Polskie mordy to już koniec z wami....

 Do lipca 1943 r, mieszkałem z rodziną w kolonii Rogowicze, gmina Chorów, pow. Horochów. Ojciec mój Aleksander oprócz gospodarstwa rolnego posiadał młyn, siostra Jadwiga, lat 25, panna, była nauczycielką w szkole powszechnej, starszy brat Aleksander, lat 35 był sekretarzem gminy, ja zaś miałem kuźnię. Z Ukraińcami żyliśmy w zgodzie i mimo iż docierały do nas informacje o mordowaniu rodzin polskich przez banderowców uwierzyliśmy zapewnieniom naszych ukraińskich sąsiadów, że nic nam nie grozi, mamy mocną pozycję, przecież oni też korzystają z naszego młyna i kuźni, a brat Aleksander był przez nich ceniony za udzielanie porad agronomicznych. A jednak przyszli. Była to niedziela 11 czy też 18 lipca 1943 r. Wróciłem do domu z rodzicami Aleksandrem i Agnieszką z d. Bernat oraz siostrą Jadwigą po nabożeństwie z kościoła w Łokaczach. Przyszedł do nas brat Aleksander z żoną Marianną lat 28 i dwuletnią córeczką. Naradzaliśmy się, czy mamy pozostać w swoich domach, czy też jak inne polskie rodziny opuścić dom i przenieść się do Łokacz, gdzie został utworzony oddział samoobrony i czulibyśmy się bezpieczniejsi. Ojciec wyszedł w pole do krów, a matka smażyła jajecznicę na boczku. Widocznie przywiódł ich zapach jedzenia. Weszło ich trzech, nieznanych mi z widzenia, uzbrojonych w karabiny. Zapytali czy cała rodzina jest w domu, zażądali od nas dokumentów, zabrali z portfelami mówiąc, że nam już one nie będą potrzebne. Byliśmy odświętnie ubrani, więc polecili, abyśmy się rozebrali do bielizny. Krzyczeli: Polskie mordy to już koniec z wami, musicie zginąć, nie ma tu dla was miejsca. Matka prosiła ich, aby pozwolili nam pomodlić się przed śmiercią.

Czytaj więcej...

POZOSTAŁ PO NIM PAMIĘTNIK

Cyprian Libera z Huty Stepańskiej, bohater rubryki «Ocaleni od zapomnienia» i książki «Jeńcy września 1939», więzień wojenny sowieckich łagrów, żołnierz Armii Andersa – zginął pod Monte Cassino. Pozostawił po sobie pamiętnik.

 O Cyprianie Liberze dr Tetiana Samsoniuk, historyk z Równego, pisała na łamach MW w listopadzie 2015 r. opierając swój artykuł na aktach NKWD. Natomiast dzięki mgr Grzegorzowi Naumowiczowi, historykowi z Opola, możemy dokładniej poznać jego losy, bowiem Cyprian Libera pozostawił po sobie pamiętnik. Polecamy więc Państwa uwadze tę wyjątkową publikację opartą na wspomnieniach Cypriana Libery.

Kapral 12 Pułku Ułanów Podolskich Cyprian Libera w swoim dzienniku pod datą 16 maja 1944 r. zanotował «Dzień spokojny. Działalność naszej artylerii». Dzień później Libera, pełniący funkcję sanitariusza szwadronu, niosąc pomoc rannym kolegom zginął rozerwany przez minę u stóp Monte Cassino. Był to piąty dzień czwartego natarcia aliantów na wzgórze, prowadzonego na tym odcinku Linii Gustawa przez 2 Korpus Polski dowodzonego przez gen. Władysława Andersa. Tak zakończyła się niezwykła historia Cypriana Libery, którą możemy poznać dzięki pamiętnikowi. Zaczął go pisać w momencie mobilizacji do Wojska Polskiego w połowie sierpnia 1939 r.

Rankiem 14 sierpnia 1939 r. sołtys Huty Stepańskiej Marceli Lipiński wręczył Liberze kartę mobilizacyjną. W tym samym dniu wraz z kilkunastoma innymi rezerwistami, Cyprian wyruszył do jednostki ze stacji kolejowej w Rafałówce. W składzie 4 szwadronu 21 Pułku Ułanów Nadwiślańskich objął obowiązki podoficera sanitarnego.

Czytaj więcej...

„Na rozpaczliwe choroby, rozpaczliwych trzeba lekarstw”

Urodziłam się na Kresach w Małopolsce Wschodniej, ale świadome dzieciństwo i lata wojny spę- dziłam na Wołyniu w Armatniowie. Była to mała miejscowość zamieszkała przez osadników wojskowych, położona na skrzyżowaniu szosy Łuck – Równe i linii kolejowej Kiwerce – Równe, otoczona zewsząd rdzennie ukraińskimi wsiami. Mieszkaliśmy w szkole, gdzie moja mama pracowała jako nauczycielka, a jednocześnie kierowniczka tej placówki. Ojciec mój był zawodowym oficerem, przeniesionym w stan spoczynku w 1936 ze względu na zły stan zdrowia. Szkoła była nieduża – 4-klasowa. Mieściła się w pewnym oddaleniu od wsi, przy drodze do lasów hr. Jezierskiego. Niedaleko szkoły na rozstajnych drogach stał wysoki krzyż, gdzie odbywały się majowe nabożeństwa, bo do kościoła było aż 7 kilometrów. Na krzyżu wisiał ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej. Uciekając z Armatniowa w 1943, zabraliśmy go ze sobą. Jest teraz na grobie rodziców na Powązkach. Tuż za wsią, a właściwie osadą, złożoną z 10-11 domów płynęła mała rzeczka Konopielka, a zaraz za nią rozciągały się ogromne lasy, sięgające podobno aż po Briańsk. To położenie: las i Ukraińcy, odcisnęło na moich wojennych przeżyciach szczególnie bolesne piętno. (...) Gdzieś w pierwszych miesiącach 1943 dotarły do nas bardzo niepokojące wieści. Zaczęli ginąć, uprowadzeni nocą z domów, Polacy. Na razie pojedynczo. W ten sposób zginął w naszej gminie aptekarz, w innej uprowadzono nauczyciela, a jeszcze w innej księdza. W marcu było już pewne, że w lasach zbierają się wielkie zgrupowania uzbrojonych Ukraińców banderowców, bulbowców, melnikowców – różnie ich nazywano.

Czytaj więcej...

ZAUFALI SĄSIADOM....

Drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, 1943 rok. Czteroletnia Anielka wdrapuje się na łóżko, gdzie leżą mama i babcia. Chwyta mamę za rękę, szarpie, ale mama się nie rusza. Babcia też jest taka zimna. Strach. To jedno z pierwszych, tak intensywnych wspomnień Anieli Glazik-Kowalskiej, z domu Juniewicz. Od tamtego dnia sieroty. Urodzonej w 1939 r. w kolonii Ochocin, koło Łucka, córce Janiny i Józefa. Jej ojciec, żołnierz Września, nie wrócił z niemieckiej niewoli. W październiku 1943 r. w Ochocinie sąsiedzi zamordowali jej dziadka, Józefa Smolarza i brata ojca, Zygmunta Juniewicza. - Dramatem jest, że członkowie mojej rodziny ginęli, bo zaufali sąsiadom - mówi Waldemar Kowalski. - Wcześniej, na wieść o pogromach, dziadkowie postanowili wyjechać do miejscowości, gdzie były większe skupiska Polaków. Ukraińscy sąsiedzi ich odnaleźli i zaczęli namawiać do powrotu. Deklarowali, że „wśród swoich” krzywda im się nie stanie. Ci sami ludzie dokonali egzekucji. Janina Juniewicz z Anielką i matką Katarzyną Smolarz po tragedii przeniosły się do kolonii Aleksandrówki, gdzie Polacy zorganizowali związany z Armią Krajową oddział samoobrony. Już wcześniej, latem 1943 r.. akowcy odparli ataki na kolonię, w rewanżu podpalili ukraińskie domy w Szeplu. Spirala zbrodni i zemsty, sprowokowana wcześniej przez niemieckich okupantów, zaczęła się rozkręcać. (...) W Aleksandrówce kobiety zatrzymały się u rodziny Błażejczyków, z której wywodziła się Katarzyna. Na noc dom zamykano. W świąteczny wieczór do drzwi zapukał siedemnastoletni sąsiad z Ochocinia. Ukrainiec, ale świetnie mówiący po polsku, grzeczny, zawsze uprzejmy. Poprosił, by wyszły na chwilę, bo musi im coś bardzo ważnego przekazać.

Czytaj więcej...

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud10.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 368 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
4496284