Rozpad Związku Radzieckiego (25 XII 1991) postawił przed naszą polityką zagraniczną trudne zadania ułożenia ze wschodnimi sąsiadami dobrosąsiedzkich stosunków. Trudności spiętrzała tragiczna przeszłość, interpretowana przez wschodnich sąsiadów często niezgodnie z prawdą ogólną i polską racją stanu.

 

Szczególnie trudnymi w stosunkach polsko-ukraińskich okazały się sprawy losów ludności polskiej na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej, gdzie Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i tzw. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), przy pomocy miejscowych nacjonalistów, dokonały bestialskiej eksterminacji mniejszości polskiej, w wyniku której śmierć poniosło blisko 140 tys. osób, od niemowlęcia do starca.

Podczas gdy w PRL obowiązywał – głównie na żądanie krypto nacjonalistycznych władz sowieckiej Ukrainy – surowy zakaz wracania do eksterminacji ludności polskiej na Kresach, w zachodnich diasporach ukraińskich (W. Brytania, Kanada, USA, RFN) trwała intensywna propagandowa działalność (wspierana przez tamtejsze rządy) nad nobilitacją i heroizacją OUN – UPA i innych formacji „ounowskich” kolaborujących militarnie z III Rzeszą. Już pod koniec lat 80. ruszyła stamtąd do zachodnich obwodów Ukrainy rzesza „ounowskich” propagandystów, zaopatrzonych w odpowiednią literaturę. Przy entuzjastycznym wsparciu miejscowych „ounowców-ubowców” już w połowie lat 90. obwody te uległy całkowitej „ounizacji” i stały się skansenem kultu OUN – UPA. Przywracanie tam „ounizmu” inspirowała i ukierunkowywała skandaliczna uchwała OUN z 22 VI 1990 r., w której m.in. zostały określone dyrektywy i zadania w okresie „ounizacji” historii polsko-ukraińskich stosunków XX w. OUN zobowiązywała swój aktyw jak następuje: „Wykazywać, że UPA nie tylko nie znęcała się nad Polakami, ale przeciwnie, brała ich w obronę przed hitlerowcami i bolszewikami (…) Mordy, którym zaprzeczyć nie można, były dziełem sowieckiej partyzantki lub luźnych band, z którymi UPA nie miała nic wspólnego, pomniejszanie roli wyzwoleńczej UPA w skali europejskiej jest niedopuszczalne”.
Na początku lat 90. ruszyła szerokim frontem ofensywa propagandowa OUN w Polsce. Prowadził ją przede wszystkim Związek Ukraińców w Polsce (ZUwP) przy wsparciu neoliberalnych mediów („Gazeta Wyborcza”, Tygodnik Powszechny”, „Kultura” paryska i wiele innych pism) i ugrupowań politycznych, zwłaszcza Unii Wolności, której sekretarz generalny, M. Czech, cynicznie i butnie pisał: „UPA to cześć i duma Ukrainy” („G.W.”, „Kultura” paryska).
Przyjęta przez nasze elity zasada „poprawności politycznej” w stosunku do „strategicznego partnera” – Ukrainy zamknęła Kresowianom dostęp do mediów, zwłaszcza elektronicznych, eliminując z programów radiowych i telewizyjnych tematykę zbrodni OUN – UPA na ludności polskiej. Media te poruszały jedynie zbrodnię katyńską i akcję „Wisła”, za którą politycy polscy wielokrotnie i bez wzajemności przepraszali, przemilczając fakt, że akcja ta położyła kres krwawej depolonizacji wschodnio – południowej Polski, jaka została już dokonana na Wołyniu, południowym Polesiu i Małopolsce Wschodniej.
Większość konferencji na tematy stosunków polsko-ukraińskich, w tym i organizowanych przez IPN, uwzględniały głównie racje OUN – UPA, oskarżając II RP jako okupanta tzw. Zachodniej Ukrainy. przemilczały fakt, że w II RP uchroniła swoich Ukraińców przed Wielkim Głodem, jaki tragicznie dotknął sowiecką Ukrainę, że dzięki II RP ocalał tzw. Piemont galicyjski, a który kilkanaście lat później, w najtrudniejszym dla Polaków okresie wojny i okupacji, zgotował im apokaliptyczną pożogę.
W latach 90. OUN w Polsce tryumfowała: stawiała pomniki UPA bez zezwolenia polskich władz i wbrew protestom miejscowych społeczności; organ prasowy ZUwP „Nasze Słowo” bezkarnie oskarżał (robi to nadal) Polaków nawet o zbrodnie ludobójstwa (!), gloryfikując notorycznie OUN – UPA. Zdziesiątkowani przez wojnę i okupację Kresowianie, marginalizowani w swoich zaszłościach, podjęli spontaniczny protest przeciwko fałszowaniu ich tragicznych losów i nachalnej nobilitacji, gloryfikacji OUN – UPA. Skrzyknięci przez swoje organizacje, niechętnie postrzegane przez władze polskie i media, rozpoczęli dokumentowanie zbrodni „ounowskich” w oparciu o zachowane źródła i relacje świadków. Ofiarna, często benedyktyńska praca społeczna dokumentalistów przyniosła wstrząsający obraz ludobójstwa i wywarła głębokie wrażenie na patriotycznej części społeczeństwa w kraju i za jego granicami.
Dwutomowe, monumentalne dzieło Władysława i Ewy Siemaszko „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich  na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945” odsłoniła apokaliptyczną panoramę eksterminacji ludności polskiej Wołynia. Uzupełniały ją nie mniej makabryczne opisy mordów w Małopolsce Wschodniej, na południowym Polesiu i południowo-wschodnich terenach PRL, drukowane w kilkudziesięciu numerach kwartalnika „Na rubieży” i wielu wspomnieniach.
Pod naciskiem odkrywanych niepodważalnych faktów oraz spontanicznie powstających komitetów obchodów 60. rocznicy ludobójstwa, elity rządzące, zwłaszcza urząd Prezydenta RP, przerwały kompromitujące milczenie i rozpoczęły działania przygotowawcze również do wspólnego polsko – ukraińskiego uczczenia tragicznej rocznicy. Jednak silny nacisk strony ukraińskiej („ounowskiej”), by nie dopuścić do oficjalnego ujawnienia całej prawdy o zbrodniach OUN – UPA, wymusił na stronie polskiej, zwłaszcza sejmowej, daleko idące odstępstwa od prawdziwego obrazu wydarzeń na Kresach. Sejm pod przewodnictwem marszałka M. Borowskiego przyjął 9 lipca 2003 roku polsko – ukraińskie oświadczenie, które nie spełniało uzasadnionych oczekiwań i gorących próśb Kresowian. Sejm, obradujący w atmosferze kapitulanckiej „poprawności politycznej”, nie spełnił patriotycznego obowiązku wobec męczeństwa swoich kresowych rodaków, bo:
1. Nie uczcił odważnie i godnie pamięci ofiar „ounowskiego” ludobójstwa należnym, mądrym słowem prawdy i choćby chwilą ciszy, jak to przyjęto w patriotycznym zwyczaju polskiego parlamentu.
2. Nie nazwał po imieniu i nie potępił ludobójstwa, czego domagało się również wielu posłów i polityków i nie wskazał jego sprawców, którymi są zbrodniarze spod znaku OUN – UPA.
3. Nie oddał należnego hołdu obrońcom ludności polskiej – bohaterskim samoobronom
i oddziałom AK i BCh oraz 27. Wołyńskiej Dywizji AK, które w nierównych, desperackich walkach obroniły przed zagładą dziesiątki tysięcy ludności polskiej.
4. Nie wyraził wdzięczności tysiącom Ukraińców, którzy ratowali Polaków, płacąc nierzadko życiem za ludzką postawę.

Naganne zaniechanie Sejmu, brzemienne w złe skutki, w pewnym stopniu zrekompensował w Porycku dwa dni później prezydent Aleksander Kwaśniewski i bp polowy gen. S. Głodź nazywając zbrodnie na ludności polskiej ludobójstwem.
Prezydent Kwaśniewski powiedział: „Żaden cel, ani żadna wartość, nawet tak szczytne jak wolność i suwerenność narodu, nie może usprawiedliwiać ludobójstwa, rzezi cywilów, przemocy i gwałtów, zadawania bliźnim okrutnych cierpień”. Prosimy zatem Sejm RP o spełnienie oczekiwań i próśb Kresowian zgodnie z prawdą historyczną i patriotycznym obowiązkiem wobec ofiar ludobójstwa. Godne, ostateczne uczczenie przez Sejm, czy nawet cały parlament, pamięci kresowych Rodaków i braci Ukraińców, którzy ratowali Polaków, będzie kolejnym krokiem pogłębiania polsko-ukraińskiej przyjaźni i współpracy, budowanych na najtrwalszym fundamencie – prawdzie historycznej.

Feliks Budzisz

Od redakcji

Andrzej Obecny wstawiając ten artykuł do "Moje Miasto. Słupsk. pl" na początku 2010 roku , skomentował i zaktualizował treść, jak poniżej;
Feliks Budzisz jest Kresowiakiem. Mieszkał na Wołyniu. W roku 2006 w czasopiśmie „Panorama Kresowa” nr 7/50 zamieścił powyższy artykuł, który nic nie stracił na aktualności.
Bowiem od tego czasu nic w Polsce, w kwestii prawdy o wołyńskiej hekatombie Polaków się nie zmieniło. W 2008 roku w 65. rocznica rzezi wołyńskiej przeszła w całym kraju praktycznie niezauważona.
Prezydent Kaczyński wycofał się z patronatu nad uroczystościami rocznicowymi i nie wziął w nich udziału. Sejm Rzeczpospolitej Polskiej „wysilił” się jedynie na uchwałę określającą, zbrodnie na Wołyniu wydarzeniem mającym… „znamiona ludobójstwa”. Na uroczystościach wołyńskich zabrakło też choćby jednego hierarchy polskiego Kościoła katolickiego.
Ale w następnym roku, przed wyborami na Ukrainie, zapewne na osłodę Juszczenko otrzymał doktorat honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dzisiaj Stepan Bandera najnowszy bohater Ukrainy z nadania pana prezydenta Juszczenki śmieje się w oczy ofiarom wołyńskiego ludobójstwa. Podobnie jak ukraińscy nacjonaliści kultywujący bez skrępowania i za zgodą rządu oraz prezydenta Ukrainy pamięć o ukraińskich oddziałach SS-Galizien i UPA.
Prezydent Polski, Rząd i hierarchowie milczą. Brawo panowie polacy.

Mamy pierwszą połowę 2011 roku i rodzi się pytanie ; co nowego można tu dodać? Ano chyba tylko to że nowy prezydent Ukrainy Janukowycz naprawia błędy swojego poprzednika, a nasza władza w dalszym ciagu tego uczynić nie potrafi!!


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp11.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud2.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 429 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8225764