75.rocznica wymordowania kolonii Obórki na Wołyniu

W dniu 11 listopada 1942 roku w kol. Obórki pow. Łuck policjanci ukraińscy z Kołek i Cumania  pod dowództwem jednego Niemca skatowali 13 mężczyzn i powiązanych popędzili do aresztu w Cumaniu. 13 listopada ukraińscy policjanci ponownie przybyli do Obórek i wypędzili wszystkich mieszkańców na dziedziniec Franciszka Trusiewicza. Józef Trusiewicz, który był zbyt chory, aby iść o własnych siłach, został zastrzelony na oczach całej rodziny. Zgromadzonych na dziedzińcu pojedynczo wprowadzano do stodoły i na klepisku pokrytym warstwą słomy kazano ofiarom kłaść się, a jeden z oprawców strzelał ofiarom w tył głowy. Zamordowani zostali: Ludwika Domalewska z Sulikowskich lat 64 – 66, wdowa po Walerym i ich dzieci: Antoni lat 33 i Dioniza lat 24; Wacława (Wanda) Domalewska z Trusiewiczów lat 42, żona Piotra i ich dzieci: Ferdynand lat 10,  Antonina -  Leokadia lat 6 i Jerzy lat 4;  Zdzisław Morawski, s. Tadeusza i Franciszki z Domalewskich, lat 12 (rodzice jego ocaleli); Maria Szpryngel z Trusiewiczów, c. Franciszka i Heleny z Rudnickich, lat 36 – 37, żona Zygmunta i ich dzieci: Jadwiga lat 7 i Czesław lat 5; dzieci Bronisława i Heleny z Domalewskich Szprynglów: Mieczysław lat 10 i Julianna lat 4; Helena Trusiewiczowa z Radeckich lat 58, żona Franciszka;  Józef Trusiewicz lat 61 z żoną Marianną z Plutów lat 50 i dziećmi: Władysławem lat 23, Anną lat 20, Leokadią lat 14, Bronisławą lat 10, Wacławą-Jadwigą lat 9; Helena Trusiewiczowa z Krasinkiewiczów lat 37, żona Stanisława i ich dzieci: Romualda-Marianna lat 13, Zyta-Róża lat 8, Irena lat 2;  Natalia Trusiewiczowa z Janiszewskich lat 59, żona Stanisława;  Wiktoria Trusiewiczowa z Bobrów lat 27, żona Wacława i ich dzieci: Zbigniew-Bonifacy lat 3 i roczna Marcelina-Teresa;  Franciszka Trusiewiczowa z Łyszczewskich, lat 62, wdowa po Leonie;  Wiktoria Kopij lat 63.

Czytaj więcej...

To nie jest historia Kresów, to jest historia Polski,

Nowoczesne narody, te które mają korzenie, mają tradycję, mają historię, pamiętają o swojej przeszłości – przypomniał prof. Stanisław Nicieja  podczas VIII Dni Kultury Kresowej w Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu 14-15 października 2017 r. Profesor mówił o polskiej paranoi, czyli o ciągłym odwlekaniu w czasie decyzji o utrwaleniu pamięci o Polakach wypędzonych z dawnych ziem polskich. Pół narodu, które zostało przesiedlone nie ma swojego miejsca! Potrzebna jest  polityka faktu , nie możemy wciąż pytać, prosić na kolanach kolejnego geniusza politycznego w Warszawie, Krakowie. Tu na Dolnym Śląsku jest matecznik, obserwuję jak odchodzi całe pokolenie. I opowiadał profesor jak z szuflad, z niepamięci oddawanych do jego domu depozytów czy zbiorów genialnych zbieraczy jak syna cukiernika złoczowskiego, który posiada w Krakowie mnóstwo dokumentów, tworzył żmudnie przez 8 miesięcy X tom Kresowej Atlantydy. Wczoraj byłem w Jaworznie, jutro będę w Zabrzu, w czwartek w Bełchatowie, w piątek w Kielcach. Jeżdżę po co? By zbierać materiały i dokumentować to, co się stało  i co jest ważne dla historii Polski. Granica państwa polskiego oparta o Zbrucz i Dniestr przeniosła się o 250 km ze wschodu do rzeki Bug. Tam było 200 miast, tysiące wsi, setki pałaców, zamków, klasztorów kościołów i cmentarzy. Myśmy to stracili ale nie wolno nam o tym zapomnieć. To nie jest historia Kresów, to jest historia Polski, której młode pokolenie nie zna. Przyjechał do mnie Niemiec, były mieszkaniec ziemi brzeskiej, z książką liczącą 500 stron. Wszystko w niej było, historia miejscowości, gdzie jest położona,  co w niej było, kto był pastorem, kto leżał na cmentarzu, kto miał sklep, kto do jakiej szkoły chodził, do jakiego kościoła… To naturalny odruch by przejść się ścieżką, którą szedł dziadek. To jest piękne ! On wie, że tu nie wróci ale wie, że tu są jego  korzenie”.

Czytaj więcej...

Tragi-farsa przyjaźni polsko-ukraińskiej

 Tragi-farsa „przyjaźni polsko-ukraińskiej” trwa i w 2017 roku zaprezentowała nowe spektakle. W styczniu prezydent Przemyśla Robert Choma udający się na spotkanie opłatkowe do Lwowa, na zaproszenie Konsula Generalnego we Lwowie, został zawrócony na przejściu granicznym. SBU wydała mu zakaz wstępu na terytorium Ukrainy „za działalność szkodzącą Ukrainie” oraz „w celu zabezpieczenia bezpieczeństwa państwa” ukraińskiego. W rozmowie z Kresami.pl dr Andrzej Zapałowski zwrócił uwagę na szereg gestów w stronę mniejszości ukraińskiej, które wykonywał prezydent Przemyśla. – Przekazał Ukraińcom budynek na Narodnyj Dom, wspomagał ich finansowa, uczestniczył w imprezach mniejszości ukraińskiej. Prezydent Choma jeździł też do Lwowa i przemawiał w trakcie tzw. EuroMajdanu. Z drugiej strony, są takie głosy w Przemyślu, że nie dba wystarczająco o polskie interesy. To za jego prezydentury ściągnięto z pomnika ludobójstwa na Kresach na przemyskim cmentarzu znaną rzeźbę dzieci przewiązanych drutem kolczastym. Prezydent wszystko to akceptował.  Ukraińska bandycka hucpa związana z zakazem ekshumacji polskich ofiar na terenach Kresów obecnie znajdujących się na terytorium Ukrainy trwa do dzisiaj. Mirosław Majkowski twierdzi, że jest ona wynikiem działalności Światosława Szeremety – ukraińskiego urzędnika w randze ministra, który wspólnie z szefem Ukraińskiego IPN Wołodymyrem Wiatrowyczem stał za zablokowaniem poszukiwań grobów Polaków na Ukrainie.  Poszukiwania zablokowali Szeremeta i Wiatrowycz. Ceną za zgodę na wjazd była legalizacja przez Polskę wszystkich nielegalnych banderowskich upamiętnień na terenie RP. Kresowiaków zamordowano 2 razy jak mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Siekierami i przez przemilczenie. Teraz mordują trzeci raz gdy szczątki ludzkie banderowskiego ludobójstwa są kartą przetargową w rękach pogrobowców UPA. Trzeba być wyjątkowo podłym, wyrafinowanym i cynicznym, aby tak postąpić.

Czytaj więcej...

Tej nocy z Lasu Świnarzyńskiego wyszły upiory z siekierami na niewinny i śpiący Dominopol nad Turią

 W maju 1943 r. banderowcy zabrali ze sobą do lasu Edwarda Korda i Władysława Piwkowskiego oraz innych Polaków, rozpowiadając niby tu i ówdzie, że chłopcy ci będą teraz walczyć razem z nimi, ramię w ramię z Niemcami. Jednak ludzie Ci nigdy już więcej nie wrócili do swoich domów i rodzin. Polacy w naszych stonach po cichu, powiadali między sobą, że Ich banderowcy skrytobójczo pomordowali tam, że już na pewno nie wrócą, bo są wśród pobitych. Wiem o tym ponieważ przychodziła do nas siostra rodzona Edwarda, której było na imię Rozalia, lat około 20 i tak mówiła w naszym domu: „Chyba Edek nasz nie wróci, bo słyszeliśmy, że Ich w lesie bandery pobili.”. Po zabiciu Niemców na majątku Barańskich i zlikwidowaniu, tej niemieckiej placówki, Ukraińcy poczuli się panami w terenie i już zupełnie jawnie poczynali sobie w całej naszej okolicy. Przestali się bać kogokolwiek i jawnie z bronią jeździli po naszych drogach. Rozgrabili też do cna majątek Barańskich i dobrodusznie rozdali ludziom. Często widziałam tych młokosów po 17 lat z karabinami, jak zupełnie bezkarnie szli sobie drogą. Tymczasem w nas Polakach, już narastał strach, zaczęliśmy na serio obowiać się Ukraińców i tego, co jeszcze mogą chcieć zrobić. Mówiło się też często, szczególnie w naszym młynie, znaczy Polacy którzy przyjeżdżali z różnych stron, dzielili się wiedzą, że oto Ukraińcy organizują tajne spotkania i zebrania po wsiach. Uderzające w tych przekazach było to mianowicie, że b. uważano, nawet pilnowano, by Polacy nie brali udziału w tych zebraniach. Było to mocno podejrzane, a dla wszystkich Polaków mocno, już nawet niepokojące. Po temu nasz tata Roman Różycki zawziął się, by raz jeden na takie spotkanie pójść, ale mama Maria Różycka mocno się sprzeciwiła, mówiąc: „Nie idź, jak cię tam nie wołają, to nie idź.”.

Czytaj więcej...

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp3.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud18.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 484 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
4961585