Rodzina 72-letniego dziś Michała Sawosza ze Stargardu cudem ocalała z banderowskich pogromów. Mieszkali w powiecie Luboml, koło miasta o tej samej nazwie, we wsi Sawosze. Stało tam może trzydzieści chałup, połowa - polskich, połowa - prawosławnych. W Sawoszach Polak czy Ukrainiec, do wojny różnic nie było. Sawosze od Kątów dzieliło półtora kilometra, rzeka Hapa i kanał przeciwczołgowy zbudowany przez Rosjan. Właśnie Kąty Ukraińska Powstańcza Armia wymordowała i spaliła na początku. W 1943 r. Michał Sawosz miał 12 lat. Była noc z niedzieli na poniedziałek, 25 na 26 lipca. Starszy brat nad ranem wrócił "z panien", zapukał w okno. - Pali się!
Ojciec, matka, jeszcze jeden brat i Michał wybiegli przed dom. Kiedy usłyszeli z oddali "Job waszu mać, Polaki!", zaczęli uciekać. - Moja rodzina i służąca sąsiada uciekaliśmy do zagajnika, który nazywano Płoskie - opowiada Michał Sawosz. - Ojciec i bracia przed nami, ja z matką zostaliśmy nieco w tyle. Biegliśmy przez wysokie, odrastające ze ściętych olch, młode pędy. Matka miała na głowie białą chustkę i chyba dlatego jeden z banderowców, na koniu i z karabinem, nas zauważył i dopędził. Zapytał po ukraińsku: "Co wy za naród?" "Ukraińcy" - skłamała matka. "Wracać do domu, Polaków bijem" - uwierzył i odjechał.
Potem słyszeli, że jedną kobietę w polu zastrzelili. Wiedzieli także, że ukraińscy nacjonaliści z siekierami i nożami przeszli przez Kąty. Ponieważ noc była ciepła, kilku mieszkańcom, którzy spali w stogach siana w budynkach gospodarczych, udało się uciec. Przed świtem UPA spaliła wioskę. Niemcy przyszli później złupić zapasy i zabrać zwierzęta. Tej samej nocy Ukraińcy urządzili rzeź w Jankowcach, Ostrówce i Woli. W Ostrówce był kościół i szkoła. Do tych budynków spędzili mężczyzn. Potem ich zamordowali. Kobiety i dzieci pognali pod las i kazali się kłaść na ziemi, jedno obok drugiego i strzelali do nich. Jeszcze zanim wstało słońce Michał wraz z rodziną dotarli do Starego Jagodzina. Zamieszkali u brata matki o nazwisku Weremko. Zaraz za nimi przybiegła do wioski kobieta. Ludzie ją obskoczyli, a ona wyciągnęła przed siebie białą, splamioną krwią chustkę. - Patrzcie, tyle po mojej rodzinie zostało - łkała. Ponoć nosiła tę chustę przy sobie do śmierci. Od tej pory wszyscy Polacy codziennie wieczorem zjeżdżali wozami w dół wsi, nad rzekę. Niektórzy byli uzbrojeni. W wiosce na straży zostawało dwóch mężczyzn. Niedaleko biegły tory kolejowe z Lubomla prowadzące przez Chełm aż do Lublina. Po jednej stronie leżały Kupracze, Stary i Nowy Jagodzin; po drugiej stronie Terebejki i Rymacze. Polacy z tych wiosek zorganizowali się w partyzantkę i skryli w lesie, niedaleko Starego Jagodzina. Do partyzantów chodził starszy brat Michała.

Do samego końca wołyńskiego pogromu Ukraińcy parę razy podchodzili te wioski, ale udało im się całkowicie spalić Nowy Jagodzin. Byli ostrożni, bo wiedzieli, że obiektów wojskowych przy torach strzegli Niemcy. Bali się, że ich ostrzelają.
Ojciec Michała co kilka dni wracał do Sawoszy, by dojrzeć gospodarskich budynków i podkarmić świnię. Najpierw polskie domy we wsi spalili Ukraińcy, potem to samo z ukraińskimi zrobili polscy partyzanci. Ostały się jedynie trzy kryte blachą budynki, w tym także Sawoszów. Jednak rodzina pana Michała nigdy do domu nie wróciła. Jeszcze w czasie wojny zostali wysiedleni do Polski.

Wyszukał i wstawił: B. Szarwiło za:   https://gp24.pl/a-kiedys-zgoda-byla/ar/4216001


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp10.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud6.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 229 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8113567