Co stało się 2 czerwca roku 1943 ?

Wujka i ciotkę Materkowskich dlatego ominęła napaść na Hurby w których mieszkali, gdyż w przededniu napadu przyjechali do Kamiennej Góry po świnie szwagra Bronka, aby wywieźć je z Kamiennej Góry,  o ironio, do Hurbów, uważanych za bezpieczniejsze, gdyż większe.  Gdyby wcześniej to zrobili, mogliby paść ofiarą tamtego napadu, a tak napad na Hurby przeżyli w Kamiennej Górze.

Zboże, zwłaszcza żyto, było już wysokie. Niektórzy kosili  już trawę. Podsypywali  radłem ziemniaki. Ktoś wracał po południu z młyna. Ktoś pasł krowy. Dzieci do południa uczyły się w szkole. 2 czerwca roku 1943 to był wtorek. Zwykła codzienna krzątanina, jak to we wsi, może uśpiła ich czujność.

Niektórzy tego wieczoru już spali po ciężkiej pracy.

Kochankowie cieszyli się swoją obecnością, gdy nagle posłyszeli dobijanie się do drzwi.

Ktoś nie mógł zasnąć, zmagając się z reumatycznym bólem stawów. Nie spał ktoś chory, bo bolała go zaatakowana chorobą część ciała.

Ktoś wracał późno do domu i był już blisko od wsi, gdy zobaczył te dziesiątki cieni skradających się w kierunku zabudowań. Jeśli zrozumiał, co grozi jego wsi i w porę się wycofał, jeśli nie dał się zaskoczyć złowieszczym postaciom, może tego dnia uratował swoje życie.

Polacy czuli się bezpiecznie w Hurbach, gdyż była to największa polska wieś w tej okolicy, położona z dala od innych. Z trzech stron otaczały ją lasy przechodzące w pola uprawne otaczające wieś. Od południa bagniste łąki i  błotniste torfowiska, od zachodu zbocza Gór Krzemienieckich, od północy schowana była w lasy, sięgające pod Dubno. Hurby, to była wielka wieś, a równocześnie jakby oaza ciszy i spokoju. Chodziły od kilku miesięcy słuchy,  że ta czy inna polska wieś została napadnięta. Niektórzy mówili, że jest to wynik jakichś porachunków sąsiedzkich. Ale Hurby to była wielka wieś.

Czytaj więcej...

Republika Kołkowska

 Dzień przed 13 czerwca, trzymanym dotąd w tajemnicy terminem wyjazdu Niemców, o zmroku zaszedł dom Urbańskich od tyłu. Upewniwszy się, że nikt nie widzi, przelazł przez płot i zapukał do drzwi. Na nic zdały się i jego ostrzeżenia. Paulina była nieprzejednana. Wrócił do domu zrezygnowany, ale i z uczuciem ulgi. Zrobił swoje, Maryna nie będzie mogła już ciosać mu kołki na głowie.
Jeszcze nie zdążyła zniknąć na horyzoncie kolumna niemieckich samochodów, gdy ukraińskie prowodyry zwołały wiec koło kościoła. Miasto obwołano “republiką kołkowską”. Czas skończyć z Lachami – wołano - tak samo jak z Żydami. Ani jedna noga zajmańciw (okupantów) ukraińskiej ziemi tu nie pozostanie. A pozostała zaledwie garstka: w szpitalu miejskim ciężko chorzy, niedołężni staruszkowie, kilka osób z rodzin ukraińsko-polskich i ci, którzy zdecydowali się „umierać na swoim”.
Na początek rozhisteryzowany tłum wrzucił do studni kilka osób, w tym niemowlaka i zasypał niegaszonym wapnem. Inne grupy zgromadziły około 40 Polaków w drewnianym kościele. UPO-wcy wysadzili dynamitem pobliski pomnik zasłużonego proboszcza parafii, księdza Zajączkowskiego i podpalili kościół. Spalono też większość domów ofiar. Zginęli między innymi: szanowany powszechnie felczer, Ukrainiec Buczek, jego żona Helena z Urbańskich – siostra mojej mamy i dobry znajomy dziadka, leśniczy Moroz. Uratowali się moi kuzyni, synowie Buczyków - Tadeusz i Jurek. Tego dnia byli poza miastem i gdy wracali do domu ktoś ich ostrzegł na drodze. Dom ich był już spalony. W panice uciekli do lasu. Jakie były ich koleje losu aż do końca wojny - nie wiadomo. W czasie, gdy mordowano bezbronnych staruszków w drugiej części miasta w domu dziadków Urbańskich nic jeszcze nie wiedziano. Rozmawiali z panem Leonem (nazwisko zatarło mi się już w pamięci), byłym podoficerem wojska polskiego. Po kampanii anty-bolszewickiej w 1920 r. pracował w służbie leśnej któregoś majątku w gminie. W czasie napadu nocnego wyrwał się oprawcom i przedzierając się przez bagna i pola dotarł do miasta. Jego ciężko chora żona leżała w tym czasie w szpitalu miejskim w Kołkach. Pan Leon przyszedł z prośbą o tymczasowe przygarnięcie, aż żona stanie na nogi o własnych siłach.

Czytaj więcej...

Materiały do polskiej historii Wołynia (1)


Według ruskiego kronikarza Nestora (początek XII w.) teren do Styru na Wołyniu (dzisiaj zachodni Wołyń) zamieszkiwało polskie plemię Bużanie. Przyłączył go do Rusi w 981 roku książę Włodzimierz Wielki podczas swojej wyprawy „na Lachów/Polaków”. 
Polski książę Bolesław Krzywousty wiedział, że zachodni Wołyń był kiedyś polski i etnicznie polską ziemią, dlatego w latach 1120-23 prowadził walki z Rusią o odzyskanie Wołynia.
Ze strony polskiej, za Kazimierza Sprawiedliwego i Leszka Białego, czynione były wysiłki, by utrzymać związek Wołynia z Polską.
Ostatni książę Rusi Halicko-Wołyńskiej Bolesław Jerzy Trojdenowicz (1323–40) w 1338 roku zawarł układ z królem Polski Kazimierzem Wielkim i uznał go za dziedzica Rusi. Jednak po jego śmierci w 1340 roku po Wołyń wyciągnęli ręce Litwini i król musiał z nimi toczyć boje. Ostatecznie do Polski została przyłączona Ziemia Chełmska i zachodnie tereny Wołynia z Włodzimierzem, Lubomlem i Ratnem. 
W 1429 roku na zamku w Łucku odbył się trwający od 6 stycznia przez 13 tygodni zjazd monarchów europejskich, w którym uczestniczyli: król Polski Władysław Jagiełło, wielki książę litewski Witold, który był zależny od króla polskiego), król niemiecki Zygmunt Luksemburski, król duński Eryk VII, wielki książę moskiewski Wasyl II (wnuk Witolda), wielki mistrz zakonu krzyżackiego Russdorff; mistrz inflancki (dziś Łotwa i Estonia) Cysse von Rutenberg; legat papieski Andrzej, metropolita kijowski Focjusz, hospodar Wołoszczyzny (dziś Rumunia), książęta mazowieccy, pomorscy, śląscy, twerscy i odojewscy, posłowie cesarza bizantyńskiego Jana VIII Paleologa. Przedmiotem obrad był projekt obrony przeciwko grożącej Europie potędze tureckiej, jednak nie ten temat dominował na zjeździe, a wiele lokalnych problemów, jak np. problem czesko-huscyki, próba rozbicia unii polsko-litewskiej (Zygmunt Luksemburski), sprawy Mołdawii, problemów duńsko-hanzeatyckich itd. 

Czytaj więcej...

Utracone rodzinne strony

Na Wołyń przyjechaliśmy w roku 1935. Ojciec dostał pracę w kamieniołomach i po pewnym czasie dostaliśmy mieszkanie w Janowej Dolinie przy ulicy C 27 koło Alei Spacerowej. Domy były sześciorodzinne. Na parterze mieszkały trzy rodziny i trzy na piętrze. My mieszkaliśmy na piętrze, obok nas rodzina Ciołków - rodzice i syn Jan oraz rodzina Mikulców - Czesi rodzice oraz trzy córki. Na parterze mieszkała rodzina Prędkiewiczów – rodzice wraz z 3 synami: Kostek, Heniek i najmłodszy Jerzy, którego byłam chrzestną matką mając 16 lat. Mieszkała także rodzina Oksiutycz, która miała jedna córkę Barbarę oraz rodzina Kawieckich.

Mieliśmy „szczęście” – jeśli szczęściem można nazwać okres wojny, okupacji bolszewickiej, po której nastała okupacja niemiecka i od tamtej pory ustawiczne zagrożenie ze strony band UPA, które napadały i mordowały mieszkańców, a nas razem z rodziną Prędkiewiczów na tydzień przed spaleniem Janowej Doliny wywieźli na roboty przymusowe do Niemiec. Nasz dom podobno ocalał.

Rodzina Oksityczów po wojnie mieszkała w Kwidzynie, o pozostałych rodzinach nic nie wiem. Obok naszego domu stały jeszcze trzy, te zostały spalone. W jednym z nich mieszkała rodzina Szewczyków, która także pochodziła z Sosnowca i byliśmy spokrewnieni. Było trzech synów Edward, Maniek i Janek. Edward po skończeniu szkoły dzięki pomocy pana Zarębskiego – nauczyciel w szkole podstawowej, jego żona była Kierowniczką szkoły, załatwił mu pracę w warsztatach mechanicznych, gdzie pracował jako tokarz. Wszyscy oni zginęli, spalili się w piwnicy. Edek wyskoczył, chciał uciec do lasku, ale Ukraińcy go zastrzelili. Zginęła także rodzina Andruszczyk; matka ojciec córka z mężem i dwoje dzieci. Ocalał tylko syn Bolesław, gdyż akurat był w tym bloku, w którym mieszkali Niemcy.

 O Janowej Dolinie, jej mieszkańcach, kopalni mogłabym napisać bardzo ciekawą książkę, ale los zrządził inaczej. Teraz, kiedy można otwarcie o tych czasach mówić, wiek nie pozwala mi na takie przedsięwzięcie. W Janowej Dolinie działał Związek Strzelecki, Związek Rezerwistów, Związek Polskich Kobiet, istniała wspaniała górnicza orkiestra.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp7.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud6.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 352 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6605522