Rizuny, rezuny, bulbowcy i inne określenia jakie możemy znaleźć w relacjach świadków zbrodni ukraińskich nacjonalistów, dokonanych na cywilnej ludności polskiej Wołynia i Podola, mówią same za siebie.Świadectwa, "ludobójstwa" zawarte w książkach L.Kulińskiej "Dzieci Kresów" i książce W.E. Siemaszków "Ludobójstwo wykonane na ludności polskiej Wołynia w 1939-1945" są już wystarczającym dowodem na zawarte w tytule stwierdzenie. Nadal  jednak napływają relacje ludzi, którzy u schyłku swego żywota z trudem, ale przerywają milczenie i pozbywają się wspomnień o których nie mówili nikomu, a które do dziś nie były w stanie zatrzeć się w ich pamięci.Metody  zabijania przez UPA były niezwykle okrutne i nie wyobrażalnie wynaturzone, aż trudno uwierzyć, że to potrafili robić ludzie! Opisy mordów dokonywanych przez tę organizację mrożą krew w żyłach.Wszystkie wymyślne tortury stosowane za pomocą prymitywnych rolniczych narzędzi, są niewyobrażalne.Jest jeszcze inne wstrząsające zjawisko, o którym rzadko się mówi. Stosunek upowców do ludzkich zwłok. Ciała swoich ofiar często zakopywali w gnojowiskach, śmietniskach, czy po prostu rzucali do studni.Na porządku dziennym było straszliwe pośmiertne okaleczanie ofiar, czasem nie do opisania.Tyle tytułem wstępu do głównego tematu.Walkę o pamięć i prawdę dotyczącą Wołynia trzeba prowadzić na wielu frontach.Obecnie pojawiło się poważne zagrożenie w postaci G.Motyki jako kandydata do IPN-u.

Historyk ten choć przyznaje, że UPA jest odpowiedzialna za zbrodnie na polskiej ludności  cywilnej  to gloryfikuje tę formację. Traktuje ją jako organizację narodowowyzwoleńczą, porównując z  Armią Krajową. W sprawie  "ludobójstwa" Motyka zmienił  zdanie, ewoluował. Ostatnio mówi już o ludobójstwie, czego wcześniej konsekwentnie unikał, używając rozmaitych eufemizmów, takich jak konflikt czy akcja antypolska. Słowo ludobójstwo nie znalazło się również w tych nieszczęsnych, fatalnych Tekach edukacyjnych IPN dla  nauczycieli, które są jego dziełem.

Grzegorz Motyka niewątpliwie jest ekspertem w sprawach ukraińskiego nacjonalistycznego podziemia w czasie II wojny światowej i po niej. Posiadł może wiedzę w tym zakresie wśród polskich historyków, ale poważnym problemem jest to, co robi z tą wiedzą, jak ją interpretuje i jakie wyciąga z niej wnioski.Czasami mam wątpliwości czy to aby polski historyk?W tej sytuacji tak ważne jest pytanie;  czy dr hab. Grzegorz Motyka powinien zasiadać w Radzie IPN. Kandydaturę Motyki skrytykowały organizacje kresowe i patriotyczne. Dlaczego? Ano istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że na stanowisku tym będzie on miał poważny wpływ na działalność badawczą i edukacyjną instytutu w kwestiach polsko- ukraińskich. Efektem może być zatarcie różnic między katem i ofiarą. Mordercy Polaków mogą być gloryfikowani. nie tylko na zachodniej Ukrainie. Do tego, nie można za wszelką cenę dopuścić.  Prof.Józef Wysocki z Wrocławia wyjaśnił dość obszernie co zawierają zafałszowane "Teki edukacyjne.Stosunki polsko -ukraińskie 1939-1947" autorstwa Grzegorza Motyki. 
To co możemy w jego opracowaniu przeczytać jest porażające i wyraźnie skreślające autora "Tek" z listy obiektywnych badaczy polskiej historii.
Zresztą i bez tych nieszczęsnych  opracowań Motyka  zyskał opinię gloryfikatora UPA.Poplecznik bandytów, morderców i katów polskiej ludności nie może zasiadać w IPN, bo to byłaby hańba!