Trzeba powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że na Ziemi Swojczowskiej i na całym Wołyniu 11 lipca 1943 r. w tzw. „krwawą niedzielę” rozpoczęło się nieludzkie ludobójstwo (symbolicznie) względem niewinnej ludności polskiej. Symbolicznie ponieważ duże mordy dokonywane przez ukraińskich nacjonalistów, zdarzały się na Kresach, już od roku 1939 od przegranej kampanii wrześniowej. Tego dnia, jednocześnie w dziesiątkach wsi i kolonii polskich miał miejsce zorganizowany, dobrze przygotowany atak o świcie na śpiących, jeszcze w większości Polaków

. Z przebiegu akcji wynika, że celem  nie było usunięcie Polaków, rozumiane jako ich wypędzenie, jakby chciało zapewne wielu ukraińskich historyków i propagandystów, tylko ich doszczętne wymordowanie. I to co do jednego mieszkańca. Tak, aby nikt nie przeżył i nie dał świadectwa, o tym co się wówczas wydarzyło.  Tylko na szczęście, to się zwykle nigdy nie udaje. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przeżyje i da świadectwo prawdzie, a winni zbrodni zostaną sprawiedliwie osądzeni, jeżeli nie przed sądem to przed Bogiem i historią.

Warto zastanowić się nad losami mieszkańców dwóch kolonii polskich Augustowa i Władysławówki, gm. Mikulicze, pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu. Z relacji pana Władysława Malinowskiego dowiadujemy się, że w obliczu pojawiających się, przed lipcem, pogłosek o mającym nastąpić napadzie rezunów, mieszkańcy tych koloni postanowili dobrowolnie opuścić swe domy i gospodarstwa. Odchodzili w nieznane, aby nie narażać życia własnego i swoich rodzin, z nadzieją w sercach, że tu jeszcze kiedyś powrócą. Proszę zauważyć, że w tym momencie mieszkańcy tych dwóch kolonii realizowali cel jaki postawiła sobie OUN i zorganizowana przez nią UPA. Wszak większość dokumentów wydawanych przez stronę ukraińską podkreśla, że chodziło wyłącznie o depolonizację Wołynia, w tym powiatu włodzimierskiego. Większość historyków ukraińskich utrzymuje, że nie chodziło o wymordowanie ludności polskiej tylko o jej usunięcie, o oczyszczenie terenu z ludności polskiej. Tymczasem, co spotyka tych ludzi?  Kiedy z tym wszystkim, co udało im się zabrać ze sobą, podążają w kierunku miasta Włodzimierza Wołyńskiego, zostają brutalnie zatrzymani  przez uzbrojonych żołnierzy ukraińskich i zawróceni z powrotem. A więc odmawia się im prawa do ucieczki. Mało tego, kilka dni później przysłano kartkę, aby się niczego nie obawiać i przystąpić do zbierania zboża z pól. A pod koniec sierpnia kiedy Polacy zakończyli żniwa, w bestialski sposób wymordowano ludność Władysławówki. Zaatakowano także Augustów, z którego wielu ludzi uratowało się jednak, zaalarmowanych tym co się dzieje we Władysławówce.

Wspomina pan Malinowski Władysław z kolonii Augustów: „Nasza wieś liczyła 20 numerów i zamieszkana była w połowie przez Polaków, a w połowie przez Niemców. Współżycie między ludźmi do wybuchu wojny było bardzo dobre. Szczególnie dobre kontakty Polacy utrzymywali z sąsiadami pochodzenia niemieckiego. W 1940 r. Niemcy wyjechali do Reichu. Miejsce Niemców zajęli Ukraińcy, wrogo nastawieni do Polaków. Przed lipcem pojawiły się pogłoski o mającym nastąpić napadzie na ludność polską. W tej sytuacji mieszkańcy Augustowa zdecydowali się uciekać do Włodzimierza Wołyńskiego. Nasza rodzina również. Razem z nami zdecydowali się uciekać mieszkańcy Władysławówki, koloni polskiej oddalonej od Augustowa około 1.5 km. Kiedy po załadowaniu zapasów żywności wyruszyliśmy długą kolumną w drogę, w okolicach miejscowości Horostów, wyszło na drogę trzech uzbrojonych w karabiny maszynowe nacjonalistów ukraińskich. Zatrzymali kolumnę i bez pardonu zaczęli strzelać do najbliżej stojących ludzi. Jedną osobę zabili na miejscu, a kilka innych ranili. Kiedy podniósł się straszny krzyk i lament kobiet, przestali strzelać i zapytali gdzie się udajemy: „’Kuda wy ediete ?’, odpowiedzieliśmy, że do miasta Włodzimierza. Wtedy nakazali nam powrócić do swoich domów. Większość młodzieży zbiegła podczas strzelaniny i bezdrożami przedostała się do Włodzimierza. Wszyscy pozostali musieli zawrócić z powrotem do domów. W kilka dni później Ukraińcy przysłali kartkę, aby niczego się nie obawiając przystąpić do zbierania zboża z pól. Po zakończeniu żniw, które przebiegały spokojnie, Polacy zwieźli zboże do stodół.”.

Uderzający w tej relacji jest wręcz niespotykany stopień okrucieństwa, w rzezi w której biorą udział głownie chłopi ale także kobiety ukraińskie i podrostki. Wspomina pan Malinowski Władysław z kolonii Augustów:  „Pod koniec sierpnia usłyszeliśmy krzyki i piski dochodzące z Władysławówki. Wkrótce z tamtej strony przybiegł młody mężczyzna, cały umorusany we krwi i krzyczał aby uciekać bo Ukraińcy we Władysławówce mordują Polaków i zaraz przyjdą na pewno tutaj. Ludność z naszej wioski zaczęła uciekać w pole i do lasu, każdy chował się gdzie mógł. Ja z żoną i trojgiem dzieci ukryłem się w lesie oddalonym ok. 400 m od naszego domu. Niedługo potem przyszedł pod las znajomy Ukrainiec Pawluk Józef. W trakcie rozmowy z nim dowiedzieliśmy się, że był we Władysławówce i widział pomordowanych Polaków. Tego dnia zginęło tam ok. 250 osób. Pytany przez nas jak to się stało, powiedział: ‘Napad miał miejsce rano, ok. 50 żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armi (UPA) zdobyło wieś zabijając kilku Polaków, którzy próbowali uciekać. Pozostali bezbronni i sterroryzowani zostali zaatakowani przez ok. 150 osób, którzy oczekiwali w rejonie wsi. Była to zbieranina ludzi w tym także kobiety, bez broni palnej, uzbrojonych w kosy, siekiery, sierpy, widły noże, cepy, szpadle, grabie, kłonice, orczyki i inne narzędzia stosowane w rolnictwie. Na dany znak ta masa ludności rzuciła się na Polaków. Rozpoczęła się straszna rzeź. W tym zamieszaniu zabili i swoich. Najgorzej znęcali się nad ostatnimi Polakami. Rozszarpywali ciała, odcinali kończyny, wieszali sztywnych i już zabitych, wydłubywali oczy, obcinali uszy, nos, język, piersi kobietom i puszczali ofiary, inni oprawcy łapali ofiary i dalej męczyli aż do skonania ofiary. Widziałem jak jeszcze żyjącym ludziom rozpruwano brzuchy, wyciągano rękami wnętrzności ciągnąc kiszki. Widziałem jak gwałcili kobiety, potem wbijali je na kołki, jak stawiali żywe kobiety nogami do góry i siekierą rozcinali na dwie połowy. Innych topiono w studniach. Nigdy w życiu nie widziałem i nie słyszałem o czymś podobnym, stwierdzając, że ktoś kto tego nie widział na własne oczy nie będzie w stanie w to uwierzyć. Po wymordowaniu ludzi wszyscy rzucili się na dobytek. Rabowali wszystko co przedstawiało sobą jakąkolwiek wartość, często wydzierając sobie wzajemnie z rąk, co cenniejsze przedmioty. Zdarzały się nawet bójki ze skutkiem śmiertelnym’. Siedzieliśmy w lesie trzy dni. W tym czasie Pawluk Józef przynosił nam żywność. Namawiał nas do ucieczki, gdyż tu groziło nam stale niebezpieczeństwo, a on nie może stale narażać siebie i swojej rodziny. Za pomoc Polakom groziła śmierć, w najlepszym przypadku dotkliwe pobicie. Posłuchaliśmy  jego rady i nocą wyruszyliśmy w stronę Włodzimierza Wołyńskiego, gdzie dotarliśmy nad ranem.”.

 Napad na polską kolonię Władysławówka miał miejsce 29 sierpnia 1943 r. rano, liczba ofiar podana przez świadka jest nieco zawyżona, przypuszcza się, że zginęło tam około 160 osób. [Władysław i Ewa Siemaszko, Ludobójstwo.....jak wyżej, s. 868-869, Gł. K. B. Zbr. p. N. Pol. IV/81]

W języku malajskim jest słowo „amok”, które oznacza napad szału zabijania, obłędnego szaleństwa. Ludzie będący w stanie amoku, nie rozumieją swoich uczynków, nie są zdolni pokierować swoim postępowaniem. Przyczyny amoku nie są zbadane do dnia dzisiejszego. W przypadku wystąpienia takiego stanu, można usiłować zrozumieć stopień okrucieństwa, jaki miał miejsce podczas rzezi we Władysławówce. Przy czym trzeba pamiętać, że owi zbrodniarze sami, przez własne złe i haniebne uczynki, wywołali taki stan ducha, a to obciąża ich jeszcze bardziej. Takich przykładów, jak Władysławówka jest wiele, nawet scenariusz tych aktów barbarzyństwa jest podobny. Wioska otaczana była najczęściej o świcie, lub w środku nocy tak, aby nikt nie mógł się wymknąć, a następnie w przypadku jakiegoś sporadycznego oporu, zdobywana przez formacje wojskowe. Potem do akcji wkraczały oddziały uzbrojonych chłopów, nierzadko z sąsiednich wsi, które bez pardonu mordowały ludność polską i  rabowały jej majątek.  

Trzeba jednak pamiętać, że masowe mordy na ludności polskiej, trwały już od 11 lipca 1943 r., od „krwawej niedzieli”, a zatem trudno było prostym Ukraińcom wcześniej, wielu rzeczy sobie nie przemyśleć, zanim przyszło to i do Władysławówki. Jeśli zatem pomimo to, dochodziło do takiego bestialstwa, zapewne jest to mocnym argumentem za tym, że Ukraińców którzy w tym czasie masowo wspierali OUN – UPA na Wołyniu, po prostu cechowała niemal jaskiniowa nienawiść do Polaków, czyli do Lachów jak oni to mówili. Przykładem za tym tropem rozumowania może być i to zdarzenie z czerwca 1943 r. na kolonii Augustów. W odległości 300 m od kolonii przy wiatraku (młyn wiatrakowy), nacjonaliści ukraińscy wymordowali rodzinę młynarza Romanowskiego z jego czworgiem dzieci. Żona Romanowskiego obserwowała to morderstwo z ukrycia. Widziała jak siekierami zabili męża, jak przed zabiciem zgwałcili jej dwie córki 18 i 20 lat, jak zabili dwóch synów 15 i 18 lat. [Gł. K. B. Zbr. p. N. Pol. IV/81, Zbr. nacj. ukr., s. 73.]

Wspomina pan Malinowski Władysław z kolonii Augustów: „W związku z tym, że i w samym Włodzimierzu Wołyńskim również, były wypadki skrytobójczych mordów na Polakach, wyjechałem z rodziną do Bielina. W Bielinie byliśmy tylko jedną noc, wobec tego, że tam również trwały walki z nacjonalistami ukraińskimi, wyjechaliśmy z powrotem do miasta Włodzimierza, skąd w lutym 1944 r. wyjechaliśmy do Hrubieszowa. Tam spotkałem Bis Kajetana lat 52, sąsiada z Augustowa, który opowiedział mi jak zginął mój brat w Augustowie: „Kiedy zaalarmowany o mającym nastąpić lada chwila ataku Ukraińców, chciałem uciekać, zauważyłem chmarę rozjuszonych rezunów, idących na naszą wieś od strony Władysławówki. Nie mając już czasu na ucieczkę ukryłem się w kopie zboża, blisko domu Malinowskiego Franciszka. Widziałem przez szpary w snopkach, jak cała rodzina Malinowskich, teściowa, żona Kazimiera i czworo dzieci w wieku dwa, trzy, cztery i pięć lat, usadowili się na wozie i czekali na ojca, aby uciekać. Na tej furmance dopadła ich rozjuszona banda i bestialsko wymordowała całą rodzinę. Kobiety były przed zabiciem wielokrotnie gwałcone przez kolejnych napastników. Dzieci przebijane były widłami i rąbane siekierami. W trakcie tego wrócił Franciszek Malinowski, który schwytany przez oprawców, zakatowany został na śmierć. Ciała pomordowanych zakopane zostały obok drogi, przy froncie mieszkania. Kilku sprawców rozpoznałem, byli to chłopi z przyległych wiosek.”. [Gł. K. B. Zbr. p. N. Pol. IV/81]



Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/slawomir-tomasz-roch/w-rzezi-wladyslawowki-banderowcy-siegneli-dna-piekla

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp7.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud13.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 918 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6515649