1 kwietnia 1943 roku:

We wsi Aurelin pow. Hrubieszów Niemcy z Ukraińcami zamordowali w jednym domu 7 Polaków; Z. Konieczny podaje, że mordu dokonali sąsiedzi – Ukraińcy  (Z. Konieczny: Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na ludności cywilnej w południowo-wschodniej Polsce 1941 – 1947, Przemyśl 2001, s. 155; S. Jastrzębski..., s. 89, lubelskie).   

We wsi Harajmówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 75-letniego Franciszka Imberga.

We wsi Porwonicz pow. Horochów: „Koło Horochowa w dniu 1 kwietnia 1943 roku napadli na gospodarza w Porwoniczu pana Makowskiego. Jego wnuczka uciekła do służącej, to ją jakoś uratowała, a tych państwa Makowskich to tak zmasakrowali, zrąbali, że po kawałku do zbitej z desek zwykłych trumny kładli”. (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/aleksandrowka-jozefa_wolf.html).  

We wsi Skulin pow. Kowel Ukraińcy zamordowali w lesie Jana Talagę, lat 47.

W kol. Spalony Młynek pow. Kostopol podczas drugiej pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej spalono żywcem chorych na tyfus około 6 Polaków.

   W nocy z 1 na 2 kwietnia: 

We wsi Cichobórz pow. Hrubieszów: 01//02.04.1943 r. nacjonaliści ukraińscy zamordowali gajowego, Polaka NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie listy strat ludności polskiej /…/. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, Kędzierzyn-Koźle 2016. Za: Ludobójstwo OUN-UPA tom 8 - Stowarzyszenie Kresowian … ).

We wsi Majdan pow. Nadwórna banderowcy obrabowali i spalili część polskich gospodarstw oraz zamordowali 10 Polaków.

 

   2 kwietnia:  

W kol. Aleksandrówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 9 Polaków. „2 kwietnia 1943 roku Ukraińcy wpadli do stryja Polika, a tam akurat zeszli się bratankowie uradzić, gdzie kto dziś ma wartować i tylko weszli do domu, nawet nie zdążyli broń zabrać ukrytą u stryja, jak Ukraińcy bestialsko wpadli, otworzyli drzwi i zasiekli z karabinu maszynowego i od razu czterech położyli na miejscu, a resztę dostali tak, że byli tak pobici, pokłuci sztyletami, że Szczepanko lat 16 miał 14 noży wbitych w piersi, a Mietkowi i Marianowi to połamali kości w nogach i rękach, że ubrać nie można było. Prawdopodobnie Marian miał rewolwer w kieszeni i ostrzeliwał się i zabił 4 Ukraińców, ale oni zabrali swoich, aż potem ktoś z nich to wydał. Słysząc te strzały u stryja Polika mój ojciec co przyszedł od Wysockiego Kazimierza, bo kupił od niego konia, tylko co usiadł i mama daje mu kolację, ale szybko wyszedł z domu, a już ulicą jedzie trzech bandytów. Padł na ziemię i posunął się ku piwnicy i leży, a oni podeszli do okna i zauważyli, że ojca w domu nie ma, to wrzucili do domu granaty, a mama słysząc te strzały uklękła i modliła się głośno: kto się w opiekę podda Panu Swemu… A siostra Lodzia leżąc na łóżku w kuchni karmiła swoją córkę Basię piersią, a ten granat wpadł w samą kołyskę, ranił bardzo mamę w nogę prawą z pośladkiem i ręka prawa, dwa palce dolne odbite. Krwi pełno w butach, aż chlupie z buta, dom się pali, a mama wynosi odzież, poduszki i co może ratuje. Pada w końcu zemdlona z upływu krwi. Lodzia na huk granatu rzuca się z łóżka na podłogę i odłamek wpada jej wprost do oka lewego, a dziecku nic, tylko z wierzchu była kołderka, a cała posiekana Lodzia zdobyła siły i jakoś mamę zawlekła do sąsiadów z dzieckiem. Ale sama miała wrócić do domu, aby coś wziąć, to już pełno bandytów na podwórzu. Zaprzęgają konie do wozów, ładują wszystko z mieszkania i ze spiżarni, zboże z magazynu i zaczynają palić. Bydło wyprowadzili, a Lodzia widząc to wróciła do dziecka i mamy. Za chwilę całe gospodarstwo w płomieniach.” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/aleksandrowka-jozefa_wolf.html). "Leokadii Grzybowskiej trudno się pogodzić ze zmarnowaniem wszystkiego, co było w jej Aleksandrówce koło Łucka. Połowę mieszkańców stanowili Zawilscy, rodziny synów i braci jej babki Aleksandry, od której imienia nazwano wieś. Dzisiaj do Aleksandrówki nie ma drogi. Jedziemy tam, posługując się mapą, którą Wołyniacy narysowali na podstawie przedwojennych planów, bo po polskich miejscowościach nie ma śladu. Jedziemy wzdłuż lasu, potem przez środek pola. Mamy wrażenie, że się gubimy, ale dawna mieszkanka tych ziem po linii lasów i sobie tylko znanych znakach wskazuje drogę. Docieramy do Aleksandrówki. Wokół gładkie pole, nie zaorane i nie zasiane. - Na wiosnę, jak się orało, ta ziemia pachniała chlebem - mówi Leokadia Grzybowska. - Śliczna była ta ziemia, sady, piękne kwiaty, pasieki przy każdym domu, ogromne pola dojrzałych winogron. Wszystko Ukraińcy zniszczyli. Tu były eksportowe młyny, które mełły na eksport mąkę. Wołyńską mąkę uważano za najlepszą. Leokadia Grzybowska może, jak powiada, podziękować Ukraińcom, że jest ślepa, a w nodze i całym boku ma pełno śladów po odłamkach od granatu, który do jej domu 2 kwietnia 1943 r. wrzucił sąsiad o nazwisku Wołoszyn. Pamięta, że ojciec powtarzał: "Zawsze pamiętaj, brat daleko, siostra daleko, a sąsiad za miedzą". I właśnie ten sąsiad powiedział potem, że szkoda mu Lodzi i Antosi, tylko ojca chciał zabić. Leokadia Grzybowska ma wielu przyjaciół Ukraińców. Prowadzi nas do Mykoły Stasiuka. Jego rodzice schowali Irenkę, której matka postrzelona umarła w polu. Irenka długo leżała przy matce, ale gdy się zorientowała, że ona nie żyje, przybiegła do Stasiuków. Znała ich, bo z Mykołą razem się bawili. - Ja jeszcze mały byłem. To straszne bandyctwo było. To nie po naszemu - mówi Stasiuk. Po dwóch tygodniach jego matka zawiozła Irenkę do Polaków w Łucku. Irena do dzisiaj mieszka w Polsce i dwa lata temu przyjechała mu podziękować”. (Jadwiga Nowakowska: Pojednanie na cmentarzu. "Wprost" nr 28/2003; za: https://www.wprost.pl/46245/Pojednanie-na-cmentarzu). 

W miasteczku Berezne pow. Kostopol zmarł 3-letni chłopiec Józef Kuligowski ranny w napadzie na wieś Lipniki w nocy z 26 na 27 marca 1943 r.

We wsi Józefówka pow. Równe upowcy zamordowali 5 Polaków (“Na Rubieży” nr 46/2000).

We wsi Polanówka pow. Kostopol:Żurawski Aleksander 1917 - 02.04.1943 (zamordowany na Polanówce)” (http://wolyn.ovh.org/opisy/polanowka-03.html).

W powiatowym mieści Równe woj. wołyńskie zmarł 53-letni Jan Paczkowski od ran zadanych przez Ukraińców.

W kol. Rudnia Łęczyńska pow. Kostopol w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zabitych zostało około 200 Polaków, ich mogiłę napotkali żołnierze AK „Bomby” 14 sierpnia 1943 roku (Cz. Piotrowski: Przez Wołyń i Polesie na Podlasie, Warszawa 1968, s. 30).

We wsi Wyrka pow. Kostopol Ukraińcy podstępnie uprowadzili i zamordowali komendanta samoobrony Jana Skibę, lat 30. „Urodziłem się 9 sierpnia 1912 r. we wsi Siedlisko gmina Stepań, powiat Kostopol, z ojca Antoniego i Kamili z domu Domalewska. (….) W Siedlisku komendantem samoobrony był Władysław Wiatr (Gracjan Wiatr - red), w Wyrce Lucjan Feliński- sierżant rezerwy, a w Hucie sierżant Hieronim Konwerski. Potrzebny nam był główny dowódca i na ogólnym zebraniu w szkole w Wyrce został jednogłośnie wybrany porucznik rezerwy nauczyciel w Wyrce Jan Skiba. Nie chciał przyjąć tego stanowiska, lecz na usilną prośbę zebranych wyraził zgodę. Otóż tenże Jan Skiba zaczął się starać o broń, a dowiedziawszy się, że jest jakaś broń u kogoś z Polaków we wsi Brzezina, wybrał się tam z Bolesławem Brzozowskim. Gdy minęli Wyrobki, Szymonisko i zbliżali się do Brzeziny, zostali zatrzymani przez 5 ludzi, którzy tłumaczyli, że są partyzantami radzieckimi i chcą go zaprowadzić do swojego dowództwa, w celu zawiązania współpracy. Paliło się ognisko przy którym siedziało kilka kobiet wracających do swoich domów do Wyrobek, do których chodziły na noc. Kto później przejeżdżał lub przechodził koło tego ogniska był zatrzymany. Pod wieczór zaczęli powoli zwalniać zatrzymanych, a gdy przyszła pora na B. Brzozowskiego, ten skorzystał z nieuwagi bandytów, bo okazało się, że nie byli to partyzanci rosyjscy i zaproponował Skibie ucieczkę. Ten odpowiedział, że nie czuje się na siłach i ze to już jego śmierć. Zanim B. Brzozowski wrócił do Wyrki i powiadomił o uprowadzeniu Skiby nastąpiła noc, a w nocy nikt nie miał odwagi ruszyć na jego poszukiwanie. Na drugi dzień ledwie świt, oddział naszych chłopców pod dowództwem Ł. Felińskiego wyruszył do Brzeziny. Do nich dołączył jeszcze kolega Skiby, Michał Lewicki, też nauczyciel. Śladów żadnych nie było, doszli aż do zabudowań pod Policami, gdzie były pokopane doły jeszcze przed wojną w celu poszukiwania kamienia. Gdy tam zaczęli pytać miejscowych gospodarzy ukraińskich, ci zeznali, że wczoraj wieczorem szli koło nich jacyś uzbrojeni ludzie, poza tym nic nie widzieli ani nie słyszeli. Obok tych kamieniołomów stał rozłożysty dąb, a pod nim wysoka trawa. Zauważono, że trawa tam jest wydeptana, gdy zaczęto po tej trawie szukać, M. Lewicki spostrzegł krawatkę Skiby, wtedy wszyscy byli już przekonani, że tam zginął, był w dole. Wzięto z płotu długą żerdź i tą żerdzią wyciągnięto zwłoki Jana Skiby, poprzednio ukrzyżowanego na tym dębie głową w dół, bowiem były poprzebijane gwoździami ręce i nogi, a głowa podwójnej wielkości była dowodem, że tak go zamordowali. Miał na policzku wyciętą swastykę hitlerowską, że niby oni złapali szpiega niemieckiego, że niby zrobili to rosyjscy partyzanci. Miał w dowodzie wpisane miejsce urodzenia Westfalia, bowiem rodzice jego byli wywiezieni w I Wojnę Światową z Poznania na przymusowe roboty do Niemiec. Po zamordowaniu przywiązali duży kamień drutem kolczastym i wrzucili go do tych dołów. Okazało się później, że byli to miejscowi Ukraińcy pod dowództwem syna popa z Czartoryska. Tak zginął nasz dowódca, który został pochowany na cmentarzu katolickim w Wyrce.  (Fragment wspomnień Antoniego Gutkowskiego spisanych w latach 1983/84. Autor zmarł w 1986 nie doczekawszy się publikacji. Opublikowano je w 2004 r pt. „Wołyń. Moje Wspomnienia z lat 1916-1943”. Redakcja KSI miała możliwość zapoznać się z nimi dzięki rodzinie czyli Halinie Poros, bratanicy autora.).

 

   3 kwietnia: 

W kol. Banasówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 24 Polaków.

We wsi Ledochówka pow. Dubno został zamordowany przez banderowców w lesie gajowy Boguszewski (“Na Rubieży” nr 30/1998).

We wsi Chotiaczów pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 54-letniego Władysława Wiśniewskiego.

 

   4 kwietnia:

W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 37-letniego Aleksandra Ławryńczuka.

W majątku Żurne pow. Kostopol zmarła 3-letnia dziewczynka Zofia Budzyńska, c. Stanisława  z odniesionych ran podczas napadu na wieś Lipniki w nocy z 26 na 27 marca 1943 r.

 

   5 kwietnia:

Na drodze z Lubieszowa do Małych Hołob pow. Kamień Koszyrski, w lesie pomiędzy Pniewem a Skomorochami zamordowany został przez Ukraińców (trzech milicjantów) ks. Józef Szostak i zakonnik Piotr Mojsijonek (Dębowska Maria, Popek Leon: Duchowieństwo diecezji łuckiej. Ofiary wojny i represji okupantów 1939 – 1945;  Lublin 2010, s. 150 – 151).

W kol. Pokosy pow. Równe Ukraińcy z sąsiedniej wsi zamordowali co najmniej 6 Polaków.

We wsi Tomaszgród pow. Sarny policjanci ukraińscy bestialsko torturowali Stanisława Garbowskiego w wyniku czego po kilku dniach zmarł.

 

   6 kwietnia:   

We wsi Hranie pow. Sarny upowcy wymordowali kilkanaście polskich rodzin liczących około 100 osób, w tym 13 osób z rodziny Pierzeckich, 24 osób z rodziny Bielawskich. Ukraińcy otaczali domy, zmuszali do kopania dołów, potem pojedynczo osoby dusili sznurem lub zabijali ciosem noża w serce i wrzucali do dołu (Siemaszko..., s. 753). „6.04.43 Był to wtorek, gospodarze jak to na wiosnę wywozili na pola obornik i zrzucali go z wozu na pole, co pewną odległość. Córki Piotra Pierzeckiego Genowefę i Ludwikę oraz ich kuzyna Jana Pierzeckiego właśnie przy takich pracach zastał napad bandy na wioskę. Uciekły więc do lasu. Ojciec Jana Pierzeckiego Narcyz wrócił wozem do domu...  Podczas gdy banderowcy z UPA palili i zabijali pierwszych mieszkańców wioski (Tomasza Bielawskiego wraz z rodziną) Władysław Pierzecki mąż Janiny Bielawskiej uciekł na pole i zagrzebał się w jednej ze świeżo przywiezionych kup obornika. Widział stamtąd jak mordują jego rodzinę i innych mieszkańców, jak palą polskie domy. Nocą uciekł do lasu. On i Jan Pierzecki po wojnie wyemigrowali do USA. W latach 70-tych przyjechał Władysław Pierzecki do Polski i pojechał na Ukrainę do Hrań. Pozostała tam jedynie studnia Piotra Bielawskiego. /.../  Tomasz Bielawski s. Piotra i Dominiki mieszkał w Hraniach. Ożenił się w Kościele katolickim z Ukrainką Katią (Katarzyną). Został zamordowany na wygonie za domami wraz z żoną i dwoma małymi synami. Mordów dokonywały bandy UPA. Miejscowi Ukraińcy czy to ze strachu czy przekonania nie brali w tym udziału. Było to 6 kwietnia 1943 r. Polskie domy zostały spalone.

Wykaz zamordowanych w Hraniach 6 kwietnia 1943 r
Zakopani w stodole Andrzeja Bielawskiego:
1 Dominika (Domicela) Bielawska zd Pierzecka
2-5 Andrzej Bielawski jego żona Paulina, synowie Paweł i Aleksander
6-8 Narcyz Bielawski jego żona Malwina, syn Józef
9-10 Jan Bielawski i jego żona IN
11-16 Piotr Bielawski syn Andrzeja jego żona IN,4 dzieci IN
17-20 Tomasz Bielawski syn Piotra, jego żona Katia (Ukrainka), 2 synów 
Zakopani w stodole Adama Pierzeckiego:
1-2 Adam Pierzecki i jego żona Emilia
3-5 Janina Pierzecka zd Bielawska, dzieci Julian i Roman
6-10 Narcyz Pierzecki jego żona Stefania, dzieci Kazimierz, Narcyza, Janina
11 Anastazja Pierzecka zd Turowska
12 Karol Turowski ojciec Anastazji (w dniu 6.04.1943 przyjechał w odwiedziny ze wsi Osowa)
13 Bielawski Marian syn Narcyza (jako jedyny z rodziny Bielawskich pochowany z Pierzeckimi)
Szczegółowych informacji o miejscu zakopania zwłok udzielił w 1970 roku mieszkaniec Hrań Ukrainiec Gil, sąsiad Piotra Pierzeckiego. Opowiadał również, że Polacy spędzeni w jedno miejsce byli pilnowani przez Ukraińców i pojedynczo zabijani. Następnie ich domy spalono”.
(Andrzej Drabczyk; w: www.stankiewicze,com/ludobojstwo.pl).

W kol. Kopytów pow. Równe Ukraińcy bestialsko zamordowali 21-letnią Polkę, Tatianę Smirnow.  

We wsi Tryputnie pow. Sarny: “Również 6.04.1943 ta sama banda UPA, (która napadła na Hranie) zamordowała polskich  mieszkańców w Tryputni, m.in. rodziny dwóch braci Sakiewiczów”. (Andrzej Drabczyk w: www.stankiewicze,com/ludobojstwo.pl). “Dowódca zjednoczonych oddziałów partyzanckich rówieńskiego obwodu Fiodorow w meldunku do Ukraińskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego z dnia 28.5.1943 r. donosił m.in.: "Podstawowa działalność nacjonalistów w ostatnim okresie ukierunkowana jest na zniszczenie ludności polskiej, polskich wsi. (...) W rejonach Stepań, Dereźne, Rafałówka, Sarny, Wysock, Włodzimierzec, Klewań i innych nacjonaliści przeprowadzają masowy terror w stosunku do ludności polskiej, przy czym należy podkreślić, że nacjonaliści nie rozstrzeliwują Polaków ale rżną ich nożami i rąbią toporami niezależnie od wieku i płci. We wsi Tryputni zarąbali 14 polskich rodzin, następnie zaciągnęli zabitych do domu i podpalili. (...) We wsiach Berezne, Czajkowo, Cechy (rejon włodzimierzecki i wysocki) nacjonaliści wyrżnęli całą ludność i spalili ponad 200 zabudowań.” (Prof. dr hab. Władysław Filar: Wołyń w latach 1939 – 1944; w: http://newsgroups.derkeiler.com/Archive/Soc/soc.culture.polish/2008-11/msg00676.html). 

 

   7 kwietnia:

We wsi Butejki pow. Kostopol  w walce z UPA zginęło 18 Polaków z samoobrony w Hucie Stepańskiej i 3 partyzantów sowieckich dowodzonych przez Józefa Sobiesiaka „Maksa”. „W kwietniu 1943 roku przyjechał do Huty oddział „Maksa” składający się z 50 osób. Byli to przeważnie Ukraińcy, którzy nie popierali likwidacji Żydów i mordowania Polaków. /.../ We wsi ukraińskiej Butejki położonej najbliżej Huty był młyn wodny, którego kierownikiem był Libner. Gdy zaczęły się mordy Polaków, Libner z całą rodziną wyjechali do Huty. W dniu kiedy partyzanci nocowali w Hucie, dwie dorosłe córki Libnera pojechały do Butejek po resztę swoich rzeczy jakie zostały, nie ryzykując niczym, bowiem wieś Butejki była najspokojniejszą wsią ze wszystkich, które nas otaczały. W godzinach popołudniowych przyjechała dość duża grupa bandytów (około 500 osób) z zamiarem odpoczynku i na drugi dzień napadu na Hutę. Zajęli całą wieś Butejki, rozeszli się po chatach, a dowódcy bandy zajęli szkołę położoną w sąsiedztwie młyna i mieszkania Libnerów. Spotkali dwie młode kobiety Mariannę i Helenę Libner i zaangażowali je do gotowania posiłku. Te dwie panny uratował fakt, że nikt ich z przybyłych nie znał, a także znajomość języka ukraińskiego, bowiem od urodzenia mieszkały w Butejkach. Wśród dowódców było 2 Niemców, którym pokazywano na mapie miejsce położenia Huty, oraz z której strony należy dokonać ataku. Był to niezbity dowód z jakim zamiarem przyjechali do Butejek. Po spożyciu posiłku i dobrym popiciu zapragnęli zabawić się w szkole. Sprowadzili młode dziewczęta ze wsi i zaczęła się zabawa na całego. Wtedy Libneranki korzystając z ciemnej nocy, wymknęły się z tej zabawy i przyleciały do Huty powiadamiając, że do Butejek zjechało mnóstwo bandytów i jutro szykują napad na Hutę. Za kilka minut partyzanci byli gotowi do wyjazdu do Butejek w celu stoczenia bitwy z bandą. Gdy się zbliżyli do Butejek wszyscy spali, tylko czuwały warty ustawione od strony Huty, które należało zlikwidować. Po zlikwidowaniu wart, oddział dostał się do Butejek, aby oświetlić wieś. Podpalono parę budynków i wtedy zaczęła się bitwa, a właściwie ucieczka bulbowców tylko w bieliźnie do rzeki Mielnicy. W tej rzece najwięcej ich zginęło, a nielicznym udało się tylko przeprawić przez rzekę i tam dopiero ustawili broń maszynową i rozpoczęła się bitwa. Do szkoły też w tajemnicy podeszli partyzanci i została pobita cała grupa dowódców z Niemcami na czele. Banda poniosła dotkliwą klęskę i musiała zbierać przez 3 miesiące siły, żeby zaatakować Hutę. Zginęło ich wtedy ok. 200 osób i całe dowództwo. Ze strony partyzantów poległo trzech i ciężko ranny dowódca, którego pozostali partyzanci odwieźli do Sopaczewskiej Huty, a stamtąd samolotem do Moskwy. Naszych obrońców zginęło 18 osób: z Huty – Zygmunt Lipiński, Czesław Lipiński, Józef Drozdowski, Jan Kuczyński, Jan Borawski i Jan Libner i 12 uciekinierów których nazwisk nie znam. Spośród bandy zginął znajomy Cedzik, który był setnikiem bandy.” (Fragment wspomnień Antoniego Gutkowskiego spisanych w latach 1983/84; jw.).

W kol. Mańków pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków: „7 kwietnia 1943 r. wieczorem Ukraińcy napadli na dom, gdzie mieszkał Polak p. Malec, nauczyciel z rodziną. Udało im się umknąć bocznym wejściem. Tego samego wieczoru napadli na innego Polaka, też nauczyciela, p. Wacława Różalskiego. Tego zastrzelili we własnym jego mieszkaniu. Trzeci napad tego samego wieczoru dokonany został na dom, p. Władysława Pejtę, do którego nieco wcześniej przyszedł Józef Wolski – sąsiad. Na stukanie do drzwi i głos znajomego Ukraińca, by otworzyć drzwi, otworzyła Pejtowa. Zaraz do mieszkania wpadło kilku Ukraińców sąsiadów. Pejtowa wraz z trójką dzieci ukryła się w krzakach. Po jakimś czasie cichutko weszła do mieszkania, ale tam już nie było nikogo. Na drugi dzień rano przyszła Wolska zapytać, dlaczego jej syn Józef nie wrócił do domu. U Pejty był mały piesek pokojowy i on to z nosem przy samej ziemi odnalazł ślady uprowadzonych do budynków mego sąsiada Ukraińca Baraboszki. Z wielkim płaczem wołały „Baraboszko, wypuśćcie naszych, których uprowadziliście.” Wulgarnymi słowami odpędzał ich od swoich budynków. Ludzie pracujący w polu słyszeli to. Pejtowa wyjechała z dziećmi do Łucka, a Wolska przez jakieś 3 tygodnie codziennie przychodziła pod budynki Baraboszki z wielkim płaczem wołała „Baraboszko, gdzieście zakopali mego syna Józia, abo i mnie zabijcie.” Ten głos zbolałej Matki Polki mam w uszach do tej pory. Baraboszko przychodził do mego domu i mówił „Głupia stara baba myśli, że odnajdzie swego syna. Jak mi na dłoni wyrosną włosy, wtedy ona odnajdzie swego syna.” Włosy mu na dłoni nie wyrosły, a za miesiąc, bo 7 maja odnaleziono zamordowanych, zakopanych ok. 3 km od domu. Byli związani kolczastym drutem. Pejta miał wyrwany język, połamane ręce i nogi, na całym ciele miał 73 rany kłute nożem czy bagnetem. Wolski też na ciele miał wiele ran od noża. Mój już śp. Brat pomagał myć i ubierać, a także wkładać do trumien. Później opowiadał, jak byli zmasakrowani. Pochowano ich na cmentarzu parafialnym w Zaturcach na Wołyniu. W 1999 r. byłem na tym miejscu, gdzie był kiedyś cmentarz polski. Rosły tam ziemniaki i buraki, choć w pobliżu był duży kawał zarosłego zielskiem ugoru. Na drugiej połowie cmentarza szumiały krzaki i drzewa „wiatrosiejki”. Po grobach nie było śladu”” (Aleksander Kulawiak, były mieszkaniec kolonii Mańków; w: http://dziennik.artystyczny-margines.pl/zbrodnie-upa-relacja-aleksandra-kulawiaka ; ze zbiorów Ewy Siemaszko).

We wsi Rudniki pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 40-letnią Anielę Borek i jej 16-letnią córkę Józefę.

W leśnictwie Tartak koło uroczyska Zamakowiszcze pow. Łuck policjanci ukraińscy, którzy porzucili służbę na posterunku w Kołkach, zamordowali 8 Polaków oraz 3 – 4 Rosjan, zbiegłych jeńców. Młodego chłopca Józefa Hulkiewicza przywiązali do wozu, za którym musiał biec – znaleziono go martwego w sągu drewna z licznymi ranami kłutymi.

 

   8 kwietnia:

W kol. Brzezina pow. Sarny upowcy i chłopi ukraińscy z sąsiednich wsi Hranie i Tryputnie za pomocą siekier, wideł, noży itp., dokonali rzezi około 130 Polaków. Ofiary przed śmiercią torturowali, dziewczęta i kobiety gwałcili. Kolonię obrabowali i spalili (Siemaszko..., s. 797). Józef Turowski w książce Pożoga na ss. 81-82 podaje, że w Brzezinach koło Hinoczy (właściwe: Chinoczy) w lutym 1943 roku Ukraińcy wymordowali 167 polskich rodzin. Inni: „7.04.1943  W polskiej wsi Brzezina zamordowali prawie całą wieś. Tylko nieliczni uciekli. Natomiast z Gajówki Dubina uratował się tylko Stanisław Domaradzki. Tam zamordowano jego ojca, matkę i siostrę.” (Andrzej Drabczyk http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ). Bronisław Rudnicki twierdzi, że było to 7 kwietnia 1943 r. (Bronisław Rudnicki - Moje Kresy; w: http://www.brzeg24.pl/moje-kresy/6309-moje-kresy-bronislaw-rudnicki ).  

W kol. Dobra pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 17 Polaków jadących do kościoła we wsi Dermanka odbyć spowiedź wielkanocną, głównie młode (17 – 23 lata) dziewczęta i młodych chłopców. Ofiary były powiązane drutem, bite, miały wydłubane oczy, pozdzierane paznokcie, a dziewczęta obcięte piersi.

W kol. Koszyszcze pow. Łuck Ukraińcy zamordowali Adama Sulikowskiego, lat 58 i jego syna Stanisława, lat 20. 

W kol. Mańków pow. Horochów został zamordowany przez upowców Wacław Różalski, lat 33, nauczyciel, podchorąży rezerwy WP.

W kol. Marianówka, gmina Silno, pow. Łuck upowcy zamordowali Mariana Kowalskiego, lat 18 i Józefa Bryczka, lat 22. 

W kol. Milaszów pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 19-letniego Bolesława Zakrzewskiego.

W kol. Mysin Kość pow. Łuck zostało zamordowanych 5 Polaków: inwalida wojenny – legionista Antoni Berezowski lat 48 z żoną Pauliną lat 42, jego bratanek Szczepan Berezowski lat 36 z córką Reginą lat 12 oraz ich sąsiadka Maria Zapała, która zmarła po kilku dniach od ran zadanych nożem. 

W kol. Półbieda Stydyńska pow. Kostopol upowcy zamordowali 30-letnią Stanisławę Stańczyk i jej córkę Wandę.

 

   9 kwietnia:

W miasteczku Boremel pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 10 Polaków. „Doktor Wadiusz Kiesz, legenda starachowickiej służby zdrowia, wychowawca wielu pokoleń lekarzy, wojnę spędził w rodzinnym miasteczku Boremlu na Wołyniu. /.../ Od 1943 roku zaczęły się mordy na Polakach. Coraz częściej płonęły wsie. - Widziałem rzeczy straszne. 5-6 letnie dzieci wbite na sztachety w płocie, płynące rzeką Styr ludzkie zwłoki. Raz wyciągnęliśmy z kolegami w Łucku "tratwę" z trzech kobiet związanych drutem kolczastym z rozpłatanymi brzuchami, obciętymi piersiami, bez oczu. Przynajmniej ich ciała zostały pochowane w Łucku - mówi doktor Kiesz. W Boremlu po wywózkach na Sybir i ucieczkach zostało może około 60 Polaków. Nie miał ich kto bronić bo z miejscowej policji tylko komendant, były podoficer Wojska Polskiego i jeden policjant nie byli nacjonalistami. 9 kwietnia 1943 roku na Boremel napadli bandyci z Ukraińskiej Narodnej Armii. Wcześniej policjanci udusili i zakopali w piwnicy posterunku swojego komendanta. Najpierw napadli na dom Sienkiewiczów. Zabili seniora rodu. Julia Sienkiewicz uciekła, dobiegła do centrum miasteczka, opowiedziała o bandzie. Na szczęście w miasteczku był niemiecki oficer gospodarczy. Zadzwonił do niedalekiej Demodówki  po pomoc. Gdy nadjechali Niemcy, Ukraińcy uciekli furmankami. Zabili wówczas 10 Polaków. Rannymi zajął się felczer Kiesz. - W jednym zabito ojca rodziny. Zostało 4 synków. Gdy mój ojciec wszedł zobaczył jak najstarszy, może 10 letni zasłania sobą młodszych braci. Miał łzy w oczach jak to zobaczył - mówi doktor Kiesz”. (Marek Maciągowski: Musieliśmy uciekać z Wołynia. W: http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/artykuly-archiwalne/art/8636201,musielismy-uciekac-z-wolynia,id,t.html, 7 grudnia 2009). Inni:„Dnia 8 kwietnia napadli w Boremlu na rodzinę Marmuckich, okrążyli dookoła dom, oblali benzyną i zapalili o północy. Pokładli się po dwóch przy każdym oknie i celowali. Tam była zamężna moja siostra Mania z domu Zawilska i co zaglądną do okna, to wszędzie leży bandyta, a mąż Stasio trzyma 7-miesięczną córeczkę na ręku i patrzą którędy uciec z tego ognia i mama chora krzyczy: nie rzucajcie mnie w tym ogniu, wynieście mnie na dwór. Tymczasem Mania zabrała od męża dziecko, którego on jej nie chciał dać, bo trzymał je przy sercu swoim, ukochaną Terenię, ale Mania słysząc głos mamy jego, że zabierzcie mnie, nie rzucajcie, to krzyknęła do Stasia: daj mi dziecko, a ty weź mamę pod pachę i wyprowadź z ognia. I Stasiu oddał dziecko Mani, a sam wziął mamę i wychodzili przez werandę, bo tam nikt jakoś nie leżał z karabinem. Mania zawołała: Matko Boska Częstochowska, ratuj nas! I pierwsza skoczyła z dzieckiem ze schodów werandy i biegła w stronę wsi, a lecąc z dzieckiem na ręku co chwilę widziała kulę zapalającą, lecącą w kierunku jej, ot, ot jedna przed drugą i z górki biegła, a pod górkę szła powoli i bez przerwy za nią strzelali. Oglądnęła się Mania za Stasiem i teściową i zobaczyła w blasku ognia leżącego z mamą pod lipą przy werandzie zabitego. O Boże! - westchnęła i idąc powoli z myślą, że niech i mnie zabiją, a kule jedna za drugą gwizdały obok niej i żadna nie trafiła. Weszła na pagóreczek do jednej chaty ukraińskiej i puka, aby otworzyli, to powiedzieli, że jak uciekłaś im, to uciekaj dalej, bo nam nie wolno ciebie puścić do domu. Poszła do drugiej z myślą, aby dziecko zostawić i sama chciała wrócić do męża i do matki jego, co z nimi się dzieje, może żyją, są ranni i potrzebują pomocy? Ale i ta Ukrainka krzyczy przez okno, że „utikaj”, jak uciekłaś. Poszła do trzeciej Ukrainki, a ta powiedziała, że do chaty nie mogę cię przyjąć, ale idź do chlewa i tam jest siano, schowaj się do siana. Poszła do tej stajni, przykryła się sianem, a była to godzina chyba już 3 nad ranem i przesiedziała do rana. Było to 8 kwietnia, deszcz ze śniegiem nabijał w twarz, a ona była z gołymi nogami w butach męża i w nocnej koszuli, i męża marynarkę ślubną chwyciła z szafy i dziecko z łóżeczka wzięte w kocyku. Rano Ukrainka przyszła do szopy, dała jej płachtę taką jakąś brudną i mleka dziecku. Poszła na to swoje pogorzelisko, to już Stasiu nie leżał na swoim miejscu pod lipą tylko z mamą był zaciągnięty do ognia, nogi miał opalone, a widocznie był żywy, tylko ciężko ranny, bo koszulą twarz sobie zasłonił, a mama była na wpół spalona, a teść wartował ich i siedział w ubikacji przy stajni i bandyci tak podeszli, że nie mógł dać znać im w domu. Sam uciekł do trzciny przy rzece Styrze i tam siedział. Jak Mania przyszła z dzieckiem i położyła dziecko na ziemię, a sama wykopała dołek i zasunęła męża i jego mamę, aby pochować. Tymczasem zakryła deskami, a dziecko płakało, wtedy na płacz dziecka wylazł z trzciny ojciec Marmucki. Lament, rozpacz ogromna. No cóż, zimno. Ojciec poszedł do Boremla do znajomych, a Mania przez pola ukraińskie udała się do swojej matki, do czeskiej kolonii Sergiejówki, gdzie od tygodnia zamieszkała jej mama z siostrą Helą u wujka Ignacego Myki. Po swojej tragedii, tydzień temu co jej zabili Ukraińcy męża, dwóch synów i dwóch braci Zawilskich. To znaczy wymienię po kolei, jacy Polacy padli ofiarą bestialskiego mordu Ukraińców: Apolinary Zawilski, syn Szczepan, syn Marian, Mieczysław i Bronisław Berezowski, Biernodzio i Domański Bolesław. Tyle było od razu zabitych, aż 9 trumien.” (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/aleksandrowka-jozefa_wolf.html)  

W kol. Hołodnica pow. Łuck Ukraińcy zastrzelili 2 Polki: Skirewską (imię nie zapamiętane) i 15-letnią Józefę Skirewską.

 

   W nocy z 9 na 10 kwietnia:

W kolonii Dworzec pow. Kostopol podczas napadu bulbowców “zginęła młoda dziewczyna Ewa Hrehorowicz i inni Polacy, o których brak jest dokładnych danych” (Siemaszko..., s. 284). „Michał Brodowski z Dworca ożenił się z Sabiną Dawidowicz z Tchorów, mieli córkę Genowefę ur. 1924 r. Czerski IN mieszkający też w Dworcu miał syna Tadeusza, Genowefa była Jego narzeczoną, niedługo miało urodzić się Ich dziecko. W kwietniu 1943 r. banderowcy zaczęli palić część kolonii z której pochodził Tadeusz, ten mimo błagalnych próśb nie posłuchał narzeczonej i pobiegł w stronę domu rodzinnego. Został pojmany i wraz z innymi zamknięty w stodole, a potem wraz z tą stodołą wszyscy zostali spaleni. Było Ich 18 do 20, ciała leżały jedno na drugim. Opowiadała mi to Ukrainka spod Dworca, chodziła Ich oglądać. Tej zbrodni nikt nigdzie nie opisał, taki jest stan wiedzy o Ludobójstwie Wołyńskim”. (Wokół Huty Stepańskiej z Januszem Horoszkiewiczem; w: . http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich-krzyzy-dworzec-kolo-stepana/ ).

 

   10 kwietnia:

We wsi Dermanka pow. Łuck upowcy zamordowali 14-letniego Jana Polewę oraz 15-letnią Janinę Polewę, której obcięli piersi i przecięli ją piłą na pół (Siemaszko..., s. 588).

W kol. Hołodnica pow. Łuck Ukraińcy wracający z mordu z kolonii Taraż podpalili budynki i zastrzelili Jana Choińskiego, lat 42. 

We wsi Horodyszcze, gmina Silno, pow. Łuck Ukraińcy zakatowali w lesie pałami 2 Polaków: 13-letniego Józefa Konefała i jego 75-letniego dziadka Leona Konefała, uciekających z kolonii Dobra.

We wsi Józefówka pow. Równe zamordowali 1 Polaka  (“Na Rubieży” nr 46/2000).

W miasteczku Stepań pow. Kostopol upowcy zamordowali 8 Polaków (w tym 5 kobiet i kilkumiesięczne dziecko jednej z nich) oraz Rosjankę, żonę zamordowanego Polaka. Ponadto ciężko chora 90-letnia Maria Golec i jej 60-letni syn zmarli z wycieńczenia, gdyż bulbowcy nie pozwolili udzielić im pomocy.  

W kol. Taraż pow. Łuck zamordowali ponad 26 Polaków. Wśród napastników byli także policjanci ukraińscy z Kołek z komendantem Saczko Saczkowskim. Polacy byli przerzynani piłami, odzierani ze skóry itp.(np. Baltazar Gala, lat 33, został porżnięty i obdarty ze skóry), ograbili i spalili ich zagrody.

W futorze Trudy pow. Kostopol zamordowali 20-letnią Polkę Helenę Sawicką w zaawansowanej ciąży i jej męża, Rosjanina, weterynarza Bazylego Mazieję, uciekających furmanką z kolonii Dworzec.  

 

   W nocy z 10 na 11 kwietnia:

W kol. Radowicze pow. Kowel zamordowali 3 Polaków: podoficera WP Leśniewskiego i jego 2 synów, Eugeniusza i Antoniego. „W Radowiczach pierwsi Polacy zostali zamordowani w nocy z 10 na 11 kwietnia 1943 r. Ukraińscy zbrodniarze zabili Marcelego Leśniewskiego i jego dwóch dorosłych synów: Eugeniusza i Antoniego, członków miejscowej konspiracji. Bandyci w niemieckich mundurach otoczyli w nocy dom, przeprowadzili rewizję i w języku niemieckim poinformowali domowników i aresztowanych, że dostarczą aresztowanych do niemieckich władz w Kowlu. Córka Leśniewskiego Antonina o świcie powiadomiła sąsiadów Rakowskich, że Niemcy aresztowali ojca i braci. Natychmiast ile pary w koniach pojechała z Wacławem Rakowskim do Kowla, ale w żandarmerii o niczym nie wiedzieli. Tymczasem już rano sąsiedzi znaleźli ciała synów, ledwo przyprószone ziemią na naszym polu na kolonii Żuków, odległej o jakieś dwa kilometry od miejsca zamieszkania Leśniewskich. Zwłoki ojca z roztrzaskaną głową leżały sto metrów dalej, co by wskazywało, że usiłował uciec, osłaniany zapewne przez synów. Jeden z nich miał mieć pistolet i na pewno użył go w desperackiej walce z bandytami. Pogrzeb był bardzo liczny mimo, że Ukraińcy przebąkiwali o zmasakrowaniu żałobników. Rodzina podejrzewała o inspirację morderstwa Teodora Szabaturę, komendanta policji ukraińskiej w Kowlu, zbiegłego już z całym batalionem schutzmanów do UPA. Szabatura, absolwent hitlerowskiej szkoły policyjnej w Trawnikach koło Lublina, był przed wojną gajowym w majątku Krasne koło Rejowca.” (Feliks Budzisz; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/ounowski-szlagier; 31 marca 2014). F. Budzisz podaje też ukraińskie imię Szabatury jako Fedor (Feliks Budzisz: Chwała Wam i pamięć; w:  http://wolyn.org/index.php/publikacje/871-chwaa-wam-i-pami.html).  

 

   11 kwietnia:

W majątku Chobułtowa pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali rodzinę właścicieli oraz ich służącą: 3 Polaków, 5-osobową rodzinę polsko-czeską i 1 Czecha. 20-letniego Bolesława Rudnickiego (ojciec Polak, matka Czeszka) przybili do framugi okna (Siemaszko..., s. 859), natomiast 18-letnią ich służącą przed zabiciem zgwałcili (Józef Czerwiński: Z wołyńskich lasów na berliński trakt, s. 28 – 29).

We wsi Hajki pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 Polaków, w tym matkę z 16-letnim synem.

We wsi Majdan Lipeński pow. Łuck: „Władysławowi i Ewie Siemaszkom nie udało się ustalić losu Polaków w miejscowości Majdan Lipeński  (W. Siemaszko, E. Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945, Warszawa 2000, t. 1, s. 630).  Tymczasem, jak czytamy w recenzowanym zbiorze, „11 kwietnia tego roku [1943 – A.S.] oddział UPA rozbił polską bandę, jaka napadła na ukraińską wieś Majdan Lipeński i grabiła ukraińskich chłopów. Po naszej stronie strat nie było. Wróg poniósł wielkie straty w ludziach, spalono wiele wrogich budynków” (s. 210). Warto zwrócić uwagę na stylistykę tego tekstu. To na Ukraińców napadła „polska banda”, która następnie poniosła wielkie straty, ale z tekstu dowiadujemy się również o spaleniu „wrogich budynków”, które widocznie przynieśli ze sobą atakujący Polacy…” ( Andrzej Leon Sowa w recenzji książki „Polśko-ukrajinśki stosunki w 1942–1947 rokach u dokumentach OUN ta UPA", red. Wołodymyr Wiatrowycz, Lwów 2011, zamieszczonej w: Pamięć i Sprawiedliwość 12/1, 2013).

We wsi Niskienicze pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 15-letniego Romana Zielińskiego.

We wsi Podborocze pow. Kamień Koszyrski:W dniu 11 kwietnia 1943 roku we wsi Podborocze, odległej od nas o kilka kilometrów, dokonano strasznego mordu. Zamordowano 17 osób, w tym chyba pięcioro dzieci. Tylko jedna rodzina została zamordowana przy użyciu broni palnej, pozostałych mordowano w różny sposób, niektórych spalono w mieszkaniach.” (Stanisław Supruniuk: „Z Polesia do Warszawy”. Warszawa 2009 , s. 55). „Masowy mord dokonany przez UPA miał miejsce 11.04.1943 r. Palili ludzi w ich domach. 1-2. Artecki i.n. i jego córka 3. Borowska i.n. 4-8. Burczak Zofia i jej 4 dzieci: Regina, Maria, Eugenia i Józef. 9-12. Korycki Mikołaj i jego żona Maria, jego brat Aleksander i córka Stanisława 13. osoba NN z domu Arteckich 14. osoba NN 15. Sozdanowicz i.n. 16. Zakrzewska Bronisława 17. Zdanowski Władysław” (prof. zw. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Straty ludności polskiej w byłym województwie poleskim na skutek ludobójstwa popełnionego przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-1947, dane wstępne. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich; Kędzierzyn-Koźle 2017, tom 9).

We wsi Tajkury pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali Antoniego Czerniakowskiego.

 

   12 kwietnia:

W kol. Berezówka pow. Kostopol „ukraińscy partyzanci” zamordowali 99-letniego Jana Oliwę. 

W miasteczku Kisielin pow. Horochów Ukraińcy uprowadzili 2 Polaków do lasu świnarzyńskiego koło wsi Moczułki pow. Kowel. Jeden z nich zdołał uciec, drugi o nazwisku Olichwer został zamordowany.   

 

   13 kwietnia:

We wsi Ulaniki II pow. Łuck „ukraińscy partyzanci” uprowadzili i zamordowali w lesie 55-letnią nauczycielkę Celinę Kolibską oraz 28-letnią Stanisławę Daszkiewicz.

 

13 kwietnia 1943 roku wybuchła tzw. „sprawa katyńska”.

 

   W nocy z 13 na 14 kwietnia:

We wsi Bilcze pow. Dubno Ukraińcy zakłuli bagnetami  10 Polaków, w tym jedno dziecko, i wrzucili do studni. Następnego dnia ocaleni z napadu Polacy wydobyli ze studni zwłoki zabitych oraz jedną żywą, ciężko ranną kobietę, po czym opuścili Bilcze.

W miasteczku Stepań pow. Kostopol miejscowi Ukraińcy zamordowali 3 Polaków. 

 

   14 kwietnia: 

We wsi Duży Porsk pow. Kowel upowcy zastrzelili Władysława Cholewę i jego żonę Anastazję.

 

   15 kwietnia:

We wsi Radochówka pow. Równe Ukraińcy zamordowali Mieczysława Adamowskiego.

We wsi Szpikołasy pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy zamordowali 2 Polaków. Do Polaków, którzy prawdopodobnie zginęli z rąk policji ukraińskiej z Moniatycz należą: Bartek Karol z Moroczyna zginął w Szpikołosach dnia 15.04.1943 r., Wojtiuk Stanisław z Moroczyna zginął w Szpikołosach 15.04.1943 r.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

 

   W pierwszej połowie kwietnia:

W miasteczku Stepań pow. Kostopol „partyzanci ukraińscy” zamordowali na łące Polkę, Stanisławę Pińczuk z d. Męcik, żonę Ukraińca Sergieja Pińczuka, przedwojennego sekretarza gminy.

 

   W połowie kwietnia:

W futorze Balarnia pow. Zdołbunów upowcy wymordowali 23 Polaków, w tym całe rodziny.

We wsi Michałówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali Polaka, Rypniewskiego.

W kol. Mielniki pow. Kostopol zamordowali kilkunastu Polaków.

We wsi Omelanka pow. Kostopol zamordowali kilku Polaków.

W kol. Ożgowo pow. Kostopol zamordowali kilku Polaków

 

   17 kwietnia:

W miasteczku Łokacze pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 14 Polaków.

W futorze Majdan Antonowiecki pow. Krzemieniec zamordowali 12 Polaków. 11 Polaków , w tym 5-osobową rodzinę i dwa małżeństwa spalili żywcem oraz uprowadzili Józefa Rutkowskiego na wzgórze z małą cerkiewką – kapliczką, zwane Św. Trójcą i tam zadźgali go nożami.

We wsi Nowosiółki pow. Dubno upowcy uprowadzili 22-letniego kierownika młyna i księgowego oraz Rosjanina (pracownika) i ślad po nich zaginął.

We wsi Suraż pow. Krzemieniec spalili żywcem wraz z domem żonę Wieczorka i ich troje dzieci.

W kol. Żawrów pow. Równe zamordowali 42-letniego byłego legionistę Tadeusza Pluteckiego.

 

   18 kwietnia („niedziela palmowa”): 

We wsi Helenówka Stara pow. Łuck: "Kasztan Genowefa. Katarzyna została zamordowana w nocy z soboty na niedzielę palmową 1943 r we wsi Helenówka Stara w gospodarstwie p. Siemińskich wraz z młodym Ukraińcem Duchcze, młodą dziewczyną (14 lat) Kozłowską. Był to mord na tle rabunkowym dokonany przez Ukraińców, uratowała się tylko jej córka Gienia - wówczas jedenastolatka, która rozpoznała oprawcę" (http://wolyn.ovh.org/opisy/slobodarka-07.html).

We wsi Horodziec pow. Sarny zamordowali jedynych mieszkających tutaj 2 Polaków: matkę z dzieckiem. Ofiary najpierw kłuli nożami, potem dusili sznurami, na końcu głowy ucięli siekierą. Do końca kwietnia stał tutaj sztab Maksyma Borowcia „Tarasa Bulby”.

W kol. Maria Wola pow. Włodzimierz Wołyński został zamordowany przez Ukraińców Stefan Kijach.

 

   19 kwietnia:

W leśnictwie Tartak koło uroczyska Zamakowiszcze pow. Łuck upowcy zamordowali Wincentego Olkiewicza.

 

   20 kwietnia:

We wsi Horodno pow. Luboml Ukraińcy zamordowali Polaka, instruktora rolnego. „Knapiński Jan, s. Piotra i Jadwigi, lat 45, (+20.04.1943), zginął we wsi Horodno”.  (Osoby ze wsi Kąty pochowane na cmentarzu rzymskokatolickim w Lubomlu. Cmentarze polskie na terenie łuckiego okręgu konsularnego; w: www.luck.msz.gov.pl/resource/c2522e57-eddb-47ad-a5c7-8d96d2e66da3 ).

W miasteczku Kołki pow. Łuck zmarła poraniona bagnetami przez Ukraińców Malwina Skórzewska, lat 43.

We wsi Makoterty pow. Równe Ukraińcy zamordowali Katarzynę Nowakowską, lat 71, jej syna Aleksandra,  lat 44, synową Annę, lat 44, oraz ich córkę Marię, lat 13.

W kol. Żabecznik pow. Łuck miejscowi Ukraińcy wymordowali 14 Polaków stosując wymyślne tortury: np. 25-letniej Leontynie Zawadzkiej przed zamordowaniem zdarli z głowy włosy wraz ze skórą.

 

   21 kwietnia:

We wsi Hawczyce pow. Łuck miejscowi młodzi upowcy zamordowali 7 Polaków: rodzinę 5-osobową z 3 dzieci oraz 2 braci.

W kol. Majdan Komorowski pow. Łuck upowcy udusili dwie 20-letnie Polki: Zofię Kułakowską i Ewelinę Florkiewicz.

We wsi Sielec pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali małżeństwo Szczurowskich z 9-letnim synem

 

   22 kwietnia (Wielki Czwartek):

We wsi Białogródka pow. Dubno upowcy zamordowali 19 Polaków (w tym całe rodziny) oraz 3 Czechów.

We wsi Dźwinogród pow. Borszczów uprowadzili 3-osobową rodzinę polską Sypnickich oraz ich sąsiada. Sąsiad zaczął uciekać i został zastrzelony. Rodzinę wprowadzili do młyna. „Tam na oczach rodziców oprawcy zgwałcili ich 17-letnią córkę Janinę, a następnie całą trójkę zamordowali” (Komański..., s. 35).

We wsi Jabłonka Duża pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę Lipińskich: ojca, 17-letniego syna Tadeusza, 19-letnią córkę Stanisławę i 26-letnią córkę Ewelinę; “zwłoki miały usta zakneblowane kołkami, podziurawione głowy i sznury na szyjach” (Siemaszko..., s. 570).

W kol. Józefówka pow. Równe zamordowali 6 Polaków.

We wsi Kisorycze pow. Sarny zamordowali przez uduszenie sznurkiem 3-osobową polską rodzinę gajowego Żołnowskiego (z żoną i dzieckiem) i wrzucili do studni. 

We wsi Mołożów pow. Tomaszów Lubelski: 22.04. 1943 r. w czasie wysiedlania wsi policja ukraińska lub SS Galizien zastrzeliła 2 osoby: Śniadecki Wojciech l. 27 (żołnierz AK) i Smyk Władysław l. 21.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

We wsi Moszczenica Nowa pow. Zdołbunów zamordowali 56-letniego Jana Naumowicza. 

We wsi Moszczenica Stara pow. Zdołbunów zamordowali 42-letniego Mieczysława Sajpla.

W nadleśnictwie Odłapy pow. Kowel zamordowali uprowadzonego ze wsi Myślina Antoniego Opałkę: “Znaleziono jego zwłoki bez nóg i rąk, miał wyrwany język i wypalone oczy” (Siemaszko..., s. 367).

 

22 kwietnia 1943 roku dowódca Okręgu AK Wołyń płk Kazimierz Bąbiński „Luboń” wydał rozkaz skierowany do tworzących się samoobron polskich: “Od paru tygodni ludność polska na Wołyniu stoi w obliczu barbarzyńskich mordów, dokonywanych na całych rodzinach przez rezunów ukraińskich. Jest mi znana ręka, która pcha ludność ukraińską do samobójczej walki ze współobywatelami polskiej narodowości wspólnej rodzinnej ziemi wołyńskiej. /.../ Zakazuję stosowania metod, jakie stosują ukraińskie rezuny. Nie będziemy w odwecie palili ukraińskich zagród lub zabijali ukraińskich kobiet i dzieci. Samoobrona ma bronić się przed napastnikami lub atakować napastników, pozostawiając ludność i jej dobytek w spokoju”.

 

   W nocy z 22 na 23 kwietnia (z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek): 

W osadzie Janowa Dolina pow. Kostopol upowcy oraz okoliczni Ukraińcy (w tym dzieci i kobiety) dokonali rzezi około 600 Polaków (prawdopodobnie znacznie więcej), spalili około 100 domów i kaplicę pw. Chrystusa Zbawiciela. Mordów dokonywali siekierami, widłami, przywiązywali do drzew i podpalali, palili żywcem w domach itp. Świadek zbrodni Janina Orłowska-Łasek pisze we wspomnieniach „Krótka historia i zagłada Janowej Doliny”, zamieszczonych „Biuletynie Informacyjnym 27 DWAK”, nr 3/1996 r.: „O północy, ze wszystkich lasów okalających osiedle i zabudowania kamieniołomów, rozpoczęła się kanonada strzałów z broni ręcznej i maszynowej. Ukraińcy otoczyli całe osiedle i posuwając się systematycznie, podlewali każdy budynek naftą czy benzyną, podpalając go następnie smolnymi łuczywami od strony wejścia. Oknami wrzucali granaty, do uciekających strzelali, kogo złapali, tego zabijali siekierami lub widłami. Napastników było bardzo wielu – obliczono później, że na każdy dom przypadało 8 – 10, w tym i dziewcząt ukraińskich. Zapanowała niesłychana groza, krzyki i tumult. /.../ Mieszkańcy, którym nie udało się opuścić swoich domów, w skrajnym przerażeniu chowali się wraz z dobytkiem w piwnicach, mając nadzieję, że ogień nie przedostanie się do podmurówek. Z tych ludzi nie ocalał prawie nikt. Żar i dym były tak wielkie, że zostali oni uduszeni, spaleni na węgiel, bądź upieczeni. Rozpoczęły się wręcz dantejskie sceny. Gdy ogień rozgorzał, nie tyle widziało się, co słyszało krzyki i jęki ludzi, wycie palącego się bydła, huk płomieni i strzelaninę – wszystko wprost nie do opisania. /.../ Stan oblężenia i masakra trwały do świtu. Około godziny czwartej nad ranem nadleciały niemieckie samoloty zwiadowcze i krążyły nad płonącym osiedlem. Być może samoloty te spłoszyły napastników, zaczęli oni się wycofywać, ustała strzelanina. Kto się uchował, wychodził z ukrycia. Ludzie ci, nie mając do czego wracać, zaczęli gromadzić się przy kilkunastu ocalałych domach. Wielu z nich było tylko w nocnej bieliźnie. Brudni, przerażeni, pokaleczeni i poparzeni. Dobierano im różne ubrania, by ich jakoś przyodziać. Dzielono się również żywnością, by nie byli głodni. /.../ Wokół roztaczał się tragiczny widok. Dopalały się domy i drzewa, unosiła dusząca woń spalenizny i odór podpalonych ciał ludzkich i zwierzęcych.”  Inny świadek, Janina Pietrasiewicz-Chudy opisuje: “Mój ojciec jako, że znał język niemiecki, jak również ukraiński (prowadząc budowle, zatrudniał Ukraińców, był nawet przez nich lubiany, bywał na ślubach, chrzcinach swoich pracowników) był tłumaczem, ja trzymałam się jego spodni i te największe tragedie widziałam. Pamiętam małe dzieci nadziane na pale na Alei Spacerowej. Całe rodziny z nożami w plecach leżące w krzakach, spalone moje koleżanki. /.../ Gdy ucichły strzały w pierwszej kolejności zajęto się rannymi, których umieszczono w Bloku. Widok był przerażający: jedni czarni, poparzeni, inni pokaleczeni, cali zbryzgani krwią, leżeli jeden przy drugim na gołej podłodze, jęcząc z bólu, błagając o pomoc lub łyk wody. Pozostała przy życiu jedna pielęgniarka była bezradna wobec tylu rannych, braku leków, chociażby tych, które uśmierzają ból. Pomoc ograniczała się do podawania wody. Nie wiem, czy to "dobre" serce Niemców, czy może strach przed Bogiem, a może jeszcze coś zupełnie innego było powodem, że ranni tego samego dnia zostali odwiezieni samochodami wojskowymi do Kostopola. Byłam w jednym z tych samochodów. Pamiętam, jak ukryci za drzewami bandyci strzelali do nas, mimo że samochody były oznaczone czerwonym krzyżem. Lęk dzieciństwa to tylko dwa słowa, ale do dnia dzisiejszego nie opuszczają mnie. Gdy jadę nocą samochodem, to nie wiem, kiedy z siedzenia zsuwam się na podłogę i nadsłuchuję, czy gdzieś nie słychać świstu kul. Ci, co pozostali przy życiu, wykopali jeden bardzo długi grób, gdzie stał krzyż. Było to miejsce przeznaczone na budowę przyszłego kościoła. Pamiętam ten grób. Tę straszną "kupę" ludzkich ciał, popalonych, pomordowanych, wśród których były kobiety i dzieci. Według różnych źródeł dostępnej mi literatury, podawana jest liczba pomordowanych od 900 do 2000 ludzi.” (Janina Pietrasiewicz-Chudy: Rzeź wołyńska: Krwawa zbrodnia UPA w Janowej Dolinie. "Dzieci nabijano na pale"; 11 grudnia 2007,  aktualizacja: 20 września 2016 14:44; w: http://www.gp24.pl/magazyn/art/4327171,rzez-wolynska-krwawa-zbrodnia-upa-w-janowej-dolinie-dzieci-nabijano-na-pale,id,t.html). Janowa Dolina obecnie nosi nazwę Bazaltowoje (mieściła się tutaj kopalnia bazaltu).

Wanda Wasilewska wspomina:   Stryjek zebrał wszystkich i uciekli do lasu. Chowali się w okopach, które zostały jeszcze po pierwszej wojnie. Przez las wracali Ukraińcy. Jeden z nich zaczepił o tarninę i się potknął. Zobaczył ukrywających się i zaczął wołać kompanów. Stryjek krzyknął: - Ratuj się, kto może! Złapał Henrykę i Janka, dwójkę starszych dzieci i uciekał w stronę pobliskich szuwarów. Ciocia Aniela miała wtedy ośmiomiesięczną córkę Alicję przy piersi. Krystyna złapała ciocię za spódnicę i zaczęły uciekać. Daleko nie dobiegły. Dopadli je. Jeden z nich złapał Alicję za nóżki i roztrzaskał dziecko o sosnę. Wszystko to obserwowali, ukryci w szuwarach, Władysław z dwójką pozostałych dzieci. Proszę sobie wyobrazić! Oni to widzieli i nie mogli nic zrobić! Jedyne, co im zostało, to powstrzymywanie się od krzyku. Krystynę dopadli zaraz po tym. Rozpłatali jej siekierą głowę na pół, a ciocię dźgnęli bagnetem w serce i tak na oczach wujka powoli dochodziła do śmierci. Rodzina drugiej cioci, siostry ciotecznej mojej mamy, spłonęła żywcem w swoim domu. Uratowało się tylko dwoje z szóstki dzieci. Uciekły w kartoflisko. Leżeli tam schowani i słuchali krzyków i pisków płonącej rodziny. Naszych sąsiadów wrzucano żywcem do studni. Widziałam ciało sąsiadki z odciętymi piersiami. A my, kiedy trzeba było uciekać, schowaliśmy się całą rodziną w pobliskim stawie. Staliśmy w tej wodzie i pamiętam słowa mamy. Powiedziała, że jak będzie trzeba, to nas potopi, bo nie pozwoli, żeby ci zbrodniarze kroili jej dzieci żywcem”. ( Marcin Jaszak:  Sagi Lubelszczyzny: Do dziś pamiętam smak tortu, który jadłam u Marianny, córki oficera SS; w: „Kurier Lubelski z 22 listopada 2013; za: http://www.kurierlubelski.pl/artykul/1048564,sagi-lubelszczyzny-do-dzis-pamietam-smak-tortu-ktory-jadlam-u-marianny-corki-oficera-ss,id,t.html ).  Napadem na Janową Dolinę kierował Iwan Łytwynczuk „Dubowyj”, który po rzezi złożył raport o „wykonaniu zadania”, zrealizował więc rozkaz kierownictwa OUN. Ludność ukraińską do rozpoczęcia rzezi Polaków w Wielkim Tygodniu przygotowano propagandowo. Rozpuszczano różnego rodzaju przepowiednie i „wyrocznie”. W okolicach Janowej Doliny Ukraińcy mówili o „jajach wielkanocnych malowanych krwią Polaków”. Na kartkach przepisywano przepowiednię: „W kwietniu będzie niebo z ognistą łuną, w maju słońce ma zachodzić czerwono, a w czerwcu i lipcu woda w rzekach spłynie krwią”. Jan Engelgard w artykule „Skandal w Janowej Dolinie”, zamieszczonym w „Biuletynie Informacyjnym 27 DWAK” nr 3/1998 r. pisał: „Staraniem środowisk kresowych i Polaków zamieszkałych na Rówieńsczyźnie – w miejscu tragedii odsłonięto 18 czerwca 1998 roku ponad 5 metrowy krzyż – obelisk. W ostatniej chwili ukraiński wykonawca pomnika usunął, bez wiedzy strony polskiej, datę 23 kwietnia 1943 roku, pozostawiając tylko napis: „Pamięci Polaków z Janowej Doliny”. W trakcie poświęcania pomnika około 50 aktywistów organizacji „Ruch” demonstrowało, trzymając w ręku transparenty z napisem: „Won polscy policjanci” i „Won SS-owskie sługusy”. Wydawany przez nacjonalistów tygodnik „Wołyń” (19 czerwca 1998 r.) triumfalnie doniósł” „W czwartek 18 czerwca w pobliżu wsi Bazaltowoje (Janowa Dolina, kostopolski rejon) ukraińscy patrioci nie pozwolili polskim szowinistom przeprowadzić uroczystości poświęconej odsłonięciu pomnika ku czci niemieckich policjantów polskiego pochodzenia zniszczonych przez oddziały UPA „Piwnicz” w 1943 roku”. W „samostijnej Ukrainie”, na jej terenach uświęconych krwią męczeńską polskiej ludności, do głosu znów doszli starzy rizuni oraz ich dzieci i wnuczęta.

We wsi Zabara pow. Krzemieniec wymordowali za pomocą siekier, noży, wideł oraz paląc żywcem około 70 Polaków, obrabowali i spalili ich gospodarstwa. Inni podają znacznie większą ilość ofiar ((BI 27DWAK nr 1 z 1995 roku, s. 68).  

 

   23 kwietnia (Wielki Piątek):

W kol. Augustów pow. Horochów „ukraińscy partyzanci” zarąbali siekierami rodzinę młynarza liczącą 10 osób: 55-letniego Jana Romanowskiego, jego 18-letniego syna Aleksandra, 16-letnią córkę Leokadię, 13-letnią córkę Aleksandrę, 10-letnią córkę Krystynę, 8-letnią córkę Jadwigę, zamężną 30-letnią córkę Annę Dziadurę i jej 3-letnią córkę Ewę; 80-letnią Annę Romanowską, matkę Jana oraz 17-letnią kuzynkę Feliksę Kicuń. „Córki młynarza przed zamordowaniem były zgwałcone” (Siemaszko...., s.149). Młyn i dom spalili. Ocalała żona młynarza, z pochodzenia Niemka, która z ukrycia obserwowała rzeź całej rodziny i rozpoznała 2 zabójców, po pożarze uciekła do Włodzimierza Wołyńskiego.

We wsi Baszkowce pow. Krzemieniec wymordowali Polaków i spalili ich gospodarstwa, liczba ofiar nie została ustalona, zapewne kilkanaście polskich rodzin.

We wsi Buderaż pow. Zdołbunów zamordowali 3 Polaków; 2 kobiety i 19-letniego syna jednej z nich.

We wsi Huta Majdańska pow. Zdołbunów: "Jeszcze do niedawna w Hucie Majdańskiej mieszkały trzy polskie rodziny. - Nie bójcie się niczego, nie uciekajcie, my was nie pozwolimy ruszyć, powtarzali ich ukraińscy sąsiedzi. Jednak niektórzy szeptali miedzy sobą: - Tej Wielkanocy jaja świąteczne będą farbowane polską krwią! W Wielki Piątek przed Wielkanocą wszystkie trzy polskie rodziny z Huty Majdańskiej zostały wyrżnięte, poczynając od niemowląt, poprzez kobiety i dzieci, młodzież, ludzi w sile wieku, po starców, a ich drewniane domy i inne zabudowania zostały spalone, dobytek zrabowany i rozgrabiony pomiędzy sąsiadów.” (http://www.publixo.com/text/0/t/14006/title/Hurby ).

We wsi Kazimierka pow. Kostopol zamordowali 6 Polaków oraz wysadzili w powietrze kościół pw. św. Kazimierza z 1670 roku, słynący z odpustów w święto Wniebowzięcia NMP (15 sierpnia). Po 314 latach parafia przestała istnieć.

W miasteczku Kuty pow. Kosów Huculski: „Mój kuzyn Wiesław Świderski szuka miejsca pochowku swojego ojca Stanisława Dominika, widział go zamordowanego w Kutach ul Zielona 3-5. 23 kwietnia 1943r.” (www.stankiewicze.com/ludobójstwo.pl).

We wsi Pobużany pw. Kamionka Strumiłowa banderowcy zamordowali leśniczego Władysława Janiszewskiego z rodziną: „Dziadek Władysław leśniczy w Grabowej zamordowany 1943 r. Pobużany – babcia Józefa z d. Jaśkiewicz zamordowana Pobużany 1943r. - ich dzieci; Bronisław, Stanisława, Adam urodzeni w Grabowej, zamordowani w Pobużanach 1943r.” /.../ „Bardzo proszę o wpisanie do listy pomordowanych w Województwie Tarnopolskim Moich przodków. Według przekazu ustnego stryja Władysława Janiszewskiego 23-04-1943r. w południe na podwórko domu naszego w Pobużanach wtargnęła grupa uzbrojonych Ukraińców. Zostaliśmy zapędzeni do dużej izby. Następnie kazali mamie przygotować jedzenie, ponieważ byłem mały (10 lat) pozwolili i mnie pójść do kuchni, kiedy zostaliśmy sami uciekłem prze okno do lasu. Ukryłem się w zaroślach na wzgórku obserwując dom. Wieczorem widziałem jak wyprowadzają rodziców i rodzeństwo. Mieli związane ręce i nogi, cali we krwi. Na szyjach mieli sznury z palikami na końcu. Widziałem jak ich dusili skręcając sznur, następnie wbijali im paliki przez krtań do ziemi. Ostatni został zabity tata. Odjeżdżając furmankami z dobytkiem z Naszego domu został on podpalony. Nie pamiętam co się później działo, rano znaleźli mnie sąsiedzi, ocucili i kazali uciekać. Dostałem bochen chleba. Po kilku dniach dostałem się do Lwowa do cioci Michaliny, u której byłem do 1945r, kiedy to pierwszym transportem repatriacyjnym wyjechałem do Polski. Zamordowani: Władysław Janiszewski ur.1889 r w Grabowej, leśniczy nadleśnictwo Grabowa (tata);  Józefa Janiszewska z domu Jaśkiewicz (mama); Bronisław Janiszewski ur. w leśniczówce w Grabowej 1922r.; Adam Janiszewski ur. w leśniczówce w Grabowej 1926r.; Stanisława Janiszewska ur. w leśniczówce w Grabowej 1929r. W 1941r Niemcy wysiedlili nas z leśniczówki w Grabowej w której mieszkaliśmy, zamieszkaliśmy w Pobużanach. Z poważaniem Tadeusz Jan Janiszewski, wnuk Władysława i Józefy” (http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/czytelnicy_2.html; 16.06.2015 r.).

W futorze Trzy Kopce pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 65-letnią Marię Stankiewicz.

We wsi Tumin pow. Horochów zamordowali 63-letniego Jana Bartosza.

 

   Pomiędzy 19 a 24 kwietnia:

We wsi Mikołajówka pow. Dubno w czasie napadów bojówek ukraińskich zamordowanych zostało około 25 Polaków, w tym wrzucanych żywcem do podpalonych domów.  „W tym samym czasie spalono wszystkie gospodarstwa polskie w Mikołajówce i pobliskich futorach i wymordowano prawie wszystkich Polaków.” (1943, czerwiec – Opracowanie dotyczące napadów na Polaków dokonywanych w powiecie krzemienieckim i dubieńskim. W: B. Ossol., 16722/2, s. 323-325).

 

   24 kwietnia (Wielka Sobota):

W futorze Huta Antonowiecka pow. Krzemieniec Ukraińcy wymordowali około 50 Polaków, siekierami, nożami, palili żywcem itp.

W kol. Kamieniucha pow. Łuck pijani miejscowi upowcy wymordowali co najmniej 56 Polaków, w tym całe rodziny.

W osadzie Wola Wilsona (Kniażyna) pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 19-letniego Franciszka Rogulskiego; ofiara miała obcięte uszy, wydłubane oczy i połamane ręce; jego sandały własnej roboty nosił potem Ukrainiec w Wiśniowcu.

 

   Od 19 do 25 kwietnia (Wielki Tydzień):

Do wsi Kołodno Lisowszczyzna pow. Krzemieniec upowcy przywlekli ze wsi Witkowce na cmentarz przywiązanych do wozu konnego 3 Polaków, zarąbali ich i zakopali w dole.

W kol. Pasieka pow. Kostopol „powstańcy ukraińscy” schwytali 2 Polki idące do kościoła, kazali im wykopać sobie doły, do których je wsadzili, zakopali do połowy, od góry tułowia rozebrali i darli skórę pasami aż do uśmiercenia. (Siemaszko..., s. 275).

 

   W nocy z 24 na 25 kwietnia (z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę):

We wsi Nosowica Nowa pow. Dubno Ukraińcy zamordowali około 50 Polaków, głownie kobiety i dzieci, które pokłute bagnetami wrzucili do studni. 

W kol. 5 Kwartał pow. Dubno zamordowali 7 Polaków (w tym 1 mężczyznę): 3-osobową rodzinę Dulskich zakłuli bagnetami i nożami, matkę z 2 córkami (lat 17 i 20) skatowali i wrzucili do głębokiej studni, a 10-letni syn zmarł poparzony.

 

   Przed  25 kwietnia (przed Wielkanocą): 

We wsi Iwankowce pow. Dubno upowcy spalili polskie gospodarstwa, ilość ofiar nie jest znana (kilka – kilkanaście rodzin?).

We wsi Mosty pow. Krzemieniec upowcy zamordowali 14 Polaków. „Wieś Mosty położona wśród skalistych wzgórz i wertepów, trudnodostępna, przeżyła napad banderowców przed Świętem Wielkanocnym. Zginęło 11 osób, przeważnie starych ludzi. Część ludności schroniła się w Kątach, a około 35 osób z małymi dziećmi przechowywało się jeszcze kilka dni na miejscu. Nastąpił drugi napad na Mosty, zginęły trzy osoby. Zaraz po drugim napadzie, ocaleni zamyślili uciekać do miasta Krzemieńca, prostą drogą obok wymordowanej Antonowieckiej Huty, przez wieś Stożek. W środku wsi Stożek stoi wysoka góra, swym kształtem podobna do olbrzymiego stogu siana. U stóp tej góry, tylko od strony południowej, jest niewielkie wzniesienie, a z trzech pozostałych stron jest równina pokryta lasem. Były tam dwie drogi omijające górę, ale za górą schodzące się w jedną. Z Mostów ruszyły trzy furmanki, na których usadowili się ludzie starzy i dzieci. Młodzi szli piechotą. Przed Stożkiem spotkali samochód z pięcioma Niemcami i znajomym gajowym. Jadący proponowali, ażeby uciekinierzy zaczekali na nich, a oni powracając przeprowadzą ich przez wieś Stożek. Czekanie w tej okolicy było niebezpieczne, więc ruszyli dalej. Furmanki pojechały południową drogą, a piesi omijali górę drogą północną. Gdy furmanki wjechały na wieś, Ukraińcy otworzyli ogień z karabinów, następnie podeszli do wozów, jeszcze żywym dali łopaty, by kopali doły. Do wykopanych dołów wrzucali martwych i rannych, a zdrowych wpędzali też do dołów. Ale coś się stało. Bandyci zniknęli. Zdrowi i ranni wyszli z dołu. Przyczyną zniknięcia bandytów było to, że żandarmi powracając zostali ostrzelani, a mając nadajnik radiowy zawiadomili swą komendę w Krzemieńcu. Oddział żandarmerii z Krzemieńca natychmiast wyruszył samochodem do Stożka, na ratunek dla napadniętych. Ale było już za późno. Banderowcy zastrzelili Niemców i gajowego. Żandarmi zaczęli palić wieś Stożek i strzelać do wszystkich kogo znaleźli. W ten sposób zmuszono bandytów do ucieczki. Ci, którzy szli prawą drogą, wszyscy ocaleli. Kilka osób będących już w dole też ocalało. Za pomocą Niemców dobrnęli do Krzemieńca. Rozpacz matek i ojców, których dzieci zostały zabite, nie miała granic. Listowscy Weronika i Wojciech stracili dwoje dzieci i matkę. Z tych, którzy jechali, zginęły 22 osoby, przeważnie dzieci. (Z opracowania pt. : „Kronika Losy Polaków Parafii Kąty Powiatu Krzemienieckiego, Województwa Wołyńskiego W latach 1939-1945” autorstwa: Feliksa Jasińskiego. Wpisany przez Bogusław Szarwiło 01 lipca 2013; w:  http://27wdpak.btx.pl/samoobrona/417-samoobrona-w-ktach-pow-krzemieniec ).

 

   25 kwietnia (Wielkanoc):

We wsi Budy Ossowskie pow. Kowel  upowcy po postrzeleniu uprowadzili do wsi Wołczak pow. Włodzimierz Wołyński byłego komendanta „Strzelca”, po czym w sposób okrutny zamordowali go. „W pierwszy dzień świąt Wielkanocnych 43 roku nacjonaliści UPA z Wołczaka otoczyli dom Stanisława Uleryka w Budach Ossowskich. Uciekającego ranili strzałem z karabinów, rannego już uprowadzili do sztabu UPA na Wołczak. Tam został zamęczony w słynnej kaźni w stodole pod lasem. Staszek Uleryk do 39 roku był komendantem młodzieżowej organizacji „Strzelec”, a więc był już niebezpieczny dla OUN-UPA.” (Fragment z książki Henryka Katy "Wojenne Wichry" wydanej dzięki Urzędowi Miasta Otwocka w 2001 r. Nakład 200 egzemplarzy. Przepisany przez Bogusława Szarwiło, w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ).

We wsi Buszcza pow. Zdołbunów UPA zamordowała 4-osobową rodzinę. Leśniczy Cyryl Kochmański zamordowany został w sadzie, jego żona i dwójka dzieci w domu (Edward Orłowski; w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/17558056/martyrologium+le%C5%9Bnik%C3%B3w+2013.pdf ).  

W futorze Dębina koło wsi Wesołówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali Kazimierza Śliwińskiego, jego żonę Petronelę i ich 5-letnią córkę Helenę.

We wsi Hrymanówka (kolonia Gregorówka/Hryhorówka) pow. Łuck: „Na Wielkanoc tego roku do Hrymanówki na rezurekcję poszło ze dwudziestu chłopaków. Żaden z nich nie wrócił. Zaczęliśmy ich szukać. Szybko się okazało, że wszyscy zostali pomordowani i to w okrutny sposób. Najstarszy z nich miał tylko głowę przekręconą w druga stronę. Młodszych Ukraińcy męczyli jednak w bardziej wyrafinowany sposób. Mieli obcięte języki, genitalia, obdzierano ich ze skóry. My młodzi byliśmy tym bardzo wstrząśnięci. Zebraliśmy wszystkich zamordowanych do Przebraża i położyliśmy ich zmasakrowane zwłoki pod szkołą, żeby wszyscy mogli zobaczyć, do czego zdolni są Ukraińcy.”  (Marek A. Koprowski: Wyprawa do Kołek; 04 marca 2011. Relacjonuje świadek Adam Kownacki; w: https://kresy.pl/kresopedia/wyprawa-do-kolek/ ).

W nadleśnictwie Joanów pow. Łuck upowcy wymordowali 36 Polaków w okrutny sposób, np. Józef Senda został upieczony w gorącej szlace. „Wielkanoc 1943 spędziliśmy w Kiwercach u państwa Rykowskich, którzy tylko co przeprowadzili się tam z Johanowa. Jak dalece ich decyzja o ucieczce stamtąd była słuszna, przekonaliśmy się już w Wielką Niedzielę. Zasiadaliśmy właśnie do stołu świątecznego, kiedy przyszedł ich dawny gajowy i powiedział, że od Wielkiej Soboty Johanów jest zajęty przez duże zgrupowania banderowców. Pewnie przyszli wyprawić, po swojemu, święta, mieszkającym tam Polakom. Choć żal nam było plądrowanego, a może i palonego, właśnie Johanowa, cieszyliśmy się wszyscy, że państwo Rykowscy i pozostali Polacy zdążyli w porę wyjechać. Dopiero po powrocie do domu dowiedzieliśmy się przerażeni, że raniutko w Wielką Niedzielę trzech chłopów z Armatniowa wybrało się do Johanowa po pozostawione tam przez znajomych bez opieki, króliki. Mijał dzień za dniem, a chłopcy nie wracali. Nadzieja, że w ostatniej chwili zmienili plany i balują gdzieś w sąsiedniej wsi, rozwiała się ostatecznie, kiedy junacy z Baudienstu znaleźli w lesie niebieską opaskę Adasia, jako pracownika kolei. Było już pewne, że byli w Johanowie, a jeśli do tej pory nie wrócili, to znaczy, że nie żyją. Teraz na wpół oszalałym z rozpaczy rodzinom chodziło tylko o odnalezienie ciał i godne ich pochowanie. Z pomocą przyszedł p. Zielke, szef Baudienstu, Niemiec z poznańskiego, bardzo Polakom życzliwy i uczynny. Pod wzmocnioną ochroną pracujący przy zwózce drewna junacy pojechali do Johanowa. W pałacu hr. Jezierskiego znaleźli zakrwawione dokumenty dziewięciu Polaków – w tym także poszukiwanych mężczyzn z Armatniowa. Dokumenty były w dziewięciu różnych pokojach, co oznaczało, że każdy z zamordowanych był torturowany oddzielnie przez osobną grupę. Poszukiwania trwały, czas mijał, a ciał nie było. W końcu jeden z junaków zauważył, że w nieczynnej przedtem smolarni tli się ogień. Zaintrygowany dźgnął bagnetem w dymiące wysypisko węgla drzewnego i tak ich znaleźli – wszystkich dziewięciu.  Ciała przywieziono furmanką zaprzężoną w dwa konie. Od lasu szedł, trzymając się luśni wozu, kompletnie osiwiały w tych dniach pan Mrozicki, ojciec Adasia. Widząc nas obie z mamą wybiegające ze szkoły, powiedział: „Nie ma już Adasia, pani kierowniczko”. Zaniósł się płaczem, a my płakałyśmy razem z nim. Pan Mrozicki miał trzy córki, Adaś był jego jedynym synem, lubiliśmy go wszyscy, miał tylko 17 lat, był zdrowy i zginął tak bestialsko zamęczony.  Wieczorem w domu Edka, gdzie w stodole leżeli obaj, okrutnie przed śmiercią okaleczeni chłopcy, zebrali się wszyscy Polacy, aby zgodnie z obyczajem odmówić różaniec w intencji zmarłych.” (Barbara Krawczyk: Gorzki kraj lat dziecinnych...  Fundacja Moje Wojenne Dzieciństwo, 1999).

We wsi Mikulicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wrzucili do studni 55-letniego Władysława Gałatę.

We wsi Wesołówka pow. Krzemieniec upowcy zamordowali 6 Polaków: ojca z 12-letnią córką , starsze małżeństwo z ich zamężną córką o nazwisku Żurek i 12-letnią wnuczką Czesławą Żurek (Siemaszko,,,. S. 467).  

 

   W nocy z 25 na 26 kwietnia (z Wielkiej Niedzieli na Poniedziałek Wielkanocny):

We wsi Budy pow. Dubno miejscowi Ukraińcy wymordowali 22 Polaków.

W futorze Medwedówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 8 Polaków: 6-osobową rodzinę Józefa Gajewskiego z żoną i 4 dzieci, Stanisława Gajewskiego (został pocięty), 86-letnią Agnieszkę Szyk spalili żywcem z domem.

We wsi Michałówka pow. Krzemieniec zamordowali 3 Polaków: 28-letnią Antoninę Kulikową z 2 dzieci.

We wsi Moszków pow. Dubno zmasakrowali siekierami  i nożami 3-osobową rodzinę: Jana Sokołowskiego z żoną i 21-letnią pasierbicą .

We wsi Peremiłówka pow. Dubno zamordowali 4-osobową rodzinę Sokołowskich z 2 dzieci.

We wsi Radoszówka pow. Krzemieniec dokonali rzezi około 50 Polaków, w tym całe rodziny, siekierami, bagnetami, nożami itp.

 

   26 kwietnia (Poniedziałek Wielkanocny):

W kol. Pokosy pow. Równe Ukraińcy w dzień przyszli złożyć życzenia kowalowi Stanisławowi Potapskiemu, który mieszkał w kuźni po spaleniu jego domu podczas niemieckiej pacyfikacji, a następnie w nocy przyszli z siekierami. Najpierw odrąbali ręce broniącemu się 20-letniemu synowi kowala, który stał na warcie, potem porąbali na kawałki całą rodzinę: Stanisława Potapskiego, jego żonę Marię z Sienkiewiczów, ich 20-letniego syna Władysława, dzieci Sienkiewiczów: 17-letnią Leokadię i 15-letniego Feliksa, oraz dzieci małżeństwa Barańskich z kolonii Olchówka: 16-letnią Janinę i 10-letnią Kazimierę. Ponadto zarąbali dwie dziewczyny Czeszki, koleżanki Leokadii, które nocowały u rodziny kowala. Zbrodni dokonali Ukraińcy z sąsiedniej wsi Nowosiółki. (Siemaszko..., s. 679)

We wsi Zahorce pow. Krzemieniec upowcy wymordowali 10 polskich rodzin.

 

W nocy z 25 na 26 kwietnia 1943 roku Mołotow wręczył ambasadorowi RP w Moskwie Romerowi notę o zerwaniu stosunków dyplomatycznych przez ZSRR z Polską.

 

   27 kwietnia:

W miasteczku Kołki pow. Łuck Ukraińcy zamordowali w lesie 7-osobową rodzinę Kazimierza Drzewieckiego ze wsi Rudnia: rodziców i 5 dzieci.

We wsi Sytnica pow. Łuck zamordowali 6-osobową rodzinę Hulkiewiczów: 60-letnią wdowę, jej 23-letniego syna pobili, porżnęli i udusili; jego 23-letnią żonę zakłuli bagnetami, ich 3-letniego syna zakłuli bagnetami; natomiast 6-letnią córkę (Halinka Hulkiewicz) oraz 6-miesięcznego syna (Mieczysław Hulkiewicz) zakopali żywcem (Siemaszko..., s. 577).

We wsi Tartak pow. Dubno upowcy (sąsiedzi z okolicy) zamordowali 79-letnią Marię Lech, która nie opuściła domu sądząc, że starych kobiet nie będą zabijać. 

 

   28 kwietnia:

We wsi Chiniówka pow. Zdołbunów upowcy zamordowali Zygfryda Naumowicza i Żydów, których ukrywał oraz zrabowali ich złoto.

W futorze Horodnie (Horodło) pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 22-letnią Cecylię Sawicką.

We wsi Mołotków pow. Krzemieniec Niemcy wraz z Ukraińcami dokonali pacyfikacji. Życie straciło 617 osób. Wśród ofiar była m.in. rodzina Stebelskich, a wśród nich rodzice późniejszego generała dywizji LWP Józefa Stebelskiego.

We wsi Siedliszcze Małe pow. Sarny zamordowali 20-letnią Anastazję Kopacką, jej mąż Józef zdołał uciec.

 

   29 kwietnia:

We wsi Kołodno Lisowszczyzna pow. Krzemieniec trzej upowcy uprowadzili z domu Stanisława Raczyńskiego, lat 37, pracownika poczty i po zmasakrowaniu wrzucili go do studni.

Koło wsi Kąty pow. Krzemieniec: "W dniu 29 kwietnia kilku nacjonalistów, omijając od południowej strony Kąty, osaczyło Polaków przy wiosennych pracach polowych. Spędzono ich do znajdujących się w pobliżu zabudowań gospodarskich, powiązano wraz z ich dziećmi w „snopki”, wrzucono do jednego z domów i podpalono. Ponieważ działo się to dość blisko Szumska, po kilku godzinach na miejsce zbrodni przybyli Niemcy. Ustalono, że wśród oprawców byli bracia Mińkowscy z Kątów. Niemcy spalili zabudowania Mińkowskich, a polskiej samoobronie dali jeden karabin mauser i 80 sztuk naboi. Maksym Skopupśkij, który jeszcze jako melnykowiec uczestniczył w napadzie na Kąty, a później był jednym z kureniowych (kureń – odpowiednik kompanii) w sztabie UPA „Wołyń Piwdeń” w Antonowcach, w swoich wspomnieniach „Туди де бій за волю” (str. 87) napisał: „Полякам не треба було починати війни з нами”, a także „Поляки без потреби зв’язалися з німцями.(Jerzy Jeleńkowski: ZAGŁADA PARAFII KĄTY, MAJ 1943; w:  Wołanie z Wołynia nr 3 (88) Maj-Czerwiec 2009 r.).  

 

   W nocy z 29 na 30 kwietnia:  

W futorze Dębina pow. Krzemieniec Ukraińcy wymordowali około 40 Polaków, prawie wszystkich poprzez spalenie żywcem.

W futorze Kotiaczyn pow. Krzemieniec zamordowali około 20 Polaków. „Poszukuję informacji o moich dziadkach. Stanisław Trawiński, jego żona Janina Trawińska zd Rokitnicka.  Kotiaczyn gm. Szumsk. Brat dziadka Stanisława Kazimierz Trawiński ( jego żonę i dwójkę dzieci zamordowali nacjonaliści ukraińscy). Poszukuję też informacji o pradziadku: Aleksander Trawiński - leśniczy.” (Beata Anna Antkowiak; Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.; 20 maja 2011; w:  http://rzeczpospolita.com/wolyn/krzemieniec/ksiega.php ).

W futorze Laszówka pow. Krzemieniec zamordowali około 25 Polaków.

 

   30 kwietnia:

W kol. Antonówka Sileńska pow. Łuck upowcy zastrzelili 3-osobową rodzinę: Feliksa Jasińskiego, jego żonę Teofilę i ich 13-letnią córkę Irenę.

W futorze Dąbrowa pow. Krzemieniec zatrzymali 5 uciekających Polaków i zamordowali ich w lesie. Inni:„W odległości trzech kilometrów od środka wsi Kąty, za niewielki lasem, na polu zwanym Dąbrową, mieszkał Józef Jasiński z żonatym synem Albinem. Budynki w tym gospodarstwie, jak większość w całej okolicy, były drewniane. Dnia 30 kwietnia 1943 roku, w biały dzień banda banderowców opanowała zamieszkałą Dąbrowę. Siłą spędziła ludzi pracujących na polach oraz mieszkańców Polaków z Dąbrowy Waśkowieckiej do domu Jasińskiego i dom ten podpaliła. Spaliły się 23 osoby, w tym dwanaścioro małych dzieci. Rodzina Łopuszańskich zginęła tam z czworgiem małych dzieci. Wszyscy, którzy tam zginęli, byli nam znani, prócz jednej dziewczynki, której imienia i skąd pochodziła nie udało się ustalić. Spaliły się wszystkie budynki. Ludzka wyobraźnia nie jest w stanie przedstawić sobie tej straszliwej rozpaczy i bólu matek na widok palących się ich dzieci wraz z nimi. Potworny mord matko-dzieciobójstwa wołał o pomstę do Boga. Cóż te dzieci i ci ludzie zrobili złego, tym strasznym ludziom – bandytom. Co oni mogli zrobić złego tej budowanej przez nich samostyjnej Ukrainie – dzieci Łopuszańskich, Adaszyńskich, Kucharskich i Jasińskich. W niedzielę 2 maja trzy furmanki z Kątów i kilkunastu uzbrojonych mężczyzn pojechało na pogorzelisko. Obraz był straszny. Nic więcej nie było, tylko popalone kości i popiół. Kości ludzkie były, malutkie, a dziecięce maluteńkie. Kości zebrano do niedużych skrzynek i wieziono obok kościoła na cmentarz. Przy kościele czekało kilka tysięcy ludzi, a pomiędzy nimi dziadkowie Łopuszańskich, żona i matka Kucharskich i rodzina Oborskich.”  (Z opracowania pt. : „Kronika Losy Polaków Parafii Kąty Powiatu Krzemienieckiego, Województwa Wołyńskiego W latach 1939-1945” autorstwa: Feliksa Jasińskiego. Wpisany przez Bogusław Szarwiło 01 lipca 2013; w:  http://27wdpak.btx.pl/samoobrona/417-samoobrona-w-ktach-pow-krzemieniec ).

We wsi Ludwiszcze pow. Krzemieniec upowcy zastrzelili 8 Polaków: 2 rodziny z dziećmi lat 16, 7, 4 i 3-miesięcznego chłopca.

W kol. Nowiny pow. Kostopol bulbowcy zamordowali 4 Polaków.

 

   W okresie styczeń – kwiecień 1943 roku:

W miejscowości Targowica pow. Dubno upowcy zamordowali około 30 Polaków.

 

   Na  przełomie marca i kwietnia 1943 roku:

We wsi Mokwin pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 4 Polaków: Łapszynową z 3 dorosłych dzieci, w tym córki lat 20 i 25.

We wsi Rudnia pow. Kostopol zamordowali 5 Polaków.

 

     W marcu lub kwietniu 1943 roku:

Pomiędzy wsią Podłużne a osadą Janowa Dolina pow. Kostopol „powstańcy ukraińscy” zamordowali 2 Polaków: 10-letniego Tadeusza Gołębiowskiego udusili drutem oraz 18-letnią Zofię Bartosiewicz, którą zgwałcili i obcięli jej piersi.   

W kolonii Teresin pow. Włodzimierz Wołyński: „Pamiętam, że gdzieś w marcu-kwietniu 1943 r. do naszej koloni Teresin, podczas dnia przyjechali wozem uzbrojeni Ukraińcy. Zajechali przed dom polskiej rodziny Brzezickich i weszli po chwili do środka. Świadkiem naocznym tych wydarzeń była mieszkanka naszej wsi Jadwiga Kasperska, sąsiadka Brzezickich przez drogę i sąsiadka Antoniego Bojko przez miedzę. Opowiadała potem w naszej wsi tak: „Ukraińcy weszli do domu Brzezickich i na oczach Jana zgwałcili jego żonę! Potem ich powiązali i zabrali ze sobą na wóz! W tym samym czasie, Ukraińcy z tej samej grupy, zabrali także ze sobą Antoniego Bojko oraz jego żonę Jadwigę.” Od tej chwili, wszelki słuch po nich zaginął, jestem prawie pewien, że zostali wtedy nieludzko zamordowani. Jan Brzezicki miał oko 60 lat, a jego żona, chyba Zofia, mogła mieć wtedy także około 60 lat. Podczas tego najścia, w domu nie było dwóch synów Brzezickich w wieku około 22 lat i właściwie nie wiem, co się później z nimi stało i jakie były potem ich dalsze losy. Małżeństwo Bojków było nieco młodsze od Brzezickich: Antoni lat około 45, a Jadwiga lat około 40. Od tego wydarzenia, strach padł na mieszkańców naszej kolonii i rozpoczęło się upokarzające i ciężkie chowanie się Polaków gdzie tylko można było. Byle nie nocować we własnym domu, do którego w każdej dosłownie chwili mogli wtargnąć żądni krwi banderowcy. Najczęściej ukrywaliśmy się w stodołach, stajniach, na strychu, a wiele osób budowało własne, podziemne schrony, w których chowała się niekiedy cała polska rodzina. Tymczasem niedługo później Ukraińcy z Lasu Świnarzyńskiego, znów przyjechali do naszej wsi i tym razem zajechali na podwórko rodziny Kukułka. Gospodarz miał na imię chyba Stanisław lat około 45, który miał żonę lat około 42 oraz jednego syna Antoniego lat około 18 i jedną córkę, chyba miała na imię Zosia, lat około 23. Po odjeździe banderowców, po naszej kolonii rozpoczęto sobie opowiadać, co stało się z rodziną Kukułków. Ludzie mówili tak: „Banderowcy weszli do domu rodziny Kukułka, zgwałcili Zosię, a potem wszystkich zabrali ze sobą do lasu. Od tej pory wszelki słuch po nich zaginął. Pewnie ich w lesie bandziory pomordowali.” Opowiadała o tym rodzina polska Topolanków, którzy mieszkali blisko rodziny Kukułków” (Eugeniusz Świstowski; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; wspomnienia spisał Sławomir Roch).

W kol. Trubica pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali nie znaną liczbę Polaków.

W kol. Wielick pow. Kowel zamordowali ppor. rezerwy Stanisława Rogowskiego.

 

   W kwietniu 1943 roku (świadkowie nie podali dnia):

W kol. Aleksandrówka koło Wojnicy pow. Horochów Ukraińcy zamordowali rodzinę gajowego Kwatry. 

We wsi Androszówka pow. Krzemieniec zamordowali 10 Polaków (3 rodziny).

W kol. Andrzejówka pow. Równe zamordowali Narcyza Sławuszewskiego.

W kol. Antonówka pow. Kowel zamordowali Stanisława Wszołe lat 27, jego żonę Stefanię, lat 27 oraz osobę o tym samym nazwisku, lat 55.

W kol. Antonówka pow. Równe grupa upowców uprowadziła i zamordowała Tadeusza Grochowskiego, mordercy są znani. 

Koło osady Antonówka pow. Sarny upowcy dogonili Józefa Ejsmonta, przywiązali do drzewa, obcięli język, wydłubali oczy i przecięli piłą (Siemaszko..., s. 811).

W kol. Antonówka Szepelska pow. Łuck bojówka ukraińska po torturach zamordowała 20-letniego Mieczysława Bakalarskiego, pracownika mleczarni.

We wsi Arszyczyn pow. Dubno  Ukraińcy zamordowali 10 Polaków.

W miasteczku Berezne pow. Kostopol zamordowali 2 Polaków. „Na początku kwietnia 1943 r. przed szkołą był widziany 6-letni polski chłopczyk NN z rączkami związanymi sznurem do tyłu stojący przed grupą upowców i powtarzający w kółko: „Ja chcę żyć” (Siemaszko..., s. 220).

We wsi Bilinka Mała pow. Sambor miejscowy Ukrainiec zamordował Jana Mazurka.

We wsi Biskowice pow. Sambor banderowcy zamordowali 25-letniego Polaka NN (szwagra Franciszka Rychlika) pracującego na polu.

W kol. Brzozowy Gród pow. Łuck „ukraińscy partyzanci” porwali z pastwiska kilkunastoletniego pastuszka sierotę Kaczorowskiego oraz starca Jana Oliwę. Starca związali i „dla zabawy” dokonali operacji wyrostka robaczkowego. Rozcięli mu brzuch scyzorykiem, wycięli wyrostek robaczkowy, wepchali do wnętrza mech i zszyli sznurkiem do worków. Następnie wyrwali mu język, zbili drągami i płytko zakopali a na mogile rozpalili ognisko. Sierota Kaczorowski ocalał dzięki znajomości języka ukraińskiego i pacierzy po ukraińsku – udawał Ukraińca a w nocy uciekł i dotarł do Polaków na kolonii.(Siemaszko..., s. 554). 

W miasteczku Busk pow. Kamionka Strumiłowa: „W kwietniu 1943 r. zabity został w Busku Wardyński Stanisław l. 18” (Władysław Kubów: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003). 

Pomiędzy wsią Cepcewicze a kol. Dębowa Góra pow. Sarny bulbowcy zamordowali Jana Rudnickiego  oraz poszukującą go żonę.

We wsi Chinocze pow. Sarny Ukraińcy zamordowali 10 Polaków.

We wsi Chołoniewicze pow. Łuck upowcy zabili pozostałych jeszcze we wsi Polaków (5 rodzin).

We wsi Chorobrów pow. Brzeżany zamordowali Antoniego Mazura.

We wsi Chorochoryń pow. Łuck miejscowi upowcy zamordowali 3 Polaków, w tym ponad 60-letniego nauczyciela Franciszka Srokę jego byli uczniowie.

We wsi Chorupań pow. Dubno miejscowi Ukraińcy zamordowali nauczycielkę, lat ok. 40 (wśród nich byli jej uczniowie), której wcześniej gwarantowali jej bezpieczeństwo; przywiązali ją do słupa i żywcem spalili. Ponadto koło wsi Chorupań na drodze z Dubna do Młynowa zamordowali Tadeusza Zakrzewskiego. 

W kol. Czapelka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali nie ustaloną ilość Polaków.

W kol. Czerewacha pow. Kowel wymordowali wszystkich mieszkańców tej polskiej kolonii, około 80 Polaków.

We wsi Czerwona Góra pow. Dubno zamordowali 5 Polaków.

We wsi Czetwertnia pow. Łuck zamordowali 4 Polaków, w tym kobietę.

We wsi Dażwa pow. Kowel zamordowali 3 Polaków, w tym małżeństwo.

W futorze Dębina koło wsi Wesołowka pow. Krzemieniec zamordowali 2 Polaków: gajowego Aleksandra Jakubowskiego lat 47 i 24-letniego mężczyznę.

W kol. Dębowa Karczma pow. Łuck zamordowali 6-osobową rodzinę Traczewskich z 4 dzieci.

We wsi Diuksyn pow. Kostopol zamordowali 3 Polaków i Ukrainkę wychowaną przez Polkę: Franciszka Cichockiego związali drutem kolczastym i bili go, kolce wbijały mu się w ciało, co dawało powód Ukraińcom do naigrawania się (był okres postu, drut kolczasty symbolizował koronę cierniową na skroniach Chrystusa), ciało jego wrzucili do rzeki Horyń. Także 40-letnią kobietę po torturach zamordowali i wrzucili do rzeki. 

W kol. Dolina Dąbrowa pow. Kostopol zamordowali Polaka, Przybyszewskiego, który wrócił do swojego gospodarstwa.

We wsi Druchowa pow. Kostopol zamordowali 6-osobową polską rodzinę podczas kolacji: Antoniego Płomińskiego, 4 jego dzieci i babcię; ciała złożyli za stodołą i spalili. Uratowała się żona Płomińskiego Anna, która w tym czasie była w oborze i uciekła. Inni: ”Któregoś dnia w maju 1943 roku babcia  Ania podała całej rodzinie kolację i poszła do obory doić krowy. Między domem a oborą rosły konopie. Po pewnym czasie usłyszała, że w domu coś się dzieje. Wskoczyła w konopie i zobaczyła, że synowa Ukrainka z dzieckiem na ręku wychodzi z domu i ucieka. Po paru minutach podjechał wóz drabiniasty i banda wynosiła z domu trupy zarąbanych siekierami: męża, synów i córek. Wywieźli pod las i spalili trupy wraz z wozem Wiem, że babcia Ania po wojnie mieszkała w Rawiczu. Przeżyła wszystko i zmarła jako staruszka. Wówczas przez Ukraińców zostali zamordowani: 1. NN. Płomiński, ojciec rodziny, mąż Ani. 2. Józef Płomiński, starszy syn. 3. NN. Płomiński, młodszy syn. 4. Aniela Płomińska, córka. 5. Genia Płomińska, córka.” (Helena Bielecka z d. Szczurowska; w: „Na Rubieży” nr.48/2000).

We wsi Eliaszówka pow. Zdołbunów zamordowali 4-osobową rodzinę gajowego (Edward Orłowski..., jw.).

W kol. Głęboczek pow. Łuck uprowadzili i zamordowali po torturach Polaka, zięcia Zarembów. 

We wsi Głuboczek (Hłuboczek) pow. Kostopol zamordowali 4-osobową rodzinę Murawskich.

W nadleśnictwie Grobelki gmina Nowy Czartorysk pow. Łuck: upowcy zamordowali 26 Polaków: „Rodak Jan (+ 25 innych nieustalonych pracowników nadleśnictwa) pracownik biura nadleśnictwa . Zamordowani po napadzie upowców na siedzibę nadleśnictwa. Zwłoki spłonęły w podpalonym budynku nadleśnictwa. W trakcie walki udało się zbiec dwom braciom Koperskim (leśniczy + sekretarz leśnictwa)”.  (Edward Orłowski..., jw.).   

W majątku Grudek pow. Równe zamordowali co najmniej 12 Polaków: 2 kilkuosobowe rodziny Nurków i Płachtów oraz ze szczególnym okrucieństwem 4-osobową rodzinę zarządcy majątku Bronisława Miłaszewskiego z żoną oraz synem i córką, mającymi po 14 -16 lat.

W kol. Halinówka pow. Łuck zatłukli drągami i wrzucili do studni stare małżeństwo Dziedziców, które nie opuściło swojego domu.

We wsi Holatyn Dolny pow. Horochów zamordowali Polaka Młotkowskiego ćwiartując go na kawałki, które rozrzucili po drodze.

We wsi Hołoby pow. Kowel w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zabitych zostało 23 Polaków oraz na drodze do Kowla upowcy zamordowali 1 Polaka.

We wsi Hłuboczek pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym kobietę. 

W mieście Horochów woj. wołyńskie zamordowali 2 Polaków.

We wsi Hradki pow. Dubno złapali 6 Polaków uciekających z kol. Lubomirka do Dubna, przywiązali do końskich ogonów i wlekli 7 km, w trakcie czego nastąpił ich zgon: Byli to: Lewiński z żoną (oboje w starszym wieku), synowa i jej dziecko, oraz Aleksander Witkowski i jego żona Seweryna , oboje w starszym wieku.

We wsi Hrywiatki pow. Kowel zamordowali bestialsko znęcając się kierownika szkoły w Krzeczewicach Kałwę. 

W futorze Hucisko Garncarskie pow. Krzemieniec wymordowali nożami i spalili 17 Polaków.

We wsi Hucisko Horodyskie pow. Krzemieniec zamordowali 12 Polaków: 3 rodziny i mężczyznę.

We wsi Hucisko Piaseczne pow. Krzemieniec zamordowali 6 Polaków: 4-osobową rodzinę i małżeństwo.

We wsi Hucisko Pikulskie pow. Krzemieniec zamordowali 16 Polaków.

W kol. Hurby pow. Kostopol uprowadzili do lasu 3 Polaków: Stanisława Halczuka z córkami: Jadwigą lat 15 i Genowefą lat 17, zwłok ofiar nie odnaleziono.

We wsi Huta Stara pow. Krzemieniec „ukraińscy partyzanci” zwołali zebranie Polaków w domu Jana Jastrzębskiego, a następnie spalili żywcem zgromadzonych 52 Polaków. Na terenie wsi zamordowali kilka osób, w tym przerznęli piłą jedną z kobiet o nazwisku panieńskim Michałowska; łącznie było co najmniej 59 ofiar. “Niektórzy Polacy traktowali rzezie jako prześladowania religijne, a swą śmierć jako śmierć w obronie wiary. Zamordowany Jakub Łoziński powiedział: „Przyszedł czas i możność zostania męczennikiem i świętym” (Siemaszko..., s. 448).

Na terenie parafii Huta Stepańska pow. Kostopol zamordowali 30 Polaków.

We wsi Iłowica Mała pow. Krzemieniec zamordowali 7 Polaków, w tym rodzinę młynarza.

W kol. Jachimówka pow. Horochów uprowadzili i zamordowali kilku Polaków; Mateusza Szafrańskiego przywiązali do drzewa i przez całą noc biesiadując przy ognisku ścinali mu paskami skórę i przypiekali głowniami, aż skonał (Siemaszko..., s. 155).

W futorze Janowe Hucisko pow. Krzemieniec zamordowali Franciszka Suchodolskiego.

W kol. Janówka pow. Sarny zamordowali Cichockiego wcześniej obcinając mu uszy i nos.

We wsi Jaźwiny pow. Łuck zamordowali 6 Polaków: Emilię Czarnecką oraz Stablewskiego z żoną i trójką nieletnich dzieci.

We wsi Kamienna Góra pow. Zdołbunów zamordowali syna Bronisława Paszkowskiego.  

W mieście powiatowym Kamionka Strumiłowa woj. tarnopolskie zamordowali 30 Polaków.

We wsi Kiryłówka pow. Dubno zamordowali 26 Polaków (całe rodziny).

W osadzie Kiwerce pow. Łuck w lesie, w pobliżu stacji kolejowej, Ukraińcy zamordowali 5 Polaków wracających z kościoła: 3 dziewczyny oraz 2 chłopców w wieku od 13 do 18 lat, ich ciała były zmasakrowane.

We wsi Kniahynin pow. Dubno:Mojej kuzynki z Kniahynina k/Dubna jeszcze w kwietniu 1943 roku przyszli i zabrali męża z domu w nocy gołego prawie w piżamie i poprowadzili w kierunku Styru i żona biegła za nimi z płaczem, żeby jej oddali męża, a oni jeszcze szybciej biegli i mąż zobaczył, że już śmierci nie umknie. Mówił do żony: Janeczka, wróć do dzieci, ty musisz żyć dla dzieci, ja już padam ofiarą, Janeczko wróć. Ale ona z miłości do męża biegła za nim. Doszli do rzeki Styr. Za to, że ona na śmierć biegła razem za nim, to wzięli odcięli mu głowę i dali jej na ręce, a jego rzucili do rzeki Styr mówiąc, że niech ryba zje. A ona biedna przyniosła tę głowę do dzieci. Jedno miało 5 latek, a drugie 2 latka. Zbryzgana cała krwią męża, umyła, ucałowała ten swój skarb, zdążyła kupić trumnę i pochowała na cmentarzu, którego od tej pory nie oglądała, sama zdążyła uciec do Łucka”.  (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/aleksandrowka-jozefa_wolf.html).

W kol. Kołodeskie Budki pow. Łuck upowcy zamordowali Jana Wójcickiego, lat 33 i jego żonę Zofię, lat 30. 

We wsi Korszów pow. Łuck zamordowali Polaka, młynarza.

W powiecie Kostopol woj. wołyńskie upowcy zamordowali Ukraińca Grzegorza Głuszvczenkę, jego żonę Polkę i ich 2 dzieci.

W kol. Koźle pow. Łuck zamordowali Hieronima Janickiego. 

We wsi Krać pow. Włodzimierz Wołyński Ukrainiec Mykoła Dembyćkyj zamordował Polaka ze wsi Bielin, wędrownego handlarza.

We wsi Krościenko (Bieszczady) policjanci ukraińscy zamordowali 2 Polaków.

We wsi Krzywucha pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 20 Polaków.

W kol. Kuchary pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 15 Polaków (4 rodziny).

W kol. Kurhany pow. Kostopol zamordowali nie ustaloną ilość Polaków, w tym młynarza.

W kol. Ledno pow. Kostopol dwaj Ukraińcy Grzegorz i Stefan Stopniccy zamordowali swoje żony Polki, dzieci, teściów, a jeden z nich jeszcze dwie siostry żony.

We wsi Leduchów pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali nauczyciela Grzegorza Kociubę, lat 55.

We wsi Lipno pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę: Mikołaja Polikowskiego z żoną i 2 dzieci.  

We wsi Litowiszcze pow. Krzemieniec zamordowali 16 Polaków.

Na terenie gminy Ludwipol pow. Kostopol zamordowali 2 Polaków pracujących u Ukraińców.

W kol. Ludwiszyn pow. Łuck zamordowali 4-osobową polską rodzinę Kapustów.

W osadzie Łabędzianka pow. Dubno zamordowali Polkę o nazwisku Midur. 

Na drodze do Łucka zamordowali 2 Polaków: 48-letniego inż. Władysława Krzanowskiego z 26-letnią córką Janiną Krzanowską, nauczycielką, którą przed śmiercią zgwałcili; ciała ofiar wrzucili do studni.

W kol. Ładesa pow. Łuck zamordowali 20-letniego Henryka Szczepkowskiego.

We wsi Majdan pow. Gródek Jagielloński zamordowali 2 Polaków i 1 Ukraińca.

We wsi Malów pow. Dubno zamordowali kilka polskich rodzin, znanych jest imiennie 5 ofiar.

We wsi Matków pow. Turka zamordowali miejscowego księdza rzymskokatolickiego i spalili kościół.

We wsi Matwiejowce pow. Krzemieniec zamordowali ponad 25 Polaków, w tym paląc żywcem.

We wsi Michałówka pow. Krzemieniec zamordowali 13 Polaków z 2 rodzin.

Koło miasteczka Mizocz pow. Zdołbunów zamordowali Domańską z 2 dorosłymi synami i kilkunastoletnią córką.

We wsi Mogilno (Mohylno) pow. Włodzimierz Wołyński: „W zasadzie była  to wieś ukraińska, w której  tylko około 15 % gospodarstw było polskich. Mieszkały tam rodziny Szewczuków (5 rodzin), Mroziuków (5 rodzin), Gaczyńscy (3 rodziny), Szczurowscy, Siateccy, Buczkowie, Juszczakowie, Bernaccy, Konstantynowicze i Roratowie. Roratowie przed wojną wyprowadzili się do Włodzimierza. Rodzina Konstantynowiczów mieszkała tu krótko. Pozostałe rodziny polskie były tu zasiedziałe od kilku pokoleń i tylko w ustnych rodzinnych przekazach zachowały się informacje, że nasi przodkowie przybyli tu z piaszczystych ziem w okolicach Bełżca. Kupili tu ziemię, bo wtedy była tu najtańsza. A ponieważ było to w czasie zaboru rosyjskiego, aby ominąć ograniczenia w zakupie ziemi stosowane dla Polaków, podobno nasi przodkowie zmienili nazwiska. I tak Sobolewscy stali się Szewczukami a Wiśniewscy - Mroziukami. Tak więc przybyliśmy tu nie jako zdobywcy, najeźdźcy i okupanci, lecz zmieniliśmy miejsce zamieszkania w granicach państwa carów rosyjskich i swoją ziemię kupiliśmy. Stosunki z sąsiadami ukraińskimi układały się poprawnie. Szanowaliśmy prawosławne Święta religijne przez powstrzymywanie się od pracy w polu. /.../ Groźnym sygnałem dla Polaków stało się usypanie przez Ukraińców kopca przy cerkwi. Ziemię wozili sami Ukraińcy, Polaków nie angażowano. Mówiono, że  tam zakopano polski mundur, na kopcu postawiono krzyż. Miał to być "pogrzeb" państwa polskiego. W kwietniu 1943 roku zebrali się tam Ukraińcy na poświęcenie, którego dokonał przybyły specjalnie archirej. Adolf Szewczuk miał swoje zabudowania tuż przy cerkwi. Maria, żona Adolfa, skrycie podeszła przy stodole jak najbliżej zgromadzonych i starała się posłuchać, o czym mówiono. Usłyszała, zapamiętała i nam powtórzyła jedno zdanie z przemowy prawosławnego archireja: " jednej nacji już nie ma (żydowskiej), jeszcze pozostała druga!" Gdy wracaliśmy z nabożeństwa wielkanocnego w 1943 roku z kościoła parafialnego w Swojczowie (osiem kilometrów od Mogilna), furmanki z Polakami zostały ostrzelane z zabudowań Polaka Sokala w pobliżu Swojczowa. Prawdopodobnie ta rodzina już wtedy została zamordowana. Raniono dwie osoby, jedna nosiła nazwisko Sienkiewicz” (Jadwiga Kozioł z d. Mroziuk, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).

We wsi Moszczenica pow. Łuck Ukraińcy zamordowali Chomińskiego z 2 córkami, gdy wrócili do swojego gospodarstwa po żywność.

We wsi Mydzk (Mały lub Wielki) pow. Kostopol:Huta Szklana wieś (Mydzka ), gm. Stydyń Wielki. Fotoreportaż poświęcam pamięci zamordowanych w majątku w pobliskim Mydzku: Jadwigi Osińskiej i Rozalii Osińskiej, siostry męża Jadwigi. Kiedy zarządca Osiński w kwietniu, wyjechał do Równego, w majątku pozostała żona, siostra i służba. Bandyci w okrutny sposób zamordowali obie kobiety, Jadwiga będąca w ósmym miesiącu ciąży miała rozcięty brzuch z którego wystawało dziecko. Na powracającego z Równego Osińskiego, czekali już miejscowi Ukraińcy, aby go ostrzec. Ukradkiem, nocą, udało mu się zakopać zamordowanych na ogrodzie. Sam Osiński prawdopodobnie został w 1946 r. zamordowany w katowniach UB. Jego imienia nikt nie zapamiętał. O mordzie opowiadały mi dzieci Marii Tuszyńskiej, rodzonej siostry zamordowanej Jadwigi – Józefa i Janina Tuszyńskie z Huty Mydzkiej. Huta Szklana została spalona w Krwawą Noc 16 na 17 VII 1943 r.” (Wokół Huty Stepańskiej z Januszem Horoszkiewiczem; w:  http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich-krzyzy-huta-szklana/). Oraz:  „W drugiej dekadzie kwietnia 1943 r. przyleciały do Huty dwie kobiety, Polki z prośbą, żeby ich ratować, bowiem dowiedziały się od życzliwych sąsiadów Ukraińców, że w tych dniach będą wymordowani oni i wszyscy mieszkańcy tzw. Kolonii Mydzkiej, w której mieszkało kilkanaście rodzin polskich. Najpierw poszły do księży i z księżmi poszły do „samoobrony”, aby ich wszystkich zabrano do Huty wraz z dobytkiem. Wprawdzie niechętnie, ale kierownictwo wyraziło zgodę i komendant Konowerski wyznaczył do tej podróży swego zastępcę Liberę. Pojechali obrońcy Huty i Wyrki. Siedlisko nie brało udziału. Po przyjeździe na miejsce nikt im nie przeszkadzał w ładowaniu wozów dopiero kiedy konwój zbliżał się do lasu, a dojazd był na otwartej przestrzeni, w kotlinie, bandyci z trzech stron dali ognia, powodując zamieszanie. Jedynym ratunkiem był las, z którego też padały celne strzały. Z Siedliska był Stanisław Charewicz i on nas zawiadomił o poniesionych stratach w Mydzku. Pozostały tylko trupy. Libera się uratował, lecz miał przestrzeloną rękę i na długie miesiące był unieruchomiony. To, że tak się stało był to jego błąd, że nie wystawił warty przed wyjazdem”. (Fragment wspomnień Antoniego Gutkowskiego spisanych w latach 1983/84; jw.).

We wsi Myków pow. Łuck zamordowali Mariana Adamowskiego.

We wsi Niemila pow. Kostopol w okrutny sposób zamordowali w lesie 17-letnią Polkę, listonoszkę  Jadwigę Kutasiewicz.

W kol. Niesześć pow. Łuck: „W kwietniu roku 1943 zostali zamordowani przez bojówkarzy UPA: Wysocki Piotr i żona Elżbieta, ich 3 córki i syn. Wysocki Paweł, Wysoccy... żona , 2 córki i syn, Wysocki Franciszek z żoną i córką. Wysocki Dominik z żoną i 2 córki i syn, Wysocki Ludwik i żona Aniela i 3 córki i syn. Z pogromu ocalała Paszkowska Marianna z d. Wysocka z mężem i synem Stanisławem ( 3 lata). Zdążyli uciec do Kołek a stamtąd do Przebraża. Są to relacje świadka Marianny Paszkowskiej”. ("Na Rubieży" nr 67/2003).

W kol. Nowa Dąbrowa pow. Kowel Ukrainiec zastrzelił 16-letniego Eustachego Kossaka.

We wsi Nyry pow. Kowel Ukraińcy zamordowali Kazimierza Legowca.

We wsi Okniny Duże pow. Krzemieniec sołtys ukraiński wraz z przedstawicielami policji ukraińskiej namówili do powrotu do wsi z Krzemieńca, dokąd wcześniej uciekli, kierownika szkoły Tadeusza Szreffela i nauczycielkę Melanię Momot gwarantując im bezpieczeństwo, a po powrocie zamordowali ich razem z młodym polskim chłopcem Kosickim, który ich tutaj przywiózł.

W kol. Osiecznik pow. Kowel: „Z morderstwem Leśniewskich zbiegła się wiadomość o zamordowaniu ośmiu Polaków w niedalekim polskim Osieczniku.(Feliks Budzisz; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/ounowski-szlagier; 31 marca 2014). Mord rodziny Leśniewskich miał miejsce w nocy z 10 na 11 kwietnia 1943 r.

W kol. Osówka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali kilku Polaków.

W kol. Ozerce pow. Łuck zamordowali 3 Polaków: Józefa Wintera z 10-letnią córką i 13-letnim synem.

We wsi Pępków pow. Kostopol zamordowali 18 Polaków: Hieronima Czetwertyńskiego z żoną i 7 dzieci, 6-osobową (dziadkowie, rodzice i 2 dzieci) zarąbali siekierami, starszą kobietę Józefę Jastrzemską zamknęli w klatce i w niej ją zamordowali; Kazimierza Bagińskiego z małą córeczką (jego żona Ukrainka w tym czasie była u swej matki) oraz Hołubowicza z żoną Ukrainką i ich dziećmi, szwagrem i teściem.

We wsi i majątku Piszczatyńce pow. Krzemieniec wymordowali co najmniej 15 Polaków (prawdopodobnie około 50 osób), w tym część spalili żywcem, torturowali i pokrajali nożami 45-letnią Marię Grządkowską, wdowę. „Grządkowską, uciekającą za wsią dopadli i po męczarniach zabili. Znaleziono ją z brzuchem rozprutym” (AAN, DR, sygn. 202/III/200, k. 32 – 35).  

We wsi Pniewno pow. Kamień Koszyrski:Również w kwietniu, we wsi Pniewno, banda Widmuka zamordowała sześciu Polaków. Na uwagę zasługuje fakt, że Widmuk był komendantem policji ukraińskiej w Pniewnie i z całym posterunkiem przeszedł do lasu, tworząc duży oddział UPA, stwarzając w ten sposób duże zagrożenie dla ludności polskiej.”  (Stanisław Supruniuk:  Z Polesia do Warszawy. Warszawa 2009. s. 55). 

We wsi Podmonasterz pow. Bóbrka zamordowali 2 Polaków.

We wsi Popowicze pow. Kowel wymordowali 2 polskie rodziny, co najmniej 9 osób, w tym rodzinę Kowalczyków, przy czym ojca, lat około 50 i syna lat 17 przybili gwoździami do podłogi, a matce lat około 45 obcięli piersi.

We wsi Potoczany pow. Brzeżany Ukraińcy zamordowali Władysława Szymańskiego.

We wsi Probużna pow. Kopyczyńce policjant ukraiński Berebeniuk zastrzelił 21-letniego Wacława Szczuckiego.

We wsi Przyłbice pow. Jaworów banderowcy zamordowali polskie małżeństwo: rodzonego brata metropolity Szeptyckiego, Leona i jego żonę Jadwigę (Siekierka..., s. 350; lwowskie).

We wsi Radków  pow. Tomaszów Lubelski:  „W kwietniu 1943 r. z donosu miejscowych nacjonalistów ukraińskich został aresztowany Skorupski Sylwester l. około 17, który wkrótce zginął w obozie koncentracyjnym w Majdanku.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

W kol. Radochówka pow. Równe miejscowi Ukraińcy wymordowali kilka rodzin polskich, co najmniej 25 Polaków.

W kol. Radomianka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 9 Polaków.

W miejscowości Radymno pow. Jarosław policjanci ukraińscy zamordowali 2 Polki: Aurelię Bleicher in Emilię Szczurko.

We wsi Rohaczyn Miasto pow. Brzeżany został przez banderowców uprowadzony i zamordowany na „Korczunku” Michał Rzadkowski, lat 20 (Komański..., s. 125, zapewne chodzi o kwiecień 1944).

We wsi Rudnia Lwa pow. Sarny bojówka ukraińska zamordowała 4-osobową rodzinę Suligów z 2 dzieci.

We wsi Siedliszcze Małe pow. Sarny bulbowcy zamordowali 2 polskie rodziny z małymi dziećmi.

We wsi Słobodarka pow. Łuck upowcy zamordowali 4 Polaków.

W kol. Smolary pow. Dubno wymordowali około 30 Polaków.

We wsi Sochy pow. Sarny zamordowali 2 polskie rodziny.

We wsi Stożek pow. Krzemieniec upowcy zamordowali co najmniej 24 Polaków; uciekinierów ze wsi Mosty i z futoru Budki, oraz gajowego.

We wsi Susk pow. Równe w walce z UPA poległ 1 Polak a 5 było rannych.

W futorze Swinodebry (Świniodobre) pow. Krzemieniec w wyniku donosu Ukraińców policja ukraińska z Niemcami spalili żywcem 21 Polaków i 1 Czeszkę lub Żydówkę; kwaterujący polski oddział partyzancki oraz 6-osobową rodzinę gospodarzy z 4 dzieci.

W osadzie Szwoleżerów pow. Równe w nocnym napadzie upowcy i chłopi ukraińscy z sąsiedniej wsi Radochówka wymordowali bestialsko 58 Polaków, w większości w leśniczówce w pobliskim lesie.

We wsi Święty Józef pow. Kołomyja zostali przez banderowców zamordowani na drodze podczas powrotu do domu: Bolesław Czajka lat 16 i Aleksander Rudnik lat 17.

We wsi Tajkury pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: starszą kobietę oraz szewca, męża Ukrainki.

We wsi Tołpyżyn pow. Dubno zamordowali 10 Polaków.

W futorze Toptyn pow. Sarny zamordowali 43-letnią Danutę Rudnicką, jej męża zamordowali 10 lutego 1943 r.

We wsi Tutowicze pow. Sarny Ukraińcy zamordowali Juliana Garbalińskiego, który przyjechał do młyna.

W kol. Usieckie Budki pow. Łuck zamordowali Jana Zapałę.

We wsi Wanżułów pow. Krzemieniec zamordowali 12 Polaków, w tym w sposób okrutny na łące właścicielkę młyna, która leczyła i pomagała Ukraińcom Wiktorię Szreffel oraz jej córkę Karolinę.

W kol. Wertepy pow. Łuck zamordowali rodzinę Puczyłowskich: ojca z 2 synami i córką. 

We wsi Wigurzyce pow. Łuck uprowadzili i zamordowali Kozłowskiego.

We wsi Wiśniowczyk pow. Przemyślany: W kwietniu 1943 r. została porwana i zaginęła Szozda Maria l. ok. 70.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

W kol. Władysławówka pow. Dubno zamordowali 11 Polaków.

We wsi Wojniłów pow. Kałusz zamordowali 15 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę Sienkiewiczów. 

W kol. Woronucha pow. Równe na tzw. Żelaznym Polu zamordowali żonę Kazimierza Kuriaty, obrabowali i zdemolowali dom oraz spalili szopę (Franciszek Marcinkowski: Woronucha, Lublin 2002, s. 39).

We wsi Wyrka pow. Kostopol Ukraińcy uprowadzili Wacława (Władysława?) Dziekańskiego, lat 19, po którym ślad zaginął, natomiast jego siostrze udało się zbiec.

W kol. Wyszka pow. Kostopol spalili 15 polskich gospodarstw i zamordowali nie znaną liczbę Polaków (kilka rodzin?).

W kol. Zadąbrowie pow. Sarny podczas napadu UPA zginęło 18 Polaków, w tym dowódca i 8 członków samoobrony (większość).

We wsi Zastawie pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków.

We wsi Żabie pow. Kosów Huculski policjanci ukraińscy zamordowali małżeństwo polskie, leśniczego. „Zacząłem chodzić do sąsiadów w poszukiwaniu moich rodziców i gdy skracając sobie drogę, razem z jednym sąsiadów wracałem przez sad, znaleźliśmy oboje rodziców przywiązanych drutem do drzewa, bez ubrań, tylko w bieliźnie. Ciała mieli skłute nożami od bagnetów. Byli już martwi z upływu krwi” (Stanisław Hawrot w: Na Rubieży nr 54/2001 oraz S. Jastrzębski, s. 235, stanisławowskie).

We wsi Żmudcze pow. Kowel upowcy wymordowali 7 polskich rodzin (ponad 30 osób) a ich gospodarstwa obrabowali i spalili 

  

W kwietniu 1943 roku w kolonii Wasylówka pow. Łuck dowódca samoobrony polskiej Józef Cichus ps. „Orzeł” nawiązał kontakt i zawarł porozumienie z pobliskimi wsiami ukraińskimi: Swóz, Tarnowola, Topólno, Wołodkowszczyzna, w wyniku którego Ukraińcy mieli odstąpić od napadów na Polaków. Wkrótce porozumienie to strona ukraińska zerwała mordując Polaków we wsiach: Katerynówka, Olganówka, Tarnowola, Topólno. 

 

„Ukraińcy mieli swoistą praktykę przyjmowania rekrutów. Każdy nowo przyjęty do bandy musiał przejść „chrzest”, polegający na zamordowaniu Polaka, Żyda lub Cygana, lub jeńca radzieckiego. Ponieważ nie zawsze była po temu okazja, zwyrodnialcy, aby zapewnić sobie stały „zapas” ludzi ofiar, zostawiali wiele rodzin polskich pozornie w spokoju, do czasu, kiedy przyjęto większą ilość rekrutów, którzy dotychczas „nie odznaczyli się” niczym „szczególnym”. Wręczano im broń. Różnie bywało – czasem to były siekiery, niekiedy deski z przymocowanym na końcu obustronnie wyostrzonym nożem. Wywlekano wtedy z domostw potrzebną liczbę ofiar i dawano na pastwę „rekrutom”. Tę broń uprzednio poświęcano w cerkwi, prosząc Boga o „dobre żniwo” (Apolinary Oliwa: Gdy poświęcano noże; s. 83). 

 

                                                                                            Stanisław Żurek

 

Podstawowe źródła opracowania, które nie są wymieniane przy podawanych przypadkach zbrodni: 

Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007. 

Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof:: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.

Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.

 


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp10.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud17.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 225 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
5758245