Napad Niemiec hitlerowskich na Polskę w dniu 1 września 1939 roku na Rudni przyjęto w miarę spokojnie. Ludzie wierzyli, że przy pomocy sojuszników z Zachodu: Francji i Anglii, szybko pokonamy Niemców. Jednak w miarę rozwoju sytuacji i przesuwania się działań wojennych na wschód, a także daremnego oczekiwania na pomoc aliantów - nadzieja na zwycięstwo malała. Gdy przez Rudnię zaczęły przewalać się ogromnie gromady cywilnych uciekinierów: samochodami, zaprzęgami konnymi, rowerami, wreszcie pieszo - powiało prawdziwą grozą .

Tłumy te oraz cofające się drobne oddziały wojska dążyły na północ przez Kołki i Maniewicze. Mówiono, że uciekają przed Niemcami w pińskie błota, gdzie bezpiecznie będą oczekiwać końca wojny. Z radia w szkole ludzie dowiadywali się o sytuacji na froncie. Niestety, wieści nie były pomyślne, ale życie codzienne musiało toczyć się dalej i nawet w stanie wojennym wymagało pracy i porządku. Ludzie pracowali więc jak zwykle w polu - zaczął się bowiem okres jesiennych prac: kopanie ziemniaków, orki i siania zbóż ozimych. Dzieci, jak zwykle, poszły do szkół, kupcy w Kołkach otwarli sklepy. Pozory normalności ...  W niedzielę 17 września 1939 roku nad Rudnią zawarczał samolot. Nie był to jednak polski samolot. To był dwupłatowiec z czerwonymi pięcioramiennymi gwiazdami na skrzydłach. Krążył na niewielkiej wysokości rozrzucając białe kartki papieru. Pozbierane przez dzieci - okazały się sowieckimi ulotkami, w których nieudolną polszczyzną zawiadamiano ludność o wkroczeniu na wschodnie ziemie polskie Armii Czerwonej w celu wyzwolenia robotników i chłopów Zachodniej Ukrainy i Białorusi od ucisku polskich panów. W ulotce nawoływano do bicia panów i oficerów, rozbrajania żołnierzy polskich i poddawania Armii Czerwonej, a także do nieposłuszeństwa wobec polskich władz. Lekcje w szkołach zostały zawieszone do odwołania. W Kołkach policja polska znikła, urzędy gminne zostały zamknięte. Ludność rusińska - Ukraińcy oczekiwali na wejście Sowietów z radością i nadzieją , że oto przy ich pomocy powstanie wreszcie wymarzona Samostijna Ukraina. Ludność polska przygotowywała się na najgorsze co, niestety, wkrótce się spełniło. Nadzieje Ukraińców rychło się rozwiały: żadnych rojeń o samostijności. Będzie Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka (USRR) i koniec. Obawy ludności polskiej okazały się realne. Okupant sowiecki zaczął rządy twardą ręką wg ustalonych już w ZSRR stalinowskich metod. Przede wszystkim zorganizował w dniu 2 grudnia 1939 roku referendum /tzw. głosowanie/, na którym /oczywiście!/ 99,98 % mieszkańców Zachodniej Ukrainy opowiedziało się za włączeniem jej do istniejącej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Taki był wynik głosowania przy 100 procentowej frekwencji! W ten oto sposób wszyscy mieszkańcy zajętych przez Armię Czerwoną ziem polskich stali się, bez względu na narodowość - obywatelami ZSRR. Następnym ważnym aktem władz sowieckich było przesiedlenie wrogów Związku Radzieckiego w głąb ZSRR. Do wrogów zaliczano wszystkich niemal urzędników państwowych /nawet woźnych i gajowych/, policjantów, oficerów i podoficerów zawodowych i rezerwy, osadników wojskowych, a nawet potomków polskich zesłańców na Sybir, którzy po I wojnie światowej powrócili do Polski. W Rudni w przysiółku Perejma właśnie osiedliło się kilka takich rodzin sybiraków m.in. Tołstikowie, Wasilewscy, Augucewiczowie, Jałowieccy. Ich to w lutym 1940 roku, w okresie tęgich mrozów, wywieziono na białe niedźwiedzie - jak wówczas określano miejsca zsyłki. Dla rudeńskich sybiraków miejscem zesłania były tajgi w okolicy Archangielska, gdzie pracowali na tzw. lesopowale t.j. przy wyrębie lasów za głodowe przydziały nędznej żywności, bez żadnej nadziei na odmianę losu. Niewielu z tych zesłańców lesorubów doczekało końca wojny i powrotu do Polski ... Kolejną decyzją władz sowieckich było wymierzenie dla każdego nowego obywatela USRR obowiązkowych dostaw produktów rolnych i świadczeń w robociźnie. Każdy posiadacz gospodarstwa rolnego został zobowiązany do odsprzedaży w punktach skupu określonej ilości zbóż, trzody chlewnej, bydła i mleka. Ceny dostarczonych produktów były urzędowe czyli prawie symboliczne. Nałożono także obowiązek pracy na rzecz organizacji i instytucji państwowych. Posiadacze koni lub wołów musieli przepracować określoną ilość godzin przy wywózce drewna z lasów, budowie lotniska wojskowego w Kołkach, naprawie dróg i.t.p. Ci, którzy nie posiadali tzw. sprzężaju - mieli wyznaczoną ilość godzin pracy /trudodni/ z piłą, siekierą lub łopatą. Nie wywiązywanie się z nałożonych obowiązków automatycznie kwalifikowało do kategorii wragow Sowieckogo Sojuza, a co to oznaczało każdy już wiedział - łagry, a w najlepszym przypadku - wywózka na Sybir.  Już wiosną 1940 roku rozpoczęto przyśpieszoną kolektywizację wsi. Najszybciej kolektywizowano zwarte wsie, co dotyczyło głównie ludności ukraińskiej. Można sobie wyobrazić nienawiść dość zamożnego chłopstwa ukraińskiego do tych bolszewickich porządków! Z dnia na dzień zmieniali się z tzw. kułaków czyli wiejskich bogaczy , w uprzywilejowanych biedniaków, na których opierały się władze sowieckie. Rudnię trudno było skolektywizować bez inwestycji. Brak było niezbędnej, nawet skromnej bazy: budynków nadających się na obory, chlewy, stajnie, stodoły czy inne budynki gospodarcze. W tych okolicznościach mieszkańcy Rudni byli w trochę lepszej sytuacji, niż sąsiednie wsie ukraińskie: Sitnica, Starosiele czy Buhaje. Jak gospodarowano w tych kołhospach (to z ukraińskiego skrót nazwy takiego gospodarstwa kołektywnoho hospodarstwa) - wiadomo, jak na nieswoim. Ilustrowały to nawet ukraińskie przyśpiewki (za które można było trafić do łagra):

 

 

A w kołhospie dobre żyt'

Diesiat' robyt', sto leżyt'

A jak sonce prypycze

To i diesiat' tych wtecze.

 

Lub inna:

 

A w kołhospie charaszo,

Tylki isty ne ma szczo.

Ny korowy, ny swyni,

Tylki Stalin na stini.

Fragment: szkicu wspomnień byłego mieszkańca Rudni którego autorem jest mgr Bolesław Szpryngiel

http://www.nawolyniu.pl/wspomnienia/rudnia.htm

Wstawił :Bogusław Szarwiło