Urodziłam się w Kowlu dnia 20 stycznia 1927 roku. Lata dziecięce spędziłam z rodzicami i bratem Stanisławem. Mając osiem lat przenieśliśmy się z rodzina do Radomia. Tu ukończyłam szkołę powszechną i w 1939 roku zdałam do gimnazjum. W tym też roku wyjechałam na wakacje z Mamusią i bratem do Babci na Wołyń do Zasmyk k/Kowla. Tatuś pozostał w Radomiu - pracował na kolei. Cały okres wojny spędziłam na wsi u Babci w Zasmykach. Były to dla nas lata bardzo trudne i ciężkie. Tatuś - w czasie drugiej wyprawy z Radomia do nas na Wołyń - został przez Niemców aresztowany, a w 1942 roku zginął na Zamku w Lublinie. Był to dla nas okropny cios. W roku 1943 zaczęły do nas docierać wiadomości o mordowaniu pojedynczych rodzin Polaków przez bandy ukraińskich nacjonalistów (UPA), a następnie o paleniu i mordach całych wiosek i kolonii zamieszkałych przez Polaków. Zasmyki były kolonią zamieszkałą tylko przez Polaków - kilkadziesiąt rodzin - domy ciągnęły się na przestrzeni 5-ciu km. Była tam piękna duża szkoła, nowy duży kościół, gdzie kwitło życie kulturalne młodzieży z Zasmyk i okolicznych polskich wiosek. W 1943 roku delegacje Ukraińców kilkakrotnie przyjeżdżały do Zasmyk na tzw. „Razgawory” po to tylko aby wprowadzić Polaków w błąd i wybadać co dzieje się we wsi. W lipcu 1943 roku powołano w Zasmykach Samoobronę w celu zabezpieczenia mieszkańców oraz uciekinierów z sąsiednich wiosek. 31 sierpnia 1943 roku Oddział por. Jastrzębia” stoczył pierwszą walkę z bandami UPA pod Gruszów ką (wieś sąsiadująca z Zasmykami). Była to walka decydująca o naszym życiu i bezpieczeństwie. Ukraińcy byli już od dawna przygotowani do napadu na Zasmyki - ale nie zdążyli. Całe ich „gniazdo” z ogromną ilością broni zostało całkowicie rozgromione. Po tej pierwszej zwycięskiej bitwie zaczęły napływać do Zasmyk uzbrojone grupy Polaków. Komenda AK - Okręg Wołyń w Kowlu oddelegowała do Zasmyk wyszkolonych dowódców wojskowych. Zaczęto tworzyć pododdziały, oddziały i bataliony wojskowe.

Młode dziewczęta zgłaszały się na ochotnika do służby sanitarnej. Dr Grzegorz Fedorowski „ G ry f’ zorganizował w Kupiczowie kurs sanitarny - uczęszczało tam kilkanaście młodych dziewcząt i kilku chłopców - ja także go ukończyłam. Po złożonej przysiędze wybrałam pseudonim „Szarotka” . Wiedza jak ą zdobyłam na kursie okazała się bardzo przydatna w czasie napadu Ukraińców i band UPA na Radomie, Janówkę i Zasmyki w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia (25 grudnia 1943 r.) Udzielałam pierwszej pomocy rannym mieszkańcom w/w wiosek, których zwoziliśmy do szkoły i tam układaliśmy na podłodze, gdzie oczekiwali na pomoc lekarza lub księdza z Panem Bogiem. Na szczęście nasze oddziały partyzanckie dotarły na czas, dzięki czemu Zasmyki ocalały. Tuż po Nowym Roku 1944 wyjechałam z Mamusią bratem i dalszą rodziną do Kupiczowa (8 km od Zasmyk). Tam przyjęli nas do swych domów Czesi - znajomi Babci.

Ja z siostra Moniką  Śladewską ps. „Halina” podjęłyśmy dyżury w szpitalu polowym w Kupiczowie. Warunki leczenia ciężko rannych i chorych były tam b. trudne. Brak było podstawowych narzędzi chirurgicznych, środków opatrunkowych, lekarstw. Przyjmowani byli także ranni i chorzy partyzanci rosyjscy. Wielu żołnierzy zachorowało na tyfus (wielu żołnierzy z oddziału „Bomby” i „Krwawa Łuna” przybyło do Kupiczowa już z tyfusem). W tej sytuacji zorganizowano dla nich oddzielny szpital - przełożoną została siostra „Dana” Janina Włodarska. Pracę w szpitalu starałam się wypełniać jak najlepiej. Opiekowałam się ciężko rannymi i chorymi żołnierzami. Często asystowałam chirurgowi przy operacjach - podawałam narzędzia chirurgiczne. Pamiętam operację por. Kruka (am putacja ręki), operację Freja (brata Marysi Frejówny) - ciężko ranny w brzuch pod Ośmigowiczami na początku lutego 1944 - był to tzw. miękki  postrzał, po kilku godzinach po operacji zmarł. Śmierć każdego żołnierza była dla mnie wielkim wstrząsem. N a początku marca 1944 roku wielu z pośród lżej rannych żołnierzy odjechało na tzw. „koncentrację” dywizji do Ossy. W szpitalu pozostali tylko nasi ciężko ranni żołnierze i partyzanci rosyjscy oraz cztery sanitariuszki, a opiekę lekarską sprawował dochodzący z Kupiczowa felczer - Rosjanin Niemoskalenko. Niebawem rozpoczęły się naloty na Kupiczów. Niemcy ze Stukasów zbombardowali całą osadę. Niemoskalenko zadecydował, żeby wszystkich ciężko rannych przewieźć do radzieckiego szpitala wojennego za linią frontu. Załatwił transport (ciężarówki) i wraz z moją siostrą cioteczną Moniką Śladewską  ps. „Halina” odtransportował ich do szpitala wojennego pod Łuckiem. Wszyscy ranni przeżyli, a z jednym z nich ps. „Wilczek” miałyśmy po wojnie kontakt.

Po likwidacji szpitala w Kupiczowie w kwietniu 1944 roku razem z Mamusią (brat mój mając wówczas 13 lat poszedł wraz z wujkiem ps. „Jagoda” na koncentracje dywizji do Ossy) poszłam do cioci Gąsiorowej do Miedzikowa obok Jezioran. Stąd na początku czerwca 1944 wysiedlono nas pod Kiwerce z powodu nadejścia frontu. Do Miedzikowa wróciłam z Mamusią i rodziną cioci po przejściu frontu tj. pod koniec lipca 1944 roku. W tedy zachorowałam bardzo ciężko na malarię. W sierpniu 1944 Mamusia załatwiła przepustkę i razem z żołnierzami jadącym i na front pojechałyśmy do Chełma.

Fragment z życiorysu:  Janiny Wójcik z d. Walczak ps. „Szarotka”, wyszukany i wstawiony przez: B. Szarwiło za: http://kpbc.umk.pl/Content/201572/Walczak_Janina_1054_WSK.pdf


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp2.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud16.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 814 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8513595