WŁADYSŁAW MALINOWSKI Z KOL. AUGUSTÓW GM. KISIELIN!

"O tym co panu opowiem powinien wiedziec cały swiat - każdy człowiek, a przeważnie Polacy - synowie córki, wnuki, prawnuki, 
każdy Polak. O tym nie wolno nigdy zapomniec, pomimo, że historia milczy o tej strasznej zagładzie rzeszy Polaków za Bugiem, z Wołynia, jego 
eksterminacji - kompletnego bestialskiego wymordowania - rzezi najprymitywniejszej, dokonanej przez Ukraińców. Świat zna jedną 
eksterminację ludzi - Żydów przez Niemców i o tem głosno krzyczy. Drugą taką eksterminacją ludzi - Polaków - w skali światowej, była eksterminacja ludzi narodowości polskiej - nieopisane ich mordy na  ziemiach wschodniej Polski, (...) o której cicho, nic się nie mówi.
Ja, który przeżyłem to piekło i widziałem na własne oczy, bedę krzyczał - może ktoś usłyszy - opublikuje, rozpowie, że każdy 
kawałek ziemi nazwanej obecnie Ukrainą jest znaczony Polską krwią i na każdym jej skrawku leżą polskie kości.
Przed lipcem 1943r. chodziły pogłoski, że Ukraińcy mają wybijac Polaków, mordowac. Ludnośc polską - kobiety, dzieci i starcy oraz 
młodzeż - pod koniec lipca 1943r. spakowała się na wozy, ludzie zabierali tylko żywnośc, w wszystko poza nią pozostawili. Na drodze 
w miejscowości Chrostów, w dzień wyszło trzech Ukraińców z rkm i zatrzymali kolumnę wozów i zaraz zaczęli strzelac do ludzi i koni - 
zabili jedną osobę, (...) ranili mojego teścia Kaniczuka Pawła, który pozostał z zabitymi, mocno okrwawiony - później został zabrany 
ale za tydzień zmarł. (...) Z wozu zdjęli dwuletnie dziecko, jeden z Ukraińców strzelił mu w ucho - zabił. Dopiero wtedy z matką dziecka podnieslismy straszny wrzask. Ukraińcy przestali strzelac i zaczęli  pytac się - Kydy wy jedzieta - powiedzieliśmy, że jedziemy do Włodzimierza a oni kazali nam wrócic do swoich domów. W tym czasie  niedaleko paliła się duża wieś - duży ogień był przed nami. Myśmy zawrócili a młodzeż - młodzi mężczyźni i kobiety - w trakcie  strzelaniny uciekli pomiędzy olchy i bagna w kierunku Włodzimierza.
Za kilka dni Ukraińcy przysłali kartke pisaną po polsku, azeby się nie bac, sprzatnąc zboże z pola, nic nikomu się nie stanie. Myśmy 
zboże pokosili i częściowo zwieźli do stodół. Przy końcu sierpnia w  dzień usłyszeliśmy krzyki, piski, wrzask, słowa "O Boże, o jej , ratunku", od strony Władysławówki.

Czytaj więcej...

Krwawą niedzielę przeżyła Rudnia Lwa w nocy z 22/23 maja

Józef Lech był protoplastą rodu, który wywodzi się ze Żmigródka, bo tutaj osiedli, zorganizowali sobie życie, wydali potomstwo I tutaj nadal, mimo rozproszenia po całym świecie, w większości do dzisiaj mieszkają. Przyszedł na świat jako jedno z siedmiorga dzieci Jana Lecha i Teresy z domu Faber.  Matka była z pochodzenia Niemką nadwołżańską  i pochodziła ze służby w majątku ziemskim Anny Wald, właścicielki połaci ziem, łąk, lasów oraz tartaku, młyna i kopalni bazaltu oraz zakładu kamieniarskiego. Wielu Ukraińców latami dzierżawiło ten majątek, inni wraz z Polakami pracowali we wspomnianych zakładach, dzięki czemu poziom życiowy okolicznych mieszkańców był wyższy od przeciętnej średniej na ówczesnym Wołyniu. Anna Wald wyjechała z Rudni Lwy po wkroczeniu doń Sowietów po 17 września 1939 roku. Jak wspomina Jan Rudnicki, żołnierze znalazłszy we dworze radio, powiesili je na drzewie i urządzili sobie na dziedzińcu pałacyku pijacką zabawę. Widząc, że najbliższy bieg historii nie będzie prawdopodobnie dla niej najłaskawszy, powierzając obowiązki doglądania majątku zaufanej powierniczce, zdecydowała o wyjeździe do Czechosłowacji, najprawdopodobniej do Trutnova, gdzie zamierzała przeczekać wojnę. Była panią światłą oraz lubianą przez miejscową ludność, szerzyła oświatę, organizowała ochronkę i pomoc dla najbiedniejszych. Z jej otoczenia wywodziła się więc urocza Teresa, w której zakochał się dworski robotnik leśny, postawny i przystojny Jan Lech, który poślubił ukochaną na przełomie, a właściwie pod koniec XIX wieku . Sam pochodził z wielodzietnej rodziny Lechów, spokrewnionych przez lata z większością rodzin zamieszkujących tę, oraz okoliczne leśne osady, położone wśród rozległych równin, pokrytych lasem, trawą, przecinaną traktami oraz, wybudowaną w 1921 roku linią kolejową Rokitno – Lewacze – Moczulanka. Krainą obficie oblewaną ciemnymi wodami rzeki Lwy, które osadzały na dnie oraz okolicznej roślinności czerwonoceglasty nalot, dowód na inne bogactwo tej ziemi – rudę żelaza. Z tego powodu ziemia, choć mało żyzna, swoim bogactwem dzieląc się z ludźmi, dawała im zajęcie, znośny byt i w miarę beztroskie życie aż do wybuchu II wojny światowej. Kampania wrześniowa ominęła, z racji oddalenia, schowaną w lesie Rudnię Lwę, ale już nie uchroniła przed wkroczeniem Sowietów, którzy 17 września, po zajęciu dworu oraz ustanowieniu administracji, w miarę zgodnie bytowali przez okres popasu. Odległość Rudni od dawnej granicy ze Związkiem Sowieckim była niewielka, ok. 50 km, dlatego wkroczenie wojsk najeźdźcy nastąpiło już w pierwszym dniu zdradzieckiej agresji.

Czytaj więcej...

Na własne oczy widziałem... Nie strzelali, tylko rąbali

Rzeszowszczyzna, miejscowość Jeżowe. Tu na świat przyszedł Józef Bednarz (rocznik 1931). Był trzecim dzieckiem Walentego i Anny z domu Pikuła. Najstarszy Feliks miał wtedy pięć latek, Maria - dwa. Rok później rodzina przeniosła się do Nowego Małyńska na Wołyniu, gdzie Polacy osiedlali się coraz chętniej Nowy Małyńsk, osada na obrzeżach Małyńska. 35, może 40 rodzin. Razem z Bednarzami przybyli tu Pikułowie: dziadkowie Stanisław i Józefa z synami Franciszkiem i Jerzym. Zamieszkali po sąsiedzku. Bednarzowie mieli spore gospodarstwo. - Ziemi to chyba 30 hektarów, tam i lasku trochę było - opisuje pan Józef. - Ojciec robił wozy, bryczki. Fachowiec był. Mama zajmowała się domem. A dom ojciec postawił ładny, z drewna. Zadaszenie nie było ze słomy, tylko z desek. I ganeczek był. Wewnątrz podłoga z desek. Po prawej stronie kuchnia, po lewej duży pokój, dalej dwa mniejsze. W kuchni piec wymurowany, można było się położyć, cieplutko było. Podwórko, studnia, za studnią stajnie, stodoła.. - Krów było chyba dziesięć. I pastuch do nich, Ukrainiec. Dwa konie, sześć świnek. Dużo kur było, gęsi, kaczki - wylicza pan Józef - Ogródek ogrodzony. Śliwy, jabłoń, czereśnie, wiśnie. Żyto, pszenica, owies dla koni. Tam wszystko rosło bez gnoju, ziemia dobra była. A za stodołą mieliśmy takie jeziorko nieduże, to i ryby się łapało. Ładny teren. W Nowym Małyńsku urodziła się Helena (rocznik 1933), czwarte dziecko Bednarzów. W domu biedy nie było. - Mleko mieliśmy, śmietanę, twarogi się robiło. Świnię zabiliśmy, nasoliło się, nawędziło, na strychu mięso się wieszało. Ja to najbardziej lubiłem, i do dziś lubię, coś wędzonego dobrego, taki boczek chudy - pan Józef wspomina smaki dzieciństwa. Walenty Bednarz wynajął plac sąsiadowi o nazwisku Domański, a ten otworzył tam sklep. - Jajka skupował, cukierki woził - opowiada pan Józef. - A za Domańskim mieszkał sąsiad, co miał maszynę do koszenia. Myśmy bardziej nowocześnie żyli, bo Ukraińcy to całą rodziną na jednym łożu spali. Do szkoły, która mieściła się między Nowym Małyńskiem a Małyńskiem, mały Józio poszedł przed wojną. Zresztą po wybuchu II wojny światowej niewiele w tej kwestii się zmieniło: dzieci uczyły się i „za Ruska”, i „za Niemca”. - U nas nie było żadnych walk, bombardowań. Jak weszli Rosjanie, to wybierali bogatych i wywozili na Syberię. Od nas też parę rodzin. Kazali ubierać się i wywozili. Nie wiem, dlaczego - przyznaje pan Józef. W czasie wojny na świat przyszły Teresa (rocznik 1941) i Eugenia (1942) - piąte i szóste dziecko Bednarzów. Wtedy jeszcze nikt nawet nie podejrzewał, że wkrótce trzeba będzie uciekać z Nowego Małyńska...

Czytaj więcej...

Franciszek z Daniłówki przeżył piekło na ziemi

Dla rodziny pana Franciszka tragicznie zakończył się poranek 13 maja 1943 r. Młody Franciszek był z siostrą na pastwisku, blisko zgliszczy domu swojej cioci, gdzie pasły się krowy. W godzinach południowych wyłonił się z lasu powóz konny, a na nim kilku mężczyzn uzbrojonych w karabiny. Jeden poszedł za chłopcami pasącymi bydło i konie, drugi chodził po domach zamieszkałych przez Polaków i zbierał ich – niby do sołtysa. Jego matka z dwójką braci uciekła do lasu. Ci, którzy byli na pastwisku, kiedy zobaczyli, co się dzieje, pobiegli na wzniesienie, na którym stała mała kapliczka prawosławna.

– Po niedługim czasie usłyszeliśmy dosyć głośne pojedyncze strzały z karabinu. Gdy nastała dłuższa cisza, zeszliśmy z góry w kierunku domu. Naprzeciw ogrodu, na drodze, ujrzeliśmy coś strasznego. Zakręciło się nam w głowach, a w sercu poczuliśmy ból i ucisk. Ogarnęła nas rozpacz. W kałuży krwi leżały bezwładnie ciała naszych rodzin i sąsiadów. Ciotka Krasicka była poważnie ranna w klatkę piersiową. Zdołała jeszcze w przytomności opowiedzieć nam o zbrodni, jakiej dopuścili się banderowcy (...) Zamordowani zostali Stanisław, ojciec pan Franciszka, jego 16-letnia siostra, 3-letni brat, dwaj bracia ojca z rodzinami, a pod wieczór zmarła ciotka Krasicka. Egzekucji dokonał Ukrainiec, który rozstrzeliwał ich pojedynczo. Pierwsza kula ugodziła siostrę F. Przytomskiego w głowę, która została rozszarpana przez pocisk, zaś prawa noga naderwana przy podudziu.

Siostra trzymała na ręku 3-letniego braciszka Andrzeja. Następna kula ugodziła go w skroń, a ojcu przeszyła serce, głowę i stopę. Po tych wydarzeniach członkowie rodziny pana Franciszka, których oszczędził los, zdecydowali, że muszą uciekać. Początkowo doszli do Krynicy, gdzie pracowali w polu, by zarobić na kawałek chleba. Po dwóch miesiącach, na początku września 1943 r. wyruszyli do Krzemieńca. Na początku 1944 zapowiadano nadejście ofensywy z frontu radzieckiego. F. Przytomski, jego brat Adam i przyjaciel Władysław Kowalski zostali wytypowani do transportu do Guberni Polskiej, czyli Małopolski. Krótko przed Wielkanocą 1944 r. dojechali do Krakowa. Zostali umieszczeni w domu sióstr zakonnych. Po zakończeniu wojny przewieziono ich do Państwowego Domu Dziecka w Czerniejewie (pow. gnieźnieński). Pana Franciszka powojenne losy sprowadziły do Nowej Soli. I tu mieszka do dziś.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp10.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud15.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 3666 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
7755331