Tragi-farsa „przyjaźni polsko-ukraińskiej” trwa i w 2017 roku zaprezentowała nowe spektakle. W styczniu prezydent Przemyśla Robert Choma udający się na spotkanie opłatkowe do Lwowa, na zaproszenie Konsula Generalnego we Lwowie, został zawrócony na przejściu granicznym. SBU wydała mu zakaz wstępu na terytorium Ukrainy „za działalność szkodzącą Ukrainie” oraz „w celu zabezpieczenia bezpieczeństwa państwa” ukraińskiego. W rozmowie z Kresami.pl dr Andrzej Zapałowski zwrócił uwagę na szereg gestów w stronę mniejszości ukraińskiej, które wykonywał prezydent Przemyśla. – Przekazał Ukraińcom budynek na Narodnyj Dom, wspomagał ich finansowa, uczestniczył w imprezach mniejszości ukraińskiej. Prezydent Choma jeździł też do Lwowa i przemawiał w trakcie tzw. EuroMajdanu. Z drugiej strony, są takie głosy w Przemyślu, że nie dba wystarczająco o polskie interesy. To za jego prezydentury ściągnięto z pomnika ludobójstwa na Kresach na przemyskim cmentarzu znaną rzeźbę dzieci przewiązanych drutem kolczastym. Prezydent wszystko to akceptował.  Ukraińska bandycka hucpa związana z zakazem ekshumacji polskich ofiar na terenach Kresów obecnie znajdujących się na terytorium Ukrainy trwa do dzisiaj. Mirosław Majkowski twierdzi, że jest ona wynikiem działalności Światosława Szeremety – ukraińskiego urzędnika w randze ministra, który wspólnie z szefem Ukraińskiego IPN Wołodymyrem Wiatrowyczem stał za zablokowaniem poszukiwań grobów Polaków na Ukrainie.  Poszukiwania zablokowali Szeremeta i Wiatrowycz. Ceną za zgodę na wjazd była legalizacja przez Polskę wszystkich nielegalnych banderowskich upamiętnień na terenie RP. Kresowiaków zamordowano 2 razy jak mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Siekierami i przez przemilczenie. Teraz mordują trzeci raz gdy szczątki ludzkie banderowskiego ludobójstwa są kartą przetargową w rękach pogrobowców UPA. Trzeba być wyjątkowo podłym, wyrafinowanym i cynicznym, aby tak postąpić.

To bandytyzm w czystej postaci. (https://kresy.pl/wydarzenia/majkowski-szeremeta-wiatrowycz-zablokowali-poszukiwania-szczatkow-polakow-ukrainie/ ; 8 czerwca 2017).  

29 kwietnia 2017 roku Zdzisław Koguciuk, jak co roku, jechał na Ukrainę, aby po zimie uporządkować miejsca spoczynku jego rodziny zamordowanej przez UPA w 1943 roku na Wołyniu. Tym razem jednak został zatrzymany na granicy.  Ponieważ pan Koguciuk przestępstwa żadnego nie popełnił, nasuwa się prosty wniosek: w jakiś systemowy sposób Ukraińcy obserwują działania Polaków, w tym wypadku ze środowisk kresowych, a gdy działania te im się nie podobają -  jak chociażby te związane z upamiętnianiem ofiar rzezi wołyńskiej – stosują represje, jak w tym wypadku formalny zakaz wjazdu na teren Ukrainy do końca 2021 roku.  

„Nie tylko że zostałem cofnięty, ale wbito mi pieczątkę z zakazem wjazdu na Ukrainę do 11 maja 2020 roku – powiedział w rozmowie z portalem Prawy.pl prof. Czesław Partacz, członek Międzynarodowego Związku Ukrainistów, przy czym nikt nie wyjaśnił, powodu takiej decyzji. W jego ocenie przyczyną, dla której znalazł się na czarnej liście SBU jest fakt, iż bardzo dużo pisze zarówno na temat historii Ukrainy, jak i współczesnego państwa ukraińskiego. – I widocznie któryś z członków Związku Ukraińców w Polsce mnie po prostu zakapował, bo oni pełnią rolę szpiegów w Polsce – stwierdził prof. Partacz. – Zakapował mnie do ich służby bezpieki i wpisali mnie na czarną listę. Prawdopodobnie zostałem uwalony za to, że piszę krytycznie o ich banderyzmie, neobanderyzmie i o ich państwie.”  (Anna Wiejak: Znany polski ukrainista niewpuszczony na Ukrainę! Znalazł się na czarnej liście SBU; w: http://prawy.pl/58097-znany-polski-ukrainista-niewpuszczony-na-ukraine-znalazl-sie-na-czarnej-liscie-sbu/).  

Internauta Kafel pisze:: „Panie Profesorze, przecież to co Pana tak bulwersuje OUN-UPA podjął uchwałą w dniu 22.06.1990 r. Oto cytat tej uchwały: „Zestawić ściśle poufne listy osób (nazwiska i adresy) nieprzychylnych ruchowi rewolucyjnemu. Zestawić także listę Polaków, którzy są przychylni rewolucyjnej OUN. Listy, jako dokumenty ważnej wagi państwowej dostarczyć Prowidowi Krajowemu.”  Źródło uchwały OUN-UPA, wg książki Wiktora Poliszczuka „Gorzka prawda – zbrodniczość OUN-UPA”, Toronto 1995 – str. 372-379. A oto jeszcze kilka cytatów: „Sporządzać i systematycznie uzupełniać spisy Polaków mieszkających na Ukrainie a przede wszystkim na Ukrainie Zachodniej. Spisy te oraz adres) służyć będą sprawie ścisłej kontroli ich poczynań.” 

 

Cofnijmy się do roku 2015. „Propagowanie kłamstw o rzekomej rzezi wołyńskiej” - taki argument posłużył na granicy polsko-ukraińskiej służbom specjalnym Ukrainy (SBU) do nie wpuszczenia kilku Polaków udających się na uroczystości 71.rocznicy wymordowania ludności polskiej w Hucie Pieniackiej. Całą 50-osobową grupę przetrzymali na granicy do godz. 12, a o tej godzinie rozpoczynała się pod pomnikiem poświęconym pomordowanym msza święta, przybyła ona więc na miejsce kilka godzin po zakończeniu uroczystości. Powstaje pytanie: skąd ukraińskie służby specjalne znały personalia i poglądy jadących tam Polaków i skąd wiedziały, że osoby te tam jadą i będą przekraczać granicę z Ukrainą? Czy środowiska te są tak dokładnie inwigilowane w Polsce? Czy wiedzę tę „sprzedały im” polskie służby specjalne?

 

Prezydent Ukrainy podpisał 25 września br nową ustawę oświatową, która otwiera możliwość ukrainizacji szkół mniejszości narodowych, w tym szkół polskich. Poroszenko stwierdził, że nowa ustawa nie jest groźna dla tych szkół. „Ukraina demonstrowała i nadal będzie demonstrować taki stosunek do praw mniejszości narodowych, który odpowiada naszym międzynarodowym zobowiązaniom, jest w harmonii ze standardami europejskimi i jest wzorcem dla sąsiednich państw” – tak ukraiński prezydent reklamował oprotestowaną ustawę. Tymczasem ustawa otwiera możliwość dowolnego zwiększania liczby przedmiotów nauczanych po ukraińsku samymi aktami aktami wykonawczymi. Bez względu na to jak ustawa zostanie skonkretyzowana na poziomie tych przepisów już oznacza pogorszenie sytuacji, bowiem uniemożliwia nauczanie wyłącznie w języku mniejszości. Ze względu na to niebezpieczeństwo, szereg państw wystąpiło już z krytyką i działaniami dyplomatycznymi mającymi wywrzeć presję na Ukrainę.  Najszybciej zareagowały Węgry. Parlament tego kraju jednogłośnie potępił ukraińską ustawę. Szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto zapowiedział bojkot wszelkich inicjatyw międzynarodowych Ukrainy. Przedstawiciel tego państwa zaskarżył kontrowersyjny akt prawny na forum ONZ i OBWE. W środę parlament Rumunii jednogłośnie przyjął uchwałę, w której uznał, że uchwalona przez Ukraińców nowa ustawa oświatowa za „drastycznie ogranicza prawa etnicznych Rumunów na Ukrainie do nauki w ojczystym języku”. Rumuni wprost powiązali sprawę ukraińskiej ustawy oświatowej z ambicjami Kijowa by przystąpić do Unii Europejskiej. Prezydent Rumunii Klaus Iohannis odwołał, w proteście przeciw ustawie, swoją wizytę w Kijowie. Wcześniej minister spraw zagranicznych Rumunii podpisał list wspólnie z szefami dyplomacji Bułgarii, Grecji i Węgier, w którym wyrażono swoje „zaniepokojenie” ukraińską ustawą oświatową, która otwiera możliwość ukrainizacji szkół mniejszości narodowych. Jedynym rządem nie protestującym w sprawie ewentualnego zagrożenia dla praw oświatowych swoich rodaków na Ukrainie jest rząd Polski. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP pozostaje usatysfakcjonowane zapisami ukraińskiej ustawy oświatowej. Ustawę tę popierają także USA.  (Ukraina: Poroszenko podpisał ustawę oświatową godzącą w polską mniejszość.; http://xportal.pl/?p=3097;  26 września 2017).

Jeżeli więc Poroszenko twierdzi, że nowa ustawa „jest wzorcem dla sąsiednich państw”, to czy rząd Polski skorzysta z niej i wprowadzi identyczne przepisy? Czy też skorzystanie „z wzorców” ukraińskich Ukraina natychmiast by oprotestowała? Dla mnie odpowiedź jest oczywista.  

"Szczególnie mnie to nie dziwi - PiS i PONowoczesna od ponad roku blokują nasz projekt ustawy o penalizacji propagandy banderowskiej na terenie Polski a marszałkowie Terlecki i Kuchciński wręcz epatują miłością do banderowskiej dziś Ukrainy..." –  napisał na swoim facebooku Paweł Kukiz. Z niewiadomych względów PiS zablokował świetny projekt ustawy, który penalizowałby gloryfikowanie banderyzmu na ziemiach polskich. Tak głupiego posunięcia PiS-u nie sposób wytłumaczyć racjonalnie. To głupia polityka, która zbierze swoje żniwo. To tylko rozzuchwala banderowców. (Kukiz dosadnie o błędnej polityce PiSu wobec Ukrainy; w: http://malydziennik.pl/kukiz-dosadnie-o-blednej-polityce-pisu-wobec-ukrainy,8069.html ).

A przecież „racjonalność” odrzucenia jest oczywista. Na podstawie takiej ustawy prokurator powinien wnieść oskarżenie dla większości działaczy Związku Ukraińców w Polsce, z Piotrem Tymą na czele. Ba, oskarżeniem takim objęty być powinien np. Wołodymyr Wiatrowycz, gdyż propagandę banderowską głosi także na terenie Polski. Obecny kodeks karny w art. 256 stwierdza: § 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa  /.../ podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Wybitni naukowcy, w tym amerykańscy, udowadniają, że ideologia nacjonalizmu ukraińskiego głoszona rzez OUN była faszystowska. W kodeksie karnym występuje także przestępstwo nazwane poplecznictwem, w art. 239 § 1, polegające na utrudnianiu bądź udaremnianiu postępowania karnego, ukrywaniu sprawcy czy zacieraniu śladów przestępstwa. A tak postępuje chociażby Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej kierowany przez Wiatrowycza. Już na tych podstawach można postawić Wiatrowycza w stan oskarżenia i... wysłać za nim list gończy. Byłaby to adekwatna odpowiedź na zakaz wjazdu na Ukrainę obywateli polskich mających odwagę mówić publicznie o zbrodni ludobójstwa dokonanej prze OUN-UPA na ludności polskiej.   

„Hołubiony w Polsce i traktowany jak partner przez polskie instytucje Wołodymyr Wiatrowicz – dyrektor UIPN – stwierdził niedawno, że symbolika dywizji SS Galizien (Hałyczyna) nie podlega pod prawo zakazujące propagowania komunizmu i nazizmu. Wykazywanie się pokrętną logiką i relatywizmem historycznym nie jest niczym nowym w wykonaniu Wiatrowicza, który ewidentnie prze do narzucenia własnej wizji nawet najbardziej wstydliwych etapów z dziejów Ukrainy. Z faktów, które w Europie byłyby przyczynkiem do wstydu dyrektor UIPN stara się zrobić powód do dumy. I na razie uchodzi mu to na sucho.

Za Bugiem nie było nazizmu? Do takiego stwierdzenia można byłoby dojść obserwując biegunowo odmienne podejścia do hitleryzmu w zachodniej Europie i na Ukrainie. /.../  Prowadzenie partnerskiego dialogu z instytucją reprezentującą państwo ukraińskie, prowadzoną przez osobę o nacjonalistycznych poglądach, jest w zasadzie bezzasadne. Wypowiedzi Wiatrowicza o tym, że walczący w SS Galizien byli nie zbrodniarzami a ofiarami wojny albo lansowanie tezy o symetryczności zachowań Polaków broniących się przez rzezią na Wołyniu z zachowaniami banderowców właściwie uniemożliwia sensowny dialog.  Brak woli do odcięcia się od spadku po współpracy OUN – UPA z III Rzeszą oznacza, że dalsze rozmowy polskich służb dyplomatycznych oraz różnych instytucji, w tym naszego IPN, albo będą akceptować punkt wyjścia rozmów narzucony przez Wiatrowicza albo odrzucą go przenosząc pole rozmów szczebel wyżej – z mocodawcami Wiatrowicza. Na razie polska strona po raz kolejny chowa głowę w piasek. Gdyby słowa Wiatrowicza wypowiedział ktoś w Polsce, wybuchłaby afera międzynarodowa. Zgoda szefa UIPN na używanie symboliki SS Galizien odbiła się tymczasem większym echem jedynie za Bugiem – oczywiście z różną oceną. W Polsce temat został zmilczany. Pisząc o wypowiedzi Wołodymyra Wiatrowicza portal „Strana.ua” przypominał 18 maja, że po obchodach 74-lecia dywizji SS Galizien („Hałyczyna”) w końcu kwietnia, do prokuratury lwowskiej złożył wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności organizatorów uroczystości szef Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego Edward Doliński. Doliński pisze m.in. o tym, że SS Galizien walczyła przeciw wojskom sprzymierzonym w walce z hitlerowskimi Niemcami, a w jej szeregi rekrutowano dobrowolnie zgłaszających się Ukraińców”. (Piotr Koźmian: Głośno za Bugiem, cisza w Polsce. Ukraiński IPN wybiela zbrodniczą formację; w: http://www.pch24.pl/glosno-za-bugiem--cisza-w-polsce--ukrainski-ipn-wybiela-zbrodnicza-formacje-newsletter-165,51705,i.html ; 2017-05-21).   

Dr Wiktor Poliszczuk dowodził, że doktryna nacjonalizmu ukraińskiego w takiej postaci, w jakiej ujmował ją Doncow w swoim „Nacjonalizmie” i w jakiej przyjęła się w OUN, wykazywała cechy faszystowskie pokrewne nazizmowi. Była ona zaprzeczeniem wszelkiego humanitaryzmu zarówno w jego religijnym, jak i świeckim wydaniu, a jedną z zasadniczych funkcji było umacnianie Ukraińców w nienawiści do innych narodów, co stało się przyczyną ludobójstwa dokonanego na Polakach. W wolnej już Ukrainie propagowanie integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, gloryfikowanie ludobójczych formacji OUN-UPA, jako rzekomego nurtu narodowowyzwoleńczego, skierowane zostało do młodego pokolenia Ukraińców, począwszy od przedszkola, poprzez szkoły podstawowe i średnie, aż do młodzieży studenckiej.

Bohater narodowy Ukrainy Stepan Bandera do czasu aresztowania w czerwcu 1934 r. zlecił 18 morderstw i 13 zamachów. W 1936 r. został skazany na karę śmierci, zamienioną później na dożywocie. Z więzienia został wypuszczony we wrześniu 1939 r., po agresji Niemiec na Polskę. W 1938 r. agent sowiecki Mykoła Łebed’ „Orest” (od kwietnia 1941 r. zastępca Bandery odpowiedzialny za Służbę Bezpeky OUN) umożliwił agentom sowieckim zabójstwo szefa OUN Jewhena Konowalca, który z kolei był agentem hitlerowskim. Agentami hitlerowskimi był także Stepan Bandera i Andrij Melnyk. Kolejny bohater narodowy Ukrainy, dowodzący ludobójczą formacją UPA Roman Szuchewycz „Taras Czuprynka” był oficerem hitlerowskiej SS. Teraz władze Ukrainy domagają się, aby Polska zaakceptowała tychże „bohaterów” – w imię „dobrosąsiedzkiej przyjaźni”. A przecież takie działania ze strony ukraińskiej całkowicie jej zaprzeczają. Ale tego kolejne rządy III RP  nie chcą zauważyć.

Także ci Polacy, którzy ochoczo maszerują w otoczeniu flag czerwono-czarnych oraz wznoszą okrzyki „Herojam sława” powinni wiedzieć o ich „rodowodzie”. Otóż Uchwała II (krakowskiego) Walnego Zjazdu OUN z kwietnia 1940 r. stwierdzała m.in.: „OUN używa swego odrębnego, o kolorze czarnym i czerwonym, sztandaru organizacyjnego. Przywitanie organizacyjne ma formę podniesienia ręki w prawo-skos wyżej czubka głowy. Obowiązujące słowa przywitania – »Sława Ukrainie« – odpowiedź – »Herojam sława«”.

OUN była członkiem międzynarodówki faszystowskiej o nazwie Zjazd Zagranicznych Narodowych Socjalistów z siedzibą w Stuttgarcie, której opiekunem z ramienia NSDAP był Joseph Goebbels. Pod tymi barwami i z tym zawołaniem utworzona przez OUN Ukraińska Powstańcza Armia dokonała ludobójstwa na ponad 200 tys. cywilnej ludności polskiej, głównie wiejskiej. Ludobójstwa okrutnego, straszliwego, począwszy od niemowląt w kołyskach po starców nad grobem.

 

Historyk pochodzenia ukraińskiego John-Paul Himka (Department of History and Classics, University of Alberta) w polemice ukraińskim nacjonalistą Zenonem Kobutem  z Instytutu Studiów Ukraińskich w Kanadzie, 10 lutego 2010 r stwierdza: „Czy fakt, że OUN była również ruchem narodowowyzwoleńczym, czyni go mniej faszystowskim? Ustasze byli również ruchem narodowowyzwoleńczym - czy też nie był to ruch faszystowski? Viet Cong był ruch narodowowyzwoleńczym - czy zatem nie był ruchem komunistycznym? Jaki rodzaj logiki jest tutaj używany? /.../ Więc to jest pierwsza rzecz: OUN była organizacją faszystowską. /.../ Mój podstawowy problem jest następujący: co bardziej przyczynia się do stworzenia stereotypu - izolowanie i identyfikacja ukraińskiego ruchu politycznego, który jest odpowiedzialny za wizerunek Ukraińców jako faszystowskich morderców, czy próba obrony tego ruchu, podjęta w imieniu Instytutu Studiów Ukraińskich, przy pomocy całkowicie zużytych i kiepskich argumentów? Albo innymi słowy: kto kompromituje Ukrainę - masowi mordercy Polaków, Żydów i innych osób, czy ci, którzy potępiają ich i ich czyny? /.../ Rozumiem, że OUN pozostaje dominującą siłą w ukraińskiej diasporze za oceanem. Wiem, że wielu z nas, ja też, mamy w rodzinach przedstawicieli starszego pokolenia, którzy byli członkami lub sympatykami OUN. Ale czy nie powinniśmy wyrzec się tego dziedzictwa? Czy nie powinniśmy zrozumieć, że to pokolenie dokonało złego wyboru?  
Kontynuując debatę prof. Hlimka 15 lutego 2010 r stwierdza: „Zenon Kobut chciałby, abym dostrzegł pozytywne strony OUN i UPA, a nie tylko ich masowe mordy na Polakach i Żydach. Po pierwsze, powiada on, oni walczyli o ukraińską niepodległość. Tak, oni walczyli. Ale w ich rozumieniu, państwo ukraińskie, o które oni walczyli, nie miało być po prostu "niepodległe", to miała być "Ukraina dla Ukraińców", państwo jednorodne etnicznie. Ten rodzaj niepodległości jest problematyczny. Armia Czerwona także przedstawiała się jako wyzwolicielka Ukrainy spod okupacji niemieckiej i odnowicielka państwowości ukraińskiej, Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. W rzeczywistości stalinowski reżim realizował niektóre z tych samych ideałów, jak OUN-UPA: to była ukraińska sobornost' oraz etniczna czystka terytorium Ukrainy. Sowieci rzeczywiście wykuli wielką Ukrainę i usunęli prawie całą polską, niemiecką i tatarską ludność. I na pewno nie mógłbym pomyśleć, i wątpię, żeby Zenon tak uważał, że ze względu na wkład Sowietów w budowanie państwa ukraińskiego możemy bagatelizować zbrodnie stalinowskie na Ukrainie. /.../  Po drugie, należy uznać, że OUN-UPA wykazały się wyjątkową odwagę i poświęceniem. Ja nie przeczę. Ale ja również pamiętam, co historyk Janusz Radziejowski napisał do mnie w 1988 roku, kiedy podniosłem dokładnie ten sam punkt wobec niego: "Dla oceny ruchu ideologicznego lub narodowego nie wojskowe cnoty są decydujące, ale programowe i polityczne aspekty. Mówi się, że najlepszymi żołnierzami byli Niemcy. Walczyli przeciw światu, który przewyższał ich wielokrotnie w ilości żołnierzy i sprzętu." Dzielny Hans walczący i zdobywający ulicę po ulicy w siarczystym mrozie pod Stalingradem nie może poprawić ideologicznego oblicza niemieckiego narodowego socjalizmu. Po trzecie, OUN-UPA miały istotne poparcie społeczne. Takie samo miał Hitler w Niemczech w 1941 roku, takie samo miał Stalin na Wschodniej Ukrainie w 1944 roku - ten konkretny argument nie mówi w ogóle nic o ocenie ruchu. OUN-UPA miały istotnie poparcie społeczne wśród etnicznych Ukraińców na Zachodniej Ukrainie, ale nie były popularne wśród nie-Ukraińców na Zachodniej Ukrainie, ani w pozostałej części Ukrainy. Zróżnicowanie ich popularności jest bezpośrednim wynikiem ideologii, którą propagowali i praktykowali. /.../  Mój sprzeciw, powtarzam, jest reakcją na sztuczki semantyczne, dokonywane w celu bagatelizowania negatywnego dziedzictwa OUN-UPA. Ja nie biorę pod uwagę przemiany OUN w bardziej pluralistyczną organizację. Ta zmiana w latach 1943-44 odbyła się po prostu na papierze. Wiele elementów z tej "ewolucji" miało na celu pozyskanie alianckiego, zwłaszcza amerykańskiego, wsparcia. Nawet najbardziej liberalne skrzydło OUN, które zgromadziło się wokół Mykoły Lebed'a na emigracji,regularnie fałszowało dokumenty dla wybielenia przeszłości OUN i UPA. /.../ Istnieje jeszcze kwestia tworzenia bohaterów z ludzi, którzy mają takie zbrodnie na swoim sumieniu i krew na rękach - na pewno należy nakreślić tutaj wyraźną, nieprzekraczalną linię. A co z hipokryzją, gdy wymaga się, aby świat uznał głód w latach 1932-33 za ludobójstwo, a w tym samym czasie odmawia się analogicznego uznania tego, co OUN i UPA zrobiły w stosunku do Polaków i Żydów?  (John-Paul Himka, w: https://mail.google.com/mail/u/0/?tab=wm#drafts/1374a9b9b3f74b7a; tłumaczył Wiesław Tokarczuk).

 

W liście skierowanym 3 września br do Prezydenta Andrzeja Dudy kresowe stowarzyszenia piszą:  

Szanowny Panie Prezydencie, środowiska kresowe z wielką radością przyjęły wystąpienia przedstawicieli najwyższych władz RP (Pana Prezydenta i Pani Premier) wygłoszone podczas obchodów 78. rocznicy agresji Niemiec na Polskę. Szczególnie ważne słowa padły w Wieluniu, gdzie Pan Prezydent Andrzej Duda mówił o trzech niezbędnych fundamentach właściwej polityki historycznej: dbaniu o pamięć zbudowaną na prawdzie a nie relatywizacji wydarzeń z przeszłości, zadośćuczynieniu za popełnione zbrodnie, czego skutkiem powinno być przebaczenie. Cieszy fakt, że po prawie 30 latach znaleźli się w końcu politycy, którzy mają tyle odwagi, by podnieść tę kwestię w odniesieniu do Niemiec. Niestety jako środowiska kresowe musimy zauważyć, że w tym kontekście w sposób niezwykle czytelny widać niezmierną słabość polskiej polityki prowadzonej przez obecny Rząd (podobnie jak wszystkie poprzednie) w odniesieniu do Ukrainy. Jest to polityka „na kolanach” (może nawet „pełzająca”), choć w obietnicach wyborczych słyszeliśmy o „wstawaniu z kolan”. Z wielką przykrością musimy stwierdzić, że nasz Rząd w stosunkach dwustronnych z partnerem ukraińskim łamie wszelkie zasady postulowane przez Pana Prezydenta. Pan Prezydent powiedział w Wieluniu: „…trzeba wiedzieć i pamiętać, kto był ofiarą, a kto mordercą (…) I nie wolno dopuścić do tego, by ta elementarna prawda była zamazywana przez czas, poprzez machinacje różnego rodzaju historyków czy też, jak kto woli, pseudohistoryków”. Jak w kontekście tych słów odczytać brak oficjalnego i stanowczego protestu polskiego Rządu wobec tworzenia na Ukrainie setek pomników i upamiętnień Stepana Bandery, Romana Szuchewycza i innych ludobójców narodu polskiego?! Jak mamy rozumieć brak polskiego sprzeciwu wobec uznania przez Ukrainę za bohaterów banderowskich rezunów z UPA wyrzynających polskie wsie na Kresach Wschodnich?! Co znaczy pokorne milczenie polskiego Rządu wobec totalnego fałszowania historii przez szefa ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza, słusznie nazywanego w naszym środowisku „ukraińskim Goebbelsem”?! Jak mamy postrzegać stałą, olbrzymią daninę finansową dla Ukrainy z kieszeni polskiego podatnika, w sytuacji gdy państwo to kolejny raz zakazuje nam ekshumacji i godnego pochówku dziesiątek tysięcy Polaków zamordowanych przez Ukraińców i do chwili obecnej spoczywających w dołach, jamach, na śmietniskach, bez grobu i znaku krzyża?  /.../  Współczesne władze Ukrainy gloryfikujące zbrodniarzy z OUN-UPA nigdy nie przyznały się do zbrodni ani nie przeprosiły za ich dokonanie, na zakłamanym obrazie najgorszych okrutników i zbirów budują swoją państwowość, całkowicie zakłamując prawdę o masowych mordach dokonanych na Polakach (także Żydach, Rosjanach, Ormianach, Węgrach, Czechach, Słowakach, Cyganach i Sprawiedliwych Ukraińcach). W sposób absolutnie haniebny uniemożliwiają godny pochówek ich ofiar i zaśmiecają przestrzeń publiczną i umysłowość młodych Ukraińców upiorami zbrodniczej przeszłości.  /.../ Uprzejmie prosimy, by nie dzielić polskich ofiar II wojny światowej na te „słuszne” zastrzelone niemiecką czy sowiecką kulą i te „mniej poprawne politycznie” zatłuczone ukraińską siekierą.”  

Czy prezydent Andrzej Duda raczy odpowiedzieć na ten list?

 

To rzecz niebywała, która nie powinna się zdarzyć na polskich, czy jakichkolwiek innych torach, by maszynista zagranicznego pociągu odmówił wyjazdu - podkreślił w rozmowie z portalem wPolityce.pl Minister Infrastruktury i Budownictwa Andrzej Adamczyk, opowiadając o zdarzeniu na dworcu kolejowym w Przemyślu, gdy ukraiński pociąg odmówił wyjazdu z b. prezydentem Gruzji Micheilem Saakaszwilim.

„Otrzymałem wczoraj w godzinach południowych telefon od ministra Waszczykowskiego z pytaniem, czy mam wpływ na to, aby pociąg relacji Przemyśl-Kijów ruszył z dworca. Skontaktowałem się natychmiast z prezesem PKP PLK i po sprawdzeniu sytuacji okazało się, że zespół obsługujący ukraińskiego pociągu, na tzw. szerokim torze, pomimo wezwań polskich dyżurnych ruchów, odmówił wyjazdu z dworca w Przemyślu, ponieważ jednym z pasażerów był prezydent Micheil Saakaszwili” – opowiedział minister. „Mieliśmy informację, że strona ukraińska kontaktuje się ze swoim szefostwem i za jego wiedzą oraz zgodą, ten pociąg nie wyjeżdża, blokując dworzec. To rzecz niespotykana, by załoga jakiegoś pociągu dokonywała selekcji pasażerów”. Minister infrastruktury zwrócił uwagę, że decyzja ukraińskiej załogi odbiła się na kilkuset pasażerach, którzy zostali zmuszeni do oczekiwania w trudnych warunkach. Na dodatek okazało się, że drugi ukraiński pociąg, który wjechał na przemyski dworzec, odmówił wejścia na pokład byłemu prezydentowi Gruzji. Sytuacja była wręcz niebywała. Co innego, gdyby prezydent Saakaszwili stwarzał zagrożenie dla otoczenia i innych pasażerów, czy jego stan fizyczny nie pozwalał mu podróżować. Ale tak nie było. „Wykorzystaliśmy różne metody, byłem w kontakcie z ministrem Waszczykowskim, sprawą interesowała się również premier Beata Szydło. Szef MSZ starał się rozwiązać problem, monitorował sytuację i kontaktował się ze służbami, a także MSZ i MSW Ukrainy” - podkreślił Andrzej Adamczyk. „Wezwanie techniczne zostało zlekceważone. To rzecz niebywała, która nie powinna się zdarzyć na polskich, czy jakichkolwiek innych torach, by maszynista zagranicznego pociągu odmówił wyjazdu. My nie mieliśmy możliwości zmiany maszynisty w ukraińskim pociągu – podkreślam, to nie był pociąg PKP PLK.  Wiem jedno, te działania obsługi pociągu ukraińskiego były absolutnie bezprawne.  

Ostatecznie Saakasziwli przekroczył granicę między Polską a Ukrainą w niedzielę wieczorem po tym, jak jego zwolennicy wdarli się na przejście graniczne w Szeginiach, przerwali kordon złożony z funkcjonariuszy ukraińskiej policji i Straży Granicznej i - jak relacjonowali towarzyszący mu politycy - „wnieśli go na rękach” na Ukrainę. (Minister Adamczyk o blokowaniu wyjazdu Saakaszwiliego: „Działania obsługi pociągu ukraińskiego były absolutnie bezprawne”; w: https://wpolityce.pl/polityka/357251-tylko-u-nas-minister-adamczyk-o-blokowaniu-wyjazdu-saakaszwiliego-dzialania-obslugi-pociagu-ukrainskiego-byly-absolutnie-bezprawne ).

 

Dochodzą do tego akty niszczenia pomników znajdujących się na obecnych terenach Ukrainy poświęconych pomordowanej ludności polskiej, w tym dwukrotnie w Hucie Pieniackiej, gdzie okrutną śmierć z rąk SS "Galizien – Hałyczyna", UPA i okolicznych chłopów ukraińskich ponisło ponad tysiąc Polaków, ostrzelanie z granatnika konsulatu polskiego w Łucku i inne akty atypolskie. Po jednym z ostatnich takich "gestów przyjaźni" Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP wezwało ambasadora Ukrainy Andrija Deszczycę. Miało to  związek z odsłonięciem na Przełęczy Wereckiej ukraińskiego kompleksu memorialnego, na którym umieszczono inskrypcję o „polskich okupantach”. MSZ na oficjalnej stronie resortu umieściło oświadczenie:

Z inicjatywy wiceministra spraw zagranicznych Bartosza Cichockiego 17 października odbyło się w MSZ spotkanie z ambasadorem Ukrainy w Polsce Andrijem Deszczycją. Wiceszef MSZ wyraził zdumienie w związku z udziałem wicepremier Ukrainy ds. Integracji Europejskiej Iwany Kłympusz-Cyncadze, innych wysokich ukraińskich urzędników państwowych oraz kompanii honorowej Sił Zbrojnych Ukrainy w uroczystym odsłonięciu kompleksu memorialnego ku czci poległych strzelców Siczy Karpackiej w miejscowości Kłymec na Przełęczy Wereckiej (Tucholskiej) 15 października. Upamiętnieniu, wzniesionemu z funduszy instytucji państwa ukraińskiego, towarzyszą tablice z inskrypcją: „Bohaterom Ukrainy Karpackiej rozstrzelanym przez polskich i węgierskich okupantów w marcu 1939 r.” oraz plansze informujące o rzekomej egzekucji 600 strzelców Siczy Karpackiej przez oddział Korpusu Ochrony Pogranicza.  Polska nigdy nie okupowała Ukrainy. Niektóre terytoria dzisiejszego państwa ukraińskiego wchodziły w skład Rzeczypospolitej Polskiej na mocy prawa międzynarodowego. Do tej pory nie został zaprezentowany żaden dowód na poparcie tezy o masowej egzekucji członków Siczy Karpackiej w marcu 1939 r., nie wspominając o polskiej odpowiedzialności za tę rzekomą zbrodnię. (Kresy24.pl/msz.gov.pl ).

 

W dniach 23 – 24 października br. na Ukrainie przebywała polska delegacja z wicepremierem, ministrem kultury i dziedzictwa narodowego Piotrem Glińskim na czele. Szefowi MKiDN towarzyszyli wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki i wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk. Polscy urzędnicy pojechali na Ukrainę po to by negocjować zdjęcie blokady polskich ekshumacji i upamiętnień na Ukrainie ogłoszonej przez władze w Kijowie. Jak wynika z oświadczenia MKiDN strona polska zaproponowała Ukraińcom podniesienie rangi rozmów w sprawie ekshumacji i upamiętnień na wyższy poziom polityczny. „Strona polska podniosła kwestie wznowienia prac Międzyrządowej Komisji ds. Ochrony i Zwrotu Dóbr Kultury pod przewodnictwem wicepremierów lub ministrów odpowiedzialnych za kulturę i dziedzictwo narodowe obu krajów i wypracowania w jej ramach satysfakcjonujących dla obu stron rozwiązań w obszarze polityki historycznej i upamiętnień” – pisze MKiDN. Polski postulat spotkał się z odmową strony ukraińskiej. Ukraińcy stwierdzili, że formuła dotychczasowych rozmów nie wyczerpała się, ponadto potrzebne byłyby czasochłonne zmiany w przepisach. „Uczestnicy rozmów ze strony ukraińskiej zaznaczyli niedopuszczalność takiego rozwiązania, ponieważ wspomniana komisja została utworzona dla wykonania Umowy między rządami Polski i Ukrainy o współpracy ws. ochrony i zwrotu dóbr kultury utraconych i bezprawnie przemieszczonych pod czas II wojny światowej i posiada jasno zdefiniowane kompetencje” – napisano na stronie ukraińskiego ministerstwa kultury. Strona ukraińska zaproponowała kontynuowanie rozmów na dotychczasowym szczeblu – IPN-ów i ministerstw kultury obu krajów, a także ukraińskiej Międzyresortowej Komisji ds. Upamiętnienia Członków Operacji Antyterrorystycznej, Ofiar Wojen i Represji Politycznych. Jak wynika z komunikatu MKiDN, polskiej delegacji udało się uzyskać jedynie obietnicę ministra kultury Ukrainy Jewhena Nyszczuka, iż przekaże on kolegom z rządu, iż sprawa poszukiwań i ekshumacji jest dla Polski istotna (za: Kresy.pl). Polskiego wicepremiera strona ukraińska potraktowała „per noga”, rozmawiał z nim minister i podyktował swoje warunki. A już jako kpinę przyjąć należy fakt, że łaskawie zgodził się przekazać „kolegom z rządu”, „iż sprawa poszukiwań i ekshumacji jest dla Polski istotna”. Hucpa ta trwa od kwietnia i rząd ukraiński nic o niej nie wie?

Czy na Ukrainie ustalone zostały strefy wpływów: probanderowcy decydują o polityce historycznej Ukrainy mając poparcie i pieniądze ze strony głównie diaspory w Kanadzie, czyli dzieci i wnucząt rizunów; natomiast gospodarkę drenuje stronnictwo Petra Poroszenki i Wołodymyra Hrojsmana, mając wsparcie oligarchów żydowskich z Ukrainy i USA? Coś na zasadzie: wy sobie faszyzujcie Ukrainę, a my w tym czasie „zbijamy kasę”. A „alibi” dla jednych i drugich, na potrzeby wewnętrzne i zewnętrzne, jest „wojna ukraińsko-rosyjska”, musi więc być kontynuowana.  

 

Na zaproszenie przyjeżdża do Warszawy były prezydent Ukrainy  Juszczenko i poucza Polaków:  „Polacy powinni zrozumieć jedno. W tym samym czasie na tych samych ziemiach powstały dwa ruchy narodowe, które miały jeden cel. Oni widzieli swoje państwa jako niepodległe. Tak zrodziła się UPA i tak zrodziła się Armia Krajowa. Nie byłoby sprawiedliwie mówić, że AK to anioły a UPA to diabły. Mamy dojść do porozumienia historycznego, a obie strony stawiały przed sobą te same cele. Tak jak dla Polaków bohaterem jest AK, tak dla Ukraińców bohaterem jest UPA -  mówił w wywiadzie dla RMF FM były prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko. (Oburzające słowa Juszczenki: Tak jak dla Polaków bohaterem jest AK, tak dla Ukraińców - UPA. Najlepszym wykładowcą dla Bandery był Piłsudski. Za: https://wpolityce.pl/polityka/363753-oburzajace-slowa-juszczenki-tak-jak-dla-polakow-bohaterem-jest-ak-tak-dla-ukraincow-upa-najlepszym-wykladowca-dla-bandery-byl-pilsudski; 24 październik 2017).

Szokują tylko działania kolejnego już rządu III RP, a właściwie ich brak. Czyżby nadal decydowała o tym ambasada amerykańska, gdyż w interesie USA jest szachowanie Rosji w Europie? Czy w zamian za nadstawianie głowy (czyli bytu Państwa Polskiego) dostaniemy tarczę antyrakietową dla lepszego samopoczucia?

Zapewne więc wkrótce pojawią się kolejne podobne „gesty” ze strony Ukrainy, która w specyficzny sposób traktuje „przyjazne relacje polsko-ukraińskie”.

Na Ukrainę z wizytą wybiera się wkrótce prezydent Andrzej Duda. Retoryczne pytanie: czy odwiedzi chociaż jedną mogiłę Polaków pomordowanych przez UPA.? Ile zawiezie w prezencie milinów i jaki afront spotka go w podzięce?