Tak powitano w twierdzy Zamość, Jazdę Wołyńską. Poniżej trochę starszej historii naszego Wołynia i Wołyniaków. Opisane zdarzenia mają ogromną wartość historyczną i stanowią dokument tamtych czasów i dziejów Jazdy Wołyńskiej w okresie Powstania 1831 roku na Wołyniu. Swoje opowieści snują autentyczni uczestnicy wydarzeń. Są to relacje z pojedynczych epizodów walk, żywo opisywane przez biorących w nich udział żołnierzy, którzy choć z pewną dozą emocji, widzą te sprawy niejednokrotnie pełniej i barwniej niż analizy dokonywane przez historyków i autorów haseł w słownikach biograficznych.

Podjecie tego tematu jest zadośćuczynieniem bohaterom Powstań Narodowych i tym, którzy je wspierali, a wiec kresowemu ziemiaństwu – zamieszkującemu polskie dwory, służbie leśnej oraz wielu światłym obywatelom. Ukazane jest również tło historyczne tych zdarzeń i czasów.

Rzetelna i wszechstronna wiedza na temat nie była na tyle znana i rozpowszechniana, aby społeczeństwo mogło wyrobić sobie zdanie i uzyskać pełen obraz zdarzeń, dokonać właściwej oceny zrywu wolnościowego na Wołyniu, który miał wspierać walki w Królestwie Polskim.

Wystawy okolicznościowe w muzeach niewiele mówią o organizacji walk powstańczych na Wołyniu i na Litwie. W latach 1998 i 1999 w naszym biuletynie „Ułan Wołyński” publikowany był tekst o udziale Jazdy Wołyńskiej w Powstaniu 1831 r.

Tematem opowiadania Antoniego Szaszkiewicza był przemarsz oddziału K. Różyckiego z okolic Łucka do Królestwa z przekroczeniem rzeki Bug i dojściem do twierdzy w Zamościu. Przekazany jest dokładny opis bitwy pod Uchaniem. Przechwycona została depesza Lewaszowa do Rudigera o przechodzeniu oddziału „miateżników” pod dowództwem Karola Różyckiego do Królestwa, zawierająca rozkaz „schwytania, skucia w kajdany i przystawienia do guberskiego miasta Żytomierza”.

Z informacji uzyskanych od szpiegów wynikało, że oddziały moskiewskie zostaną wysłane nad Bug, a magazyny w Łucku pełne są zapasów broni i żywności. Pułkownik Karol Różycki użył zręcznego fortelu przeprowadzenia niepostrzeżenie swego oddziału nad rzekę. W sekrecie zdradza „zaufanemu” żydowi, że w przedniej straży jest 8 tysięcy wojska, które zmierza do Łucka w celu zdobycia magazynów. Jednocześnie przekazuje Żydowi 1200 rubli na zakup żywności dla wojska i paszy dla koni. Przewidywał, że Żyd powiadomi Moskali w Łucku i ci ściągną swe wojska z nad Bugu do Łucka. W ten sposób przeprawa oddziału odbędzie się bez strat.

Tymczasem gen. Rudiger stacjonujący w Krasnymstawie został powiadomiony o przechodzeniu oddziałów płk Różyckiego w kierunku Zamościa. Rozlokowane oddziały moskiewskie miały uniemożliwić dojście Jazdy Wołyńskiej do twierdzy w Zamościu.

Dwa szwadrony Rudigera, pułk Kozaków i dywizja huzarów stanęły pod Uchaniem, na drodze przemarszu K. Różyckiego. Płk Karol Różycki podjął decyzję zaatakowania obozu moskiewskiego. Hasło „Sława Bohu” wydawane przez dowódcę Wołyńców jako komenda do ataku, wyrażało wiarę w zwycięstwo.

Walki trwały całą noc, do świtu. Wielu z obozu nieprzyjacielskiego było rannych i poległych, wzięto do niewoli jeńców i rannego dowódcę oddziału pułkownika Bohdanowicza przekazanego następnie adiutantowi pułku Antoniemu Szaszkiewiczowi. Zdobyto konie, broń i zapasy żywności oraz kosze pełne wiktuałów i przednich trunków.

Po stoczonej bitwie oddział powstańczy nękany po drodze przez nacierających kozaków zbliżał się do potężnej twierdzy w Zamościu, gdzie stacjonował gen. Chrzanowski z 8 tysięczną armią. Generał powiadomiony o nadejściu oddziałów z Wołynia wysłał znaczny oddział wojska 5 Pułk Ułanów i 1 Pułk Piechoty Liniowej, w pełni umundurowany, w paradnych mundurach, co wywołało ogromne wrażenie na przybywających „Trzeba było widzieć to wojsko, podobnego mu nie było i nie będzie na świecie.” Na spotkanie z Wołyńcami przybyło wielu ziemian z brykami wypełnionymi koszami przysmaków, win i mięsiwa „…jak rzuca się nasi wołyńscy na to – to także widok był nie lada…” więc „gdy nasz śpiew narodowy Jeszcze Polska nie zginęła zabrzmiał w powietrzu – to szczyt marzeń!”.

Wołyńcy po raz pierwszy zobaczyli wojsko polskie i usłyszeli w polskim języku komendę, ponieważ „do nas zabranych prowincji nigdy go nie wysyłano.” Inne opowiadanie – to wrażenia adiutanta stojącego zawsze przy boku dowódcy wtajemniczonego nie tylko z bitwy pod Uchaniami, również z urzędu w sytuację polityczną.

Antoni Szaszkiewicz zwraca uwagę na niekorzystny rozwój wypadków: Generał Kołyszko został pobity pod Boremlem, wypierany przez dwa nieprzyjacielskie korpusy, wraca do Galicji. Pułkownik Różycki podejmuje decyzję rozpoczęcia walki gdy „silne Powstanie Ukraińskie” pobite zostaje przez korpus moskiewski generała Rotta. „Na koń Wołyńce i niech nasze hasło bojowe ”Sława Bohu” zamiast hura zagrzmi za Bugiem i Bóg sprzyja dobrej sprawie!”. Zanim oddział Jazdy Wołyńskiej dotarł do Międzyrzeca Koreckiego do majątku zacnej rodziny Józefa Steckiego, zwiad na czele z adiutantem pułku zasięgnął języka w miasteczku Kilikijowie o pozycji moskali i o sotniach kozackich, które nieustannie atakowały na drodze przemarszu. Przy okazji można dowiedzieć się jak wyglądała organizacja przemarszu – za oddziałem wojska szła kasa pułkowa, za nią furgony z prochem, wielkie zapasy jagieł (kaszy), słoniny i innego prowiantu, a na końcu fury imitujące ambulanse dla chorych na cholerę. Pod Tyszycą nieprzyjaciel napadł na ostatnie wozy – „rąbali słabych i bezbronnych, lecz kasa i amunicja została uratowana”. Wizyta we dworze Steckich zapewniła oddziałowi pomoc materialną, uzupełnione zostały zapasy żywności.

Na trzęsawiskach Polesia za wspomnianą Tyszycą pułkownik Różycki urządził zasadzkę na Moskali. Na czele szwadronu jegrów stał pułkownik Peters, który zmuszony został do ucieczki. Całkowicie został rozbity pułk strzelców konnych, wzięto 70 żołnierzy do niewoli, sztab i oficerowie wyższej rangi uciekli do Berezyny.

Oddział Karola Różyckiego kroczył w kierunku Kowala. Po drodze zatrzymał się w majątku pana Kaszewskiego, który rozwiązał problem jeńców. Zaopatrzył ich w żywność i pod strażą wysłał w stronę Pińska. Jeńcy otrzymali też ruble na drogę i po szklance spirytusu. Była świadomość, że część uwolnionych jeńców wróci do moskali. Cześć z nich wyraziła chęć służby w szeregach Wołyńców, ale płk Różycki podziękował im słowami: „My mamy dosyć żołnierza swego, o milę stoi nasza artyleria i kilkanaście tysięcy wojska …Wracajcie z Bogiem rozpowiadajcie wszystkim, że my bijąc się za naszą i waszą wolność nienawiści do narodu moskiewskiego nie mamy…”.Po drodze oddział Różyckiego rozwijał się liczebnie. Dołączyli oficerowie Stanisław Worcel, Erazm Zakrzewski i wielu z rozbitych oddziałów.

Hrabia Plater ofiarował oddziałowi z własnej fabryki granatowe i białe sukno na mundury dla 1000 ludzi. Oczekiwano, że Rząd Narodowy wyda postanowienie o kolorze i kroju mundurów.

Ciekawe było spotkanie w Lubomlu w majątku Branickich, gdzie zamieszkiwała babka Branicka z 15 letnim wnukiem Ksawerym. Ów 15 letni hrabia Branicki wysłał podkoniuszego swej babki do pułkownika Różyckiego – „Pan hrabia Branicki wysłał mnie do Jaśnie Wielmożnego Jenerała z zawiadomieniem, że i on chce brać udział w wojnie polskiej” Różycki odpowiedział, że bardzo chętnie przyjmie ale ”a kiedy jest przez babkę zamknięty na pierwszym piętrze i to pod silną strażą…”. Jak dalej mówił koniuszy: „chodzi o to żeby Jaśnie Wielmożny Pan otoczył pałac, jakim bądź zbrojnym oddziałem, a my z młodym hrabią zaciągniemy się wszyscy. Oficyialiści, służba dworska jest gotowa, koni mamy pod dostatkiem!”.

Pułkownik Karol Różycki był potajemnie przyjmowany na salonach przez dawnego Jenerała Wojsk Polskich z 1812 roku gen. Suchowolskiego. Otrzymałem szereg cennych informacji o położeniu obozu Siewierskiego pułku w Uchaniu. Z nakreślonymi szkicami terenu, z oznakowaniem wsi i grobli na trzęsawiskach. Pod Uchaniami Różycki użył podobnego fortelu jak pod Łuckiem, szerząc nieprawidłowe wiadomości o polskim oddziale, który ruszał do Uchania. Doszło tam do starcia z 4 Uralskim Pułkiem Kozaków, który został rozproszony. Zdobyczą oddziału były konie maści kasztanowej, na których Wołyńcy siedzieli do końca wojny.

Autor opowiadania przytoczył dysputę o pułkowniku Różyckim na przyjęciu u generała - gubernatora, którą przekazał mu hrabia Henryk Rzewuski: „podziwiano jego talenta wojskowe, jego nieustraszoną odwagę, która mu pozwoliła z garstką młodzieży przejść pomiędzy licznymi regularnymi wojskami nieprzyjacielskimi z nad Teterewy do Królestwa, wszędzie zwycięsko i wszędzie szczęśliwie, omijając niebezpieczeństwa i myląc nieprzyjaciół…” …Zresztą musiał być niezwykły człowiek, skoro Najjaśniejszy Pan kazał sobie zrobić dokładny plan, jakimi szedł drogami i wiele stoczył bitew w tym swoim marszu do Zamościa.” Hrabia Rzewuski też wspomina, że z polecenia cara jenerał gubernator miał odszukać małoletnich synów pułkownika Różyckiego. Z polecenia jernerała gubernatora Lewaszowa został pojmany najmłodszy syn Karola Różyckiego – Edmund – późniejszy generał Powstania na Rusi i na Wołyniu w 1863 roku. Jako dziecko poddany był procesowi rusyfikacji – ale bezskutecznie.

Będąc sąsiadem Różyckiego w Cudnowie hr. Rzewuski mówi...”do dziś go z uszanowaniem wspominamy, bo to był obywatel rzadkich cnót, tak w prywatnym i publicznym życiu. Żadnej chęci wyniesienia się, żadnej pychy nie miał w sobie, owszem, prostota i wrodzona słodycz charakteru …temu ci go tym chętniej wybrali ziemianie na rozjemcę sporów sąsiedzkich, polubownego sędziego …To świadczy jak wielkie zachowanie posiadał u współobywateli.”

Jeszcze jeden szczegół ze wspomnień o pułkowniku Różyckim – jest to opis powitania Oddziału Jazdy Wołyńskiej przez Generała Chrzanowskiego po dotarciu do twierdzy w Zamościu. „Różycki prowadził szwadrony małym stępem gen. Chrzanowskiego oddał swój oddział pod Jego rozkazy.” Zapytany przez generała o służbę w wojsku „w 2 Pułku Ułanów jako oficer odbyłem kampanię 1812 roku” następnie przedstawił swego adiutanta i zdobycze na nieprzyjacielu. „Niech żyje Chrzanowski, Niech żyje Różycki” brzmiały radosne okrzyki. „Różycki przez cała drogę (do twierdzy) zarzucany był pytaniami jenerała, jechał obok niego i pozyskał go sobie tak, że w Zamościu aż do wymarszu obejść się bez niego nie mógł”.

Z fortecy w Zamościu wyjechały naprzeciw Wołyńcom osobistości z wyższych sfer, którym gen. Chrzanowski przedstawił pułkownika. Wznoszono okrzyki: „Niech żyją Wołyńce, niech żyje ich Dowódca”. Gorąco powitał przybyłych również komendant twierdzy Zamość – gen. Krysiński. „Do Rządu Narodowego wysłane zostały raporty obydwóch jenerałów o wejściu do fortecy pułku Jazdy Wołyńskiej pod komendą Karola Różyckiego”.

Na koniec mała anegdotka o Stanisławie Worcelu – żołnierzu o drobnej sylwetce, ale odważnym i wykształconym, późniejszym pośle z Wołynia, który był jednym z pierwszych, którzy podpisali detronizacje Cara Mikołaja.

Otóż w czasie szarży pod Uchaniami spadł z konia i przesiedział w baraku cała bitwę razem z moskiewskim oficerem dragonów, dając mu propozycję: siedzimy cicho póki się bój nie ukończy …bez jednego żołnierza bitwa obyć się może…”

Opracowała Hanna Różycka na podstawie publikacji Ezechiela Berzewiczego – wydanej w 1878 roku.

Źródło;  http://www.ulan-wolynski.org.pl/biuletyn37.html


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp2.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud4.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 478 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8268714