Nazywam się Zofia Stoś - Wierzbowska z domu Żołnik. Urodziłam się we wsi Zasmyki pow. Kowel woj. wołyńskie. (...) Jeszcze mój dziadek Jan Żołnik około 1882 r. przywędrował na Kresy ze wsi Grabówki Wielkie gm. Stoczek woj. siedleckie. Od właściciela majątków Worona i Rokrtnica pana Mikołowskiego zakupił, wraz z grupą chłopów z woj. siedleckiego, około 35 morgów lasu. Chłopi polscy byli pracowici i cierpliwi. Mieszkali w ziemiankach i las karczowali, Do Zasmyk przybyło wówczas około 70 rodzin. Gdy swoją wieś opuszczali w 1944 roku w Zasmykach było około 100 gospodarstw. Początkowo podstawą wyżywienia były zwierzyna łowna i ryby. Później stopniowo na wykarczowanych kawałkach ziemi siali zboże, hodowali bydło, trzodę chlewną i ludziom było trochę lepiej. Z wyciętych drzew pobudowano mieszkania i zabudowania gospodarskie. Powstała wieś Zasmyki. Ponieważ na tamtych terenach, według zarządzenia carskiego, Polakom nie wolno było ziemi sprzedawać, więc mieszkali, nie będąc prawnie właścicielami zakupionych terenów i dopiero po 1905 roku ustawa ta została zniesiona i były właściciel pan Mikołowski chłopów o tym powiadomił. Wraz z delegacją wsi pojechał aż do Wilna i sprawę załatwił. Dokumenty dostał każdy mieszkaniec wsi Zasmyki. Nazywano je „kupczami" ( chodzi o dokumenty). Do dziś pamiętam tą nazwę i ten dziadka dokument. Dziadka nie pamiętam zbyt dobrze. Umarł, kiedy miałam 5 lat. Ostatnie lata swego życia spędził leżąc w łóżku. Zapamiętałam, że gdy go wnuczki odwiedzały, to zawsze miał cukierki i nas nimi częstował. Dziadek miał trzynaścioro dzieci (dwie żony). Troje w latach dwudziestych wywędrowało do Stanów Zjednoczonych, dwoje umarto jako niemowlęta, jeden syn umarł mając 24 lata na zapalenie płuc. Dziadek i jego dorosły syn oraz niemowlęta pochowani zostali na cmentarzu w Kowlu, gdyż Zasmyki należały do kowelskiej parafii. Trzeba przyznać, ze Polacy już przed I Wojną Światową byli na Wołyniu dosyć dobrze zorganizowani. W Zasmykach wtedy szkoły nie było, ale na okres zimowy przyjeżdżali do wsi tajni nauczyciele i uczyli dzieci. Wszyscy starsi ludzie umieli czytać i pisać po polsku, znali historię Polski i trochę podstaw matematyki. Moj ojciec, jeszcze gdy byłam w kl. V-tej, potrafił mnie przepytać z historii i matematyki. Dobrze też czytał i pisał po polsku. W naszym domu często wieczorami zbierali się sąsiedzi i ojciec czytał  im głośno powieści historyczne. Już jako małe dziecko znałam „Krzyżaków", „Trylogię” i powieści Dumasa. Siedziałam cichutko w kąciku i słuchałam jak te powieści czytano. Dopiero około 1933 r. zaczęto w Zasmykach  budować szkołę i kościół. Wcześniej uczyliśmy się w izbach wypożyczanych przez gospodarzy. Do wojny 1939 r. obie budowle zostały zakończone. Moja siostra, urodzona w 1928 r. już kończyła szkołę powszechną w rodzinnej wsi.

Ja, o trzy lata od niej starsza, od piątej klasy uczęszczałam do szkoły im. Ignacego Mościckiego w Kowlu, a po jej ukończeniu do gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Kowlu. Do wybuchu wojny 1939 r. zdążyłam ukończyć tylko pierwszą klasę gimnazjum. Klasy drugą i trzecią,  kończyłam juz w okresie okupacji sowieckiej. Nasi nauczyciele, ci sami, którzy nas uczyli przed wybuchem wojny, starali się nie zmieniać byłego programu nauczania. Przybyły nam obowiązkowo języki rosyjski i ukraiński, ubyła łacina. Tak sprawy wyglądały do wojny niemiecko-sowieckiej, Niemcy bowiem na żadne nauki Polakom nie pozwalali. Zaczęły się czasy jeszcze gorsze. Polacy się nie poddawali. Już w 1942 r. w Zasmykach zaczęła działać konspiracja. Ojciec, a potem siostra i ja tez do niej należeliśmy. Ojciec Antoni Żołnik, były legionista, brał udział w walkach legionów pod Jastkowem koło Lublina, a potem pod Kostiuchnówką nad Styrem na Wołyniu. Należał do POW. Musiał uciec z domu rodzinnego i pracował w tej organizacji na Lubelszczyźnie koło Urzędowa i Chodla. Z Zasmyk uciekł, gdyż Niemcy chcieli go aresztować. Po zakończeniu wojny 1918 r. wrócił  do domu. Nie przyjął dawanego mu gospodarstwa koto Grodna, lecz zaczął pracować na własnej ziemi. Gdy wybuchła wojna 1920 r. zorganizował 18 ochotników z Zasmyk i okolic do walki z Armią Czerwoną. Gdy Sowieci szli na Warszawę, oni walczyli pod Dubienką nad Bugiem. Później, w czasie sowieckiego odwrotu, na Białorusi. Ojciec często wspominał walki pod Mołodecznem. (10–12 października 1920r. 2 Dywizja Piechoty Legionów  wykonała natarcie na miasteczko Mołodeczno nad rzeką Uszą (pow. wilejski).Odrzuciła  próbujące kontratakować oddziały sowieckiej  dywizji i Polacy zajęli dworzec kolejowy, a następnie samo miasto.- S.B)           Po zakończeniu wojny żaden z nich nie przyjął gospodarstwa jako „osadnik" na Białorusi, tylko wrócili do domu i gospodarowali na swojej ziemi. Jedynie Marceli Rowiński, który był ranny w walkach, otrzymywał rentę inwalidzką. Po wybuchu wojny 1939 r., dosyć wcześnie w Zasmykach zaczęły działać  tajne organizacje. Ja pamiętam je od roku 1942, gdyż też do nich zaczęłam należeć. Nawet nie pamiętam jakie one były. Otrzymywaliśmy początkowo tajne gazetki  różnych organizacji. Dopiero w 1942 r. pozostała jedna, która później została podporządkowana AK. Antoni Żołnik ps. "Komar" pracował w konspiracji od samego początku. Gdy zaczęły się na Wołyniu mordy całych grup Polaków i całych wsi, w Zasmykach zorganizowano samoobronę „Komar” był odpowiedzialny za rozprowadzanie wart samoobrony w zachodnim  końcu wsi. Zasmyki to była bardzo długa wieś, około 5 km i ochrona tak długiej wsi była  dosyć uciążliwa. W naszym sadzie „wybudowano"  ziemiankę z piecem do ogrzewania i tam się gromadzili wartownicy, a ojciec nimi kierował.  Wartowali wszyscy dorośli mężczyźni. W tym czasie do Zasmyk uciekało dużo Polaków z całego powiatu kowelskiego. Trzeba byto im zapewnić jakie takie pomieszczenia, wyżywienie i możliwość zaspokojenia innych potrzeb. W zachodnim końcu wsi Antoni Żołnik był za to odpowiedzialny. Pamiętam, ze tylko u nas mieszkało 5 rodzin, a ile ich byto w ogóle, chyba nikt tego dzisiaj nie wie. Samoobrona juz oficjalnie zaczęła u nas działać od lipca 1943 r..  Na jesieni przeżyliśmy napad na sąsiednie wsie Batyń i Janówkę oraz Radomle, które to napady zostały odparte bez większych strat. ( autorka wspomnień miała prawdopodobnie na myśli przygotowywany atak 9 sotni UPA, planowany przez "Rudego"- Jurija Stelmaszczuka  na 8 września 1943 r. Strat po stronie polskiej nie było, bo pojawili sie Niemcy w sprawie kontyngentów i po walce rozpędzili upowców. -S.B)  Pierwszy napad na Zasmyki nastąpił 1 września. Wtedy zginęło dwóch partyzantów. Jeden z nich to Stanisław Romankiewicz z Radowicz.( Ukraińcy owszem zapowiedzieli atak na 1 września, gromadząc swoje siły w okolicy Gruszówki . Były to dwie sotnie UPA i znaczna ilość "czerni" szykująca się na łupy. Polacy jednak wyprzedzili to uderzenie, atakując 31 sierpnia i dzięki zaskoczeniu pokonując znacznie silniejszego wroga. Zginął tylko jeden partyzant; Stanisław Romankiewicz ps. "Zając".- S.B)  Okropny napad przeżyliśmy w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Ukraińcy napadli na Janówkę i Radomle. Początkowo samoobrona pochowała broń, gdyż myślano, że to Niemcy. Zabito wtedy 56 osób z Janówki i Radomla. Takie mieliśmy święta. ( Atak skoncentrowanych sił UPA i "czerni" 25 grudnia 1943 r. rozpoczął się od Batynia i Radomla przez Janówkę ukierunkowany na Zasmyki. To w Radomlu samoobrona pochowała broń myśląc, ze to Niemcy, w Janówce wystawione warty, chociaż zaskoczone, podjęły walkę i wsparte przez samoobronę przybyłą z Zasmyk toczyły walkę. Pomoc oddziału partyzanckiego  AK por. "Kani" przybyłego z Kupiczowa pozwoliła rozgromić Ukraińców. Najwięcej zamordowanych było w Radomlu i Batyniu, z mieszkańców Janówki zginęła jedna osoba cywilna i 8 członków samoobrony Janówki i Zasmyk. Według różnych relacji było 48 trumien, chociaż wspominano o 57 zamordowanych. Nikt nigdy nie policzył tych co zginęli w Radomlu w spalonych domach, a były to rodziny uciekinierów z innych wsi.- S.B)  Strzelanina była prawie każdego dnia, napady to i ciągle ktoś był ranny lub zabity. Już od lipca 1943 r. dowódcą całej samoobrony zasmyckiej był Nadratowski ps. „Zmcz”, a zorganizowanym już uzbrojonym oddziałem dowodził por."Jastrzab" ( chodzi tu o por. Władysława Czermińskiego ps. "Jastrząb" twórcę pierwszego oddziału partyzanckiego AK w pow. kowelskim.-S.B)  Całej historii 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK nie będę opisywała, gdyż ją bardzo dokładnie przedstawił żołnierz tej dywizji „Ziuk” Turowski w „Pożodze". Wrócę do historii A. Żołnika. Kiedy 27 Dyw. wyruszyła w lasy mosurskie, ojciec też do nich dołączył wraz z samoobrona zasmycką. Był przy kwatermistrzostwie. W czasie przejścia dywizji przez tory linii kolejowej został ranny i wzięty do niewoli przez Węgrów. ( chodzi tu bez wątpienia o tragiczną przeprawę przez tory pod Jagodzinem, gdzie zginęło bardzo wielu żołnierzy dywizji i bardzo wielu zostało rannych. Daty 20- 22 kwietnia 1944 r. na  długo pozostały w pamięci żołnierzy dywizji.-S. B)  Odesłano go do szpitala w Oleszowie koło Chełma. Leżał ( w szpitalu-S. B) razem z „Trzaskiem" i Anatolem Kiełbasińskim, którzy spoczywają na cmentarzu w Chełmie. A Kiełbasiński to mój szkolny kolega z gimnazjum w Kowlu. Front się zbliżał.  Obóz zaczęto likwidować. Młodych i silnych wysyłano do Niemiec, a słabych do Treblinki. Ojciec znalazł się w tej drugiej grupie. W czasie jazdy do Treblinki pociąg zatrzymał się w Sokołowie Podlaskim. Bombardowano stację. Strażnicy się rozbiegli, to samo zrobili więźniowie. Każdy uciekał z konwoju w inną stronę. Ojcu udało się uciec. Przez Brześć nad Bugiem wrócił do domu. Działo się to w lipcu 1944 r. Mieszkaliśmy jeszcze w swojej spalonej wsi do końca1944 r., ale Bronisława Zamościńskiego, Franciszka Wardulińskiego i Antoniego Żołnika nowe władze chciały aresztować za pracę w AK. Pierwszych dwóch aresztowano i przebyli kilka lat na Syberii. Ojciec miał szczęście, bo go powiadomił pan Niewiadomski o zbliżających się żandarmach. Udało mu się uciec i pod zmienionym nazwiskiem opuścić Wołyń...

P/w wspomnienia  spisała Zofia Wierzbowska pod tytułem: „ZWYKŁY” LOS ZWYKŁYCH LUDZI " zostały opublikowane w książce " Świadkowie mówią", jako zbiór relacji opracowanych przez Stanisława Biskupskiego. Wyszukał i wstawił: B. Szarwiło który w nawiasie zapisał uzupełnienia .


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp7.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud2.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 980 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
9013398