To było we wtorek 18 kwietnia 1944

To było we wtorek, tak z całą pewnością we wtorek 18 kwietnia 1944 roku w Stężarzycach. Artyleria niemiecka waliła w naszą stronę i wystrzeliwała się na nasze pozycje od północy z Mosuru. Usadowił się tam Wermacht i 50 pułk piechoty Honwedów. Nasze dowództwo stacjonowało w gajówce Stężarzyce. Właściwie nie było nas tu wielu. W gajówce sztab Dywizji i „Gromady”, a w rejonie oddział ochrony sztabu, oddziały łączności, zwiad ppor. Jerzego Neumana „Hińczy” , oddziały obwodowe. Jeszcze Niemcy nie atakowali bezpośrednio naszych pozycji obronnych ale lot rozpoznawczy samolotu i nasilenie ognia artylerii sugerowały narastające niebezpieczeństwo. Zagrożenie sztabu Dywizji to poważna sprawa. Choć wszystkie nasze oddziały były wciskane w las, stanowiliśmy dla Niemców poważne niebezpieczeństwo, znaliśmy teren i mogliśmy ułatwić Armii Czerwonej okrążenie Kowla, odcięcie wojsk niemieckich w Uściługu i Włodzimierzu Wołyńskim, tym bardziej, że w Liskach i Turaczynach stacjonowały oddziały partyzantki sowieckiej gen. Fiodorowa , która dążyła do przebicia się za wszelką za Turię na wschód i przez linię frontu. Dlatego Niemcy atakowali nas od północy i południa i wystawiali wszystkie siły swojego zaplecza przeciw nam. Od Uściługu atakowały nas 131 DP i związki taktyczne z ??? D pancerna jednym ramieniem bezpośrednio na wieś Stężarzyce, na kampanię saperską Sterk. Franciszka Zacharozuka „Tura”, drugim kierując się na Rudę, by zamknąwszy okrążenie przez połączenie ze swoimi wojskami z północy odciąć nas od frontu i uniemożliwić odejście, na wschód. Z północy od Jagodzina przez Rymacze na Zamłynie port 50p.p. Honwadów, od Lubomla nacierały związki taktyczne 211 DP i 216DP i 5D Panc „Wiking”, która jednym ramieniem przez Czrykos, Dwłoczym i Turyczan, kierowały się na Rudę, by połączyć się z wojskami z południa, a drugim przez pustynkę i Mosur chciały przebić się bezpośrednio przez wąski pas lasu i pola, zaatakować na wieś Stężarzyce od północy i tym sposobem zamknąć pierścień okrążenia, zamykając nas w lesie Stężarzyce. Tej drugiej możliwości nie braliśmy pod uwagę znając warunki terenowe i swoje siły. Prawdopodobnie Niemcy albo nie docenili naszego rozmieszczenia, albo mając wojsko pancerne liczyli raczej na rozbicie taranem naszych sił i likwidowanie rozbitych ogniw.

Czytaj więcej...

Tam zginął mój dziadek Władysław Sikorki i cała moja rodzina

Było to miejsce z jednej strony otoczone bukowo-dębowym lasem(50 letnim), oddzielającym posiadłość od Borszczówki, z drugiej- granicą ze Związkiem Radzieckim. Pradziadek, senior Władysław Sikorski syn Michała, mieszczanin przybył na tą ziemię ok. 1890 roku w z Mazowsza.Pracował jako zarządca majątku bogatego Czecha o nazwisku Martinek syna Iwana . Jak wynika z relacji mojej babci Heleny Sikorskiej (z d. Srokosz), która uratowała się z zagłady Borszczówki, pradziadek zakupił w 1909 roku ten majątek nieruchomy położony w guberni wołyńskiej, powiat ostrogski, gmina Annopol, w pobliżu wsi Narajew w uroczyskach ,,Mokrzec”, ,,Osiczak” i ,,Berezina” . Czech Martinek sprzedał pradziadkowi Sikorskiemu działkę gruntu o powierzchni czterdzieści jeden dziesięcin , w tym ornej – dwadzieścia dziewięć dziesięcin i osiemset trzydzieści pięć sążni, leśnej jedenaście dziesięcin, sianokośnej tysiąc osiemdziesiąt pięć sążni i pod rzeczką dwieście trzydzieści sążni, położonej w uroczysku ,,Mokrzec”, graniczącą z gruntami:  we wsi Narajewka  należącymi do chłopów i sprzedającego. Sprzedażą objęte również były wszystkie znajdujące się na sprzedawanym gruncie zabudowania. Akt notarialny sporządził Notariusz Rówieński Michał Jarocki syn Bazylego w kancelarii mieszczącej się przy ul. Aptekarskiej 8 w Równem, w obecności świadków mieszczan Haima-SzmuliIcko Gibiera, syna Jankiela, Duwida Johwolda, syna Szlimy, Jośa Furmana, syna Szmuli zamieszkałych w Równem. Akt ten został zatwierdzony przez Starszego Notariusza w dn. 3 czerwca 1910 roku.  Całkowita powierzchnia majątku obejmowała  i 41 hektarów.  W tym właśnie majątku moja rodzina mieszkała do 1943 roku. Pradziadek ożenił się z Dionizą z domu Krasińską mieszkającym w Tesowie. Majątek Krasińskich rozciągał się na powierzchniokoło 270 hektarów i był jednym z większych w tamtym rejonie. Co ciekawe, pradziadek był częstym gościem w domu Krasińskich, przychodząc w konkury do starszej siostry Dionizy, która siadała mu wtedy na kolana a jednak właśnie Dioniza została jego wybranką.

Czytaj więcej...

Polska samoobrona kolonii: Poroda, Choromce i Prurwa

Po wymordowaniu przez Ukraińców mieszkańców kol. Parośla I, Polacy w wielu okolicznych miejscowościach samorzutnie przystąpili do organizowania samoobrony przed grożącymi dalszymi napadami Ukraińców. Polegało to na tym, że starszyzna danej wsi na swoim zebraniu postanawiała bronić się w razie napadu. W tym celu:

- obierano spośród siebie komendanta (dowódcę);

- wszelkimi sposobami zdobywano broń;

- budowano schrony, głównie dla kobiet i dzieci;

- organizowano nocne i dzienne warty;

- ustalano system alarmowania mieszkańców;

- wykonywano we własnym zakresie broń „białą", różnego rodzaju szpikulce;

- organizowano współdziałanie z innymi ośrodkami polskiej samoobrony w najbliższej okolicy.

W gminie Włodzimierzec trzy polskie kolonie: Poroda, Choromce i Prurwa zorganizowały samoobronę i ustaliły sposób współdziałania między sobą. Komendantem całości został wybrany kapral rezerwy Franciszek Jankiewicz z Choromiec. Inicjatorami i organizatorami samoobrony w Porodzie byli głównie żołnierze rezerwy. Należało do nich m. in. dwóch kawalerzystów: Jan Szymański i Stanisław Szumski, którzy służbę wojskową odbyli w 21 Pułku Ułanów w Równem. Komendantem samoobrony w Porodzie został Michał Olejniczak, a jego zastępcą Jan Szymański. W pierwszym okresie głównym zadaniem samoobrony było pełnienie wart w dzień i w nocy oraz patrolowanie rozległego terenu kolonii, aby nie dać się zaskoczyć napastnikom i zdążyć zaalarmować mieszkańców.

Czytaj więcej...

W RZEZI WŁADYSŁAWÓWKI BANDEROWCY SIĘGNELI DNA PIEKŁA

 

Trzeba powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że na Ziemi Swojczowskiej i na całym Wołyniu 11 lipca 1943 r. w tzw. „krwawą niedzielę” rozpoczęło się nieludzkie ludobójstwo (symbolicznie) względem niewinnej ludności polskiej. Symbolicznie ponieważ duże mordy dokonywane przez ukraińskich nacjonalistów, zdarzały się na Kresach, już od roku 1939 od przegranej kampanii wrześniowej. Tego dnia, jednocześnie w dziesiątkach wsi i kolonii polskich miał miejsce zorganizowany, dobrze przygotowany atak o świcie na śpiących, jeszcze w większości Polaków

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp7.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud4.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 938 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6419875