" Wszystko będzie nasze", powiedziała Ukrainka...

W końcowych dniach sierpnia 1943 roku, w niedzielę wczesnym rankiem, przed samym wschodem słońca, rodzice moi zajęci byli porannym obrządkiem inwentarza. Reszta rodziny jeszcze spała. W tym czasie z wielkim krzykiem i w rozpaczy przybiega nasza babcia, Anna Zymon, i mówi w przerażeniu, że Ukraińcy w naszej wsi Głęboczycy mordują Polaków. Wtedy rodzice bez zastanawiania się chwytają śpiące nieletnie rodzeństwo, a nas, starszych zrywają z posłania, ojciec mówi zaś do mamy: „Uciekajcie wąwozem w kierunku rzeki Turii”. Sam natomiast siada na konia i woła za nami, że postara się zatrzymać bandę UPA. Ojciec mój był legionistą. Teraz zdaję sobie sprawę, że starał się odwrócić uwagę bandy od nas, tak abyśmy mogli odbiec jak najdalej. Wiedział, że było nam ciężko, bo każdy z nas, starszych, za rękę ciągnął młodszego. Banda całą uwagę zwróciła na ojca, zaczęła go ostrzeliwać z broni palnej. My w tym czasie odbiegliśmy w kierunku rzeki. Uciekaliśmy ile tchu w piersiach. Po drodze słyszeliśmy, jak banda mordowała sąsiadów Zamrzyckich. Widzimy, jak ryzuny z siekierami po podwórzu ganiają za dziećmi sąsiada, jak strzelają za nimi z karabinów. Wszyscy, całą grupą, słyszymy przerażający płacz jego dzieci i rozpaczliwy krzyk sąsiadki Zamrzyckiej, o ratunek wołającej. Nie było dla nas wytchnienia ani czasu na zastanawianie się. Ile tylko w każdym z nas było sił, biegniemy. Na nasze szczęście dobiegliśmy do rzeki. Szukamy brodu, ale tak by nie zostać zauważonym pomiędzy szuwarami i krzakami. Po przejściu rzeki mamy wszystko mokre. Zziębnięci i zmęczeni przedzieramy się przez nadrzeczne krzaki i wysokie szuwary do lasu – już jesteśmy bezpieczniejsi, bo maskuje nas dość duża mgła. W lesie trochę zwalniamy biegu. Babcia obie rodziny, swoją i naszą, kieruje w stronę wsi Stawki, na kolonię stawecką, do naszego wujka Franciszka Tatysa. Całe szczęście, że już idziemy przez las. Strach przed zarąbaniem siekierą nieco słabnie.

Czytaj więcej...

Co stało się 2 czerwca roku 1943 ?

Wujka i ciotkę Materkowskich dlatego ominęła napaść na Hurby w których mieszkali, gdyż w przededniu napadu przyjechali do Kamiennej Góry po świnie szwagra Bronka, aby wywieźć je z Kamiennej Góry,  o ironio, do Hurbów, uważanych za bezpieczniejsze, gdyż większe.  Gdyby wcześniej to zrobili, mogliby paść ofiarą tamtego napadu, a tak napad na Hurby przeżyli w Kamiennej Górze.

Zboże, zwłaszcza żyto, było już wysokie. Niektórzy kosili  już trawę. Podsypywali  radłem ziemniaki. Ktoś wracał po południu z młyna. Ktoś pasł krowy. Dzieci do południa uczyły się w szkole. 2 czerwca roku 1943 to był wtorek. Zwykła codzienna krzątanina, jak to we wsi, może uśpiła ich czujność.

Niektórzy tego wieczoru już spali po ciężkiej pracy.

Kochankowie cieszyli się swoją obecnością, gdy nagle posłyszeli dobijanie się do drzwi.

Ktoś nie mógł zasnąć, zmagając się z reumatycznym bólem stawów. Nie spał ktoś chory, bo bolała go zaatakowana chorobą część ciała.

Ktoś wracał późno do domu i był już blisko od wsi, gdy zobaczył te dziesiątki cieni skradających się w kierunku zabudowań. Jeśli zrozumiał, co grozi jego wsi i w porę się wycofał, jeśli nie dał się zaskoczyć złowieszczym postaciom, może tego dnia uratował swoje życie.

Polacy czuli się bezpiecznie w Hurbach, gdyż była to największa polska wieś w tej okolicy, położona z dala od innych. Z trzech stron otaczały ją lasy przechodzące w pola uprawne otaczające wieś. Od południa bagniste łąki i  błotniste torfowiska, od zachodu zbocza Gór Krzemienieckich, od północy schowana była w lasy, sięgające pod Dubno. Hurby, to była wielka wieś, a równocześnie jakby oaza ciszy i spokoju. Chodziły od kilku miesięcy słuchy,  że ta czy inna polska wieś została napadnięta. Niektórzy mówili, że jest to wynik jakichś porachunków sąsiedzkich. Ale Hurby to była wielka wieś.

Czytaj więcej...

Republika Kołkowska

 Dzień przed 13 czerwca, trzymanym dotąd w tajemnicy terminem wyjazdu Niemców, o zmroku zaszedł dom Urbańskich od tyłu. Upewniwszy się, że nikt nie widzi, przelazł przez płot i zapukał do drzwi. Na nic zdały się i jego ostrzeżenia. Paulina była nieprzejednana. Wrócił do domu zrezygnowany, ale i z uczuciem ulgi. Zrobił swoje, Maryna nie będzie mogła już ciosać mu kołki na głowie.
Jeszcze nie zdążyła zniknąć na horyzoncie kolumna niemieckich samochodów, gdy ukraińskie prowodyry zwołały wiec koło kościoła. Miasto obwołano “republiką kołkowską”. Czas skończyć z Lachami – wołano - tak samo jak z Żydami. Ani jedna noga zajmańciw (okupantów) ukraińskiej ziemi tu nie pozostanie. A pozostała zaledwie garstka: w szpitalu miejskim ciężko chorzy, niedołężni staruszkowie, kilka osób z rodzin ukraińsko-polskich i ci, którzy zdecydowali się „umierać na swoim”.
Na początek rozhisteryzowany tłum wrzucił do studni kilka osób, w tym niemowlaka i zasypał niegaszonym wapnem. Inne grupy zgromadziły około 40 Polaków w drewnianym kościele. UPO-wcy wysadzili dynamitem pobliski pomnik zasłużonego proboszcza parafii, księdza Zajączkowskiego i podpalili kościół. Spalono też większość domów ofiar. Zginęli między innymi: szanowany powszechnie felczer, Ukrainiec Buczek, jego żona Helena z Urbańskich – siostra mojej mamy i dobry znajomy dziadka, leśniczy Moroz. Uratowali się moi kuzyni, synowie Buczyków - Tadeusz i Jurek. Tego dnia byli poza miastem i gdy wracali do domu ktoś ich ostrzegł na drodze. Dom ich był już spalony. W panice uciekli do lasu. Jakie były ich koleje losu aż do końca wojny - nie wiadomo. W czasie, gdy mordowano bezbronnych staruszków w drugiej części miasta w domu dziadków Urbańskich nic jeszcze nie wiedziano. Rozmawiali z panem Leonem (nazwisko zatarło mi się już w pamięci), byłym podoficerem wojska polskiego. Po kampanii anty-bolszewickiej w 1920 r. pracował w służbie leśnej któregoś majątku w gminie. W czasie napadu nocnego wyrwał się oprawcom i przedzierając się przez bagna i pola dotarł do miasta. Jego ciężko chora żona leżała w tym czasie w szpitalu miejskim w Kołkach. Pan Leon przyszedł z prośbą o tymczasowe przygarnięcie, aż żona stanie na nogi o własnych siłach.

Czytaj więcej...

Materiały do polskiej historii Wołynia (1)


Według ruskiego kronikarza Nestora (początek XII w.) teren do Styru na Wołyniu (dzisiaj zachodni Wołyń) zamieszkiwało polskie plemię Bużanie. Przyłączył go do Rusi w 981 roku książę Włodzimierz Wielki podczas swojej wyprawy „na Lachów/Polaków”. 
Polski książę Bolesław Krzywousty wiedział, że zachodni Wołyń był kiedyś polski i etnicznie polską ziemią, dlatego w latach 1120-23 prowadził walki z Rusią o odzyskanie Wołynia.
Ze strony polskiej, za Kazimierza Sprawiedliwego i Leszka Białego, czynione były wysiłki, by utrzymać związek Wołynia z Polską.
Ostatni książę Rusi Halicko-Wołyńskiej Bolesław Jerzy Trojdenowicz (1323–40) w 1338 roku zawarł układ z królem Polski Kazimierzem Wielkim i uznał go za dziedzica Rusi. Jednak po jego śmierci w 1340 roku po Wołyń wyciągnęli ręce Litwini i król musiał z nimi toczyć boje. Ostatecznie do Polski została przyłączona Ziemia Chełmska i zachodnie tereny Wołynia z Włodzimierzem, Lubomlem i Ratnem. 
W 1429 roku na zamku w Łucku odbył się trwający od 6 stycznia przez 13 tygodni zjazd monarchów europejskich, w którym uczestniczyli: król Polski Władysław Jagiełło, wielki książę litewski Witold, który był zależny od króla polskiego), król niemiecki Zygmunt Luksemburski, król duński Eryk VII, wielki książę moskiewski Wasyl II (wnuk Witolda), wielki mistrz zakonu krzyżackiego Russdorff; mistrz inflancki (dziś Łotwa i Estonia) Cysse von Rutenberg; legat papieski Andrzej, metropolita kijowski Focjusz, hospodar Wołoszczyzny (dziś Rumunia), książęta mazowieccy, pomorscy, śląscy, twerscy i odojewscy, posłowie cesarza bizantyńskiego Jana VIII Paleologa. Przedmiotem obrad był projekt obrony przeciwko grożącej Europie potędze tureckiej, jednak nie ten temat dominował na zjeździe, a wiele lokalnych problemów, jak np. problem czesko-huscyki, próba rozbicia unii polsko-litewskiej (Zygmunt Luksemburski), sprawy Mołdawii, problemów duńsko-hanzeatyckich itd. 

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp8.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud1.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 933 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6419873