Jan Bednarek, ps. „Kowiński”, żołnierz 27 WDP AK

  Jan Bednarek urodził się w Nowej Dąbrowie w roku 1915 jako syn Piotra i Weroniki zd. Leśniewska. Początkowo przebywał w Radowiczach, gdzie zawarł związek małżeński   z  Adelą Rakowską, mieszkanką Radowicz w 1939 roku w kościele w Turzysku.    Zasadniczą  służbę wojskową odbywał Stryj wcześniej  w KOP-ie  na Polesiu w latach 1935-38, którą ukończył w stopniu plutonowego. W wojsku wyczuł się specjalności telefonisty i dlatego mógł podjąć pracę na poczcie w Turzysku. Pracował tam i za okupacji sowieckiej i niemieckiej przy akceptacji przełożonych, będąc zaprzysiężonym członkiem ZWZ od 08. 1941, przyjął pseudonim „Kowiński”. Mówiło się w rodzinie, że Stryjek służąc w KOP-ie „chodził na tamtą stronę”, co rozumiemy że chodził na sowiecką stronę w celach wywiadowczych. Do  Zasmyk został skierowany rozkazem w połowie sierpnia 1943 roku  i jest najpierw  d-cą drużyny łączności a potem d-cą II plutonu w oddziale „Jastrzębia”. Bierze udział w wyprawie do Osieka, Bud Ossowskich, walce pod Ośmigowiczami oraz wielu innych akcjach oczyszczających teren z upowskiej dominacji. 22 listopada dowodzi Jan Bednarek obroną przed drugim atakiem UPA na  miasteczko Kupiczów ,odrzucając tysiącosobowe siły ukraińskie wspierane 2 działami i „czołgiem-samoróbką”, zdobywając ów czołg. Po mobilizacji i koncentracji 27 DW AK w Zasmykach  w ramach akcji „Burza” jest Stryjek Janek dowódcą II plutonu I kompanii w batalionie „Jastrzębia”. Bierze udział w walkach z Niemcami – akcja na Hołody, walki pod Maszowe  i Władynopolem. Ma także udział w bitwie o Kowel. Walczy w okrążeniu w lasach Mosurskich  a po przekroczeniu Bugu dołączył do oddziałów AK na Zamojszczyźnie. Walczył do czasu wkroczenia wojsk sowieckich. Latem 1944 przebywa w rejonie Sławna  u partyzanckiego przyjaciela Wacka Rakowskiego, gdzie zostaje aresztowany przez UB  i przewieziony do więzienia w lubelskim Zamku. Osądzony na dożywocie a po prośbie o ułaskawienie otrzymuje wyrok 25 lat zesłania na Sybir.  Trafia do obozu NKWD nr. 41 w Ostaszkowie .Tam pracuje w nieludzkich warunkach przy wyrębie lasów. Następuje próba ucieczki szesnastoosobowej grupy Polaków. W końcowej fazie ucieczki zostaje Stryj tylko z Janem Tutusem („Sroka”- Jastrzębiak) ale  obydwaj wpadają w łapy NKWD (Tutus wraca do Polski dopiero w 1956r.). Jan Bednarek ląduje ostatecznie w Kowlu, gdzie pracuje w PUR, ciągle pod nadzorem NKWD. Szczęśliwie po pewnym czasie przedostaje się wraz z transportem polskich przesiedleńców na polska stronę.

Czytaj więcej...

Z Antonówki ruszyła pomoc do Nieświcza

Antonówka, duża wieś położona między Łuckiem a Torczynem, zamieszkała niemal wyłącznie przez ludność polską, już od kwietnia 1943 roku rozpoczęła samorzutnie sposobić się do obrony. Wydobywano broń i amunicję zakopaną we wrześniu 1939 roku oraz w czerwcu 1941 roku, kupowano broń palną ze wszystkich możliwych źródeł. W pierwszych dniach maja przybył do Antonówki porucznik "Kra" (Wacław Kopisto), szef Kedywu w sztabie Inspektoratu AK w Łucku, jeden ze sławnej czwórki cichociemnych*, która dokonała brawurowego ataku na więzienie w Pińsku 18 stycznia 1943 roku, uwalniając więzionych tam Polaków. Rozpoczął on szkolenie ochotników do samoobrony, tworząc z nich drużyny strzeleckie i plutony. Uczył posługiwania się bronią, materiałami wybuchowymi i prowadzenia wszelkiego rodzaju dywersji. Do Antonówki zaczęli napływać podoficerowie i żołnierze konspiracji łuckiej, między innymi plutonowy "Skrzypek" (Bronisław Omański) i kapral  "Trzpień" (Franciszek Stefanowicz). Żołnierze zostali zaprzysiężeni, a komendantem placówki został mianowany sierżant "Huragan" (Józef Biernacki). Stąd w połowie sierpnia porucznik "Drzazga" (Jan Rerutko) wyprowadził grupę żołnierzy, która stała się zaczątkiem późniejszego batalionu "Łuna". Stąd również 23 stycznia 1944 roku wyruszył "Remus" (Romuald Górnicki) ze swoją kompanią złożoną z dwóch plutonów, by dołączyć do "Łuny", kwaterującej w Jezierzanach. Ale zanim to nastąpiło, żołnierze "Remusa" wspólnie z załogą placówki wzięli udział w akcji uwolnienia kilkudziesięciu Polaków oblężonych od dwóch tygodni przez banderowców w nieświeckim kościele. W ciągu dnia Ukraińcy usiłowali atakować kościół różnymi sposobami, lecz murowane ściany i wysoko umieszczone okna udaremniały te próby. Metalowe ciężkie drzwi nie dały się wyważyć ani podpalić. Obrońcy skutecznie razili napastników ogniem z broni palnej, prowadzonym z wieży kościelnej. W nocy jedni i drudzy odpoczywali. Oblegający w pobliskich chatach, oblężeni na posadce kościoła, na przygotowanych wcześniej siennikach. Mieszkańcy Nieświcza już od lipca spędzali dnie w swoich domostwach, wykonując normalne prace gospodarcze, a na noc schodzili się do kościoła, gdzie zgromadzili spore zapasy żywności i wody. W pierwszych dniach stycznia oblężeni uchylili cichaczem w nocy drzwi i wypuścili gońca - ochotnika, z zadaniem ściągnięcia odsieczy. Poprzez ośrodki konspiracyjne wiadomość dotarła do Antonówki. "Huragan" zarządził alarm i po naradzie ze "Skrzypkiem" oraz "Remusem" postanowili wyruszyć trzema plutonami na dwudziestu saniach do Nieświcza.

Czytaj więcej...

Dyskryminacja Polaków zaczęła się dość szybko

Jeszcze przed formalnym wkroczeniem Niemców do Zdołbunowa, miejscowi Ukraińcy zorganizowali prawdopodobnie w powiązaniu z lwowskim ośrodkiem nacjonalistycznym, któremu później przewodził sławny Stepan Bandera, ośrodek władzy administracyjnej. Pamiętam, że czytałem rozlepioną przez nich odezwę nawołującą do zachowania spokoju i podporządkowania się władzom niemieckim. Odezwa drukowana była w naszym mieście, była o tym mowa w domu ze znajomym drukarzem, który przebywał u nas. Działania wojenne zastały go w Zdołbunowie, został praktycznie bez środków do życia, trochę żywił się przy nas. Delikatna, jak na owe czasy, dyskryminacja Polaków zaczęła się dość szybko. W mieście mieliśmy, jak na nasze miejscowe warunki, niezłą drużynę piłki nożnej, zorganizowaną przy cementowni. W pierwszym okresie pobytu Niemców, nasza drużyna rozgrywała z nimi mecze piłki nożnej bez żadnych przeszkód. Ja z kolegami zawsze na tych meczach byłem obecny. Pewnego razu mecz rozpoczął się normalnie i po jakimś czasie został przerwany na interwencję nauczyciela z mojej szkoły (przed 1939 zgrywał pobożnego Polaka i katolika). Jak się okazało potem, był zajadłym polakożercą i wielkim działaczem OUN. Był to pierwszy sygnał, że z nami zaczyna być coś nie tak. Warto odnotować, że u tego nauczyciela w domu na drugi dzień wyleciały z okien szyby. W każdym razie z chłopakami mego pokroju to on długi czas nie miał łatwego życia. Często zdarzało mu się to i owo, o szczegółach nie wypada mówić, bo były to cholerne psie figle, jakie tylko mogą takie 12-14-latki wymyślić. Zaczęto niektórych Polaków nocą wybierać z domów i znikali oni bezpowrotnie. Czuliśmy, że miejscowi prominenci ukraińscy, współpracujący z Niemcami, rozpoczęli wybiórczą akcję zmierzającą do wyeliminowania potencjalnych przywódców przyszłej samoobrony Polaków. Na szczęście w odniesieniu do tych ludzi akcja im nie wyszła. To nie znaczy, że można umniejszać ich zbrodnie w stosunku do nas w pierwszym okresie okupacji niemieckiej. Temat nacjonalizmu ukraińskiego głębiej rozwinę być może w osobnym aneksie do wspomnień, jednak na wszelki wypadek skrótowo wyjaśnię o co im chodziło i jaki mieli główny cel. Generalnie chodziło o to, że określona część społeczeństwa ukraińskiego miała aspiracje do stworzenia własnego państwa typu burżuazyjno-faszystowskiego. Władze hitlerowskie mamiły ich utworzeniem Samoistnej Ukrainy pod berłem hitlerowców. W tej sytuacji hitlerowcy perfidnie wykorzystali zabliźnione dawne i niedawne animozje polsko-ukraińskie, wskutek czego, łatwo było spowodować wzajemne wyrzynanie się.

Czytaj więcej...

Wakacje na Wołyniu

   Wakacje letnie, które spędzałem częściowo w jednych, częściowo u drugich wujostwa, były okresem wytężonej pracy w polu. Niekiedy brałem w niej udział i jakkolwiek moja niefachowa pomoc stanowiła niewielki wkład do ogólnego wysiłku, była przyjmowana z uznaniem, gdyż każda para rąk liczyła się w gorączkowej krzątaninie przy zbiorze i zwózce zboża. "Podbierałem" więc skoszone żyto u żniwiarzy, układałem na ściernisku, nosiłem związane snopy, a po wysuszeniu w kopkach układałem na wóz i zwoziłem do stodoły. Naładowane wysoko snopy przyciskało się grubą belką zwaną "rublem", ściągniętą silnie łańcuchami. Jazda na tej górze twardej słomy nie była najwygodniejsza, ale stanowiła jakąś odmianę i chwilę wypoczynku po ciężkiej pracy. Koszenie i zwózka siana nie należały co prawda do czynności lżejszych, wolałem je jednak, ponieważ siano nie kłuło tak, jak słoma zbożowa.  Siano układało się na zimę w "brogu". Nazywano tak cztery słupy wbite w ziemię na rogach kwadratu liczącego ok. 3x3m. Między słupami rósł stóg siana, którego każda warstwa była ubijana do twardości. Od góry brog przykrywano dachem ze słomy, opierającym się na kołkach tkwiących w słupach. Można go było obniżać w miarę ubywania siana ze stogu.  Jak wspaniale spało się na świeżym sianie, pod owym słomianym dachem! Aromat suchej trawy zmieszany z zapachem nocnego powietrza wprost odurzał. Po pracy na polu sen przychodził natychmiast. A gdy w dodatku zaczął padać deszcz, spływając po słomie, jego jednostajny szum stanowił najbardziej melodyjną kołysankę. Jak smakował na kolację świeży razowiec ze świeżym masłem i miodem oraz kubkiem ciepłego mleka prosto od krowy! Cóż można porównać ze smakiem jabłka zerwanego z drzewa, czy truskawek zebranych bezpośrednio z grządki! Smakował nawet tamtejszy specjał - zacierka na mleku z wkrojonym ząbkiem czosnku - i zupa ze szczawiu, również przed chwilą zebranego na łące. Do tego kaczany kukurydzy pieczone w liściach na polnym ognisku. W chłodnym kącie stała zawsze beczka soku brzozowego, zebranego jeszcze wiosną. Był to napój kwaskowaty, znakomicie orzeźwiający i gaszący pragnienie. Z kolei pajda chleba razowego ze słoniną, pochłaniana w czasie południowej przerwy w pracy, stanowiła większy rarytas niż najwymyślniejsza kanapka na eleganckim przyjęciu...  Wołowinę czy cielęcinę spożywano raczej rzadko. Nie brakowało natomiast mięsa z drobiu oraz wieprzowiny. Świnie zabijano i oprawiano na miejscu a wędzone kiełbasy, salcesony, szynki i słoninę przechowywano potem przez dłuższy czas w spiżarniach. Moi krewniacy nie znali też oczywiście przednówka, jako że mąki starczało im do następnych zbiorów.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp6.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud15.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 1091 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8136597