Sierpień 1943, uzupełnienie: Kolonia Krymno powiat Kamień Koszyrski

W kol. Krymno pow. Kamień Koszyrski w dwóch napadach w sierpniu /około 11 i 25/ 1943 roku upowcy zamordowali 45 Polaków. Lucjan Kuśmierczyk pisze: „Po około dwóch tygodniach od tego zdarzenia (pierwszy napad na Kolonię Krymno), gdy ludzie oswoili się z nową sytuacją, część mieszkańców Kolonii powróciła do swych domostw, aby zebrać trochę plonów i zrobić zapasy na zimę. Część mieszkańców nadal pozostawała, wierząc, że nic im nie grozi. Tymczasem około 25 sierpnia tuż po zachodzie słońca oddział banderowców okrążył Kolonię i dokonał typowej dla nich rzezi wszystkich schwytanych mieszkańców. W tym dniu ofiarą napadu była moja siostra Ewa (33 lata), jej czworo dzieci, teściowie, Franciszek i Aniela Żebrowscy. Siostrę, teściów, najstarszego syna Stacha (12 lat) zarąbano siekierą. Córkę Natalię (10 lat) przebili żelaznym prętem przez policzki i pozostawili z tym prętem żywą. Syna Kazimierza (5 lat) zabili kijami. Trzytygodniową Anielę powiesili żywą przez włożenie główki między sztachetami płotu.” Piotr Januszewski, wnuk Antoniego Kuśmierczyka: „W tym samym czasie nasz ojciec również przebywał w swoim domu. Gdy usłyszał jakieś poruszenie w sąsiedzkich zabudowaniach, schował się na strych obory i przez szparę między deskami szczytu obserwował swoje podwórko. Jeszcze było widno, kiedy na podwórze weszło dwóch uzbrojonych ludzi. Ponieważ mieszkanie było zamknięte zaczęli nawoływać ojca po nazwisku.

Czytaj więcej...

Łuna była widoczna w promieniu aż 10 km

 Polaków, zamieszkałych na terenach należących przed wojną do Polski, a w latach 1943–44 będących po okupacją niemiecką, najgorsze prześladowania dotknęły ze strony nacjonalistów ukraińskich występujących pod dumnie powiewającym sztandarem Ukraińskiej Powstańczej Armii. W rzeczywistości były to bandy lubujące się w bestialskich mordach na ludności polskiej, białoruskiej, a nawet ukraińskiej. Wszystko to działo się za wiedzą i zgodą Niemców. Szczególne okrucieństwo band UPA uwidoczniło się na Wołyniu, w województwach tarnopolskim i lwowskim, gdzie codziennie mordowano znienacka rodziny polskie, palono ich dobytek, w najlepszym przypadku zmuszając do opuszczenia rodzinnych domostw. Mordowanie dzieci odbywało się w nieludzki sposób na oczach ich ojców i matek. Z upodobaniem pastwiono się nad członkami AK. Latem 1943 roku w lesie koło Turynki, w rejonie Mostów Wielkich, został zamordowany kuzyn mojej żony, Bronisław Bajsarowicz, dowódca AK na rejon Kulikowa. Jak się później okazało zbrodni dokonali synowie ukraińskiego księdza z tej miejscowości. W okrutny sposób została także zamordowana koleżanka mojej żony E. Górska. Nie pomógł fakt, że od lat była żoną Ukraińca ze wsi Artasów. Mordu dokonali, jak nam wiadomo, sąsiedzi i koledzy męża. Kazano się jej ubrać w suknię ślubną i powieszono na drzewie w pobliskim lesie. Ja sam szczęśliwie uniknąłem śmierci ze strony UPA, przebywając w tym czasie służbowo w jednej z wiosek koło Turynki jako pracownik Urzędu Skarbowego. Nie było nocy, aby w okolicy nie widziano łun pożarów palonych wsi i domostw polskich rodzin. Nie było dnia i nocy, żeby Polacy tam zamieszkali nie otrzymywali w ramach ostrzeżeń ulotek z żądaniami opuszczenia rodzinnych domostw pod groźbą mordu i ognia.

Czytaj więcej...

W Katerynówce powstał mały oddział samoobrony

Pod koniec 1942 r. dowiedzieliśmy się o powstawaniu partyzantki, a nieco wcześniej o małych oddziałach Samoobrony, które już wspólnie wspomagały się organizacyjnie. Dochodziły też coraz częściej wiadomości, że nacjonaliści ukraińscy zamierzają rozprawić się z ludnością polską na Wołyniu. Zaczęto więc budować schrony, ukryte i zamaskowane na wypa­dek zaskoczenia. Prowadzono też szkolenie w obchodzeniu się z bronią i amunicją. Już na początku 1943 roku słyszało się o pojedynczych mordach w róż­nych miejscowościach. Mordy takie występowały w odległych wsiach i w różnych okolicznościach, potwierdzały jednak coraz bardziej zamierzenia nacjonalistów ukraińskich. Strach przed okrutną śmiercią zaczynał narastać wśród miejscowej polskiej ludności. To mobilizowało Polaków i tak w mojej miejscowości, w Katerynówce powstał mały oddział samoobrony. Na komendanta wybrano mojego ojca (dziś już nie żyjącego) Jerzego Wardacha. Żołnierzami byli sąsiedzi: Sakowski z synem Piotrem, Wawrzyniec, Piotr i Roman Mękalowie, Jan i Stefan Kowalczykowie, Jan Walenty i Szachnowski. Każdy z nich budował schron w swoim gospodarstwie, zamaskowane przejścia z domu do schronu. Zaopatrywano się w broń i amunicję, a przez pewien okres wszystkie rodziny zbierały się na noc w jednym miejscu, w schronie. Mężczyźni pełnili warty, a dzieci i kobiety spały w schronie. Ta­kie życie było bardzo uciążliwe, to też z nadejściem wiosny 1943 r. zanie­chano takich praktyk i każda rodzina w Katerynówce miała sama czuwać nad swoim bezpieczeństwem. Było to akurat na kilka dni przed napadem. W nocy z 7 na 8 maja 1943 r. banda nacjonalistów ukraińskich napadła na Katerynówkę. Prawie jednocześnie zaczęty płonąć zabudowania polskich rodzin.

Czytaj więcej...

Nimci napały noczju na Dominopol.....

W maju 1943 r. banda bulbowców z Wołczaka koło Dominopola, pow. Włodzimierz Wołyński użyła podstępu, udając się do polskich wsi i osiedli: Turia, Marszałkówka, Mikołajówka, Swojczów i innych, nawołując do wstępowania do organizującej się rzekomo polskiej partyzantki i twierdząc, że zostało zawarte porozumienie polsko-ukraińskie dla wspólnej walki przeciw­ko Niemcom. Warunkiem przyjęcia było posiadanie własnej broni palnej lub granatów w większej ilości. W ten sposób zwerbowano do dziewięćdziesię­ciu młodych chłopców w wieku 15-20 lat. Jako symbol pojednania i przymierza została niby ustalona odznaka na czapce w kształcie koła przedzielonego po połowie barwami narodowymi Polski i Ukrainy (jedna połowa biało-czerwona, druga niebiesko-żółta) wiel­kości dużego guzika. Nad tą odznaką Ukraińcy mieli jakoby umieszczony tryzub, a Polacy orzełka. Pierwsi zwerbowani w ten sposób polscy party­zanci wysyłani byli do polskich wsi i osiedli w celu zwerbowania nowych ochotników z bronią oraz dla zbierania dobrowolnych datków w postaci żywności z przeznaczeniem dla polskich partyzantów. Ja osobiście w ciągu miesiąca spotkałem się trzy razy z tymi „partyzantami” – dwa razy w Turii i raz w Swojczówce – gdzie przebywałem w niedzielę u mego stryja Bronis­ława Leśkiewicza. Wśród przybyłych tam partyzantów byli osobiście mi znani koledzy: Henryk Brzózka, Grzegorz Błędowski z Mikołajówki, Stanis­ław Lachowski z Czernówki i Buczek (imienia nie pamiętam) z Jasionówki. Z ich relacji dowiedzieliśmy się, że są zakwaterowani w stodołach w Dominopolu wartę zaś w nocy pełnią tylko Ukraińcy.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp1.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud7.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 568 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
7100870