Walczący na Wołyniu żołnierze Legionów Polskich świętowali bardzo intensywnie.
W trakcie trwającej ponad rok kampanii wołyńskiej Legionów Polskich święta wielkanocne były jedną z nielicznych okazji do oderwania się od monotonii codziennej służby w okopach. Przygotowania rozpoczęły się już podczas wielkiego postu, kiedy to kapelani urządzali spowiedź we wszystkich oddziałach. Dzięki ofiarności księży odbywało się to bez większych zakłóceń. Z jednym niechlubnym wyjątkiem, jakim było zajście pomiędzy nowym kapelanem a dowódcą 4 Pułku Piechoty, zna nym z porywczości i ciętego języka pułkownikiem Bolesławem Roją. Odbiło się ono szerokim echem wśród czwartaków i awansowało do rangi pułkowej legendy.

Akcja dramatu rozpoczęła się wieczorem. Do pułku przyjechał nowy ksiądz, który miał objąć funkcję kapelana. Z powodu szybko zapadającego zmroku nie zdążył się zorientować w położeniu wszystkich ziemianek i innych obiektów mieszkalnych należących do 4 pp. Pech chciał, że wczesnym rankiem ksiądz kapelan, gnany pilną potrzebą, opuścił swoją ziemiankę i, nie mogąc znaleźć bardziej ustronnego miejsca, wskoczył do niewielkiego dołu. Zadarł sutannę do góry i…

W tym momencie ze swego posłania wstał również pułkownik Roja. Przeciągnął się, ziewnął, a następnie uchylił okiennice od niewielkiego okienka w ziemiance. Gdy ujrzał, co mu świat przysłoniło, niewiele myśląc sięgnął po szablę, dźgnął z rozmachem i posłał soczystą wiązankę. Ksiądz co prawda wyszedł ze szpitala po dwóch tygodniach, pułk musiał jednak szukać innego kapelana...

STRAWA NIE TYLKO DUCHOWA

Na Wielkanoc trzeba było zapewnić żołnierzom strawę – nie tylko duchową. Dzięki staraniom intendentów świąteczne jedzenie sprowadzano na Wołyń aż z Lublina, choć trzeba przyznać, że nie było go zbyt wiele. W niektórych oddziałach bardziej przedsiębiorczy żołnierze wzięli się do samodzielnego wyrobu wędlin – było tak w 1 Pułku Ułanów, dowodzonym przez legendarnego Władysława Belinę Prażmowskiego. Opinia o wszechstronnych zdolnościach beliniaków nie była bezpodstawna, gdyż skombinowanie mięsa w czasie wojny nie należało do rzeczy prostych.

Zdarzało się jednak, że wyjątkowa przedsiębiorczość żołnierzy obracała się przeciwko ich własnemu pułkowi. Opisuje to Michał Tadeusz Brzęk-Osiński w książce „Ze wspomnień legionisty i piłsudczyka 1905−1939”:

„Właśnie zbliżały się święta wielkanocne, więc intendentura pułkowa zdobyła wieprzka i przygotowała smakowite wędliny na świąteczny stół oficerski. Aż tu katastrofa − większość kiełbas tajemniczo zniknęła. Podejrzewano, że to sprawka Jamroza, znanego z lepkich rąk. Ale wściekły Belina odsunął podejrzenia przypomnieniem, że Jamroz siedzi w areszcie. Tego dnia obowiązki inspekcyjnego pełnił Kazio Jurgilewicz, który skontrolował jednak areszt. Jamroz zameldował się przepisowo, ale Kazia uderzyło to, że ma on twarz powaloną sadzami. Zarządził więc rewizję. Faktycznie, pod kocem znalazły się resztki kiełbas! Jak się okazało, Jamroz nie wytrzymał, gdy poczuł ulubiony zapach wędzenia, nocą wylazł przez komin pieca chlebowego, który był w areszcie, i dokonał spustoszenia w spiżarni. Belina zapowiedział mu wyrzucenie z pułku, scholerował od ostatnich i dołożył tydzień aresztu. Kiełbas to jednak nie wróciło”.

Świąteczne przygotowania nie ograniczały się jedynie do spowiedzi i dbania o lepsze zaopatrzenie. We wszystkich miejscach, w których stacjonowali legioniści, rozpoczęło się ustawianie grobów Pańskich. Do jednych z najoryginalniejszych należał zbudowany w kapliczce przez żołnierzy 4 Pułku Piechoty, projektu majora Andrzeja Galicy. Na ustawionych w formie gotyckiego sklepienia gałązkach brzozowych rozpięto nowe płótno namiotowe. W tak przygotowanej grocie ułożono figurę Chrystusa, zrobioną z odpowiednio ukształtowanego maskownika zimowego. Całość ozdobiono mchem, paprociami i choinkami.

HUCZNA PROCESJA

W Wielką Sobotę (22 kwietnia 1916 roku) niezapowiedzianą wizytę na froncie złożył minister obrony krajowej Austro-Węgier generał Georgii. Z tej okazji w Wołczecku zorganizowano specjalną defiladę oddziałów legionowych. Po paradzie żołnierze udali się do swoich kwater na święcone. Z okazji Wielkanocy legioniści otrzymali trzydniową porcję rumu oraz świąteczne paczki od Ligi Kobiet. Zazwyczaj było w nich jakieś ciasto, czekolada, koszule oraz zabawki. Podobnie jak na Boże Narodzenie, najwięcej zamieszania w żołnierskich szeregach spowodował alkohol. Wielu młodych legionistów, nieprzyzwyczajonych do takich ilości trunków, spiło się do utraty świadomości.

Najbardziej uroczystą mszę rezurekcyjną odprawiono w sobotę wieczorem w 4 pp. Teren, na którym odbywało się nabożeństwo, został oświetlony przez trzy potężne reflektory. Gdy ksiądz celebrans odśpiewał modlitwy i wziął monstrancję, żołnierze odpalili przygotowaną wcześniej 8-kilogramową minę i rozpoczęli strzelanie z rakietnic.

W ten niezwykle głośny sposób zaczęła się procesja. Na jej czele szedł legionista niosący krzyż, potem maszerowały chór i orkiestra, za nimi warta honorowa – trzech czternastoletnich chłopaków z karabinami, dalej żołnierze z kadzielnicą i dzwonkami, za nimi szedł celebrans niosący Najświętszy Sakrament, obok niego zaś czterech sierżantów w białych rękawiczkach trzymających zrobiony z pułkowego sztandaru baldachim. W czasie procesji doszło do drobnego wypadku – księdzu Józefowi Panasiowi niosącemu monstrancję wpadła pod nogi jedna z flar wystrzeliwanych przez żołnierzy, ale udało się ją szybko ugasić.

Wielkanocna niedziela rozpoczęła się rezurekcją w wybudowanej na potrzeby sztabu oraz jednostek tyłowych przyfrontowej osadzie o nazwie Legionowo. Po zakończonej mszy odbyło się święcenie pokarmów w poszczególnych oddziałach. Trzeba w tym miejscu wyjaśnić, że z powodu niewystarczającej liczby kapelanów i dużych odległości, które musieli pokonać, uroczystości religijne nie odbywały się w zwyczajowych terminach, na przykład rezurekcję u stacjonujących w Wyżwach ułanów odprawiono dopiero w poniedziałek, a u żołnierzy taborów – we wtorek.

W pierwszy dzień świąt dowództwo zorganizowało dla żołnierzy wiele atrakcji. W większości były to nagradzane jedzeniem (owocami, salcesonem lub kiełbasą) konkurencje, polegające na wspinaniu się na słupy, bieganiu w workach czy też skakaniu w dal.

UŁAŃSKA FANTAZJA

Święta sprzyjały także odwiedzinom kolegów z innych oddziałów. Kazimierz Świtalski (bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego, premier w 1929 roku) wspomina, jak w pierwszy dzień świąt do Leśniewki przyjechali stacjonujący w Werchach beliniacy. „Gdzie oni po drodze wstępowali na święcone, nie wiem. Jakim cudem mogli trafić w takim stanie do nas, o to trzeba by pytać ich koni. Dość, że przyjechali i twierdzili, że są najtrzeźwiejsi. Na dowód tego popisywali się sztuką wjeżdżania końmi do chałup”.

W lany poniedziałek legioniści również nie próżnowali. Największa wodna bitwa wywiązała się w sztabie 1 Brygady. Początkowo oblewano się z użyciem kubków, potem – menażek i manierek, a skończyło się na tym, że Jędrzej Moraczewski (późniejszy premier) wlał skrępowanemu przez kolegów Kazimierzowi Sosnkowskiemu (wódz naczelny Wojska Polskiego podczas II wojny światowej) wiadro wody za kołnierz.

Po kilku dniach świętowania trzeba było wrócić do codziennej służby. Wojna trwała nadal. Legioniści uczestniczyli w niej do jesieni 1916 roku.

Legiony na Wołyniu

Kampania wołyńska była najdłuższą i najcięższą operacją w historii Legionów Polskich w czasie I wojny światowej.

Jesienią 1915 roku na wołyńskim odcinku frontu znalazły się wszystkie trzy brygady walczące po stronie Austro-Węgier przeciwko Rosji. Po serii zaciętych bitew, między innymi o Kukle, Kamieniuchę i Polską Górę, front ustabilizował się na linii rzeki Styr, a walki przybrały charakter pozycyjny. Stan taki trwał do czasu ofensywy generała Aleksieja Brusiłowa w lecie 1916 roku, kiedy to legiony stoczyły największą w swojej historii bitwę pod Kostiuchnówką (4−6 lipca 1916 roku). Walki na Wołyniu trwały do początku października 1916 roku, kiedy to Legiony Polskie wycofano z frontu. Kampania wołyńska kosztowała życie prawie trzech tysięcy legionistów.

Piątek, 02.04.2010 13:06 Adam Kaczyński i żródło


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp8.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud17.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 617 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8272186