. I męczę się, ale coś mi mówiło cały czas: »Wstań!, Wstań!«. To dzieciątko, moja córeczka, wstała, ona już… oczy miała wybite. I w ogóle tak pokaleczone dzieciątko. Ono, biedactwo, za te rany się trzymało... /…/ W końcu, za czwartym razem, wstałam. Taka pobita... Cała głowa we krwi, w głowie szumiało. Pod żebro mi wbili widły, prawie do serca, gwizdało mi tam, taka dziura była. Do dzisiaj jest blizna. Idę i patrzę – moja mama leży. Podchodzę do niej, próbuję podnieść. Ciepła jeszcze była. Tak się męczyłam, żeby ją podnieść. W końcu padłam koło niej – opowiada dalej. – A tam w górze taki las kupił Muszyński i chłopak się przechował, i krzyczał do mnie: »Pani Holchauzerowa! Niech pani ucieka! Mama już nie żyje!«. Mama już nie żyje... A gdzie ja miałam uciekać? Jak? Ale wstałam i tak się trzęsę, i nic nie wiem – gdzie ja jestem, co ja jestem? A to dzieciątko trzyma mnie za rękę, a takie ono pobite. Oczy wybite, tak jej oczy wypływały – prababci łamie się głos. – Moja córeczka... /…/ A to dzieciątko biedne położyło się, tak się męczyło, takie siniutkie i pobite, i tak stękało, biedne jeszcze żyło i męczyło się. Ja byłam jeszcze nieprzytomna. Cała we krwi, jak straszydło wyglądałam – płacze prababcia. /…/ W nocy wzięłam już nieżywą córeczkę i przytuliłam. Całą noc tak spałam... I później ta Ukrainka, Melanka, uprosiła mnie i wzięła małą. Nieboszczyk Władek zrobił trumnę i pochowaliśmy córeczkę obok kapliczki polskiej – płacze prababcia./…/ A później napisano mi (w 1940 roku świadka Sowieci zesłali na Sybir – przyp. S.Ż), że moją siostrę Kasię, szwagra Michała i ich dzieci rąbali jak kury na klocu. Ale o Mietku nikt nic nie wiedział. Listy nie dochodziły. Pisałam, ale nikt mi nie odpisał. Pisałam do Kasi, gdy jeszcze żyła, bo dopiero później ich złapali. Oni uciekli do pobliskiej wioski. Ale Ukraińcy dowiedzieli się, okrążyli dom i wszystkich wybili.”  W sierpniu 2010 r. Magdalena Kolatowska, odwiedziła Sławentyn. Relacjonuje: „Trudno było odnaleźć wioskę z opowieści prababci. Po bytności Polaków nie ma tam śladu. Z pomocą mieszkańców udało mi się zlokalizować miejsce, gdzie kiedyś stała polska kapliczka, obok której prababcia pochowała swoją córeczkę. Po kapliczce został tylko fragment fundamentu. Miejscowi twierdzili, że to Rosjanie w czasie wojny ją zniszczyli. I w tym właśnie miejscu zapaliłam znicze dla trzyletniej Janinki, córeczki prababci; pierwsze znicze, które kiedykolwiek zapalono w miejscu jej pochówku. Obok fundamentu polskiej kapliczki ujrzałam ogrodzony niskim płotem kopiec i ukraińską kapliczkę. Stały tam dwie nowe płyty pomnikowe, a przed nimi kwiaty. Były to pomniki na cześć odwagi i bohaterstwa bojówkarzy OUN i UPA z wypisanymi nazwiskami „bohaterów ze Sławentyna”... Prababcia wzruszyła się i strasznie mi dziękowała, gdy opowiedziałam, że zapaliłam znicze w miejscu pochówku jej córeczki. Jednakże nie miałam serca powiedzieć, że dosłownie obok grobu Janinki stoi kopiec i pomnik sławiący bohaterstwo jej oprawców”. (http://ioh.pl/artykuly/pokaz/rbali-nas-jak-kury-na-klocu,1127 ).

W majątku Romanówka pow. Łuck 17 września chłopi ukraińscy ze wsi Nemir i Tychotyn, uzbrojeni i podpici, z czerwonymi opaskami, zażądali złożenia broni przez oddział WP. Po odmowie w dniu 18 września zaatakowali polski oddział. Po kilkugodzinnej walce, gdy pojawił się oddział sowiecki, Polacy złożyli broń. Ukraińcy pozdzierali z żołnierzy mundury, powiązali i wraz z rannymi – razem około 50 żołnierzy -  załadowali na kilka dużych wozów drabiniastych. Kłując bagnetami leżących na wozach, zawieźli ich nad przepływającą w pobliżu rzekę Stochód i tam potopili.(Siemaszko…, s. 634 – 635). Relacjonuje Zygmunt Mogiła-Lisowski: „17 września wycofująca się kompania Wojska Polskiego, prawdopodobnie akademicka, składająca się z młodych chłopców, zatrzymała się w Romanówce na noc. /.../  Nacjonaliści ukraińscy mieli wolną rękę w mordowaniu wycofujących się żołnierzy i polskich uciekinierów z zachodniej Polski, którzy zatrzymywali się na noc w stodołach u chłopów. Rabowali wszystko, a następnie mordowali. Jedna z ich grup zażądała, żeby nocujący w Romanówce żołnierze poddali się. Nasi chłopcy kategorycznie odmówili i stwierdzili, że mogą się poddać najwyżej regularnej armii. Moja mama namawiała ich, żeby uciekali, gdyż wiedzieliśmy już, co im grozi. Część posłuchała, ale 50 czy 60 żołnierzy zostało. Najpierw zostali rozbrojeni przez wojsko rosyjskie, jadące traktem do Kisielina. /.../ Tych, których nie zabito w strzelaninie, a się poddali, Rosjanie przekazali nacjonalistom ukraińskim, mówiąc: „Róbcie z nimi, co chcecie. To jest pańskie wojsko”. Chłopi ukraińscy rozebrali tych młodych żołnierzy do naga. Pokładali na wozy drabiniaste jak snopki siana i zakłuli widłami. Potem ciała ich wywieźli i potopili w jamach torfowych. Wszystkich wymordowali, a zdarzenie to, ze szczegółami, wryło się boleśnie w moją pamięć na zawsze. Po latach, już w wolnej Polsce, starałem się zwrócić uwagę polskim władzom na to miejsce mordu polskich żołnierzy. Powinno ono zostać upamiętnione. Przecież to był mały Katyń na Wołyniu. Rozmawiałem o tym m.in. z nieżyjącym już ś.p. Andrzejem Przewoźnikiem z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, ale sprawa po dziś dzień nie została załatwiona. Szkoda, bo za kilka lat umrą ostatni ludzie pamiętający tę tragedię. Ja do końca życia nie zapomnę twarzy ukraińskiego chłopa, który ściągał wtedy buty z nóg mordowanych polskich żołnierzy. Nieopodal Romanówki były dwie ukraińskie wsie, Tychotyn i Niemir. Pierwsza z nich zachowała się lojalnie w stosunku do nas i nie bardzo się angażowała w ten mord. Druga wieś natomiast była absolutnie opanowana przez nacjonalistów ukraińskich, którzy nazywali siebie Komunistyczną Partią Ukrainy. Odznaczali się czerwonymi opaskami na przedramieniu. 19 września 1939 r. chłopi z Niemira przyszli do naszego majątku. Wyciągnęli nas na zewnątrz. Postawili pod ścianą i zamierzali wszystkich rozstrzelać, tak jak ziemian w innych majątkach. Matkę zaciągnęli do domu, rzekomo szukając broni. Gdy ciotka Aniela spytała, dlaczego nas tam trzymają, jeden z pilnujących nas chłopów odpowiedział: „Jak tylko przyprowadzą z powrotem Lisowską, to razem was wszystkich rozstrzelamy”. Nagle coś zawarczało, zahuczało i przez gazon, na którym rosły lipy i kasztany, zajechał przed dom rosyjski czołg. Siedział w nim oficer rosyjski w skórzanej kurtce. Wyszedł, patrzy, a my tak stoimy pod ścianą: moja siostra cioteczna (mała, 4,5-letnia dziewczynka), moja starsza siostra i ja. Oficer spytał, dlaczego tu stoimy.

-  To pamieszcziki, my ich zaraz rozstrzelamy — odpowiedział Ukrainiec.

-  I te dzieci też? — zapytał oficer.

-  No, to szto, eto pamieszcziki — rzucił krótko chłop.

W tym momencie oficer złapał go za kark, wyjął nagan, kopnął w tyłek Ukraińca, który nas pilnował i powiedział, że jesteśmy wolni. Następnie wezwał do siebie któregoś z tych ukraińskich przywódców i powiedział, że jeśli będą tu ludzi mordowali, to sam ich wszystkich rozstrzela.

-  Wy nie macie prawa bez sudu. Od tego sowiecka ja włast. -  Trochę się przestraszyli, a myśmy się uratowali”. (Marek A. Koprowski: „Przerwane dzieciństwo”, w: www.kresy.pl/ kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/przerwane-dziecinstwo).   

 

18 września w kolonii Kołodne należącej do wsi Monasterzyska pow. Buczacz, około godziny 22,oo  kilkunastoosobowa bojówka OUN napadła na zagrody polskie. W zagrodzie Wojtyłów zamordowali 4 Polaków: 56-letnia Maria otrzymała 7 postrzałów z karabinu oraz 8 ran kłutych bagnetem i zmarła po 12 godzinach, 25-letnia synowa Stanisława otrzymała postrzał z karabinu w głowę a jej 13-miesięcznemu synowi Ukraińcy rozpruli bagnetem brzuch; zginął też około 50-letni sąsiad Wojtyłów o nazwisku Zalewa. Ciężko ranni zostali: córka Stanisławy, lat 7 (rana postrzałowa klatki piersiowej i nogi) oraz syn, lat 5 (dwie rany postrzałowe w brzuch i jedna w nogę). Pozostali mieszkańcy zdołali uciec i ukryć się. Ukraińcy ograbili wszystkie zagrody Polaków i spalili. 

We wsi Kuropatniki pow. Brzeżany Ukraińcy zamordowali 40 osób narodowości polskiej („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich..., j. w.). H. Komański, Sz. Siekierka..., na s. 113 - 114 opisując wieś nie odnotowali tej rzezi.  

W lasach koło Łopszyna, pow. Brzeżany, w zasadzkę bojówek ukraińskich wpadło 150 polskich policjantów, którzy zostali wymordowani. Ukraińcy chodzili potem w ich mundurach i butach; „Po południu w lasach koło Łapszyna (gm. Brzeżany) w zasadzkę zastawioną przez bojówki wpadło 150 polskich policjantów. Nikt z tej grupy nie ocalał. Organizatorami zasadzki i mordu byli: Dulęba, syn sołtysa z Łapszyna i Wasyl Biłłaj z osady Bernardyny koło Gaiku. Po tym wydarzeniu wielu Ukraińców z Łapszyna i Gaiku chodziło w mundurach i butach pomordowanych” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw.). .  

We wsi Majdan pow. Drohobycz miejscowi bojówkarze OUN, którymi dowodził Stepan Hubysz, rozbroili i zamordowali 20 żołnierzy WP idących do granicy.

We wsi Plaucza Mała pow. Brzeżany bojówka OUN uprowadziła 17 Polaków i 3 Żydów dokonując nad nimi „rozprawy sądowej” połączonej z torturami. Tortur nie przeżyło  14 Polaków i 1 Żyd  

We wsi Trościaniec pow. Brzeżany: “18.09.39 r. zamordowano 17 Polaków, w tym nauczyciela”.(Kubów  Władysław: Terroryzm na Podolu, Warszawa 2003).    

We wsi Jakubowce pow. Brzeżany: „18 września 1939 roku zamordowano Grzegorza Erazmusa i Andrzeja Erazmusa - mojego ojca i stryja. Proszę o sprostowanie i dopisanie - w wykazie jest Stanisław Erazmus (pomyłka). W Ceniowie zamordowano - mojego kuzyna Wronę, chyba Stanisława. W poniedziałek 18.09.1939 padli pod toporami sąsiedzi Wojciech Krężel i Ćwiok, a Paweł syn Krężla (absolwent Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego we Lwowie został znaleziony w zbożu w czerwcu 1941r. - zmaltretowany). Zamordowany też został Wojciech Persak i jego dorosły syn, którego żywcem zakopali w ziemi. Zginał pod toporami Kędziora (imienia nie pamiętam) oraz kobieta z drugiego końca wsi. Prawie cała wieś została spalona. Nocą z 18 na 19 września poddał się Ukraińcom mały oddział wojska polskiego. Wszyscy żołnierze zostali rozstrzelani i pochowani w piaskowych pagórkach między Olesinem a Ceniowem. Powyższą gehennę opisałem w artykule opublikowanym w "Polityce" w 1994 r. pt. "Skończmy z rachunkami krzywd" (Edward Erazmus; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). „Mój ojciec Tadeusz urodził się w Jakubowcach i mieszkał tam wraz z rodzicami i rodzeństwem. Pan E. Erazmus wspomina swoich pomordowanych bliskich i są oni znani mojej rodzinie. Z opowiadań cioci Anieli dowiedziałem się, że do listy pomordowanych należy dodać również nazwisko Dołęga mężczyzna (imię niestety umknęło z pamięci) zamordowany we wrześniu 1939 r. w Jakubowcach gm. Budyłów pow. Brzeżany. Z relacji cioci wiem, że wymieniony na liście zamordowanych Bajsarowicz Walerian był jej kolegą z partyzantki, w której była łączniczką. Mój ojciec miał wtedy 7 lat i wraz z rodzeństwem widzieli z ukrycia śmierć swojego sąsiada Emila Kędziory przeciętego żywcem piłą przez ukraińskich oprawców. W rodzinie mojego kuzyna, dziecko z kołyską zostało wrzucone w ogień” (Ryszard Siwak; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). Inni podają: „W nocy z 18 na 19, tuż przed wkroczeniem wojsk radzieckich, bojówka OUN wsparta przez okolicznych chłopów, ograbiła i spaliła tam 57 gospodarstw i wymordowała 21 polskich kolonistów. Czynów tych dokonywali Ukraińcy ze wsi Olesin. Zamordowali oni także sześciu polskich posterunkowych z żonami i dziećmi (uciekinierów) Ofiary pochowane były przy polnej drodze prowadzącej do Olesina, a trzech cywilnych uciekinierów pochowano na cmentarzu.

Z rąk ukraińskich zginęli następujący Polacy:

  1. Lehun Paweł, pochodził z Olesina. Zamordowany przez Galara Wasyla i Karyszyna Michała z Olesina. Przed śmiercią zeznał o sprawcach swojej żonie.
  2. Studnicka Balbina zamieszkała w Jakubowcach, zamordowana przez Horynia Wasyla i Świtenkę Marię z Olesina.
  3. Zersak Władysław zamieszkały w Jakubowcach. Zamordowali go Kuseń Józef s. Jana i Smoczyło Wasyl s. Mikołaja pochodzący z Olesina.
  4. Krężel Ludwik, zamieszkały w Jakubowcach, zamordowany przez Kiernickiego Mikołaja i Kiernickiego Teodora. Obaj z Olesina. Świadkiem tego mordu był syn Władysław Krężel.
  5. Ćwiek Józef zam. w Jakubowcach. Zamordował go Krych Mikołaj, świadkiem był syn Tadeusz.
  6. Erazmus Grzegorz, aresztowany w młynie w Ceniowie, zamordowany w Byszkach.
  7. Erazmus Andrzej - brak świadków.
  8. Persak Karol (lub Percak) zam. w Jakubowcach, zabili go Kuzka Mikołaj i Kuzda Teodor obaj pochodzący z Olesina.
  9. Kędziora Emil zam. w Jakubowcach, zabili go Kuseń Michał s. Mykyły i Smaczyło Dymitr pochodzący z Olesina.
  10. Garstka Jan zam. w Jakubowcach, zamordowany przez Kuzdę Michała i Smaczyłę Józefa z Olesina.
  11. Gałęźniak Stanisław uchodźca z zachodu, zamordowany przez Smaczyłę Józefa. Świadkiem tego morderstwa był Jędrusiek Jan.
  12. Gałęźniak, brat Stanisława, uchodźca z zachodu, zamordowany przez Dutkę Józefa z Jakubowiec. Świadkiem był Jędrusiek Jan.” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw.).

W nocy z 18 na 19 września we wsi Horożanka pow. Podhajce: „Zamordowano kierownika szkoły Jana Groszka, jego żonę i kilkumiesięczne dziecko oraz około 50 innych rodzin polskich”  („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich..., jw,). H. Komański i Sz. Siekierka na s. 260 podają, że w tej wsi bojówka OUN napadła na 5-osobową polską rodzinę nauczycieli, która schroniła się w piwnicy. Ukraińcy przynieśli słomę, oblali naftą i podpalili. W płomieniach zginęło małżeństwo nauczycieli, ich dziecko i rodzice nauczyciela.

We wsi Litwinów pow. Podhajce miejscowa bojówka OUN zamordowała 41 Polaków i spaliła 15 zagród. Przez kilka godzin bili i kłuli nożami Helenę Lityńską, działaczkę katolicką, fundatorkę kościoła. Okaleczoną wypędzili z jej domu i zabronili powrotu.

We wsi Szumlany pow. Podhajce: „Zamordowano rodziny właścicieli folwarków Gilewskiego i Gołembskiego, po 3 osoby, rodzinę kierownika szkoły Engela (4 osoby) oraz około 20 innych rodzin polskich. Bandzie przewodził ukraiński ksiądz z Trościańca powiat  Brzeżany. /.../ W liście wysłanym 17 grudnia 1941 r. przez polskiego rządcę z dworu w Szumlanach Jana Serafina do Polskiego Komitetu Pomocy w Brzeżanach, pisał on: „We wrześniu 1939 r. Ukraińcy zamordowali w Sławentynie miejscową nauczycielkę p. Zdebową, z domu Małaczyńską. Mordowali ją w sposób wyrafinowany. Egzekucja trwała w mieszkaniu nauczycielki od zmroku do świtu. Powodem mordu był fakt, że Zdebowa była Polką”. /.../ Mord w Szumlanach rozpoczął się od sprofanowania rzymskokatolickiego kościoła. Banda rozbiła drzwi kościoła, z którego wyniesiono następnie obrazy, chorągwie, szaty liturgiczne i wszystko, co się w nim znajdowało. W akcji brała udział młodzież męska i żeńska. Następnie pocięto na części przedmioty, nadające się na przeróbkę spódnic, chustek itp., przy czym przy podziale dochodziło do bójek, a zwyciężał silniejszy. Z kolei uformował się pochód. Kilku z mołojców ubrało się w niezniszczone jeszcze szaty liturgiczne, wsiadło na konie i wśród szyderczych okrzyków, śmiechów i dzikiej wesołości ruszono na wieś. Zabrano oczywiście kielichy, komunikanty i inne świętości, które rozrzucano po drodze. Nie należy zapominać, że zarówno świętokradcy, jak cała zresztą wieś byli katolikami, a tylko obrządku greckiego. Ta profanacja trwała trzy dni, żadnej władzy wtedy nie było. W międzyczasie mordowano nocą rodziny polskie i rabowano ich dobytek. W tym to czasie wymordowano wszystkich Polaków w Szumlanach” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich..., jw.).  „W Szumlanach zginęli z 18/19 wrzenia: Chruszczewska N. (ż. Franciszka), jej dwóch synów i siostra męża, Palczak Marcin, jego żona i dziecko, Palczak Piotr, jego żona i dwoje dzieci, Palczak Julian (s. Józefa), Engel Grzegorz, Engel N. (żona dyrektora szkoły) i Horbowa N. (teciowa Englów), Groszek Józef, jego żona, syn, synowa i wnuk, Hübner Antoni l. 13 (s. Ludwika), Kamiński Józef i Kamińska N., Kaligniola N. (kowal i dwóch członków jego rodziny, Nadolska Karolina i 3 jej dzieci, Michalewicz Piotr, Okienko N., Rozumek Aniela, Ziemliska N. i jej syn Michał, Skotnik N. l. 13 (s. Piotra)”. (Kubów..., jw.). H. Komański i Sz. Siekierka na s. 270 podają, że miejscowi Ukraińcy z inicjatywy OUN, używając siekier, wideł, kołków oraz paląc żywcem, wymordowali 46 Polaków, w tym całe rodziny (m.in. rodziców dyrektora szkoły, 5-osobową rodzinę z 2-letnim dzieckiem spalili żywcem). Sprofanowany został kościół katolicki. Masakrę przerwało wejście Armii Czerwonej.

We wsi Trościaniec pow. Brzeżany: „wymordowano wszystkie rodziny polskie. Akcja mordu była zorganizowana na sposób wojskowy, a kierował nią ukraiński ksiądz, zamieszkały w Trościańcu jako miejscowy wikary. W organizacji brała udział tylko młodzież. Starsi odsunęli się od roboty całkowicie. Zbiórki urządzano nocami i w tym czasie odbierano przysięgę od nowo zwerbowanych. /.../ Sprofanowano także miejscową kaplicę polską i zbezczeszczono groby /.../ a nieboszczyków odarto z szat i obuwia i tak pozostawiono. Znajdują się oni w takim stanie do dnia dzisiejszego. Zdartą z nieboszczyków odzież i obuwie, a także zrabowane z kaplicy szaty liturgiczne z wizerunkami Chrystusa, chustką Weroniki, itd. oddano do krawców, krawczyń i szewców do przeróbki” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich..., j. w.). H. Komański, Sz. Siekierka..., na s. 130 podają o zamordowaniu 17 Polaków, w tym NN miejscowego nauczyciela.

18 lub 19 września we wsi Oblicki pow. Dolina  w nadleśnictwie Turza Mała: „Dostaliśmy z Bolechowa informację, że dwóch leśniczych już tam pochowano, a nadleśniczy Śladek rozpuścił uczniów swojej szkoły do domów, a sam – choć w mieście – nie jest pewny życia. (W parę dni po tej wiadomości nacjonaliści ukraińscy zamordowali okrutnie oboje państwa Śladków i ich dwoje dzieci. To samo spotkało nadleśniczego Wisza z Polanicy i jego rodzinę. Leśniczego Skóreckiego oblegano dwie doby po czym całą rodzinę wymordowano)”. (Rajmund Scholz: „Wojny – lasy – ludzie”. Olsztyn 1984, s. 170 – 171).

 

19 września w kolonii Józefówka pow. Brzeżany: „bojówkarze OUN kolonię zupełnie zniszczyli i spalili a ludność w znacznej części wybili” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich..., jw.). H. Komański, Sz. Siekierka..., na s. 112 podają,  że zginęło 3 Polaków: Piotr Adamów spalony żywcem w szopie; Józef Bartman, któremu kosą podcięli gardło oraz Jan Zając, zastrzelony podczas ucieczki. „Wieś zupełnie zniszczona, straty we wrześniu 1939 r. - 18 osób NN”  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do listy strat ludności polskiej podanej przez Komańskiego i Siekierkę dla województwa tarnopolskiego, 2004; w: Ludobójstwo  OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 7, pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2015; w:  http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl/attachments/File/2__Ksi____ka_tom_7.pdf ).      

We wsi Kotów pow. Brzeżany: „19 września 1939 roku został zabity przez bolszewików ks. Gach, Polak zadenuncjowany przez Ukraińców jako osoba, która rzekomo strzelała z miejscowego kościoła z karabinu maszynowego do jadącego wojska sowieckiego. Oczywiście natychmiastowa rewizja w kościele wykluczyła taką możliwość ale i tak ks. Gach jako kontrrewolucjonista został „dzięki” miejscowym Ukraińcom niezwłocznie rozstrzelany pod kościołem. W pracy Blicharskiego z kolei znajduje się informacja o tym, że 19 września bojówka OUN zamordowała 12 mieszkańców tej wsi” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw.).    

We wsi Mieczyszczów pow. Brzeżany bojówka OUN zamordowała 10 polskich chłopów, ograbiła i spaliła ich zagrody. (Kubów..., jw.). 

We wsi Schodnica pow. Drohobycz bojówkarze OUN rozbrajali grupki żołnierzy WP idących do Rumunii i zamykali w drewnianym baraku, który potem oblali benzyną i podpalili – żywcem spłonęło 50 żołnierzy. „Dopiero 19 września 1939 roku zaczęła się dla nas wojna. Tego dnia miejscowi Ukraińcy wypędzili nas Polaków, mieszkańców tej wsi w pobliże dużego drewnianego baraku. Okazało się, że w tym baraku zostało zamkniętych 50 polskich żołnierzy. Wokół baraku stało wielu Ukraińców, niektórzy mieli karabiny, większość jednak uzbrojona była w widły, siekiery, kosy, łopaty itp. Na naszych oczach barak został oblany naftą lub benzyną i podpalony. Ucieczka z niego nie była możliwa, gdyż był gęsto obstawiony przez uzbrojonych Ukraińców. Kto się nie spalił, a próbował wydostać się przez wyłamane deski ze ścian, był dobijany strzałem z karabinu lub jakimś narzędziem, widłami lub łopatą. Po dokonaniu tego morderstwa nam Polakom oraz ukraińskim gapiom kazano rozejść się do domów, a przy tym wykrzykiwano do nas różne obelgi, jak np. polskie świnie itp.”. (Kazimierz Kaniewski; w: Siekierka..., s. 195; lwowskie).   

 

W dniach od 16 do 20 września w rejonie wsi Narajów pow. Brzezany bojówki OUN wyłapały, rozbroiły i wymordowały około 80 żołnierzy polskich. „OUN rozbrajała i mordowała pojedynczych polskich żołnierzy w rejonie Podwysoki – Mieczyszczów, Narajów – Byszki, gdzie wymordowano w lesie byszkowskim za starą cerkwią około 80 żołnierzy i prawdopodobnie oficerów i paru kapelanów. Takie oświadczenia złożyli mieszkańcy wsi Kuropatniki, świadkowie tych morderstw” (Zbigniew Rusiński: Tryptyk brzeżański, Wrocław 1998, s. 13). We wsi Żuków gm. Buszcze pow. Borszczów:W okresie 16-20 września w rejonie Żukowa, według świadków, przechodzący pojedynczo lub grupkami polscy żołnierze powracający bez broni z wojny, lub udający się w stronę granicy rumuńskiej, byli podstępnie mordowani. Większość ofiar zakopywano w pobliskim wyrobisku po żukowskich kamieniołomach. Według świadków, zginęło tam ok. 1000 żołnierzy, oraz cywilnych uciekinierów z centralnej Polski” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., j.w.). 

  

W dniach od 17 do 20 września w osadzie wojskowej Borowicze pow. Łuck podczas trzydniowej anarchii Ukraińcy ze wsi Topólno oraz z innych okolicznych wsi zabili około 50 żołnierzy WP oraz 8 osadników. 

We wsi Byszki pow. Brzeżany:Od 17-20 września 1939 w lesie znajdującym się w pobliżu cerkwi greckokatolickiej zostało przygotowane miejsce kaźni, w którym mordowano powracających do domu, pojedynczo lub małymi grupkami, żołnierzy polskich. Byli oni zatrzymywani przez bojówki OUN, rozbrajani i następnie stawiani przed ukraińskim „sądem”, który przed egzekucją przeprowadzał „dochodzenie”. Życie można było uratować jedynie deklarując narodowość ukraińską, co sprawdzano każąc deklamować modlitwy po ukraińsku. Po szczegółowym „przesłuchaniu” i potwierdzeniu znajomości języka ukraińskiego żołnierz był wypuszczany. W ten sposób uniknęło śmierci kilku Polaków znających dobrze ukraiński. Egzekucji członkowie OUN tylko sporadycznie dokonywali przez zastrzelenie, większość zamordowano przy użyciu siekier, noży i bagnetów, często okrutnie torturując. Według relacji Ukraińców i Polaków, w tym miejscu zamordowano i pochowano 250 żołnierzy i kilkanaście osób cywilnych - uciekinierów z centralnej Polski. Na polu między Byszkami a Potokiem bojówkarze OUN zamordowali 30 osobową grupę polskich żołnierzy z kapelanem. Mimo upływu tylu lat nie dokonano w tym miejscu ekshumacji, ani nie postawiono upamiętnienia. Dane te potwierdza Cz. Blicharski. Pisze o zamordowaniu (masakrowaniu) we wrześniu 1939 roku przez bojówki OUN zatrzymywanych pojedynczo lub w niewielkich grupach w pobliskim lesie ok. 250 polskich żołnierzy, wśród których był kapelan wojskowy”. (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw.). „Na polu między Byszkami a Potokiem bojówkarze OUN zamordowali 30-osobową grupę polskich żołnierzy z kapelanem wojskowym, który miał przy sobie konsekrowane komunikanty, których nie pozwolono oddać księdzu greckokatolickiemu. W miejscu mordu rośnie dziś dąb, na którym ktoś wyrzeźbił krzyżyk” (Komański...,s. 106).

We wsi Dryszów pow. Brzeżany bojówki OUN i miejscowi Ukraińcy wyłapywali uciekinierów z Polski centralnej, ograbiali ich z dobytku i odzieży a następnie mordowali ; „W ten sposób zamordowano ok. 22 osób” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., j. w.; oraz; „Na Rubieży” nr 2/1996, s. 15).

We wsi Grabowo oraz w całej gminnie Pulemiec (Olszanka, Piszcz, Pulemiec, Wólka Chrypska) pow. Luboml, a także w gminie Domaszewo pow. Brześć n. Bugiem, woj. poleskie, przez trzy dni po wkroczeniu Sowietów (i przed 17 września) miejscowi Ukraińcy mordują Polaków: uchodźców, żołnierzy, oficerów, urzędników. Ofiarą ich padło 300 – 400 Polaków. 

 

20 września w majątku Grabów pow. Łuck jeszcze przed wkroczeniem wojsk sowieckich miejscowi chłopi ukraińscy ze wsi wymordowali właścicieli majątku (rodzinę Nieczujów-Wierzbickich) i mieszkańców, 12 Polaków. Ukraińcy dumni byli z tego, że „panów polskich zniszczyli z korzeniami”. Wśród zamordowanych był 1 mężczyzna, 6 kobiet i 5 dzieci, w tym 3-miesięczne.

Około 20 września w okolicach Trembowli, w wiosce, w której jest most na rzece Seret, Ukraińcy wymordowali grupę 14 żołnierzy WP, pluton artylerzystów.  „Przed mostem nad Seretem. Coś okropnego. Nawet pan sobie nie wyobraża, jak wygląda wyłupione oko wsadzone do pępka. Wytrzeszczone oczy patrzące ze środka nagich brzuchów. Poobrywane wargi z wytrzeszczonymi zębami, w które powtykano obcięte genitalia. /.../ Jednemu z nich, temu w okrwawionej bluzie, obrzezano głowę i chyba stąd tyle krwi. Głowę wrzucono do kociołka. /.../ Takiego wojskowego do gotowania nad ogniem. Srali, panie, na te głowę w kociołku, odlewali się! Czternastu żołnierzy, pluton artylerzystów”. (Zdzisław Nardelli: „Pasztet z ojczyzny”. Katowice 1986, s. 282). Żołnierz, któremu Ukraińcy odcięli głowę, nazywał się Walter Bobek, pochodził ze Śląska, z Cieszyna. Ciała żołnierzy złożono we wspólnej mogile we wsi Lechowo.

21 września we wsi Czetwertnia pow. Łuck: „Wieczorem, chyba 21 września, przejeżdżały przez naszą wieś dwie furmanki z kobietami i dziećmi, kierując się w stronę wsi Czetwertni (3-4 kilometry od Hodomicz), gdzie można było przeprawić się promem przez rzekę Styr. Towarzyszyli im oficerowie i żołnierze polscy z bronią gotową do strzału. Przed szkołą wywołali ojca, aby dowiedzieć się, czy nie ma w pobliżu jakiegoś wojska, a upewniwszy się, że w okolicy panuje spokój, udali się w dalszą drogę. Później dowiedzieliśmy się, że przepływających promem przez Styr żołnierzy z rodzinami ostrzelano z obu brzegów. Nikt się nie uratował.” (Zofia Szyszkowska: „Dziecko z kresów”, Fundacja Moje Wojenne Dzieciństwo, 2011 ; za: http://www.mojewojennedziecinstwo.pl/pdf/18_szyszkowska_dziecko.pdf ). 

22 września we wsi Kozielniki pow. Lwów Ukrainiec z Sichowa wskazał wkraczającym Sowietom z Armii Czerwonej 15 Polaków, jako „wrogów ludu” i zostali oni rozstrzelani    

W osadzie wojskowej Szczurzyn pow. Łuck po wkroczeniu Sowietów Ukraińcy zamordowali 14 osadników oraz 2 oficerów WP; nad niektórymi szczególnie znęcali się, wśród ofiar były dwie kobiety; zamordowany został osadnik, który bezpłatnie załatwiał miejscowym Ukraińcom sprawy urzędnicze, pisał pisma i podania, odpisywał na pisma, a na przednówku pożyczał żywność.

Od 13 do 23 września w miasteczku Sambor wojska niemieckie aresztowały około 100 Polaków wskazanych przez aktywistów OUN. Następnie wkroczyły wojska sowieckie, którym aktywiści OUN oraz komuniści denuncjowali kolejnych Polaków. 

23 września we wsi Urycz pow. Stryj bojówkarze OUN z żołnierzami niemieckimi zamknęli w budynku gospodarczym wziętych do niewoli 80 żołnierzy WP i wrzucili granaty, które spowodowały także pożar; tylko 6 rannych zdołało uciec, z których 3 zmarło; ocalało 3 żołnierzy; łącznie zamordowanych zostało 77 żołnierzy WP oraz 1 Żyd, który został  rozstrzelany. „Z relacji dwóch ocalałych żołnierzy Jana Marka i Antoniego Dobija wynika, że około 20 września 1939 r. nad Sanem koło Przemyśla Niemcy rozbili batalion 4. Pułku Strzelców Podhalańskich. Do niemieckiej niewoli trafiło ponad stu jeńców, których popędzono w kierunku Drohobycza. 22 września konwojenci zarządzili postój we wsi Urycz. Tam dokonali selekcji. Od grupy oddzielili tych, którzy uważali się za Ukraińców lub Ślązaków. „Resztę, w liczbie około 100 jeńców, niemieccy konwojenci umieścili w stodole, gdzie, jak im powiedziano, mieli przenocować. Po zamknięciu wrót Niemcy oblali stodołę naftą, a następnie podpalili za pomocą ręcznych granatów. Niemal wszyscy jeńcy spłonęli żywcem, uciekających ostrzelano z karabinów maszynowych” – opisywał w liście do konsulatu we Lwowie przebieg tych wydarzeń Jan Rybotycki, miejscowy historyk. Zbrodnię przeżyło trzech żołnierzy, których sołtys urycki przywiózł na furmance do pobliskiej Schodnicy. Ostatecznie przeżyło tylko dwóch – jeden zmarł w wyniku odniesionych ran. Historycy dotychczas nie ustalili który oddział niemieckiej armii dokonał tej zbrodni. Według relacji świadków Niemcom w masakrze pomogli ukraińscy nacjonaliści. Miejsce pogrzebania żołnierzy znajduje się na miejscowych cmentarzu naprzeciwko cerkwi.” (rp.pl /Pch24.pl; za:  http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/ropwim-bedzie-szukac-szczatkow-zolnierzy-wrzesnia39-spalonych-przez-niemcow-i-ukraincow).

24 września w majątku Husynne koło miejscowości Rogalin pow. Hrubieszów Sowieci i miejscowi Ukraińcy zamordowali 28 żołnierzy WP (w tym 3 oficerów), rozbierając ich do naga i kłując bagnetami; Ukraińcy zrabowali potem ich rzeczy i umundurowanie oraz zniszczyli dokumenty.

25 września we wsi Tyszowce pow. Tomaszów Lubelski: „Po nocnym boju pod Tyszowcami z 24 na 25 września 1939 roku zostali wzięci do niewoli i zamordowani żołnierze polscy. Kilkudziesięciu jeńców pchnięto bagnetami. Sowieci i miejscowi Ukraińcy w szczególny sposób znęcali się nad majorem Jerzym Borowiczem, którego po wymyślnych torturach zastrzelili dwaj oficerowie sowieccy”  (Ryszard Szawłowski/Karol Liszewski: Wojna polsko-sowiecka 1939; tom 1, s. 377).

26 września we wsi Dub pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: „Grupa ukraińskich komunistów z Duba (Stolarczyk), Moniatycz (Stanisław Kucharczyk) i Śniatycz (syn popa) 25 września 1939 r. pod dowództwem  Kazimierza Prokopa z Kotlic, najpierw ograbiła doszczętnie dom parafialny z dóbr materialnych, a następnie w lesie, zwanym Burki (26 września 1939 r.) w bestialski sposób zamordowała uprowadzonych domowników: ks. Wiktora Możejko (proboszcza parafii Dub), kleryków: Stefana Fabiańskiego i Mikołaja Kapuścińskiego, organistę Władysława Wentlanda oraz sołtysa Dub – Bolesława Piotrowskiego”. Ciała pomordowanych odkryto i pochowano na cmentarzu parafialnym w Dubie w zbiorowej mogile w połowie października, po wycofaniu się wojsk sowieckich i wkroczeniu wojsk niemieckich. Ofiary były torturowane, miały wydłubane oczy, poobcinane uszy, wyrwane języki….” (Waldemar W. Bednarski : „Z dziejów okupacji Ziemi Tomaszowskiej przez Armię Czerwoną oraz terroru UB – NKWD”, w: http://www.rasil.home.pl/rrh_5_2007/10_waldemar_bednarski.pdf).

We wsi Niemirówek pow. Tomaszów Lubelski Sowieci i miejscowi Ukraińcy zamordowali 17 żołnierzy WP, w tym 14 podchorążych i 3 oficerów.

28 września we wsi Mokrany pow. Kobryń woj. poleskie: Marynarz Jerzy Krakus z monitora ORP "Wilno" zeznał: "Na pochylonym w stronę drogi płocie wisiał w dół trup młodej dziewczyny, rozcięty od rozkrocza aż po brodę straszliwie toporem. Z opadniętych na twarzy włosów zwisały sople zakrzepłej krwi, tworząc na ziemi brunatną plamę obsiadłą przez muchy i bąki. Dalej, przerzucony przez żerdzie, zwisał trup nagiego mężczyzny po katowsku zeszpecony, obok czapka oficera marynarki. Dalej, obok studni, obdarte i zeszpecone trzy trupy polskich żołnierzy pogranicza, a później już coraz częściej sponiewierane zwłoki już nie wiadomo kogo" - można przeczytać w relacji Jerzego Krakusa, który nadmienia, że zamordowaną kobietą była miejscowa nauczycielka - Marta Stępień, a oficerem prawdopodobnie kpt. mar. Czesław Basiński. W innym miejscu żołnierze Batalionu Morskiego pojmali ukraińskich partyzantów i za zgodą radzieckiego oficera rozstrzelali ich za morderstwa i grabieże, jakich dopuścili się w okolicach. Takie zachowania były raczej symboliczne, bowiem Sowieci jawnie wspierali ukraińskie bojówki, uzbrajali je, a nawet inspirowali zbrodnie, jak tę w Mokranach, gdzie Sowieci wraz z Ukraińcami zamordowali osiemnastu wziętych wcześniej do niewoli oficerów i podoficerów Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej, KOP i piechoty”. (http://nowahistoria.interia.pl/ii-rzeczpospolita/news-17-wrzesnia-1939-roku-zdrada-wlasnych-obywateli,nId,1883780#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome). Mord polskich oficerów i podoficerów miał miejsce 28 września 1939 roku.   

 

We wrześniu 1939 roku (świadkowie nie podali dnia) z kilkuset ukraińskich zbrodni na Polakach poniżej wybranych zostało kilkanaście przykładów. 

We wsi Augustówka gm. Koniuchy pow. Brzeżany: „Obok kapliczki w pobliżu cmentarza zamordowano dwóch policjantów polskich jadących wozem, jednego z wydziału śledczego, drugiego z policji mundurowej, jedną kobietę, dwóch chłopców (jeden z nich w wieku 12 lat) i woźnicę. Byli to uciekinierzy, którzy przejeżdżali przez tę wieś. Wóz, konie, walizy zabrali: Tęcza Józef, Łysyk Piotr, Szpundar Iwan, Moroz Naścia, mieszkająca obok cmentarza (ta ostatnia zabrała nawet koc i prała go z krwi, był nawet zatarg wśród morderców o ten koc). Polaków na wozie zamordowano siekierami. Na cmentarzu widziano później świeżą mogiłę. U księdza greckokat. Olijnyki Pawła zatrzymali się uciekinierzy (około 15 osób). Gdy przyszli po nich Ukraińcy, ksiądz nie stanął w obronie Polaków. Czy dotarli do celu swej podróży nie wiadomo” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw. ).

We wsi Bazar pow. Czortków: „We wrześniu 1939 r. zginęła w Bazarze nieznana liczba osób. Szczegóły i nazwiska nie zostały ustalone. Znany jest natomiast fakt, że liczna grupa miejscowych gospodarzy – Ukraiców, uzbrojona w kosy, widły, siekiery i broń palną, dokonała napadu rabunkowego na sąsiednią wieś Kociuszkówkę. Uprowadzono wówczas kilkunastu Polaków z zamiarem dokonania samosądu, czemu przeszkodziło wkroczenie wojsk sowieckich”. (Kubów..., jw.).

W mieście Buczacz woj. tarnopolskie ukraiński nacjonalista z ukrycia ostrzelał grupę polskich osób cywilnych oraz rzucił granat zabijając kilku Polaków i kilku raniąc; wśród rannych była  Halina Cholewa. „Pewnego dnia, kiedy staliśmy w kolejce po poranną kawę, usłyszeliśmy strzały. Wybuchła panika i zaczęliśmy uciekać wraz z kuzynką Haliną Cholewą do wnętrza szkoły. Potem do sali szkolnej ktoś wrzucił granat. Wybuchła panika i chcieliśmy uciekać wraz z kuzynką Haliną Cholewą, która została ranna, a oprócz niej było także kilka osób zabitych i rannych. Do sali szkolnej wpadli żołnierze sowieccy - kazali nam wszystkim podnieść ręce do góry i pytali kto strzelał. Ponieważ nikt się nie przyznał, kazali nam wyjść na podwórze, ustawić się w czwórki i ustawili pod ścianą szkoły z rękami do góry, twarzami do muru. Widziałem, jak ustawiano karabin maszynowy i przygotowywano go do strzału. Za nami, z tyłu stanęło dwóch sowieckich żołnierzy. W tej chwili pojawili się oficerowie NKWD lub z GPU i zaczęli nas wypytywać kto to strzelał z sali do żołnierzy na zewnątrz. Nikt się nie przyznał, dlatego zdecydowali się przeszukać nasze sale, czy przypadkiem ktoś nie ukrył broni. Po chwili żołnierze przyprowadzili mężczyznę - Ukraińca, który ukrywał się na strychu między starymi pakami. Chciał stamtąd sprowokować strzałami żołnierzy sowieckich do rozprawienia się z polskimi jeńcami, gdyż czuł do nas wielką nienawiść. Jak się potem okazało, nie był to wypadek odosobniony, bo wielu Polaków wtedy zginęło z rąk Ukraińców. Tego Ukraińca jednak rozstrzelano, a nam nakazano się rozejść, gdyż broń schowana w kominie na strychu należała do owego Ukraińca. Był to pierwszy łut szczęścia, dzięki któremu uniknęliśmy egzekucji z rąk sowieckich i zdołaliśmy przeżyć” (Mieczysław Eustachiewicz ps. "Czarny", członek AK z placówki "Burza" w Bieczu; w: www. Omatowski.com).   

We wsi Denysów pow. Tarnopol Ukraińcy zamordowali 9 Polaków: 7-osobową rodzinę (dziewczynka miała l. 4, a babcia l. 85) oraz Tadeusza i Helenę Pawliszyn (Kubów..., jw.).

We wsi Dryszczów gm. Buszcze pow. Brzeżany : W Dryszczowie we wrześniu 1939 r. zostali zamordowani następujący miejscowi Polacy: Danieluk (Danyluk) Stefan lat 16, syn Antoniego; Blachowski (Blacharski) Franciszek lat 36; Blachowska (Blacharska) Maria lat 36, żona Franciszka; Blachowski (Blacharski) Władysław lat 14 - syn Franciszka; Blachowski (Blacharski) Stanisław lat 12, syn Franciszka; Blachowski (Blacharska) Anna lat 5, córka Franciszka; Rajter (Reiter) Piotr lat 40, syn Dmytra; Fedczyszyn Stanisław lat 3, syn Jana; Fedczyszyn Stefan lat 4, syn Jana; Buczkowska Apolonia (Prakseda?) lat 37, żona Józefa; Buczkowski Piotr lat 15, syn Józefa; Mazurek Stefan lat 2, ojciec na wojnie, dziecko wyrwano z rąk matki Ukrainki i zabito; Wijatek Jan lat 32, syn Mikołaja; Żak Józef lat 32, syn Piotra; Żak Maria lat 27, żona Józefa (w ciąży); Żak Mikołaj, lat 5 syn Józefa; Żak Anna lat 3, córka Józefa; Żak Piotr lat 58; Hasurek Aleksander lat 44; Baran Paraskewia lat 50; Kinal Katarzyna lat 30, żona Mikołaja; Kinal Anna lat 6, córka Mikołaja; Kinal Mikołaj lat 38; Suda Filip lat 35; Rajter (Reiter) Piotr lat 38; Biłan Katarzyna lat 36, Rawski Antoni, Skałuba Franciszek. Sołtys (Rajter) Reiter Piotr, został zamordowany 18 XIII 1939 roku przez Bojkę Włodzimierza z Hinowic. Ukraińscy mordercy, którzy osobiście wymordowali wymienionych Polaków z Dryszczowa, pochodzili z tej samej miejscowości. Byli to: Mychaniów Wasyl lat 30, syn Teodora; Kowalczuk Mikołaj lat 35, syn Michała; Kowalczuk Wasyl lat 30, syn Michała; Witkowski Michał lat 22, syn Mikołaja; Podłużny Paweł lat 30, syn Mikołaja; Sawczuk Grzegorz lat 30, syn Mikołaja; Baran Michał lat 27, syn Stefana; Baran Wasyl lat 30, syn Piotra; Podłużny Jan lat 36, syn Mikołaja; Wilgusz Mikoła lat 26, syn Grzegorza; Dupaj Michał lat 32, syn Grzegorza; Nakoneczny Stefan lat 32, syn Mikołaja; Biłan Jan lat 30, syn Pawła; Podusowski Michał lat 30, syn Ilka; Besz Wasyl lat 34, syn Teodora; Dupaj Mikołaj lat 23, s. Michała; Sawczuk Michał lat 33, syn Mikołaja; Leszczyszyn Roman lat 35; Charaba Mikołaj lat 53, syn Dmytra; Rotiachacz Wasyl lat 26, syn Anastazji; Nakoneczny Władysław lat 30, syn Mikołaja; Bycz Michał lat 23, syn Jana; Masny Iwan lat 32; Potiachacz Wasyl i Bojko zamordowali w 1939 r. komendanta polskiej policji w Urmaniu” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw.). 

W miejscowości Grabowiec pow. Hrubieszów Sowieci i miejscowi Ukraińcy zamordowali w szpitalu polowym 5 lekarzy WP oraz rozstrzelali w pobliskim lesie 30 rannych żołnierzy WP. 

We wsi Grabów pow. Kowel: „W Grabowie w gminie Niesuchojeże przed wkroczeniem wojsk radzieckich zostało zamordowanych 12 Polaków, w tym rodzina miejscowych ziemian Noskowskich” (Sowa..., s. 96).

We wsi Hodomicze (Godomicze) pow. Łuck : „Ojciec, Stanisław Bochniewicz, był kierownikiem 4-klasowej szkoły powszechnej, a matka – Bronisława – nauczycielką w Hodomiczach. Wieś zamieszkana była w większości przez nacjonalistów ukraińskich wrogo nastawionych do Polski i Polaków. /.../ Na dłuższy pobyt zatrzymał się u nas w szkole profesor z gimnazjum z Bytomia, który wyskakując przez okno własnego mieszkania uratował się przed aresztowaniem. Matka z dużą troską zaopiekowała się nim, ponieważ był poważnie chory. Kilka dni po jego przybyciu pojawiła się trzyosobowa rodzina –  mężczyzna bez ręki (były pracownik starostwa) z żoną i kilkuletnią córką. Około 15 września, kiedy wojska niemieckie zaczęły się zbliżać do naszych stron, profesor razem z tą rodziną załadował się na furmankę i wyruszył na wschód. Już jednak dwa dni później powrócili do Hodomicz, gdyż dowiedzieli się, że Armia Czerwona wkroczyła na nasze ziemie wschodnie./.../  Już 18 września 1939 roku z rana do naszego mieszkania weszło kilku Ukraińców z Hodomicz. Zabrali doskonałą strzelbę myśliwską i pas z nabojami, a następnie zażądali garnituru, obuwia i bielizny. Pamiętam, że ojciec wszystko im dawał, a jeden z nich ubierał się w to. Patrząc na nich nie mogłam zrozumieć, jak to się dzieje, że w tej na pozór spokojnej wsi, gdzie panowało przed wojną wzajemne zrozumienie i sąsiedzi nawzajem sobie pomagali, może dochodzić do takich czynów./.../  Pawlusza – były woźny, obawiając się naszej ucieczki z Hodomicz, zorganizował wartę w szkole. Zabronił nam i zgromadzonym u nas uciekinierom oddalania się z tego miejsca. W klasach zorganizował areszt, w którym trzymał schwytanych i rozbrojonych żołnierzy polskich oraz osoby cywilne. Więźniów wyprowadzał następnie nad rzekę Styr i topił. U niektórych mieszkańców wsi widzieliśmy później zegarki, papierośnice i inne rzeczy pomordowanych. Pewnego dnia z rana przyprowadzono sekretarza gminy Trościaniec pana Fiecyka z drugim urzędnikiem, dobrych znajomych moich rodziców, z rękami związanymi z tyłu drutem kolczastym. Ojciec prosił strażników, żeby ich uwolnili, bo nikomu nic złego nie zrobili. Nic to jednak nie pomogło. Zezwolono ojcu jedynie na podanie pojmanym zapalonych papierosów do ust. Zaraz potem wyprowadzono ich, a po jakimś czasie zobaczyliśmy na ręku Pawłuszy zegarek pana Fiecyka. /.../ W czasie, kiedy oczekiwaliśmy na wyjazd ze wsi Hodomicze, przebywających u nas uciekinierów (profesora gimnazjum oraz wspomnianą trzyosobową rodzinę) wywieziono w nieznanym kierunku. Nigdy nie dowiedzieliśmy się, co się z nimi stało.” (Zofia Szyszkowska : „Dziecko z kresów ”, Fundacja Moje Wojenne Dzieciństwo, 2011; za: http://www.mojewojennedziecinstwo. pl/pdf/18szyszkowskadziecko.pdf ).

We wsi Horodyszcze pow. Łuck wymordowali ewakuujących się na rowerach elewów ze szkoły policyjnej, prawdopodobnie z Bydgoszczy.  

We wsi Husynne pow. Hrubieszów Sowieci razem z Ukraińcami z czerwonej milicji zakłuli bagnetami 28 żołnierzy WP, w tym 3 oficerów.

W osadzie Janowa Dolina  pow. Kostopol: „Dzisiejszy fotoreportaż poświęcam żołnierzom Wojny Obronnej 1939 r. którzy powracając pokonani nigdy do domów nie dotarli. Zorganizowane grupy Ukraińców, polowały na Nich. Byli mordowani , okradani, bici i znieważani. Wtedy już rozpoczęło się ludobójstwo. Zadawano Im straszną śmierć. Bardzo znanym wydarzeniem było wyłowienie k. Janowej Doliny z Horynia siedmiu żołnierzy, trupy razem związane były drutem kolczastym. Przy Apelach Poległych powinno się wymieniać żołnierzy którzy wracali, a nie dane było Im wrócić..” (Wokół Huty Stepańskiej z Januszem Horoszkiewiczem; w: http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich-krzyzy-wydymer-gm-antonowka/).

W miejscowości Janów Poleski (Polesie) oraz w okolicznych wsiach powstał oddział „Poleska Sicz” liczący około 500 Ukraińców. Napadał on na żołnierzy polskich i policjantów, rozbrajał i zabijał. Były liczne ofiary wśród polskiej ludności cywilnej, zwłaszcza właścicieli majątków i ich rodzin. Majątki były rozgrabiane, część z nich została spalona. Wiadomo, że we wsiach Polaski i Podlasie Lubelskie zamordowali około 30 Polaków.

We wsi Janówka gm. Ludwipol pow. Kostopol Ukraińcy „rozkułaczają” gospodarstwa polskie. W całym powiecie następują liczne grabieże dobytku Polaków połączone z zabójstwami, gwałtami, pobiciem. Polskie gospodarstwa często są uboższe od gospodarstw grabieżców.

We wsi Jaśniska pow. Gródek Jagielloński miejscowi Ukraińcy spalili żywcem w stodole 32 żołnierzy WP.

We wsi Karczówka pow. Łuck: „W Karczówce w pow. łuckim 24 osadników zostało związanych drutem kolczastym, a następnie zamordowanych”. (Sowa..., s. 96).

We wsi Karpiłówka pow. Sarny, żołnierze sowieccy razem z Ukraińcami zamordowali 2 Polaków: leśniczego i gajowego; natomiast chłopi ukraińscy samodzielnie zamordowali 7 Polaków: gajowego Bagińskiego skrępowanego łańcuchem podciągnęli na grubą gałąź pod którą rozpalili stos metrowych polan i wśród ich gwizdów, krzyków i śmiechu upiekł się żywcem i spopielił; gajowego Kazimierza Lecha powiesili na drzewie; dwójce małych dzieci Kazimierza Lecha roztrzaskali główki uderzając nimi o ścianę, trzymając za nogi; żonę Wandę Lechową przybili gwoździami do wrót stodoły, gajówkę podpalili a ogień przeniósł się także na stodołę – spłonęła żywcem; gajowego Chajeckiego skrępowanego drutem wrzucili do rozgrzebanego mrowiska; gajowemu Prusowi odrąbali głowę i wrzucili do bagna (Siemaszko..., s. 763).

W wojskowej osadzie Karczówka pow. .Łuck Ukraińcy wymordowali 24 Polaków, uciekinierów z Polski centralnej, topiąc związanych drutem kolczastym lub rozstrzeliwując.

W kolonii Klimowsk pow. Luboml zamordowali 18 Polaków, w tym sekretarza gminy i jego brata, a dom obrabowali nawet z firanek i zabawek dziecięcych.

We wsi Krasucko pow. Podhajce: „Całą wieś spalono niemal doszczętnie i zamordowano kilka rodzin polskich” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich..., jw.).

We wsi Krzeczów pow. Włodzimierz Wołyński po 17 września rządy objęli Ukraińcy z częścią Żydów, aresztowali oni wielu Polaków a około 10 zamordowali.

We wsi Lacka Wola pow. Mościska podczas przemarszu wojsk niemieckich ukraiński nacjonalista oddał w ich kierunku strzał, co spowodowało pacyfikację wsi:  Niemcy rozstrzelali 53 Polaków.

We wsi Leśniki pow. Brzeżany „zamordowano liczącą ponad 70 lat teściową kpt. Kolbeka oraz kilka innych osób, wycofujących się w kierunku na granicę węgierską oddziałów wojska polskiego, które rozbrajano” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich..., j. w.). H. Komański, Sz. Siekierka..., na s. 115 (woj. tarnopolskie) podają, że Ukraińcy zamordowali 5 Polaków, uciekinierów z centralnej Polski: NN – majora WP z dorosłą córką zakłuli widłami oraz 3 kobiety (Boryszko, Trudzik i NN). Oraz:: „We wrześniu 1939 r. zamordowano także następujące osoby: 1. Mirecki Wincenty; 2. Mirecka Paulina; 3. Wolańska Anna (matka Mireckiej). 4-13. Dziesięciu uciekinierów, w tym 4 oficerów prócz tego na tej drodze zawalonej balami, aby uniemożliwić przejazd, zamordowano bardzo wielu uciekinierów. 14- 57. Około 44 uciekinierów policjantów pomordowanych w czasie snu w stodołach. 58- 62. Pięciu uciekinierów prawdopodobnie z Poznańskiego zamordowanych w stodole Michała Grześkowiaka; 63-64. Policjant, major WP i jego szofer zmordowani przez Petrynę Mikołaja; 65-66. U Jaremy zostali zamordowani major i kapitan.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.).  

We wsi Łapszyn pow. Brzeżany: „We wrześniu 1939 roku we wsi Łapszyn, nacjonaliści ukraińscy, miejscowi i z okolic, utworzyli „sąd”, który wydawał wyroki śmierci na polskich żołnierzy, powracających z wojny. Specjalnie utworzone bojówki zajmowały się łapaniem żołnierzy na szosie ze Lwowa do Brzeżan. Schwytanych rozbrajano i dostarczano do wsi. Sąd odbywał się w zabudowaniach gospodarczych miejscowego bogacza o nazwisku Duleba. Głównym „sędzią” ferującym wyroki był Ukrainiec Iwan Bozykowski, były nauczyciel fizyki ze szkoły podstawowej w Brzeżanach. Żołnierzy torturowano, a potem zabijano. Zwłoki pomordowanych drabiniastymi wozami wywożono nocą do lasu, do przygotowanych dołów i tam je zakopywano. Potwierdził ten fakt Józef Tomaszewski, który uzyskał wiedzę od zaprzyjaźnionego Ukraińca, wraz z sąsiadami wożącego trupy do lasu przez cały tydzień. Doły później wyrównano, by nie pozostał ślad po zbrodni. Aktualnie rosną tam drzewa. W Łapszynie we wrześniu 1939 roku zamordowano też nieustaloną liczbę polskich oficerów” (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw.).

We wsi Łęczówka pow. Podhajce: „W Łęczówce (w pow. podhajeckim, woj. tarnopolskim) chłopi ukraińscy przywiązali ziemianina do słupa, następnie zerwali z niego dwa płaty skóry, a rany zasypali solą. Jeszcze żywy musiał patrzeć na egzekucję swojej rodziny”. (Sowa..., s. 87).

W kolonii Mazurskie Łany pow. Brzeżany „Ukraińcy zupełnie zniszczyli i spalili tą polską kolonię, a ludność w znacznej części wybili” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich,,,. jw.). H. Komański, Sz. Siekierka nie odnotowali istnienia tej polskiej kolonii.

W osadzie wojskowej Nawóz pow. Łuck Ukraińcy ze wsi obrabowali osadników i  zabili 5 z nich, w tym kpt. Józefa Michalskiego, odznaczonego krzyżem Virtuti Militari. Część osadników kryła się przez parę tygodni po lasach; jednej nocy Ukraińcy zamordowali 16-letniego syna osadnika, gdyż nie chciał zdradzić kryjówki ojca oraz kierowniczkę szkoły, a jej ciało powiesili. Do czasu deportacji 10 lutego 1940 roku trwały grabieże i pobicia. Ponadto wśród zamordowanych byli: plutonowy Jan Głowa ur. 1897, Eugeniusz Kozłowski  ur. 1897, Zdzisław Kozłowski ur. 1915 (http://wolyn.ovh.org/opisy/nawoz-07.html).

We wsi Nowaki pow. Sarny: „W 1939 z lasu za wsią wyszło trzech polskich żołnierzy, nie mieli oni żadnej broni, a jedynie kompas. Zostali oni otoczeni przez Ukraińców z naszej wioski pracujących w polu. Ukraińcy ci doprowadzili ich do budynku szkoły i tam w jednym z pomieszczeń rozebrali ich do naga i leżących na ławkach strasznie bili. Jako dzieci widzieliśmy to wszystko przez okno. Bici żołnierze byli młodymi chłopcami, płakali. Trzymano i bito ich tam cały dzień, następnego dnia już ich nie było. Jaki był ich dalszy los nigdy się nie dowiedzieliśmy. Pośród Ukraińców będących wtedy w szkole, był też sołtys Pieczończyk.”  (Wspomnienia Janiny Bęben z d Brzozowskiej, przysłał Dariusz Butyrowski, 2012 r. http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/nowaki_janina_beben.html ).

We wsi Olesin pow. Brzeżany: „1 – 30. We wrześniu 1939 r. zamordowano około 30 żołnierzy i oficerów WP. 31-33. Na podwórku Jana Kusynia zamordowano 3 polskich oficerów, sprawcy są znani.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.). 

We wsi Pawłokoma pow. Brzozów ukraiński nacjonalista nauczyciel Mikołaj Lewicki złożył donos do Niemców na 12 Polaków, że posiadają broń i w nocy ostrzelali żołnierzy niemieckich. Niemcy aresztowali 5 Polaków, groziło im rozstrzelanie; okazało się, że oficer niemiecki prowadzący śledztwo zna jednego z aresztowanych, gdyż razem służyli w wojsku austriackim podczas pierwszej wojny światowej. Śledztwo przeprowadził dokładnie i zwolnił aresztowanych. Po dwóch tygodniach Niemcy cofnęli się i Pawłokoma znalazła się pod okupacją sowiecką. Wówczas miejscowy Komitet Ukraiński doniósł do NKWD, że część Polaków jest osadnikami wojskowymi, którzy walczyli w 1920 r. NKWD zesłało na Sybir 7 polskich rodzin liczących 40 osób. Z tej grupy ocalało 10 osób. 

W kolonii Pieńki pow. Łuck miejscowi chłopi ukraińscy zamordowali około 100 Polaków topiąc ich w dołach po wydobytym torfie, przy pomocy dużych kamieni przywiązanych do szyi. Byli to Polacy z kolonii Pieński i z pobliskiej wsi Dorosiny. Domy polskie zostały później przez Ukraińców rozebrane.

We wsi Połoski pow. Biała Podlaska: „We wrześniu 1939 Ukraińcy dokonali pogromu ludności polskiej w Żukach i Połoskach. Wymordowano tam 30 osób, a ich ciała topiono w bagnach, grzebano w obejściach, zakopywano na polach. Popi i zakonnicy z monastyru św. Onufrego w Jabłecznej odprawili w październiku 1939 nabożeństwo w trakcie którego urządzono „pogrzeb Polski”. Ubraną w biało – czerwone szmaty słomiana kukłę podpalono i ciśnięto do Bugu „na wiecznu zahubu” (...)  Już w połowie września 1939 roku w pow. włodawskim rozpoczęły dywersyjno - terrorystyczną działalność bojówki OUN - terroryści ostrzeliwali tabory, mordowali pojedynczych żołnierzy, dobijali rannych. Sygnał do rozpoczęcia akcji dywersyjnej dało przybycie grupy agentów Abwehry, którzy 10 września wylądowali na spadochronach w lasach zachodniego Podlasia. OUN-owcy współpracowali aktywnie z dywizją von Schweppebburga i już 16 września, gdy tylko Niemcy zajęli Włodawę, zaczęli przeprowadzać aresztowania i rozstrzeliwać Polaków oraz Żydów w mieście”. (Lewandowska Stanisława: Nadbużańskiego Podlasia okupacyjny dzień powszedni 1939-44, Warszawa 2003). „Czasy ostatniej wojny były dla mieszkańców wsi Połoski tragiczne. We wrześniu 1939 r. doszło tu bowiem do przygotowanego przez Ukraińców pogromu ludności polskiej. Ofiarami morderstw byli wojskowi i cywile, a wśród tych ostatnich - kobiety. Według jednych przekazów zginęło 30, według innych 40 osób. Trudno to ustalić, bowiem ciała pomordowanych były ukrywane, zakopywane na polach i topione w bagnach. Część ofiar tamtejszych bratobójczych mordów spoczęła na cmentarzu w Połoskach” (http://www.echo.siedlce.net/index.php?p= 21&arch_iid=2586).  .

W miasteczku Poryck pow. Łuck: „Według relacji ks. Kazimierza Kwiatkowskiego (którego rodziców zamordowali nacjonaliści ukraińscy z OUN), jako mały chłopak widział on w Porycku (powiat łucki) na Wołyniu żołnierzy polskich rozebrany do naga, związanych drutem kolczastym, których bandyci z OUN wrzucali żywych do wykopanych dołów. Ziemia, którą byli przykryci polscy żołnierze poruszała się. Widząc to, bawiące się nieopodal polskie i ukraińskie dzieci postanowiły odkopać i uwolnić męczennikowi Kiedy rozpoczęli pracę przy odrzucaniu ziemi, zauważyli to bandyci ukraińscy z OUN. Natychmiast rozstrzelali polskie i ukraińskie dzieci. Rodzice ich pełni płaczu i goryczy usiłowali zabrać zwłoki swoich dzieci. Nacjonaliści ukraińscy z OUN zamordowali polskich i ukraińskich rodziców.” (Jan Sokół (właściwe: Jan Młotkowski) – fragment z książki:W XX wieku W Europie Torturowano za Wyznanie Rzymskokatolickie”, Wyd. Polskie Towarzystwo Miłośników Krzemieńca i Ziemi Krzemienieckiej im. Juliusza Słowackiego w Poznaniu; 2007.  Za: http://dziennik.artystyczny-margines.pl/przedstawiciele-kosciola-greckokatolickiego-a-rzez-polakow ).

We wsi Potok pow. Brzeżany: Potok i dwie inne wsie razem brały udział w zabijaniu polskich żołnierzy. Na terenie Potoka zamordowano ich 500-700, tam jest wspólna ich mogiła”. (Lucyna Kulińska: Preludium zbrodni…, jw.).

We wsi Potutory pow. Brzeżany: „We wrześniu 1939 r. zam. co najmniej, 30 oficerów WP a zapewne znacznie więcej.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.). 

Na terenie gminy Pulmo pow. Luboml: „W ciągu trzech dni na terenie gminy Pulmo (w pow. lubomlańskim) w okolicy wsi Piszczac, Pulemiec, Wólka Chrupska, Grabowa Huta i Olszanka zginęło około 500 osób, a droga Włodawa – Kowel zasłana była ciałami ludzi pomordowanych przez ukraińskich chłopów” (Sowa..., s. 95).

We wsi Puzów pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi Ukraińcy zamordowali nieznaną liczbę żołnierzy polskich oraz uciekinierów z Polski centralnej, w tym m.in. pracowników jednego z warszawskich teatrów.

Na terenie gminy Rożyszcze pow. Łuck:  „W gminie Rożyszcze zabito 12 osób”. (Sowa..., s. 96).

W mieście Równe Ukraińcy pobili do utraty życia kilku Polaków, wcześniej aresztowanych przez Sowietów i wypuszczonych na plac, gdzie w ciągu godziny ludność ukraińska miała z nimi „zrobić porządek”.

W kol. Rudka pow. Trembowla: „Wkrótce po wejściu Armii Czerwonej dokonano napadu na kolonię Rudka położoną koło wsi Wierzbowiec, w pow. trembowelskim. Kilka osób wówczas zamordowano, a kolonię spalono” (Sowa..., s. 86).

W kolonii Seńków Kuropatnicki pow. Brzeżany:  „Ukraińcy zupełnie zniszczyli i spalili tą polską kolonię , a ludność w znacznej części wybili” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich..., jw.).  H. Komański, Sz. Siekierka..., nie odnotowali istnienia tej polskiej kolonii.

W osadzie Szczurzyn pow. Luck: „Ojciec miał na imię Stanisław. Najstarszy był Janek, następnie ja, czyli Stanisława, po mnie siostra Lodzia i trzech braci: Kazimierz, Henryk i Jerzy. Jak łatwo policzyć, było nas sześcioro. /.../  Niestety, nadszedł dzień siedemnastego września. /.../ Ukraińska banda każdej nocy zabierała z domu dwóch Polaków, w bestialski sposób  ich mordowała. Ciała ofiar wrzucano do jam torfowych. Przyszła kolej na naszego ojca. Ocalił mu życie przestrzegając w konspiracji Ukrainiec Tichon Karmiejczuk. Powiedział „Panie Stasik, dziś w nocy mają wziąć was i Kucharskiego. Uciekajcie.” Tato wyszedł , z nami się nie pożegnał, bo nie chciał przysparzać nam i sobie bólu. Mama dała znać Kucharskiemu. Ojciec dotarł do miasteczka Torczyn, tam było dużo uciekinierów z terenów zajętych przez Niemców. Uciekł śledzącym go Ukraińcom. O tym, że uratował się docierając do rodziny we wsi Lewniowa w powiecie brzeskim, dowiedzieliśmy się później. My natomiast od momentu ucieczki ojca przez wiele nocy przeżywaliśmy piekło na ziemi. Ukraińcy szukali ojca, w mieszkaniu robili rewizję, wrzeszczeli, grozili, że zabiją nas, kradli, co się dało.” („Moje wspomnienia”  Stanisława Krakowska ; w:„Karkonosze” 1/2010.  Streszczenia dokonał  Edward Biliński. Październik, 2009 rok. Za:  http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/499-w-osadzie-szczurzyn-w-powiecie-uck-na-woyniu.html ).

W masywach leśnych wokół Tarnawki, pow. Żydaczów, bojówki OUN oraz okoliczni chłopi ukraińscy wymordowali łącznie około 2 000 cywilnej ludności polskiej.

We wsi Telacze pow. Podhajce Ukraińcy wymordowali 11 Polaków a ich zagrody ograbili i spalili.

We wsi Urmań pow. Brzeżany: Z zachowanych zeznań naocznych świadków, sporządzono protokół dotyczący zamordowania Polaka Jana Smolińskiego -  leśniczego z rodziną (wrzesień 1939?). „Ukraińcy na Brzeżańszczyźnie”, brak daty relacji: „Jan Smoliński i żona Natalia z Łukaszewskich Smolińska wraz z 8 letnim synem Leonem mieszkali na leśniczówce, Jan Smoliński z okoliczną ludnością żył bez żadnych zatargów i wraz z całą swą rodziną ofiarą band ukraińskich gdyż inaczej byłby wyjechał do Brzeżan. Napastnicy nie znalazłszy Smolińskiego w leśniczówce podpalili leśniczówkę i zabudowania gospodarskie i zaczaili się w ukryciu. Smolińscy myśląc, że na tym skończyła się ich zemsta, wrócili, żeby uratować choć część swego dobytku względnie żeby wypuścić ze stajni bydło. Na to czekali Ukraińcy, chwycili z miejsca śp. Smolińskiego, który mając broń, mógłby siebie obronić. Ale chcąc ratować żonę i syna i myśląc że tym ułagodzi napastników, gdy dobrowolnie odda tą broń i rzeczywiście broń im oddał. Oślepieni nienawiścią do Polaków pochwycili śp. Jana Smolińskiego, jego żonę Natalię i synka Leona i zaczęli się nad nimi pastwić. Jana Smolińskiego kłuli nożami, a gdy żona Natalia płakała i chciała wyrwać go z ich rąk pocięli jej (....) tak, aby odrzucić ją jako przeszkodę w wymyślnym mordowaniu jej męża. Pociętą nożem zawleczono z synkiem do mieszkania. Dwóch napastników mordowało ją i synka w mieszkaniu, bo strzelano do niej i synka kilkakrotnie z karabinu. (....) przeciągały mękę Natalii i Leona. Natalia po godzinnej męczarni umarła. Syn jej męczył się 13 godzin. Strzał w lewy policzek wyrwał mu język i lewe oko. Gdy śp. Natalia i Leon byli bez życia druga połowa bandy kończyła na podwórzu znęcanie się nad Janem Smolińskim. Jego nie zabili od razu. Przez dwa dni trzymali go pod strażą ciesząc się jego męką. Świadkami dokonanego morderstwa były sąsiadki bliższe i grabarz z Urmania Wielkiego. Głównym mordercą rodziny Smolińskiego był Michał Kozak z Urmania Wielkiego. Jedni mordowali - druga partia rabowała mienie. Zrabowali cały majątek ruchomy, to jest pasiekę, bydło, meble...”. (Lucyna Kulińska: „Preludium zbrodni..., jw. – wykropkowane wyrazy nieczytelne w dokumencie). 

We wsi Wyczółki pow. Buczacz: „Zamordowano kilkadziesiąt osób narodowości polskiej” ( „Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich..., jw.).

We wsi Żupanie pow. Stryj miejscowi bojówkarze OUN zatrzymali 16 żołnierzy WP, pochodzących ze Śląska, którzy powrócili z Węgier chcąc wrócić do swoich domów, uwięzili ich w piwnicy tartaku i po przesłuchaniu zamordowali w lesie

 

W czerwcu tego roku PiS snuł plany o zamianie 11 lipca na 17 września i ten dzień ustanowić w Sejmie Dniem Męczeństwa Kresowian. Protest społeczny zmusił rządzącą partię do rezygnacj z tej wolty, wymuszanej przez ambasadę USA, władze Ukrainy i probanderowskie lobby w Polsce. Owszem, dzień 17 września może być uznany jako Dzień Początku Ludobójstwa Ukraińskiego na Polakach, z dodaniem: We Współpracy z Agresorem Niemieckim i Sowieckim.

 

                                                                              Stanisław Żurek

 

Bibliografia

Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej  1943 – 1944, wstęp i opracowanie L. Kulińska i A. Roliński,  Kraków 2003.  

Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.

Kubów  Władysław: Terroryzm na Podolu, Warszawa 2003.

Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2012. 

Motyka Grzegorz: Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”; Kraków 2011. 

Poliszczuk Wiktor: Dowody zbrodni OUN-UPA; Toronto 2000.

Prus Edward: Operacja „Wisła”; wyd. IV, Wrocław 2006.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.

Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000. 

Sowa Andrzej L.: Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947; Kraków 1998.

Szawłowski Ryszard /Liszewski:Karol: Wojna polsko-sowiecka 1939; wydanie podziemne,tom 1.

Żurek Stanisław.: Ludobójstwo nacjonalistów u kraińskich dokonane na Polakach w Polsce południowo-wschodniej w latach 1939 – 1948; Wrocław 2013.  


Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp4.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud9.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 430 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
4806457