Wracam myślami do mego Wołynia

  Urodziłam się 24.12.1934 r. w Komaszówce  pow. Dubno , woj. Wołyń  ( Ukraina).Rodzice moi byli rolnikami. Oprócz tego ojciec pracował jako młynarz u Żyda Benza we wsi Ubowo. Matka Pracowała na  8- hektarowym gospodarstwie ,  zajmowała się domem, wychowywaniem mnie. Do ósmego roku życia byłam jedynaczką. Doczekałam się  brata, którego z przyjemnością niańczyłam, był moją zabawką. Mieszkaliśmy na tzw. Chutorze, do najbliższej miejscowości  Lubomirki składającej się z kilku domow i tartaku było 1,5 km.  Mimo że nie miałam koleżanek ani zabawek, to byłam  szczęśliwa , bawiąc się ulubionym kotkiem i szmacianymi lalkami uszytymi przez babcię. Rodzicie moi byli mieszanym małżeństwem. Matka była Polką, a ojciec miał korzenie niemieckie. Kiedy wybuchła II wojna światowa , miałam 5 lat. Zapamiętałam tylko , jak po jasnym, lazurowym niebie poruszały się samoloty niemieckie, rzucając ulotki. Ojca mego zmobilizowano – poszedł rano, a do domu  wrócił wieczorem. Już była za późno, rząd polski uciekł do Rumunii. Zapamiętałam też moment, kiedy we wsi pojawiło się wojsko rosyjskie- to okupacja. Trwała niedługo. Wszelkie bieżące wiadomości nie były dostępne. Brak prasy, radia- byliśmy odcięci od świata. Żyliśmy skromnie ,ale chleb był zawsze. Poza tym matka natura żywiła. Nastały czasy o wiele gorsze, kiedy to na terenie Wołynia pojawiły się bandy UPA. Początkowo zasięg ich  „działań” był niewielki. Zaczęło się od pojedynczych ataków na rodziny – palenie domów, grabienie mienia, aż po najgorsze mordy. Z każdym miesiącem agresja band nasilała się. Napadali w biały dzień, palili całe wsie, ludzi spędzali do kościoła. Pamiętam dzień, straszny dzień- o godz. 15 zaczęły bić dzwony w sąsiedniej wsi, Kiryłówce, na niebie ukazała się krwawozłota łuna, zaczęły wyć psy , ryczeć krowy , dzieci płakały, kto żyw – uciekał. Bandyci nie oszczędzali starców ani dzieci. W bestialski sposób, żywcem rzucali niemowlęta do mrowiska. Ludzi starszych, kobiety potrafili przybijać gwoździami do drzew ( krzyżować) i skazywać na powolne konanie.

Czytaj więcej...

Pozostały zdziczałe grusze, jabłonie, śliwy i bzy ...

Teresin to była mała wioska, w gminie Werba, położna około 10 km od Włodzimierza Wołyńskiego. Większość, z 300 mieszkańców stanowili Polacy. Jedynie kilka rodzin było ukraińskich. W Teresinie mieszkał też Żyd. Był właścicielem tartaku i zatrudniał okolicznych chłopów. 
Pięcioosobowa rodzina Bojków mieszkała w środkowej części wsi, naprzeciwko szkoły. W nowym domu krytym blachą, obszerną kuchnią, z podłogami wyłożonymi deskami.
- Powodziło nam się nie najgorzej - wspomina 78-letnia Rozalia Wielosz, wołynianka dziś mieszkająca w Nabrożu gm. Łaszczów. 
Stefan Bojko (ur.1900 r.) ojciec pani Rozalii był legionistą. Pochodził z Ludwipolu, wsi w połowie polsko-niemieckiej leżącej nieopodal Teresina. Tam od pokoleń mieszkała rodzina Bojków. Józef, ojciec Stefana był gajowym. Miał sześcioro dzieci: pięciu synów i córkę. Stefan był najstarszy. W rodzinnym domu powtarzano historię, że po śmierci ojca, osiemnastoletni Stefan wstąpił do wojska, a swój żołd przesyłał do domu na utrzymanie matki i młodszego rodzeństwa. 
Mama pani Rozalii miała na imię Stanisława. Jej rodzice Anna i Jan Jankowscy sprowadzili się do Teresina w latach 20 tych ubiegłego stulecia, z miejscowości Skała pod Ojcowem. Jan Jankowski za pieniądze zarobione w fabryce kupił na Wołyniu spory kawałek ziemi. Mieli piątkę dzieci: Stanisławę, Marię. Edwarda, Bolesława i Romualdę, zwaną w domu Romcią. 
- Nas w domu było pięcioro. Oprócz rodziców miałam brata Edwarda starszego o 4 lata. Siostrę Janinę urodzoną w czasie wojny, młodszą od mnie młodsza o 6 i pół roku. Opiekowałam się nią, kiedy rodzice pracowali w polu. Nosiłam ją na plecach a ona wołała: „Lula, lula", czyli Rózia.

Czytaj więcej...

Mojego dziadka wspomnienia z Wołynia…

Do domu dziadków przyjeżdżam rzadko. Jest to spowodowane tym, że od kilku lat mieszkam za granicą. Za każdym razem jednak odczuwam nieopisaną radość przed odwiedzinami rodzinnego domu. Nie inaczej było i tym razem, zwłaszcza, że nadchodziły święta Bożego Narodzenia.            Po długiej i wyczerpującej podróży stoję w progu miejsca, z którym jestem związany od najmłodszych lat. Na samym wejściu uderza mnie olbrzymie ciepło bijące z kuchennego pieca. Dziadek za nic ma sobie uwagi o tym, że jest za gorąco. Zapewne nadal doskonale pamięta czasy gdy mroźną zimą jako kilkuletni chłopiec musiał z sankami wyruszać do lasu w poszukiwaniu drewna na opał. Nie bez powodu też jego podwórko usłane jest szopkami, po brzegi wypełnionymi drewnem. Po serdecznym przywitaniu zasiadam do stołu popijając gorącą herbatę i częstując się domowym ciastem. Gdy wieczorny gwar milknie i pozostali domownicy kładą się spać, zostaję sam na sam z dziadkiem. Wie o czym chcę porozmawiać. Już przed swoim przyjazdem uprzedzałem go, że chciałbym jeszcze raz wysłuchać jego wspomnień dotyczących dramatycznym wydarzeń na Wołyniu. Powoli przyzwyczajam się do panującego gorąca, ale z niedowierzaniem kręcę głową widząc jak nestor rodu dokłada kolejny raz do pieca. Sosnowe kawałki drewna w ułamku sekund znikają w płomiennych objęciach wydając przy tym z siebie przyjemny dla uszu trzask.

-Napijesz się? -pyta dziadek.

-Już mam, dzięki-odpowiadam wskazując skinieniem głowy na stojącą na stole herbatę.

-Eee tam, przecież wiesz, że nie o tym mowa –odpowiada dziadek szelmowsko się uśmiechając i sięgając do szafki po małą buteleczkę nalewki, którą sam wcześniej zrobił.

-Pokosztujmy zatem-stwierdzam odwzajemniając uśmiech.

Czytaj więcej...

75. rocznica ludobójstwa: LUTY 1943

   Na przełomie stycznia i lutego 1943 roku:

W kol. Adamówka, gmina Berezne, pow. Kostopol Ukraińcy wymordowali 6-osobową rodzinę polską: małżeństwo Chmielewskich, ich córkę z mężem i 2 dzieci. 

  1 lutego 1943 roku: 

W gajówce i osadzie leśnej Małuszka pow. Kostopol Ukraińcy zarąbali siekierami dwie rodziny polskie liczące 11 osób: dzieci małżeństwa o nazwisku Malec: 1-roczną Janinę Helenę, 4-letniego Antoniego, 6-letnią Teresę, 7-letnią Genowefę i 8-letniego Czesława, oraz leśniczego Mazurka z żoną i 2 córkami lat 19 i 24 (zamężna Genowefa Rembisz), natomiast Katarzyna Malec lat 36 i 14-letnia Stanisława Malec zmarły od zadanych im ran w szpitalu w Sarnach 5 lutego 1943 r. 

 W nocy z 1 na 2 lutego:

We wsi Głuboczanka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 3 Polaków.

    2 lutego:

We wsi Grabowiec pow. Hrubieszów: „Dnia 2 lutego 1943 r. śmierć z rąk policjantów ukraińskich poniosły 3 osoby” ( W. Jaroszyński, B. Kłembukowski, E. Tokarczuk: Łuny nad Huczwą i Bugiem, Walki oddziałów

AK i BCh w obwodzie Hrubieszowskim w latach 1939 - 1944, Zamość 1992, s. 32).

We wsi Nowomalin k. Ostroga nad Horyniem został zamordowany Wincenty Czyżewski, podchorąży marynarki Wydziału Morskiego SPMW, uczestnik bitwy pod Kockiem. Mordu dokonali nacjonaliści ukraińscy („Lista strat osobowych polskiej marynarki wojennej w latach 1939-1945”).  

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp7.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud14.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 425 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6136445