Tradycje kulinarne dawnych Kresów Wschodnich Rzeczpospolitej są tak silnie obecne w dzisiejszej kuchni, że często utożsamiane są po prostu z kuchnią polską. Bo czyż nie są esencją polskiej kuchni pierogi, kasze i placki? Tak twierdzi, Monika Węgrzyn ( http://www.smakizycia.pl/sladami-smakow/smaki-regionow/smaki-kresow/ ) z czym się oczywiście zgadzam, mimo, że nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Trudno nie zgodzić się ze stwierdzenie, że „Kuchnia każdego  pogranicza oferuje zawsze szczególne bogactwo wynikające z przenikania się tradycji. A kuchnia Kresów powstała z twórczego przetworzenia tradycji kuchni litewskiej, ukraińskiej, białoruskiej i rosyjskiej. Ukrainie zawdzięczamy pierogi. Zwłaszcza pierogi ruskie, bo „ruskie” nie znaczy wcale „rosyjskie” tylko ukraińskie właśnie. Ale także pierogi z mięsem, soczewicą, czy kapustą i grzybami. […]. Z Litwy  pochodzą przysmaki kuchni Podlasia – kartacze i wędlina, która podbiła cały kraj, litewski kindziuk. Ze wschodu pochodzi także tradycyjna potrawa wigilijna – kutia, przygotowywana z pszenicy, maku i miodu.”  O ile większość wyżej wymienionych znam, to ostatnio znalazłem nieznane mi danie kresowe. Poniżej prezentuję przepis na: . KARTOFLANE GOŁĄBKI Z KRESÓW WSCHODNICH

Składniki: mała główka kapusty, 1,5 kg ziemniaków, 0,5 kg karkówki, 3 średnie cebule, olej do smażenia cebuli, sól, pieprz, majeranek, 2 ząbki czosnku. Przygotowanie: zaparzamy liście kapusty, surowe ziemniaki trzemy na tarce o średnich oczkach (nie odciskamy). Karkówkę kroimy w drobną kostkę i przysmażamy. Cebulę pokrojoną w kostkę dusimy na oleju. Mieszamy wszystko razem i dodajemy przyprawy. Całość doprawiamy pikantnie.

Nakładamy farsz na liście kapusty i luźno zwijamy. Układamy warstwami w rondlu i pieczemy 60 min. w temperaturze 180 stopni C. Polane cebulką gołąbki można podawać z barszczykiem ugotowanym z kiszonych buraków, kwaśną śmietaną, naturalnym jogurtem lub dowolnymi sosami.  (Za: http://www.gazetalubuska.pl/styl-zycia/kuchnia/art/7824523,czytelniczki-polecaja-kartoflane-golabki-z-kresow-wschodnich,id,t.html )  Cóż do tego dodać, chyba tylko smacznego.  Pan Henryk Śliwa w swoich wspomnieniach z Bzowicy  (http://www.olejow.pl/news.php )  opisuje istotne na tą porę roku kresowe sposoby magazynowania zapasów na zimę, chodzi tu o przetwory i owoce. „Na wsi wołyńskiej nie znano słoików typu WECKA. Warzyw czy też owoców nikt nie pasteryzował i nie trzymał w słoikach. Jabłka przechowywało się w spichrzach razem ze zbożem w stanie surowym. Do Bożego Narodzenia przeleżały tam w stanie jak świeże. Gatunki zimowe jak renety przechowywały się nawet do świąt Wielkanocnych, a nieraz i dłużej. Z owoców takich jak jabłka, gruszki, śliwki smażyło się marmoladę. Zjadana ona była na bieżąco, nie znano sposobu jej konserwacji. Wszelkie warzywa przechowywano też w stanie surowym. Owoce takie jak: czereśnie, śliwki węgierki, jabłka, gruszki były też suszone, najczęściej w piecu po wyjęciu chleba lub na słońcu. Suszone w piecu chlebowym owoce miały zabarwienie ciemne, czasem były przepalone, nieraz pobrudzone popiołem , zwłaszcza śliwki i kompot z nich miał aromat wędzonego, co raczej było jego walorem. Owoce wysuszone na słońcu, zwłaszcza jabłka i gruszki były bielutkie czyste. Wysuszone owoce nazywali suszeniem. Z nich gotowało się kompot, a czasami i zupę owocową, nazywaną "japczanką".. Takie japczanki gotowano i ze świeżych jabłek z dodatkiem makaronu (tam mówiło się makaranu).Nie słyszałem by u kogoś w sadzie rósł orzech włoski, nie znane były też winogrona. Orzechy laskowe zbierano w lesie i gromadzono na zimę, przechowywane były w worku takim od zboża w spichlerzu. Przy pomocy sporej gromadki dzieci w rodzinie i dorosłych potrafiono uzbierać i cały worek tego runa leśnego. Podobnie trzymano w worku nasiona słonecznika i pestki z dyni , które nazywało się dyńkami Spożywano je w każdym miejscu i w każdej wolnej chwili. Z tych nasion nie tłoczono olejuJako ciekawostkę można dodać, że do rozgniatania orzechów nie stosowano dziadka do orzechów bo go nikt nie miał. Do tego celu służył młotek albo ostro zakończony kozik. Próbowałem rozłupywać je szewskim nożem - gnypem i później długo nosiłem zawiniętego kciuka biała szmatką. Jeszcze do nie dawna miałem w tym miejscu bliznę, dziś już nie mogę jej odnaleźć. ”

Warto zauważyć, że dzisiaj wraca moda na nalewki,  które niegdyś gościły niemal w każdym domu na Kresach. A  przygotowywano  je  z różnych owoców i ziół,na przeróżne dolegliwości.Nalewka z orzechów włoskich jest świetna na wszelkie żołądkowe dolegliwości, a nalewki z miodu stosowano na przeziębienia. Nalewkę z bursztynu polecano na bóle głowy, nacierano nią skronie. Z kolei na reumatyzm stosowano imbirówkę, a na kaszel nalewkę z pędów sosny.Teraz na przykład jest czas na gruszkówkę, tarninówkę, nalewkę z żurawiny czy z orzechów laskowych. Wszystkie są smaczne i zdrowe. Jeśli ktoś zdecyduje się na zrobienie nalewki, musi jednak uzbroić się w cierpliwość. Ich znawcy twierdzą, że leżakowanie nalewek jest jedną z większych tajemnic. W praktyce sprawa wygląda tak, że nalewki muszą spokojnie postać co najmniej dwa, trzy miesiące, a bywa, że pół roku czy nawet rok. Najlepsze  są kilkuletnie.Na przykład jak w lipcu robi się wiśnie, to dopiero w kolejnym roku w lipcu można skosztować tej nalewki Receptury staropolskich nalewek przekazywano z pokolenia na pokolenie pilnie strzegąc  sekretnych szczegółów. Za http://pychotka.pl/Nalewki-i-likiery-gar%C5%9B%C4%87-informacji warto zapoznać się z siedmioma staropolskimi sekretami.

Pierwszy sekret

Owoce na nalewki wyborne bierz dojrzałe, a pamiętaj, żeby drzewa w sadzie ze starych odmian pochodziły.

Drugi sekret

Bacz, żeby pestki z wiśni wyłupić, bo kwas pruski w sobie mają. Możesz kilka pestek ubić, słabym spirytusem zalać i na miesiąc odłożyć do kredensu, a potem do butla dla aromatu dać.

Trzeci sekret

Wszystek spirytus, o którym mowa w receptach, niech najlepiej po rozcieńczeniu sześćdziesiąt pięć gradusów ma, tedy będzie najlepiej z owocami i korzeniami pracował.

Czwarty sekret

To, co w butlu zostanie, nie wyrzucaj, a przystojnie nowym spirytusem zalej, a nawet wstrzemięźliwie cukrem zasyp. Niech znowu pracuje. Tak możesz uczynić trzykrotnie.

Piąty sekret

Najpierw butel, a potem gąsior, a na końcu butelki zawsze wrzątkiem krzepko wyparz i osusz z troską, żeby higieny dochować.

Szósty sekret

Mając na kredensie nalew pierwszy, drugi, a nawet trzeci, możesz nadobnie je mieszać, co z pożytkiem dla dobroci truneczków będzie. Bacz, żeby owoców nie wyrzucać, a do mięs, sosów, ciast czy deserowych kremów przysposobić.

Siódmy sekret ostateczny

Miej w pamięci baczenie, że przy wyrabianiu wódek cierpliwość wielką zachować powinieneś. Najkrócej trzeba ci sześć miesięcy truneczkom dać odpoczywanie. Ale i trzy lata nie będzie źle, gdy popracują w butlach i gąsiorkach na twoje zdrowie. Truneczków przystojnie zażywaj, od nadmiaru się strzeż, a pobożne baczenie na zdrowie miej.


Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp6.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud9.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 226 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
5112815