Wspomnienia i fakty z życia mojego Ojca

    Mój Ojciec, Stanisław Bednarek, ps. „Król” urodził się  30.04.1918 w Kumowie,

pow. Chełm jako syn Piotra (1890) i Weroniki (zd. Leśniewska) w rodzinie rolniczej.

Rodzina była dość liczna, składała się z 7 rodzeństwa : Adam (1912 Byteń), Jan (1915 Nowa Dąbrowa), Stanisław

(1918 Kumów), Józef, Maria, Mieczysław (1925), Henryk (1932 Radowicze).

Dziadek Piotr był niespokojną naturą i zmieniał dość często miejsce zamieszkania.

Jeszcze przed I Wojną Światową wyjechał na jakiś czas do pracy w Ameryce.

Podczas I Wojny walczył jakiś czas w Legionach Piłsudskiego. Jakiś czas przebywał w rejonie Hołub, Dąbrowy aby ostatecznie wylądować w Radowiczach, pow. Kowel.

W Radowiczach należy Tato do STRZELCA, którego placówkę prowadził Adolf Bartoszewski. Strzelcy mieli mundury wojskowe a broń była zmagazynowana                         w gospodarstwie Nadratowskich. Z okazji świąt państwowych czy kościelnych strzelcy występowali w pełnym umundurowaniu jako asysta wojskowa np. w kościele w Turzysku.

Tata opowiadał, że w niedzielę na ścianie rodzinnego domu wisiały cztery karabiny. 

Tutaj zastała rodzinę Bednarków pierwsza okupacja sowiecka. Jako chłopak w wieku poborowym został Stanisław Bednarek powołany przymusowo do Armii Czerwonej,

gdzie przebywał w okresie 04. – 06. 1941 roku. Tę przymusową służbę odbywał w karnym batalionie w Kołomyi, gdzie sowieci budowali lotnisko wojskowe. Po uderzeniu Niemców na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 dostaje się Tato do niewoli niemieckiej. Udaje się ucieczka z więzienia i we wrześniu 1941 jest już Tato z powrotem w Radowiczach, gdzie zostaje zaprzysiężony i przydzielony do placówki w Turzysku (pseudonim „Król”).

Czytaj więcej...

75 rocznica ludobójstwa MAJ 1943, wiosna 1943

  1 maja 1943 roku: 

W futorze Dąbrowa  koło wsi Kąty /Kuty/ pow. Krzemieniec upowcy wyłapywali Polaków, gromadzili w jednym domu, który potem podpalili -  żywcem spalili co najmniej 28 Polaków, w tym rodziny 6 i 4-osobowe. „W odległości około 3 km od wsi Kąty, za niewielkim lasem, na polu zwanym Dąbrową, mieszkała rodzina Józefa Jasińskiego i jego żonaty syn Albin Jasiński. Dnia 1 maja 1943 roku grupa banderowców przez cały dzień wyłapywała Polaków na polach Dąbrowy i gromadziła ich w zabudowaniach J. Jasińskiego. O zmierzchu pomordowano ich w okrutny sposób i podpalono mieszkanie oraz zabudowania gospodarskie. Na drugi dzień, 2 maja 1943 r. z Kątów wyjechało na pogorzelisko kilku uzbrojonych mężczyzn na 3 furmankach. Na miejscu zobaczyli szczątki pomordowanych dorosłych i żywcem spalonych dzieci. Tworzyły one czworobok, do którego wrzucano dzieci. Spalone szczątki zebrano do jednej skrzyni i pochowano we wspólnym grobie na cmentarzu w Kątach. /.../ Podawano, że zginęło tam około 23 osoby, w tym 12 dzieci”. (Leokadia Wawrzykowska: Relacja z ostatnich dni pobytu na Wołyniu ludności polskiej wsi Kąty /Kuty/ gm. Szumsk, pow. Krzemieniecki, w: Biuletyn Informacyjny 27 Dywizji Wołyńskiej AK, nr 4 z 1997 r.).

We wsi Sadki pow. Krzemieniec Ukraińcy z sąsiedniej wsi zamordowali w bestialski sposób rodzinę Bułkowskiego (Bułkieckego?). Świadkowie zapamiętali m.in. ich córkę 22-letnią Marię, która ciężko okaleczona umierała przez kilka godzin w męczarniach na polu. Zamordowany został także ich sąsiad NN. Po 1 maja sołtys Ukrainiec zaprosił rodzinę Billewiczów do powrotu zapewniając im  bezpieczeństwo, wracających witał razem z Ukraińcami z Sadek chlebem i solą, a po kilku dniach upowcy rodzinę tę wymordowali, tj. 6 osób, poza Marianem Bilewiczem, który akurat przebywał poza domem. Łącznie w Sadkach Ukraińcy zamordowali co najmniej 33 Polaków.

We wsi Tajkury pow. Zdołbunów upowcy zamordowali 30 Polaków chodząc od domu do domu i rąbiąc siekierami oraz paląc zwłoki razem z budynkami. „W niedzielę, 23 czerwca 2013 r., na cmentarzu katolickim w Zdołbunowie, proboszcz parafii zdołbunowskiej ks. Andrzej Ścisłowicz, poświęcił miejsce wybrane pod pamiątkowy krzyż upamiętniający mieszkańców wioski Tajkury, zamordowanych w 1943 roku w czasie Wołyńskiej Rzezi. /.../  Dawna mieszkanka Tajkur, złożyła na cmentarzu świadectwo nt. przeżytych wydarzeń w 1943 roku.

Czytaj więcej...

Zamordowali również Ukraińca Siańko Klepca, bo uprzedził Polaków o napadzie

Wszystko zaczęło się 17-18 czerwca mówi Tadeusz Filipczak  ( urodzony w 1928 r. w miejscowości Czaruków  pow. Łuck). Mieszkałem z rodzicami w kol. Chrobrów gmina Czaruków. Od wiosny 1943 r. wszyscy mieszkańcy naszej wsi nie spali  już w swoich domach, ale po krzakach, w polu a niektórzy w wykonanych przez siebie schronach. Niepokojące wieści o mordach ukraińskich band dochodziły ze wszystkich stron. Wspomnianego czerwcowego dnia mordu dokonano i u nas. Napadnięty został Jan Michałek z dziewczyną. Jego zamordowano a ona zdołała uciec na stację kolejową  w miejscowości Nieświt, gdzie znajdował się wojskowy posterunek niemiecki. Ojciec zdecydował, że od tej pory rodzina moja będzie jeździć na noc do kościoła położonego właśnie w tej miejscowości. Wydawało się , że tak będzie bezpieczniej. Nie wiedzieliśmy, że napad na naszą miejscowość był przygotowany przez UPA na 19 czerwca. O tym fakcie powiadomił nas ukraiński sąsiad Siańko Klepiec w chwili kiedy paliły się już Jeziorany Szlacheckie. Tata w tym czasie był u Michałka pomagał przy wykonaniu trumny dla zamordowanego Janka. Nie było na co czekać, natychmiast z mamą uciekliśmy do stryja Edwarda Filipczaka skąd już razem z nim do Budek Osieckich, gdzie mieszkał  brat stryjenki Bolesław Konopko. Stamtąd wszyscy razem uciekliśmy do Torczyna, gdzie stacjonowało wojsko niemieckie. W czasie napadu zamordowano 13 Polaków, jedną Czeszkę, 2 Rosjan i Ukraińca Siańko Klepca za to, że uprzedził Polaków o napadzie. W Torczynie przebywaliśmy koło miesiąca, gdzie zebrało się więcej uciekinierów z polskich wsi. Nie można było jednak przebywać tam dłużej dlatego pod eskortą Niemców kolumna ocalałych z rzezi Polaków została przeprowadzona do Łucka.  W tym dużym mieście wydawało się być bezpiecznie, ale były problemy nie tylko z mieszkaniami ale i wyżywieniem znacznej liczby uciekinierów z różnych stron Wołynia. Nasza rodzina podobnie jak i inne pozostawiły swoje gospodarstwa bez opieki ale do ostatniego dnia pobytu zadbane, a więc np. obsiane zbożami.

Czytaj więcej...

SŁOBODARKA, była kiedyś taka miejscowość

 W  Słobodarce   gmina Rożyszcze,   powiat  Łuck województwo Wołyń, moja rodzina mieszkała, chyba od zawsze. Tam urodziłem się ja, Stanisław  Sobolewski  w 1928 r. i mój ojciec  Sobolewski  Józef    w 1900 r. jak również  jego ,trzy siostry Julia , która  wyszła za mąż za Zalewskiego Zygmunta i zamieszkała w Łucku,  Maria  wydana za Wirkowskiego  Jana  ze  Słobodarki  i  Rozalię  która wyszła za mąż za Rodakowskiego Leona  z którym  w 1932 r wyjechała  do Kanady.   Ojciec ożenił się z Anną   Oderewicz , moją Matką  urodzona w 1901 r. w  Hołobach. Rodzice  posiadali i utrzymywali się z gospodarstwa rolnego.  Tato zajmował się gospodarstwem, a Mama   domem i wychowaniem  dzieci. A muszę tu wspomnieć, że oprócz mnie , by jeszcze dwie siostry – Regina ( ur.1927r),  Janina ( ur.1929r-już nie żyje)  i  brata  Edward ( ur.1934r).                                                                     Na bosaka, po Słobodarce… Przed wojną aby dotrzeć do Słobodarki  z jakiegokolwiek miejsca w  Polsce, należało przyjechać koleją do najbliższego miasta, a było nim Rożyszcze.  Z miasta  do  mojej miejscowości , można by rzec ,prowadziła prosta droga, która wiodła przez Topulno, wieś ukraińską, i  już była Słobodarka. Muszę jednak powiedzieć słowo o drodze, bo chociaż była dość szeroka, to bardzo piaszczysta. Latem jak była susza, to na drodze był jeden pył, jak dłużej popadało, to błoto i kałuże. Nie tylko z powodu poszanowania obuwia, ale ze zwykłej wygody najlepiej chodziło się na boso, co wszyscy powszechnie czynili. Droga prowadziła z Rożyszcza  przez Słobodarkę  ,prosto  aż do Sokóla. Na tej drodze pozostawiłem część mojego dzieciństwa. Chodzenie na bosaka  było  codziennością,  oczywiście w lecie, buty były raczej od święta i zimą. Oj  pamiętam te kałuże , które nie raz zaliczałem po burzy, to było niesamowite uczucie, które zostało w mojej pamięci do dziś! Tą  drogą  ganiałem , ze swoim rodzeństwem zarówno w tumanach kurzu jak i po błocie , oni  też  lubili. Domy  usytuowane  były  po jednej i drugiej strony blisko drogi. Zabudowa była  bardzo zwarta, można by powiedzieć, że stały jeden obok drugiego. Każde obejście  odgrodzone małym płotem, a wokół domów, kolorowo od kwiatów. Dużo domów było drewnianych, ale za to większości była pokryta  dachówką, gontem lub blachą.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp10.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud2.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 245 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6130302