Trzeba mieć banderowską butę, aby podczas obchodów 75. rocznicy ludobójstwa okrutnego dokonanego przez OUN – UPA na ludności polskiej przyjechać pod pomnik zbrodniarzy, do Polski, kraju ich ofiar. Bo owszem, w ogniu walki zginęło w Sahryniu zapewne kilkadziesiąt osób ludności cywilnej, i na pewno niewinnej, ale przecież głównie polegli tam ukraińscy mordercy, ulokowani na posterunku policji ukraińskiej i w innych punktach oporu, w tym w cerkwi. Akcja oddziałów Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich  nie była przeprowadzona nocą na wioskę zamieszkałą przez bezbronną ludność ukraińską. Nie była ona też torturowana i rąbana siekierami „od niemowlęcia w kołysce po starca nad grobem”. Nie była realizacją zaplanowanej odgórnie tzw. czystki etnicznej, aby Polska była „jak szklanka czystej wody”. Była to akcja  wyprzedzająca na zgromadzone oddziały ukraińskich faszystów planujące dokonać rzezi ludności polskiej na Lubelszczyźnie, na wzór Wołynia i Małopolski Wschodniej. Ponieważ walka toczyła się w obrębie wsi, aby zminimalizować ofiary wśród  ludności cywilnej, dowódca akcji wydał rozkaz jej oszczędzania. Oddziały UPA nie kwaterowały w lasach, ale właśnie we wsiach, z których porobiły obozy warowne, celowo więc z ludności cywilnej robiły sobie tarczę i brały pod uwagę, że w przypadku walk poniesie ona straty. W Sahryniu najcięższe walki toczyły się podczas zdobywania posterunku policji ukraińskiej i pod cerkwią, z której banderowcy zrobili silny punkt oporu. Tymczasem na pomniku wśród ofiar nie ma „obrońców wsi”, są tylko ofiary cywilne. Wszyscy oni w trakcie walki pouciekali? Czy też pomnik ten jest klasyczną, bezczelną banderowską manipulacją? 

Gdyby „mord w Sahryniu” nastąpił przed „zbrodnią w Parośli” (8 lutego 1943 roku) można by mówić o „polskiej zbrodni”, ale już po  tzw. „Krwawej Niedzieli” 11 lipca 1943 roku Sahryń wpisuje się tylko w walkę samoobrony polskiej z uzbrojonym (głównie przez Niemców) przeciwnikiem zamierzającym kontynuować „czystkę etniczną”, tym razem na Lubelszczyźnie.     

Prof. Andrzej Leon Sowa pisze: „Charakterystyczny jest także widoczny w kolejnych materiałach ukraińskich postępujący wzrost liczby Ukraińców pomordowanych przez Polaków na terenie pow. hrubieszowskiego wiosną 1944 r. Z tekstu „Chełmska ziemia domaga się odpłaty” dowiadujemy się, że 10 marca 1944 r. w Sahryniu zginęło 227 osób, a na terenie całego pow. hrubieszowskiego (do 15 kwietnia) w 36 spalonych wsiach zamordowano 875 osób (s. 350). W memoriale Chełmskiej Rady z 30 kwietnia 1944 r. liczba ofiar w Sahryniu wyniosła już ponad siedemset, a liczba pomordowanych w pow. hrubieszowskim tylko w marcu 1944 r. sięgała 2 tys. (s. 366). Ale to nie koniec. W dokumencie (nieopublikowanym przez dr. Wiatrowycza), sygnowanym prawdopodobnie przez to samo ciało, co dokument poprzedni, a datowanym na 15 maja 1944 r., mowa jest już o 52 zniszczonych wioskach i 4 tys. pomordowanych Ukraińców (M. Siwicki, Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich, t. 3, Warszawa 1994, s. 126)”. (Andrzej Leon Sowa „Polśko-ukrajinśki stosunki w 1942–1947 rokach u dokumentach OUN ta UPA", red. Wołodymyr Wiatrowycz, Lwów 2011 : [recenzja]; w:  Pamięć i Sprawiedliwość 12/1 (21), 450-460 2013). 

 „Hucpa pomnikowa” zaczęła się w Sahryniu w 2008 roku. „- Już latem w Sahryniu, w gm. Werbkowice powinien stanąć pomnik, upamiętniający ponad 200 Ukraińców, którzy zginęli w marcu 1944 roku - zapowiada Mykoła Romaniuk, przewodniczący obwodowej administracji państwowej obwodu wołyńskiego. - Nie będzie napisu oskarżającego kogokolwiek o zabicie Ukraińców.
 Rafał Wnuk przypuszcza, że ze względu właśnie na historię obu narodów, dla strony polskiej nie do przyjęcia byłoby, gdyby na pomniku pojawił się napis informujący o tym, że Polacy, żołnierze Armii Krajowej zabijali Ukraińców.  /.../  Mykoła zarzeka się, że napis będzie nawiązywał tylko do upamiętnienia zmarłych. O tym, aby inskrypcja na pomniku miała wskazywać na Polaków jako sprawców, nie ma nawet mowy.  - Tutaj nie ma żadnej polityki. My chcemy mieć pomnik upamiętniający Ukraińców, którzy zginęli w Polsce, tak jak Polacy chcą mieć pomniki, i już takie są, swoich rodaków, pochowanych na Wołyniu - mówi Mykoła Romaniuk. (Adam Jaworski: Ukraińcom krzyż na zgodę”; za: http://www.roztocze.net/newsroom.php/24540_Ukrai%C5%84com_krzy%C5%BC_na_zgod%C4%99_.html )
Na internetowym forum Inne Oblicza Historii jeden z dyskutantów pisze: „Powstaje jeszcze pytanie czy pomnik ma uczcić również poległych upowców i policjantów, czy też tylko ludność cywilną, która tam zginęła. Jeśli tylko poległą ludność to czy również tę jej część, która była uzbrojoną formacją UNS, biorącą udział w depolonizacji hrubieszowszczyzny? W jaki sposób ustalić kto był winny a kto niewinny? Jedno można powiedzieć z całą pewnością; rozbicie przez połączone siły AK i BCH sahryńskiego kuszcza uchroniło od niechybnej śmierci wiele istnień ludzkich - potencjalnych ofiar ukraińskich nacjonalistów. I chwała za to AK i BCH. To im należy się tam pomnik." (Sahryń - www.inneobliczahistorii).    

I mamy efekt końcowy zawartych porozumień polsko-ukraińskich: Na cmentarzu w podhrubieszowskim Sahryniu wisi nad grobem tablica z wykazem Ukraińców "ubitych” przez AK. Po drugiej stronie granicy na nielicznych krzyżach próżno szukać informacji na temat zbrodni popełnionych przez UPA. Czasami pojawia się napis "Zginęli tragicznie”. - To tak, jakby 100 tysięcy Polaków wpadło pod samochód - mówi 80-letni Stanisław Filipowicz z Zamościa, który 65 lat temu cudem uniknął rzezi w kościele w Porycku (obecnie Pawliwka) na Wołyniu. 11 lipca 1943 r. UPA zamordowała tam około 200 Polaków, w tym matkę, dwie siostry oraz siostrzenicę Filipowicza. - Pięć lat temu, przed odsłonięciem pomnika Pojednania, "niewidzialna ręka” wycięła w nocy z kamiennego krzyża na cmentarzu słowo "zamordowanych” - wspomina. - To była misterna, zegarmistrzowska robota. Zauważyłem to już po uroczystościach. Jeżeli Polacy nie zostali zamordowani, to co się z nimi stało? Umarli, wpadli pod samochód? Wiadomo za to, co się stało z Ukraińcami, którzy spoczywają na cmentarzu w Sahryniu pod Hrubieszowem. Na tablicy stoi jak wół: "Ubiti AK”. (Leszek Wójtowicz: Fałszują polsko-ukraińską historię; w: „Dziennik Wschodni” z 18 listopada 2008 roku; za: http://www.dziennikwschodni.pl/zamosc/n,1000082467,falszuja-polsko-ukrainska-historie.html).   

7 września 2009 roku prezydent Lech Kaczyński razem z prezydentem Wiktorem Juszczenką mieli wziąć udział w odsłonięciu „pomnika ukraińskich ofiar Armii Krajowej” w Sahryniu na Lubelszczyźnie, ale spotkali się tylko w Warszawie. Na cmentarzu prawosławnym na Woli odsłonili krzyż upamiętniający ofiary Wielkiego Głodu na Ukrainie oraz złożyli kwiaty pod pomnikiem polskich i ukraińskich żołnierzy poległych w latach 1918 – 1920. „Atmosferę do spotkania w miejscu pamięci ukraińskich ofiar mogły popsuć doświadczenia związane ze stawianiem pomnika w Sahryniu. Ukraiński odpowiednik ROPWiM już po zaakceptowaniu ostatecznego projektu przez polską stronę samowolnie wprowadził korekty. Na tablicy pamiątkowej dopisano trzy nieuzgodnione wcześniej miejscowości i ok. 20 nazwisk ofiar (Tomasz Nieśpiał: W Sahryniu nie będzie pojednania; w: „Rzeczpospolita” z 7 września 2009). Łamanie prawa, nie dotrzymywanie zobowiązań, to już klasyczna ukraińska metoda „dialogu polsko-ukraińskiego”. Pomimo zaproszenia w uroczystości nie wziął udziału Związek Wypędzonych z Kresów Wschodnich RP. Prezes związku, Jan Skalski, powiedział: „Uznaliśmy, że nie weźmiemy udziału w tej uroczystości, bo wydarzenie, które miało miejsce w 1944 roku na terenie Polski okupowanej przez Niemców upoważniało i konstytucyjnie zobowiązywało Siły Zbrojne Rzeczypospolitej, uznane zresztą przez społeczność międzynarodową, do stosowania wszelkich środków mających na celu obronę niepodległości Rzeczypospolitej. AK wykonywała swoje obowiązki. /.../ Jako chrześcijanie oddajemy hołd poległym w Sahryniu w czasie wojny. Podkreślam: poległym, bo z pewnością AK nikogo nie mordowała” (Marcin Austyn: Okoliczności wskazały na odmowę; w: „Nasz Dziennik” z 8 września 2009).

„Pan Hrihorij Spodaryk pisze: „Pawliwka (Poryck) i Sahryń, które pozostawiły dużo bólu...”. Ot, i równowaga. Była Pawliwka (Poryck) i był Sahryń. Już takie porównanie powoduje dalszy ból. Nie można wybrać z kontekstu dwóch miejscowości czy wydarzeń. Trzeba porównywać dwieście tysięcy ofiar do 2 tysięcy. Takie porównanie dawałoby dopiero odpowiednie proporcje co do wielkości bólu. Ponadto w Porycku był napad na rozmodlonych w kościele ludzi w czasie mszy św. a w Sahryniu napad na sztab uzbrojonych ludobójców” (Antoni Mariański: Zapomnieć, czyli pamiętać; w: „Myśl Polska” z  27 września 2009).

Minęło 10 lat, w czasie których faszyści ukraińscy potrafili tylko kilkakrotnie zawyżać swoje ofiary,  nie oglądając się na żadne ustalenia naukowe historyków.  

Niedawno, 10 marca br., w Sahryniu miała miejsce kolejna banderowska hucpa oficjalnie określana jako uroczystości upamiętniające Ukraińców, którzy zginęli 10 marca 1944 roku podczas akcji AK i BCh przeciwko UPA i mieszkańcom wsi wspierających ich działania. W skład oficjalnej delegacji ukraińskiej z Wołynia, której przewodził Ołeksandr Pyrożyk, wiceszef wołyńskiej, neobanderowskiej Swobody, a zarazem pierwszy zastępca przewodniczącego wołyńskiej rady obwodowej, wchodzili przedstawiciele tej rady, obwodowej administracji państwowej i różnych organizacji. Między innymi Bractwa Weteranów OUN – UPA im. Kłyma Sawura, a także Ukraińskiego IPN. W uroczystości brali również udział także inni, prominentni działacze Swobody: Serhij Siwak, deputowany rady obwodowej, deputowani łuckiej rady miejskiej Wiktor Jaszczuk i Mykoła Romaniuk oraz „swobodowcy” z obwodu łuckiego, m.in. Andrij Hnatiuk i Ihor Baranczuk. Według relacji Wiesława Huka ze Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu z siedzibą w Zamościu dla „Kroniki Tygodnia”, w uroczystościach zorganizowanych przez środowiska ukraińskie w Sahryniu wzięło udział ponad 100 osób. Wśród nich byli m.in. wiceszef MSZ Ukrainy Wasyl Bodnar, ambasador Ukrainy Andrij Deszczyca, konsul generalny Ukrainy w Lublinie Wasyl Pawluk, a także prezes Związku Ukraińców w Polsce Petro Tyma.

Podczas uroczystości w Sahryniu odczytano list prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, w którym napisał o ukraińskich ofiarach akcji sprzed 74 lat, że „jedyną podstawą wyroku śmierci była ich przynależność do narodu ukraińskiego”. Zaznaczył też, że nie można zbijać na tragedii kapitału politycznego: „Jednocześnie nie zapominamy i o bolesnych stronach naszych relacji. Natomiast mierzyć się nawzajem przelaną krwią i zdobywać na tragedii dywidendy polityczne – to droga donikąd”. Poroszenko wyraził też nadzieję, że pomnik Ukraińców w Sahryniu zostanie niebawem oficjalnie odsłonięty przez prezydentów Polski i Ukrainy. „Jestem do tego gotów” –oświadczył Poroszenko. (Za: Kresy.pl).

 Te wyuczoną banderowską mantrę Poroszenko powtórzył 8 lipca br. podczas wizyty w Sahryniu. Zaapelował on o pojednanie historyczne z Polską. Oświadczył, że jego kraj jest przeciwny upolitycznianiu przeszłości i potwierdził, że Ukraina gotowa jest do dialogu na ten temat. Poroszenko powiedział m.in.: „Jestem przekonany, że i w polskim i w ukraińskim społeczeństwie jest wystarczająco dużo mądrości, by zrozumieć, że jakikolwiek konflikt między nami osłabia nas samych. Dzieje się tak, kiedy przed naszymi krajami stoi wspólne zagrożenie ze wschodu i gdy prowadzona przeciwko Ukrainie wojna hybrydowa Kremla rozpełza się na całą Europę.  Jakiekolwiek próby wykorzystywania przez jakiekolwiek siły polityczne pamięci historycznej dla podniesienia swoich notowań, jest absolutnie niedopuszczalne. Mierzenie się przelaną krwią naszych narodów i zdobywanie dywidend politycznych na tragedii jest haniebne, jest nie do przyjęcia. Ta droga prowadzi donikąd. Uważam, że jest to zdrada pamięci niewinnych ofiar naszej wspólnej tragedii”.

Każde jego zdanie zawiera kłamstwo. Ukraina nachalnie i bezczelnie upolitycznia przeszłość. Co przyjęło już jaskrawy wyraz w dekretach prezydenta Wiktora Juszczenki heroizujące Stepana Banderę i UPA, a jego kulminacją była ustawa Wierchownej Rady Ukrainy przyjęta w czasie wizyty w ukraińskim parlamencie prezydenta Bronisława Komorowskiego i zatwierdzona prze tegoż „przeciwnika upolityczniania przeszłości” Petra Poroszenkę. Trudno chyba podejrzewać, że prezydent Ukrainy Petro Poroszenko ma tak ograniczone zdolności intelektualne, że nie potrafi z faktów wyciągać nawet podstawowych wniosków logicznych. Moim zdaniem jest to wynik upośledzenia moralnego, co wcześniej było podstawową cechą politruków sowieckich.  Robi on dokładnie to, co określa jako „absolutnie niedopuszczalne”, a do Sahrynia przyjechał „mierzyć się przelaną krwią naszych narodów”. Można zgodzić się tylko z jednym jego stwierdzeniem, faktycznie „ta droga prowadzi donikąd”.  Oby o tym przekonał się jak najszybciej, dla dobra Ukrainy i Polski.  O tym, że pomnik ten jest nielegalny, bowiem strona ukraińska złamała podpisane porozumienie ze stroną polska, oczywiście nie było ani słowa wzmianki.

Poroszenko odniósł się również do sprawy ustawy o IPN. Powiedział, że Kijów liczy na zmiany w nowelizacji ustawy o IPN w części, która dotyczy Ukraińców i potwierdza ustalenia w sprawie gotowości do odblokowania prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na terytorium Ukrainy. Wspieramy inicjatywy zmian w znanej nowelizacji polskiej ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Liczymy, że zostaną w niej także zmienione zapisy, które dotyczą oceny Ukraińców. Potwierdzam oddanie dla ustaleń politycznych, zawartych podczas mojego spotkania z prezydentem Andrzejem Dudą w grudniu ubiegłego roku w Charkowie, dotyczących odblokowania prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych strony polskiej na terytorium Ukrainy. Oczekujemy, że w najbliższym czasie nasi eksperci rozpoczną odpowiednie prace” – dodał Poroszenko. (Za: Poroszenko oddał hołd zamordowanym i zaapelował o pojednanie historyczne z Polską: Liczymy na zmiany w ustawie o IPN; w: https://wpolityce.pl/swiat/402982-poroszenko-apeluje-o-pojednanie-historyczne-z-polska ).

Z wypowiedzi Poroszenki wynika jasno, że znowelizowana ustawa o IPN „jest solą w oku” dla  gloryfikatorów ukraińskich ludobójczych formacji OUN i UPA i utrudnia im prowadzenie takiej polityki historycznej w Polsce. Natomiast nie widzi on żadnego problemu związanego z faktem, że to władze Ukrainy pierwsze wprowadziły sankcje karne za krytykę tych ludobójczych  formacji uznając je za bohaterskie, narodowo-wyzwoleńcze. Faktycznie, „wyzwoliły” one Ukrainę z ponad pół miliona mieszkających tam bezbronnych cywilnych obywateli, głównie narodowości żydowskie, polskiej, ormiańskiej i... ukraińskiej. 

Na tymże portalu wpolityce.pl do słów Poroszenki stwierdzających, że łączy nas wspólne zagrożenie ze strony Rosji, odniósł się prof. Mieczysław Ryba, który powiedział: „Kwestia Rosji, owszem jest istotna, ale nie ma nic do rzeczy w kwestii ludobójstwa na Polakach. Zagrożenie rosyjskie nie może być wykorzystywane przez Ukrainę do zakłamywania historii ludobójstwa na Wołyniu. Sowiecki najazd z którym walczyła UPA nie usprawiedliwia jej ludobójstwa na Polakach. Kwestie historyczne między nami muszą być załatwione, ponieważ nikt nie zagwarantuje, że ktoś nie będzie budował tożsamości politycznej konkretnych ugrupowań i programów wychowawczych w szkołach na tradycji OUN-UPA do której odwoływać się nie wolno.”

Niestety, tej prostej i etycznej zasady nie jest w stanie przyswoić sobie także w Polsce część tzw. elit, zarówno politycznych, uczelnianych jak i dziennikarskich. Trudno przewidzieć, czy ta „gangrena moralna” będzie rozszerzać się, czy zanikać. Można tylko wywnioskować, że owa „wojna z Rosją” bardzo potrzebna jest propagandowo ekipie Poroszenki. Zakończenie tej wojny wiązałoby się z końcem jej rządów. A na to nie może pozwolić sobie oligarchia żydowska sterująca polityką USA, aczkolwiek oczywiście nie ujawnia swoich dalekosiężnych planów związanych z Ukrainą. Używając do tego celi „użytecznych idiotów”, jakimi niewątpliwie są na Ukrainie Wiatrowycz, Seremeta czy Klimkin, zaczadzeni nazistowską ideologią Dmytro Doncowa i mający wsparcie wśród „dzieci i wnucząt” ukraińskich zbrodniarzy, którym udało się uciec pod koniec wojny do Kanady i USA, do tego ze zrabowanym złotem i biżuterią wymordowanej ludności żydowskiej i polskiej, w tym ze zniszczonych prze nich kościołów katolickich. Oni nie musieli dorabiać się drogą „od pucybuta do milionera”, startowali z często znacznym zasobem „precjozów”, które mogli zainwestować i obecnie mają duży wpływ na politykę, zwłaszcza w Kanadzie. W latach 90-tych, na początku III RP to głównie ich „dolary kanadyjskie” służyły do budowania probanderowskiego lobby w Polsce. Nie tylko wśród mniejszości ukraińskiej. Także „rdzenni” Polacy za te dolary publikowali „odpowiednie” artykuły w mediach polskich (prasa, telewizja), wydawali „właściwe” książki, wyjeżdżali na sponsorowane stypendia (głównie do Kanady i USA), sympozja, prowadzili prace „naukowe” na uczelniach, itp. Porobili kariery i do dzisiaj spłacają ów „dług wdzięczności”, przy czym obecnie rolę kanadyjskich i amerykańskich „darczyńców – dobrodziejów” przejęło państwo polskie i samorządy. Obecnie „bogata” Polska w dużej mierze sponsoruje „biedną” Ukrainę, przełykając z pokorą kolejne banderowskie burdy i prowokacje, jakie spotykają ją od strony „ukraińskich przyjaciół”.

Intryguje natomiast, co wymyślą oni, aby uniemożliwić wznowienie ekshumacji polskich ofiar z dołów śmierci na Ukrainie, bo jest oczywiste, że poszukują jakiegokolwiek, nawet najbardziej absurdalnego pretekstu.

I na nic się nie zdadzą „modlitwy proszalne”, jakie zawiózł prezydent Andrzej Duda na Ukrainę w ramach obchodów  75.rocznicy ludobójstwa.

W niedzielę 8 lipca wziął on udział w mszy świętej w intencji ofiar mordu, odprawionej w Katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku. Po mszy Duda przekazał na ręce ordynariusza diecezji łuckiej biskupa Witalija Skomarowskiego pamiątkowy krzyż poświęcony pamięci pomordowanych Polaków.

Prezydent zaapelował też do władz Ukrainy o możliwość prowadzenia ekshumacji na terytorium Ukrainy i godnego upamiętnienia ofiar Wołynia. „Jako prezydent Polski mam tylko jedną jeszcze prośbę – mówię do zgromadzonych tutaj mieszkańców Ołyki, mówię też do przedstawicieli władz Ukrainy, którzy być może zobaczą mnie za pośrednictwem mediów i usłyszą tę wypowiedź. Chciałbym, aby każdy z Polaków, którzy kiedyś zostali zamordowani i leżą w tej ziemi, odzyskał swoje imię i nazwisko. Żeby był oznaczony w miejscu, w którym spoczywa. Aby rodzina mogła przyjechać, złożyć kwiaty na mogile swojego najbliższego, pomodlić się. (…) Chciałbym, żeby władze Ukrainy na to pozwoliły. Aby można było przeprowadzić stosowne prace. (…) To jest moja wielka prośba.  Aby ta prawda była możliwa, aby do końca to wybaczenie było możliwe, aby z serca można było odepchnąć gniew, żal, to właśnie jest potrzebne, takie katharsis w postaci możliwości zapalenia świecy na grobie najbliższego (…) Mam nadzieję, że nikomu nie trzeba tłumaczyć jak to ważne” –  prosił prezydent Polski.

Znany podróżnik Wojciech Cejrowski powiedział niedawno w jednym z programów telewizyjnych, że „z głupkami się nie rozmawia”. Tym bardziej nie prowadzi się negocjacji z szujami oszustami. W relacjach międzynarodowych stawia się niezbędne warunki dyplomatyczne, a na takie niewątpliwie obecne władze Ukrainy już zasługują. „Modlitwy proszalne” zbędą śmiechem i jakimś kolejnym gestem aroganckim, albo wręcz chamskim w stylu wizyty Poroszenki w Sahryniu. 

 

Strona ukraińska nie przestrzega żadnych umów podpisanych ze stroną polską, w tym umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Ukrainy ”O ochronie miejsc pamięci i spoczynku ofiar wojny i represji politycznych” sporządzonej w Warszawie dnia 21 marca 1994 roku.

W myśl tej  umowy „Rząd Rzeczypospolitej Polskiej i Rząd Ukrainy, zwane dalej Umawiającymi się Stronami, zgodnie z dążeniem swoich narodów do godnego uczczenia miejsc pamięci i spoczynku osób poległych i pomordowanych zarówno na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jak i Ukrainy na skutek wojen i represji politycznych, mając na względzie postanowienia artykułu 17 Traktatu między Rzeczpospolitą Polską a Ukrainą o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i współpracy, podpisanego w Warszawie dnia 18 maja 1992 roku, kierując się odpowiednimi postanowieniami Konwencji genewskich o ochronie ofiar wojny z dnia 12 sierpnia 1949 r. oraz Protokołów dodatkowych do nich, dążąc do zapewnienia wolnego przepływu informacji i pełnego dostępu do potwierdzonej źródłowo prawdy, działając na rzecz zbliżenia obu narodów i ich wzajemnego zrozumienia w przyszłości,uzgodniły, co następuje:
Art. 1.
Umawiające się Strony będą się kierować postanowieniami niniejszej Umowy przy rozwiązywaniu wszelkich problemów związanych z ustaleniem, rejestracją, urządzeniem, zachowaniem i należytym utrzymaniem miejsc pamięci i spoczynku ofiar wojny i represji politycznych, jak również z ekshumacją szczątków zwłok i ponownym, godnym ich pamięci, pochowaniem.
Art. 2.
Umawiające się Strony uzgodniły, że w niniejszej Umowie:
- "miejsce pamięci" to miejsce związane z walką lub męczeństwem,
- "urządzenie miejsc pamięci i spoczynku" to wyznaczenie ich granic, postawienie nagrobków, pomników i obiektów upamiętniających oraz umieszczenie tablic pamiątkowych, /.../
Art. 3.
1. Umawiające się Strony będą wymieniać posiadane informacje dotyczące położenia miejsc pamięci i spoczynku, ich liczby i wielkości oraz danych osobowych poległych i pomordowanych, jak również wszelkie inne informacje dotyczące tych osób, związane z realizacją niniejszej umowy. Na podstawie tych informacji sporządzone zostaną oficjalne wykazy miejsc pamięci i spoczynku.
2. W przypadku ujawnienia nowych miejsc pamięci lub spoczynku, Umawiająca się Strona, na której terytorium państwowym one się znajdują, podejmie niezwłocznie działania w celu ich ochrony. .,,,. 
Art. 4.
1. Każda z Umawiających się Stron na swoim terytorium państwowym będzie utrzymywać miejsca pamięci i spoczynku żołnierzy i osób cywilnych drugiej Umawiającej się Strony, wymienione w artykule 1. niniejszej umowy, zgodnie z odpowiednimi postanowieniami Konwencji genewskich o ochronie ofiar wojny i Protokołów dodatkowych do nich.
2. Każda z Umawiających się Stron na swoim terytorium państwowym będzie sprzyjać przedsięwzięciom drugiej Umawiającej się Strony w zakresie urządzania miejsc pamięci i spoczynku oraz uczczenia pamięci poległych i pomordowanych. Mogą być przy tym wykorzystywane symbole narodowe i religijne. W poszczególnych przypadkach za zgodą Umawiających się Stron mogą być stosowane również inne formy upamiętnienia poległych i pomordowanych. /.../
Art. 7.
1. Każda z Umawiających się Stron będzie przyjmować na swym terytorium państwowym specjalne grupy robocze drugiej Umawiającej się Strony, upoważnione przez właściwe instytucje obu Umawiających się Stron do rozwiązywania problemów związanych z ustaleniem danych osobowych poległych i pomordowanych, ich upamiętnieniem oraz do innych działań wymienionych w poprzednich artykułach tej umowy, przez okres niezbędny do ich zakończenia.
2. Każda z Umawiających się Stron gwarantuje specjalnym grupom roboczym drugiej Umawiającej się Strony zapewnienie niezbędnych warunków do ich działalności, łącznie z pomieszczeniami roboczymi, zakwaterowaniem, swobodą poruszania się po swym terytorium państwowym, dostępem do wszelkich źródeł informacji dotyczących miejsc spoczynku. Umawiające się Strony zobowiązują się do udzielenia tym grupom wszelkiej możliwej pomocy i poparcia.  /.../
Art. 10.
1. Każda z Umawiających się Stron, zgodnie z ustawodawstwem swojego Państwa oraz istniejącymi porozumieniami dwustronnymi, zapewni obywatelom Państwa drugiej Umawiającej się Strony swobodny dostęp do miejsc pamięci i spoczynku poległych i pomordowanych rodaków.  /.../ 
Sporządzono w Warszawie dnia 21 marca 1994 roku w dwóch egzemplarzach, każdy w językach polskim i ukraińskim, przy czym obydwa teksty mają jednakową moc.
Za Rząd Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Olechowski
Za Rząd Ukrainy Anatolij Złenko”

 Należy zwrócić uwagę na fakt, że zarówno nielegalny pomnik UPA w Hruszowicach, jak też inne tego typu pomniki stojące na terytorium Polski nie były realizowane zgodnie z zawartą umową i nie uczestniczyła w niej strona ukraińska, a obecnie to władze Ukrainy podnoszą rejwach w ich sprawie. Zakaz ekshumacji jest więc de facto zerwaniem tej umowy przez stronę ukraińską, bez oficjalnego jej wypowiedzenia.  Jest także złamaniem postanowień Konwencji genewskiej, a także Traktatu między Rzeczpospolitą Polską a Ukrainą o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i współpracy, podpisanego w Warszawie dnia 18 maja 1992 roku. I te fakty rząd III RP ignoruje.

 Podczas wizyty na Ukrainie  prezydent Duda w ramach obchodów 75. rocznicy rzezi wołyńskiej odwiedził tereny, na których znajdowała się polska wieś – Kolonia Pokuta i złożył wieniec w miejscu, gdzie niegdyś znajdowała się wieś, a obecnie są pola uprawne.

Kolonia Pokuta położona koło miasteczka Ołyka w powiecie Łuck wymieniona jest w książce W. i E. Siemaszko jako kolonia Jurydyka /Pokuta/ na s. 281 – 582. Na tej kolonii 2 maja 1943 roku Ukraińcy zamordowali 63-letniego Franciszka Oronia, 28 maja 1943 roku upowcy zamordowali 6 Polaków: Weronikę Kownacką z Ostrowskich, lat 43, jej dzieci: Teresę lat 7, Jana lat 5, Antoniego lat 4 i rocznego Floriana oraz 72-letnią Zofię Szyszkowską.  We wrześniu 1943 roku upowcy wymordowali ludność polską mieszkającą  w 18 domach (ok. 90 - 100 osób, licząc po 5 – 6 osób na jeden dom), część zapędzili do stodół i żywcem spalili. W lutym 1944 roku /wg innych świadków podczas prac polowych/ Ukraińcy zamordowali 3 Polaków: Marię Armatys, lat 21, Jana Armatysa, lat 23 oraz Władysława Kownackiego, lat 60. Siemaszkowie na s. 582 podają łączną liczbę 60 polskich ofiar w tej kolonii, wynikałoby więc, że na jeden dom wypadałyby 2 – 3 ofiary, co niewątpliwie jest liczbą zaniżoną, biorąc pod uwagę dziadków, rodziców i  dzieci.

Kwiaty złożone przez prezydenta Polski pomordowanym rodakom na polu, wśród zbóż, przy drodze, jest gestem  rzeczywiście ujmującym. Ofiary nie mają tutaj pomnika. Nie było ekshumacji i nic nie zapowiada na to, żeby została dokonana. Co prawda wymordowanie wsi miało miejsce we wrześniu 1943 roku, a nie podczas „Krwawej Niedzieli” 11 lipca 1943 roku, ale tak jak ta data jest symboliczna dla ludobójstwa dokonanego w latach 1939 – 1947, tak kolonia Pokuta jest praktycznie nieznana i symbolizować może około 4 – 5 tysięcy takich miejscowości, w których leżą nie upamiętnione nawet krzyżem kości polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa określonego jako okrutne, dzikie, genocidium atrox. Zaskakuje tylko brak jakiejkolwiek informacji w mediach o tej kolonii przy omawianiu wizyty prezydenta Dudy i złożenia kwiatów. Czyżby występował taki totalny brak wiedzy u elit dziennikarskich? Może więc wybiorą się w tamte okolice i coś zdołają wydobyć od obecnych mieszkańców tej kolonii, pomimo coraz silniejszego  ich zastraszania  przez obecne władze państwowe i lokalne Ukrainy? W ramach „przyjaźni polsko-ukraińskiej” i dążenia do prawdy.  

 


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp6.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud7.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 526 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6136527