Hilaria Głowacka z Dunajskich i Teresa Ostrowska z Kalińskich jako dzieci doświadczyły okrucieństw wojny. Wspomnienia tego co przeżyły w kwietniu i maju 1944 roku w Kowlu są w artykule "Koszmary z dzieciństwa". Pamiętają obie jednak i inny Wołyń na którym spędziły krótki okres spokojnego, bezpiecznego i radosnego dzieciństwa. Dzięki takim wspomnieniom Wołyń jest miejscem za którym się tęskni a zapamiętane koszmary wojny nie zmniejszą tej tęsknoty.

Fragment wspomnień Hilarii Głowackiej z Dunajskich.

/O Starej Dąbrowie k. Hołub/

Ojciec lubił bardzo polować i większość czasu spędzał na polowaniach niż na pracy w domu czy polu. Nie wiem ile mieli ziemi, ale wiem, że w późniejszych czasach jak zaczęły się mordy Ukraińców , zaliczany był do kułaków przewidzianych do wywozu na Syberię. Stary dom, który kupili rodzice był bardzo zaniedbany – zamiast podłogi było klepisko. Kąpali się w ogromnej drewnianej balii do której mama wlewała parę wiader grzanej w garach wody. W niedługim czasie rodzice zbudowali nowy dom, co było niemałą zasługą mojej mamy.

Jak przez mgłę pamiętam dom pobielony na biało, zabudowania gospodarskie i długą drogę prowadzącą do naszego lasu zwanego berwami. Wokół były rozległe łąki a na wiosnę ogromne rozlewiska po srogich zimach na których żółciły się niezliczone ilości kaczeńców i bieliły się zawilce. Był też wykopany specjalny duży staw – myślę że był zarybiany . Nie wiem dlaczego, ale pamiętam zawsze słońce i błękitne niebo i po deszczu tęczę. Po deszczu lubiłam z siostrą bosymi nogami pląsać po kałużach. Pamiętam też jak pod wieczór zachodziło słońce i schodziło bydło z pola  a z kominów chałup (bo tak trzeba je nazywać) strzelał w niebo słup dymu, co wskazywało na to, że gospodynie gotują kolację. Ja zapamiętałam zacierki na mleku. Od tamtego czasu nigdy nie jadłam tak pysznych zacierek. Pamiętam też wyprawy z bratem Remigiuszem do lasu , gdzie w mokradłach wdrapywało się na drzewa żeby zerwać bazie.

Kiedy nadszedł mój czas szkoły, pamiętam że była w domu nauczycielka, Stanisława Musiałówna, która uczyła czytania i pisania oraz niemieckiego i pisania gotykiem. Brat i siostry moje chodziły do miejscowej szkoły, w której uczyli się i Polacy i Ukraińcy. Był to czas kiedy wszyscy żyli zgodnie. Tuż przed wojną moja siostra Regina pojechała do Wilna do wujka Kazika Rolki i tam zaczęła chodzić do gimnazjum. Opowiadała jak mama wsadziła ją do pociągu prosząc obcych ludzi w wagonie żeby się nią zaopiekowali w czasie podróży. Ludzie ci poczęstowali ją pomarańczą. Mówi , że wówczas pierwszy raz jadła pomarańcze. Zimy w tych rejonach były srogie. Pamiętam jak wykopywane były czasami dwu metrowej wysokości tunele, którymi przemieszczało się do zabudowań gospodarskich. Dla dzieci była to ogromna frajda, ale złe strony też się pojawiały . W domu było bardzo zimno, a na szybach mróz malował wspaniałe kwiaty. Wtedy dzieci najczęściej zostawały pod pierzyną. Czasami też chuchały w zamarzniętą szybę, żeby zobaczyć co się dzieje na podwórzu. Pamiętam takie zdarzenie jak z bratem i mamą wybrałam się do lasu po choinkę. Był duży śnieg. Płynął mały strumyk ,którego nie mogłam przeskoczyć. Mama chciała przerzucić mnie bratu na drugi brzeg. Byłam jednak ciężka i wrzuciła mnie w sam środek wody. Zanim doszliśmy do domu zamieniłam się po drodze w sopel lodu. Mimo różnych przeciwności – okres ten wspominam jako lata szczęśliwe i beztroskie. Aż nadszedł czas okrutny mordów przez Ukraińców.

 Fragment wspomnień Teresy Ostrowskiej z Kalińskich.

/O kolonii Radomle k. Kowla/

Dzieci swe wczesne dzieciństwo miały ciche i bezpieczne. Na wakacje jeździło się do Dziadków na Radomle. Z wielką niecierpliwością wypatrywało się przez okna przyjazdu Dziadka z końmi i furmanką, na której zawsze już były dwa siedzenia dla wygodnej jazdy. Dziecko, które siedziało przy Dziadku, zawsze mogło liczyć, że w czasie drogi dostanie, choć na chwilę lejce do ręki i pocmoka na konie. Niezapomniane przeżycia!

Przemiłym też wspomnieniem jest wielka drewniana balia pełna ciepłej wody nagrzanej słońcem stojąca przed domem Dziadków tuż przy żółtym piasku, gdzie można było bawić się do woli. Obok domu był duży sad, dokąd biegało się po smaczne wiśnie, z których sok spływał po rękach aż do łokci. Wokół domu biegła scieżka, którą się przemierzało w obie strony: do zabudowań gospodarczych (jeśli się stało na progu to w lewo) i do furtki (w prawo wzdłuż domu), prowadzącej do drogi wiodącej do kuźni Wujka Józka, skąd słyszało się od rana kucie młotem i dokąd latało się, by dąć w miechy i godzinami słuchać barwnych opowieści Wujka, który był wspaniałym narratorem, nie miał sobie równych w całej rodzinie. Tą samą drogą biegło się dalej wzdłuż ziemi Dziadka do traktu prowadzącego w lewo i prawo przez całą wieś. Na trakcie zbierało się różne kolorowe kamyczki, które zachwycały oczy. Prosto dalej w górę szło się do niedużego cmentarza żołnierzy austryjackich poległych w czasie I wojny światowej. Ziemia Dziadka ciągnęła się jeszcze dalej.

 
Dom miał dwoje wejściowych drzwi: od frontu – w stronę głównego traktu przez wieś i od strony sadu, ogrodu i zabudowań gospodarczych. Między częścią z sadem i ogrodem a gumnem była studnia z żurawiem, sięgającym nieba. Dzieciom nie wolno było do niej się zbliżać! Przy studni od strony zabudowań gospodarczych stało duże koryto do pojenia zwierząt. Woda była zawsze lodowata i pyszna. Musiała być głęboka ta studnia! Przez podwórko biegło się do drabinki wiodącej na pięterko drewnianego budynku z sianem, wspinało się na górę, wciągało się głęboko w płuca wszystkie wonie rozlicznych ziół, a potem po drugiej stronie zjeżdżało się przez otwór do sieczkarni. To było bardzo przyjemne, oby tylko nie ściągnąć za dużo siana przy zjeżdżaniu! Dziadek tego nie lubił, ale nigdy na nas nie krzyczał. Byliśmy z Romkiem najstarszymi wnukami i kochaliśmy Go bardzo. Czasem udało się nam pokręcić za rączkę wielkie koło sieczkarni, ale ja musiałam stawać na palcach. Cięło się koniczynę…
Trzeba było przebiec przez całe wielkie podwórze wzdłuż obory i stajni, po przeciwnej stronie stodoły, by dostać się do dużej bramy i na krótką już drogę wiodącą do domu i zabudowań Wujka Antosia i Wujenki Meli. Zawsze się tam dostawało coś pysznego do przekąszenia, choć niby dzieci nie miały apetytu! Dom był nowy i piękny, stał po lewej stronie podwórza. Na podwórku, blisko domu rosło kilka wysokich drzew, które miały tak wysoko swoje gałęzie, że nie zapamiętałam, jakie to drzewa. Może sosny? Między nimi stała kuchenka, na której w lecie gotowało się różne smakołyki. Stał stolik i ławki, na których siadała „jaskółka na drucie” – jak mawiał Wujek Antoś. To byłam ja, bo stale kręciłam się koło Wujostwa. Wujenka była młodziutka, nie mieli początkowo dzieci. W pobliżu kuchni znajdowała się studnia, ale bez żurawia, wodę ciągnęło się wiadrem kręcąc korbą, łańcuch nawijał się na wał. Po latach trzeba było bardzo uważać na Tereskę i Heniusia, bo byli jeszcze mali. Czasami chodziło się z Wujenką do Soleckich, gdzie była zawsze serdeczna i uśmiechnięta Ciocia Monika, a także mała Wala i Heniek. Przy tym jednak groźne i wielkie gęgające gęsi z trzepoczącymi skrzydłami, a przy nich jeszcze groźniejsze i budzące przeraźliwy strach syczące gąsiory. Tych się nigdy nie uda zapomnieć!


W prawo od zabudowań Antosiów była dębina z ogromnymi dębami sięgającymi chmur i wśród nich jeden z huśtawką na długich linach. Wszyscy biegaliśmy tam, by się pohuśtać. Biegała tam i Hela, czasem ze swoimi koleżankami i kolegami, rzadziej Tadzio, bo nie miał czasu na zabawę. Tuż za kieratem, który był za stodołą od strony dębiny, znajdowała się sadzawka, do której się nie wchodziło, bo wierciły się w niej wrogie pijawki. Za to biegało się dokoła wypatrywało, gdzie najbezpieczniej. W dębinie po ciepłym letnim deszczu taplało się na bosaka w powstałych kałużach. Było to szczególnie przyjemne. Oboje z Romkiem uwielbialiśmy tę rozrywkę.
Za dębiną – o kawałek drogi dalej – znajdowała się olszyna i druga sadzawka. Nie były jednak tak ulubione jak dębina ze swoimi atrakcjami. Za olszyną i polem był już las zadybski. Dzieciom tam nie wolno było chodzić, a my byliśmy posłuszni.


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp3.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud2.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 1844 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
7766559