Trzeba było uciekać z Karasina

Karasin to niewielka wioska koło Maniewicz, na drodze od Kowla w kierunku Sarn. Tu spędzaliśmy wakacje. Tata od kilku lat był komendantem posterunku policji w Karasinie i tylko raz w tygodniu przyjeżdżał do domu. Z dwoma braćmi – starszym ode mknie o sześć lat Ryśkiem, starszym o cztery lata Jasiem i mamą mieszkaliśmy na stałe w Kowlu, we własnym domu otoczonym pięknymi drzewami owocowymi, sadzonymi przez umiłowanego dziadka Jasia, który z kochaną babcią Zosią mieszkał obok nas. Wakacje w Karasinie były cudowne. Był to czas zupełnie inny niż w Kowlu i to nie dlatego, że bez szkoły. W kowelskim domu był rygor. Było nas trzech chłopaków pod opieką w zasadzie tylko mamy. Musiała trzymać nas w jakichś ryzach. Na wszystko był wyznaczony czas, a grono kolegów musiało być zaakceptowane przez mamę. Tu, w Karasinie pod opieką obojga rodziców wolno było robić wszystko i korzystaliśmy z tej wolności w pełni. W Karasinie przeżyłem jedno z pierwszych silnych uczuć litości i współczucia dla rodzin chłopskich odprowadzających ojców i braci do wojska. Były to ostanie dni sierpnia 1939 roku. Szykowaliśmy się do powrotu do Kowla. Pierwszego września początek roku szkolnego, a tu wiadomość o wojnie. Pierwsza myśl to – „brawo, nie wracamy”. Telefony, dalsza mobilizacja, samoloty na niebie, dziwne rozmowy taty z mamą. Niewiele rozumiałem – przebywając z żeńcami, pastuchami, młockarzami, byłem oderwany od rzeczywistości. Nie bardzo wiedziałem co to jest wojna. Wszyscy byli smutni i zatroskani.

Czytaj więcej...

Uciekałam w sukieneczce do Pierwszej Komunii

 „Ciągle wracam do tych wydarzeń z 16 lipca 1943 roku, jak musieliśmy się wszyscy zgromadzić w szkole. To była ta słynna samoobrona, to był początek obrony. W szkole było bardzo dużo ludzi, także spoza Huty Stepańskiej. […] Byliśmy tam do 18 lipca, a potem wyszedł rozkaz, żeby się wycofać do Sarn, bliżej kolei, tam, gdzie byli Niemcy. […] Szybko wróciliśmy do domu, każdy co mógł, to wziął. Tylko ja nie zdążyłam wejść na furmankę, bo postanowiłam jeszcze wrócić do domu po mój obrazek, który dostałam na Pierwszą Komunię. Biegłam za furmanką, ale było bardzo dużo ludzi. […] Mama krzyczała i wyciągała ręce, żeby mnie wciągnąć na ten wóz, ale nie zdążyłam. Widziałam bardzo dużo pomordowanych. Pamiętam, że napadnięto na nas w trakcie tego wycofywania się. Jak słyszałam te krzyki i strzały banderowców: »Urra, urra, rezać Lachy«, to ja ze strachu przeskoczyłam przez rów, bo zobaczyłam, że niektórzy uciekają do lasu. […] Tam zgubiłam but i ten obrazek. Uciekałam w sukieneczce, w której byłam przyjęta do Pierwszej Komunii, tylko przefarbowanej na niebiesko. […] Zobaczyłam wtedy kobietę z rozciętym brzuchem, nieżywą, przy niej dziecko siedziało, płakało. Widziałam też innych martwych ludzi. Gdy biegłam do lasu, zobaczyłam mojego wujka, brata ojca, który biegł z narzeczoną – złapała mnie za rękę i tak żeśmy szli dzień, noc i jeszcze dzień, aż do Sarn”. Jadwiga Majewska pod opieką wuja i ciotki dotarła następnie do Równego. Przez jakiś czas żyła w przekonaniu, że zginęła cała jej rodzina.

Czytaj więcej...

Niestety, w nie było człowieka, który by znał się na rzemiośle wojennym...

 W dniu 29 IX 1943 r., w niedzielę po południu, doszła wiadomość, że zostaną wymordowane polskie wioski. Reakcje ludności były różne: jedni nie wierzyli w to, że ktoś tak ot sobie może przyjść i bez żadnej przyczyny wymordować polskie wsie, inni proponowali, aby wyjechać z rodzinami do Jagodzina, a jeszcze inni chcieli wioski bronić. Ta trzecia grupa dominowa­ła. Niestety, w tej grupie nie było ani jednego człowieka, który by znał się na rzemiośle wojennym i miał jaki taki autorytet. Brak było też rozeznania co do siły i uzbrojenia napastników.

W nocy z 29/30 IX 43 r. koło mego domu uformowała się kolumna wo­zów, załadowanych rodzinami chcącymi opuścić wioskę, ale niestety, zostali zawróceni w celu obrony wsi i to spowodowało, że niepotrzebnie zginęło aż tylu ludzi, bo około 480 osób. Wczesnym rankiem dnia 30 IX 43 r. wieś została ostrzelana na całej długości od strony południowej z broni maszynowej. Droga do Jagodzina została odcięta i gdyby nie wzniesienie, zza którego strzelali upowcy, wieś na pewno by się spaliła. Chyba wszyscy się zorientowali, że aby bronić się przed taką siłą trzeba by mieć co najmniej od ośmiu do dziesięciu erkaemów. Banderowcy weszli do wioski po opadnięciu mgły, oczywiście uspokajając ludność i zapędzając do szkoły najpierw mężczyzn, a potem kobiety i dzieci na zebranie.

Czytaj więcej...

Banderowcy zaatakowali Zinówkę od Krasnej Góry

Był lipiec. Piękna słoneczna pogoda. Zanosiło się na upały i suszę. Nadchodziła pora żniw. Ojciec wypożyczył u sąsiada Czubkowskiego żniwiarkę. Sam Czubkowski, jako właściciel maszyny, miał kierować zaprzęgiem czterech koni. W pagórkowatym terenie jedna para koni nie uciągnęłaby żniwiarki pod górę. Konie były nasze i stryjka. W pole oddalone od domu około jednego kilometra wyszliśmy wczesnym popołudniem. A może to był późny poranek. Tak czy owak zwracam na to uwagę, bo dalsza część tego dnia ciągnęła się długo. Praca ruszyła, a ja bawiłem się na drodze polnej, na górce pod drzewem. W pewnej chwili zauważyłem, że ojciec porzucił pracę i skierował się do domu. Jak się zorientowałem, miał zamiar sporządzić zacier na bimber. Trochę mi się nudziło, ruszyłem więc za ojcem. Ojciec wziął z mieszkania wiadro i poszedł do studni po wodę. Studnia była w połowie drogi między naszym domem i stryjka. Dochodziło się do niej wąską ścieżką biegnącą przez ogród. Usiadłem w mieszkaniu na taborecie przy stole. Ręce miałem czymś zajęte. Nogami majtałem pod stołem, bo nie dosięgałem nimi do podłogi. Z ogrodu niosło się klekotanie kołowrotu studni.  Naraz usłyszałem donośny głos córki stryjka, która wołała do mego ojca: Wujku, Czubkowski się pali!  Było dwóch braci Czubkowskich. A nawet trzech, tylko tego trzeciego nie znałem, więc go nie brałem w rachubę. Ci, których znałem, mieszkali po przeciwnych krańcach kolonii.  Wyjrzałem przez okno w stronę zabudowań Czubkowskiego. Tego, który był u nas na żniwach. Spokojne korony drzew. Nic nie widać. Aha, to chyba ten drugi.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp7.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud8.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 366 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6605531