Ukraińcy napadli 22 marca 1943 roku w południe

Władysława Kamińska, ur. 1932 w Kolonii Jaminie, koło Łucka na Wołyniu. Uciekała przed siepaczami ukraińskimi, przyrzekła sobie, jeśli kiedykolwiek wyjdzie za mąż i urodzi syna, nada mu imię Włodzimierz na cześć 11-letniego chłopaka który uratował życie jej mamy, kiedy razem uciekali przed Ukraińcami. Chciałabym żeby to co powiem przeszło do historii, ponieważ coraz mniej jest świadków, którzy przeżyli tragedię w 1943 roku. To było ludobójstwo ale szczególne. W Katyniu Sowieci naszym żołnierzom strzelali w głowę, a nas zarzynano narzędziami gospodarskimi na 365 sposobów. Ukraińcy na każdy dzień roku mieli inny rodzaj tortur. Ukraińcy ludzi przecinali piłą na pół, wrzucali do ognia. Niemowlęta rozdzierali za nóżki albo rzucali głową o mur. Lubili je przybijać za języczek do stołów. Ciężarne kobiety miały rozcinane brzuchy, dzieci wyrywano a do rany wkładano koty. Straszliwe męki przeżywały młode dziewczyny. Zbiorowe, perwersyjne gwałty były codziennością. Ukraińcy na moją rodzinę napadli 22 marca 1943 roku w południe. Drogą obok domu przejeżdżał konny wóz. Widać było tylko woźnicę, reszta leżała na wozie przykryta sianem. W pewnej chwili usłyszeliśmy krzyk brata: uciekajcie, to napad. On był jeszcze na podwórzu, a reszta rodziny, razem z naszą ubogą sąsiadką Drohomirecką i jej synem zasiadała do obiadu.

Czytaj więcej...

Po 1 września 1939 na Wołyniu

Joanna Zamościńska-Kucałowa to jedna z ostatnich żyjących jeszcze kobiet, walczących w szeregach 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Pochodzi z legendarnych Zasmyk w powiecie kowelskim, w których zaczynały się tworzyć jej pierwsze oddziały. Urodziła się w tej wsi w 1923 r. i czasy wojenne pamięta doskonale. Jej mama Anna z domu Urban pochodziła z Presieki – wsi, w której większość mieszkańców stanowili Ukraińcy. Ojciec Bronisław był rodowitym mieszkańcem Zasmyk, w których Zamościńscy stanowili mocno osadzoną i rozgałęzioną rodzinę. – Moi rodzice byli rolnikami. Posiadali w Zasmykach gospodarstwo o powierzchni dwunastu hektarów – wspomina. – W 1937 r., dokupili jeszcze dwa hektary od Onufrego Łukasza, który wyjeżdżał do Kowla i likwidował gospodarstwo w Zasmykach. Jakoś w nich mu się nie wiodło i liczył, że w Kowlu się lepiej urządzi. Mój ojciec, gdy zawierał związek małżeński z mamą, miał 32 lata i był już dojrzałym mężczyzną. Wynikało to z faktu, że piętnaście lat znajdował się poza domem. Odbywał służbę wojskową w carskiej armii i walczył w I wojnie światowej. Bił się, jak mi opowiadał, m.in. na froncie fińskim. W końcówce wojny dostał się do niewoli na Węgrzech, w której spędził wiele czasu. Mama, gdy wychodziła za ojca, miała 24 lata. Moja rodzina była bardzo liczna i znana w Zasmykach. Wynikało to z faktu, że we wszystkich jej odnogach było zawsze dużo dzieci. Babcia Zamościńska miała piętnaścioro dzieci. Za moich czasów żyło ich dziewięcioro, pięć córek i czterech synów. Najstarsza córka miała na imię Eleonora, żona Wielgata, Maria, która wyszła za Wojdaka, Bronisława żona Słowika, Zuzanna Urbanowa, której mężem został brat mojej matki. Najmłodsza córka babci, zapamiętana przeze mnie, miała na imię Eufemia. Wyszła ona za Michalskiego. Synowie mieli imiona: Bronisław, Franciszek, Karol i Antoni. Najstarszym z nich był właśnie mój ojciec. W Zasmykach część rodziny Zamościńskich mieszkała na sąsiednich posesjach. 

Czytaj więcej...

75. rocznica ludobójstwa MARZEC 1943

   1 marca 1943 roku:

W futorze Biełasze pow. Sarny UPA zamordowała 15 Polaków.

We wsi Okońsk pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 3-osobową polską rodzinę: Kazimierza Grzegorza Żerygiewicza, lat 36, jego żonę Lidię Ludwikę, lat 30 i ich córkę Danutę Sabinę, lat 6. 

We wsi Torskie pow. Zaleszczyki policjant ukraiński zastrzelił Polaka; „01.03.1943 r. został zam. przez policję ukraińską Kordiatiuk Bolesław, student UJ.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do listy strat ludności polskiej podanej przez Komańskiego i Siekierkę dla województwa tarnopolskiego, 2004; w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 7, Kędzierzyn-Koźle 2015;  za: http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl/attachments/File/2__Ksi____ka_tom_7.pdf). Inni: 4 marca 1943 r.

   2 marca:

W kol. Parośla II pow. Sarny w nocy ukraińska bojówka porwała i zamordowała 2 Polaków - wartowników, w tym 14-letniego Ludwika Turowskiego; 3 osoby zostały ranne, w tym kobieta.

 2 marca 1943 roku Niemcy z udziałem policji ukraińskiej wysiedlili 2 ostatnie polskie wsie z powiatów: Biłgoraj i Hrubieszów, w ramach planu „Ukraineraktion” realizowanego od 15 stycznia 1943 roku. Łącznie wysiedlono 117 polskich wsi, zasiedlając je Ukraińcami.

   W dniach 23 lutego oraz 3 marca 1943 roku:

Policja ukraińska spacyfikowała kilkanaście polskich wsi zabijając około 3 tysięcy Polaków, a w następnych dniach marca i w kwietniu kilka kolejnych wsi. Po tych pacyfikacjach oddziały policji ukraińskiej z pełnym uzbrojeniem odeszły do lasu kontynuując swój zbrodniczy szlak.

Czytaj więcej...

Wracam myślami do mego Wołynia

  Urodziłam się 24.12.1934 r. w Komaszówce  pow. Dubno , woj. Wołyń  ( Ukraina).Rodzice moi byli rolnikami. Oprócz tego ojciec pracował jako młynarz u Żyda Benza we wsi Ubowo. Matka Pracowała na  8- hektarowym gospodarstwie ,  zajmowała się domem, wychowywaniem mnie. Do ósmego roku życia byłam jedynaczką. Doczekałam się  brata, którego z przyjemnością niańczyłam, był moją zabawką. Mieszkaliśmy na tzw. Chutorze, do najbliższej miejscowości  Lubomirki składającej się z kilku domow i tartaku było 1,5 km.  Mimo że nie miałam koleżanek ani zabawek, to byłam  szczęśliwa , bawiąc się ulubionym kotkiem i szmacianymi lalkami uszytymi przez babcię. Rodzicie moi byli mieszanym małżeństwem. Matka była Polką, a ojciec miał korzenie niemieckie. Kiedy wybuchła II wojna światowa , miałam 5 lat. Zapamiętałam tylko , jak po jasnym, lazurowym niebie poruszały się samoloty niemieckie, rzucając ulotki. Ojca mego zmobilizowano – poszedł rano, a do domu  wrócił wieczorem. Już była za późno, rząd polski uciekł do Rumunii. Zapamiętałam też moment, kiedy we wsi pojawiło się wojsko rosyjskie- to okupacja. Trwała niedługo. Wszelkie bieżące wiadomości nie były dostępne. Brak prasy, radia- byliśmy odcięci od świata. Żyliśmy skromnie ,ale chleb był zawsze. Poza tym matka natura żywiła. Nastały czasy o wiele gorsze, kiedy to na terenie Wołynia pojawiły się bandy UPA. Początkowo zasięg ich  „działań” był niewielki. Zaczęło się od pojedynczych ataków na rodziny – palenie domów, grabienie mienia, aż po najgorsze mordy. Z każdym miesiącem agresja band nasilała się. Napadali w biały dzień, palili całe wsie, ludzi spędzali do kościoła. Pamiętam dzień, straszny dzień- o godz. 15 zaczęły bić dzwony w sąsiedniej wsi, Kiryłówce, na niebie ukazała się krwawozłota łuna, zaczęły wyć psy , ryczeć krowy , dzieci płakały, kto żyw – uciekał. Bandyci nie oszczędzali starców ani dzieci. W bestialski sposób, żywcem rzucali niemowlęta do mrowiska. Ludzi starszych, kobiety potrafili przybijać gwoździami do drzew ( krzyżować) i skazywać na powolne konanie.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp11.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

mapka.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 693 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
5915634