Mój ojciec Stanisław Has, syn Jana i Franciszki urodził się 19 października 1910 roku na Kolonii Komarówka koło Włodzimierza Wołyńskiego. Gdy miał 10 lat zmarł mu ojciec, wtedy musiał podjąć pracę zarobkową. W 1930 roku ożenił się z Kazimierą Gac, córką Józefa i Katarzyny urodzoną 5 marca 1911 roku, moją matką. Ja urodziłem się w 1931 roku.

W tym samym roku ojca powołano do czynnej służby wojskowej. Służył w 19. Pułku Ułanów Wołyńskich w Ostrogu nad Horyniem. Tam ukończył szkołę podoficerską w stopniu kaprala. Został dowódcą drużyny RKM-ów. Do zadań Jego drużyny należało patrolowanie granicy polsko-sowieckiej, strzeżenie porządku wśród ludności miejscowej różnego pochodzenia, wśród której nie brakowało takich, którzy mieli poglądy komunistyczne i nacjonalistyczne. Powierzone zadania ojciec wykonywał rzetelnie, za wierną służbę otrzymywał nagrody i listy pochwalne.

 

Po odbyciu służby wojskowej ojciec podjął pracę na Kolei Państwowej, na odcinku Piwnik koło Włodzimierza Wołyńskiego. Matka prowadziła gospodarstwo i zajmowała się krawiectwem damskim.

W sierpniu 1939 roku, ojciec został zmobilizowany i brał udział w kampanii wrześniowej w stopniu plutonowego.

W Piatydniach 6 km od Włodzimierza doszło do przegrupowania wojsk, w których służył mój ojciec. Transportem kolejowym w pierwszych dniach września dotarł na pierwszą linię frontu. Tutaj, w okolicy Tucholi po raz pierwszy walczył z armią niemiecką. Tu polegli pierwsi żołnierze i dowódca szwadronu, mimo tych strat odniesiono zwycięstwo, zatrzymano wroga i odparto natarcie. Dalsze losy były już trudniejsze.

Ojciec wraz z częścią cofających się pod naporem niemieckim żołnierzy 19. Pułku Ułanów Wołyńskich brał udział w „krwawej niedzieli” w Bydgoszczy. Tam został zastrzelony koń ojca, on sam wyszedł z tej walki obronną ręką.

W drugiej połowie września 1939 roku ojciec powrócił do Włodzimierza i zgłosił się do 27. Pułku Piechoty. Wziął udział w powstaniu we Włodzimierzu. Po trzydniowej walce do Włodzimierza wkroczyły czołgi sowieckie, powstanie stłumiono, nastąpiła pacyfikacja i aresztowania prowadzone przez milicję ukraińską i NKWD. Powstańców wywożono do Starobielska i Katynia. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności ojciec uratował się przed deportacją i uciekł do lasu.

W 1940 roku urodziła się moja siostra Teresa.

Dalsze pozostawanie we Włodzimierzu stawało się bardzo niebezpieczne, nasilały się represje NKWD i milicji ukraińskiej, trwała masowa wywózka polskich rodzin żołnierskich i inteligenckich na Sybir.

Na 23 czerwca 1941 roku wyznaczono i naszej rodzinie termin wywozu na wschód w głąb ZSRR. Przed zsyłką uratował nas wybuch w dniu 21 czerwca wojny niemiecko-sowieckiej.

Rozpoczęła się okupacja niemiecka, z podobnym terrorem jak za czasów okupacji sowieckiej, represjonowano ludność pochodzenia polskiego, żydowskiego, tworzono getta i wywożono do Rzeszy. Działanie okupanta niemieckiego wspierała milicja i żandarmeria ukraińska, która w późniejszym czasie porzuciła służbę na rzecz Niemiec i uciekła do lasu tworząc ukraińskie bandy nacjonalistyczne. Ich zadaniem było prowadzenie mordów ludności, zwłaszcza pochodzenia polskiego, a mordów tych dokonywano ze szczególnym, niewyobrażalnym okrucieństwem. Wymordowali do 1947 roku ponad 200 tys. Polaków.

Wiosną 1942 roku, po donosach, z inicjatywy milicji ukraińskiej ojciec był trzykrotnie aresztowany przez gestapo, a następnie skierowany na wywózkę do Rzeszy na przymusowe roboty. Zbiegł z transportu dzięki pomocy znajomych milicjantów ukraińskich.

Wiosną 1942 roku ukraińska milicja rozstrzelała moją babcię od strony mamy, Katarzynę Gac, miała 65 lat.

W końcu 1942 roku  ojciec wstąpił do Samoobrony Armii Krajowej w Kolędowie koło Włodzimierza. Tam nawiązał kontakty ze swoimi kolegami z wojska z kampanii wrześniowej, którzy organizowali Oddział 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK w Bielinie, zgrupowanie nosiło nazwą „Osnowa”.

W 1944 roku straciłem władzę w nogach, leżałem bezwładny i wymagałem stałej pomocy. Nasilał się terror niemiecki, nacjonaliści z bandy UPA stawali się coraz bardziej okrutni, ojciec podjął decyzję o opuszczeniu Oddziału, chcąc ratować swoją rodzinę.

Przekroczyliśmy granicę na Bugu w Zosinie w marcu 1944 roku. Zatrzymaliśmy się tuż za granicą w Winiawce koło Horodła, u państwa Bandachowskich, naszej dalszej rodzinie. Tam, wiosną 1945 roku doczekaliśmy się wkroczenia oddziałów armii radzieckiej i polskiej.

W ramach repatriacji w lipcu 1945 roku zostaliśmy osiedleni w Kułakowicach III, w gminie Moniatycze, w powiecie hrubieszowskim. W styczniu 1945 roku urodził się mój młodszy brat Stanisław.

Jesienią tegoż roku ojciec nawiązał kontakty ze Zgrupowaniem Lubelskim Wolność i Niezawisłość (WiN) dowodzonym przez płk. Stanisława Jastarskiego pseudonim „Hel”. Ojciec został dowódcą 20-osobowego oddziału partyzantów, działał pod pseudonimem „Szczery”. Oddział realizował politykę dowództwa głównego w zakresie prewencji, prowadził szereg akcji likwidując współpracowników i donosicieli NKWD i UB.

W odwecie przeszukiwano nasz dom, organizowano na ojca obławy, zasadzki, nękano naszą rodzinę. W czasie jednej z ucieczek z domu postrzelono w prawą rękę moją matkę, dom oblano benzyną i zatruto wszystkie produkty żywnościowe.

W marcu 1947 ogłoszono amnestię, Oddział „Szczerego” ujawnił się i złożył broń w Urzędzie Bezpieczeństwa w Hrubieszowie. Po ujawnieniu wbrew zapewnieniom władz Urzędu Bezpieczeństwa następowały masowe aresztowania, represje i prześladowania, osób które ujawniły się i ich rodzin.

Ojciec obawiając się o swoją rodzinę zdecydował się na ucieczkę wraz z rodziną na Ziemie Odzyskane”. Trafiliśmy do Sobieszowa, koło Jeleniej Góry i czasowo zamieszkaliśmy u Leona Mieluty, też partyzanta z lasów lubelskich. Wkrótce ojciec podjął pracę w Dolnośląskich Fabrykach Mebli, oddział w Jagniątkowie i otrzymaliśmy mieszkanie przy ul. Młyńskiej 3.

W 1951 roku wyjechałem do Słupska, rodzice przyjechali rok później, zamieszkaliśmy przy ulicy obecnie Grodzkiej 5.

Ojciec pracował w Słupskich Fabrykach Mebli przy ul. Grottgera.

W 1967 r. po ciężkiej chorobie zmarła moja mama, pochowaliśmy ją na „Starym” cmentarzu komunalnym w Słupsku.

W 1976 roku ojciec przeszedł na emeryturę. Zmarł 10 listopada 1978 roku, ciężko chorował na serce.

Stanisław Has, ojciec synów: Zbigniewa i Stanisława, którzy do dziś mieszkają w Słupsku i córki Teresy zamieszkałej w Świdnicy przez całe życie walczył o wolną niepodległą ojczyznę, za co był wielokrotnie prześladowany, ale nigdy nie zrezygnował z walki mimo okupacji sowieckiej, niemieckiej oraz rządów komunistycznych w Polsce. Niestety nie dane mu było doczekać tej prawdziwej wolności.

Wojskowa i partyzancka dola niech będzie jego wieczną chwałą.

Tak wyglądała ciernista droga każdego Wołyniaka i Kresowiaka do wolnej niezawisłej Polski po II wojnie światowej.

Zbigniew  Has  syn

http://www.mojemiasto.slupsk.pl/index.php?id=2627


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp8.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

mapka.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 476 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8271979