Kościół rzymskokatolicki i Cerkiew (zarówno greckokatolicka jak i prawosławna) wyznają wiarę w tego samego Boga Najwyższego, posługują się tą samą Ewangelią Świętą, stosują do przykazań tego samego Dekalogu. Kapłani i wierni są „braćmi w wierze”, chrześcijanami. Dlaczego więc doszło do okrutnego ludobójstwa, jakiego dokonali grekokatolicy i prawosławni narodowości ukraińskiej na rzymskich katolikach narodowości polskiej? Co robili wówczas „pasterze” owych „owieczek”, że przeistoczyły się one w watahy wilków? Czy próbowali przeciwdziałać, przypominając przykazanie Boże „nie zabijaj”? Podczas sesji popularnonaukowej „Po Katyniu był Wołyń” (Jarosław 3 października 2008) dr. Zdzisław Konieczny wygłosił referat pt. „Rola Kościoła greckokatolickiego w kształtowaniu postaw nacjonalistycznych społeczeństwa ukraińskiego w latach 1918 - 1944". Dr Konieczny stwierdził, że już w XIX wieku zaborca austriacki skłócał rzymskich katolików z grekokatolikami, co można interpretować jako skłócanie Polaków z Ukraińcami. Negatywną rolę odegrał wówczas biskup Andrzej Szeptycki. Ponieważ pochodził z polskiej rodziny szlacheckiej (gente Rutheni natione poloni, tj. ruskiej w znaczeniu rodowym, nie narodowym), kapłani rusińscy i narodowcy ukraińscy podchodzili do jego nominacji dość nieufnie. Dążył on do tego, by się uwiarygodnić - stąd jego działania, niekorzystne dla polskiej racji stanu, w tym najbardziej dotkliwe, takie jak odrywanie ziem od Polski, na rzecz nowoutworzonego państwa ukraińskiego. Kapłani greckokatoliccy zaangażowali się w wojnę polsko-ukraińską zaczętą w 1918 roku - próbą zabrania Polsce Lwowa.

 Do konspiracji ukraińskiej wiadomość o wywołaniu „powstania” z 31 października na 1 listopada wieźli uczniowie seminarium greckokatolickiego ze Lwowa, czyli musieli mieć poparcie zarówno swoich przełożonych, jak również ich biskupa. /.../ Przykłady walki duchownych greckokatolickich z Polakami i przeciw Polsce są liczne., Wielu nawoływało do walki z Polakami, niekiedy nawet do rzezi.

Urzędnicy polscy słali liczne sprawozdania dotyczące antypolskiej działalności kleru greckokatolickiego. Otóż na podstawie wojewody lwowskiego w powiatach tego województwa na 279 duchownych greckokatolickich było w 1924 roku: przyjaźnie ustosunkowanych do państwa polskiego – 55, obojętnych na sprawy konfliktów – 108, nieprzyjaźnie ustosunkowanych – 72, czynnych wrogo – 44. W latach następnych proporcje te wzrastały niekorzystnie dla Polski.
W stosunku do innych państw sąsiednich, nawet do Czechosłowacji, Ukraińcy posiadali w Polsce wyjątkowe uprawnienia. Ciągle powtarza się, że na 3 tys. szkół właściwie do 1939 roku dotrwało około czterystu. Trzeba jednak brać pod uwagę inne zagadnienia – problem finansowania tych szkół i możliwość tworzenia szkół prywatnych, które zresztą były rozwinięte dość dobrze. Można też mówić o seminariach nauczycielskich ukraińskich, których nie posiadali Ukraińcy w okresie austro-węgierskim, a uzyskali do niego prawa w okresie II RP.

Dr Konieczny wymienił konkretne przykłady duchownych wspomagających terrorystów w międzywojniu, m.in. ks. Iwana Kuczkę biskupa pomocniczego metropolity lwowskiego. Duchowni ci jednak nie byli karani, a konkordat zawarty między RP a stolicą apostolską mówił, że zarówno biskupi, jak również i księża proboszcze mieli składać przysięgę na wierność oraz lojalność. Okazuje się, że tak lojalni nie byli, a państwo nie wyciągało właściwie żadnych konsekwencji. Antypolskie działania prowadził także greckokatolicki biskup przemyski Józef Kocyłowski. W okolicach Przemyśla także w czasie wojny prowadzono ukrainizację polskojęzycznych wiernych kościoła greckokatolickiego. Było to o tyle łatwe, że Ukraińcy pod okupacją niemiecką mieli uprzywilejowaną pozycję.

W podsycaniu antypolskich postaw główną rolę odegrał kler unicki. Dobitnie obrazuje to odezwa kapłana grekokatolickiego do narodu ukraińskiego, zamieszczona w „Zołocziwśkim Słowie” po przybyciu do Polski armii Hallera: „Kto w Boga wierzy, kto ma choćby tyle sił, aby unieść rusznicę albo nóż, idź przeciw lachom pijawkom, a Bóg odpuści ci bracie twoje grzechy jakbyś odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej (...) Zabijajcie ich we śnie i na kwaterach i nie znajcie litości wobec nich (...) Uczcie nawet małe dzieci, że wojna przeciw lachom to święta wojna ”. („Historia Kościoła w Polsce”, T. 2, 1764-1945. Cz. 2, 1918-1945, oprac. Kazimierz Dola, Poznań-Warszawa 1979).

W okresie II RP w posiadłościach abp Szeptyckiego zatrudnienie znaleźli przywódcy nacjonalistycznych organizacji ukraińskich. W lasach należących do tych posiadłości prowadzili szkolenia grup dywersyjnych. Pisze o tych faktach Rajmund Scholz w książce „Wojny - lasy - ludzie” (Olsztyn 1984).

Bardzo istotną rolę sprawczą w ludobójstwie dokonanym przez ukraińskich grekokatolików i prawosławnych na polskich rzymskokatolikach odegrał ukraiński kler greckokatolicki i prawosławny. Trudno to zrozumieć. Tym bardziej, że Cerkiew nigdy nie wyznała grzechu i nie poprosiła o przebaczenie, nie wspominając już o zadośćuczynieniu. Wręcz odwrotnie, Cerkiew po 50 latach od ludobójstwa, po uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę, jest aktywnym poplecznikiem zbrodniarzy z OUN-UPA. Katolicki Bóg Miłosierny dla nich jest Bogiem Mściwości i Nienawiści, każący Ukraińcom brać do ręki siekierę, kosę i nóż, by iść torturować i zabijać znienawidzonych Lachów, w tym katolickich księży i zakonników. Każący im mordować polskie kobiety i dzieci nawet w kościele podczas mszy, w dni największych świąt jak Wigilia, Boże Narodzenie i Wielkanoc. Teraz tym zbrodniarzom święcą panteony chwały. W jakimś niezrozumiałym dla normalnych ludzi (nie tylko chrześcijan) amoku, pomylili Boga Najwyższego z Szatanem.

Zachęcanie i inicjowanie zbrodni ukraiński kler greckokatolicki i prawosławny zaczął już we wrześniu 1939 roku, wykorzystując atak sowieckich bezbożników z 17 września. Popi dołączyli do bolszewickich politruków, chociaż ci drudzy zachęcali tylko do rżnięcia „polskich białych panów”, natomiast popi do „rizania Lachiw” nie wyłączając dzieci (nawet niemowląt), kobiet i starców. Ich agitacja była więc bardziej bandycka, a do tego miała większy posłuch wśród „czerni” ukraińskiego chłopstwa, czyli „owieczek” owych „pasterzy”.

Nocą z 17 na 18 września 1939 roku we wsi Sławenczyn, pow. Podhajce, bojówka OUN ograbiła i spaliła zagrody polskie mordując 85 Polaków (Motyka..., s. 72; Ukraińska partyzantka). „Z opowiadań ocalałych mieszkańców wsi wiem, że napad rozpoczęli oni od uroczystej mszy w cerkwi, w której miejscowy ksiądz grekokatolicki poświęcił przeznaczone do mordowania Polaków karabiny, kosy, widły, siekiery i noże, głosząc „żeby żniwa były obfite”. W mordzie brali udział niektórzy nasi sąsiedzi. Większość zamordowanych Polaków zginęła od ciosów siekier, noży i wideł, a tylko nieliczni zostali zastrzeleni, głownie ci, którzy próbowali ratować się ucieczką. Pierwszą ofiarą zbrodni była Pani Gutowska, żona kierownika szkoły, która mieszkała w pobliżu cerkwi. Była w ostatnim miesiącu ciąży. Oprawcy nożem rozpruli jej brzuch. Jej córeczkę Romcię zakłuto nożami. Florian Kustrio, zięć Anny Denegi, był torturowany, obcięto mu język, nos, uszy, palce u ręki i nóg”  (Janina Mazur; w: Komański..., s. 760).

W nocy z 18 na 19 września we wsi Szumlany pow. Podhajce  „Zamordowano rodziny właścicieli folwarków Gilewskiego i Gołembskiego, po 3 osoby, rodzinę kierownika szkoły Engela (4 osoby) oraz około 20 innych rodzin polskich. Bandzie przewodził ukraiński ksiądz z Trościańca, powiat Brzeżany. /.../ W liście wysłanym 17 grudnia 1941 r. przez polskiego rządcę z dworu w Szumlanach Jana Serafina do Polskiego Komitetu Pomocy w Brzeżanach, pisał on: „Mord w Szumlanach rozpoczął się od sprofanowania rzymskokatolickiego kościoła. Banda rozbiła drzwi kościoła, z którego wyniesiono następnie obrazy, chorągwie, szaty liturgiczne i wszystko, co się w nim znajdowało. W akcji brała udział młodzież męska i żeńska. Następnie pocięto na części przedmioty, nadające się na przeróbkę spódnic, chustek itp., przy czym przy podziale dochodziło do bójek, a zwyciężał silniejszy. Z kolei uformował się pochód. Kilku z mołojców ubrało się w niezniszczone jeszcze szaty liturgiczne, wsiadło na konie i wśród szyderczych okrzyków, śmiechów i dzikiej wesołości ruszono na wieś. Zabrano oczywiście kielichy, komunikanty i inne świętości, które rozrzucano po drodze. Nie należy zapominać, że zarówno świętokradcy, jak cała zresztą wieś byli katolikami, a tylko obrządku greckiego. Ta profanacja trwała trzy dni, żadnej władzy wtedy nie było. W międzyczasie mordowano nocą rodziny polskie i rabowano ich dobytek. W tym to czasie wymordowano wszystkich Polaków w Szumlanach” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej 1943 – 1944”, wstęp i opracowanie L. Kulińska i A. Roliński, Kraków 2003, s. 12 – 14).

„20 maja 1940 roku Niemcy przekazali Ukraińcom katedrę w Chełmie i ponad 20 cerkwi, które przed wojną zostały przez władze polskie przekazane kościołowi rzymsko-katolickiemu” (Z. Konieczny, "Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947”, s. 43). Ludność polska rusyfikowana przez władze rosyjskie podczas rozbiorów, zmuszana terrorem do porzucania wiary katolickiej i przechodzenia na prawosławie, w okresie międzywojennym powracała do katolicyzmu, stąd część cerkwi zamieniono na kościoły rzymskokatolickie. Tym razem terror stosowali urzędnicy ukraińscy wysługujący się hitlerowcom. 23 września 1940 roku biskup prawosławny Dyonizy złożył przysięgę lojalności wobec gubernatora Hansa Franka i przejął władzę metropolitalną.

„W październiku 1940 roku do Krakowa Niemcy przywieźli 500 jeńców wojennych, żołnierzy polskich, chorych na gruźlicę i umieścili ich w Kolegium Jezuickim na ul. Kopernika. Znacznie trudniej było ochronić tych chorych przed rozlicznymi przykrościami i donosami ze strony lekarzy i pielęgniarek ukraińskich, którymi szpital był przepełniony. Fizycznym i moralnym dowódcą ich była siostra Józefa, przełożona bazylianek. /.../ Po jej wizytach regularnie brakowało to rzeczy osobistych, to prowiantu czy nawet urządzeń szpitalnych, kocy czy prześcieradeł. Część tych rzeczy po jakimś czasie znów wypływała, ale już jako prywatna własność żołnierzy narodowości ukraińskiej, a prowianty były używane do urządzania przyjęć dla księży ruskich w prywatnym pokoju „siostrzyczki” (Karolina Lanckorońska: Wspomnienia wojenne, Kraków 2003, s. 78).

W ślady księży greckokatolickich nawołujących do rzezi ludności polskiej oraz często organizujących tę ludobójczą zbrodnię szli ich synowie. Oni mają ubroczone ręce krwią Polaków, których osobiście okrutnie torturowali i zabijali.

W nocy z 20 na 21.VIII.1943. Kluwińce pow. Kopyczyńce. Około 23,30 Ukraińcy zamordowali trzech Polaków zaś jednego ranili. /.../ W związku z tym morderstwem aresztowano miejscowego księdza gr.-kat. Proskurnickiego i jego syna Stefana, którzy są moralnymi sprawcami zbrodni. Stefan Proskurnicki b. komendant milicji ukr. posądzony jest również o zamordowanie 6 Polaków wracających z więzienia w Berdyczowie w r. 1941 w czasie wkraczania Niemców na nasz teren” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).

Terror nacjonal - faszystów ukraińskich na Kresach rozszalał się po 22 czerwca 1941 roku, po ataku Niemiec na ZSRR.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich, od września 1939 roku popi prawosławni i greckokatoliccy masowo urządzali „uroczystości religijne”, podczas których sypano kopce dokonując w nich „pogrzebu Polski”. Kolejną akcją było powszechne głoszenie podczas kazań w cerkwiach „przypowieści biblijnej o plewieniu kąkolu z pszenicy”, co łączono ze święceniem siekier, kos, sierpów, noży, wideł, bagnetów, karabinów itp., mających służyć do wycinania tego „polskiego kąkolu z ukraińskiej pszenicy”, z jednoczesnym błogosławieństwem dla „żniwiarzy”. Inspiracją do mordów było także „przekazywanie wici chlebowego” od cerkwi do cerkwi, jako sygnału do wymordowania ludności polskiej.

We wsi Cetula pow. Jarosław: „Miejscowy proboszcz grekokatolicki, ks. Jan Bury, ściśle współpracował z OUN i UPA. Pod koniec 1939 roku i w lipcu 1940 roku dwukrotnie celebrował „pogrzeb Polski”. Wykorzystywał uczucia religijne do szerzenia nienawiści do Polaków (Siekierka..., s. 252; lwowskie).

W Jabłonicy Ruskiej pow. Brzozów w październiku 1939 roku OUN wspólnie z unickim księdzem zorganizowała usypanie kopca „mogiły pogrzebu Polski”, połączone z ceremonią religijną. We wsi Ulucz pow. Brzozów miejscowy ksiądz unicki zorganizował „uroczystości pogrzebowe Polski”, na których Ukraińcy usypali „kopiec- mogiłę”. Był on nacjonalistą ukraińskim i współpracował z OUN-UPA. W Pawłokomie pow. Brzozów z nacjonalistami ukraińskimi współpracowali prowadząc antypolska agitację księża greckokatoliccy: ks. Wasyli Szewczuk, ks. Józef Fala, ks. Mirosław Seneta. W cerkwiach we wsi Hołodno i Wary pow. Brzozów od 1941 roku unicki ksiądz Michajło Hajdiuk, przyjaciel ounowca, nauczyciela Lewickiego z Pawłokomy, nawoływał do rozprawy z Polakami i wspierania „naszych aniołeczków”, czyli hitlerowskich Niemców. We wsi Końskie unicki proboszcz ks. Józef Krysa, razem ze swoim ukraińskim wikariuszem podburzał Ukraińców przeciwko Polakom. M.in. podczas kazania w cerkwi mówił  „wtedy Polsa sia werni, kak mi wołosia wyrosną na dłoni”. Być może „prorocznia” spełniła mu się.

Z OUN-UPA współpracował we wsi Siedliska pow. Brzozów proboszcz unicki, Ukrainiec, ks. Sawojko szerząc nienawiść do Polaków. Taką samą działalność „duszpasterską” na usługach szatana pełnili m.in.: we wsi Leszczawa Górna pow. Dobromil proboszcz greckokatolicki ks. Ignacy Federkiewicz, we wsi Piątkowa pow. Dobromil ks. Jurij Sawczuk, we wsi Łubno pow. Brzozów diak Andriej Aftanas, we wsi Chmeliska pow. Skałat ks. Korolek, we wsi we wsi Terka pow. Lesko ks. Lew Salwicki i kleryk Hryc Drozd, we wsi Daszówka pow. Lesko ks. Andrzej Dorosz (na jego plebani szkoliły się bojówki OUN-UPA), we wsi Łobozew pow. Lesko ks. Michał Suchy (trzech jego synów było w UPA), w miasteczku Ustrzyki Dolne ks. Dymitr Panasiewicz, we wsi Lutowiska (Bieszczady) ks. Iwan Mak, we wsi Surochow pow. Jarosław ks. Michał Płachta, we wsi Miękisz Nowy pow. Jarosław ks. Józef Liszczyński i ks. Stefan Maziarz, we wsi Ustianowa pow. Lesko ks. Iwan Ezop, itd.

We wsi Monasterz pow. Jarosław: „Miejscowy proboszcz grekokatolicki Włodzimierz Smolka znany był z antypolskich wystąpień i szerzenia nienawiści do Polaków. Na swoich kazaniach nieraz mawiał: „kiedyś święty Piotr zapyta ciebie o dobre uczynki, ileś wyplewił polskiego kąkolu? I co ty na to, skoro tak bezczynnie czekasz, aż inni za ciebie to zrobią?” (Siekierka..., s. 266; lwowskie).

Pod koniec 1941 roku we wsi Radawa pow. Jarosław miejscowy proboszcz greckokatolicki zorganizował we wsi przy kopcu usypanym koło cerkwi tzw. „pogrzeb Polski”. Zaprosił na tę „imprezę” księdza rzymskokatolickiego, proboszcza Jana Kosiora, który nie będąc zorientowany, co to jest za uroczystość, przybył z procesją.

Nie zdarzyło się, aby polski kapłan katolicki celebrował „pogrzeb Ukrainy”, nawet po wojnie, pomimo ukraińskich zbrodni.

We wsi Germakówka pow. Borszczów: „Do końca pierwszej okupacji sowieckiej pop Iwan Wołoszyn znany był jako człowiek przyjemny i towarzyski. Jednak od nowej okupacji niemieckiej całkowicie się zmienił. Wołoszynowie mieli troje dorosłych już dzieci. Syn przebywał gdzieś poza domem, podobno często we Lwowie i należał do OUN. Jedna z córek była jeszcze panną, a druga wyszła za mąż za Słobodziana. W latach 1940 – 1942 był on kierownikiem szkoły w Germakówce. Był to człowiek wykształcony, prawdopodobnie też należał do OUN. Mieszkał razem z żoną na plebani u teścia. Był to człowiek pałający ślepą nienawiścią do Polaków. To on zapewne wywierał wpływ na swojego teścia popa. Obok plebani znajdował się klub Proświtu, w którym stale odbywały się jakieś spotkania, narady itp. Gdy uporano się ze zwózką broni i amunicji z sowieckich bunkrów za Zbruczem, w jedną z niedziel odbyła się w cerkwi wielka uroczystość, podczas której pop poświęcił tę broń i odprawił nabożeństwo. Toteż wkrótce potem młodzi Ukraińcy wykrzykiwali: „bierzmy poświęconą broń i noże i idźmy na Lachiw”. Jak się potem okazało, nie były to puste słowa i czcze pogróżki. Istotnie w niedługim czasie tę święconą broń i noże, często wykorzystywano do zadawania męczeńskiej śmierci niewinnym ludziom. Pop Wołoszyn i jego zięć Słobodzian władali i w odpowiedni sposób sterowali umysłami i nastrojami Ukraińców w Germakówce. To oni są głównie odpowiedzialni za ludobójcze zbrodnie w Germakówce i okolicy” (Stanisław Leszczyński; w: Komański...., s. 591).

W tej wsi z prywatnych lekcji wracała Danuta Kosowska: „Nagle usłyszałam pieśni śpiewane po ukraińsku, w których słowa refrenu brzmiały: „Smert! Smert Lacham, komunistom i Żydom!”. Ze strachu cofnęłam się i ukryłam w zaroślach. Zobaczyłam, jak główną drogą idzie liczna procesja odświętnie ubranych Ukraińców niosących chorągwie cerkiewne i krzyż, z księdzem ruskim na czele. Każdy z nich niósł jakieś pokaźne zawiniątko w białej chuście. Jak się potem dowiedziałam była to ziemia z własnego pola, z której przy cerkwi usypano duży kopiec, jako symbol pogrzebania władzy Polaków i powstania „Samostijnej Ukrainy”. To wydarzenie bardzo mną wstrząsnęło. Swoim, wtedy dziecięcym rozumem, myślałam i byłam o tym przekonana, że idący z tą procesją zabiją każdego napotkanego Polaka. /.../ Każdy nowy dzień przynosił zatrważające wieści o mordach i okrutnym postępowaniu Ukraińców wobec Polaków. Z cerkiewnych ambon popi prawosławni i księża grekokatoliccy podsycali nienawiść do Polaków, cytując wersety z Biblii o potrzebie „wyplewienia kąkolu z pszenicy”, a tym kąkolem według nich, byli Polacy” (Danuta Kosowska; w: Komański..., s. 533).

We wsi Pawłów pow. Radziechów: „Wkroczenie wojsk niemieckich w czerwcu 1941 r. spowodowało radykalną zmianę w poglądach Ukraińców. /.../ Ukraińcy przejęli całą terenową administrację i utworzyli posterunki ukraińskiej policji. Rozpoczęła się akcja propagandowa przeciwko Polakom. Do niej włączył się aktywnie miejscowy ksiądz grekokatolicki, Wasyl Dawidowicz, który podczas kazań zaczął budzić nienawiść do Polaków, głosząc hasła: „Ukrainy bez Polaków”, „Ukrainy tylko dla Ukraińców”. Miejscowi ukraińscy szowiniści gromadzili broń i amunicję. Do naszego sąsiada Hilko Hłuba przywieziono w nocy i ukryto broń i amunicję. Pomagała w tym policja ukraińska. W tym samym czasie ukraińscy policjanci robili rewizje w polskich domach w poszukiwaniu broni” (Antoni Grzeszczuk; w: Komański..., s. 807).

We wsi Chorłupy pow. Łuck: „20 lipca 1941 r. podczas otwarcia cerkwi w Chorłupach, /.../ duchowny prawosławny Petroszczuk wygłosił kazanie mówiąc: „Lachiw i żydiw wyrizaty, czechiw wysłaty w Czechiju, bilszowykiw ne pustyty, a nimci sami pijdut’ i ostanet’ sia samostijna Ukrajina” (Siemaszko..., s. 580).

We wsi Łubno pow. Brzozów: „sołtys, Ukrainiec Bazyli Łazar, początkowo wyznaczał tylko Polaków na wyjazd na roboty do Niemiec, a wysłał ich z Łubna aż 150, a dopiero gdy zabrakło Polaków, Ukraińców. /.../ Ukraińcy będący w Niemczech na robotach nie nosili żadnych oznaczeń (jak Polacy literę „P”), mogli swobodnie odwiedzać swoich znajomych w innych miejscowościach, wolno im było chodzić do kina, restauracji, byli więc uprzywilejowani. Nas Polaków Niemcy traktowali jak niewolników, pozbawionych wszelkich praw” (Siekierka..., s. 110; lwowskie).

„Położenie ludności ukraińskiej w stosunku do ludności polskiej było w generalnej Guberni uprzywilejowane. W miastach dystryktu lubelskiego i krakowskiego zorganizowano dla Ukraińców konsumy, w których mogli otrzymać żywność i różne towary po cenach urzędowych. Do konsumów tych dostęp Polaków był zabroniony. Podobnie kartki żywnościowe dla ludności ukraińskiej były uprzywilejowane w stosunku do ludności polskiej. Ukraińcy otrzymywali na nie racje dzienne 930 kalorii, podczas gdy Polacy 654 kalorie. Ukraińcy posiadali inne niż Polacy dowody osobiste”  (Konieczny..., s. 44).

Za zgodą Niemców działały wszystkie ukraińskie stowarzyszenia społeczne, kulturalne, oświatowe, gospodarcze. W Berlinie studiowało ponad 100 ukraińskich studentów, wśród których był Bohdan Osadczuk.

„Niezwłocznie po zmianie okupantów w 1941 roku, w miesiącu lipcu przyjechał do naszej wsi ze Skomoroch ksiądz ukraiński i wspólnie z naszym księdzem, też ukraińskim, odprawili w cerkwi mszę. Przyjezdny pop odczytał z ambony orędzie biskupa Andrzeja Szeptyckiego ze Lwowa, tak przynajmniej opowiadał. Z orędzia tego zapamiętałem powiedzenie, że nadszedł czas, ażeby plewić kąkol z pszenicy. Należało to rozumieć: mordowanie Polaków” (Stanisław Zalewski ze wsi Dytiatyn pow. Rohatyn; w: Jastrzębski: ..., s. 299, stanisławowskie).

20 sierpnia 1941 roku w miasteczku Stratyn pow. Rohatyn bojówka ukraińska dowództwem syna ukraińskiego popa (był to Dionizy Dubanowicz, student teologii) napadła na polskie domy mordując kilku lub kilkunastu Polaków.

23 września 1941 roku metropolita Andrzej Szeptycki w liście do Adolfa Hitlera pisał:
"Jego Wysokość Fuhrer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej – Adolf Hitler.
Wasza Ekscelencjo!
Jako zwierzchnik katolickiej Cerkwi, przekazuję Waszej Ekscelencji serdeczne poważania z okazji zajęcia stolicy Ukrainy, zlotowierzchniego miasta nad Dnieprem – Kijowa.... Widzimy w Panu, niezwyciężonego wodza niezrównanej i sławnej Armii Niemieckiej. Sprawa zniszczenia i wykorzenienia bolszewizmu, jaką Pan, jako Fuhrer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej przyjął za cel w tym pochodzie, zaskarbia Waszej Ekscelencji wdzięczność całego chrześcijańskiego świata. Ukraińska Cerkiew grekokatolicka wie o historycznym znaczeniu potężnego ruchu Narodu Niemieckiego pod Pańskim kierownictwem. Będę się modlił do Boga o błogosławieństwo zwycięstwa które się stanie rękojmią trwałego pokoju dla Waszej Ekscelencji, Armii Niemieckiej i Niemieckiego narodu.
Z osobistym szacunkiem. Andrzej hrabia Szeptycki – metropolita."

W październiku 1944 roku metropolita Szeptycki w liście do Józefa Stalina pisał:
„Po zwycięskim pochodzie od Wołgi do Sanu, przyłączyliście na nowo zachodnie ukraińskie ziemie do Wielkiej Ukrainy (USRR). Za spełnienie tych testamentalnych pragnień i zmagań „Cały świat chyli czoło przed Wami (...) Ukraińców, którzy od wieków uważali się za jeden naród i chcieli być zjednoczeni w jednym państwie, składa Wam naród ukraiński serdeczne dzięki. Te światłe pociągnięcia wywołały i w naszej Cerkwi nadzieję, że Cerkiew jak i cały naród znajdzie w ZSRR pod Waszym przewodem pełna swobodę pracy i rozwoju w dobroci i szczęściu”.

Ks. W. Piętowski podaje, że w powiatach dystryktu krakowskiego znajdujących się w obecnych granicach państwa polskiego, działało 35 duchownych greckokatolickich, wrogich wobec Polaków i aktywnie popierających OUN.

Franciszek Obara w artykule „Sytuacja w powiecie Lesko w latach 1939 – 1947” zamieszczonym w książce Sz. Siekierki, H. Komańskiego, K. Bulzackiego „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim” (Wrocław 2006) na s. 441 – 442 pisze: „W szerzeniu nienawiści do Polaków brali, niestety udział księża greckokatoliccy: ks. Lew Solwicki i kleryk Hryc Drozd z Terki, ks. Andrzej Dorosz z Daszówki (na jego plebani szkoliły się bojówki UPA), ks. Michał Suchy z Łobozwi (trzech jego synów było w UPA). Swoich synów w UPA mieli też księża Mikołaj Milanicz z Moczar i Iwan Ezop z Ustianowej. Ks. Iwan Panasiewicz z Ustrzyk Dolnych nawoływał do mordowania Polaków”.

„We wsi Stefkowa, miejscowy proboszcz grekokatolicki, Ukrainiec, Jasyf Ołeniak, był głównym organizatorem większości zbrojnych poczynań ukraińskich nacjonalistów we wsi i okolicy” (zeznanie Mieczysława Seredyńskiego ze Stefkowej zamieszczone w ww. książce, s. 445). Wyjątkami wśród księży greckokatolickich w Bieszczadach byli: ks. Stanisław Sorokowski z Krzywego, ks. Grzegorz Fukańczyk z Uherzec (obydwaj musieli uciekać przed swoimi rodakami z OUN-UPA), oraz ks. Roman Kopystiański z Czarnej.

W połowie 1942 roku za pośrednictwem ks. greckokatolickiego Osypa (Józefa) Kładocznego (sekretarza arcybiskupa Szeptyckiego) Delegat Rządu na Kraj Jan Piekałkiewicz usiłował dojść do porozumienia z władzami OUN, aby wypracować wspólne stanowisko dotyczące spraw polsko-ukraińskich. Jerzy Lerski, wysłany z misją od Naczelnego Wodza i Premiera do władz Polskiego Państwa Podziemnego, pisze w książce Emisariusz Jur, że miał przewidziane rozmowy z metropolitą Andrzejem Szeptyckim we Lwowie. „Chodziło o wspólną deklarację polsko-ukraińską apelującą o zawieszenie broni i jeden bratni front wobec wspólnych nieprzyjaciół. Delegat Rządu ustosunkował się sceptycznie do tego projektu. Rozmowy z Ukraińcami podjęte niedawno w Warszawie fatalnie się urwały, bowiem przedstawiciel polskiego podziemia adwokat Mieczysław Rettinger (nie mylić z londyńskim doktorem Józefem Rettingerem) wydany został na placu Unii Lubelskiej przez dwóch przysłanych ze Lwowa popów w ręce Gestapo. Musiałem więc złożyć oficerskie słowo honoru, że do swojego miasta rodzinnego nie pojadę. Byłem niepocieszony” (Jerzy Lerski: Emisariusz Jur, Warszawa 1989, s. 89).

„M. Stepaniak zeznał później, że Polaków wydał Niemcom ks. Kładocznyj, co usłyszał od Łebedia, Matły i członków polskiej Delegatury. Nie udało się dotąd zweryfikować hipotezy, że ks. Kładocznyj zadenuncjował też Delegata Rządu na Kraj Jana Piekałkiewicza, aresztowanego w lutym 1943 r.” (G. Motyka, Ukraińska partyzantka 1942 – 1960, „przypis” na s. 364).

30 grudnia 1942 roku w Warszawie w wyniku donosu ks. Kładocznego gestapo aresztowało 6 Polaków: inż. Żurowskiego wraz z żoną i 3 córkami oraz sekretarkę firmy Leszczków. Osoby te pochodziły ze wsi Leszczków pow. Sokal. Inż. Żurowskiego zamordowało gestapo, jedna z córek zginęła w obozie koncentracyjnym na Majdanku, sekretarka zaginęła bez wieści osadzona na Pawiaku.

Jesienią 1942 roku we wsi Stare Koszary pow. Kowel w miejscowej cerkwi duchowny prawosławny poświęcił bochny chleba, które następnie były dzielone między wtajemniczonymi Ukraińcami i rozprowadzane po całej parafii jako symbol przymierza w celu rozpoczęcia rzezi Polaków.

W styczniu 1943 roku we wsi Szwejków pow. Podhajce zostali przez banderowców uprowadzeni i zamordowani dwaj Polacy: Władysław Łęski i Bronisław Skorc. „Wyroki te zatwierdzał duchowny greckokatolicki ks. Onufrenko. Zostały one wydane na dużą grupę polskiej młodzieży” (Marian Wiązek; w: Komański..., s. 770).

8 lutego 1943 roku we wsi Dubówka pow. Sarny: „Ósmego lutego po południu pop-kapelan spowiadał upowców, którzy następnie przyjęli komunię. Po tej uroczystości wszyscy w dwuszeregu uklękli i podnieśli do góry swoją broń: karabiny, pepesze, strzelby, pistolety, granaty, dubeltówki, nagany, siekiery, topory i pikulce. Pop odmawiając modlitwę, szedł w asyście komendanta, błogosławił i kropił święconą wodą trzymaną w rękach broń przygotowaną na Lachiw w kolonii Parośle. Po zakończonej uroczystości, pop-kapelan pobłogosławił ich życząc im szczęśliwej wyprawy na Lachiw. Przerażający był to widok. Około stu czterdziestu klęczących bandytów trzymających w rękach różną broń (siekiery, topory) i idącego popa machającego ogromnym kropidłem i błogosławiącego narzędzia zbrodni” (Antoni Przybysz: Z umęczonego Wołynia; Wrocław 2001, s. 60). Następnego dnia we wsi Parośla pow. Sarny „pobłogosławieni” upowcy „poświęconymi” narzędziami zbrodni wymordowali 175 Polaków „od niemowlęcia w kołysce po starca nad grobem”.

W miasteczku Włodzimierzec pow. Sarny: „Od początku 1943 r. duchowny prawosławny w cerkwi głosił, że Bóg nakazał zrobić koniec z Polakami, ponieważ ma powstać samostijna Ukraina”  (Siemaszko..., s. 805).

W mieście Sarny woj. wołyńskie: „Aktywnym nacjonalistycznym działaczem w Sarnach, podżegającym do mordów, był duchowny prawosławny Wołko

We wsi Beremel pow. Dubno: „W okresie napadów i rzezi ludności polskiej w 1943 r. plebania cerkwi była miejscem posiedzeń terenowego sztabu UPA, a duchowny prawosławny o nazwisku Gerus kierował pogromem Polaków” (Siemaszko..., s. 55).

I tak było na całym terenie Wołynia, Małopolski Wschodniej i na Zamojszcyźnie. Podczas uroczystości w Przemyślu 4 – 5 czerwca 2004 roku, ku czci zamordowanych Polaków we wsi Rumno pow. Rudki, w kazaniu ks. Tadeusz Patera powiedział: „Ta ZIEMIA – aż po wieki będzie przywoływać zaprzedanym złu mordercom wołanie Boga: KAINIE – GDZIE JEST BRAT TWÓJ?”. W tej wsi pop Pasiczyński podczas kazań w cerkwi greckokatolickiej nawoływał: „już czas rozprawić się z Polaczkami! Już czas wziąć w ręce topory i wyciąć w pień wszystkich tych, którzy są wrogami samostijnej Ukrainy. Cerkiew ta była centrum dowodzenia terenowego OUN-UPA (Siekierka..., s. 867; lwowskie).

W miasteczku Czerwonogród pow. Zaleszczyki: „Pierwszy sygnał doszedł do nas w 1942 roku. W drugiej połowie tego roku, w Borszczowie, odbyła się narada sołtysów ukraińskich z południowej części województwa tarnopolskiego. Na niej wystąpił przedstawiciel OUN, który wezwał sołtysów do udzielania pomocy i wspierania działań przeciwko Polakom. Wiem o tym od sołtysa Czerwonogrodu - Stanisława Wierzbickiego - Polaka, który był obecny na naradzie. W 1943 r. mieliśmy dowody tej działalności. Księża grekokatolioccy i prawosławni popi poświęcali w cerkwiach broń przeznaczoną do mordowania Polaków. Takie zdarzenie miało miejsce m.in. w Nyrkowie, gdzie poświęcali broń, diak Jacko Stachera, oraz popi: Świstol i Dmytro Wytrykusz”  (Kasper Kazimierz Karasowski; w: Komański..., s. 899).

24 marca 1943 roku w miasteczku Czartorysk pow. Łuck po wezwaniu do mordowania Polaków przez duchownych prawosławnych Ukraińcy zamordowali 17 Polaków, w tym całe rodziny.

W marcu 1943 roku we wsi Gończy Bród pow. Kowel: „w cerkwi odbyła się uroczystość przyjęcia wici chlebowych. Na ołtarzu umieszczone zostały trzy wieńce, trzy chleby i trzy świeczki przyniesione z innej wsi ukraińskiej, a duchowny prawosławny odczytał pismo nawołujące do wymordowania Polaków. W piśmie zapowiadano, że popłyną czerwone rzeki i będą jeziora polskiej krwi. Następnie było dzielenie się chlebem, którego zjedzenie zapewnić miało zbawienie. Pozostałe okruszki zostały zmiecione i dodane do ciasta, z którego wypieczono dziewięć nowych chlebów, potem uwito dziewięć nowych wieńców i dodano dziewięć nowych świeczek. Całość po poświęceniu przez duchownego prawosławnego na kolejnym nabożeństwie została przez delegacje zawieziona do następnych wsi cerkiewnych. Do chlebów dołączone były pisma o tej samej treści”  (Siemaszko..., s. 332). Jakiś Belzebub ten satanistyczny obrzęd opracował, podobno w Łarze Poczajowskiej. A popi okazali się wiernymi sługami szatana.

Mogilno (Mohylno) pow. Włodzimierz Wołyński: „W zasadzie była to wieś ukraińska, w której tylko około 15 % gospodarstw było polskich.  Mieszkały tam rodziny Szewczuków (5 rodzin),  Mroziuków (5 rodzin), Gaczyńscy (3 rodziny), Szczurowscy, Siateccy, Buczkowie, Juszczakowie, Bernaccy, Konstantynowicze i Roratowie. Roratowie przed wojną wyprowadzili się do Włodzimierza. Rodzina Konstantynowiczów mieszkała tu krótko. Pozostałe rodziny polskie były tu zasiedziałe od kilku pokoleń i tylko w ustnych rodzinnych przekazach zachowały się informacje, że nasi przodkowie przybyli tu z piaszczystych ziem w okolicach Bełżca. Kupili tu ziemię, bo wtedy była tu najtańsza. A ponieważ było to w czasie zaboru rosyjskiego, aby ominąć ograniczenia w zakupie ziemi stosowane dla Polaków, podobno nasi przodkowie zmienili nazwiska. I tak Sobolewscy stali się Szewczukami a Wiśniewscy - Mroziukami. Tak więc przybyliśmy tu nie jako zdobywcy, najeźdźcy i okupanci, lecz zmieniliśmy miejsce zamieszkania w granicach państwa carów rosyjskich i swoją ziemię kupiliśmy. Stosunki z sąsiadami ukraińskimi układały się poprawnie. Szanowaliśmy prawosławne Święta religijne przez powstrzymywanie się od pracy w polu. /.../  Groźnym sygnałem dla Polaków stało się usypanie przez Ukraińców kopca przy cerkwi. Ziemię wozili sami Ukraińcy, Polaków nie angażowano. Mówiono, że tam zakopano polski mundur, na kopcu postawiono krzyż. Miał to być "pogrzeb" państwa polskiego. W kwietniu 1943 roku zebrali się tam Ukraińcy na poświęcenie, którego dokonał przybyły specjalnie archirej. Adolf Szewczuk miał swoje zabudowania tuż przy cerkwi. Maria, żona Adolfa, skrycie podeszła przy stodole jak najbliżej zgromadzonych i starała się posłuchać, o czym mówiono. Usłyszała, zapamiętała i nam powtórzyła jedno zdanie z przemowy prawosławnego archireja: "jednej nacji już nie ma (żydowskiej), jeszcze pozostała druga”  (Jadwigi Kozioł z d. Mroziuk, w: www.ludobojstwo.pl).

20 maja 1943 r. „partyzanci ukraińscy” we wsi Pustomyty pow. Równe z mieszkających tutaj 2 rodzin zamordowali 6 Polaków, za pomocą noży, które duchowny prawosławny poświęcił w tutejszej cerkwi” (Siemaszko..., s. 717).

W maju 1943 roku we wsi Borowe duchowny prawosławny Mychajło Symonowycz błogosławił na dziedzińcu cerkiewnym upowców i poświęcił narzędzia ich zbrodni przed wyprawą na wsie polskie Rudnia Lwa i Staryki (Siemaszko..., s. 757). 21 maja we wsi Rudnia Lwa pow. Sarny zamordowali około 30 Polaków; Apolonia Jasińska lat 27 po wymyślnych torturach miała m.in. wycięty krzyż na czole, rozdarte nozdrza i inne części ciała oraz 18 ran klatki piersiowej (Siemaszko..., s. 669 - 770). 28 maja we wsi Staryki pow. Sarny około 600 „powstańców ukraińskich” i chłopów ukraińskich z okolicznych wsi Czabel, Jasnogórka, Wyry, dokonało rzezi 150 Polaków. „Mordowali w sadystyczny sposób: małe dzieci rozrywali za nóżki, nasadzali je na kołki lub wrzucali do płonących domów. Ostatnią grupą, która likwidowała wieś były kobiety i dzieci, które rabowały, gromadziły zwierzęta gospodarskie do uprowadzenia oraz podpalały zabudowania”  (Siemaszko..., s. 771 – 772).  „Moją ciocię Honoratę Jasińską i jej dwoje dzieci zakłuli widłami w chutorze Dąbrowa. Sąsiadkę Apolonię Grabowską także zakłuli widłami, była w zaawansowanej ciąży i nie mogła uciekać. Nauczycielkę p. Mierzejewską i jej 14-letniego syna Henryka powiesili do góry nogami na drzewie, odcinali części ciała i wydłubywali oczy” (Jadwiga Bogdanowa: Moja dziecięca gehenna; w: „Nasz Dziennik” z 27 lutego 2009 – „Dodatek Historyczny IPN” 2/2009).

W maju 1943 roku we wsi Sadki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 16 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę polską, którą do powrotu do wsi namówił sołtys, Ukrainiec, gwarantując bezpieczeństwo, a witano ją chlebem i solą (Siemaszko..., s. 423). W tej wsi wiosną 1943 roku duchowny prawosławny poświęcił broń i noże, którymi miano budować samostijną Ukrainę.

We wsi Sadów pow. Łuck: „W maju lub czerwcu 1943 r. duchowny prawosławny święcił w cerkwi przyniesione przez Ukraińców siekiery, widły, noże w intencji wybicia wszystkich Polaków, by powstała wolna Ukraina” (Siemaszko..., s. 642).

We wsi Tuligłowy pow. Rudki: „W 1943 roku, w miejscowej cerkwi grekokatolickiej, w Zielone Święta, bazylianin o. Zajić w swych kazaniach rozbudzał nienawiść do Polaków i podawał najprostsze rozwiązania problemu polskiego: „wyrżnąć Polaków do nogi”  (Siekierka..., s. 832; lwowskie).

W maju 1943 roku we wsi Lubitów pow. Kowel Ukraińcy w cerkwi przyjmują „wici chlebowe” a pop prawosławny nawołuje do mordowania Polaków.

W czerwcu 1943 r. w cerkwi w Siedliszczach (pow. Włodzimierz Wołyński) były święcone przez duchownego prawosławnego Kałynowśkiego narzędzia zbrodni: siekiery, kosy, bagnety itp. „Podczas podniosłej uroczystości, w której uczestniczyli różnej rangi dowódcy bojówek bulbowskich, został awansowany Hryhoryj Prymak za zasługi w likwidacji wsi Staryki”  (Siemaszko...., s. 781). We wsi Siedliszcze Ukraińcy zamordowali 30 Polaków.

W lipcu 1943 roku we wsi Twerdynie pow. Horochów Ukraińcy ustawili duży dębowy krzyż na usypanym wcześniej kopcu. Na uroczystości poświęcenia kopca i krzyża ku czci „odniesionego i przyszłego zwycięstwa”, odprawionej przez czterech duchownych prawosławnych, w której licznie uczestniczyli upowcy, młodzież ze swym nauczycielem i okoliczna ludność ukraińska, została poświęcona broń palna, siekiery i widły itp. narzędzia, a jeden z popów agitował do wytępienia „Lachów” i komunistów (Siemaszko..., s. 170). Bron i narzędzia posłużyły do rzezi Polaków już 12 lipca 1943 roku. Okaleczano, torturowano i gwałcono nawet 15-letnie dziewczęta. Zginęło co najmniej 70 Polaków.

14 lipca 1943 r., około godz. 14 do wsi Kołodno Lisowszczyzna i Kołodno Siedlisko pow. Krzemieniec wjeżdża 300 upowców na 50 furmankach i dokonuje rzezi co najmniej 516 Polaków. Przez parę godzin dom po domu torturowali, gwałcili i rąbali ofiary siekierami „od niemowlęcia po starca” w tym „konflikcie polsko-ukraińskim”. Ciała wrzucali do studni bądź grzebali na miejscu zbrodni. Bohaterstwo rizunów z UPA polegało głównie na wymyślaniu jak najbardziej okrutnych tortur. Do rzezi zachęcał pop prawosławny, a jego syn dowodził jedną z band UPA. Ukraińcy zniszczyli pałac i kościół sprzed 1789 roku. Wśród napastników rozpoznano braci Michała i Antoniego Adamczuków, mieszkających po wojnie w Polsce. Mieszkała tutaj także łączniczka UPA Katarzyna Adamczuk (Siemaszko..., s. 437).

15 lipca we wsi Aleksandrówka pow. Kowel: „Konstanty Jeżyński, 17-letni chłopak, mieszka z rodziną we wsi Aleksandrówka. Do szkoły chodzi razem z kolegami Ukraińcami. Jego sąsiedzi są mili i bardzo przyjaźni. Sytuacja ulega zmianie w roku 1942. Nowy niemiecki okupant obiecuje wyzwoloną Ukrainę. Powstaje ukraińska administracja, policja, narodowy bank ukraiński w Łucku. Pewnego razu Konstanty stoi z kolegami w cerkwi. Słucha przemówienia popa. „Bracia chrystijany Ukraińcy, waszym obowiązkiem jest rżnąć Polaków, a będzie niepodległa Ukraina. I na tę rzeź was błogosławię”, słyszy. Biegnie do domu. Opowiada o wszystkim rodzicom i sąsiadom. We wsi nastaje poruszenie. 15 lipca 1943 roku członkowie UPA wyżynają całe wsie polskie w okolicach Łucka”  (www.ludobójstwo.pl).

Włodzimierz Drohomirecki we wspomnieniach zatytułowanych Oczami dziecka, zamieszczonych w książce Świadkowie mówią, daje obraz gehenny swojej rodziny mieszkającej we wsi Derażne pow. Kostopol pod okupacją sowiecką, a następnie niemiecką. Okupacja sowiecka, to swoiste „braterstwo” Ukraińców i Żydów w szykanowaniu Polaków, w tym w przygotowaniu list deportacyjnych. Ukraińcy i Żydzi nie tają swojej radości i donoszą kogo by tu jeszcze należało wywieźć. Pod okupacją niemiecką eksterminacji ludności żydowskiej dokonuje policja ukraińska będąca na służbie u Niemców. Od wiosny 1943 roku Ukraińcy rozpoczęli rzeź Polaków. Niejednokrotnie autor (urodzony w 1930 roku), jak i jego matka w sposób cudowny unikają tortur i okrutnej śmierci z rąk rizunów. Chronią się w Hucie Stepańskiej, która stanowi ośrodek samoobrony. 10 lipca, widząc gromadzące się wokół wsi siły UPA, ze wsi ucieka Józef Sobiesiak „Maks” ze swoim oddziałem partyzanckim. Atak na Hutę Stepańską rozpoczął się 16 lipca o godz. 23-ciej. Bierze w nim udział około 2 tysięcy upowców uzbrojonych w broń palną oraz około 4 tysięcy chłopów ukraińskich uzbrojonych w siekiery, widły, kosy itp. Płoną polskie zagrody we wszystkich okolicznych miejscowościach a Polacy są mordowani, część uciekinierów dociera w samej bieliźnie.

„W godzinach przedpołudniowych, korzystając z przerwy w napadach, zebrano ludność na placu przed szkołą. Ksiądz Drzepecki i dwóch młodych księży odprawili Mszę Świętą, rozdali wszystkie posiadane komunikanty wiernym oraz udzielili wszystkim w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia zupełnego odpustu i błogosławieństwa Bożego. /.../ Po opuszczeniu Huty spotkała nas olbrzymia burza, deszcz lał strumieniami,, niebo błyskało piorunami, Bóg wysłuchał naszych modlitw. Mówili ludzie – jest to cud. Bóg zaciera ślady wozów i pieszych, umęczonych wygnańców z własnego domu i własnej ziemi”.

W trzy dni po opuszczeniu wsi przez Polaków popi ukraińscy odprawili nabożeństwo dziękczynne za zwycięstwo i ucztowali, gdy płonął podpalony drewniany kościół p.w. Najświętszego Serca Jezusowego.

W okresie ludobójczej rzezi na Wołyniu znalazło się czterech sprawiedliwych duchownych Ukraińców. W mieście Kowel prawosławny pop Czerwynśkyj nie przyjął do cerkwi „wici chlebowych” i podczas niedzielnego nabożeństwa wystąpił przeciwko mordowaniu niewinnych ludzi, za co kilka dni później został zastrzelony. We wsi Żabcze pow. Łuck upowcy spalili w cerkwi greckokatolickiej ks. Serafina Horosiewicza oraz 4 Polaków, których miał ukrywać; potępiał on w swoich kazaniach zbrodnie dokonywane przez Ukraińców na ludności polskiej (Siemaszko..., s. 552). W październiku 1943 roku we wsi Strusów pow. Trembowla bojówkarze SB-OUN uprowadzili i utopili w rzece Seret greckokatolickiego księdza Panasinka ożenionego z Polką, gdyż potępiał zbrodnie UPA; a jego żonę w zaawansowanej ciąży zakłuli bagnetami (Komański..., s. 416). Kto tak naprawdę zasługuje na beatyfikację: abp Szeptycki – czy ks. Horosiewicz i ks. Panasinek?

We wsi Nowomyslk pow. Zdołbunów zamordowali duchownego prawosławnego z żoną, za odmowę poświęcenia krzyża na usypanym kopcu, który był sygnałem do mordowania Polaków. Syn popa był członkiem bojówki UPA (Siemaszko..., s. 993).

Latem 1943 roku do SS „Galizien” – „Hałyczyna” zgłosiło się na ochotnika 80 tysięcy Ukraińców, Niemcy przyjęli ponad 30 tysięcy mołojców. „W Przemyślu w uroczystej przysiędze tych ukraińskich esesmanów udział wziął biskup greckokatolicki Jozefat Kocyłowski. Przysięgi te, kończone niejednokrotnie wystąpieniami przeciwko Polakom na ulicach miast, wywarły wpływ na wrogi stosunek ludności polskiej do tych sojuszników Hitlera” (Z. Konieczny, s. 53).

W nocy z 20 na 21.VIII.1943. Kluwińce pow. Kopyczyńce. Około 23,30 Ukraińcy zamordowali trzech Polaków zaś jednego ranili. /.../ W związku z tym morderstwem aresztowano miejscowego księdza gr.-kat. Proskurnickiego i jego syna Stefana, którzy są moralnymi sprawcami zbrodni. Stefan Proskurnicki b. komendant milicji ukr. posądzony jest również o zamordowanie 6 Polaków wracających z więzienia w Berdyczowie w r. 1941 w czasie wkraczania Niemców na nasz teren”  (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).

29 sierpnia 1943 (prawosławne święto Wniebowzięcia NMP) oraz dnia następnego OUN-UPA przeprowadziło drugą falę ludobójczych rzezi na cywilnej ludności polskiej na Wołyniu. W pierwszym dniu, 29 sierpnia, bandy UPA dokonały około 100 napadów na miejscowości zamieszkałe przez Polaków.

W kol. Czmykos pow. Luboml razem z chłopami ukraińskimi z okolicznych wsi Czmykos, Sztuń, Radziechów, Olesk i Wydźgów, „powstańcy ukraińscy” wymordowali około 200 Polaków. Napadem kierował sotnik Pokrowśkyj, syn duchownego prawosławnego ze wsi Sztuń. Grupy napastników w liczbie 10 – 20 na jedno gospodarstwo rozeszły się po kolonii i mordowały w okrutny sposób siekierami, widłami, kosami, drągami i innymi narzędziami gospodarskimi – tam, gdzie ofiary dopadnięto: w mieszkaniach, na podwórkach, na polu. Grupę dziewcząt i kobiet spędzono do szkoły, gdzie po zgwałceniu i zmaltretowaniu, zwłoki wrzucono do szkolnej ubikacji. Sprzęty, wozy, żywność, ubrania, buty oraz inwentarz żywy rozgrabili upowcy i mieszkańcy sąsiednich wsi ukraińskich (Siemaszko..., s. 490 – 492).

29 sierpnia we wsi Połapy pow. Luboml podczas uroczystości odpustowych w cerkwi prawosławnej pop poświęcił siekiery, noże i inne narzędzia zbrodni, które zostały użyte na „proklatych lachiw” następnego dnia podczas rzezi wsi Ostrów i Wola Ostrowiecka. W kazaniu mówił o „żniwach i wycinaniu kąkolu z pszenicy” (Siemaszko..., s. 528 – 529). We wsi Sztuń pow. Luboml pop Pokrowśkyj dokonał w tamtejszej cerkwi poświęcenia noży, kos, sierpów i siekier i rozdał te narzędzia „wiernym synom prawosławia” do wymordowania nimi „Lachów co do łapy”. Tego samego dnia narzędzia zbrodni zostały użyte podczas rzezi ludności polskiej w kolonii Czmykos, a dzień później w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej i innych miejscowościach. We wsi i majątku Ostrówki pow. Luboml upowcy oraz Ukraińcy (mężczyźni i kobiety) z sąsiednich wsi: Sokół, Połapy, Przekurka, Huszcza, Sztun i innych dokonali ludobójczej rzezi około 520 Polaków. Uzbrojeni byli w broń palną, w siekiery, widły, kosy, topory, młotki do zabijania zwierząt gospodarskich. Polacy byli bezbronni nie wierząc, że po kilkusetletnim zgodnym współżyciu może im coś grozić ze strony sąsiadów. Ukraińcy zgonili Polaków na plac szkolny, potem mężczyzn wpędzili do szkoły a kobiety z dziećmi do kościoła. Starszyzna ukraińska zarządziła: „Lachy, widdajte hodynnyki i zołoto, a to zaraz was wybijem” („Polacy, oddajcie zegarki i złoto, a jak nie, to zaraz was wybijemy”). W szkole zamknęli kilkuset mężczyzn, którzy rozpoczęli pieśń „Kto się w opiekę odda Panu swemu”. Oprawcy bijąc kolbami wyprowadzali grupkami mężczyzn po kilku: do okólnika Jana Trusiuka, za sad gospodarza Suszki, oraz w okolicę kuźni Edwarda Bałandy, gdzie ich mordowali uderzeniami w tył głowy siekierą lub wielkimi maczugami drewnianymi. Ksiądz Stanisław Dobrzański został zamordowany przez odcięcie głowy, którą następnie wbili na pal. Po dwóch godzinach, gdy mężczyźni byli już wybici, modlące się i śpiewające pieśni religijne kobiety z dziećmi i starcami zamierzali spalić, ale w okolicy pojawiły się samochody z Niemcami. Wobec czego oprawcy w pośpiechu wyprowadzili tę grupę liczącą ponad 300 osób i popędzili na rżysko pod las w pobliżu wsi Sokół. Tutaj brali po 10 osób, najczęściej rodzinami, kazali kłaść się twarzami do ziemi i mordowali strzałami w tył głowy oraz uderzeniami bagnetów. Oczekujący na swoją kolej dokładnie widzieli rzeź poprzedników. Wśród morderców rozpoznano znajomych Ukraińców z sąsiednich wsi. Po rzezi oprawcy sprawdzili, czy wszyscy są zabici, rannych dobijali. W święto Narodzenia NMP, 8 września 1943 roku, Ukraińcy ze wsi Równo spalili drewniany kościół p. w. św. Andrzeja Apostoła wybudowany w 1838 r. wraz z wystrojem wnętrza i paramentami.

Z raportu Komendy Armii Krajowej Lwów „Rzezie wołyńskie”, sporządzonego na przełomie lipca i sierpnia 1943 roku: „Pierwszorzędną rolę propagandową pełnił kler ukraiński, nawołując do mordowania Polaków. „Dość już Lachy paśli się na ukraińskiej ziemi, wyrywajcie każdego pionka z korzeniami” (Siemaszko..., s. 1155 – 1156).

6 października 1943 r., we wsi Michaliczyn pow. Nadwórna Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, a 1 ciężko poranili.  „Ten zeznaje, że sprawcami mordu byli miejscowy komendant pol. ukr., syn miejscowego księdza gr.-kat. i wójt gminy zbior. Władze niemieckie przesłuchały całą tę partię, ale żadnych konsekwencji nie wyciągnęli” (ANN, AK, sygn. 203 /XV/ 42, k. 20 – 26).

12 października 1943 r., we wsi Skoromochy Stare pow. Rohatyn banderowcy zamordowali po okrutnych torturach proboszcza ks. Tadeusza Strońskiego. Wśród morderców był syn greckokatolickiego księdza, proboszcza, Sławko Niernyj. Jego ociec Wasyl Niernyj był inicjatorem mordów w okolicy. Jeden z morderców ubrany był w sutannę zamordowanego we wsi Bybło ks. Wierzbowskiego (Siekierka..., s. 410, stanisławowskie).

We wsi Zaleszany pow. Sarny Ukraińcy z polecenia miejscowego duchownego prawosławnego zamordowali 2 rodziny polskie: 6-osobową Aleksandra Fiendlisza i 5-osobową Józefa Kopija.

31 października 1943 r., w Hrubieszowie podczas mszy w cerkwi prawosławnej poświęconej „pamięci poległych z bandyckiej, wrogiej ręki, ukraińskich działaczy Chełmszczyzny” wymieniono nazwiska 163 Ukraińców (Sowa......, s. 166).

W liście z 15 listopada 1943 roku greckokatolicki metropolita arcybiskup Andrzej Szeptycki pisał do lwowskiego arcybiskupa rzymskokatolickiego Bolesława Twardowskiego, w odpowiedzi na jego wcześniejszą prośbę o apel do swoich wiernych o powstrzymanie mordów na ludności polskiej, że dokonują ich partyzanci sowieccy i bandy żydowskie.

Żniwo śmierci poprzedziło wiele aktów rozbudzania nienawiści, duchowego przygotowania do oczyszczenia terenu ze znienawidzonych Lachów. Jak zawsze czołowa rola przypadła księżom grekokatolickim. Ich kazania w cerkwiach były wtencas najważniejszym instrumentem propagandy. Szczególnie niebezpieczni byli młodzi fanatycy. Jesienią 1943 roku, na odpuście w Borusowie (pow. Bóbrka – przyp. S.Ż), do wielkiej rzeszy wiernych wygłosił kazanie młody, przyjezdny ksiądz. Wołał: nadszedł już czas, kiedy na ukraińskiej ziemi trzeba czyścić pszenicę z kąkolu (Józef Kuc, w: Siekierka..., s. 49, lwowskie).

„W nocy z 7 na 8 grudnia 1943 r. liczna grupa banderowców trzema saniami podjechała pod plebanie rzymskokatolicką w Jazłowcu (pow. Buczacz – przypis. S.Ż.). Przy użyciu siekier i łomów wyważyła drzwi i wdarła się do budynku. Tam w jednym z pokoi pochwyciła śpiącego jeszcze ks. dr Andrzeja Kraśnickiego. Po kilku uderzeniach oprawców ksiądz wyrwał się im i schronił na strychu plebani. Tam go ponownie dopadli, bijąc połamali żebra, kości u rąk i nóg. Kiedy ks. Kraśnicki stracił przytomność, wówczas mordercy zepchnęli go przez okno strychu na leżącą pod ścianą budynku plebani stertę cegieł i kamieni. Stamtąd nieprzytomnego przenieśli na stojące sanie i wywieźli w nieznanym kierunku. Zwłok księdza nigdy nie odnaleziono. /.../ Wśród napastników rozpoznano Śnihurowicza, syna ukraińskiego popa z Jazłowca. On był organizatorem napadu”  (Władysław Ślęczka, w: Komański..., s. 682).

 

W pierwszy dzień Świąt  Bożego Narodzenie 1943 roku  bandy ukraińskich nacjonalistów zaatakowały polskie wsie w pow. Kowel: Batyń, Janówkę, Radomle , Stanisławówkę i Zasmyki . Wczesnym rankiem ponad 2 tys. uzbrojonych bandytów uderzyło na uśpione wsie. Za atakującymi jechał pop który miał odprawić mszę dziękczynną za zwycięstwo w kościele w Zasmykach. Pierwsze  zapłonęło Radomle gdzie napastnicy spalili dom pełen uciekinierów z innych miejscowości. Uciekinierów z Batynia dopadli bandyci na jeziorze w Janówce, zarąbali dwie kobiety i dwoje dzieci. Zginął też jeden starszy mężczyzna. Spalono połowę zabudowań Janówki, ponieważ samoobrona polska została zaskoczona liczebnością napastników. Nie mniej Polakom udało się zatrzymać atakujących. Pomoc samoobrony z Zasmyk i później oddziału partyzanckiego AK z Kupiczowa doprowadziły do odparcia ukraińskiego ataku. Na zdobytej furmance, którą jechał duchowny prawosławny, znaleziono ornaty zrabowane z kaplicy w Dolsku. Według różnych relacji na następny dzień pochowano ok. 50 osób, co wcale nie oznacza, że była to pełna liczba ofiar pomordowanych przez ukraińskich napastników. (Niepublikowane wspomnienia Bogumiła Szarwiło, Kazimierza Dolińskiego i innych świadków w/w napadu. )

Już od 1941 roku duchowni greckokatoliccy i prawosławni z premedytacją wykorzystywali fragment Ewangelii Świętej do celów zbrodniczych, szatańskich. Była to przypowieść Jezusa „o chwaście i pszenicy”, czasami nazywana przypowieścią o „kąkolu i pszenicy”.

«A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: “Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: “Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: “Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: “Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza“». (Mt 13, 24-30)

Kler greckokatolicki i prawosławny uzurpował sobie „kompetencje” przysługujące Bogu Najwyższemu. Jezus Chrystus nauczał, że Bóg, jako Gospodarz, na Sądzie Ostatecznym dokona oddzielenia „chwastu” od „pszenicy” i „chwast” zostanie spalony w Ogniu Piekielnym. Jest oczywiste, że duchowni greckokatoliccy i prawosławni świadomie dokonali fałszywej interpretacji Ewangelii. Sami zostali najgorszym ukraińskim „chwastem” i zachwaścili naród ukraiński. A tym „złym człowiekiem” byli twórcy ideologii ukraińskiego nacjonalizmu integralnego z Dmytro Doncowem na czele oraz „wodzowie” OUN-UPA, którzy ją realizowali, czyli Bandera, Szuchewycz, Łebed’, Konowalec i paru innych watażków - fuhrerów.

W kwietniu 1944 r., we wsi Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany w cerkwi ksiądz greckokatolicki wołał z ambony: „Ukraińcy nie mogą przyjść na święcone, jeśli nie zlikwidują Lachów”. W noc poprzedzająca ruskie święta wielkanocne. 23 kwietnia 1944 roku jego „wierne owieczki” zamordowały jeszcze 60 Polaków – i poszły do cerkwi „na święcone” (Komański..., s. 304 oraz Kazimierz Górski; w: Komański..., s. 784).

Nocą z 28 na 29 lutego 1944 r., we wsi Krościatyn pow. Buczacz zamordowali ponad 156 Polaków (136 we wsi oraz 20 na stacji kolejowej); „napadem UPA kierował pop Pałubicki ze swoja córką. Pop na kazaniach mówił, że „za zabicie Lachów w tworzeniu wolnej Ukrainy, grzechu nie będzie”. Działały trzy wyspecjalizowane grupy, pierwsza „pracowała” toporami, druga rabowała, trzecia paliła systematycznie domostwo po domostwie. Rzeź trwała niemal przez całą noc. Słyszeliśmy przerażające jęki, ryk palącego się żywcem bydła, strzelaninę. /.../ Rzezi w Krosciatynie dokonał oddział UPA, wspierany przez miejscową ludność ukraińską, uzbrojona w siekiery, kosy, widły i noże, łącznie 600 osób. /.../ W grupie podpalającej domy brali udział nawet 12 – 14 letni chłopcy (ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski; w: Komański..., s. 663).

Nocą z 1 na 2 marca 1944 r., we wsi Iławcze pow. Tarnopol banderowcy zamordowali 33 Polaków, Ukraińca i Ukrainkę Teklę Kałdus, żonę Polaka, której obcięli głowę i wbili na pal. Polce, Antoninie Kałdus obcięli obie piersi i uszy. „Jednym z głównych organizatorów ludobójczych mordów był miejscowy ksiądz grekokatolicki o nazwisku Raich. Jego dwóch synów brało osobiście udział w wielu napadach i mordach dokonywanych na Polakach” (Komański..., s. 400).

Nocą z 29 na 30 marca we wsi Serednie Małe pow. Lesko upowcy zamordowali 9 Polaków. „Prowodyrem zbrodni był paroch z sąsiedniej wsi Polana, ks. greckokatolicki Włodymyr Wesołyj” (Janina Dąbek; w: Żurek..., s. 18, 42).

Nocą z 2 na 3 czerwca we wsi Rumno pow. Rudki Ukraińcy z OUN-UPA z sąsiednich wsi obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz za pomocą siekier, noży i bagnetów zamordowali 27 Polaków i 1 Żyda. „Drapała Zofia, lat 25, torturowana, obcięto jej język i piersi; tak samo Wandycz Anna, lat 23. Wandycz Zofia, lat 25 miała zmasakrowane piersi. Maria Wandycz, lat 9, wycięli serce i położyli obok ciała. Pater Józefa, 21 lat, postrzelona, oblana benzyną i żywcem spalona. Puńczyszyn Maria, 6 lat, rozpruto brzuszek nożem, skonała w męczarniach. Kasprzyczak Katarzyna, 30 lat, zarąbana siekierą. Kasprzyczak Antoni, 2 lata, syn Katarzyny, obuchem siekiery roztrzaskano mu głowę; Dżugaj Maria, 57 lat, ogłuszona obuchem siekiery i wrzucona do ognia spłonęła żywcem”  (Siekierka..., s. 830 - 831, 844; lwowskie). „Leżeli w kole, wydeptanym końskimi kopytami, zakrwawieni i ubłoceni, zmasakrowani. Byli to: Katarzyna Wandycz, moja ciotka, ze zmasakrowaną twarzą, ze zwisającym z ust wyciętym językiem, zakrwawioną głową; Marysia Wandycz, jej córka, w piersiach miała wielką dziurę, a obok leżało wyrwane z jej piersi, serce. Anna Wandycz, druga córka (23 lata), z rozpołowioną głową, z rozbryzganymi kawałkami bielącego się mózgu i dużą ilością krwi na całym ciele; następnie córka, Zofia Drapała z d. Wandycz, miała bardzo zmasakrowane piersi i dziury w brzuchu. Michał Wandycz, starszy ode mnie o 2 lata, miał zmiażdżoną głowę, z dwoma dziurami w skroniach (Antoni Gąsior; w: Siekierka..., s. 844 – 845; lwowskie). Marysia (lat 4) z rozprutym brzuszkiem – przez kilka godzin przywoływała pomoc mamy, która już nie żyła, dwuletni Antoś, przeszyty bagnetem do łóżka, konając, kwilił jak jaskółcze pisklę. Stojąc, płakaliśmy razem z innymi (Siekierka..., s. 883; lwowskie). „Do Polaków docierały wieści, że centrum dowodzenia UPA terenowej organizacji banderowskiej była miejscowa cerkiew grekokatolicka. Kazania ukraińskiego popa były wyraźnie antypolskie. Nawoływał on: „już czas rozprawić się z Polaczkami. Już czas wziąć w ręce topory i wyciąć w pień wszystkich tych, którzy są wrogami samostijnej Ukrainy!”. Słowa ukraińskiego popa trafiały na podatny grunt, którym była głownie młodzież ukraińska”  (Tadeusz Pańczyszyn; w: Siekierka..., s. 866; lwowskie).

16 sierpnia w leśniczówce Brenzberg-Muczne koło Stuposian (obecnie pow. Ustrzyki Dolne) banda UPA zamordowała 74 Polaków, głównie kobiety i dzieci. Wśród zamordowanych był ksiądz.

,„Do zabudowań podchodziliśmy bardzo ostrożnie. Dokoła panowała cisza mącona intensywnym brzękiem much. Napotkaliśmy ciało zabitego człowieka i naraz okazało się że wśród traw i opłotków wciąż znajdywano następne. Były kobiety, mężczyźni, dzieci. Nikt nie był zabity z broni palnej. Z trudem udawało się rozpoznać kogoś znajomego, wielu z nich to musieli być bieżeńcy z dalszych stron. Widać było sutannę duchownego i mundury leśników. Ciała nosiły ślady okrutnych tortur i bestialskiej śmierci. Musiało mieć to miejsce jakieś 2 - 3 dni temu. Ktoś zaczął liczyć ofiary, ktoś zaczął szukać łopat. Dowódca małym aparatem fotograficznym robił pospiesznie zdjęcia przynaglając jednoczenie do jak najszybszego opuszczenia miejsca zbrodni obawiając się, że zostaną prowokacyjnie oskarżeni. Naliczyliśmy 74 osoby. Ktoś nieśmiało zaoponował - jemu udało się doliczyć 75 ofiar. Nie liczono ponownie. Zmówiliśmy modlitwę za zmarłych. Lasami, w poprzek doliny Roztok, doszliśmy do Koniarki pod Haliczem. Tam dowódca rozwiązał oddział. Każdy miał przetrwać na własną rękę. Wkrótce doznałem straszliwego ciosu – nacjonaliści ukraińscy wymordowali moją pięcioosobową rodzinę, pozostawiając na cembrowinie studni kartkę z wyrokiem. /.../
„ Widok jaki zastałem budził grozę. Po całej mojej rodzinie pozostały tylko plamy krwi, a dom splądrowano i obrabowano. Ciał najbliższych wywiezionych do pobliskich wąwozów, nigdy już nie odnalazłem. Z mojej rodziny zginęli rodzice Michał i Emilia, siostra Ewa, siostra Stefania i jej mąż Jan Kochaniec. Tego bestialskiego mordu dokonała bojówka pod dowództwem Iwana Szweda (nadterminowy kapral Wojska Polskiego narodowości ukraińskiej zam. Tarnawa Niżna), Współwinny zbrodni był pop grekokatolicki Iwan Iwanio Parafia Tarnawa Wyżna. Pop gwarantował mojej rodzinie bezpieczeństwo (jego syn Josef absolwent Politechniki Lwowskiej był w kierownictwie sztabu UPA). Pop w ten sposób uśpił naszą czujność i wystawił moją rodzinę na śmierć”
(Alojzy Wiluszyński, Warszawa 2009; wspomnienia spisał Antoni Derwisz).

24 grudnia (Wigilia Bożego Narodzenia) we wsi Ihrowica pow. Tarnopol banderowcy oraz chłopi ukraińscy z SKW z okolicznych wsi podczas wieczerzy wigilijnej dokonali rzezi ludności polskiej, podawane jest liczba od 79 do 92 zamordowanych Polaków oraz 1 Ukrainiec; mordu dokonali za pomocą siekier, noży, bagnetów i różnych innych narzędzi; znaczna część ciał spaliła się razem z zabudowaniami, stąd liczba ofiar jest niepełna; w kwietniu z Ihrowicy zabrano do 1 Armii WP 180 Polaków, pozostały głównie kobiety, dzieci i starcy: zamordowali ks. proboszcza Stanisława Szczepankiewicza, upowcy wyrwali mu serce z piersi żywcem i zanieśli sotnikowi, którym był Wołodymyr Jakubowśkyj „Bondarenko”, gdyż zażyczył on sobie serca kapłana; matkę, siostrę i brata księdza zarąbali siekierami; małżeństwo lat 60 i 62 powiesili na kolczastym drucie; 17-letniemu Kazimierzowi Litwinowi piłą stolarską odcięli głowę i przynieśli sotnikowi (Komański... ,s. 827; Jan Białowąs: Wspomnienie z Ihrowicy na Podolu, 1997).

Ponadto w ten dzień najpiękniejszego święta katolików ukraińscy bandyci mordowali ludność polską w kilkunastu miejscowościach. We wsi Pistyń pow. Kosów Huculski upowcy zamordowali 36 Polaków, w tym całe rodziny; „Nikt nie nocował w domu. Na noc kryliśmy się w pobliskim lesie. Najgorzej było podczas zimy i wczesnej wiosny. Zimno, mróz i deszcze dawały się we znaki. Pamiętam, jak oboje z mężem i naszym trzyletnim dzieckiem, zawiniętym w pierzynę, nocą ukryci poza domem, widzieliśmy łuny na niebie z palących się gdzieś polskich zagród. Na dzień wracaliśmy do naszego domu. I tak od sierpnia 1943 roku minął kwiecień 1944 roku, okres pełen niepokoju, strachu i ciągłego ukrywania się przed śmiercią z rąk ludobójczych banderowców. /.../ Niektórzy jednak pozostali na miejscu. Ulegli oni zapewnieniom ukraińskiego księdza greckokatolickiego, który obiecywał, że kto przepisze się na greckokatolicyzm i narodowość ukraińską i opłaci po 2 kg pszenicy od osoby, to może pozostać we wsi i nic mu nie grozi. Kilka rodzin pozostało, ale już 24 grudnia 1944 roku banderowcy ponownie dokonali napadu i zamordowali pozostałych” (Komański..., s. 229 i 231).

W 1944 roku (świadkowie nie podali miesiąca i dnia) we wsi Dobrowody pow. Podhajce„z rąk banderowców śmierć ponieśli: /.../ „Paweł Sąsiadek, lat 70, mieszkał na ul. Kurnickiej. Był dziadkiem Kazimierza Iżyckiego, obecnie mieszkającego w Nysie oraz Władysława Taratuty z Korfantowa. W nocy został porwany z domu i uduszony drutem kolczastym. Ciało zamordowanego znaleziono po kilku dniach w rzece pod wsią Czumale. Pochował go mój dziadek – Franciszek Iżycki. Ponieważ nie było już polskiego księdza, zwrócono się do parocha grekokatolickiego z prośbą o chrześcijański pochówek. Ksiądz grekokatolicki kategorycznie odmówił. W czasie transportu ciała na cmentarz zebrani obok cerkwi Ukraińcy - była niedziela - śmiali się z tej tragedii i z takiego pogrzebu” (Antoni Iżycki, w: Jan Białowąs: „Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy 1944 r.. Lublin 2003).

We wsi Iskań pow. Przemyśl miejscowy unicki ksiądz – Ukrainiec, Michajło Huk, był duchowym i religijnym przywódcą OUN. Nosił przy sobie zawsze broń. Z ambony, podczas kazań w cerkwi nawoływał Ukraińców do mordowania Polaków. W połowie 1945 roku został aresztowany i otrzymał wyrok śmierci. W czerwcu 1945 roku, bojówka UPA dokonała bestialskiego mordu na rodzinie miejscowego nauczyciela, Marii i Michale Marczakach. „Istnieje podejrzenie, że mordu dokonali synowie ks. M. Huka, jako odwet za śmierć swego ojca” (Siekierka..., s. 706 – 707).

W czerwcu we wsi Iskań pow. Przemyśl upowcy w bestialski sposób zamordowali rodzinę nauczycieli: Polaka i jego żonę Ukrainkę. Jej matkę (teściową Polaka) powiesili głową do dołu „za zdradę narodu ukraińskiego”. Prawdopodobnie mordu dokonali synowie księdza unickiego Michajło Huka.

5 października we wsi Brzuska koło Birczy pow. Przemyśl upowcy obrabowali i spalili wieś oraz zamordowali 13 Polaków, których do pozostania we wsi namówił greckokatolicki ksiądz Oleksy Bilik zapewniając, że nic im nie grozi. Tymczasem współpracował on z OUN-UPA (Siekierka..., s. 126; lwowskie).

Na początku 1945 we wsi Lubliniec Stary pow. Lubaczów bojówkarze z SB-OUN zastrzelili wikariusza unickiego ks. Antoniego Ślusarczyka za pomoc w ucieczce jednemu Polakowi. Jego dokumenty nosił jakiś banderowiec (ale z imieniem Adam) zastrzelony potem podczas obławy przez UB.

We wsi Komańcza pow. Sanok: „5 kwietnia 1946 roku, pododdział Wojska Polskiego dokonał rewizji na plebani grekokatolickiej, w której znalazł 4 ukrywających się banderowców oraz kilka sztuk broni. Spalono plebanię i jej budynki gospodarcze oraz zastrzelono 4 banderowców i proboszcza grekokatolickiego Iłariona Węgrzynowicza oraz jego dorosłego syna” (Siekierka..., s. 947; lwowskie).

Ks. dr Adolf Szelążek, biskup diecezji łuckiej, pisał do papieża Piusa XII w liście datowanym: Kielce, 26 maja 1946 roku: „Z okazji dwudziestej piątej rocznicy mojej sakry biskupiej otrzymałem od Waszej Świątobliwości najłaskawszy list. Poczytuję to sobie za najwyższy zaszczyt, jakiego można w życiu ziemskim dostąpić. Wobec tego bez najmniejszej zwłoki przygotowałem odpowiedź pełną najgorętszej miłości. Jednakże w przesłaniu tego dokumentu stanęły na drodze przeszkody nie do pokonania. Wystąpiły nowe wydarzenia, które zaczęły burzyć fundamenty samej diecezji, a które w specjalnym sprawozdaniu o nieszczęściach tej cząstki owczarni Chrystusowej Waszej Świątobliwości, jak się wydawało, należało wyjaśnić. Żywiłem nadzieję, że te pisma będzie można razem Waszej Świątobliwości przedstawić.
Pragnę przynajmniej pokrótce przedstawić, co się w mojej odpowiedzi zawierało. Serdeczne słowa Jego Świątobliwości jakby zawisły nad morzem krwi płynącej, nad jękami licznych tysięcy katolików mojej diecezji, których mordowali banderowcy; jakby zawisły nad chmurami dymu z płonących kościołów katolickich. Tak to przypadł mi los, że nie tylko musiałem patrzeć na ruinę wszystkiego, co przez szereg lat starałem się zbudować ku dobru Kościoła, ale stałem się naocznym świadkiem zagłady wszystkich skarbów, jakie przez nieprzerwany szereg wieków na chwałę Bożą, ku czci Bożej i ku uświetnieniu imienia chrześcijańskiego najlepsi, najznakomitsi i najsławniejsi Pasterze Kościoła fundowali, pieczołowicie przechowywali i naszemu pokoleniu pod troskliwa opiekę przekazali”
(Siemaszko..., s. 1287).

 

Tekst po raz pierwszy opublikowany na; www.kresywschodnie-ludobójstwo

 prowadzonej przez Iwonę Kopańską-Kanon, obecnie  dostępny na: http://darnokx.no-ip.org/~kresy/tematy/26.html

 Obecna wersja została zaktualizowana we wrześniu 2015 r.

 

 

                                                                                              Stanisław Żurek

Bibliografia


Dobrzański Mieczysław: Gehenna Polaków na Rzeszowszczyźnie w latach 1939 – 1948; Wrocław 2002.
Isakowicz-Zaleski Tadeusz, ks.: Przemilczane ludobójstwo na Kresach, Kraków 2008.
Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007
Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo ludności polskiej przez OUN-UPA w woj. stanisławowskim w latach 1939 – 1945; Warszawa 2004.
Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane na duchownych obrządku łacińskiego przez OUN-UPA oraz zniszczenia obiektów sakralnych rzymskokatolickich na Kresach Południowo-Wschodnich 1939-1947; Wrocław 2009.
Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.
Konieczny Zdzisław: Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947; Wrocław 2006.
Korman Aleksander: Ludobójstwo UPA na ludności polskiej. Dokumentacja fotograficzna, Wrocław 2003.
Lanckorońska Karolina: Wspomnienia wojenne, Kraków 2003.
Lerski Jerzy: Emisariusz Jur, Warszawa 1989.
Motyka Grzegorz; Ukraińska partyzantka 1942 – 1960; Warszawa 2006.
Polacy i Kościół rzymskokatolicki na Wołyniu w latach 1918 – 1997 (opr. Leon Popek , Lublin 1999.
Poliszczuk Wiktor: Dowody zbrodni OUN-UPA, Toronto 2000.
Poliszczuk Wiktor: Gorzka prawda. Cień bandery nad zbrodnią ludobójstwa, Warszawa 2006.
Prus Edward: Atamania UPA, Wrocław 1996.
Prus Edward: UPA. Armia powstańcza czy kurenie rizunów?, Wrocław 1997.
Przybysz Antoni: Z umęczonego Wołynia; Wrocław 2000.
Scholz Rajmund: Wojny – lasy – ludzie, Olsztyn 1984.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.
Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.
Sowa Andrzej L. : Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947; Kraków 1998.
Wołczański Józef, ks.: Korespondencja arcybiskupa Bolesława Twardowskiego z arcybiskupem Andrzejem Szeptyckim w latach 1943-1944. Warszawa 19/93.
Żurek Stanisław: UPA w Bieszczadach; Wrocław 2007.

Niepublikowane wspomnienia Bogumiła Szarwiło, Kazimierza Dolińskiego i innych świadków napadu UPA  25 grudnia 1943 r. na polskie wsie: Batyń, Janówkę,  Radomle, Stanisławówkę i Zasmyki w pow. Kowel woj. Wołyń.

 


Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp1.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud8.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 365 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
4831964