1 czerwca 1943 roku:  

We wsi Bodaki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali kilkunastu Polaków.

We wsi Huta Stara pow. Buczacz policja ukraińska zamordowała Wesołowskiego Ignacego l. 30 (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do listy strat ludności polskiej podanej przez Komańskiego i Siekierkę dla województwa tarnopolskiego, 2004; w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 7, pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2015;

We wsi Podłuże pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, księgowego i młynarza.

We wsi Sochy pow. Zamość esesmani ukraińscy z Niemcami wymordowali około 200 Polaków, w tym 30 dzieci w wieku od 3 miesięcy do 15 lat, 55 kobiet i 98 mężczyzn  (podawane są liczby ofiar od 183 do 364 osób).  Zbrodnie tę opisał jej naoczny świadek Jan Socha: „Z obu krańców wsi posuwały się duże kolumny do środka, z których sypały się kule oraz podpalano budynki. W kolumnach tych byli Niemcy i Ukraińcy wszyscy w mundurach. […] Uciec ze wsi nie było można, gdyż  była otoczona i każdego uciekającego zabijali żandarmi stojący na czatach. Akcja trwała od godziny 6 do godziny 10, po czym na sygnał Niemcy wyszli z palącej się wsi. Nadleciało wtedy 9 samolotów, które na środek wsi rzucały bomby, a latając nisko strzelały z karabinów maszynowych. Niemców i Ukraińców w czasie tej pacyfikacji mogło być około 200 albo i więcej. Byli także: żandarmeria oraz SS niemiecka i ukraińskie jednostki. Zastrzelono wówczas około 200 do 250 osób, głównie mężczyzn, choć nikomu życia nie darowali. Wieś została spalona, z wyjątkiem 3 budynków. Spłonęło całe mienie mieszkańców.” (Jastrzębski..., s. 220, lubelskie). 

2 czerwca:   

We wsi Hurby pow. Zdołbunów upowcy oraz  chłopi ukraińscy z sąsiednich wsi otoczyli wieś i ze szczególnym okrucieństwem dokonali rzezi około 250 Polaków. Bandytów było około tysiąca. Mordowali za pomocą siekier i noży. Zabijanych poddawano nieludzkim torturom, kobiety gwałcono przed zamordowaniem. Uratowanym świadkiem zbrodni jest Irena Gajowczyk, wówczas sześcioletnia Irenka Ostaszewska, która po latach odważyła się o niej opowiedzieć: „Uszliśmy może ze 150 metrów, kiedy Mama zauważyła kilku młodych mężczyzn wychodzących z lasu. Każdy miał w ręku siekierę. Mama zaczęła krzyczeć przeraźliwie, abyśmy się chowali. Rozbiegliśmy się wszyscy w zboże na tyle już duże, że pozwalało nam ukryć się. Brat Marcel z siostrą Stasią odbiegł od nas, siostrę Lodzię pociągnęła za sobą jedna z naszych sąsiadek, a ja zostałam z Mamą. Rozpoczęła się rzeź. Banderowcy uderzali na oślep siekierami i nożami kogo dopadli. Kilku z nich nadjechało na koniach i tratując w poszukiwaniu ofiar zboże - mordowali znalezionych. Kilku banderowców podbiegło do mojej mamy i jeden z nich uderzył ją w głowę siekierą. Mama upadła i wypuściła z rąk brata Tadzia, a ja z przerażenia krzyczałam. Na całym polu był ogromny wrzask i lament, ludzie błagali swoich oprawców o darowanie życia, no bo przecież ich znali. Oprawcy byli jednak bezwzględni. Mama czołgając się, przygarnęła do siebie płaczącego Tadzia i zakrwawionemu dała pierś. Po niedługiej chwili banderowcy ponownie dobiegli do mojej Mamy i podcięli jej gardło. Jeszcze żyła kiedy zdarli z niej szaty i poodcinali piersi. Ja leżałam przytulona do ziemi, chyba ze strachu nawet nie oddychałam. Mama i Tadzio strasznie się męczyli, Mama powyrywała sobie długie włosy z głowy, była strasznie zmieniona, bałam się jej, prosiła o wodę. Jak trochę się uspokoiło pobiegłam na nasz ogród i na listku kapusty przyniosłam trochę wody, ale nie podałam bo już nie jęczała i bałam się jej. W pewnym momencie zobaczyłam straszny ogień i wycie zwierząt, to paliły się nasze zabudowania, bydło i konie chodziły po ogrodzie, a trzoda i drób paliły się razem z budynkami. Przerażona przesiedziałam do rana przy zwłokach Mamy i brata. Zobaczyłam też inne trupy, bardzo się bałam, było mi zimno, byłam tylko w koszulce. /.../ Ojciec pogrzebał Mamę, dwóch braci i sąsiada w naszym ogrodzie. Mężczyźni połapali swoje konie, było tez kilka wozów i bryczek, które się nie spaliły i zaczęliśmy się szykować do ucieczki, do Mizocza. Na naszym dużym wozie jechał Ojciec, Lodzia, opatulona ranna Stasia, oraz sąsiadka Wasylkowska z dziećmi. Wyjechało kilka furmanek w godzinach wczesnego popołudnia. Ojciec ciągle nas uspokajał, abyśmy nie płakały bo w lesie mogą być banderowcy. Po przebyciu przez nas kilku kilometrów, leśną drogę zastąpili banderowcy krzycząc: "Siuda jidut Lachy". Padły strzały, Tatuś krzyknął abyśmy uciekały, lecz sam nie mógł zejść z wozu, był chyba ranny. Wszyscy rozbiegli się po lesie, ja też usiłowałam biec za siostrą Lodzią i innymi ludźmi, ciągle płacząc i potykając się o gałęzie, które były zbyt duże (a może ja byłam zbyt mała), aby podołać w przerażeniu walce o ocalenie. Zgubiłam uciekających ale w zasięgu moich oczu były wozy z końmi, do których zbiegli się banderowcy, i ja pobiegłam do Tatusia i widziałam, jak go strasznie bili, a ja stałam przy krzaku i niemiłosiernie krzyczałam. Widziałam jak naszej sąsiadce Wasylkowskiej odrąbywali na pieńku głowę. Mój krzyk był tak przerażający, że jeden z banderowców podbiegł do mnie i z rozmachem wbił mi nóż troszeczkę poniżej gardła, a ja dalej krzyczałam i ze strachu nie mogłam się ruszyć z miejsca. Banderowcy byli zajęci mężczyznami i dobytkiem, krzyczeli po imieniu do Ojca, Ojciec też po imieniu błagał Iwana, aby darował mu życie. Ja też znałam tego Iwana, bo ciągle przychodził do naszego Tatusia jako przyjaciel. Ojca bili po głowie i twarzy, zdarli z niego ubranie, a kiedy mnie po raz drugi ujrzeli, postanowili skończyć ze mną raniąc prawą dłoń nożem i przebijając ją na wylot, a lewą rękę raniąc przed łokciem dwa razy. Upadłam. Jeden z banderowców chwycił mnie za skórę na plecach, tak jak się łapie kota, i tyle ile miał w garści odciął nożem, potem jeszcze dwa razy ugodził mnie nożem w łopatki i wrzucił w ogromny kopiec mrówek. Chyba straciłam przytomność, jak się ocknęłam był dzień, bardzo byłam obolała, a mrówki tak mnie pogryzły, że byłam bardzo opuchnięta a mrówki były w buzi, w nosie i w tych okropnych ranach. Wyczołgałam się z tego mrowiska, chciało mi się pić. Czołgając się zrywałam zielone jeszcze jagody i tak doczołgałam się do drogi i z przerażeniem zobaczyłam obdartego ze skóry, przywiązanego do drzewa człowieka, a to był mój Ojciec. Odrąbana, i leżąca obok głowa sąsiadki Wasylkowskiej pokryta była mrówkami. Po jakimś czasie usłyszałam nadjeżdżające furmanki, bałam się, ale nie miałam siły aby się ukryć. Leżałam przy drodze. Pamiętam jak podniósł mnie żołnierz (niemiecki) a ja prosiłam, żeby mnie nie zabijał. Coś mówił, ale nie rozumiałam. Po chwili zobaczyłam przy mnie mojego wujka Aleksandra Warnawskiego, który tłumaczył Niemcom, że mnie zna, bo wcześniej poznali na drzewie mojego Ojca. Niemcy zaopiekowali się mną układając na wozie i pojąc bardzo słodką kawą, której smak będę pamiętać zawsze. Opowiadano mi, że mieszkańcy którzy się uratowali, uciekli do Mizocza i po trzech dniach wraz z wojskiem niemieckim, postanowili pojechać do Hurby aby zobaczyć co tam się stało. Tak więc się okazało, że przeleżałam w lesie trzy doby. Na miejscu w Hurbach odnalazła się moja siostra Lodzia, której udało się uciec z lasu. Muszę dodać, że nikt nie zabierał pomordowanych, nie było jak i nie było czasu. Niemcy wyznaczyli bardzo mało czasu na pobyt w naszej wiosce w obawie przed banderowcami. Zwłoki wielu mieszkańców Hurbów były przez Ukraińców ponownie wygrzebane i porozrzucane po polach i ogrodach. Wujek Aleksander Warnawski był mężem siostry mojego Ojca. Mnie i siostrę Lodzię wzięli na wychowanie, ja trafiłam do niemieckiego szpitala w Mizoczu. Długo się leczyłam, rany bardzo ropiały. Mam siedem blizn na ciele, które z biegiem lat przestały mi przeszkadzać, jednak okaleczona psychika daje mi znać o sobie przez całe życie.” (Irena Gajowczyk z d. Ostaszewska; w: "Głos Kresowian" - nr 11, maj-czerwiec 2003; za: http://www.nawolyniu.pl/wspomnienia/ocalic.htm ). „Na 3 dzień (5 czerwca 1943 r. ) po dokonaniu morderstwa przez Ukraińców byłem w tej wsi. Już 6 km przed Hurbami, we wsi Czerniawa (gm. Buderaż) natrafiliśmy na rannego Wereszczyńskiego – przestrzelona klatka piersiowa (wyleczony, zamordowany potem w Mizoczu). Dalej, 4 km przed Hurbami, na początku lasu, pośrodku drogi leżał zamordowany Jan Ostaszewski – połamane ręce, połamane kości klatki piersiowej, obok kilkanaście metrów w lesie w mrowisku córka Jana Ostaszewskiego, 6-letnia Irka – 7 ran kłutych, na plecach wycięty kawałek skóry – żyje, mieszka na Śląsku. Jak się później okazało, Ostaszewscy jechali wozem, i na wozie była młodsza córka Stasia poraniona w czasie napadu na Hurby – miała obciętą skórę na brzuszku, jelita były na wierzchu – bandyci zabrali ją razem z dobytkiem, prawdopodobnie nie wiedząc, że znajduje się na wozie. W lesie było pomordowanych kilkanaście osób, przeważnie poderżnięte gardła, poprzykrywane gałęziami. Doszliśmy na miejsce: widok okropny, wieś częściowo spalona, bardzo dużo pomordowanych w najokropniejszy sposób, kobiety w pozycjach, które wskazywały, że gwałcono je przed zamordowaniem. Widziałem mężczyznę z rozrąbaną głową na dwie części, z której pies wyjadał zawartość, widziałem młodego chłopca z odciętą głową od strony karku, trzymała się tułowia na nie odciętym gardle. Widziałem dziecko 2-, 3-letnie na wznak, przybite widłami do ziemi, widziałem mężczyznę w sile wieku, który na skutek ran przy konaniu wygryzł z własnej ręki powyżej łokcia ciało aż do kości (usta zapchane ciałem). Petronela Popławska, około 70 lat – obcięte piersi, poderżnięte gardło; widziałem dzieci – głębokie rany na stopach, rozbite głowy. Dużo ludzi spalonych razem z budynkami, brat mojego ojca jeszcze żył (wkrótce skonał), rodzina jego wymordowana. Nie wszystko widziałem – wieś była rozległa, nie udało się wszystkich przykryć ziemią, brak było łopat, wszystko zrabowane. W tym czasie nie wiedziałem, że w nocy z 25 na 26 sierpnia 1943 r. stracę całą rodzinę: zostali żywcem spaleni w Mizoczu” (Jan Filarowski; w: Siemaszko....., s. 1243). „Wujka i ciotkę Materkowskich dlatego ominęła napaść na Hurby w których mieszkali, gdyż w przededniu napadu przyjechali do Kamiennej Góry.  2 czerwca roku 1943 to był wtorek. /.../ O zmierzchu 2 czerwca roku 1943 od poszczególnych wsi otaczających Hurby odrywały się grupki po kilkunastu i więcej, zazwyczaj młodych i w sile wieku ludzi, nawykłych do pieszych, wielokilometrowych marszów. Tylko pieszo, wierzchowcem, wozem konnym i rzadko rowerem pokonywano przestrzenie. Nie było autobusów, do kolei też było daleko. Ruszyła jedna sotnia UPA z kurenia Dunaja czy Doksa pod prowidem Zahrawy. A do pomocy sotni zawodowych żołnierzy, stojących podziemnym obozem w lesie pod Antonowcami, dołączyło kilkuset ochotników stanowiących samobronni kuszczowi widdiły z Majdanu, Buderaża, Wielkiej Moszczanicy, Stupna, Bondar, Majdańkiej Huty, Buszczy. Otoczone lasami, jakby schowane w ich ciszy Hurby tylko od południa były odsłonięte przez otaczające je pola, na których rozrzucone były pojedynczo zabudowania. Było tych ochotników prawie tysiąc osób, w tym kilkadziesiąt kobiet, uzbrojonych podobnie jak mężczyźni w widły, siekiery i noże. Strilci UPA oprócz noży i siekier mieli broń palną, ochotnicy tylko siekiery, noże i widły, niektórzy wzięli cepy. Większość szła pieszo, część jechała wierzchem na koniach i furmankami, na które będą ładować zrabowany dobytek, aby przewieźć go jako zdobycz do swoich zagród. Podchodząc skrycie lasami, parowami i zagajnikami, coraz bliżej otaczali wieś z wszystkich stron, czekali przyczajeni wśród krzaków na znak, sygnał do ataku. Ci, którzy otaczali wieś od północy, wschodu i zachodu, przyczaili się w leśnym poszyciu, natomiast ci, którzy otaczali wieś od południa rozłożyli się w wysokim zbożu. Wszyscy czekali na sygnał do ataku. Każda grupka upatrzyła sobie jedną lub dwie zagrody ciemniejące na tle nocnego nieba. Znali tych, na których mieli za chwilę napaść, spotykali się z nimi w sklepach, na zabawach, w gminie w Buderażu, w Dubnie, w Szumsku na targach, w sklepie w Mizoczu albo Majdanie, w lasach podczas wyrębu drzew czy zbierania jagód i grzybów. Słuchali odgłosów porykiwania krów, szczekania psów, wyciągania wody ze studni, zamykania drzwi obór i stodół, gdakania kur, beczenia owiec. Zapalały się nikłe światła w oknach. Oni grupkami wybierali sobie zagrody, rozdzielali półgłosem między siebie domy, na które przyjdzie im ruszyć niebawem, starając się podejść jak najciszej i zaskoczyć mieszkańców jak zwierzynę na polowaniu, najlepiej podczas snu. Na każdą grupę ochotników zbrojnych w narzędzia ręcznego mordu przypadał strilec uzbrojony w broń palną. Słuchali odgłosów życia dobiegających z zagród sąsiadów i napawali się myślą, że oto za chwilę będą mogli napoić się mohoryczą nienawiści, ale także słodyczą zwykłego rabunku. Podzielili się na trzy kręgi stanowiące jakby trzy rzuty. Pierwszy wkraczał do poszczególnych zabudowań, gospodarstw, wyciągając z nich zaskoczonych mieszkańców i mordując. Drugi rzut czekał w zaroślach na skraju lasu lub w polu, przyczajony w rowach, pod miedzami, w wysokim zbożu, czając się na niedobitków ocalałych w czasie rozpoczętej rzezi. Trzeci z wozami konnymi był gotowy do rabunku i wywożenia zdobyczy. Najpierw zabijali wszystkich, których zdołały dosięgnąć ich siekiery, widły i noże.  A zanim podpalili zabudowania, by spalić je z ciałami ofiar, najpierw je grabili z wszystkich cenniejszych rzeczy. Zapadał cichy wieczór, nikt nie spodziewał się, że się zamieni w koszmarną noc.

Tylko cerkiew i kościół ich różniły. Bo nawet język jednych i drugich upodabniał się do siebie przez setki lat sąsiedzkiego bytowania. Polscy wieśniacy wymawiali wiele słów po rusińsku, czy jak kto woli po ukraińsku, a Ukraińcy przyjęli do swojej mowy wiele słów polskich. /.../ Nagle tamci grupkami cichaczem ruszają. Każda grupka ma już upatrzony dom, zagrodę, Jest ich około tysiąca, poczynając od kilkunastoletnich chłopców, nawet trzynasto i czternastoletnich. Każdą grupką dowodzi strilec który wydaje polecenia. Nie znosi sprzeciwu. Za sprzeciw może być kula w łeb. Jedni wdzierają się do domów. Każą kłaść się na podłogach. Tych, którzy nie słuchają rozkazu, by się kłaść na podłodze, uderzają siekierami i powalają na ziemię. Inni podpalają stodoły. W świetle pożaru można poznać ich twarze. Ofiary rozpoznają swoich oprawców. Błagają o litość. Te błagania rozlegają się w kilkudziesięciu domach niemal w jednym czasie. Może to tylko straszny żart albo złowrogi sen? Przecież to sąsiedzi, a nie jakieś straszne, krwiożercze diabły!

Każdy dom umiera nieco inaczej, jeden w sposób straszniejszy od drugiego. Pierwsze napadnięte domy zostały tak zaskoczone, że z nich nikt się nie ratuje. Z tych, co zostały napadnięte nieco później, ratuje się pewna ilość osób. Jakiś ojciec każe żonie i dzieciom uciekać, a sam chce coś zabrać z domu na drogę. Zabrać cokolwiek do jedzenia. Coś cennego uratować. Zaprząc konie. Jak straszne to musiało być, skoro Niemcy, ich odwieczni wrogowie, musieli być ich wybawicielami. Rano przyjechał oddział niemiecki z Mizocza, by zabrać kilku rannych którzy przeżyli i osłaniać pochowanie martwych. Napastnicy, którzy po popełnionej zbrodni pochowali się po swoich norach, cieszyli się ze swojego zbójeckiego łupu, gdyż Hurby to była bogata wieś. Obrączki ślubne i pierścionki zaręczynowe, złote sygnety, złote bransolety, złote ruble, zegarki, srebrne misy i łyżki, noże, widelce, narzędzia rolnicze, wozy, bele płótna, długie buty robione na zamówienie u szewca w Dubnie lub Szumsku, zwłaszcza tak zwane oficerki. Rozmaite meble, obrazy, makatki, dzieże i niecki, stolnice, konie, krowy, świnie. Wszystko, co miało jakąś wartość, zabrali jak nagrodę za swój zbójecki trud oddany w imię Samistijnoj. /.../ Ktoś zbierał siano już skoszone przez zabitego. Ktoś zbierał potem w sierpniu zboże zasiane przez zabitego. Ktoś zbierał te ziemniaki posadzone przez zabitego. Nie ci, co sieli, tylko ci, co mordowali, zbierali plony tej ziemi. Wielkie fury zwozili. Nastał dostatek, jakiego dawno nie było w ich zagrodach. Powoli niektóre szczegóły się zamazują, ale nadal pozostaje coś, co sprawia, że nawet dzisiaj, po sześćdziesięciu kilku latach, Polak, czyli Lach słyszy coś, co pomimo tego, że przeżył tu wiele strasznych rzeczy, to to co słyszy, wywołuje w nim spore zaskoczenie, jak to się przydarzyło niedawno panom Wereszczyńskiemu i Jastrzębskiemu, którzy przyjeżdżają tutaj po to, by zapalić świeczki swoim zamordowanym wtedy krewnym. W pewnej chwili usłyszeli: - Lepiej tutaj nie przyjeżdżajcie./.../ Czy można pogodzić się z coraz bardziej lub mniej zakamuflowanymi próbami narzucenia na Ukrainie, ale także i w Polsce poglądu, że Polacy na Kresach jakoby zasłużyli na wszystko najgorsze, co ich spotkało, zasłużyli na to, aby ich sąsiedzi mordowali. Jednym słowem Polacy zasłużyli na to, aby dokonano na nich ludobójstwa. A wtedy na Wołyniu były takie czasy, że każdy kto był Polakiem, miał być zamordowany. Dlaczego próbuje się i w Polsce i na Ukrainie zamykać usta tym, którzy przypominają o banderowskich zbrodniach ? W imię jakich racji?

W roku 1944 Sowieci zlikwidowali pod Hurbami duży oddział UPA. Na pewno było w nim wielu oprawców Polaków sprzed roku. Co za ironia losu! Nie Polacy dokonali aktu zemsty nad niewinną wsią Hurby, lecz ci sami moskiewscy sołdaci, którzy w roku 1939 zadali Polsce i Polakom morderczy cios w plecy! Dziś w tym lesie pod Antonowcami zrekonstruowano i odsłonięto pomnik niedawnej historii, autentyczny obóz powstańców UPA z podziemnymi schronami, szpitalem polowym, szkołą podoficerską, magazynami, rusznikarnią.” (http://www.publixo.com/text/0/t/14006/title/Hurby ).

We wsi Liniów pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 4 rodziny polskie, tj. 17 Polaków: rodzinę Odźgów i w tej rodzinie Bronisławę Kawarską, lat 17, siostrzenicę Marii Odźgowej; rodzinę Maćkowiaków spalili żywcem; Sawicką z dziećmi i bratanicą jej męża wrzucili do studni; Helena Tarnawska, żona Dominika,  otrzymała 12 ciosów ostrym narzędziem i została wrzucona do studni razem z 3 ich dzieci, w tym z dwoma żywymi: Władysławem lat 12 i Edwardem lat 6 oraz 3-letnim Eugeniuszem, któremu roztrzaskali głowę o ścianę domu. Rannego Dominika Tarnowskiego do szpitala do Łokacz odwiózł miejscowy Ukrainiec  (Siemaszko..., s. 190 -  191). Zamordowana Helena Tarnawska lat 32 była w 8 miesiącu ciąży (http://wolyn.ovh.org/opisy/linjow-02.html ). Rzeź kolejnych około 70 Polaków miała miejsce 11 lipca 1943 roku. 

W kol. Marianówka pow. Łuck zamordowali 13 Polaków, 9 osób z 2 rodzin Piwowarskich wiązali po troje drutem kolczastym i przecinali ciała ofiar piłami (Siemaszko..., s. 573).

We wsi Tiutkiewicze pow. Równe Ukraińcy w szpitalu zabili 46-letniego Andrzeja Komornickiego.

W pobliżu Włodzimierza Wołyńskiego zamordowali 27-letnią Annę Zajączkównę.

W osadzie Żytyń pow. Równe spalili żywcem 51-letnią Annę Warżałową w jej domu.

 

   3 czerwca:   

We wsi Tynne pow. Równe Ukraińcy zamordowali 77-letniego Franciszka Szewczyka, wdowca.

 

   4 czerwca:   

We wsi Hurby pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 33-letnią Zofię Krasicką ocalałą z rzezi 2 czerwca.

W miasteczku Kołki pow. Łuck zastrzelili Stanisława Ulanowicza, nauczyciela.

We wsi Sosnówka pow. Krzemieniec zamordowali 2 Polaków: Salomeę Kucharską z 9-letnim synem oraz ich furmana, Ukraińca.

We wsi Suraż pow. Krzemieniec miejscowi Ukraińcy zamordowali 22-letnią żonę Antoniego Podgórskiego, którego z kolei zamordowali w lipcu tego roku.

 

   5 czerwca:

W pobliżu wsi Bryków pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali Polaka Mosiewicza idącego z młyna.

We wsi Chiniówka pow. Zdołbunów upowcy zaatakowali  o 3 rano i w bestialski sposób wymordowali ponad 100 Polaków. Konno i pieszo ścigali uciekających i torturowali przed śmiercią. Krzyki ofiar słychać było w sąsiednich wsiach. Pierś zamordowanej Rozalii Adaszyńskiej ssało jej jedyne ocalałe 3-miesięczne dziecko. „Moją mamę, wujaszka, wujenkę i ich dwóch synów to nożami zamordowali. Takimi długimi nożami. Wie pani, tu na targu ja kiedyś kupiła taki długi mocny nóż - na pamiątkę, że takim moją mamę zamordowali. Moja mama nazywała się Rozalia Wierzbicka -  dostała 8 noży w plecy. Kazali wszystkim się położyć i tak ich mordowali nożami. Wuj Piotr nie chciał się położyć to mu brzuch rozpruli i męczył się, bo mu kiszki wypłynęły. Jego syn Wacek lat 15 zaczął uciekać, został postrzelony w nogi, upadł, doskoczyli do niego i podziobali nożami raz przy razie. Drugi syn Jan 12 lat pasł krowy, został złapany razem z czwórką innych dzieci – miały poprzebijane piersi bagnetami i powiązali ich drutami kolczastymi. Najstarszy syn Marian przybiegł do domu, chciał ostrzec, żeby się chowali ale już było za późno. Krwi było po kostki.  Moja mama i jego mama jeszcze się trzepały i charchotały, a ojciec ryczał z bólu i opowiadał jak to było. Żądali pieniędzy i zegarki, potem kazali się kłaść na podłodze i zadawali ciosy. Potem on ich wszystkich pozaciągał i wrzucił do jamy. Była taka głęboka jama co kartofle na zimę my składali - tam ich wrzucił jak do grobu. Tylko przykrył jamę prześcieradłem  Mojego wujaszka to pociągnęli nożem brzuch tak od góry do samego dołu, że mu kiszki wypłynęły.  Ale wujaszek jeszcze żył do niedzieli. To on go zabandażował i na wóz - do Mizocza chciał zawieźć.  Ale wujaszek umarł po drodze. To on z powrotem do Chiniówki i tam gdzie moja mama, jego mama i rodzina to tam, do tego dołu go wrzucił, żeby byli razem. Nawet nie zasypywał, tak zostawił i sam uciekł do Mizocza.”  (Anastazja Paszkowska; w: http://www.kresowianie.info/artykuly,n324,koniec_chiniowki___ostatnia_czesc_wspomnien_anastazji_z_kresow.html  ). „Banderowcy napadli na naszą Chiniówkę o godz. 3-ciej popołudniu. Gdy wracaliśmy od teściów do domu, spotkaliśmy trzy osoby z sąsiedniej wioski, które nam powiedziały: Zawracajcie, bo Chiniówki już nie ma. Została spalona i dużo ludzi wymordowano. Więc zaraz zawróciliśmy, a ja po paru dniach pojechałam do Mizocza, gdzie schronili się ci, co się z Chiniówki uratowali. I dopiero od nich dowiedziałam się o wszystkim i kogo zamordowano. To co zapamiętałam:
- z drugiej rodziny
Wierzbickich - Piotra, on Stanisław i 2 dzieci,
- Władysława
Wojciechowskiego z synem,
- Stanisława
Wysockiego porąbali siekierą,
- całą rodzinę
Hrynowieckich: […] (sprostowanie z marca 2008 r. Anety Kaczmarek na podstawie wywiadu ze swoim dziadkiem Ludwikiem Hranowickim (dawniej Hrynowiecki): Zamordowani zostali Władysław i dwoje dzieci: Wacław i Stasia, natomiast Franciszką z synem Ludwikiem uciekli, a Marysię przygarnęła Ukrainka, która podawała ją za swoją córkę).
- Adama
Przewłockiego porąbali,
- jego brata Józefa
Przewłockiego z żoną i 3 dzieci,
- Elizę
Przewłocką torturowali, potem powiesili.
Zamordowano dużo osób z rodzin
Czechowskich:
- Stanisława, jego syna, synów i 2 dzieci,
- dwie jego rodzone córki, Leontynę i Bronisławę, które były żonami Ukraińców. Bronisława była żoną należącego do bandy Petra
Przewłockiego, którego dziadek był Polakiem. Na koniec przywieziono ich do ukraińskiej wioski Mosty i tam mordowano. Ona zginęła, a on podobno odzyskał zdrowie i po wojnie dużo ludzi widziało go w Polsce (pod zmienionym nazwiskiem).
- z drugiej rodziny
Czechowskich, Janin i jej dzieci.
Dużo też osób zginęło z rodziny
Adaszyńskich.
- Wiem, że zamordowana została Rozalia
Adaszyńska (żona Romana) i jej 3 dzieci, także inni, ale nie wiem kto.
- W rodzinie
Szpakowskich zginęli: mąż, żona, syn i córka.
Z rodziny
Naumowiczów:
- Zygfryd zastrzelony został przez Petra
Przewłockiego; sama widziałam, jak prowadził Zygfryda pod karabinem koło mego domu do lasu. (Tam gdzie droga prowadziła do wsi Kudry). Potem  usłyszałam strzały, a po kilku minutach Petro wracał już sam. Wstąpił do mego domu, poprosił o wodę do picia i zapytał po ukraińsku o męża: de czołowik? Znałam go dobrze, zawsze mówił po polsku, był nawet kilka razy u mnie w domu, a później stał się bandziorem.
- Florian, s. Aurelego,
- Mieczysław z żoną i dziećmi, oraz
- Bolesław
Jarmoliński (s. Pawła i Heleny).
Dowiedziałam się wtedy od ludzi, że ciała wymienionych tu osób były porżnięte i porąbane siekierami.
Chciałabym jeszcze dodać kilka informacji o członkach mojej rodziny, którzy zginęli z rąk banderowców.
- Julian
Lewicki z Komaszówki, pow. Dubno, ojciec mego ciotecznego brata, pojechał z kuzynem Józefem Markowskim po drzewo do lasu i ślad po nich zaginął. Ani koni, ani wozu, ani ludzi.  Znaleziono tylko czapkę i chustkę do nosa. Marian Wierzbicki, (który był naocznym świadkiem konania w męczarniach swego ojca Piotra, Matki Franciszki i mojej Matki Rozalii Wierzbickiej) uciekł z Chiniówki, zabierając żonę, dwoje dzieci i najmłodszego brata, 13-letniego Janka. Wyjechał z nimi do Mizocza. Tu Janek Wierzbicki i jeszcze czworo innych dzieci, pognali za miasto krowy na pastwisko. Złapali ich banderowcy, przebili dzieciom nożami brzuchy, nanizali na kolczasty drut i owinęli wokół telegraficznego słupa. A na koniec podziobali jeszcze te biedne dzieci nożami. Konały w strasznej męce. Mam już 87 lat, jestem starym człowiekiem i dziękuję Panu Bogu, że daje mi jeszcze trochę sił, a przede wszystkim pamięć, bo ci młodzi nic nie wiedzą i nie mogą powiedzieć o tym co się wydarzyło. A dużo świadków banderowskich zbrodni już odeszło w zaświaty, albo są chorzy i głusi, i nic już nie napiszą.” („Co pozostało w mojej pamięci z Wołynia”. Anastazja Paszkowska - Sulechów, 2000 r.; w: http://wolyn.ovh.org/opisy/chiniowka-11.html ).  

We wsi Kopytków pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali Jana Sakowicza, stróża w mleczarni.

W mieście powiatowym Krzemieniec woj. wołyńskie zamordowali 2 Polaków: Walerego Sobczewskiego i inż. Góreckiego. 

We wsi Omelno pow. Łuck zamordowali Polaka Łozowickiego.

We wsi Wigurzyce pow. Łuck uprowadzili Jana Szadurskiego, inwalidę szewca i zamordowali go.

 

   6 czerwca:   

W kol. Grabina pow. Łuck upowcy zamordowali Polaka Buczyńskiego.

We wsi Omelno pow. Łuck zamordowali w bestialski sposób 7-osobową rodzinę polską Władysława Szpryngela (Siemaszko..., s. 575). „W ukraińskiej wsi Omelno zamordowali całą, polską rodzinę 6-8 osób, dokładnie nie pamiętam. Siostra moja była na pogrzebie, ponieważ znała ich synów ze szkoły. Widziała zmasakrowane ciała. Dzieci miały zmiażdżone palce”. (Anna Kownacka Góral: Przeżyłam w Przebrażu; w: KSI nr 7 z 2013 r.).

We wsi Wólka Sadowska pow. Horochów zamordowali Władysława Sokołowskiego.

 

   7 czerwca: 

We wsi Kamienna Góra pow. Zdołbunów upowcy zamordowali co najmniej 10 Polaków.

W kol. Taraż pow. Łuck były komendant policji ukraińskiej z Kołek Saczkowski zastrzelił 3 Polaków, w tym 2 po lat 21.

We Włodzimierzu Wołyńskim na cmentarz zwieziono liczne zwłoki pomordowanych w okolicy Polaków, np. kobiety z obciętymi piersiami i rozciętymi brzuchami, mężczyzn poprzecinanych na pół.

 

   8 czerwca: 

W kol. Czerteż  pow. Równe upowcy zamordowali 3 Polaków, rodzeństwo Bronowickich: siostry lat 18 (Władysława) i 15 (Helena) oraz ich brata lat 12 (Henryk), gdy ich rodzice byli nieobecni w domu.

We wsi Firlej pow. Lubartów policjanci ukraińscy z Niemcami zastrzelili 5 Polaków, w tym kobietę.

W kol. Polesie pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: 75-letnią Mariannę Larchową i 78-letniego Andrzeja Łarzeka. Starsi Polacy często nie chcieli opuścić swoich gospodarstw, ponieważ z Ukraińcami żyli w zgodzie. Sądzili więc, że z ich strony nic im nie grozi.

W kol. Reczyszcze pow. Dubno zamordowali 3 Polaków: 2 kobiety i 8-letniego chłopca.

We wsi Zwierzyniec woj, rzeszowskie: „Gestapo przy udziale ukraińskiego oddziału SS-Galizien otoczyło wczesnym rankiem wieś Zwierzyniec. W czasie łapanki zastrzelili 10 osób, po śledztwie jeszcze 9, strzałami w tył głowy.” ( http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/dzieje/ss/ss.html ).  

 

   9 czerwca:  

W kolonii Mydzka pow. Horochów banderowcy zamordowali 25 Polaków przesiedlonych tutaj przez Sowietów ze wsi Bartkówka pow. Brzozów: „Kolonia Mydzka podobnie jak Kol. Stydyńska, zamieszkana była przez Niemców których wysiedlono do Rzeszy w styczniu 1940 r. Cała kolonia została zasiedlona wysiedleńcami z rejonu Dynowa nad rz. San, tak Polakami jak i Ukraińcami. Po wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej kilka rodzin zdecydował się na powrót do Bartkówki, większość jednak pozostała gdyż wieści z samej Bartkówki nie sprzyjały powrotowi, nie było ich domów które rozebrano. Tak wysiedleńcy  dotrwali do 9 VI 1943 r. W ten dzień do Kol. Mydzkiej i Kol. Stydyńskiej przybyła samoobrona z Huty Stepańskiej w celu zabrania do Huty St. wszystkich Polaków. Banderowcy jednak bez większego trudu rozbili około 30 osobowy oddział Hucian w Kol. Stydyńskiej, zmuszając go do odwrotu, gdzie banderowcy podpalili kilka domów. W tym czasie Polacy z Kol. Mydzkiej zaczęli opuszczać domy udając się przez Mydzk Wielki w kierunku Huty Stepańskiej, w Mydzku W. zostali zatrzymani i rozpoczęły się dantejskie sceny polowania na Polaków i ich wyłapywania. Polacy wspierani przez miejscowych Ukraińców, którzy byli im życzliwi zostali zawróceni do domów, banderowcy w zdecydowanej większości obcy, wspierani przez wysiedlonych z nad Sanu Ukraińców ze wsi Pałchowa rozpoczęli jednak wyłapywanie Polaków. Tak Ukrainiec z Pałchowej nazwiskiem Wojaczka IN złapał i wsadził na wóz małżeństwo Tomasza i Rozalię Hadam, a następnie sam Ich zastrzelił. Wszystkich złapanych Polaków, posadzono na wozy i wywieziono na miejscowy cmentarz ewangelicki koło Kol. Stydyńskiej gdzie Ich rozstrzelano. Podobny los spotkał Polaków z Kol. Stydyńskiej. O przebiegu egzekucji dokładną relację zdała, żyjąca jeszcze Ukrainka z Mydzka Wielkiego, która była wtedy narzeczoną jednego z wysiedlonych z Bartkówki (nazwiska w mojej wiadomości). Polacy w swoich relacjach podkreślają że najbardziej aktywnymi katami byli Ukraińcy z Pałchowej k. Dubiecka, których wywieziono razem z Polakami. Żyją do dziś ich potomkowie w okolicy Mydzka i Stydynia. Miejscowi Ukraińcy starali się ratować sąsiadów Polaków, kiedy np. Stanisław Hadam s. Tomasza wmieszał się w grupę Ukraińców, nikt go nie wydał i zdołał uciec. Listę wszystkich zamordowanych sporządził Kazimierz Edmund Pantoł z Bartkówki ur. 1 XI 1923 r. s. Walentego i Jadwigi z d. Hadam. W kościele w Bartkówce znajduje się tablica pamiątkowa wymieniająca wszystkich zamordowanych na Wołyniu mieszkańców tejże wsi (dziś ul. Dynowa) jest ich 122 osoby, w tym 48 mężczyzn, 36 kobiety i 38 dzieci”  (http://wolyn.freehost.pl/ogloszenia/mydzka.pdf

W mieście powiatowym Równe woj. wołyńskie Ukraińcy zamordowali 35-letniego Polaka.

 

   W nocy z 9 na 10 czerwca:     

We wsi Bartatów pow. Gródek Jagielloński banderowcy zamordowali 1 Polkę i spalili 9 polskich gospodarstw (Siekierka...,. 10, lwowskie). Inni:  W przysiółku Wola Bartatowska należącym do wsi Bartatów pow. Gródek Jagielloński: „Wedle ustnej relacji Delegata naszego z Mszany dnia 9 na 10 czerwca banda terrorystyczna napadła na przysiółek Bartatowa tzw. Wola Bartatowska [Gródek], w której spalono 9 gospodarstw polskich i zastrzelono 1 kobietę”. (1944, 13 czerwca – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów na ludność polską w powiecie lwowskim. W: B. Ossol. 16721/1, s. 263-264). 

 

   10 czerwca:

We wsi Chorostów pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 16-letniego Tadeusza Cecha.

W kol. Pustomyty pow. Horochów zamordowali Władysława Filipiaka.

 

   11 czerwca: 

We wsi Rewuszki pow. Kowel upowcy zabrali Antoniego Traczyńskiego na podwody i zaginął bez wieści.

We wsi Stawki pow. Równe zamordowali 2 Polaków: Ludwika Wierzbickiego z synem Edwardem.

 

   12 czerwca:  

We wsi Jarocin pow. Nisko Niemcy z policjantami ukraińskimi zamordowali 15 Polaków, w tym proboszcza ks. Marcina Kędzierskiego, który był maltretowany, pchnięty nożem i wepchnięty do podpalonej plebanii. „Nad ranem 12 czerwca, mniej więcej koło godziny 6, kiedy już ogień objął wszystko i dym buchał wszystkimi otworami wepchnięto ks. Kanonika w ogień gorejącej plebanii i sztyletem pchnięto go w plecy. To samo uczyniono z domownikami ks. Kanonika, w skład których wchodziła staruszka gospodyni Aniela Jędruch i ze wsi dwie staruszki, przytulone do plebanii z litości tylko ks. Kanonika: Katarzyna Gagat i Anna Pawłowska. Wszystkie trzy kobiety podzieliły los swego duszpasterza". W tym samym czasie podpalono pobliskie zabudowania Józefa Paska. W domu żywcem spalono żonę Paska - Karolinę i ich trzyletniego synka Kazimierza. Józef Pasek uciekał, ale Niemcy go postrzelili i rannego wrzucili do płonącego domu” (http://gosc.pl/files/old/gosc.pl/zalaczniki/2006/03/13/1142246491/1142246506.pdf ). Następnie po torturach zamordowali kolejnych 8 Polaków, byli to: Stanisław Pęk, któremu wybili oko i przebili na wylot bagnetem lewy bok, Jan Rusinek,  Kazimierz Bielak, Andrzej Dziechciarz, Andrzej Pierścionek, Bronisław Szabat, Marcin Żuraw oraz Jan Pęk - ojciec Stanisława. 

W okolicach wsi Kiwerce pow. Łuck w ciągu jednej nocy upowcy zamordowali 150 Polaków z okolicznych kolonii.

We wsi Oleksiniec Nowy pow. Zborów: „12.VI.1943. Oleksiniec Nowy pow. Zborów. Banda ukr. zamordowała Polaka, sekretarza gminy zbiorowej wraz z całą rodziną. Służący Ukrainiec na przesłuchaniu stwierdził, że w bandzie byli Ukraińcy z pobliskich wsi” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka opisując woj. tarnopolskie nie wymieniają tej wsi a więc i tej zbrodni.

W miasteczku Ostróg nad Horyniem pow. Zdołbunów od pocisku-pułapki umieszczonego przez upowców na furmance na moście zginął Stanisław Ostaszewski. 

We wsi Rewuszki pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 8 Polaków z 2 rodzin braci Traczyńskich (2 mężczyzn, 1 kobieta i 5 dzieci do lat 15).  

We wsi Witkowce pow. Krzemieniec: ”W jednym z zeszytów ks. Tadeusz Chrobak  zapisuje: Pomordowani 20.V.1943 w Witkowcach koło Kołodna: 1.Berbeć Piotr, 2.Błaszczyszyn Marcin , 3.Borcz Władysław, 4. Kazimirów Marcin +12.VI.1943” (Iwona Kopańska – Konon;  w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl oraz e-mail do autora).

 

   13 czerwca (Zielone Świątki):   

We wsi Budki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, braci.

We wsi Chołoniów pow. Horochów upowcy zamordowali jadącego wozem konnym Antoniego Witkowa, młynarza; miał liczne rany kłute, jeden z upowców chodził w jego ubraniu i jeździł jego końmi. 

W kol. Głuboczanka (Hłuboczanka) pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali głównie siekierami, nożami i bagnetami 32 Polaków oraz 1 Ukrainkę. M.in.: 35-letnia Zofia Chmielewska oraz jej córki: 14-letnia Lucyna i 10-letnia Juliana zostały zmasakrowane siekierami; 70-letnia Bronisława Murawska została zatłuczona kolbami karabinów; 9-letni Adam Murawski został zatłuczony pałkami a jego 2-letnia siostra zakłuta bagnetem. 9-letnią Aleksandrę Murawską oraz jej 7-letnią siostrę Irenę ukraińscy „heroje” także zatłukli na śmierć (Siemaszko..., s. 251 – 252). „Mój ojciec Antoni Murawski był rolnikiem, posiadał małe gospodarstwo rolne we wsi Głuboczanka,  gmina Ludwipol, powiat kostopolski na Wołyniu./.../ Byliśmy wszyscy w domu -- ojciec Antoni, brat Marian -- lat 16, brat Adam -- lat 9, siostra Barbara -- lat 2. Mama Antonina w tym czasie wyszła do sąsiada, brata ojca -- Aleksandra Murawskiego. Bandyci spotkali ojca na podwórku, wprowadzili go do kuchni i kazali położyć się na podłodze. Pamiętani wyraźnie bladą twarz ojca. Powiedział cicho do nas: "Kładziemy się dzieci, oni będą teraz nas rabować". W tej sekundzie słyszałam straszliwy huk wystrzału karabinowego -- trzymałam na ręku małą Basię. Skaczę w jednej chwili do uchylonego okna, Basia wypadła mi z rąk, słyszę za sobą dalej kilka wystrzałów karabinowych. Wybiegam na podwórze, wpadam w zboże. Uciekam, nie wiem w jakim kierunku, ale byle dalej od bandytów. Za mną skoczył do okna brat Marian. Trafiły go jednak dwie kule bandytów - jedna w plecy obok łopatki, druga rozpryskowa urwała mu dolną lewą żuchwę. Padł do tyłu z powrotem do wewnątrz i zawisł na kołysce, na biegunach, stojącej tuż przy oknie. Marian zapamiętał tylko dwa słowa bandyty, który w tym momencie podszedł do kołyski i złapawszy go za włosy zwisającej w dół głowy, powiedział "Konać Lachu"! Nieprzytomna ze strachu parłam przed siebie zupełnie na ślepo aż do zupełnego wyczerpania sił. W bezpiecznej, jak mi się wydawało odległości od zagrody, gdzie grasowali banderowskie zbiry, usiadłam straszliwie zmęczona, pełna najgorszych przeczuć i myśli o pozostałych członkach rodziny. Po pewnej chwili zauważyłam zdążającego w moim kierunku znajomego Ukraińca, byt to Misza Uniszczuk. Rozdygotanym głosem zawiadomiłam go o mojej tragedii rodzinnej. Stał obok mnie i współczująco patrzał, słuchając, co mówię o wybiciu całej mojej rodziny. Miał on dla mnie nową informację, twierdząc że widział brata Mariana rannego, leżącego pod krzakiem leszczyny, tuż nad rowem koło naszego domu. Nie pamiętam już ile czasu upłynęło, zanim wróciłam na podwórze. Przed progiem w kałuży krwi leżał ojciec, dalej zmasakrowany młodszy brat Adam. Basia w kuchni była przebita kilkakrotnie bagnetami i wyrzucona przez okno na podwórze. W pobliżu, w zagrodzie stryja Aleksandra, leżała zabita mama, miała głowę rozciętą, nieżywa [też] babcia Bronisława, ojca matka. Dalej leżały zwłoki całej rodziny stryja Aleksandra i on sam, w ilości trzech osób. W głowie czuję zamęt, ogarnia mnie zupełna niemoc, oglądając straszliwą masakrę najbliższych mi ludzi. Ocaleni mieszkańcy wsi, klucząc w zbożu i krzakach, powoli zbliżają się do centrum [kolonii]. Wzajemnie, jeden drugiego cichym głosem, informują o zabitych. Podbiegam pod krzak, gdzie leży brat Marian. Widzę okropną ranę na twarzy, urwana dolna żuchwa, a z piersi bucha spieniona krew. Daje znaki ręką, by podać coś do pisania i papier, gdyż nic może zupełnie mówić. Pisze na podstawionej kartce, abym szybko uciekała stąd i ratowała swoje życie, gdyż on wnet umrze. Garstka ocalonych ludzi w straszliwej trwodze szuka swych bliskich na polach i podwórkach. Zbliża się mrok. Przygarnia mnie do siebie rodzina Jadowskich. Nocujemy w zbożu bez nadziei, że uda się nam wyrwać z tego piekła. Starsi mają zamiar przedostać się do dużej wsi ukraińskiej nad Stuczą w kierunku północnym -- do Bystrzyc. /.../ Wkrótce nadjechali Niemcy. Przeglądnęli straszliwe ofiary mordu, po czym kazali się pośpieszyć z grzebaniem rozkładających się już ciał. Obawiali się najpewniej epidemii jakiejś choroby. /…/ Prosiłam dowódcę hitlerowskiego oddziału, by ponownie zabrał brata do jakiegoś lekarza. Ten oglądnął pobieżnie rannego i kazał żołnierzom zwolnić jedną podwodę, na którą złożono półprzytomnego chłopca. /.../ W Bystrzycach pozostałam sama. Brat leżał w szpitalu w Bereźnem pod opieką lekarzy i pielęgniarek. Nie miałam dosłownie żadnych środków do życia. Byłam w jednej sukience. Bez butów. Ogarniała mnie ogromna rozpacz. Tego nie da się opisać. To trzeba doświadczyć na własnej skórze, na samym sobie. To było nad moje siły. Na głowie pojawiły się siwe włosy, a miałam przecież dopiero jedynie 15 lat.  W tych tak trudnych dla mnie dniach, i dla moich znajomych i krewnych z Głuboczanki, spotkałam jednak wielu szlachetnych ludzi, którzy rozumieli mój los. Wkrótce dowiedziałam się od życzliwych ludzi, że mój brat żyje w szpitalu”. (Relacja Bronisławy Murawskiej - Zygadło, byłej mieszkanki kolonii Głuboczanka, datowana 6 października 1993 r.; w: Kresowy Serwis Informacyjny nr 6/2012).

We wsi Jadwipol pow. Równe Ukraińcy zamordowali 43-letnią Annę Wicińską.

W lesie za Jeziercami pow. Kostopol upowcy z sotni Wiktora Rudyka zamordowali Tomasza Kuriatę z Rudni Pogorełowskiej jadącego na nabożeństwo polowe do Janówki, ochrzcić dziecko. Ofiara była trzymana za ręce i kłuta bagnetami po całym ciele, żona z dzieckiem ukryta w lesie ocalała.  (http://kresowe.fm.interia.pl/jezierce.html).

W osadzie Kiwerce pow. Łuck Niemcy nakazali Polakom pochować 150 Polaków zamordowanych przez Ukraińców w okolicach osady.

W miasteczku Kołki pow. Łuck Ukraińcy zamordowali kilku Polaków i ciała wrzucili do studni, w tym niemowlę. „O świcie, 5 czerwca wyruszył z Kołek konwój uciekinierów ochraniany przez 200 ochotników z Przebraża. Kawalkada wozów załadowanych cząstką dobytku i żywnością po drodze rozrosła się. /.../  Nie wszyscy w Kołkach zdążyli zabrać się z konwojem, albo nie mogli. Nieubłaganie zbliżała się ostateczna rzeź Polaków w miasteczku. Napięcie wzrastało z każdą dniem. Ukraińcy nie czekając na wyjazd Niemców ogłaszali publicznie: Pryhotowlajsia na smert. Widro na krow, taj meszok na kosty. (Przygotowujcie się na śmierć. Wiadro na krew i worek na kości). Odroczeniem wyroku mogła być tylko ucieczka wraz z konwojem garnizonu. Komendant, zakuty aryjczyk, uważający wszystkich oprócz Niemców za podludzi, zgodził się nader chętnie. Można mniemać, że nie pod wpływem nagłego przypływu sympatii do Polaków. Widok cywilów na odkrytych samochodach transportowych mógł go uchronić od ataku partyzantów. Czas naglił. Iwan nie mógł już dłużej czekać. Dzień przed 13 czerwca, trzymanym dotąd w tajemnicy terminem wyjazdu Niemców, o zmroku zaszedł dom Urbańskich od tyłu. Upewniwszy się, że nikt nie widzi, przelazł przez płot i zapukał do drzwi. Na nic zdały się i jego ostrzeżenia. Paulina była nieprzejednana. Wrócił do domu zrezygnowany, ale i z uczuciem ulgi. Zrobił swoje, Maryna nie będzie mogła już ciosać mu kołki na głowie.
Jeszcze nie zdążyła zniknąć na horyzoncie kolumna niemieckich samochodów, gdy ukraińskie prowodyry zwołały wiec koło kościoła. Miasto obwołano “republiką kołkowską”. Czas skończyć z Lachami – wołano - tak samo jak z Żydami. Ani jedna noga zajmańciw (okupantów) ukraińskiej ziemi tu nie pozostanie. A pozostała zaledwie garstka: w szpitalu miejskim ciężko chorzy, niedołężni staruszkowie, kilka osób z rodzin ukraińsko-polskich i ci, którzy zdecydowali się „umierać na swoim”. Na początek rozhisteryzowany tłum wrzucił do studni kilka osób, w tym niemowlaka i zasypał niegaszonym wapnem. Inne grupy zgromadziły około 40 Polaków w drewnianym kościele. UPO-wcy wysadzili dynamitem pobliski pomnik zasłużonego proboszcza parafii, księdza Zajączkowskiego i podpalili kościół. Spalono też większość domów ofiar. Zginęli między innymi: szanowany powszechnie felczer, Ukrainiec Buczek, jego żona Helena z Urbańskich – siostra mojej mamy i dobry znajomy dziadka, leśniczy Moroz. Uratowali się moi kuzyni, synowie Buczyków - Tadeusz i Jurek. Tego dnia byli poza miastem i gdy wracali do domu ktoś ich ostrzegł na drodze. Dom ich był już spalony. W panice uciekli do lasu. Jakie były ich koleje losu aż do końca wojny - nie wiadomo. W czasie, gdy mordowano bezbronnych staruszków w drugiej części miasta w domu dziadków Urbańskich nic jeszcze nie wiedziano. Rozmawiali z panem Leonem (nazwisko zatarło mi się już w pamięci), byłym podoficerem wojska polskiego. Po kampanii anty-bolszewickiej w 1920 r. pracował w służbie leśnej któregoś majątku w gminie. W czasie napadu nocnego wyrwał się oprawcom i przedzierając się przez bagna i pola dotarł do miasta. Jego ciężko chora żona leżała w tym czasie w szpitalu miejskim w Kołkach. Pan Leon przyszedł z prośbą o tymczasowe przygarnięcie, aż żona stanie na nogi o własnych siłach. Zajęci rozmową nie zauważyli, że przed dom zajechała furmanka. Nie było wątpliwości, że to byli strilcy. (Strzelcy w formacjach nacjonalistów). Dwóch miało karabiny, trzeci bez broni. To był najbliższy sąsiad – Iwan. W całkowitym zaskoczeniu, jedynie Leon nie stracił przytomności. Niezauważony zdążył wcisnąć się we wnękę koło pieca na drewno, skąd zerkając śledził dalszy ciąg błyskawicznie następujących wypadków. Dwóch oprawców doskoczyło do dziadka. Wykręcono mu ręce, związano i opasano w pasie drutem kolczastym. Na krzyk Pauliny, uderzona w twarz, upadła na podłogę. Nie przestawała wykrzykiwać:
- Precz z mego domu łotry!, Mordercy mego wnuka!, Niech was święta ziemia pochłonie!
- Tichaj babo bo tebe ubiju – banderowiec próbował ją bezskutecznie uciszyć. (Cicho babo, bo cię zabiję)
- Biery babe, niechaj ide z namy.(Bierz babę niechaj idzie z nami)
- Nigdzie nie pójdę, sobaczy synu, poszli won do czorta!
- Pujdesz, pujdesz, my tobi pomożemy. (Pójdziesz, my tobie pomożemy).
Leżącej długim sznurem skrępowano ręce. Wyniesiono na zewnątrz. Drugi koniec postronka przymocowano do wozu. Paulina nie przestawała złorzeczyć. Jeden z bandytów robiący wrażenie prowodyra skinął na drugiego. Ten wiedział już, co czynić. Wyciągnął z pod derki na wozie siekierę. Po jednym głuchym uderzeniu krzyk urwał się w pół słowa, co wywołało głośny rechot oprawców.
Leon zagryzał palce żeby nie krzyczeć. Wychylając się z wnęki, przez na oścież otwarte drzwi kuchni zobaczył, że tymczasem Iwan popychał dziadka w kierunku furtki ogrodowej, jakby chciał zejść z oczu łotrów mordujących Paulinę.
- Iwan puść, przecież byłeś u nas jak swój - prosił dziadek.
- Ne mohu, Ne mohu. Ja ne winowaty. Prowidnyk Saczko-Saczkowski prykazał tebe zaryzać. On Teper komendant, sobaka proklaty! (Nie mogę, to nie moja wina. Komendant Saczko-Saczkowski kazał ciebie zarżnąć. Teraz on tu komendantem, przeklęty pies).
- Przecież to mój dobry znajomy.
- Teper druhije czasy. On prykazał ryzać tebe po szmatoku, a ja tebe zarezu lehsze. Ne poczujesz. Ja ne winowaty. (On rozkazał ciąć ciebie po kawałku. Ale ja poderżnę cię lżej tak, że nie poczujesz. Nie jestem winny).
Puścił Franciszka przodem. Z tyłu, nagłym ruchem złapał go jedną ręką za czoło, przechylił głowę. Drugą ręką wyostrzonym nożem przeciągnął po gardle. Franciszek osunął się na ziemię. Bluznęła krew. Z głęboko przeciętej krtani wydobywało się rzężenie. Ciałem wstrząsały konwulsje. Nadszedł ten, który przewodził grupie.
- Iwan ty zabył szto on był moj? (Zapomniałeś, że on był mój?)
- Ne znał, on szcze żyw. Możesz ryzać! (Nie wiedziałem, on jeszcze żyje możesz go dorznąć) –
Mówiąc to sięgnął po karabin UPO–wca i zanim ten się spostrzegł, zarepetował, przyłożył lufę do głowy leżącego i wypalił. Czaszka rozprysła się jak gliniany garnek. Krew Franciszka wsiąkała w ziemię, na której od pradziada żył ród Urbańskich. Pozostanie tam do sądnego dnia.
-Ty szto zduryw? Taj szkoda puli na takoho parszyweho Lacha! Ja tebe szcze pobaczu! (Zgłupiałeś? Szkoda kuli na takiego parszywego Polaka! My się jeszcze policzymy!).
Teraz odkryją mnie plądrując dom - pomyślał pan Leon. Postanowił walczyć. Miał szczęście. Napastnikom musiało się śpieszyć, bo wsiedli na wóz. Podcięli konie ciągnąc za sobą przywiązane zwłoki babci Pauliny.

Nie wiadomo i nie ma kogo zapytać gdzie ich pochowano. Dopóki w mieście byli jeszcze Polacy grzebali ofiary na cmentarzu miejskim, często z narażeniem życia, gdy trzeba było jechać po zwłoki poza miasto. Najprawdopodobniej Ukraińcy wrzucili ciała do wspólnego dołu. Nie wiedział też pan Leon, jedyny świadek mordu. O zmroku odnalazł w szpitalu żonę pokłutą widłami. Zwłoki pogrzebał pośpiesznie w płytkim grobie. Przedzierał się nocami sobie znanymi ścieżkami do Skierniewic. W dzień, w mniej znanych okolicach zaszywał się w buszu. Ze Skierniewic, gdzie przebiegała linia kolejowa, na buforach towarowych wagonów, z przerwami dotarł do nas, do Równego. W tamtym czasie dobiegał czterdziestki. Jakie były jego dalsze losy - nie wiadomo”. (Edward Kamiński: Porzućcie wszelkie nadzieje; w:  http://www.strony.ca/Strony36/articles/a3604.html ). 

W kol. Polany, gmina Berezne, pow. Kostopol zamordowali 3 Polaków uciekających furmanką z Polan do Bereznego, w tym Franciszkę Chodorowską z córką Apolonią.

Za wsią Romanów pow. Łuck, koło lasu, „ukraińscy partyzanci” ze wsi Chorłupy dopędzili i zamordowali uciekających do Łucka z Chorłup 4 Polaków: 40-letnią żonę kowala Rogalską, z 10-letnią córką i 12-letnim synem oraz 27-letnią Aleksandrę Kamińską. Ofiarom wyjęli oczy, obcięli języki i piersi oraz rozpruli brzuchy (Siemaszko...., s. 591).

W kol. Stachówka pow. Sarny w kolejnym napadzie upowcy zamordowali 22 Polaków. „Polska kolonia Stachówka liczyła 72 zagrody. Wobec coraz to groźniejszych zapowiedzi, ludność polska z kolonii: Brzezina, Czajków, Karczemka, Mosty (wszystkie w gm. Włodzimierzec), i wsi: Jezioro, Kanonicze (obie w gm. Włodzimierzec) zjechała do Stachówki już przed Zielonymi Świętami. 13 czerwca 1943 r. (Zielone Święta) podczas trzeciego napadu ukraińskiego na Stachówkę. kolonia zaalarmowała samoobronę w kolonii Poroda (gm. Włodzimierzec), z której natychmiast przybyły posiłki w liczbie 30 ludzi. Cała kolonia była otoczona przez upowców, którzy z dwóch karabinów maszynowych prowadzili po kolonii ogień. Jeden karabin maszynowy był umieszczony na drzewie, drugi na wyschniętej studni. Równocześnie Ukraińcy atakowali przy pomocy bagnetów osadzonych na kijach, siekierami i widłami. Miejscowa samoobrona odpierała ataki. Cała wieś płonęła. Przybyła pomoc z Porody zlikwidowała oba stanowiska karabinów maszynowych i zaskakując napastników od tyłu, ujęła pięciu oraz kilku zastrzeliła. Rano do Stachówki przyjechały z Włodzimierca wozy pancerne z wojskiem niemieckim, co spowodowało paniczną ucieczkę napastników. Ujętych przez samoobronę pięciu napastników Niemcy rozstrzelali, przy czym trzem z nich, którzy nic chcieli przyznać się do udziału w napadzie, obcięli wcześniej palce. Kolonia spłonęła całkowicie. Zginęły 22 osoby, które ludność pochowała we wspólnej mogile. Według sprawozdania za czerwiec 1943 r. „pierwszej grupy" UPA Okręgu Wojskowego „Zahrawa" podczas tego napadu zabito 60 Polaków, a straty ukraińskie wynosiły 17 poległych i 5 rannych. Również inna jest data napadu, tj. 16 czerwca. Po trzech tygodniach nękania napadami, spaleniu domostw, wobec tego, że siły malały i amunicja się skończyła, zdecydowano się opuścić Stachówkę. 50 rodzin przeniosło się do kolonii Wydymer i Parośla II (obie w gm. Antonówka), część do Porody, Prurwy (obie w gm. Włodzimierzec) i do Włodzimierca. Po drodze poniesiono jeszcze znaczne ofiary w zabitych i rannych (liczba nie ustalona). Następnie ludność Stachówki ewakuowała się do Sam”. (Zygmunt Bukowski: „Poroda”;  Wrocław 2008 r., nakład własny. Za: „Przedsionek piekła – czerwiec 1943 roku na Wołyniu”, w: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/854-przedsionek-pieka-czerwiec-1943-roku-na-woyniu.html ).  Po ucieczce z Czajkowa mieszkaliśmy niecały miesiąc w Stachówce. Moja rodzina schroniła się tu w nadziei, że będzie bezpieczniej. Niestety, los tak pokierował, że po napadzie band UPA na Stachówkę, część naszej rodziny, cudem ocalona, została zmuszona do dalszej ucieczki.13 czerwca 1943 r. przeżyłem napad band UPA na Stachówkę. Pamiętam jak upowcy uzbrojeni w broń maszynową i karabiny okrążyli całą kolonię ze wszystkich stron. Razem z nimi było wielu Ukraińców z okolicznych wsi, uzbrojonych w widły i siekiery. Napastników było kilkuset. Najpierw ostrzelali wieś z broni maszynowej i karabinów, niektóre zabudowania zaczęły płonąć od zapalających kul. Nieliczna i słabo uzbrojona polska samoobrona próbowała stawiać opór. Upowcy z wrzaskiem „hurrra" i krzykiem „rizat' Lachiw" wtargnęli w trzech miejscach między domy kolonii. Mordowali każdego kogo napotkali, przy użyciu wideł, siekier i bagnetów. Do uciekających strzelali. Jedni mordowali, drudzy rabowali dobytek i podpalali budynki. Podczas tego napadu została zamordowana moja mama Franciszka Redzik (40 lat). Zmarła od ran kłutych bagnetem po całym ciele. Mój stryjeczny brat Henryk Redzik (22 lata) został zamordowany w okrutny sposób. Najpierw wyłamano mu ręce z ramion. Słyszałem jak on głośno krzyczał z bólu. Leżałem w łóżku kilka metrów od niego. Po chwili usłyszałem strzał, którym banderowiec zakończył jego życie. W zbożu banderowiec odnalazł mnie, ale żałował dla mnie kuli, zostałem zdzielony kolbą karabinu i szczęśliwie przeżyłem. Zginęły wówczas 22 osoby. Liczba ofiar prawdopodobnie byłaby znacznie większa, gdyby nie pomoc żołnierzy niemieckich z garnizonu we Włodzimiercu, którzy z zaskoczenia ostrzelali z broni maszynowej upowców, zabijając lub raniąc kilkunastu. Nasza samoobrona schwytała z bronią w ręku 16 upowców, z których 10 na rozkaz Niemców rozstrzelała, a 6 Niemcy powiesili na rynku we Włodzimiercu. Pod ich ochroną pochowano zamordowanych mieszkańców Stachówki. (Henryk Redzik: Byłem świadkiem”, Jelenia Góra 2002 r. http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/zygmunt_bukowski_poroda6-7.html ) .

We wsi Żeleźnica pow. Równe Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską: Józefa Bałdygowskiego z synem Bolesławem pobili i zastrzelili, 7-letnią córkę Halinę zakłuli 12 ciosami noża. 

 

We wsi Tuligłowy pow. Rudki: „W 1943 roku, w miejscowej cerkwi grekokatolickiej, w Zielone Święta, bazylianin o. Zajić w swych kazaniach rozbudzał nienawiść do Polaków i podawał najprostsze rozwiązania problemu polskiego: „wyrżnąć Polaków do nogi” (Siekierka..., s. 832; lwowskie).

 

   12 lub 14 czerwca: 

We wsi Woronczyn pow. Horochów:  „Chciałabym przekazać do Pańskich opracowań informację o zamordowanych w Woronczynie 12 lub 14 czerwca 1943 roku członkach rodziny mojej teściowej Haliny Kaliszewskiej z domu Kusik. Zamordowane przez Ukraińców zostały trzy kobiety: Rozalia Kostecka z domu Pawelczuk oraz jej dwie dorosłe córki: Bronisława Kostecka i Józefa Kusik, z d. Kostecka, której córką jest Halina Kaliszewska. Halina Kaliszewska miała wówczas 2 latka i została oszczędzona przez Ukraińców. Domyślamy się, ze wobec tego musiała być córką Ukraińca Grzegorza Kusika”. (dr Sylwia Burnicka - Kaliszewska 21.06.2011: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). 

 

   14 czerwca:

We wsi Budki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 30-letniego Pawła Witkowskiego.

We wsi Bystrzyce pow. Kostopol zamordowali 5 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę Bronowickich zakłuli bagnetami.

We wsi Kamienna Góra pow. Zdołbunów wymordowali ostatnich 5 Polaków, w tym Adolfa Krasickiego z żoną i 2 dzieci.

W okolicach wsi Łanowce pow. Krzemieniec zamordowali uprowadzoną ze wsi Białozorka emerytowaną nauczycielkę Stanisławę Mazewską.

W osadzie Żytyń pow. Równe zamordowali 57-letnią Marię Chmarową. 

 

   13 – 15 czerwca: 

W kol. Poznanka pow. Łuck w lesie Ukraińcy zamordowali 11 Polaków (5 kobiet i 6 mężczyzn) obcinając ofiarom różne części ciała.

 

   15 czerwca:

We wsi Kisorycze pow. Sarny upowcy zamordowali jadących furmanką 3 Polaków: 45-letnią nauczycielkę Felicję Masojadę, jej 80-letnią służącą Elżbietę Jeż oraz furmana Kaspra Kozińskiego. Nauczycielkę, która pomagała Ukraińcom i ich leczyła, żywcem powiesili za nogi na drzewie, odcięli piersi, wydłubali oczy, wyciągnęli wnętrzności. Podobnie zginęła służąca i furman (Siemaszko..., s. 764 – 765). Inni podają, że z Felicją Masojadą jechał jako woźnica Kacper Koziński, jego żona Hanka będąca Ukrainką, i ich córka. Hankę z córką upowcy odesłali do domu, a Masojadę i woźnicę Kacpra Kozińskiego uprowadzili do lasu, powiesili na drzewie do góry nogami i dokonali bestialskiego morderstwa. Oprawcami byli upowcy z sotni Hryćko Kaszkieciuka, z Janem Kulpaczem „Tryzubem”, Janem Szelukiem, Janem Wołoszynem oraz Konstantym i Semenem Kowalczukiem. Jak podaje syn Felicji, Edmund, nie jechała z nimi była służąca Elżbieta Jeż „Citka”. Citka” – Elżbieta Jeż była staruszką ok. 70 – 75 letnią i nie była już ani gosposią, ani piastunką . Te określenia mogły się odnosić do wcześniejszego okresu, kiedy była służąca. Z rodziną Masojadów była związana od wczesnej młodości, kiedy miała 15 lat i była sierotą mieszkającą w nie ogrzewanej komórce, głodującą i marznącą. Była piastunką wszystkich dzieci Masojadów od 1898 roku, aż do emerytury. Faktycznie była na starość szanowanym członkiem rodziny. Nie została zamordowana razem z Felicją Masojada i Kacprem Kozińskim, tylko gdzieś po drodze, została pewnie zatłuczona i wrzucona do studni koło spalonej polskiej zagrody. Wracała na gorące prośby przywiązanego do niej Edmunda, z Rokitna, gdzie była „na przechowaniu: u polskich przyjaciół Stanisława i Aurelii Dudów”. (Uzupełnienie syna: Edmund W. Masajada; w:  http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/budki_borowskie_wspomnienia-09.html ).

We wsi Kopytków pow. Zdołbunów został zamordowany przez Ukraińców Polak Jan Sakowicz (http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).

We wsi Żołobki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali jadących furmanką 2 Polaków 18-20-letnich: Jana Rybę i Bronisława Kukurowskiego oraz zabrali furmankę z końmi.  

 

   W połowie czerwca: 

We wsi Bór pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 35-letniego Polaka Marcinkowskiego. 

 

   16 czerwca:  

W futorze Brzezina Policka pow. Sarny upowcy zamordowali 2 Polaków.

We wsi Dermanka pow. Kostopol wymordowali głównie za pomocą różnych narzędzi ponad 100 Polaków. Inni podają datę napadu 30 czerwca „- Jak naszą wieś mordowali, to było Boże Ciało - A. Woźniak wraca pamięcią do 30 czerwca 1943 r. Wspomnienia nie pozwalają mówić. Paszkowscy wrócili z kościoła do domu i zasiedli do obiadu, kiedy we wsi podniósł się straszny krzyk. Bandy banderowców wdarły się do wsi od północy. Idąc od domu do domu, bestialsko mordowały całe rodziny, niszcząc i paląc obejścia. Zginęło wtedy ok. 50 osób. Kiedy doszli do połowy Dermanki, nadjechali partyzanci pod wodzą Kołpakowa ( Kowpaka- SB). Przeprawiali się przez Słucz z Polesia na Wołyń, od strony kolonii, gdzie stał dom Paszkowskich. Kiedy zaczęli strzelać, banderowcy rozproszyli się. Mieszkańcy ratowali się ucieczką. Paszkowscy byli w grupie kilkunastu rodzin, które ruszyły na wschód: wozami i pieszo. - Zaczęła się przeprawa przez Słucz, było kilka łodzi. Ale wtedy zobaczyliśmy, że w naszą stronę jadą banderowcy - w dół wzniesienia, prosto na rzekę. Ich białe koszule aż błyszczały z daleka. Wtedy wszystko ruszyło do wody. Podniósł się taki krzyk, że - Boże - chyba w niebie było słychać - opowiada rwącym się głosem.” (Antonina Woźniak: „Czasem dumam nad moim Wołyniem”; w: Echo Katolickie 13/2016; za: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/echo201604-wolyn.html?no_header=1&no=1.).

W kol. Granne pow. Kostopol zamordowali około 15 Polaków.

W kol. Kadyszcze pow. Łuck zamordowali Kazimierza Juśkiewicza.

W miasteczku Kołki pow. Łuck: „Po opuszczeniu Kołek przez Niemców, wyłapano pozostałych Polaków, zamknięto Ich w kościele, a potem podpalono razem z kościołem. Działo się to 16 VI 1943 r. spalono ponad 40 osób, lub więcej. Co zrobiono ze zwęglonymi ciałami, nie udało mi się dowiedzieć, ale jeszcze będę pytał. Zatelefonowałem pisząc o Kołkach do P. Stefana Żołędziewskiego ur. 1929 r. w Koszyszczach. Pan Stefan powiedział jak było: Dziadek Stefana, Jan Twardowski z Milaszewa k. Kołek, miał cztery córki i syna. Marianna wyszła za Ukraińca NN ( P. Stefan zapomniał) z Kołek, o imieniu Roman, mieli troje dzieci IN. Kiedy Polacy uciekali z Kołek do Przebraża, Ona powiedziała że nie będą uciekać. Bohaterscy banderowcy, zamknęli Ich razem z innymi w kościele i spalili. Kiedy przyszli Sowieci, mama Stefana, Antonina pojechała do Kołek pytać się o rodzinę siostry, miejscowi opowiedzieli Jej, że Roman był nakłaniany do zabicia żony i córki, a sam z synami byłby wypuszczony. Ten szlachetny człowiek nie uczynił tego, wszystkich spalili w kościele”. (Janusz Horoszkiewicz; w: http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich-krzyzy-kolki-nad-styrem/ ). W. i E. Siemaszko podają datę zbrodni 14 lub 15 czerwca 1943 roku, gdy to „ukraińscy partyzanci” zgromadzili w drewnianym kościele p.w. Wniebowzięcia NMP około 40 Polaków oraz 1 Ukraińca, męża Polki, i spalili ich żywcem razem z kościołem (Siemaszko..., s. 571).

We wsi Kołodenka pow. Równe zostały zamordowane przez upowców 2 osoby: Polak, Edmund Klewaniec lat 20 i Czech, Bolesław Musil lat 40.

W kol. Zamostyczcze pow. Kostopol: „Dnia 16 czerwca 1943 r. o godz. 15, Jan Reszetyło z ojcem Andrzejem jadąc furmanką drogą polno-leśną z Zamostyszcz w kierunku Berezna, gdzie rodzina prowadziła sprzedaż mięsa i wędlin, natknęli się na grupę Ukraińców. Mężczyźni natychmiast wyskoczyli z furmanki, każdy w swoją stronę. Starszy zeskoczył i pobiegł w kierunku rosnącego przy drodze zboża, młodszy w najbliższe krzaki, gdzie niestety, natknął się na inną, przyczajoną tu grupę Ukraińców. Został na miejscu zasztyletowany, czego świadkiem był ojciec, który przeżył i wrócił do domu.” (http://wolyn.ovh.org/opisy/zamostyszcze-03.html ).  

 

   W nocy z 16 na 17 czerwca:

W osadzie Chrobrów pow. Łuck Ukraińcy zakłuli nożami 1 Polaka. „Wszystko zaczęło się 17-18 czerwca mówi Tadeusz Filipczak (urodzony w 1928 r. w miejscowości Czaruków pow. Łuck). Mieszkałem z rodzicami w kol. Chrobrów gmina Czaruków. Od wiosny 1943 r. wszyscy mieszkańcy naszej wsi nie spali już w swoich domach, ale po krzakach, w polu a niektórzy w wykonanych przez siebie schronach. Niepokojące wieści o mordach ukraińskich band dochodziły ze wszystkich stron. Wspomnianego czerwcowego dnia mordu dokonano i u nas. Napadnięty został Jan Michałek z dziewczyną. Jego zamordowano a ona zdołała uciec na stację kolejową w miejscowości Nieświt, gdzie znajdował się wojskowy posterunek niemiecki.” (Bogusław Szarwiło: Zamordowali również Ukraińca Siańko Klepca, bo uprzedził Polaków o napadzie; w: http://wolyn.org/index.php/informacje/1201-zamordowali-rowniez-ukrainca-sianko-klepca-bo-uprzedzil-polakow-o-napadzie).  

 

   17 czerwca:

W kol. Frankopol pow. Kostopol  upowcy zamordowali ponad 20 Polaków: 4-osobową rodzinę sołtysa Franciszka Paszkowskiego (rodziców z córką i synem, uratowała się 12-letnia córka Genia z kilkunastoma ranami od ciosów nożem w plecy) oraz kilkunastu przy moście na rzece Korczyk („Kurier Galicyjski” z 24 kwietnia – 14 maja 2009). Z relacji Genowefy z d. Paszkowskiej: „Owego tragicznego dnia, u dziadka była także jego siostra Michalina. Najstarsza siostra Geni była już mężatką: wyszła za młodego nauczyciela Klemensa Bodusa. Ponieważ była w ciąży, a czasy niebezpieczne przeprowadzili się z Klemensem za Korczyk do Horodnicy. Jak się okazało ta decyzja uratowała im życie... 17 czerwca 1943 roku - tragiczna data. "System ostrzegania" alarmował: od strony Budek Ujściańskich jadą furmanki z banderowcami. Były to godziny wieczorne. Babcia Frania poleciła by dziadek i Kazik uciekali w zboże - "..nam kobietom nic nie zrobią..." Dziadek jednak postanowił- zostajemy razem... Najpierw zabili ujadającego na podwórku psa. "Gdzie wasze dobra" grzmieli oprawcy... Mordu dokonali przy studni, zabijając babcię Franię, Michalinę oraz ciężko raniąc (17 ran kłutych) małą 12 letnią Gienię. Lonia próbowała ich przechytrzyć:"...ja pokażę gdzie dobra ukryte." Kiedy za stodołą oprawcy zaczęli szukać, Lonia jak sarna zaczęła uciekać w stronę rzeczki... Było jednak zbyt głęboko.. Złapali ją i na podwórku zabili. Później Dziadka i Kazika znaleziono martwych w zbożu. Martwa, z grymasem bólu twarz (Franciszki) świadczyła że najpierw zabito jego syna Kazika. Gienia ciężko ranna usłyszała iż chcą zakopać ciała... dobijcie mnie! Poczuła jak ostrze po raz 17 wbija się w jej plecy... nastała ciemność i cisza. Chłód nocy obudził Genię. Dowlokła się do domu, do łóżka. Szklanka mleka - za ciężka by kolejny raz po nią sięgnąć... Tym, który powiadomił rodzinę sołtysa o niebezpieczeństwie był bratanek dziadka - również Franek. Zabrakło czasu na ucieczkę - furmanki już wjeżdżały na podwórko... Chłopiec przeskoczył płot i ukrył się w rosnących tam konopiach. Dopiero następnego dnia rano, słysząc znajome głosy - odważył się ujawnić. To właśnie Franek wiózł furmanką ranną Genię do Horodnicy do niemieckiego szpitala wojskowego.” (http://wolyn.ovh.org/opisy/frankopol-03.html ). 

W kol. Kołodeskie Budki pow. Łuck zamordowali rodzinę polską Jana Hrynowieckiego i spalili ich zabudowania.

We wsi Kopytków pow. Zdołbunów zamordowali 5 Polaków, w tym 4 kobiety.Okoliczni banderowcy zorientowali się, że Polacy w tym rejonie uciekli im spod noża, spowodowali prowokację we wsi Kopytków. W tej wiosce m.in. mieszkały trzy rodziny moich kuzynów ze strony matki: Kowalacy, Glińscy oraz Kralowie. W kilka dni po wyjeździe ich i innych Polaków do Zdołbunowa, banderowcy wywiesili odezwy do Polaków nawołujące do powrotu. Mówiono w nich, że tego rodzaju ekscesy były wielkim nieporozumieniem, że Polacy mogą wracać do swoich domostw, że nie grozi im ze strony Ukraińców żadne niebezpieczeństwo. Niektórzy dali się na tę akcję prowokacyjną nabrać, w tym również ciotka Glińska, jej dorosła córka z mężem i dwoje dzieci nieco młodszych ode mnie. Na szczęście głowa domu, wujek Kowalak i ich najstarsza córka Wikta pozostali u nas. Drugiej czy trzeciej nocy (17 czerwca 1943 -red) stało się nieszczęście. Wymordowano wszystkich powyżej lat 12, dlatego też moi najmłodsi kuzyni ocaleli. Z ich relacji znamy przebieg tej strasznej nocy. Późną nocą obudził domowników łoskot wyłamywanych drzwi. Banderowcy wdarłszy się do środka poprzykrywali czy też kazali się przykryć pierzynami. Dorosłych, tj. ciotkę i jej zamężną córkę, położyli na podłodze, po czym do leżących zaczęto strzelać. Należy nadmienić, że młoda mężatka była w ostatnim miesiącu ciąży. Po oddaniu strzałów zaczęto dobijać leżących bagnetami mówiąc przy tym „mech i ja umoczę bagnet w polskiej krwi”. Męża ciotecznej siostry usiłowano zamordować w nieco inny sposób. Morderca odwróciwszy go do siebie tyłem strzelił w kierunku głowy z najbliższej odległości. Na szczęście nie trafił dobrze, pocisk przeszedł rozrywając policzek powodując duże krwawienie, dawało to pozory strzału śmiertelnego. Wychodząc z domu mordercy podpalili domostwo. Cioteczny szwagier, o którym mowa, pomimo krwawienia nie stracił przytomności i wyczołgał się za strefę ognia. To samo zrobiły dzieci. Nie pamiętam, w jaki sposób dowiedzieliśmy się o tym, co się stało. W każdym razie przy pomocy wojsk węgierskich, chyba w tym samym czasie sprowadziliśmy do Zdołbunowa szczątki popalonych ofiar i zorganizowaliśmy im katolicki pogrzeb. […] W kilka dni po omawianym pogrzebie kuzyn z tej samej wsi Kopytków – Kazik Gliński, nie bacząc na grożące niebezpieczeństwo, wybrał się na wieś ze swoją koleżanką, bo coś im trzeba było przynieść ze wsi. Poszli i nie wrócili, wszelki ślad po nich zaginął. Do dzisiaj nie wiadomo w jakich okolicznościach zostali zamordowani. (Kazimierz Panów, Zdołbunowskie wspomnienia. Spowiedź bez konfesjonału . Fundacja Moje Wojenne Dzieciństwo, 2001, Tom 4, Za:  http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/854-przedsionek-pieka-czerwiec-1943-roku-na-woyniu.html ). Inni:  zostało zamordowanych przez Ukraińców 4 Polaków: Józefa BIEGANIK, Stanisław KUBIAK, Wiktoria KUBIAK, Anna MACHOWSKA  (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).

We wsi Pożarki pow. Łuck zamordowali 4 Polaków: lat 19, 22, 25 i 27.

We wsi Sosolówka pow. Czortków zamordowali Józefę Lachowicz.

 

   18 czerwca:

We wsi Budki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 26-letniego Stefana Sapka. 

W kol. Czerteż pow. Równe zamordowali 16-letniego Mieczysława Bronowickiego.

We wsi Jarosławicze pow. Dubno wymordowali co najmniej 52 Polaków.  Inni podają datę zbrodni : 22 maja 1943 roku  i pod tą datą znajduje się jej opis.

W kol. Józefówka pow. Równe zamordowali 23-letniego Jana Woźnika.

We wsi Kopytków pow. Zdołbunów zamordowali 2 Polki, lat 23 i 42. Inni: zostały zamordowane przez Ukraińców 2 Polki: Rozalia Kowalak, z domu Kral, ur. 18. X 1901; Antonina Masiewicz  (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).

W kol. Kurdybań Warkowicki pow. Dubno zabili 5-letnią polską dziewczynkę Irenę Dobłogowską.

W kol. Marianówka pow. Łuck zamordowali 3 starszych Polaków: Józefowi Dąbrowskiemu obcięli rękę, jego żonie piersi, związali ich drutem kolczastym i powiesili w studni głowami w dół oraz innemu mężczyźnie wydłubali oczy, wycięli język i przywiązali do drzewa głową w dół. Złapaną 3-letnią Alfredę Szadurską uderzyli główką o drzewo i wrzucili do studni – nie wiadomo, kto ją stamtąd wydobył i odwiózł do sierocińca w Łucku (Siemaszko..., s. 543, 1196). 

We wsi Nowosiółki pow. Zdołbunów wymordowali 11 rodzin polskich oraz  Mariana Gajewskiego, ur. 1908, który  pozostawił żonę i 2 dzieci; razem co najmniej 45 Polaków.

We wsi Tajkury pow. Zdołbunów zamordowali 22-letnią Polkę Zofię Gajewską.

W kol. Wydumka pow. Łuck zamordowali 3 starszych Polaków. 

 

   W dniach od 15 do 19 czerwca:

W powiecie Zdołbunów we wsiach Tajkury, Kopytków, Nowosiółki i Stefanówka Ukraińcy zamordowali co najmniej 12 Polaków. „W 1943 roku Tajkury, Kopytków i okoliczne wioski stały się miejscem rzezi ludności polskiej (Kopytków – 15. VI, 17. VI, 18. VI; Nowosiółki – 18. VI; Stefanówka – 19. VI; Tajkury – 11. IV, 1. V, 18. VI i 28. VI). Według makularza księgi zgonów parafii Tajkury, prowadzonego przez ks. Waleriana Głowacza zginęły wówczas 29 osoby. /.../  Przy nazwiskach grzebanych parafian czynił dopiski: „zamordowany (-a) przez bandytów lub zamordowany (-a) przez Ukraińców”. W lipcu 1943 r. załamany i chory opuścił Tajkury udając się do Zdołbunowa. Później duszpasterzował w Nowogrodzie Wołyńskim. /.../ Listę tę opracowałem na początku lat. 90 XX w. na prośbę p. Romualda Wernika, który w zmienionej postaci opublikował ją w swej książce: Romuald Wernik, „Tajkury – wioska, która była miastem”, Londyn, 1997. Kopię raptularza księgi chrztów i zgonów parafii Tajkury z lat 1939-1943 otrzymał ks. prof. Waldemar Witold Żurek SDB, który zawarte w niej informacje opublikował w swej pomnikowej pracy pt. „Wykazy osób z akt parafialnych diecezji łuckiej do 1945 roku” (t. VI, Lublin 2010, s. 1105-1128). Uczyniono tak, by ułatwić dostęp do archiwalnej księgi, dokumentującej martyrologię narodu polskiego na Wołyniu. Wielokrotnie modliliśmy się za te ofiary w Zdołbunowie, Ostrogu i samych Tajkurach. W czasie nabożeństw żałobnych odczytywaliśmy listę zamordowanych w Tajkurach i okolicy. Do Tajkur w latach 90. XX wieku dwa razy organizowaliśmy też pielgrzymkę w dniu 10 sierpnia z Ostroga i Zdołbunowa. W pielgrzymkach tych brali udział m.in. klerycy z Krakowa: Piotr Janczy, Bolesław Karcz, Stanisław Molendys i Waldemar Szlachta. Było tak dopóki nie wtrąciła się SBU i Dziekan ks. Władysław Czajka z Równego, który sugerował by nie robić hałasu wokół Tajkur... Harcerze ze Zdołbunowa i młodzież z Polski zaczęli niedawno porządkować dawny cmentarz katolicki i sam kościół w Tajkurach. Ks. Andrzej Ścisłowicz z parafianami w Zdołbunowie pielęgnuje pamięć o niewinnych ludziach zamordowanych w Tajkurach i okolicy. A więc warto było jednak organizować te nie mile widziane pielgrzymki na początku lat 90. XX wieku… (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).

 

   W nocy z 18 na 19 czerwca:

We wsi Uhrynów pow. Łuck upowcy oraz miejscowi chłopi ukraińscy wymordowali w majątku ziemskim co najmniej 20 Polaków oraz ranili 15 osób, z czego 2 zmarły; matce poderżnęli gardło i zadali wiele ran kłutych, jej 15-letniej córce rozpruli brzuch, żonie ogrodnika z majątku odcięli głowę (Siemaszko..., s. 550).

 

   19 czerwca:

We wsi Adamówka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali Michała Staniszewskiego.

W osadzie Chrobrów pow. Łuck zamordowali co najmniej 5 Polaków:  43-letniego Jana Mazurkiewicza i jego 40-letnią żonę Zofię wrzucili do studni i przygnietli pniakami oraz 3 kobiety lat: 74, 63 i 63.  Inni: “Wszystko zaczęło się 17-18 czerwca mówi Tadeusz Filipczak (urodzony w 1928 r. w miejscowości Czaruków pow. Łuck). Mieszkałem z rodzicami w kol. Chrobrów gmina Czaruków. /.../  Nie wiedzieliśmy, że napad na naszą miejscowość był przygotowany przez UPA na 19 czerwca. O tym fakcie powiadomił nas ukraiński sąsiad Siańko Klepiec w chwili kiedy paliły się już Jeziorany Szlacheckie. Tata w tym czasie był u Michałka pomagał przy wykonaniu trumny dla zamordowanego Janka. Nie było na co czekać, natychmiast z mamą uciekliśmy do stryja Edwarda Filipczaka skąd już razem z nim do Budek Osieckich, gdzie mieszkał brat stryjenki Bolesław Konopko. Stamtąd wszyscy razem uciekliśmy do Torczyna, gdzie stacjonowało wojsko niemieckie. W czasie napadu zamordowano 13 Polaków, jedną Czeszkę, 2 Rosjan i Ukraińca Siańko Klepca za to, że uprzedził Polaków o napadzie.” (Bogusław Szarwiło: Zamordowali również Ukraińca Siańko Klepca, bo uprzedził Polaków o napadzie; w: http://wolyn.org/index.php/informacje/1201-zamordowali-rowniez-ukrainca-sianko-klepca-bo-uprzedzil-polakow-o-napadzie).

We wsi Darachów pow. Trembowla: „imię Rogowskiego Jan, był agentem pocztowym, został zam. 19.06.1943”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Dykta koło wsi Szyszkowce pow. Brody zostało zamordowane przez Ukraińców małżeństwo polskie: Jan Chyła i jego żona Weronika (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Jarosławicze pow. Dubno 19-letni Stanisław Żukowski oraz jego stryj 38-letni Bolesław, zostali zatłuczeni na śmierć polnymi kamieniami przez grupę wyrostków ukraińskich (Siemaszko..., s. 65).

W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck upowcy oraz chłopi ukraińscy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali co najmniej 49 Polaków. Starsze małżeństwo Michała i Franciszkę Omańskich przy muzyce i tańcach spalili w stogu siana; 59-letniemu Józefowi Butkiewiczowi wbili w czoło gwóźdź i pozostawili kartkę: Win mene chlibom kornyw, a ja joho za to ubyw. Zrobił to służący Ukrainiec, którego Polak traktował jak syna, m.in. wyprawił mu huczne wesele (Siemaszko... s. 539). „Po wyjeździe bandy Janka podczołgała się do leżącego na skraju lasu ojca, który jeszcze jęczał. Zobaczyła, że był ranny w prawe ramię, a w skroń miał wbity 8-calowy gwóźdź. Za chwilę zmarł. Następnie Janka podczołgała się do spalonej stodoły, gdzie leżały zwęglone zwłoki matki. Sądzić należy, że spłonęła żywcem, bo miała tylko przestrzelone nogi. /.../ W zabudowaniach rodziny Omańskich zobaczyła zamordowaną matkę i najmłodszą córkę (około 18 lat) splecione w uścisku. Miały zadane kilkanaście pchnięć nożem lub bagnetem” (Siemaszko..., s. 1188). Wspomnienia Franciszka Kułakowskiego. “Banda Ukraińskiej Powstańczej Armii w 1943 roku zabiła w Jeziorce Szlacheckiej Franciszkę i Michała Osmańskich. Ich ciała zbrodniarze wrzucili do płonącej stodoły. Po wojnie rodzina odnalazła tylko kilka kostek i złote zęby dziadka. “- Gdy ludzie zorientowali się, co się dzieje, zaczęły powstawać placówki Samoobrony - opowiada pan Franciszek. - Sam też znalazłem się w takiej grupie 19 czerwca 1943 roku w szkole w Maćkowcach. Tego dnia w banderowcy napadli jednak na Jeziorany Szlacheckie. Samoobrona nie zdążyła się zorganizować. Ukraińcy zamordowali wiele osób. W tym moich dziadków Osmańskich. Straciłem wtedy 18 osób z mojej rodziny”. Na szczęście jego mama z najmłodszym bratem wcześniej wyjechała do Łucka. Tam była bezpieczna, bo w miastach na Polaków nie napadano. Ojciec schronił się u znajomego Czecha w Jezioranach Szlacheckich. “- Tam był świadkiem, jak za dnia Ukraińcy zamordowali 11-osobową rodzinę młynarza. Po trzech miesiącach przedarł się do Łucka - mówi pan Franciszek”. /…/ “- Do tej pory pamiętam, jak spóźniliśmy się, gdy dotarł do nas sygnał, że w jednym z osiedli pozostała polska rodzina Dziarkowskich, jakieś 12 kilometrów od Przebraża - przypomina sobie pan Franciszek. - Na miejscu zastaliśmy ciało zarąbanego na progu gospodarza. W sieni odkryliśmy martwą kobietę z wyprutym płodem, w innych miejscach zmasakrowane ciała 10-letniej dziewczynki i 12-letniego chłopca. To był straszny widok”. (Zbigniew Marecki: Przeżył ukraińskie ludobójstwo; 23 maja 2008; w:  http://www.gp24.pl/magazyn/art/4346389,przezyl-ukrainskie-ludobojtwo,id,t.html ).

W kol. Rafałówka pow. Sarny Ukraińcy zamordowali co najmniej 2 Polaków.

W kol. Stefanówka (Stepanówka) pow. Zdołbunów zamordowali 1 Polaka. „We wsi Stefanówka został zamordowany przez Ukraińców Feliks CESAK, s. Jana i Małgorzaty; rolnik; pozostawił żonę Annę z Houratków i 3 dzieci: Genowefa, Stanisława i Apolonia; 19. VI 1943 Stefanówka; zamordowany przez Ukraińców” (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).

W kol. Szklin pow. Łuck zamordowali 10 Polaków 

 

   20 czerwca: 

W majątku i wsi Chocin pow. Równe obrabowali i spalili polskie gospodarstwa, wiadomo o zamordowaniu 2 Polaków: ojca z 11-letnim synem, ale ofiar było znacznie więcej. 

W osadzie Chrobrów pow. Łuck został zamordowany przez Ukraińców mieszkaniec Chrobrowa o nazwisku Michałek; rozstrzelano go za stodołą własnego gospodarstwa. (Śladami ludobójstwa na Wołyniu. Okrutna przestroga, cz. 2, oprac. L. Karłowicz i L. Popek, Lublin 1998, s. 261).

W kol. Dąbrowa pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: Anielę Rudnicką  z 3 jej dzieci oraz 17-letnią Wandę Stępień po dokonaniu zbiorowego gwałtu (Siemaszko..., s. 568).

We wsi Hurby pow. Zdołbunów zamordowali 68-letnią wdowę Emilię Supronowicz ocalałą z rzezi 2 czerwca.

W kol. Koźle pow. Łuck zamordowali 4 Polaków.

W kol. Ossa pow. Kowel zamordowali 4-osobową rodzinę Michała Gryniewieckiego (Hryniewieckiego).

W kol. Sosnowiec pow. Łuck zamordowali 3 Polaków.

W osadzie Szklińskie Budki pow. Łuck zamordowali 5 osób: zakłuli nożami pracowników młyna w Mychlinie: 40-letniego Wacława Podobińskiego, jego 38-letnią ciężarną żonę Zofię oraz mechanika z żoną Bułgarką. Uprowadzili 17-letnią Alicję Podobińską (córkę zamordowanego małżeństwa młynarza), po której ślad zaginął.  

We wsi Szpikołosy pow. Hrubieszów: „NN pseudonim Grad z Moroczyna zginął w Szpikołosach 20.06.1943 r..”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

W majątku Zaborol pow. Łuck zamordowali Władysława Palenia.

 

   21  czerwca: 

W kol. Antopol pow. Równe Ukraińcy zamordowali Ludwika Czarneckiego, dróżnika.

W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck zamordowali Zygmunta Marmurowskiego, uciekającego ze wsi.

W kol. Płoszcza Łomanowska pow. Łuck na jadących wozami do Łucka uciekinierów ze wsi Sosnowiec napadli „ukraińscy partyzanci” i siekierami zarąbali 12 Polaków (Siemaszko..., s. 601).

W kol. Zamostyczcze pow. Kostopol, na drodze do Bereznego: Władysław Reszetyło syn Andrzeja, brat Jana zamordowanego 16 czerwca, „parę dni później 21 czerwca 1943 r. poprosił kierowcę ciężarówki udającego się w kierunku Berezna o podwiezienie. Było około godz. 10, Władysław jechał ciężarówką z innymi osobami (liczba nieznana) i zostali trafieni granatem. Świadkiem była nauczycielka, która jako jedyna, pomimo rozerwanej nogi przeżyła. Sprawcami byli Ukraińcy. Pogrzeb odbył się na cmentarzu katolickim w Bereznem (obecnie w tym miejscu park miejski). - Informacja przekazana  w 2003 r. przez Jana (syna Władysława) na podstawie relacji jego matki Herminy (żony zabitego Władysława), zamieszkałej po wojnie z rodziną w Wołowie. (http://wolyn.ovh.org/opisy/zamostyszcze-03.html ).  

 

   22 czerwca: 

W kol. Adamówka pow. Dubno Ukraińcy okaleczyli i wrzucili żywcem do ognia małżeństwo Głębockich, lat 70 i 75.

We wsi Bakowce pow. Łuck ukraińscy sąsiedzi zamordowali małżeństwo Hipolita i Justynę Rodziewiczów,   natomiast inni Ukraińcy i Czesi ukrywali ich syna Jana.

We wsi Basowy Kąt pow. Równe Ukraińcy zamordowali małżeństwo Włodzimierza Hawrysiuka, lat 33 i jego żonę Wiktorię, lat.

W kol. Budki Kudryńskie pow. Zdołbunów spalili 37-letnią Antoninę Kuleszę.

W kol. Czajków pow. Sarny upowcy otoczyli i podpalili domy polskie, uciekających mordowali siekierami i bagnetami – zginęło co najmniej 6 rodzin polskich, natomiast wg raportu partyzantów sowieckich cała ludność kolonii została wymordowana, w tym przybyła z Wydymeru.

We wsi Dobratyńskie Nowiny pow. Dubno zamordowali 2 Polaków.

We wsi Górka Połonka pow. Łuck napadli na kolumnę uciekinierów z Jezioran Szlacheckich i zamordowali co najmniej 12 Polaków, w tym 1 dorosłego mężczyznę, młode małżeństwo (Adolf Błędowski lat 24 i jego żona Zenobia lat 18), Weronika Błędowska (siostra Adolfa) lat 17, 3 dziewczyny i 2 chłopców.

We wsi Myślina pow. Kowel podstępnie za pomocą sąsiadów Ukraińców pojmali 2 Polaków: komendanta samoobrony Władysława Słowika  (zastrzelili go, gdy podjął ucieczkę) oraz jego zastępcę Antoniego Opałkę, którego zamęczyli w nadleśnictwie w Obłapach (znaleziono jego zwłoki  bez nóg i rąk, miał wyrwany język i wypalone oczy); w kilka dni później zamordowali jego żonę i siostrę, oraz młynarza. 

 

   23 czerwca: 

W kol. Andrzejówka pow. Łuck „ukraińscy partyzanci” z kolonii Krasny Sad zamordowali 10 Polaków, w tym 23-letnią Jadwigę Chmielewską, którą uprowadzili do lasu i tam przed śmiercią zgwałcili (Siemaszko..., s. 534 – 535).

W kol. Antonówka Szepelska pow. Łuck podczas obrony Ukraińcy zabili 1 Polaka NN.

W kol. Banasówka pow. Łuck zamordowali 2 Polaków.

W osadzie Chrobrów pow. Łuck: „W dniu 23 czerwca mój ojciec jak zwykle poszedł rano do pracy. /.../ Nasza sąsiadka Łukaszewska, Ukrainka, przybiegła do nas krzycząc: „Kuriezka, Lachów reżut, wtikajte!”. Moja mama czekała na powrót ojca. Po pewnym czasie na podwórko wjechał na spienionym koniu Ukrainiec Siańko Klepiec, który powiedział, że jego narzeczona Pola (polska nauczycielka) została zamordowana. Ponaglał nas do ucieczki. Siańko nie zdążył dojechać do swojego domu – został zabity przez pobratymców. My z mamą schowaliśmy się w zboże.” (Relacja Mirosławy Pobochy z domu Kurek, emerytowanej nauczycielki, byłej mieszkanki Chrobrowa, pow. łucki, woj. wołyńskie. Źródło: Śladami ludobójstwa na Wołyniu. Okrutna przestroga, cz. 2, oprac. L. Karłowicz i L. Popek, Lublin 1998, s. 261–262).

W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck Ukraińcy z sąsiedniej wsi zamordowali 4 Polaków, w tym 3 kobiety.

We wsi Kozaki pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym 17-letniego.

W osadzie leśnej Małuszka pow. Kostopol zamordowali 5 Polaków, w tym 13 i 15-letnich chłopców. 

We wsi Pańska Dolina pow. Dubno po całonocnym boju samoobrona odparła atak UPA.  

W osadzie Sienkiewiczówka pow. Łuck samoobrona spodziewając się ataku UPA, podjęła decyzję o ewakuacji około 1000 uciekinierów i mieszkańców osady do Łucka. Trasa ewakuacji wynosiła ok. 40 km. Konwój był wielokrotnie atakowany przez grupki upowskie, odpierane przez siły samoobrony i... Niemców podległych Kreislandwirtowi Leopoldowi Hampelowi. Ten sudecki Niemiec w czasie I wojny światowej dostał się do niewoli rosyjskiej i po ucieczce otrzymał pomoc od Polaków. Znał język polski i wykazywał wobec Polaków wyjątkową przychylność. Hampel wydał pozwolenie na broń grupie Polaków, co pozwoliło utworzyć samoobronę w Sienkiewiczówce. Postawa Hampela wywołała skargi Ukraińców do jego zwierzchników, w wyniku których został przeniesiony karnie do Winnicy na Żytomierszczyźnie. (http://forum.gazeta.pl/forum/w,48782,99101520,113223968,Wolyn_maj_1943.html)

 

W nocy z 23 na 24 czerwca 1943 roku na Zamojszczyźnie Niemcy z udziałem policji ukraińskiej, esesmanów ukraińskich ze szkoły w Trawnikach oraz innych formacji ukraińskich rozpoczęli akcję „Wehrwolf” polegającą na wysiedlaniu Polaków i zasiedlaniu w ich miejsce Niemców i Ukraińców; akcja ta dotknęła 99 polskich wsi w pow. Biłgoraj, 44 wsie w pow. Tomaszów Lubelski, 30 wsi w pow. Zamość, 8 wsi w pow. Hrubieszów (pozostałe wsie w tym powiecie były wysiedlone podczas akcji „Ukrainerakction”) i objęła około 60 tysięcy Polaków.

 

   24 czerwca:   

We wsi Górka Połonka pow. Łuck upowcy ostrzelali uciekinierów ze wsi Sienkiewiczówka zabijając 3 Polaków  i kilku raniąc. Patrz: 23 czerwca 1943 roku. 

Między wsiami Pniewo a Skoromocha pow. Kamień Koszyrski:Pierwszą ofiarą zamordowaną na drodze z Lubieszowa 24 czerwca 1943 roku był Ksiądz proboszcz Józef Szostak, zamordowany razem zakonnikiem z Lubieszowa Piotrem z Zakonu Pijarów.” (http://www.stanicki.com.pl/miejscowo%C5%9Bci/ma%C5%82e-ho%C5%82oby ).

We wsi Majdan Nowy pow. Biłgoraj:24.06.1943 r. został zabity Kożuszek Jan l. 18 w czasie pacyfikacji wsi.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

W kol. Nierucze pow. Łuck zamordowali 3 Polaków. 

 

24 czerwca 1943 roku: „Dowódca I Okręgu Wojskowego „Turiw” - Jurij Stelmaszczuk ps. „Rudyj” do „Rubana”: „(...) Druże Ruban, przekazuję do Waszej wiadomości, że w czerwcu przedstawiciel centralnego Prowodu OUN dowódca UPA - „Piwnicz” Kłym Sawur przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej fizycznej likwidacji ludności polskiej. Dla wykonania tej dyrektywy proszę rzetelnie przygotować się do tych akcji przeciw Polakom, i wyznaczam odpowiedzialnych: w rejonach nadbużańskich – kurinnego „Łysoho”; na rejon turzyski, owadnowski, oździutycki - „Sosenka”; na okręg kowelski - „Hołobenka”. Sława Ukraini. 24 czerwca 1943 r. Dowódca grupy UPA „Turiw” - „Rudyj”.  (Archiwum SBU Obwodu Wołyńskiego. fond. Nr 11315. t.1. cz.2. sprawa H, s. 28).  

 

   25 czerwca: 

W miejscowości Aleksandrów pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy z Niemcami zastrzelili nie ustaloną liczbę Polaków oraz większość wywieźli do obozów w Zwierzyńcu, Zamościu i na Majdanku; na miejscu pozostawili 5 dziewcząt „do usług”, które gwałcili.

W kol. Józefówka pow. Równe Ukraińcy zamordowali 22-letniego Dominika Marcinkowskiego.

We wsi Krupiec pow. Dubno: Radziwiłłów, dn. 26.VII.43 r. U nas niestety mordy nie ustały. Wczoraj znowu pochowałem polskiego policjanta, został zamordowany w Krupcu, 6 kilometrów stąd – dziś władze niemieckie przeprowadzają tam pacyfikację, to pierwsza w naszym rejonie.” (1943, 25 sierpnia – Pismo PolKO w Radomiu do RGO w Krakowie dotyczące sytuacji na Wołyniu. Wyciąg z listów prywatnych z Radziwiłłowa.  W: AAN, 1049, s. 304-305).

We wsi Ławrów pow. Łuck Ukrainiec zamordował Bronisławę Wojewodę, lat 35, matkę 4 dzieci.

Pomiędzy miastem Łuck a wsią Poddębiec Ukraińcy zamordowali Alinę Helenę Mazurek. 

We wsi Majdan Nowy pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy z Niemcami podczas wysiedlania zamordowali 36 Polaków i spalili 58 gospodarstw. W tym: „24.06.1943 r. został zabity Kożuszek Jan l. 18 w czasie pacyfikacji wsi”.(Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

We wsi Nieświcz pow. Łuck upowcy zamordowali 32-letnią Polkę Adelę Zawilską.

W kol. Peretoki pow. Łuck zamordowali Stanisława Kownackiego.

We wsi Siedliska pow. Brzozów: „Śledztwo IPN Oddział w Rzeszowie -  sygn. akt S 3/06/Zn -  w sprawie dokonanych przez funkcjonariuszy państwa niemieckiego zabójstw:
I. w dniu 25 czerwca 1943 r. w Siedliskach woj. podkarpackiego Pawła B., Ignacego B., Ignacego L., Eugeniusza L. i nieustalonego z nazwiska mężczyzny,
II. w dniu 2 lipca 1943 r. w przysiółku Broniakówka gm. Siedliska Adama S.,
III. w dniu 21 września 1943 r. w Siedliskach  Franciszka S., Tomasza W. i Franciszka G.
Tokiem tegoż postępowania objęto także zbrodnie polegające na zabójstwie Antoniego Cz. w dniu 8 czerwca 1943 r. w Siedliskach, Rudolfa A., Józefa Cz., Stanisława D., Franciszka G., Władysława K., Stefana O., Rudolfa P., Bronisława P., Jana R. i Franciszka S. w dniu 3 listopada 1943r. w Złotnikach pow. mieleckiego, przez funkcjonariuszy państwa niemieckiego. W dniu 9 stycznia 2007r. wydano postanowienie o umorzeniu śledztwa. W sprawie przyjęto, iż nieustaleni funkcjonariusze państwa niemieckiego dokonali zabójstw wskazanych wyżej osób. Uznano również, że ich działanie wyczerpało znamiona zbrodni nazistowskiej stanowiącej jednocześnie zbrodnię przeciwko ludzkości”. 
Sz. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki, opisując wieś Siedliska nie odnotowują  powyższych zbrodni, oraz nie wymieniają wsi Złotniki pow. Mielec. „Funkcjonariusze państwa niemieckiego” to kilku gestapowców oraz kilkunastu policjantów ukraińskich.

 

   26 czerwca:

W kol. Górna pow. Kostopol upowcy wymordowali wg W. i E. Siemaszko (s. 253 ) 81 Polaków, wg A. L. Sowy (s. 207 – 208) 180 Polaków pochowanych w jednej mogile; Józef Turowski w książce Pożoga na s. 127 pisze: „w czerwcu 1943 r. w Górnej Kolonii w jednej ze stodół znaleziono zwłoki 76 osób”. W. i E. Siemaszko jako datę napadu podają 3 lipca 1943 roku, taką też przyjmuje L. Sowa, zamieszczając relację świadka, wówczas 10-letniego chłopca. Inny świadek, Regina Falkowska z d. Wojdat, wówczas 14-letnia dziewczynka, podaje datę 26 czerwca 1943 roku. Relacjonuje ona:  „Urodziłam się w 1929 r. w Górnej kolonii, gmina Ludwipol. Pochodzę z rodziny Wojdatów. Mieliśmy gospodarstwo rolne. Miałam kochanych rodziców [Stanisława i Helenę], siostrę [Wincentynę, lat 18] i brata [Henryka, lat 11]. Górna kolonia liczyła około 30 rodzin. (...)  W 1943 r., 26 czerwca nasza kolonia została okrążona przez bandy ukraińskie. Rodzice i brat w tym czasie przebywali w mieszkaniu, a ja byłam na ogrodzie. Kiedy usłyszałam strzały i przerażające krzyki ludzi, nie wiedziałam, gdzie mam iść i co robić, przez chwilę stanęłam i patrzyłam, co się działo. Wszystkie podwórka były gęsto zapełnione banderowcami -- bili, rąbali siekierami, nożami, mordowali w okrutny sposób. Szli gęstym pasem, żywej duszy po sobie nic zostawiali, wszystko palili. Naraz usłyszałam głos mego stryjka, który wołał swego syna, żeby uciekał za nim, ale ten syn już nie zdążył uciec. Wtedy ja szybko podbiegłam do stryjka [Jana Wojdata], a było to w polu i wtedy ze stryjkiem uciekaliśmy przez pola, żeby gdzieś się można było skryć. Ale już nie było takiego miejsca, gdzie można się było skryć. Oni byli wszędzie. /.../  Kiedy wchodziliśmy do takiego jaru, naraz widzimy, może około 15 metrów przed nami, staje banderowiec, lufa karabinu skierowana do nas. I to już był dla nas koniec, nie było czasu do namysłu. Ja w tym momencie skręciłam w bok, zrobiłam takie jakby półkole, weszłam między kamienie, skuliłam się, oczy zamknęłam, żeby nie widzieć tego, co będzie w pierwszej chwili robić ze mną, żeby nie widzieć noża albo siekiery. W tym momencie strzelił do stryjka, naraz stryjek upadł, jeszcze chwilę jęczał i po chwili skonał, było to tuż koło mnie. Wszystko słyszałam, ale oczy nadal miałam zamknięte, naraz słyszę, że chodzi wkoło mnie, a byt to już zmrok, a z tamtej strony rzeki banderowiec widział, gdzie ja weszłam i woła na tego, który mnie szuka, i kieruje go gdzie ma iść, i [ten] tak nadal chodzi wkoło mnie. Słyszę wyraźnie jego chodzenie. I do dziś wierzę tylko w to, że to było przeznaczenie, że to była mocna ręka, że mu oczy zasłoniła, bo przecież chodził wkoło mnie i szukał. Ja w tej skale przesiedziałam całą noc, bo oni tam byli całą noc, i następny dzień, i ja nie mogłam wyjść z tej kryjówki. A następnego dnia, gdzieś koło południa, wyskoczyłam z tej skaty i przybiegłam do swego domu, i co zobaczyłam: dom spalony i wszystkie budynki. I nie spotkałam ani jednej żywej osoby, tylko pomordowani leżeli jak snopy po polu. I stanęłam przerażona pod gołym niebem bez rodziny, bez dachu nad głową. Wtedy ogarnął mnie jeszcze bardziej przeraźliwy strach. Nie wiedziałam, co mam z sobą zrobić, i pobiegłam w pole między zboża, i w tym polu siedziałam do wieczora. Szukałam swojej rodziny i nigdzie nie znalazłam. Tylko spotkałam sąsiada i sąsiadkę, i przyłączyłam się do nich. W nocy wyszliśmy, [aby] iść w kierunku Starej Huty [gm. Ludwipol]. Szliśmy przez las całą noc, następnego dnia, a właściwie to już trzeciego dnia [od napadu], byliśmy w Starej Hucie. W tym czasie w Starej Hucie stacjonował oddział samoobrony. Kiedy doszliśmy, partyzanci mieli już przygotowane wozy, kazali siadać i jechać z nimi na Górną kolonię i odnaleźć [kogoś], może jeszcze ktoś żyje i pochować pomordowanych. Niełatwe to było zadanie, bo było zaledwie kilkunastu żołnierzy, a w każdej chwili można się było spodziewać lawiny banderowców. Nie udało nam się pochować wszystkich w jednej mogile, tylko część została złożona do jednego dołka, a reszta [tam], gdzie kto leżał zabity, tam go przygrzebali  piaskiem i tak to pozostało do dziś, i do dziś te kości leżą porozrzucane po polu. Okropny szok przeżyłam, kiedy odnalazłam swoją rodzinę pomordowaną. Przerażający to był widok dla mnie, kiedy zobaczyłam, jak moi Rodzice, Siostra i Brat leżą pomordowani, a Siostra żywcem spalona w stodole. Nie mogłam się z tym pogodzić, za co ich zamordowano. To się nie da opisać, jak ja przeżywałam. To było straszne. Rodzice w tym czasie, kiedy nastąpiło morderstwo, schowali się do piwnicy, ale kiedy zaczęło się palić mieszkanie, oni wyszli z piwnicy i uciekali do lasu, ale nie zdążyli się skryć, zostali pomordowani. Opowiadał mi o Rodzicach naoczny świadek Wilczyński Jan, który byt razem z moimi Rodzicami i on ocalał. A ja zostałam sierotą (w wieku lat 14), bez Rodziców i Rodzeństwa, bez dachu nad głową, i bez jakichkolwiek środków do życia. I nadal tak pozostałam w Starej Hucie. Chodziłam jak obłąkana, chociaż ludzie dali mi co mieli do zjedzenia, ale ubrać się nie miałam w co, bo wszystko zostało spalone”. (Relacja Reginy Falkowskiej z d. Wojdat, byłej mieszkanki kolonii Górnej, datowana 20 stycznia 1994 r., zamieszczona na nieistniejącej już stronie: http://slowicki.republika.pl/kostopol.htm ; oraz: http://wolyn.ovh.org/opisy/gorna-03.html  ).  Inni: „Obawialiśmy się ataku i na noc kryliśmy się po polach. 3 lipca również zamierzaliśmy iść spać w pole. [...] Wszyscy byliśmy gotowi, chcieliśmy jeszcze tylko zjeść kolację (stała na stole) i czekaliśmy na brata Romualda, który lada moment miał przygonić krowy. Niemalże równo z zachodem słońca podniósł się krzyk i rozległy strzały. Matka podbiegła do okna, krzyknęła, że są już banderowcy i trzeba uciekać. Wyskoczyli z ojcem przez okno do ogródka kwiatowego i zaczęli uciekać drogą między zbożami, pod górkę. Matka nie zdążyła zabrać mojej małej siostry, czego ja początkowo nie spostrzegłem. Wyskoczyłem na podwórko, a tam było pełno Ukraińców. Biegali, krzyczeli, podpalali zabudowania, wynosili z obejść mienie. Prawdopodobnie wzięli mnie za Ukraińca, gdyż miałem na sobie kurtkę z pasem, podobną do wojskowej, a oni ubierali się podobnie. Kręciłem się po podwórku, szukając kryjówki i zobaczyłem, jak Ukrainiec położył się na drodze i zaczął strzelać w kierunku uciekających rodziców. [...] Matka upadła, pomyślałem, że została trafiona i nie żyje, ojciec pobiegł dalej. Zauważyłem też krowy, zatem gdzieś w pobliżu musiał być brat. W tym momencie podbiegła do mnie pięcioletnia siostra, złapała mnie za nogę i zaczęła płakać. Nakazałem jej milczeć i skoczyliśmy do pobliskiego ogródka warzywnego, gdzie położyliśmy się w wysokiej fasoli. Jednak któryś z myszkujących po obejściu lub mieszkaniu Ukraińców musiał coś zauważyć, gdyż dwóch lub trzech przybiegło do ogródka i odkryli nas. Twierdzili, że jestem Polakiem. Ja zaprzeczałem, na dowód zacząłem modlić się jak prawosławny. Jeden z Ukraińców uderzył mnie silnie kolbą karabinu w klatkę piersiową, straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem, zmierzch przeszedł już w noc. Wszędzie pełno było gryzącego dymu. Zauważyłem, że brat ucieka z ogródka. Byłem mocno pobity i pokrwawiony, nie miałem siły, ale zarzuciłem siostrę na plecy i pobiegłem za bratem, w kierunku pobliskiego stawu dla gęsi i rozciągającego się za nim lasu. [...] Co chwila przystawałem dla odpoczynku lub przewracałem się pod ciężarem siostry. Dobiegłem do lasu, tam znowu się przewróciłem, zabrakło mi sił. […] Zamiast jednak ukryć się w tym lesie, przebiegłem go. Kiedy wyskoczyłem na szeroki szutrowy trakt na Ludwipol, podjechał Ukrainiec na koniu i czymś twardym uderzył mnie w głowę. Upadłem, a Ukrainiec pojechał dalej. Resztką sił zerwałem się i dobiegłem do lasu po drugiej stronie traktu. Tuż za mną przybiegła siostra, której już nie miałem siły dźwigać. Ukryliśmy się pod pniem zwalonego drzewa. Po pewnym czasie teren wokół zaczęli penetrować Ukraińcy. Nie znaleźli nas jednak i odeszli. Po chwili straciłem świadomość. Ocknąłem się, kiedy już było widno. Siostra leżała obok i, co dziwne, nie płakała. Postanowiłem pójść do wioski Hurby, odległej o parę kilometrów od Górnej, do domu siostry ojca [...]. Nikogo tam nie zastałem. Mieszkańcy, słysząc odgłosy napadu na naszą kolonię, pouciekali w las. Wziąłem chleb i mleko i zamierzałem wrócić do siostry, którą wcześniej ukryłem w lesie. Wtedy zawołał mnie brat, leżał w sianie w stodole. Okazało się, że noc przesiedział na drzewie w lesie. Brat powiedział, że widzi jakieś postacie w pobliskim domu. Podczołgałem się w zbożu w tamtym kierunku i spostrzegłem kilku mężczyzn z naszej kolonii. Powiedzieli mi, że matka żyje, natomiast ojciec został zabity. Furmankami zawieziono nas do Huty Starej, gdzie stacjonowały oddziały polskiej samoobrony”. (Relacja: Piotr W. (ur. 1928), zamieszczona na: http://jarema6011.blogspot.com/2016/11/woynskie-sieroty-wspomnienia-czi.html; za: Bogusław Szarwiło, w:  http://kresy.info.pl/index.php/historia/1267-kolonia-gorna-przestala-istniec-dnia ).  

We wsi Iwanówka pow. Trembowla:26.06.1943 r. został zam. Górniak Władysław przy pracy w pasiece”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck Ukraińcy z tej wsi zamordowali w sposób bestialski 5-osobową rodzinę polską Markowskich, rodziców i córki lat 9, 16 i 18.

W kol. Marianówka pow. Łuck upowcy zamordowali 18 Polaków

We wsi Obycze pow. Krzemieniec zmusili braci Cezarego i Jana Tomczuków do ciągnięcia pod górę wozu, zamiast koni, które wyprzęgli. Gdy nie dali rady, zostali zastrzeleni, a ciała ich wrzucili na brzeg mokrego brodu (Siemaszko..., s. 453).

We wsi Poddębce pow. Łuck zamordowali 10 Polaków.

We wsi Podhajczyki pow. Trembowla zamordowali 1 Polaka: „26.VI.1943. Słonecki Stanisław, instruktor tytoniowy w Podhajczykach, student politechniki – zamordowany” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 28, k. 73 – 90).

We wsi Różaniec pow. Biłgoraj:Dnia 26 czerwca tegoż roku miał miejsce napad na wieś, który przeżyli Jan Woźnica, Katarzyna Grasz i Michał Strus. W swojej relacji napisali: „26 czerwca 1943 roku Niemcy i Ukraińcy obstawili wioskę Różaniec i wydali rozkaz wszystkim Polakom, aby przygotowali się do wysiedlenia. Każdemu Polakowi pozwolili wziąć ze sobą bagaż 10 kg do ręki. Nazajutrz o godz. 13 zegnali wszystkich ludzi ze wsi, kobiety z dziećmi osobno, a mężczyzn osobno. Spośród nich zwolniono pracowników rządowych, a resztę wywieziono do Zamościa. Także wszystkich Ukraińców zwolniono do domu. Z listy zatrzymanych wyczytali 10 osób, które rozstrzelali w Różańcu przy szosie i tam pochowano. Następną grupę też 10-osobową wywieźli do Majdanka”. (Dr Szymon Solak: Rola Ukraińców w niemieckich planach przesiedleńczych na terenie powiatów hrubieszowskiego, biłgorajskiego i zamojskiego, w latach 1941 – 1943, w świetle dokumentów SS i polskiego zbrojnego podziemia; w:  kresykedzierzynkozle.pl/wp-content/uploads/2017/05/dr-Szymon-Solak-referat.pdf ).

We wsi Sijańce pow. Zdołbunów uprowadzili Daniela Żyborta, po którym ślad zaginał.

 

   27 czerwca:

We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów policjanci ukraińscy po torturach zamordowali 2 Polaków.

W kol. Wasylówka pow. Łuck w obronie przed upowcami zginął Dybiec „Czesław”.

 

   28 czerwca:

Koło kol. Abramowiec pow. Kowel: Kolejny mord dokonany 28 czerwca na pięcioosobowej rodzinie Daszkiewiczów w sąsiedztwie Abramowca wzmógł dotkliwy niepokój i obawy o życie”. (Feliks Budzisz: Zagłada Abramowca; w: http://wolyn.org/index.php/informacje/101-zagada-abramowca; 27 marca 2011).

We wsi Iwańczyce Nowe pow. Łuck upowcy zamordowali 2 rodziny polskie liczące 11 osób: 2 starsze małżeństwa, rodziców z synem i jego 18-letnią żonę w ciąży Irenę Papowszek, którą torturowali przez 2 dni, oraz 2 małych dzieci (rodzeństwo ww. syna). Rodziny te wróciły do wsi po ucieczce do Łucka namówione przez znajomych Ukraińców do powrotu (Siemaszko..., s. 563).

We wsi Metelno pow. Łuck Ukraińcy zamordowali Władysława Szewczyka

W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów zastrzelili 25-letnią Zofię Stankiewicz, wdowę ze wsi Hurby.

W kol. Świszczów pow. Dubno zamordowali co najmniej 13 Polaków, w tym 18-letnią dziewczynę.

We wsi Tajkury pow. Zdołbunów zamordowali 37-letnią Polkę. „We wsi Tajkury została zamordowana przez Ukraińców Petronela SZCZYPEK z Nowaszowskich, ur. 1906; pozostawiła męża Władysława i 3 dzieci: Julian, Wacław i Jan” (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).

 

   W nocy z 28 na 29 czerwca:

W kol. Dychta pow. Borszczów: „W nocy z 28 na 29.VI.1943, na kolonii Dychta, wieś Szuparka pow. Borszczów dokonano morderstwa na osobach Chyły Jana i jego żony Weroniki. Oboje narodowości polskiej. Pomordowani pozostawili dwoje nieletnich dzieci w wieku 2 i 5 lat. Morderstwa dokonali: Kyryluk Michał, Bodnarczuk Teodozy, Borys Jan, Masyk Michał, wszyscy Ukraińcy z Szuparki. Uzbrojeni byli w karabiny. Mordercy udając policjantów ukr. zapukali do okna, każąc otworzyć drzwi. Chyła bez wahania otworzył. Do mieszkania wszedł Kyryluk z kb. kazał obojgu położyć się twarzą do ziemi, po czym oddał do Chyły 2, a do jego żony 3 strzały, kładąc oboje na miejscu trupem. Następnie zbrodniarze ograbili mieszkanie i udali się do wsi. Kyryluk został aresztowany” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają w tej wsi żadnego zabójstwa.

 

   29 czerwca:

W kol. Andrzejówka pow. Łuck upowcy z kol. Krasny Sad zamordowali 10 Polaków, w tym 23-letnią Jadwigę Chmielewską, którą uprowadzili do lasu i tam przed śmiercią zgwałcili (Siemaszko..., s. 534 – 535).

We wsi Cygany pow. Borszczów banderowcy uprowadzili i zamordowali 2 Polaków, w tym gajowego; był nim  ppor. rez. WP Kazimierz  Kraśnicki lat ok. 30. (Edward Orłowski..., jw.).

We wsi Daniczów pow. Równe zamordowali 55-letnią Paulinę Chodakowską. 

W kol. Fundum pow. Włodzimierz Wołyński „ukraińscy partyzanci” poszukiwali młodych Polek. W jednym domu postrzelili Feliksa Bulikowskiego i wrzucili do studni oraz ciężko pobili matkę i syna, bo nie chcieli zdradzić miejsca ukrycia córek (sióstr). Następnie napadli na rodzinę Styczyńskich i pobili ciężko rodziców poszukując ich córek. Rodzina Lewandowskich ukrywała się w schronie dzień i noc przez dwa miesiące.  

We wsi Kobylnia pow. Równe upowcy napadli na polskie gospodarstwa, ograbili i spalili je oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków. 

W osadzie Konstantynów pow. Równe zamordowali 28 Polaków.

We wsi Koszów i futorze Pasieka pow. Łuck zamordowali siekierami, widłami, torturując, co najmniej 31 Polaków, w większości kobiety i dzieci. Rodzinę Marianny Bąk o groźbie napadu ostrzegła 23-letnia Ukrainka Szura Sapoźnik, koleżanka jej córki Ireny. W lipcu 1943 roku „ukraińscy partyzanci” zamordowali Szurę przez rozerwanie na pół za sprzyjanie „Lachom” oraz nie wydanie miejsca ukrycia się jej brata Tolka, który odmówił udziału w mordowaniu Polaków i wstąpienia do UPA. W dwie godziny przed napadem znajomy Ukrainiec ze wsi Liniów pow. Horochów Petro Bambuła przysłał swojego syna, który niemal siłą sprowadził jedną z rodzin do zagrody swojego ojca, gdzie ukrywała się przez kilka dni. Ranną żonę Juliana Sokołowskiego Ukraińcy zawieźli do szpitala, a dwoma uratowanymi synkami zaopiekowali się (Siemaszko..., s. 640 - 641). Takich przykładów w tej wsi było więcej. Ma więc Ukraina swoich prawdziwych bohaterów. I im powinna stawiać pomniki, a nie ludobójcom. 

W kol. Mikołajowka pow. Równe upowcy wracający z nocnego napadu na Kobylnię wymordowali bagnetami co najmniej 14 Polaków, w większości kobiety i dzieci, w tym 16 i 17-letnie dziewczęta oraz 20-letnią w ciąży.

We wsi Milatyn pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 9 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę z 2 synami: półrocznym i 12-letnim oraz 3-osobową z 8-letnią córką. 

Na stacji kolejowej Nieświcz pow. Łuck zamordowali 9 Polaków oraz 1 Węgra, nieznane są losy mieszkających tutaj 7 rodzin polskich. 

We wsi Sadów pow. Łuck zamordowali około 50 Polaków. 

We wsi Watyń pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę polską: Kazimierza Kędziora lat 33, jego żonę Marię lat 30 i ich 2 dzieci lat 6 i 8. 

We wsi Watyniec pow. Horochów zamordowali 3 starszych Polaków.  

W kol. Zastawie pow. Kostopol zamordowali bestialsko co najmniej 83 Polaków, ograbili i spalili 115 domów polskich.

 

   30 czerwca:       

We wsi Dermanka pow. Kostopol wymordowali głównie za pomocą różnych narzędzi ponad 100 Polaków.

Dermanka, rodzinna miejscowość Antoniny Woźniak, leżała na lewym brzegu rzeki Słucz, 3 km od granicy polsko-sowieckiej. Przed wojną była dużą, dostatnią wsią. Funkcjonowała tutaj kopalnia glinki kaolinowej i fabryka porcelany, dochodziła kolej wąskotorowa, działała szkoła podstawowa. Na miejscu był też kościół pw. św. Izydora Oracza pobudowany w 1932 r. Gospodarstwo Marianny i Michała Paszkowskich usytuowane było w południowej części wsi. Antonina urodzona w 1926 r. miała dwoje starszego rodzeństwa: Antoniego (ur. 1920) i Zofię (1922) oraz młodszego brata Bronisława (1938). „- Dermanka zamieszkana była przez żyjących w zgodzie Polaków i Ukraińców, były też trzy domy żydowskie - wspomina pani Antonina z uwagą, że z punktu widzenia dziecka narodowość nie dzieliła ludzi. - Do Ukraińca na religię przychodził pop, a do nas ksiądz. Ale jak do popa mówiliśmy „pochwalony”, odpowiadał „na wieki wieków”. I odwrotnie, jak do księdza ktoś zwrócił się z pozdrowieniem „sława Bohu”, odpowiadał „na wieki sława”. Z Ukraińcami rozmawiało się po ukraińsku, a kiedy przychodzili do nas - mówili po polsku. Nasze domy sąsiadowały ze sobą. Polacy i Ukraińcy przyjaźnili się, pomagali sobie. Nie było podziałów. Kiedy obchodziliśmy nasze katolickie święta, zapraszaliśmy ich do nas, na święta prawosławne gościli nas u siebie. Nikt nawet nie pomyślał: ten Ukrainiec, a ten Polak. Tacy sami, normalni ludzie. . /.../  - Jak naszą wieś mordowali, to było Boże Ciało - A. Woźniak wraca pamięcią do 30 czerwca 1943 r. Wspomnienia nie pozwalają mówić. Paszkowscy wrócili z kościoła do domu i zasiedli do obiadu, kiedy we wsi podniósł się straszny krzyk. Bandy banderowców wdarły się do wsi od północy. Idąc od domu do domu, bestialsko mordowały całe rodziny, niszcząc i paląc obejścia. Zginęło wtedy ok. 50 osób. Kiedy doszli do połowy Dermanki, nadjechali partyzanci pod wodzą Kołpakowa (Kowpaka - SB). Przeprawiali się przez Słucz z Polesia na Wołyń, od strony kolonii, gdzie stał dom Paszkowskich. Kiedy zaczęli strzelać, banderowcy rozproszyli się. Mieszkańcy ratowali się ucieczką. Paszkowscy byli w grupie kilkunastu rodzin, które ruszyły na wschód: wozami i pieszo. - Zaczęła się przeprawa przez Słucz, było kilka łodzi. Ale wtedy zobaczyliśmy, że w naszą stronę jadą banderowcy - w dół wzniesienia, prosto na rzekę. Ich białe koszule aż błyszczały z daleka. Wtedy wszystko ruszyło do wody. Podniósł się taki krzyk, że - Boże - chyba w niebie było słychać - opowiada rwącym się głosem./.../ Świadek Antonina Woźniak z Dermanki dopiero na koniec rozmowy, decyduje się dać swoje świadectwo o bestialskich mordach w Dermance, wskutek których 18 osób z najbliższej rodziny straciło życie. „- Jak jeszcze byliśmy w domu, mama powtarzała: „Daj Boże, żeby nas Niemcy zabili, nie Ukraińcy” - wspomina. - Najgorzej ludzie się bali tego noża. Ukraińcy nikogo kulą nie zabili, tylko rżnęli. Serca wyciągali, brzuchy rozcinali. Kobiecie w ciąży wyjęli dziecko i zaszyli jej w brzuchu kota. Mojej stryjence język i uszy odcięli, oczy wydłubali, w przyrodzenie wbili kołek. Wujowi z górnej kolonii odrąbali stopy, ręce, przyrodzenie i rzucili na bok. Żona innego z wujków próbując uciekać, dziecko wyrzuciła przez okno, ją samą banderowcy przybili przewieszoną przez okno, a dom podpalili - opowiada z trudem. /.../ Bratowa męża mojej siostry była Ukrainką, a wyszła za Chicewicza, Polaka. Najpierw zamordowali jego: głowę położyli na kamieniu, a drugim zmiażdżyli głowę. Zanim zamordowali żonę, na jej oczach poćwiartowali pięcioletnią córeczkę. Wykrzykiwali, że za to, że wyszła za Polaka. Mścili się okrutnie na takich mieszanych małżeństwach.”(„Jak naszą wieś mordowali, to było Boże Ciało”, w: http://wolyn.org/index.php/informacje/972-jak-nasza-wies-mordowali-to-bylo-boze-cialo . Art.Czasem dumam nad moim Wołyniem” wyszukał i wstawił: B. Szarwiło. Za: Echo Katolickie 13/2016; w: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/echo201604-wolyn.html?no_header=1&no=1 ). W i E Siemaszko na s 250 podają datę napadu 16 czerwca 1943 roku. „W jakimś dniu po Bożym Ciele ujrzeliśmy nad Dermanką łunę. Nieliczni, którym udało się ujść opowiadali: we wiosce zjawił się oddział z czerwonymi kokardkami. Kazali ludziom iść do pracy i obiecali bronić przed banderą. Potem pomordowali spokojnie pracujących w polu. Wioskę i plebanię spalili, ale kościół rozebrali i znaleźli zakopane rzeczy.”  (Hieronim Warachim: "Włóczęga Boży" [Ojciec Serafin Kaszuba]. Książka wydana przez Krakowską Prowincję Braci Mniejszych Kapucynów, Łódź 1996).

W kol. Rafałówka pow. Sarny podczas nocnego napadu upowcy zamordowali kilkudziesięciu Polaków mieszkających na obrzeżach kolonii.

We wsi Rzeczki pow. Równe zamordowali 3 Polaków: 59-letnią Marię Piasecką oraz 3-letniego Franciszka Mendaluka i jego 5-letniego brata Bronisława, a 13 lipca trzeciego brata, 4-letniego Zygmunta Mendaluka  (Siemaszko..., s. 695).

We wsi Tomachów pow. Równe zamordowali 4-osobową rodzinę polską: Andrzeja Michalskiego, jego żonę Teofilę i ich córki, Wiktorię lat 29 oraz Feliksę lat 19. 

 

   W okresie kwiecień – czerwiec 1943 roku: 

W miasteczku Józefów pow. Biłgoraj Niemcy z Ukraińcami rozstrzelali 3114 osób: około 2000 Żydów i 1114 Polaków.

W miasteczku Ostróg nad Horyniem pow. Zdołbunów: „Jak podaje o. Remigiusz Kranc, na przestrzeni 3 miesięcy 1943 r. (najprawdopodobniej w drugim kwartale) pochował na cmentarzu rzymskokatolickim w Ostrogu ofiary napadu w 154 skrzyniach zawierających po 3-4 zwłoki, tj. około 560 osób, zarąbanych bądź spalonych, pochodzących ze wsi, kolonii i futorów parafii Ostróg” (Siemaszko..., s. 986). Zwieziono tylko niewielką część zwłok.

 

   W okresie maj -  czerwiec 1943 roku: 

Podczas napadów UPA na majątki w pow. Horochów: Brany, Bużany, Dmitrówka, Haliczany, Kozłów, Łobaczówka, Nowosiółki Ruskie, Peremyl, Pieczychwosty, Rudka, Strzelcze, Wola, Zajęczyce, Zboryszów Stary zostały one ograbione i spalone a ludność polska została wymordowana, przy czym w każdym przypadku nie została ustalona liczba ofiar, zapewne sięgała ona od kilku do około stu Polaków w każdym majątku. 

W kol. Antolin pow. Kostopol sołtys Ukrainiec doniósł Niemcom, że Polak Jaworski otrzymał kartkę od partyzantów sowieckich, za co Niemcy Polaka rozstrzelali.

W majątku Błudów pow. pow. Horochów upowcy zamordowali co najmniej 15 Polaków.

We wsi Borszczówka pow. Równe zamordowali 2 Polaków, braci Skałeckich.

W majątku Chołopecze pow. Horochów spalili żywcem 3-osobową rodzinę zarządcy Nowickich: rodziców z synem.

W kol. Gruszowica pow. Łuck UPA zamordowała 18 Polaków:Do Przebraża zaczęły docierać wieści, że w najbliższych tygodniach zamierzają nas wszystkich eksterminować „po hołownomu”, podobnie jak Żydów mimo, że pierwotnie zamierzali „wybyty wsich uczanych”. Szybko się okazało, że UPA nie żartuje. Spalone zostały rdzennie polskie miejscowości na północ od Przebraża, takie jak mała wioseczka Gruszwice, w której wymordowano 18 osób, Łysa Góra, Zacisze, Cegielnia, Krakowszczyzna, Chmielówka, Kruchlik, Horodyczyn, Łąka, Wielki Las, Pniów i Ignatówka. Banderowcy rozpuścili też swe zagony od wschodu i południa, od Przebraża, paląc, niszcząc i mordując ludność: Józefina, Marianówki, Bud, Dermanki, Balarki, Wólki Kotowskiej, Aleksandrii, Wertepy, Tworymyszy i Aleksandrówki. W trakcie swojego pochodu UPA puściło z dymem szereg polskich wsi koło Kiwerc, spaliło polskie domy położone w polskich wsiach i chutorach m.in. w Trościańcu, Jaromlu i Starej Czołnicy. Ze wszystkich stron ciągnęli do Przebraża uciekinierzy z mordowanych wsi. Bardzo szybko zgromadziła się w nim ogromna masa ludzi.” (Marek A. Koprowski: Koszmarne sceny zbrodni; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/koszmarne-sceny-zbrodni; 30 stycznia 2012).  

W futorze Kościelny Futor pow. Kostopol zamordowali 2 polskie rodziny liczące 15 osób. 

W kol. Lidawka pow. Równe zamordowali 9 Polaków: 2 rodziny 4-osobowe i kobietę.

W kol. Ludwiszyn pow. Łuck podczas napadu upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.

W kol. Majdan Komarowski pow. Łuck upowcy z Sytnicy zamordowali 7-osobową rodzinę polską Hilarego Boreckiego: ojca, dwie babcie oraz 4 dzieci do lat 12.

We wsi Medwedówka pow. Kostopol Ukrainiec zarąbał siekierą 14-letniego Franciszka Bronowickiego.

We wsi Rudnia Potasznia pow. Kostopol Ukraińcy zastrzelili podczas snu w stodole 21-letniego Piotra Żygadłę.

We wsi lub kolonii Sienkiewicze pow. Krzemieniec upowcy wymordowali wszystką ludność polska, nie ocalała ani jedna osoba, liczby ofiar nie ustalono.

W kol. Stasin pow. Włodzimierz Wołyński policjanci ukraińscy zastrzelili 2 Polaków. 

We wsi Uhrynów pow. Łuck upowcy zamordowali Bronisława Mitlaszewskiego pracującego na polu.  

We wsi Usteczko pow. Krzemieniec zamordowali Polkę Mykochorową, żonę Ukraińca.

We wsi Worczyn pow. Włodzimierz Wołyński policjanci ukraińscy skatowali i zabrali ze sobą 40-letniego Władysława Królikowskiego, byłego legionistę, którego zamordowano w Zamościu.

W kol. Wsiewołodówka pow. Łuck upowcy zamordowali 3 Polaków. 

 

   W czerwcu 1943 roku (świadkowie nie podali dnia):

W kol. Adamówka pow. Kostopol  „powstańcy ukraińscy” w sposób okrutny zamordowali Dionizę Felińską, matkę trójki małych dzieci oraz została powieszona przez swojego brata Ukrainka Swieta Fiłynśka, która przeciwstawiała się temu mordowi.

W kol. Anatolia pow. Łuck zamordowali Polkę  żonę Majdera.

W kol. Antonówka Szepelska pow. Łuck spalili w domu Konstantego Wójcika. 

We wsi Babie pow. Łuck na moście na rzece Stochod upowcy ze wsi Babie i wsi Majdan zamordowali 8 Polaków: małżeństwo z 13-letnim synem , jego dziadka, ojca z 12-letnim synem; wrzucili do rzeki z mostu 50-letniego Sosnala i jego 16-letnią córkę, a następnie strzelali do nich, dopóki nie utonęli.

We wsi Bajew pow. Kowel upowcy zabili 7 Polaków.

W kol. Bakowice pow. Łuck nieletni ukraińscy chłopcy ściągnęli z wozu uciekającą do Łucka 65-letnią Polkę (była to Adela Chaińska) i zatłukli ją na śmierć kijami (Siemaszko...s 662).  

W majątku Beresk pow. Horochów na tydzień przed Zielonymi Świętami upowcy zamordowali Antoniego Kasjanowskiego, lat 60  i spalili jego dwór.

W miasteczku Berezne pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali kilkunastu Polaków.

W futorze Biały Brzeg pow. Kostopol zamordowali 5 Polaków, w tym małżeństwo. 

W kol. Bielczakowska pow. Kostopol spalili żywcem 10 Polaków, Orzechowskiego z żoną i 4 dzieci, Sokalskiego z żoną i synem oraz Teofilę Turewicz lat 58.

We wsi Biskupicze pow. Łuck zamordowali 10 Polaków.

W okolicach kol. Borek Kuty pow. Kostopol upowcy zamordowali 7 Polaków, w tym 2 dziewczyny. „Nikodem Dąbrowski żył wraz ze swoją żoną Marią Iwanicką w kolonii Borek Kuty w gminie Berezna. W czerwcu 1943 roku, dziewiętnastoletnia Genowefa, córka Dąbrowskich, otrzymała wezwanie do wyjazdu na roboty przymusowe. Postanowiła więc pożegnać się ze swoją siostrą mieszkającą w innej kolonii, a także pożyczyć od niej walizkę na wyjazd. Dla towarzystwa wzięła młodszą siostrę, Władysławę. Po kilku kilometrach kobiety zostały jednak zatrzymane przez patrol Ukraińskiej Powstańczej Armii, który już wtedy wyłapywał napotkanych na drodze Polaków. Przerażone dziewczęta początkowo udawały Ukrainki. Banderowcy nie dali się jednak nabrać. Dowódca patrolu podejrzewał, że dziewczęta są łączniczkami jakiegoś oddziału partyzanckiego lub ośrodka polskiej samoobrony. Nie chciał uwierzyć, że rodzice puścili je w tak niebezpieczną drogę tylko z powodu walizki. Dziewczyny zostały skazane na śmierć wraz z pięcioma schwytanymi wcześniej Polakami. Rozpoczęły się tortury... Przez długi czas oprawcy nakłuwali ich ciała nożami. By się jednak za szybko nie wykrwawiły, zatykali rany znalezioną w torebce watą. W sumie zadano im 40 ciosów, zanim skonały w męczarniach. Ich zwłoki kazano zakopać w lesie. Gdy ojciec dziewczyn dowiedział się o tragedii, natychmiast pojechał na miejsce. Zabrał ciała swoich dzieci i następnej nocy zawiózł je na cmentarz w Annowoli. Tam pochował je przy spalonym kościele.” (Gehenna rodziny Dąbrowskich. Wysłuchał i spisał Jakub Nowak; w:  http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/nowa-sol/art/7900460,gehenna-rodziny-dabrowskich,id,t.htm; 17 lipca 2011).  

We wsi Brykuła Nowa pow. Trembowla banderowcy zabili 3 Polaków (Władysław Kubów: Terroryzm na Podolu. Warszawa 2003).

We wsi Bubnów pow. Horochów zamordowali Stańczaka z synem i spalili ich gospodarstwo.

W kol. Buda Hruszewska pow. Równe pokłuli i pocięli bagnetami 3-osobową rodzinę Bagińskich: Antoniego, jego żonę Karolinę i ich syna Henryka a ciała wrzucili do studni.

W kol. Budki Kudrańskie pow. Kostopol dokonali rabunków w polskich gospodarstwach oraz zgwałcili kilka kilkunastoletnich dziewcząt.

W kol. Budki Ujściańskie (koło wsi Chwojanka) pow. Kostopol w pobliskim lesie upowcy zamęczyli na śmierć 2 Polki, siostry Dąbrowskie, 19-letnią Władysławę i 21-letnią Genowefę, mieszkanki kol. Borek Kuty.

W kol. Cegielnia pow. Kowel zamordowali małżeństwo Banasiewiczów. W sierpniu znaleziono mogiły kilkunastu Polaków zamordowanych przez upowców.  

W kol. Chinocze pow. Sarny spalili tą polską kolonię i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków. 

We wsi Chinocze pow. Sarny zamordowali 3-osobową rodzinę polską gajowego: rodziców przerżnęli piłą a 4-letniemu synowi obcięli obie nóżki (Siemaszko..., s. 798). Prawdopodobnie było to 13 czerwca 1943 r.  „Gajowego z Chinoczy oraz jego żonę przecięli piłą poprzeczną, solili jeszcze żywe rany, wydłubywali oczy i polewali samogonem. Synek ich Romuś, lat 4, miał ucięte obie nóżki i leżał w Sarnach w szpitalu. Trudno to wszystko opisać i wyobrazić sobie jak takie zbiry mogą skrzywdzić człowieka.” (Emilia Głuszczyk: Trzeci kurhan; w: http://dziennik.artystyczny-margines.pl/trzeci-kurhan-relacja-emilii-gluszczyk/; 12 marca 2018).

We wsi Chranów pow. Zdołbunów upowcy zamordowali 12 Polaków.

Pomiędzy wsią Chranów a stacją kolejową Ożenin pow. Zdołbunów zamordowali 4 Polaków jadących furmanką, w tym 2 kobiety.

W osadzie Chrobrów pow. Łuck: Powracającą do swojego domu wozem konnym z odwiedzin u swojej matki  i krewnych  Hannę Dagońską będącą w ostatnim miesiącu ciąży zatrzymała grupa uzbrojonych Ukraińców. Rani przyjechał do wsi jej mąż Daniel i dowiedział się, że wyjechała stąd do domu. „Chrobrów w mgnieniu oka stanął na równe nogi. Zbiegli się wszyscy mężczyźni i tyralierą ruszyli na poszukiwania. Po kilku godzinach znaleźli stratowane młode zboże i odciśnięte w ziemi koleiny. Prowadziły do nieczynnego od lat starego wiatraka. Leżała naga we krwi. Z rozciętego brzucha sterczał wiecheć starej słomy. Obok rzucone na klepisko walało się nienarodzone dziecko. Twarz martwej Hanki Dogońskiej była jednym wielkim cierpieniem. Ktoś pognał do osady po prześcieradła. Ktoś inny przyprowadził konia zaprzęgniętego w furmankę. Zawinięte w przesiąkające krwią białe płótno ciało Hanki i ciało jej dziecka ułożono na zielonych pędach zboża. Milczący kondukt skamieniałych ze zgrozy mężczyzn. Pierwsza polska ofiara w Chrobrowie. Powiadano, że ktoś potem widział siwki Hanki Dogońskiej.” (Ewa Kurek: Czysta jak szklanka wody Ukraina - Chrobrów 1939-1943 (III); 03 marca 2016; w: http://solidarni2010.pl/32809-ewa-kurek-czysta-jak-szklanka-wody-ukraina---chrobrow-1939-1943-iii.html ).

We wsi Czajczyńce pow. Krzemieniec zastrzelili młodego Polaka, Marka Sowałę. 

We wsi Czaruków pow. Łuck zamordowali 4 Polaków.

We wsi Daniczów pow. Równe zamordowali młodego Polaka, Franciszka Sokołowskiego. 

We wsi Darachów pow. Trembowla banderowcy uprowadzili Polaka – naczelnika poczty, po którym ślad zaginął; „19.VI.1943. Rogowski Jan – Dorochów” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 28, k. 73 – 90).

We wsi Dermanka pow. Kostopol na początku czerwca Ukraińcy zamordowali rodzinę Paszkowskich.  „Została tylko najmłodsza dziewczynka, którą przewieziono do szpitala w Horodnicy. Miała osiemnaście pchnięć nożem. Straciła przytomność, ale odzyskała ją, żeby usłyszeć jak się naradzają czy zostawić trupy. Potem się wyczołgała i odratowali ją”. (Hieronim Warachim: "Włóczęga Boży" /Ojciec Serafin Kaszuba/. Książka wydana przez Krakowską Prowincję Braci Mniejszych Kapucynów, Łódź 1996). Patrz też: 16 czerwca  i 30 czerwca 1943.  

W kol. Dębowa Karczma pow. Łuck zamordowali 15 Polaków pracujących na polu.

W kolonii Dłużek pow. Dubno:  „Już obok nas pali się polska wioska Dłużek. Uciekamy, bo nas tu zobaczą, uciekamy do lasu smordewskiego. Skryliśmy się w tym lesie i oczekiwaliśmy do rana. Widzieliśmy gdzie się paliło, słyszeliśmy strzały, ryk bydła, krzyk kur, nad ranem strzelanina bardzo się wzmogła. W tej miejscowości mieszkała polska rodzina Kraszewskich i to właśnie tą rodzinę wymordowali ukraińscy bandyci.” (Petronela Giszczak z domu Raczyńska: Wspomnienia z Wołynia – Witosówka i okolice. W: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/witosowka-wspomnienia.html ).

W kol. Dobra pow. Łuck zamordowali Zofię Kownacką.

W lesie koło miasta Dubno woj. wołyńskie zamordowali 2 Polaków.

W okolicach miasta Dubno woj. wołyńskie zamordowali 7-osobową rodzinę polską gajowego Bronisława Bucholtza: rodziców z 3 dzieci i teściów gajowego. 

W futorze Gliniszcze pow. Kostopol zamordowali 11 Polaków i 1 Rosjanina (generał białogwardzista).

We wsi Glinne pow. Łuck: „W czerwcu zginęli powiązani drutem kolczastym Ukrainiec Kwacz z żoną i córką Paraską, której obcięto piersi. Młodszemu synowi Wasylowi zdzierano skórę z pleców. Zdołał jednak wyrwać się oprawcom i zbiegł do Kołek. Razem z rodziną Kwaczów zamordowani zostali Polacy: Józef Grodzki i jego żona Sabina” (Edward Kamiński; w: http://www.strony.ca/Strony36/articles/a3604.html).  Inni: „W pobliskiej polskiej kolonii Glinne mieszkała tylko jedna rodzina ukraińska o nazwisku Kwacz. Za przeciwstawienie się mordowaniu Polaków, zostali zamordowani. Ukraińca z żoną związali drutem kolczastym i powiesili, córkę Paraskę zamordowali i obcięli piersi. Tylko syn Wasyl zdołał się wyrwać z rąk banderowców i uciec – w chwili gdy zdzierali mu skórę na plecach. Zamordowali w tym dniu 15-tu Polaków i trzech Ukraińców”. (Anna Kownacka Góral: Przeżyłam w Przebrażu; w: KSI nr 7 z 2013 r.). 

W kol. Grabina pow. Łuck postrzelili pracującą na polu 15-letnią Polkę Helenę Karczewską, następnie zgwałcili ją i dobili strzałem w podbródek; świadkiem był ojciec ukryty nieopodal w lesie.

W kol. Grabowiec pow. Łuck wymordowali wszystkich Polaków z tej polskiej kolonii, liczba ofiar nie została ustalona.

We wsi Gregorewicze pow. Łuck zamordowali 5 Polaków.

We wsi Grobelki pow. Łuck na początku czerwca upowcy zamordowali 3-osobową rodzinę polska, która nie zabrała się z samoobroną Przebraża podczas jej wyprawy po Polaków w Kołkach. Adam Kownacki relacjonuje:  „Wracając wstąpiliśmy do Grobelni, by zabrać z tej miejscowości jeszcze jedną polską rodzinę. Nie chciała zabrać się z nami do Kołek mówiąc, że zbierze swój dobytek i zabierze się z nami, gdy będziemy wracali. Niestety została ona bestialsko zamordowana. Gospodarz był zakłuty, jego żona przybita nożami do drzwi, a rozerwane dziecko rzucone na stół.” (Marek A. Koprowski: Wyprawa do Kołek; 04 marca 2011. Relacjonuje świadek Adam Kownacki; w: https://kresy.pl/kresopedia/wyprawa-do-kolek/ ).

We wsi Hać pow. Łuck  zamordowali rodzinę Aleksandra Dudka z żoną i 2 dzieci, któremu wcześniej gwarantowali bezpieczeństwo oraz młodą dziewczynę, Kalabińską, nad którą znęcali się w okrutny sposób.

W kol. Hołodnica pow. Łuck Ukraińcy z sąsiedniej wsi Ostrowy wrzucili żywcem do studni starsze polskie małżeństwo Słodkowskich.

We wsi Horodyszcze pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 3 - 4 polskie rodziny, około 15 Polaków.

W kol. Hubińskie Budki pow. Łuck „powstańcy ukraińscy” zamordowali Holatowską, była to jedyna ofiara, pozostali Polacy uciekli wcześniej.

We wsi Huta Szczerzecka pow. Lwów policjanci ukraińscy aresztowali i torturowali 4 Polaków, którzy potem zaginęli bez wieści.

W kol. Hutwin pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali Stanisława Brzozowskiego.

We wsi Iserna pow. Krzemieniec upowcy zamordowali w lesie 23 Polaków podczas walki z partyzantami sowieckimi, łącznie ofiar było znacznie więcej.

W kol. Jamskie pow. Łuck zamordowali 73-letnią Petronelę Łozińską i zwłoki spalili z domem.

W kol. Janówka pow. Kostopol „ukraińscy powstańcy” napadli na piątkę dzieci zbierających w lesie poziomki, z których czworo zamordowali: dwoje dzieci polskich (Krzyś Kowalczyk i Adaś Wojtalik) oraz rodzeństwo z ukraińskiej rodziny Laszeckich (8-letni Stanisław i 12-letnia Antonina), rozmawiające po polsku z dziećmi polskimi, co ich zmyliło. Piątej dziewczynce udało się uciec i ukryć na bagnach. Nad dziećmi pastwili się. Na wiadomość o zamordowaniu dzieci Laszecka zmarła na atak serca, a jej mąż popadł w obłęd.

We wsi Jaromel pow. Łuck zamordowali Pawła Kicińskiego.

We wsi Jarynówka pow. Sarny zamordowali 7 Polaków.

W kol. Jeziorany Polskie pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 4 Polaków: upowcy 3-osobową rodzinę Tadeusza Kułakowskiego z żoną i 14-letnią córką Heleną (ciała ich wrzucili do studni), natomiast wyrostki ukraińskie zatłukły na śmierć 60-letnią Kępińską (Siemaszko..., s. 598).

W kol. Karolówka pow. Łuck upowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali około 40 Polaków.

We wsi Kobyłowłoki pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali Szczepana Ciesielskiego. 

W kol. Koleśnia pow. Równe upowcy ograbili i spalili kolonię oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.

We wsi Kołodno pow. Krzemieniec zamordowali 2 Polki, Gorzkowską i jej 17-letnią córkę: poobcinali im piersi i obciętymi piersiami na ścianie ich domu porobili napisy: Śmiert’ lacham.   

W kol. Korszów pow. Łuck zamordowali 5 Polaków.

W mieście Kowel woj wołyńskie: Ojciec Kasjan Józef Czechowicz w 1938 r. przeszedł na obrządek słowiański i zamieszkał w Lubieszowie w kapucyńskiej misji wschodniej. W 1943 r. Ukraińcy zlikwidowali misję, dlatego o. Kasjan wraz z o. Aniołem Dąbrowskim i br. Bartłomiejem Snochowskim przebywał na kolonii Horomecko. W trakcie trwającego masowego ludobójstwa Polaków na Wołyniu z rąk nacjonalistów ukraińskich, o. Kasjan udał się w czerwcu 1943 r. do obozu banderowców, gdzie prawdopodobnie błagał ich o zaniechanie dalszych mordów na Polakach. Został uwięziony a następnie przewieziony do Kowla, gdzie został wrzucony z mostu do rzeki. Ciała nigdy nie odnaleziono. (http://kresy-siberia.org/won/?page_id=19&source=204&id=153193&lang=en ).

We wsi Kozaki pow. Równe wymordowali wszystkich Polaków, kilka rodzin. 

Pomiędzy osadą Krechowiecką a wsią Janówka zakłuli bagnetami uciekających 8 Polaków, w tym wdowę z 2 dzieci, ojca z 2 dzieci i 2 mężczyzn.

W majątku Korościatyn pow. Równe zamordowali 5-osobową rodzinę polską oraz  nie ustaloną liczbę pozostałych Polaków.

W kol. Leonówka pow. Łuck spalili żywcem starsze małżeństwo Chmielów.

We wsi Leżanówka pow. Skałat zamordowali 6-osobową rodzinę: Bazylego Proroczka z żoną Katarzyną i ich 4 dzieci; ocalała najstarsza córka pomimo 20 ran kłutych i 6 postrzałowych (banderowcy sądzili, że nie żyje).

We wsi Liniów pow. Horochów w pierwszych dniach czerwca 1943 r. upowcy zamordowali 4 rodziny polskie.

W miejscowości Lubieszów pow. Kamień Koszyrski na skraju lasu pod wsią Derewko banderowcy zbiorowo zgwałcili i zamordowali Helenę Kaczmarek lat 35, pielęgniarkę w szpitalu w Kamieniu Koszyrskim, podczas jej powrotu do domu. Oraz:  Ks. prof. Józef Marecki: „Wielu z zamordowanych zginęło gdyż byli łacinnikami. Nie skorzystali z możliwości ucieczki lub przejścia na prawosławie. Tak zginął kapucyn, pracownik miejscowej misji bizantyjsko-słowiańskiej w Lubieszowie brat Sylwester Hładzio oraz dwie siostry bezhabitowe. Duchownemu roztrzaskano głowę na ołtarzu a siostry zhańbiono i zamordowano. Uczynili to ich pobratymcy, rodacy tylko za to, że nie wyrzekli się katolicyzmu i nie przyjęli prawosławia...

W czerwcu 1943 r. został zamordowany inny kapucyn z lubieszowskiej misji o. Kasjan Czechowicz, który prosił w imię Jezusa Chrystusa oficerów UPA by nie mordowali Polaków. Kiedy po ukraińsku recytował przykazania przerwano mu i oddano w ręce Niemców. Ci odmówili jego aresztowania i ponownie oddali go w ręce Ukraińców. Został zamordowany i wrzucony do Styru. (Rozmawiał Łukasz Karpiel; w: http://www.pch24.pl/kiedy-beatyfikacja-wolynskich-meczennikow-,16120,i.html#ixzz4swlqifsB ).  

W miejscowości Lutcza pow. Rzeszów policjanci ukraińscy z żandarmami niemieckimi zamordowali 10 Polaków, w tym gajowego z żoną i dzieckiem.

W kol. Łagodówka pow. Dubno upowiec zamordował Józefa Compę.  

We wsi Ławrów pow. Łuck 3-osobową rodzinę polską. 41-letniego Józefa Tomaszka, jego 36-letnią żonę Helenę i ich 13-letnią córkę Zofię; zaprosił do swojego domu w gościnę znajomy Ukrainiec. Tam już czekali „ukraińscy partyzanci”, bestialsko ich zamordowali a ciała wrzucili do studni.

W kol. Łomsk pow. Sarny spalili polską kolonię i wymordowali Polaków, liczby ofiar nie ustalono.  

W kol. Malowana pow. Dubno zamordowali Adama Żarczyńskiego, lat 28.

We wsi Markowicze pow. Horochów:Obok Ukrainiec znajomy miał rozkaz zamordować Polkę koleżankę, z którą chodził razem do szkoły. Chcieli go wypróbować, jego bohaterstwo, to on ją w domu napadł w biały dzień, jeszcze z tydzień było do ogólnego mordu, zadał jej cios w plecy, a ona zaczęła krzyczeć, że Misza co robisz? A on mówi do niej: ty Polska mordo gdzie masz serce. Jak ona upadła to on jej zadał cios w serce. Zabił ją, ojca i matkę. To była próba bandycka pierwsza we wsi, gdzie było 5 rodzin Polaków. Spędzono ich do piwnicy, takiej ziemianki i obrzucono ich granatami tak, że od razu piwnica ich zasypała. Mówili nam Ukraińcy, którzy byli temu przeciwni, że byli ranni i że ziemia ze trzy dni się ruszała, takie tam męki zadawali tym biednym ludziom Ukraińcy. To było gdzieś z końcem czerwca, we wsi Markowicze koło Horochowa, jak zamordowali Podkowińskich i tych 5 rodzin, nie pamiętam już ich nazwisk”. (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/aleksandrowka-jozefa_wolf.html).

W kol. Michałówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 4 starsze Polki, które nie opuściły kolonii.  

W leśnictwie Miłostów pow. Równe upowcy zamordowali 4-osobową rodzinę leśniczego lasów Liceum Krzemienieckiego: inż. Stencela z 3 córkami. 

We wsi Mikuliczyn pow. Nadwórna policjanci ukraińscy aresztowali ks. Jana Budkiewicza, który zginął w więzieniu w Stanisławowie.

W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów: „Urodziłem się 15 stycznia 1930 roku we wsi Hurby pow. Zdołbunow, woj. wołyńskie. Moi rodzice; ojciec Albin i Matka Stanisława z domu Wierzbicka. Z wioski Hurby przenieśliśmy się do pobliskiego Mizocza  W 1943 r. na początku czerwca 2 lub 3 wieczorem zobaczyliśmy łunę w kierunku naszych Hurbów, rodzice jakby przeczuwali, że to właśnie są Hurby.  Za kilka godzin przyszli pierwsi uciekinierzy. Opowiedzieli co się stało. W Mizoczu nie było wojska niemieckiego jedynie 4 żandarmów. Kiedyś pamiętałem ich nazwiska. Pamiętam, że jeden nazywał się Hylo z pochodzenia był Czechem. Policja była ukraińska i oddział wojska węgierskiego. Ponieważ ojciec znał język niemiecki, więc ci którzy uciekli prosili aby ojciec poszedł z nimi do tych żandarmów prosić o pomoc aby ratować jeszcze tych którzy może jeszcze są żywi. Nie było mowy aby pomoc była od policji, więc żandarmi pozwolili aby jeżeli ich dowódcy się zgodzą wysłać wojsko węgierskie. Węgrzy byli bardzo przychylni do nas Polaków. Pojechało nie wiem ilu, ale było dosyć aby odstraszyć banderowców. Żywych nie pozostało dużo, ale było dużo rannych, niektórzy jeszcze tego dnia umarli inni po przywiezieniu do Mizocza, ale nie którzy przeżyli. Wracając do Mizocza tak wojskowi jak i Hurbieńcy przeszukiwali przydrożne krzaki, gdzie ludzie schronili się. Mój ojciec i jeden żołnierz znaleźli w mrowisku dziewczynkę, która była ranna i zawołała: – Diadko nie zabijaj mnie (diadko – wujko, tak się mówiło na nieznajomego). Okazało się, że jest to córeczka Witalka Krasickiego, czyli mego kuzyna gdyż Witalego mama i moja byli rodzonymi siostrami. Ponieważ nikt z rodziny nie został żywy, ojciec zaopiekował się nią. Ale że nas w domu było 6 dzieci, to ojciec pozwolił aby tą dziewczynkę jak gdyby zaadoptowała dość bogata rodzina z Mizocza. Nazwiska nie pamiętam. Tego samego tygodnia w środę banderowcy napadli na Mizocz. Naszego sąsiada córeczka Wandzia Procner (jeszcze żyje, wyszła za mąż za Jana Chęć, i mieszkali w Kłodzku), opowiadała , gdy jej ojciec usłyszał strzały i zobaczył, że domy się palą uciekł z czwórką dzieci do ogrodu do dołu, gdzie na zimę zakopywano kartofle. Wandzia schowała się w krzaku porzeczek. Gdy banderowcy podpalili ich dom, przyszli i znaleźli ojca i tych czterech braci, widziała jak ojciec ukląkł na kolana i zaczął prosić o darowanie życia. Ale dwóch banderowców podeszło i widłami jeden z jednej strony a drugi z drugiej wbili widły w jego boki i zaciągnęli ojca i wrzucili do ognia. Następnie wrócili po resztę dzieci i również wzięli za ręce lub za nogi i żywcem wrzucili do ognia. Ona ocalała. Ponieważ w między czasie ukraińska policja zdezerterowała, Niemcy powołali na ich miejsce kto chciał z Polaków, przeważnie tych których rodzina już była wymordowana. Nie było ich dużo więc nie mogli Mizocza ochronić. Wtedy zginęło ponad 1200 osób. Trudno mi wspominać. W nocy Niemcy chcieli zabrać mnie i ojca, ale jeżeli chciała to mogła jechać cała rodzina. Pojechaliśmy całą rodziną. Wywieziono nas do obozu pracy do Salzburga w Austrii. Po wojnie całą rodziną wróciliśmy do Polski na Ziemi Odzyskane. Od 1965 mieszkam w Montrealu w Kanadzie.(Bogdan Melcer; za: http://prawy.pl/3456-bogdan-melcer-swiadek-zbrodni-upa-zywcem-wrzucili-dzieci-za-nogi-do-ognia/ ). Z relacji świadka wynika, że napad na Mizocz był w tym samym tygodniu co na Hurby, a więc na początku czerwca. Siemaszko (s. 979) datują go na noc z 24 na 25 sierpnia lub na noc z 31 sierpnia na 1 września 1943 roku i oceniają, że zamordowanych zostało ponad 100 osób.

We wsi i majątku Mokrzec pow. Włodzimierz Wołyński upowcy spalili majątek i wymordowali ludność polską, co najmniej 57 Polaków. Małżeństwu odcięli głowy (Adam Czarnecki z żoną); Aleksander Funa, lat 40, został przecięty piłą; z 15 rodzin uratowała się tylko 15-letnia Czarnecka, która uderzona w głowę szpadlem straciła przytomność, a potem natrafiła na grupę Polaków (Siemaszko..., s. 928). „A tam, pod lasem, 120 osób jeszcze leży. To była wieś Mokrzec. Tam też trzeba by postawić krzyż” (Leszek Wójtowicz: „Krzyże pamięci”, w: „Dziennik Lubelski” z 25 października 2005; cytuje on słowa świadka, Franciszki Prus z Włodzimierza Wołyńskiego). „Moja mama urodziła się we wsi Mokrzec w 1924 roku, jej rodzice to ojciec Józef Giełbuda i matka Maria Giełbuda z.d. Siewierska bądź Siwerska. Niestety nie posiadam,żadnych dokumentów bowiem wszystko zostało zniszczone. Z opowiadań mojej mamy wiem, ze jej ojciec był gajowym a matka pracowała w majątku gdzie właścicielem był p. Ronikier. Moja mama miała chyba cztery siostry o męskich imionach jak Czesia, Józia, Władzia. Wiem również, że był szwagier i dzieci ale znam imię jednego dziecka Julka. Moją mamę w wieku chyba 16 lat wywieźli Niemcy do pracy i kontakt się urwał. Mama dostała tylko jedną kartkę pod siostry, że jest bardzo źle i nie wiadomo co z nimi będzie dalej. Później od innych koleżanek, dowiedziała, się że cała rodzina została wymordowana przez ukraińców i została wrzucona do studni. Po wojnie mama usiłowała się dowiedzieć czegokolwiek ale nikt nie potrafił jej pomóc. Niestety nie doczekała się jakiejkolwiek informacji zmarła w 1994 r. /.../  W związku z powyższym zwracam się z prośbą o informację czy istnieje możliwość dotarcia do jakichkolwiek dokumentów lub wiadomości na temat rodziny mojej mamy. Zdaję sobie sprawę, ze jest to duża odległość w czasie ale przecież cały czas Państwo prowadzicie badania, listy uzupełniające pomordowanych itp. Może akurat został jakiś ślad po rodzinie. Jeszcze raz podaję nazwiska i imiona Józef Giełbuda - ojciec, Maria Giełbuda -matka, Bronisława Giełbuda moja mama jedyna co przeżyła.” ( 11.07.2013; http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ).   

W kol. Mstyczyn pow. Łuck Ukraińcy zamordowali Polaka Capę, który nie opuścił kolonii. 

We wsi Mstyczyn pow. Łuck wymordowali mieszkających tu Polaków, 2 rodziny. 

We wsi Mychlin pow. Łuck zamordowali około 10 Polaków i spalili ich zagrody.

W kol. Nowa Dąbrowa pow. Kowel zamordowali starszą Polkę z Kowla. 

W kol. Nowa Ziemia pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę polską: 80-letnią babkę, jej syna i 2 wnuków.

We wsi Nowiny Czeskie pow. Dubno zamordowali 6 Polaków.

W majątku Nowomalin pow. Zdołbunów w budynkach folwarku chłopi ukraińscy otoczyli i spalili żywcem około 40 Polaków.

We wsi Obycze pow. Krzemieniec miejscowi Ukraińcy zamordowali Polaka Wiktora Lisowskiego lat 30, męża Ukrainki, który wrócił do wsi na jej prośbę i „gwarancję bezpieczeństwa” ze strony jej rodziny.

We wsi Omelno pow. Sarny; świadek Józef Koziński (ur. 1932 r. we wsi Omelno): „Urodziłem się na Ukrainie. Wieś nazywa się Omelno. To jest koło Rokitna, jakieś 20 kilometrów [oddalona]. Mego ojca dziadek wyjechał z Krakowa, tam na Wołyń, on był leśniczym, bo tam duże lasy były, my też tam mieszkaliśmy, tam żyliśmy. Mieliśmy bardzo dobre stosunki z Ukraińcami… /.../ Ktoś poszedł, to mój wujek pojechał do lasu, już nie wrócił, i tam zaprowadzili jego na Sakłów. To blisko Sech [dziś Tomaszogród]. I tam jego zamordowali. I tam oni strasznie mordowali, bo oczy wyjmowali, języki odcinali, ręce łamali”.(Relacje z książki „Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943”). Prawdopodobnie był to czerwiec 1943.

W kol. Osowik pow. Sarny zamordowali 2 córki Bolesława Króla: 14-letnią Janinę i 17-letnią Teresę.

We wsi Ostrowy pow. Łuck zamordowali 3-osobową rodzinę Franciszka Rosińskiego, jego żonę Stefanię i ich 15-letniego syna Dionizego. 

W kol. Ostrów pow. Łuck zamordowali 3 Polaków, którzy przyjechali do swoich zagród po żywność.

We wsi Oszczów pow. Horochów upowcy zarąbali siekierami 25 Polaków, w tym 2 rodziny 5-osobowe i 2 rodziny nauczycielskie.

We wsi Ozdów pow. Łuck zamordowali 5 Polaków. 

W kol. Piórkowice pow. Kowel policjanci ukraińscy aresztowali Jana Żubera, który do domu już nie wrócił.

W majątku Płoska pow. Zdołbunów upowcy spalili majątek i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.

We wsi Połonka pow. Łuck zamordowali około 10 Polaków.

W majątku Pustomyty pow. Równe zamordowali co najmniej 32 Polaków. 

We wsi Puzów pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi upowcy związali drutem kolczastym uprowadzonego z kol. Worczyn nauczyciela Wincentego Sułka, torturowali go przez dwa dni aż do zgonu.

W kol. Radków pow. Dubno wymordowali całą polską kolonię, liczba ofiar nie została ustalona. 

We wsi Radomyśl pow. Łuck zamordowali około 12 Polaków, którzy pozostali we wsi. 

W kol. Radowicze pow. Kowel: Pod koniec czerwca upowcy bestialsko wymordowali jedną z rodzin Daszkiewiczów: ojca Jana, jego żonę Paulinę oraz dwie córki - Helenę z 9-miesięcznym dzieckiem i Leokadię, którą zakłuli widłami w stajni pod żłobem, gdzie się schowała. Pięcioletni synek Heleny, Stefan, skrył się pod szafą i ocalał; znaleziono go następnego dnia płaczącego przy zwłokach matki.” (Feliks Budzisz; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/ounowski-szlagier ; 31 marca 2014. Siemaszko..., s. 387 podają, że było to 28 sierpnia 1943).

W miasteczku Radziwiłłów pow. Dubno postrzelili śmiertelnie Antoniego Małeckiego.

We wsi Rafałówka Stara pow. Sarny: „W Starej Rafałówce, osadzie położonej w powiecie sarneńskim – w czerwcu – ponieśli śmierć Zakrzewscy, rodzice nieobecnego w czasie napady nadleśniczego, oraz nauczycielka, Polka (z domu Kokoczyńska), żona księdza prawosławnego z tej miejscowości”. (Stanisław Dłuski: “Fragment wielkiej zbrodni” ; w: „Las Polski”, nr 10 z 1991 roku). 

Na drodze z Rokitna do futoru Młynek pow. Sarny Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, Stanisława i Jakuba Adamskich.

W powiecie Równe woj. wołyńskie upowcy dokonali napadu na majątki ziemskie, które po obrabowaniu spalili oraz wymordowali mieszkającą tam ludność polską, liczby ofiar nie zostały ustalone; były to majątki: Hruszwica, Humienniki, Józefów, Krzywicze, Nowosiółki, Tudorów, Wołoszki , Woskodawy.

W kol. Rudnia Kniaźsielska pow. Kostopol policjanci ukraińscy z Niemcami podczas pacyfikacji zamordowali wg W. i E. Siemaszków 7 Polaków, natomiast Czesław Piotrowski w książce Przez Wołyń i Polesie na Podlasie (Warszawa 1998) na s. 29 pisze, że oddział AK „Bomby” spotkał 13 sierpnia 1943 roku spaloną wieś z tabliczką „Rudnia Kniaźsielska” oraz wysoki dębowy krzyż na wysokim nasypie z napisem: „Tu spoczywa 280 ciał narodu polskiego wymordowanego przez żandarmerię niemiecką”; spotkał też część mieszkańców ukrywających się w lesie, za bagnami.

W kol. Sadów pow. Łuck upowcy zamordowali 2 Polaków.

We wsi Sielce pow. Kowel „powstańcy ukraińscy” złapali i zamordowali dwie mieszkanki kolonii Sucha Łoza Wiktorię Kruczyńską i Annę Sokołowską.

We wsi Sienkiewiczówka pow. Łuck podczas obrony przed UPA zginęło 20 Polaków.  

W kolonii Siniaków pow. Łuck dokonali napadu na  rodzinę  Kaczmarczyków: „Pod koniec czerwca zostaliśmy doszczętnie obrabowani przez bandę ukraińską. Dziadek i moi wujkowie zostali strasznie pobici. Mieszkała u nas pani Paciejewska z szesnastoletnią córką, którą gwałcono na moim łóżku. Mieszkanie obrabowano i zdemolowano, wszystko potłukli”. (Kazimierz Rynkiewicz :”Wołyń woła o pamięć”; w: „Tygodnik Świdwiński”, nr 32 (74) z dn. 07.08.2003 roku; za:  http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/16-wolyn-nadal-wola-o-pamiec.html#comment-1 ).

W kol. Sitarówka pow. Łuck upowcy uprowadzili i zamordowali Mieczysława Jakubasa.

We wsi Skrobów Nowy pow. Lubartów policjanci ukraińscy z żandarmami niemieckimi zamordowali 7 Polaków i spalili wieś.

We wsi Skurcze pow. Łuck upowcy zamordowali 2 Polaków: Falkowskiego z 17-letnim synem Zenonem. 

Na drodze między wsią Skurcze pow. Łuck a miastem Horochów zamordowali 24-letniego Polaka.

We wsi Staryki pow. Sarny zamordowali 3 Polaków, w tym kobietę.

We wsi Stójło pow. Zdołbunów zamordowali 4 Polaków, w tym matkę z 14-letnim synem.

We wsi Strachosław pow. Hrubieszów: W czerwcu 1943 r. policjanci ukraińscy z posterunku Uchanie we wsi Strachosław, pod dowództwem niemieckiego oficera policji, zlikwidowali Teodora Szołocha i Jana Szołocha. (IPN, OBUiAD Lublin, PUBP w Hrubieszowie, Sprawa operacyjnego sprawdzenia Posterunek, 1944, 1973-1974, sygn. 020117).

W futorze Szlachecki Futor pow. Równe zamordowali 2 Polaków.

W kol. Teklówka pow. Horochów wymordowali kilkanaście rodzin polskich. 

W kol. Teresin oraz we wsi Beheta pow. Włodzimierz Wołyński: „Pod koniec czerwca 1943 r. do naszego domu przyleciały siostry: Sabinka i Helenka Nowaczyńskie, były bardzo przerażone. Zaczęły z miejsca opowiadać, jak ostatniej nocy z soboty na niedzielę, do ich domu przyjechali Ukraińcy i pod przymusem zabrali z domu ich tatusia, którego następnie brutalnie zamordowali, a ciało porzucili w lesie. Znalazły bowiem ciało zmasakrowanego ojca, był pobity, miał obcięty język i wydłubane oczy, na koniec dobili go strzałem w tył głowy. Widać było po śladach, że jeszcze się trochę czołgał, potem wyzionął ducha. Zaraz jego brat Jan Nowaczyński lat około 26, wybrał się we wskazane miejsce i przywiózł ciało do domu. Natomiast ja i mój brat Leonarko, obmyliśmy je starannie i ubraliśmy na ostatnią drogę, a już w poniedziałek ks. Franciszek poświęcił trumnę przed Kościołem. Sama uroczystość pogrzebowa odbyła się na cmentarzu, ale nawet tam, Polacy nie czuli się już spokojni. /.../ Przypuszczam także, że Wila i jego rodzinę Ukraińcy zamordowali tej samej nocy, co Władka Nowaczyńskiego. To była bardzo bogata rodzina polska, mieszkająca zaraz za lasem w ukraińskiej wsi Beheta. O ich tragedii dowiedziałam się od naszej rodziny na Teresinie”.(Janina Topolanek z d. Rusiecka; relację spisał Sławomir T. Roch).

Koło miasteczka Torczyn pow. Łuck złapali 14-letnią córkę Franciszka Liszyckiego, gdy rodzina ta uciekała ze wsi Mańków do Torczyna; i przybili ją do ziemi kołkiem przez brzuch (Siemaszko..., s. 644). 

W kol. Truskoty pow. Kowel zamordowali 9 Polaków: 2 rodziny 4-osobowe, w tym jedna z dziećmi lat 10 i 12 oraz kobietę. 

We wsi i majątku Tudorów pow. Równe: „Fedoriwka (Tudorów) – pomnik i miejsce pochówku mieszkańców wsi zamordowanych w czerwcu 1943 roku, w tym 35 rodzin polskich.   (Cmentarze polskie na terenie łuckiego okręgu konsularnego; w: www.luck.msz.gov.pl/resource/c2522e57-eddb-47ad-a5c7-8d96d2e66da3 ).

We wsi Tynne pow. Sarny zamordowali 2 Polki: Józefę Jakubowską, lat 39 i „Kowalową”.

We wsi Ujeźdźce pow. Dubno zamordowali 3-osobową rodzinę polską: Pawła Rogacza lat 25, jego żonę Bolesławę lat 23 oraz ich 9-miesięczne dziecko.

We wsi Ulaniki II pow. Łuck zamordowali 7 Polaków: matkę z 3 synami i 3 kuzynów.

W majątku Watyn pow. Łuck wymordowali nie ustaloną liczbę Polaków, obrabowali i spalili ich gospodarstwa.

We wsi Watyn pow. Łuck upowcy bestialsko zamordowali 21-letnią Zofię Morawską, łączniczkę AK, która wybrała się z Torczyna na wieś po żywność, jej ciało wydobyto ze studni.   

Pomiędzy wsią Weretenicze a kolonią Rafałówka pow. Sarny pod koniec czerwca 1943 roku wracając z zebrania konspiracyjnego wraz ze swoją współpracowniczką, jedną z córek Jana Borowskiego z Brzeziny, wpadł w zasadzkę ukraińskich nacjonalistów Marian Kobylański i został zakłuty bagnetami, ale nie na śmierć tylko zostawiony w zbożu jeszcze żywy aby skonał w męczarniach i upływu krwi. "Współpracowniczka" (prawdopodobnie współpracowała z Ukraińcami), dotarła żywa i zdrowa do Rafałówki gdzie opowiedziała o zdarzeniu. Szwagier Mariana, Andrzej Socha z Brzeziny żonaty z siostrą Mariana Michaliną, zorganizował oddział pomocy i pod ochroną kilku niemieckich żołnierzy Wehrmachtu, ruszyli na ratunek, jednak on już nie żył. (http://wolyn.ovh.org/opisy/brzezina-09.html).  

W kol. Wielkie pow. Włodzimierz Wołyński w nocy uprowadzali do lasu młodych Polaków „na przesłuchanie”, z którego kilkunastu już nie wróciło.

W majątku Wierzchy pow. Łuck obrabowali majątek (160 sztuk bydła, 60 koni), spalili i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.

We wsi Wigurzyce pow. Łuck zamordowali małżeństwo polskie Sebestiańskich i Janiewicza lat ok. 70.

W kol. Wilcze pow. Łuck w zasadzce w lesie upowcy zamordowali 55-letnią Paulinę Chorążyczewską  zadając jej wiele ran kłutych (Siemaszko..., s. 627). „W kolonii Wicze rozebrali do goła Józefa Bobera i Chorążyczewską Paulinę, brzuchy delikatnie rozcięli, sznury za kiszki przewlekli, do jednej sosny przywiązali i tańcować kazali”  (Melchior Wańkowicz: Od Stłpców po Kair, Warszawa 1969).

W kolonii Witosówka pow. Dubno: „Urodziłam się w 1922 r na Wołyniu we wsi Witosówka, zżyci byliśmy wszyscy. Razem Polacy z Ukraińcami, jak dzieci tak i dorośli, nie było różnicy Polak czy Ukrainiec. Zawierali nawet związki małżeńskie między sobą. /.../  W tym samym czasie zaczęły palić się okoliczne wioski: Perczyn, Budy, Buderaż, słychać też było strzały co oznaczało, że Ukraińcy mordują zamieszkałą tam ludność. Razem z mamą zaczęłyśmy namawiać ojca, aby jak najszybciej uciekać do Dubna, jeśli nie pojedziemy to banderowcy przyjdą też do nas i wszystkich wymordują. Ojciec zaczął nas uspokajać, że jest zbyt późno, jeżeli teraz byśmy pojechali to sami wejdziemy w ich ręce, należy odczekać gdzieś w ukryciu i dopiero za dnia pojechać do Dubna, „co będzie to będzie”. Tejże nocy nie nocowaliśmy nawet na własnym podwórku, poszliśmy w sąsiedzki las, aż na sam skraj. Nie wiadomo gdzie się ukryć, gdzie się zatrzymać, każdy krzaczek niepewny, za każdym drzewkiem może czaić się bandyta. Zaraz za lasem było żyto, a w życie krzaczek, pod tym krzaczkiem przyczaili się moi rodzice ja weszłam na czereśnię, która tam rosła. Chociaż nie miała jeszcze liści, wydawało mi się, że na niej będę bezpieczna. Było to niedługo przed Zielonymi Świątkami. Wieczorem jak się ściemniło następne wioski zaczęły się palić, słychać strzały, wycie psów../.../  Po dwóch tygodniach ojciec zdecydował, że musimy wrócić i zabrać świnię z prosiakami. Pojechaliśmy wieczorem, bo trzeba świnkę zamknąć w chlewie wieczorem, jak wróci z pastwiska, a rano zabrać. Przyjeżdżamy do sąsiada Hnatiuka Hrycko, ojciec zapytał się czy może na podwórzu u niego zostawić konie (tłumacząc po co przyjechał). Sąsiad nie tylko wyraził zgodę na pozostawienie konia, ale również nakarmił go i wprowadził pod zadaszenie. Zaproponował nam również nocleg, za co podziękowaliśmy, ale spać pójdziemy do siebie. Kiedy przyszliśmy do domu, zwierzęta był już w zagrodzie więc je zamknęliśmy, żeby nam rano nie uciekły. Sami poszliśmy do sąsiedniego lasu, tam też spotkaliśmy Polaków, sąsiadów - Bolesława Dolińskiego z matką. Usiedliśmy pod krzaczkiem by doczekać do rana. Około północy sąsiedzi zaproponowali abyśmy schowali się w stodole u innego sąsiada – Ukraińca, będzie nam cieplej. Na co ojciec:- A co będzie jak spotkamy banderowców? Ledwie wypowiedział te słowa, wybuchła strzelanina. Już obok nas pali się polska wioska Dłużek. Uciekamy, bo nas tu zobaczą, uciekamy do lasu smordewskiego. Skryliśmy się w tym lesie i oczekiwaliśmy do rana. Widzieliśmy gdzie się paliło, słyszeliśmy strzały, ryk bydła, krzyk kur, nad ranem strzelanina bardzo się wzmogła. W tej miejscowości mieszkała polska rodzina Kraszewskich i to właśnie tą rodzinę wymordowali ukraińscy bandyci. Będąc już w Dubnie, widziałam jak przywieźli dwunastu, a może piętnastu mężczyzn (dokładnie nie pamiętam), zamordowanych przez Ukraińców. Na placu ustawili trumny, była też przemowa, nie pamiętam jednak gdzie ich zamordowano. Innym razem pamiętam, było to w lecie, przywieźli trzy osoby zamordowane z Mieczysławówki, babka dziadek i wnuczka (panna) zwłoki były pocięte nożami. Ciała ułożyli w małym pokoiku przy głównej ulicy i tak leżały przez kilka dni. Jedni patrzyli z żalem, ale znalazł się również i taki, który powiedział: To na mydło. (Mord ten miał  miejsce w sierpniu 1943, być może dotyczy rodziny Maruszewskich – przypis Ś.Ż) Inny przypadek to nasz sąsiad z Witosówki, Sokołowski. Jak większość Polaków również i on musiał uciekać ze wsi do Dubna, a potem dojeżdżał na wieś po żywność i paszę dla zwierząt. Tak dojeżdżał z synem, a nawet kilka razy zdarzyło się że nocował u swoich sąsiadów, bowiem miał kilka maszyn jak: młocarnię, żniwiarkę i pomagał im w żniwach. Po jakimś czasie do Dubna wróciły tylko konie. Rodzina próbowała ich odszukać, lecz znaleźli tylko zwłoki syna, miał w głowę wbitych dwadzieścia gwoździ. Znam również rodzinę Zarembów, którzy mieszkają w Nidzicy koło Olsztyna. Im udało się uciec do miasta, natomiast jego teściowie zostali na wsi, myśląc że nic im nie grozi. Mylili się bardzo, rodziców wymordowali, zostawiając przy życiu ich dziecko, małego chłopczyka. Pozostawili go jako żywą przynętę, byli pewni, że ktoś przyjedzie zabrać dziecko, wtedy też mogliby dokończyć rzezi. Ktoś przekazał Zarembie, że malec głodny biegał od sąsiadów do sąsiadów z płaczem szukał matki, a spał w zbożu pod gołym niebem. Zdarzało się również, że ktoś ze znajomych zlitował się nad dzieckiem i dał kawałek chleba, lecz w obawie przed bandytami nikt nie odważył się przyjąć pod dach. Dopiero kiedy sowieckie wojska objęły te tereny, Zarembowa odważyła się pojechać do rodzinnej wsi w asyście sowieckich żołnierzy. Dowiedziała się, że jakiś Ukrainiec złapał dziecko za nogi i z całej siły uderzył jego głową w drzewo. Sąsiadka Sałecka uciekając do Dubna zostawiła w domu dwie jałówki, roczniaki. Żal jej było, no bo jak żyć bez pracy i postanowiła je zabrać. Wstała w niedzielę rano i zabrała się z sąsiadami, którzy jechali na swoje pole (wszystkie zabudowania były spalone). Razem z nią wstała jej mała sześcioletnia córeczka, więc pojechały obie. Powiązały te cielaki i wypędziły na szosę. Tam cielaki wyrwały się jej i uciekły do sąsiada Hnatiuka, więc poszły za nimi by gospodarz pomógł im je złapać. I wtedy ktoś matkę i córkę złapał i zaprowadził do piwnicy Janickich, tam też je zamordowano. Janicki w tym czasie też tam przyjechał i był w swoim ogrodzie, słyszał głuche strzały. Kiedy przyszedł do piwnicy to dziecko w agonii ruszało jeszcze rączką”. (Petronela Giszczak z domu Raczyńska: Wspomnienia z Wołynia – Witosówka i okolice. W: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/witosowka-wspomnienia.html ).

W kol. Wodnik pow. Równe Ukraińcy zamordowali Mieczysława Bronowickiego lat 16 oraz dzieci Adolfa: siostry lat 10 i 14 oraz ich 12-letniego brata.

W majątku Worobin pow. Sarny upowcy uprowadzili i zamordowali 55-letniego Stanisława Pakuzę.

W majątku Woronów  pow. Sarny obrabowali i spalili majątek oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków;  30 upowców zbiorowo zgwałciło córkę zarządcy majątku (Siemaszko...., s. 722).

W kol. Woronucha pow. Równe bulbowcy złapali Mariana Piotrowskiego, skrępowali mu ręce i uprowadzili do lasu w okolicach wsi Duża Sołpa. Tutaj kazali mu kopać dół. Gdy otrzymał cios w brzuch, odepchnął bagnet i zaczął uciekać, strzelano za nim, ale niecelnie. Franciszek Marcinkowski relacjonuje: „Zapadł zmrok, spoglądamy co chwilę w stronę lasu, jakby oczekując cudu. I w poświacie księżyca zamajaczyła czyjaś postać. Jest w bieli, podchodzi, słania się na nogach. Wygląda jak śmierć. Wychodzimy naprzeciw, poznajemy. To jest Marian. Jest w samej bieliźnie. Od pasa w dół czerwona wstęga krwi. Pada przed nami” (Franciszek Marcinkowski: Woronucha; Lublin 2002, s. 42 – 43). Zawieziony został do Międzyrzecza, ale konieczna była operacja w szpitalu w Równem. Nie dojechał, zmarł w drodze.   

W kol. Worotniów pow. Łuck upowcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską: 50-letnią Zofię Kwiatkowską i jej 6 dzieci w wieku 2 – 18 lat. 

We wsi Wólka Klesowska pow. Sarny zamordowali Mahońską z małą córeczką; 4-letni syn podczas napadu schował się pod poduszkę i ocalał, przeczekał i poszedł do dziadków do Klesowa. W wyniku szoku chłopiec zaniemówił.

We wsi Wólka Kotowska pow. Łuck zamordowali na drodze Franciszka Tarneckiego. 

W majątku Wujkowice pow. Horochów zamordowali 80 – 100 Polaków.

W kol. Zagaje pow. Łuck zamordowali 16 Polaków, w tym 11-osobową rodzinę; 80-letnia kobieta musiała przed zamordowaniem wykopać sobie grób (Siemaszko..., s. 552). 

W kol. Zahadka pow. Włodzimierz Wołyński miejscowy Ukrainiec podjął się doprowadzenia do Włodzimierza młodej Polki Reginy Garczyńskiej, która odwiedziła rodzinę i wiozła z powrotem żywność. W okolicach wsi Mohylno wydał ją w ręce upowców, którzy przywiązali ją rozebraną do drzewa i gwałcili; rozpalili ognisko i następnie wkładali ofierze w narządy rodne rozpalone żelazo (Siemaszko...., s. 949, 959). 

W kol. Ziwka Stara pow. Kostopol pod koniec czerwca Ukraińcy zamordowali kilku Polaków.

We wsi Żeleźnica pow. Równe zamordowali 5 Polaków: Aleksandra Żygadło z żoną Marią, ich córką  Bronisławą i synem Stanisławem lat 12 oraz starszą kobietę Antoninę Gołębiowską.  

We wsi Żukowiec pow. Łuck zamordowali 3-osobową rodzinę Falkowskich.

 

 

   W I półroczu 1943 roku:  

W kol. Amelin pow. Równe upowcy zamordowali 4-osobową rodzinę Kuklinowskich, uciekł najmłodszy syn lat 14. 

We wsi i kol. Antonówka pow. Horochów wymordowali większość mieszkających tutaj Polaków: kolonię polską oraz kilka rodzin we wsi, liczba ofiar nie została ustalona.

W majątku koło Bereznego pow. Kostopol zmordowali 3-osobową rodzinę polską pracownika majątku: Juliana Płomińskiego, jego żonę Anielę i ich syna Zbigniewa.

We wsi Derewek pow. Kamień Koszyrski w pierwszej połowie 1943 r. w wyniku donosu miejscowego Ukraińca o ukrywaniu Żyda został zamordowany przez żandarmerię niemiecką Winerowicz Władysław (prof. zw. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Straty ludności polskiej w byłym województwie poleskim na skutek ludobójstwa popełnionego przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-1947, dane wstępne. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich; Kędzierzyn-Koźle 2017, tom 9).

We wsi Cepcewicze Wielkie pow. Sarny upowcy zamordowali 30-letnią Olgę Wolak.

W futorze Drygany (Dorohany) pow. Krzemieniec rodziny polskie ukryły się w skalnych wyrobiskach i tam ich upowcy wymordowali, około 12 rodzin.

We wsi Dublany pow. Dubno zamordowali kilkudziesięciu Polaków.

We wsi Dubówka pow. Sarny zamordowali kilku Polaków. 

W majątku i wsi Fusów pow. Horochów wymordowali kilkanaście rodzin polskich.

We wsi Holatyn Dolny pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich. 

W futorze Huciska Stożeckie pow. Krzemieniec zamordowali 3 Polaków, w tym 4-letniego chłopca.

We wsi Huta Stara pow. Kostopol  trzech Ukraińców zamordowało polskiego nauczyciela Jerzego Jeża tłukąc jego głową o ławki, aż wypłynął mózg.

We wsi Jankiewicze pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali kilka rodzin polskich.

W kol. Janówka pow. Horochów zamordowali kilkanaście polskich rodzin, w tym wiadomo o spaleniu 3 dzieci żywcem.

W kol. Jasnobór pow. Kostopol wymordowali prawie wszystkie rodziny w tej polskiej kolonii. 

W kol. Jungówka pow. Horochów zamordowali Wiktora Dąbrowskiego. 

W futorze Kołbanie pow. Sarny podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków. 

W kol. Kołmaczówka pow. Horochów w bestialski sposób zamordowali co najmniej 35 Polaków, w tym rodzinę z 3 dzieci; ofiary miały porozdzieraną skórę, poucinane nosy, języki, uszy i rozprute brzuchy;  niemowlę miało rozdeptaną główkę, wyłamane rączki i nóżki i rozcapierzone, z przypiętym napisem: „polski orzeł” (Siemaszko..., s. 123).

W kol. Kopaczówka pow. Sarny zamordowali 5-osobową rodzinę polską kowala, która nie opuściła kolonii.

We wsi Krzywucha pow. Dubno zamordowali polskie małżeństwo Broczków uciekające z podpalonego ich domu. 

W kol. Kurhany pow. Kostopol zamordowali kilka rodzin polskich.

W majątku i wsi Laszki pow. Horochów zamordowali kilka (kilkanaście?) rodzin polskich. 

We wsi Lipa pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich, ustalono tylko dwa nazwiska.

W kol. Lipszczyzna pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich.

W kol. Maniowo pow. Łuck zamordowali 5 Polaków:  4-osobową rodzinę: Łucję Sawicką, której połamali ręce i nogi i wrzucili ją do płonącego domu, jej syna z żoną i 7-letniego wnuka oraz zginął członek samoobrony, która przybyła na pomoc.

W okolicach Młyńska pow. Kostopol wymordowali ponad 150 Polaków, żyjących w futorach w lesie i w ukraińskich wsiach, m.in. nauczyciela przywiązali do drzewa i torturowali przez kilka dni; mężczyźnie wycięli pępek i wyciągnęli jelito, którym okręcili drzewo (Siemaszko..., s. 322).

W futorze Moczary pow. Krzemieniec zamordowali 18 Polaków.

W kol. i wsi Mytnica pow. Dubno wymordowali kilkadziesiąt rodzin polskich, imiennie znanych jest 9 zamordowanych Polaków z 2 rodzin

W kol. Osówka pow. Kostopol zamordowali 3 Polaków, w tym 2 kobiety. 

We wsi Ostrów pow. Dubno zamordowali kilka rodzin polskich.

We wsi Pieczychwosty pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich. 

We wsi Police pow. Sarny miejscowi Ukraińcy należący do UPA wymordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane są 3 zamordowane rodziny.

We wsi Rogoźno pow. Dubno Ukraińcy wymordowali około 20 rodzin polskich. 

W kol. Serniki pow. Horochów zamordowali 3 Polaków, w tym 14-letnią dziewczynkę wrzucili do studni.

We wsi Szpikołosy pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich

We wsi Tesłuhów pow. Dubno zamordowali kilkanaście rodzin polskich

W kol. Tomaszówka pow. Dubno zamordowali Mitkowskiego. 

W kol. Wandówka pow. Włodzimierz Wołyński zastrzelili żonę Kazimierza Śniadeckiego.

W osadzie Zamościska pow. Dubno wymordowali wszystkie rodziny w tej polskiej osadzie, liczby ofiar nie ustalono.

We wsi Zasławie pow. Sarny  miejscowi bulbowcy zamordowali Polkę Całkowską i jej 6 dzieci, uratowany Całkowski mścił się zabijając pojedynczo morderców - sąsiadów, aż został schwytany przez policjantów ukraińskich i zastrzelony (Siemaszko...., s. 773).

We wsi Zastawie pow. Horochów Ukraińcy zamordowali Ambrożego Strutyńskiego.

 

                                                                                                                   Stanisław Żurek

 

Podstawowe źródła opracowania, które nie są wymieniane przy podawanych przypadkach zbrodni: 

Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007. 

Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof:: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.

Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp9.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud13.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 384 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6266940