Wyrwać się z tego piekła

Rodzice Czesława Frączka – Jan i Maria z czwórką dzieci (Stefan, Jadwiga, Roman i Julia) przybyli na Wołyń w 1926 r. ze wsi Kamień Puławski w Lubelskiem. Osiedlili się we wsi Zapust Stary w gminie miejskiej Rożyszcze, w powiecie łuckim. To właśnie tu, w tej pięknie położonej wsi w zakolu rzek Styr i Konopelka, Jan Frączek za pieniądze zarobione podczas 7-letniej pracy w stalowni w Detroit (USA), kupił „osiem dziesięcin” ziemi od Niemca Landsmanna. Dysponował wtedy wcale pokaźną kwotą dolarów, ale wcześniej znaczną ich część nieroztropnie utracił! Odbyło się to w przededniu reformy monetarnej mającej na celu zwalczanie hiperinflacji - wprowadzonej przez ministra Władysława Grabskiego 28 kwietnia 1924 r. Jan Frączek, nie przywiązując wagi do wieści dochodzących z „wielkiego świata”, nieopatrznie wymienił swoje ciężko zarobione dolary na markę polską! A dla przykładu - przed reformą walutową knur kosztował 6 mln marek polskich! Natomiast stosunek wymiany marki polskiej na jednego złotego minister Grabski ustalił na 1,8 mln:1!

W 1931 r. urodziło mu się kolejne dziecko, syn Czesław, bohater niniejszego artykułu. We wsi Zapust Stary mieszkało wówczas około 40 rodzin, w tym zaledwie kilka rodzin polskich, ponadto rodziny niemieckie i ukraińskie. Już niedługo po napaści Niemiec hitlerowskich na Rosję Sowiecką, na Wołyniu i Podolu Ukraińcy podjęli starania, by pod bokiem hitlerowców stworzyć „Samostijną Ukrainę”, a gdy to im się nie udało, policja ukraińska i frakcja Stepana Bandery z OUN utworzyła formację zbrojną o nazwie Ukraińska Powstańcza Armia (UPA).

Wkrótce nacjonaliści ukraińscy z OUN-UPA, jak również „bulbowcy” z ugrupowania Tarasa „Bulby” Borowca, rozpoczęli masowe rzezie Polaków zamieszkujących na Wołyniu. Polacy stworzyli własną samoobronę spośród ludności cywilnej oraz oddziałów Armii Krajowej. W pobliskich miastach Rokitno i Dubno oddziały samoobrony były częściowo zakonspirowane i działały na przedmieściach z uwagi na załogi niemieckie. Placówkami samoobrony były także pojedyncze polskie wsie i kolonie, w tym Zapust Stary strzeżony przez lokalną grupę samoobrony. Czesław Frączek często szukał ze swoją rodziną schronienia w tej placówce przed atakami UPA i wiele razy nocował z bratem Romanem na łąkach i w zbożach położonych nad Styrem. Pewnego razu jego brat przeziębił się, zachorował na zapalenie płuc i w 1943 r. zmarł. Miał 21 lat.
Na początku stycznia 1944 r. wojska sowieckie przekroczyły w rejonie miasta Sarny przedwojenną granicę Polski, a w lutym pojawiły się już w Zapuście Starym. Front zatrzymał się na krótko na linii rzeki Styr, po czym krasnoarmiejcy poszli dalej.
W maju 1944 r. do Zapustu Starego wkroczyły oddziały polskie z I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Zakwaterowali się w domach, stodołach i w namiotach rozstawionych na polach. Radość była wielka – Polacy odżyli. Ale w czerwcu 1944 r. wojsko polskie odjechało na front, a we wsi władza sowiecka zaczęła zaprowadzać swoje porządki.

Czytaj więcej...

Fala zabójstw nie ominęła Jasieńca

Alfreda Magdziak przed wojną mieszkała na Wołyniu. Najpierw w Bystrakach nad Bugiem, a potem we wsi Jasiniec w powiecie Horochów. Do dzisiaj z nostalgią wspomina tamte czasy. I piękną krainę beztroskiego dzieciństwa.

„Nasz dom był drewniany, kryty strzechą – mówi. – Budowany w węgły, z grubych pali. Do sieni wchodziło się przez niewielką przybudówkę. Dalej była kuchnia. Obszerna, z masywnym piecem. Pokój – za kuchnią – był tylko jeden. Znacznie bardziej okazałe były zabudowania gospodarskie. Stajnia, obora, stodoła, kurnik. Mieliśmy ponad 12 hektarów ziemi, w tym piękne łąki, i kawałek lasu. A przy samym domu pięły się w górę rozłożyste wiśnie.

Latem chodziłyśmy z siostrami do pobliskich lasów zbierać jagody i poziomki. Jesienią – grzyby. Było tego w naszych stronach mnóstwo. Pamiętam, że podczas tych wypraw lubiłam przystanąć na chwilę, popatrzyć w dal i głęboko wciągnąć w nozdrza zapach Wołynia. Leśnych owoców, wilgotnej leśnej ściółki, polnych kwiatów i pobliskiej rzeki... Nigdy później nie czułam już nic podobnego. Mój Wołyń, moja utracona ojczyzna...".

Nie pamięta, żeby przed wojną dochodziło do jakichś napięć czy konfliktów między Polakami a Ukraińcami. Między katolikami a prawosławnymi. Wprost przeciwnie – sąsiedzkie współżycie układało się według niej harmonijnie. Ludzie sobie pomagali, odwiedzali się przy okazji świąt i innych uroczystości.

„Wszyscy żyliśmy w zgodzie i pokoju – wspomina. – Oczywiście także z naszymi sąsiadami Ukraińcami, których w Bystrakach mieszkały dwie rodziny. Zupełnie nie zwracaliśmy uwagi na to, że ci ludzie są innej nacji. Chodzili sobie do cerkwi. I tylko to odróżniało ich od Polaków".

Wojna brutalnie położyła temu kres. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów dążyła do tego, aby Wołyń po wojnie znalazł się w granicach „samostijnej Ukrainy". Państwo to miało być jednak „czyste jak łza". Czyli pozbawione mniejszości narodowych, przede wszystkim Polaków. W 1943 roku rozpoczęły się mordy.

Fala zabójstw nie ominęła Jasieńca. Na oczach pani Alfredy – wówczas 17-letniej dziewczyny – rozegrała się straszliwa tragedia.

„Leżałam na ziemi – wspomina. – Na twarzy i dłoniach czułam ostre kolce świeżego ścierniska. W ustach gorzki smak piasku, duszący zapach wysuszonej słońcem ziemi. Przede mną znajdował się niewielki płotek, a za nim podwórko naszego domu.

Stał na nim mój tata i dwie moje siostry. Irka i Paulina. Wokół nich uzbrojeni mężczyźni. Część miała broń palną – karabiny, pistolety, część siekiery i noże. Ojciec próbował ich do czegoś przekonywać, prosił. Ale oni nie słuchali. Do moich uszu dolatywały tylko przekleństwa, obelgi".

Czytaj więcej...

Przez Radomle przeszedł pierwszy oddziałek sowieckiej piechoty

 

     Radomle. Malutka drewniana wieś po wschodniej stronie zadybskich lasów.

     Jedyny murowany dom z dala od wsi, pod lasem, zwolniony przez oddział Trzaska, zajął  2 marca nowo utworzony pluton Gromu –  4-ty gospodarczy.

     Właściciel tego murowańca – rzeczy bardzo rzadkiej w wołyńskim wiejskim budownictwie – mówiono, że w Ameryce dorobił się pieniędzy na wystawienie tak okazałych budynków – uciekł zawczasu. Z pewnością w świniarzyńskie lasy, do centrum partyzantki ukraińskiej, razem z ludnością zajętych teraz przez zbrojnych Polaków ukraińskich wsi. Całe dostatnie obejście było teraz do dyspozycji plutonu, który rządził się w nim jak szara gęś. Gdyby właściciel mógł zajrzeć teraz do swego domu, jęknąłby na widok niesłychanego bałaganu i brudu w schludnym niegdyś obejściu.

     Pośrodku obrzydliwie zaśmieconego podwórza zarzuconego słomą, kupami popiołu, szmatami, kościami i skórami porżniętych zwierząt, na dwu ogniskach przy studni parowały gotującą się strawą dwa duże kotły. Krzątał się przy nich dyżurujący kucharz. Opodal dwaj chłopcy piłują grubą kłodę sosnową wyciągnąwszy ją z szopy, gdzie oczekiwała zapewne lepszego losu. Dźwięczy stal piły, kłoda prycha trocinami, kiwają się nad nią ci dwaj bez pośpiechu. Trzeci rąbie. W stodole otwartej naprzestrzał dwaj taboryci kręcą z konopnych kłaków sznur na postronki do uprzęży. Za sztachetowym ogrodzeniem przechadza się zgarbiony pod karabinem, zziębnięty alarmowy. Zamiast obserwować podejście od lasu gapi się na ruch na podwórzu. Sień domu huczy od gwaru: dyżurująca drużyna obiera kartofle. Języki obracają się żwawiej niż noże i scyzoryki. Chłopcy syci, wyspani – plotą trzy po trzy    i co chwila rechocą zdrowym, donośnym śmiechem. W cebrzyku rośnie powolutku biała górka obranych ziemniaków.

     Izby – duża i mniejsza – zatłoczone klatkami prycz od podłogi do sufitu. Ciasnota, jak      w kurniku, jak w łodzi podwodnej. W większej izbie na wolnym skrawku podłogi niewielki stół. Aż podskakuje od zamaszystych uderzeń kartami. Grze czworga przygląda się drugie tyle, choć gra nieciekawa – w tysiąca. W kuchni identyczne zagęszczenie. Część stołu, tyle ile trzeba na rozłożenie zeszytu okupuje kronikarz Jantar. Na całej reszcie guzdraniana bez przerwy: Zuch tnie połeć słoniny – będzie przetapiać na smalec, Gwóźdź rozrabia mąkę na placki, Syrena znalazł na strychu liście samosadu – tnie na machorkę. Od płyty bucha gorąco, tutaj ogień płonie calutki dzień.  Bez przerwy ruch: baniaki, garnki, menażki wchodzą na płytę jedne po drugich, właściciele doglądają ich osobiście - trwa istny konkurs pitraszenia. Niewielu zadowala się zawsze spartaczoną grochówką czy krupnikiem z kotła. (...)

Czytaj więcej...

Kąkolniki powiat Rohatyn

Moje panieńskie nazwisko to Michalina Michalewicz a urodziłam się 22.09.1924 roku w miejscowości Kąkolniki powiat Rohatyn, w województwie stanisławowskim na Ukrainie. W Kąkolnikach na 130 gospodarstw zamieszkiwało 45 rodzin polskich i 85 ukraińskich. We wsi był kościół, cerkiew, poczta, urząd gminy i posterunek policji, był krawiec i krawcowa, szewc, stolarz, kowal i młynarz. Oczywiście była też karczma, zwana potocznie szynkiem i olejarnia. W Kąkolnikach był duży 800 hektarowy majątek będący własnością polskiej rodziny. Dziedzice lato spędzali na wsi w swoim dworku, a zimę we Lwowie. Moja Matka mówiła, że byli to bardzo dobrzy ludzie. Część mieszkańców naszej wsi pracowała w tym majątku. Uprawiano tam zboża i hodowano bydło. Wszystkie prace polowe wykonywane były tam ręcznie i przy pomocy koni roboczych których było co najmniej czterdzieści. Za dzień pracy ludzie z Kąkolnik otrzymywali jeden złoty wynagrodzenia, a w czasie żniw dwa złote. Za dwa złote można było kupić dobre buty a garnitur męski kosztował około 20 złotych. Pierwszy mąż mojej Matki zginął na wojnie w 1918 roku pozostawiając pięcioro dzieci. Ja pochodzę z drugiego Jej małżeństwa, gdzie było z kolei czworo dzieci. Mój przyszły Ojciec walczył w legionach Piłsudzkiego a po zakończeniu wojny ożenił się z moją Matką. Matka w tym czasie sama prowadziła sześciohektarowe gospodarstwo. Ziemia była bardzo urodzajna, ale ciężka do uprawy i Matka nie mogła sama sobie z tym poradzić. Oprócz towarzysza życia potrzebny był Jej również mężczyzna do pracy i w warunkach wiejskich było to konieczne i zupełnie zrozumiałe. Oprócz niewielkiego domu była obora, stajnia, chlew i budynek gospodarczy. (...) Ojciec miał zawsze parę pięknych koni które sam sobie wychowywał. W polu orał jednoskibowym żelaznym pługiem a mimo to konie miały co ciągnąć. Do uprawy ziemi stosował też czteropolową drewnianą bronę z żelaznymi zębami i kultywator na żelaznych płozach. Zboże koszono głównie kosami. Używaliśmy też sierpów wtedy, kiedy potrzebna była żytnia słoma na strzechy. Młócono zimą głównie cepami a młocarnia była tylko w majątku. Ziemia była tak urodzajna, że obornik należało stosować bardzo ostrożnie, raz na cztery lata, głównie pod buraki cukrowe i ziemniaki. Sianie zboża na wynawożonym obornikiem polu spowodowałoby jego całkowite wyłożenie i prawie zupełny brak plonu. Gospodarstwo dostarczało nam dosłownie wszystkiego co potrzebne było do życia. Ojciec na przykład brał 3 kwintale zboża i jechał do młyna. Tam robiona była kasza manna i trzy rodzaje mąki. Pierwsza i druga jej jakość służyła do gotowania, a mąka trzecia” jako dodatek do żytniej „razówki”, do chleba który Matka piekła co tydzień. Ojciec siał grykę i proso i mieliśmy kaszę gryczaną i jaglaną. Z konopi które dawały nasiona podobne do drobnego grochu uzyskiwano bardzo smaczny seledynowy olej. Był to najlepszy olej jaki znam. Mieliśmy także własny cukier, bo uprawiając buraki cukrowe dostawaliśmy deputat cukru który nam w zupełności wystarczał. Kupowaliśmy tylko ryż, sól i zapałki. Na paszę dla krów siana była czerwona fasola i kukurydza. Warto dodać, że nie mieliśmy w tym czasie energii elektrycznej. Matka rano przygotowywała śniadanie i gotowała coś na obiad. Porcja obiadowa przechowywana była w duchówce i kiedy przychodziliśmy w południe, wszystko było już gotowe. Na gotowanie nie było wtedy czasu.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp4.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud5.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 503 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
9000384