Stanisław Pigoń w rozmowie z Kazimierzem Wyką o Krzysztofie Baczyńskim powiedział: Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wrogów z diamentów. Wiele lat później te „skrzydlate słowa” powtórzył Jarosław Iwaszkiewicz w odniesieniu do Zygmunta Jana Rumla a okazji ukazania się jego zbiorku poezji. Jednym słowem – pisał Iwaszkiewicz – był to jeden z diamentów, którym strzelano do wroga. Diament ten mógł zabłysnąć pierwszorzędnym blaskiem. Nie będzie pewnie przesadą odniesienie tych słów i do Jerzego Sobieskiego, świetnie zapowiadającego się poety, któremu jednak, jak i Z. Rumlowi, nie było dane zabłysnąć pełnym poetyckim blaskiem. Jak wielu z pokolenia Kolumbów, Jerzy Sobieski zginął mając 21 lat, zastrzelony przez hitlerowca 16 sierpnia 1943 r. na ulicy w Kowlu, gdzie poeta mieszkał i działał w akowskiej konspiracji.

Był to czas Apokalipsy: Wołyń płonął i spływał obficie krwią polskich dzieci, kobiet, mężczyzn mordowanych masowo, bestialsko przez nazistowsko – hajdamacką tzw. UPA, stworzoną przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów jako zbrojne, zbrodnicze ramię. Już od wczesnej wiosny 1943 r. Kowel stał się jednym z najważniejszych miast – garnizonów niemieckich, dokąd ludność polska uciekała przed rzeziami, dokonywanymi przez OUN – UPA. Warunki bytowania zbiegłej ludności w przepełnionym i osaczonym przez banderowców Kowlu, podobnie jak i w innych wówczas niemieckich garnizonach, były niewyobrażalnie trudne, brakowało wszystkiego do przetrwania. Wielu Polakom, dzięki polskim kolejarzom, udało się przedostać do Generalnej Guberni, część uciekinierów Niemcy wywieźli na przymusowe roboty do Rzeszy.

Z Kowla, największego po Lwowie węzła kolejowego Kresów, prowadziło sześć linii kolejowych: do Chełma, Brześcia, Kamienia Koszyrskiego, Lwowa, Sarn i Równego. Dwie ostatnie były w latach 1941 – 43 głównymi arteriami dofrontowymi. Transporty na tych liniach były często wysadzane przez sowieckich partyzantów, bazujących wokół Kowla i wzdłuż strategicznych linii kolejowych. Dlatego miasto i kolej były pilnie strzeżone przez silne i liczne garnizony Wermachtu, żandarmerii, policji ukraińskiej, jednostek litewskich, węgierskich, kozackich. Mimo trudnych i niebezpiecznych warunków w Kowlu działała liczna i sprawna konspiracja akowska. Mieściło się tam głęboko zakonspirowane dowództwo Okręgu AK na cały Wołyń i siedziba Inspektoratu dla obwodów kowelskiego i lubomelskiego. Niemcy informowani przez wszędobylski wywiad ukraiński, zdawali sobie sprawę z rozrastającej się konspiracji akowskiej, również sowieckiej, ale w trudnej sytuacji militarnej, zwłaszcza po klęsce stalingradzkiej, nie byli już w stanie metodycznie i skutecznie zwalczać konspiracji i partyzantki. Stosowali więc ślepy terror: rozstrzeliwali bez powodu zatrzymanych lub przechodniów na ulicy. W Kowlu budził grozę sadysta Fritz Manthei, szef żandarmerii, z – ca gebietskomisarza Ericha Kassnera. Manthei, jeżdżąc po Kowlu na motocyklu, zabijał napotkanych mężczyzn, którzy wydali mu się podejrzani. Na warkot jego motoru przechodnie i woźnice kryli się, gdzie kto mógł, byle zejść mu z oczu. Za zbrodnie w powiecie kowelskim sąd okręgowy w Oldenburgu skazał obydwu w 1996 r. na dożywocie. Trzon kowelskiej, akowskiej konspiracji stanowili głównie wychowankowie kowelskich przedwojennych szkół średnich: Gimnazjum Państwowego im. J. Słowackiego, Gimnazjum Kupieckiego, Gimnazjum Związku Osadników Wojskowych im. Pułkownika Lisa Kuli, Szkoły Mierniczej i Drogowej.

Jerzy Sobieski, uczeń przedwojennego Gimnazjum im. J. Sowackiego, działał w konspiracji, wykonując ważne i niebezpieczne zadania. Był znany w środowisku młodzieżowym Kowla. Możliwe, że został zadenuncjowany Niemcom przez ounowców, aktywnie współpracujących z okupantami przeciwko polskiej konspiracji. Jednym ze sposobów OUN w depolonizacji Kresów były częste donosy do Sowietów, a następnie Niemców na Polaków, nieraz specjalnie sfabrykowane, z podaniem adresów, charakterystyk, rysopisów. O spisie Polaków, którzy mieli być wymordowani w Kowlu, sporządzonym przez tamtejszych ounowców, piszą Władysław i Ewa Siemaszko w swojej fundamentalnej, dokumentalnej pracy. O tragicznej śmierci J. Sobieskiego wspomina mjr Tadeusz Sztumberk – Rychter, szef sztabu 27. WD AK; W jesieni 1943 r. został zastrzelony przez Gebietskomissara Kassnera uczeń Gimnazjum „Florian” (Jerzy Sobieski), przy którym znaleziono dwie kenkarty, przygotowane do wręczenia ukrywającym się ludziom. Mówiono, że ten młody chłopiec wykazywał duże zdolności literackie, co stwierdził w jednym z listów Kornel Makuszyński. Istnieje rozbieżność co do daty jego śmierci. Najpewniejszą jest data 16 sierpnia 1943 r., którą podała osoba mu najbliższa – jego sympatia, mieszkanka Kowla, Halina Grabowska, której on poświęcił wiele swoich wierszy. Pani Halina (zmarła trzy lata temu) uczestniczyła w kowelskiej konspiracji, po wojnie ukończyła medycynę i pracowała w Akademii Medycznej w Gdańsku. W 2002 r. wydała zbiorek jego wierszy, wśród których znalazły się utwory jej dedykowane czy pisane na jej temat. We wstępie zamieściła kilka informacji o Autorze.

Ojciec Jerzego został aresztowany przez Sowietów w 1940 r., wywieziony do ZSRR i słuch po nim zaginął. Jerzy był nad swój wiek oczytanym, interesował się polityką, socjologią, historią. Oprócz wierszy pisał rozprawki historyczne, również o tym, jak sobie wyobrażał Polskę po wyzwoleniu – jej konstytucję, ustrój, społeczeństwo. Wszystko to zaginęło w czasie działań wojennych podczas oblężenia Kowla, które trwało od 19 marca do 6 lipca 1944 r. Kowel, liczący wówczas około 40 tys. Rodowitych kowelan i uciekinierów przed rzeziami, został zrównany z ziemią i wyludniony.

Serdeczny przyjaciel Jerzego, sędziwy już Eugeniusz Buldeski, zamieszkały obecnie w Warszawie, wspomina go jako wiernego, niezawodnego kolegę, niezwykle uczynnego, pomagającego swoim bliskim i znajomym w trudnych, konspiracyjnych warunkach. Miał bardzo żywy temperament, dynamiczną osobowość, nieprzeciętny intelekt, czym górował nad otoczeniem. Miał doskonałą pamięć, uczył się szybko, opanował kilka języków. Był po prostu fenomenalnym uczniem w gimnazjum, a następnie w sowieckiej dziesięciolatce. Przylgnął do niego przydomek Meteor. W konspiracji podejmował się trudnych i niebezpiecznych zadań. 16 sierpnia, idąc z ważnym organizacyjnym zadaniem, natknął się niespodziewanie na polującego na przechodniów Kassnera, który z bliskiej odległości skierował do niego pistolet. Jerzy chwycił go za rękę, chcąc zapewne wyrwać ma broń, która w dramatycznej szarpaninie wypaliła raniąc Kassnera w nogę. Ten zaś kilkoma strzałami zabił desperata. Możliwe, że do desperackiego kroku popchnęła go świadomość posiadania przy sobie niebezpiecznych dokumentów (kenkarty), które pociągnęły by najgorsze następstwa, również dla innych członków konspiracji.

W wydanym zbiorku znalazło się tylko 30 wierszy, które Jerzy podarował swojej urodziwej, ukochanej Halince. Większość wierszy tchnie melancholią, głębokim smutkiem; niektóre mówią o braku wzajemności ze strony ukochanej. Melancholią, smutkiem i nieokreśloną tęsknotą nasącza przyrodę, krajobrazy, zwłaszcza jesienny:

Nad ziemią nisko, nad polami

sunie poczwarna czarna chmura

niebo brzemienne obłokami,

to jesień przyszła już ponura

………………………………

Duchy jesieni mkną na sabat,

u bram ogrodu stoi groza

i drzewa płaczą, płaczą stabat

nad nami Mater Dolorosa.

 

Nawet majowy sad wiśniowy jest smutny i łzawy:

Wiśniowy sad majowym śniegiem kwitnie,

w wiśniowym sadzie rośnie biały bez,

po krzewach malin wiatr łomoce

w wiśniowy sad spadają krople łez.

Nietrudno się domyśleć, skąd się brał smutek w młodzieńczych wierszach. Jego głównym źródłem na pewno nie była młodzieńcza chandra, spleen, lecz dramatycznie trudne warunki, w jakich znalazła się eksterminowana ludność polska, zwłaszcza Wołynia. Tragedia Narodu położyła się piętnem głębokiego przygnębienia i smutku na twórczości wielu poetów tamtych tragicznych czasów. Smutek i przygnębienie w wierszach młodego poety wynikać może i z jego ciężkiej, upokarzającej sytuacji materialnej, „ubogiej chaty”, która miała się nijak do „pałacu” ukochanej Haliny, której rodzicom powodziło się całkiem nieźle, nawet w okupacyjnym Kowlu, gdzie prowadzili dobrze prosperującą restaurację. W wierszu „Lecą skry z komina” napisał:

Powiedz mi Droga, czy nie miła Ci chata?

Choć ma chata uboga, ale sercem bogata.

……………………………………………

Lecz gdy znudzi Cię pustka pałacowej komnaty,

Zawsze możesz, Maleńka, siąść na progu mej chaty

W wierszach, ofiarowanych Halinie, nie ma odniesienia do wojny, okupantów i masowych rzezi ludności polskiej, które do sierpnia 1943 r. objęły już cały Wołyń i południowe Polesie, sąsiadujące z Kowlem. Możliwe, że okupacyjna Apokalipsa znalazła wyraz w utworach, które zaginęły w czasie ciężkich walk podczas oblężenia Kowla. W wierszach nie ma też ani słowa chęci czy potrzebie wymierzenia sprawiedliwości sprawcom krzywdy, zbrodni dokonanych na ludności polskiej przez okupantów i ounowskich nazistów. Wprost przeciwnie, w jednym z wierszy domaga się nawet:

Dzisiaj przebaczmy wszystkim w imię Krzyża,

Niech w sercach gorycz przemieni się w blask.

…………………………………………

Kiedy po latach w dal odbiegnie świat,

a my staniemy nad kresami istnienia,

niech będzie za nami jasny, gwiezdny ślad,

kwiat przebaczenia.

Taki apel o przebaczenie jest wzruszający, ale trąci naiwnością. Mieści się on wprawdzie we franciszkańskim nurcie chrześcijaństwa, jednak przebaczenie zbrodniarzom bez ich przyznania się do winy i odbycia pokuty jest nie do przyjęcia, bo jest sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem, elementarną etyką i ziemskim ładem prawnym. Z tych powodów formuła polskich biskupów o wzajemnym przebaczaniu nie może mieć odniesienia do hajdamackich ludobójców spod znaku OUN – UPA, którzy nie przyznają się do ludobójczych zbrodni i traktują je jako bohaterską walkę narodowowyzwoleńczą.

Apel o przebaczenie, mimo romantycznej naiwności, świadczy o głębokiej szlachetności młodego poety i wzbogaca jego świetlaną postać. Kiedyś, gdy powstanie Muzeum Kresów Wschodnich, godne miejsce znajdzie w nim i Jerzy Sobieski, poeta kowelski z rodziny Kolumbów, z rodu Anhellich.

Szukając wiadomości o Jerzym Sobieskim, doszedłem do smutnego wniosku, że tak mało jest informacji źródłowych o tamtym, okupacyjnym Kowlu i Polakach, którzy w nim żyli, walczyli, cierpieli i umierali za Polskę. Gdyby nie świetna książka „Kowel” Eugeniusza Rachwalskiego, wiedziano by o wiele mniej o Kowlu z tamtych dramatycznych, okupacyjnych czasów. A przecież Kowel po Równem i Łucku był wówczas bardzo ważnym ośrodkiem miejskim, komunikacyjnym, administracyjnym, handlowym i konspiracyjnym.

 

Wykorzystana literatura:

  1. Jarosław Iwaszkiewicz, Jeszcze jeden, Życie Warszawy, 16 XI 1975.
  2. Eugeniusz Rachwalski, Kowel, Wrocław 2004.
  3. Wincenty Romanowski, ZWZ – AK na Wołyniu 1939 – 1944, Lublin 1993.
  4. Józef Turowski, Pożoga, Warszawa 1990
  5. Władysław Siemaszko, Ewa Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945, t. I, s. 329 i nast.
  6. Tadeusz Sztumberk – Rychter, Artylerzsta piechurem, Warszawa 1967, s. 157…
  7. Jerzy Sobieski, Wiersze młodzieńcze, Gdańsk 1992.

Eugeniusz Buldeski, relacja ustna