Na Stefanówkę napadli 13 lutego 1944 r.

Urodziłam się 3 kwietnia 1933 roku w Stefanówce, gmina Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. Mieszkałam w północnej części wsi, przy drodze prowadzącej do wsi Borek. Moi rodzice to Andrzej Forma i Antonina Forma z domu Kudrel, byłam jedynaczką. W czasie pierwszej okupacji sowieckiej zaczęłam chodzić do szkoły powszechnej w Werbie, gdzie obowiązywał wyłącznie ukraiński język nauczania, ale to trwało tylko jeden tydzień. W Stefanówce mieszkali wyłącznie Polacy, języka ukraińskiego nie znałam. Z tego powodu za okupacji niemieckiej rodzice dali mnie do szkoły prowadzonej przez nauczycielkę Krajewską na Białozowszczyźnie w jej prywatnym domu. Nauka była prowadzona po polsku, a opłatą była żywność dostarczana pani Krajewskiej. Stefanówka była wsią biedną, dowodem na to jest fakt, że za okupacji sowieckiej nikt nie został zaliczony do "kułaków", nikt nie został deportowany na Sybir, było wiele rodzin wielodzietnych. W Stefanówce mieszkały rodziny o nazwisku Tchórz (dwie rodziny), Witkowski, Siedlicki, Maciejewski, Miżdal, Sokal, Nowak, Puzio, Sołtyska, Zduńczuk Józefa, Pietrzak, Zieliński, Kudrel Piotr, Sokaluk Jan i Adela, Forma Andrzej i Antonina ze mną, ich córką, Albiną, Jarosz Stanisław i jeszcze jeden Jarosz, którego imienia nie pamiętam. Obie rodziny Jaroszów mieszkały w części południowo-wschodniej wsi przy drodze prowadzącej do Werby. Ja z rodzicami mieszkałam w części północnej, przy drodze na Borek, od północy naszą sąsiadką była Zduńczuk Józefa, od południa wujek Kudrel Piotr, za Kudrelami było gospodarstwo Jana i Adeli Sokaluków. W lecie 1943 roku rozpoczęła się na szeroką skalę ludobójcza akcja banderowców skierowana przeciwko Polakom. Żyliśmy z dnia na dzień, pod grozą wiszącej nad nami śmierci. Nocami w okolicy pojawiały się łuny pożarów, ginęli okrutną śmiercią pojedyńczo i całymi rodzinami Polacy.

Czytaj więcej...

WSPOMNIENIE O "ŻABIE"

Los postawił na mojej drodze życiowej Leszka Żułkosia. Dziwny to był przypadek, który miał początek na ławie szkolnej Prywatnego Gimnazjum Koedukacyjnego im. Hugona Kołłątaja w Łucku, siedzieliśmy razem. Pisząc te wspomnienia o Nim, bo jestem przekonany, iż swoim godnym życiem zasłużył na utrwalenie Jego osobowości drukiem (..), bo ja pamięć o nim zachowałem w sercu do końca dni moichLeszek był dla mnie nie tylko kolegą z ławy szkolnej i współtowarzyszem w szeregach Armii Krajowej, ale też bratem o czym wiedzieli koledzy z drużyny którzy uwiecznili to nawet w piosence "Kos i Żaba dwa bratanki".Lech Stanisław Żułkoś urodził się 16 kwietnia 1921 r.w Kowlu.Jego rodzinę tworzyli; matka Maria oraz dwie siostry, starsza Janina (Nana) i młodsza Hanka, stanowili bardzo kochająca się rodzinę.
Matka była nauczycielką w Szkole Powszechnej  (Podstawowej).W tej szkole bywałem często z kolegami, a szczególnie z Edwardem Słoneckim ( po wojnie pułkownikiem lotnictwa w Warszawie) i grywaliśmy w ping-ponga, obecna nazwa-tenis stołowy.Na ławie szkolnej spędziliśmy z Leszkiem cztery lata, tj.do 1938 r.On pozostał na miejscu jako uczeń Liceum Matematyczno-Przyrodniczego, a ja rozpocząłem naukę w Liceum Mierniczo-Drogowym w Kowlu.W momencie wybuchu wojny byliśmy w Łucku. Agresję sowiecką przeżyliśmy jako koszmar, ale drugi nas jeszcze czekał, było nim wkroczenie wojsk hitlerowskich Niemiec.Pracowaliśmy, bo trzeba było z czegoś żyć, Leszek w młynie, a ja w ogrodnictwie. 
W lipcu 1943 r. podczas jednego ze spotkań, wtedy już "Żaba" w trójce organizacji podziemnej zaproponował mi być tym trzecim, oczywiście zgodziłem się bez wahania.Złożyłem przysięgę żo łnierza AK. przybierając pseudonim "Kos".

Czytaj więcej...

Napad na Radomle 25 grudnia 1943 r

O możliwości napadu na naszą wieś w święta Bożego Narodzenia ostrzeżeni zostaliśmy przez Ukraińca Piaseckiego. W wigilię więc ogłosiłem służbę dla wszystkich żołnierzy samoobrony. Zaledwie kilka osób miało pozostać z rodzinami. Pozostali podzieleni na dwie grupy pełnili służbę. Stach Kowalewski z /piętnastoma ludźmi/*częścią ludzi objął służbę o godzinie 18 w wigilię, ja z pozostałymi /piętnastoma/* w pogotowiu nocowaliśmy w ubraniach i z bronią razem w moim domu. Zmiana miała nastąpić o 6 rano w pierwszy dzień świąt.
Kilka minut po 5 rano przyszedł Stach Kowalewski i ponieważ nie spałem, prosił, abym obudził swoją grupę i wcześniej objął służbę. Motywował to tym, że ze swoimi chce iść rano do kościoła. Ponieważ żołnierze jeszcze spali a do 6 pozostało już niewiele czasu oświadczyłem, że rozpoczniemy służbę tak jak, było ustalone. Po ok. piętnastu minutach wpadł znowu Stach twierdząc, że otrzymał polecenie od "Jastrzębia" z Zasmyk, aby wycofać uzbrojonych ludzi ze wsi, ponieważ zbliżają się Niemcy i nie należy podejmować z nimi walki. Podobno słychać już niemieckie rozmowy i ruch zbliżających się. Było jeszcze zupełnie ciemno. Stach zabrał natychmiast obie grupy i wycofał się do lasu. Ja zostałem na obserwacji. Po pewnym czasie od zachodu, od zabudowań Frejera, padły pierwsze strzały. Zapłonęły pierwsze zabudowania Radomla. Atakowali Ukraińcy. Ta pomyłka, a może celowa dezinformacja, okazała się tragiczna w skutkach.
Skuteczną, bohaterską obronę podjął jako pierwszy mieszkający na skraju wsi Wacek Solecki, który kupionym za słoninę karabinem ratował życie swoje i rodziny. Broniły się i inne pojedyncze domy. Z bratem Antonim też zajęliśmy stanowiska obok naszych budynków przy sadzawce.

Czytaj więcej...

Ostateczne rozwiązanie. Zniszczyć Zasmyki

25 grudnia 1943 r., w pierwszy dzień Bożego Narodzenia, wczesnym rankiem  miasteczko, czeski Kupiczów znalazł się pod obstrzałem artyleryjskim. Zgrupowane tam oddziały partyzanckie AK zaskoczyła ta sytuacja. To nie był ostrzał zmasowany, ale tak jakby ostrzegawczy, kilka pojedynczych pocisków spadło na miasteczko, nie wyrządzając większej szkody. Partyzanci wystawieni na placówkach pilnie zaczęli lustrować przedpole. Do dowództwa napłynęły meldunki, że na przedpolu pojawiły się ukraińskie tyraliery. Znów było zaskoczenie, bo pojawiły się ale nie spieszyły do ataku, wręcz przeciwnie wyglądało to na demonstrację obecności. Dowódcy oddziałów zarządzili alarm i stan pełnej gotowości, spodziewano się ataku. W tym też czasie wszyscy usłyszeli strzelaninę za liniami potencjalnych przeciwników, powstała sytuacja trudna do rozpoznania. Wszystko jednak niebawem się wyjaśniło. Do Kupiczowa przebił się przez linie wroga goniec z Zasmyk. Ukraińcy zaatakowali Batyń, Radomle, Janówkę i idą na Stanisławówkę oraz Zasmyki. Pierwszy do ataku ruszył ze swoim oddziałem „Jastrząb”, za nim „Sokół” a kompania „Kani” ruszyła na pomoc zaatakowanym wioskom. Teraz stało się oczywiste, że atak na Kupiczów był pozorowany, a zgromadzone siły ukraińskie miały odciąć możliwość pomocy ze strony oddziałów AK, walczącym oddziałom samoobrony zaatakowanych wiosek. Ukraińska akcja została dokładnie przygotowana, po wcześniejszym rozpoznaniu  polskich sił. Cel był jasny „ostateczne zniszczenie Zasmyckiego Ośrodka Samoobrony Polskiej”. Od lipca podejmowano wiele prób, ale wszystkie nie przyniosły pożądanego efektu. Tym razem „Rudy” ( Jurii Stelmaszczuk) był pewien sukcesu. W ukraińskiej wsi Zadyby zgromadził siły liczące co najmniej 2000 ludzi w tym kilkadziesiąt dobrze uzbrojonych sotni posiadających nawet artylerię.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud2.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 692 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
5915634