1 lutego 1944 roku:

We wsi Bobulińce pow. Buczacz: „01.02.1944 r. został zam. Musiałek Tomasz, zarządca folwarku.”  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do listy strat ludności polskiej podanej przez Komańskiego i Siekierkę dla województwa tarnopolskiego, 2004; w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 7, pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2015;  za: http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl/attachments/File/2__Ksi____ka_tom_7.pdf ). 

We wsi Ilemnia pow.  Dolina: „01.02.44 r. został zamordowany Wolski Stefan, leśnik.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie listy strat ludności polskiej /…/. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, Kędzierzyn-Koźle 2016. Za:  Ludobójstwo OUN-UPA tom 8 - Stowarzyszenie Kresowian  ).   

We wsi Koniuchy pow. Horochów Ukraińcy zamordowali Polaka o nazwisku Mroczkowski.

We wsi Leszczańce pow. Buczacz: „01.02.1944 r. został zam. Musiołek Tomasz, kierownik przedsiębiorstwa.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; tom 7). Patrz wyżej: we wsi Bobulińce.

W mieście Lwów policjanci ukraińscy zastrzelili 1 Polaka a drugiego postrzeli, którym zrabowali dokumenty. „Dnia 1.II.1944 około godz. 7.25 Polak KIT Antoni, lat 23, zam. ul. Rewnkowicza 12a został postrzelony na placu Strzeleckim przez 2 nieznanych sprawców. Wymieniony został ranny dwa razy w prawe ramię. Dokumenty osobiste zrabowano. Dnia 1.II.1944 około godz. 18.30 Polak SMOLNY Józef, lat 20 zam. we Lwowie Fürstenstr. 69 został na rogu ul. Pierackiego i Wienestr. Postrzelony z pistoletu w pierś przez nieznanego osobnika w mundurze wojskowym niemieckim.

Wymieniony w kilka chwil po wypadku zmarł. Dokumentów osobistych brak.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). „1.II. Lwów 1) Kit Antoni, l. 23, zam ul. Rewakowicza 12a, postrzelony na pl. Strzeleckim przez nieznanych sprawców. Ranny 2 razy w prawe ramię. Dokumenty osobiste zrabowane.. 2) Smolak Józef, l. 20, zam. Fürstenstr. został na rogu ulicy Pierackiego i Wienenstr. zastrzelony z pistoletu przez osobnika w mundurze wojskowym niemieckim”

(1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Pilawa pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

We wsi Wojciechówka pow. Buczacz: „WOJCIECHÓW (są Wojciechowice –siedziba gm.)  01.02.1944 r. został zastrzelony przez nacjonalistów ukraińskich Ugula Stefan w Janówce.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie...,jw., tom 7).

 

   2 lutego: /Święto Matki Boskiej Gromnicznej/

W kol. Berezowicze pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 2 Polki: Stefanię Jagielską  z 20-letnią córką Jadwigą. 

We wsi Boratyn pow. Łuck upowcy, a wśród nich sąsiad Ukrainiec Hanańko, zamordowali 4-osobową rodzinę Kędziorów, która przed Bożym Narodzeniem wróciła do swojego domu; w kwietniu 1944 roku Polacy wydobyli ze studni zwłoki 24 osób, w tym tejże rodziny. 

We wsi Borów pow. Kraśnik w pacyfikacji niemiecko-ukraińskiej zamordowanych zostało około  300 Polaków. Tego dnia jednocześnie z Borowem spacyfikowane i spalone zostały wsie: Karasiówka, Łążek Chwałowski, Łążek Zaklikowski, Szczecyn i Wólka Szczecka. Liczba jej ofiar nie została dotąd precyzyjnie ustalona. Z obliczeń Józefa Fajkowskiego wynika, że zamordowanych zostało ponad 900 osób, z czego 802 ofiary były mieszkańcami sześciu spacyfikowanych wsi, natomiast pozostałe 100 pochodziło z sąsiednich miejscowości (Gościeradowa, Kosina, Mniszka, Starych Baraków, Nowych Baraków, Zaklikowa). Zdaniem Konrada Schullera liczba ofiar pacyfikacji mogła przekroczyć 1000. Najwyższe szacunki mówią o 1300 zamordowanych. Pierwsze zaatakowane zostały wsie sąsiednie. Kiedy sąsiadujące z Borowem wsie stały już w płomieniach, ks. Władysław Stańczak (wikariusz miejscowej parafii) obchodził z wizytą duszpasterską  okoliczne przysiółki. Dostrzegłszy pożary, powrócił do Borowa, którego mieszkańcy zgromadzili się tymczasem w kościele na uroczystej mszy z okazji święta Matki Boskiej Gromnicznej. Dzięki jego ostrzeżeniu część ludności zdołała zbiec i ukryć się na pobliskich bagnach. Wielu mieszkańców Borowa pozostało jednak we wsi, aby ratować swój dobytek. W gronie tym znalazło się w szczególności wiele kobiet i dzieci, gdyż powszechnie spodziewano się, że niemieckie represje spadną wyłącznie na mężczyzn podejrzewanych o współpracę z partyzantką. Pacyfikacja Borowa rozpoczęła się około godz. 11:00. Zabudowania podpalono ogniem artylerii, po czym do wsi wkroczyli Niemcy i ich ukraińscy kolaboranci. Większość schwytanych mieszkańców spędzono na placyk koło dzwonnicy i tam rozstrzelano ogniem broni maszynowej. Wielu innych zakłuto bagnetami lub spalono żywcem. Zginęło łącznie ok. 300 osób. Po wojnie udało się ustalić nazwiska 229 zamordowanych – z czego 183 pochodziło z Borowa, a pozostali byli mieszkańcami sąsiednich miejscowości. Jedną z ofiar pacyfikacji był ks. Stanisław Skulimowski, proboszcz parafii w Borowie. Wieś doszczętnie spalono, niszcząc ponad 200 gospodarstw.Jak wspomina, ocalały z masakry, ks. Władysław Stańczak:Wieś została spalona prawie cała, pozostał kościół parafialny, młyn i 5 domów. Zginęło około 200 osób, w tym ksiądz proboszcz Stanisław Skulimowski, kierownik szkoły Tadeusz Praczyński i wiele innych osób, przeważnie starcy, dzieci i kobiety. Napastnicy w czasie akcji strzelali do wszystkich, których spotkali. Zabitych wrzucali do ognia, a nawet mówiono, że zamykali ludzi w domach i podpalali. Inwentarz z całej wsi zrabowali Niemcy wspólnie z Ukraińcami. Kościół z tabernakulum został zbezczeszczony”. (http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/tarnopolskie_dodatek.html).  W pobliżu Borowa znajdowała się kwatera główna 1. Pułku Legii Nadwiślańskiej Ziemi Lubelskiej NSZ, którego żołnierze i dowódca – major Leonard Zub-Zdanowicz „Ząb”- często we wsi przebywali. Akcja eksterminacyjna została drobiazgowo przygotowana, a do jej realizacji Niemcy wykorzystali wszystkie dostępne w tym rejonie siły i środki. Główną siłę uderzeniową stanowił prawdopodobnie 1. batalion 4. pułku policji SS oraz policjanci ukraińscy z 5. galicyjskiego pułku ochotniczego SS (Galizisches SS Freiwilligen Regiment 5). Łącznie w pacyfikacji Borowa i sąsiednich wsi uczestniczyło blisko 3000 policjantów, SS-manów i żołnierzy – dysponujących rozpoznaniem z powietrza oraz wsparciem lekkiej artylerii. Schemat pacyfikacji był bardzo podobny, najpierw niemieckie oddziały szczelnie otaczały wsie, które podpalano ogniem granatników i działek przeciwpancernych. Następnie Niemcy i Ukraińcy wkraczali do wsi, po czym idąc od domu do domu mordowali bez względu na wiek i płeć każdego schwytanego Polaka. Miały miejsce wypadki, gdy ludność spędzano do zabudowań, które następnie podpalano lub obrzucano granatami. Dochodziło do aktów wyjątkowego bestialstwa – zakłuwania bagnetami niemowląt i małych dzieci; wrzucania kobiet, inwalidów i starców żywcem do płonących budynków. Zdarzało się, że młode kobiety były przed śmiercią gwałcone. "Anonimowy redaktor polskiego tłumaczenia (nie opublikowanego) tzw. materiałów aleksandryjskich, których kopia znajduje się w depozycie u profesora Zygmunta Mankowskiego w Lublinie, stwierdził, że SS Galizien pacyfikowała polskie wsie. Wymienił przy tym Borów nad Wisłą w powiecie Kraśnik. Zachował się meldunek żandarmerii o rozgromieniu siłami wojska i policji “600 osobowej bandy bolszewickiej.” 2 lutego 1944 roku  Niemcy zniszczyli twierdze Narodowych Sil Zbrojnych – Borów oraz trzy pobliskie wsie. Zamordowano ponad 700 osób. Kto był sprawcą? Z dostępnych dokumentów wynika, ze Niemcy ograniczyli się jedynie do ostrzelania wsi z dział oraz do ustawienia kordonu aby nikt nie mógł się wymknąć ekspedycji pacyfikacyjnej. Brudną robotę odwaliły formacje pomocnicze. Według raportu polskiego podziemia: “Ukraińcy przeszli swoich nauczycieli: dzieci wrzucali do płonących budynków, starców przygniatali kolanami do ziemi i strzelali w tył głowy.” (Meldunek terenowy, 21 luty 1944, Archiwum Akt Nowych, 202/III-22, 43). Twierdzono, że to właśnie ukraińscy SS-mani brali udział w masakrze. Podkreślano tez, ze “niedobitki uratowały się ucieczką, którą tolerowało wojsko [niemieckie], oburzone metodami [ukraińskich] SS-manów” (Raport, b.d. [marzec 1944], AAN, DR, 202/III-22, 75). Powyższe meldunki znajduj potwierdzenie w powojennych zeznaniach świadków przechowywane w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu w Lublinie. Wynika z nich, ze “po wybuchu pożaru wkroczyła piechota, przeważnie Ukraińcy [sic] pijani, strzelali do ludzi, przebijali bagnetami, małe dzieci żywcem wrzucano do ognia lub do studzien.” Jak wspominał cudem uratowany z masakry żołnierz NSZ Edward Delekta (“Miś”), niektórych uciekinierów z Borowa opatrywali niemieccy sanitariusze. W końcu, “oficer niemiecki zabronił rozstrzeliwania ludności, polecił aby wszystkich spędzono w jedno miejsce.” Nie wiadomo czy oficer był wojskowym czy SS-manem, ale wiadomo, że to on dowodził akcją, bo “Ukraińcy” go się posłuchali” (http://www.eioba.pl/a85316/ukraincy_w_brygadach_miedzynarodowych_hitlera#ixzz0sE3aggXP ). Stacjonujące w pobliżu Borowa jednostki NSZ nie były w stanie podjąć walki z Niemcami, gdyż w związku z nadejściem zimy major Zub-Zdanowicz przejściowo zdemobilizował swój pułk, pozostawiając pod bronią jedynie 50 partyzantów. Wobec przygniatającej przewagi wroga oddział NSZ wycofał się z Borowa do lasów w pobliżu Zaklikowa. Z tego powodu komuniści i ludowcy twierdzili później, że major Zub-Zdanowicz porzucił bezbronną ludność na pastwę Niemców. Podczas pobytu na emigracji został on nawet formalnie oskarżony, iż opuścił wieś „nie wyczerpawszy stojących do jego dyspozycji środków obrony”. W 1947 sprawę rozpatrywał 2. Sąd Polowy przy Polskim Korpusie Przysposobienia i Rozmieszczenia, który umorzył dochodzenie wobec stwierdzenia oczywistej dysproporcji sił polskich i niemieckich. (Za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Pacyfikacja_wsi_polskich_w_Lasach_Janowskich_(1944).

W przysiółku Chudzińskie należącym do wsi Czernica pow. Brody Ukraińcy zamordowali 6 Polaków, w tym chłopców lat 7 i 12.  

We wsi Horodnica pow. Kopyczyńce w nocy banderowcy zamordowali 14 Polaków, w tym spalili żywcem 2 małych dzieci i 77-letnią staruszkę o nazwisku Gajda. (Komański..., s. 232). Oraz: „Mord w Horodnicy - objaw najdzikszych instynktów tłuszczy ukraińskiej - 7 trupów. W nocy na 3 lutego br. miejscowi i okoliczni Ukraińcy dokonali w 3 grupach planowego napadu na plebanię i domy polskie. Jedna grupa wtargnęła na probostwo, gdzie proboszcz Franków bronił się, zranił ciężką popielniczką 1 z napastników i zdołał uciec. Po dokonanym rabunku napastnicy podpalili budynki. Plebania spłonęła doszczętnie. Napastnicy sądzili, że spalony został i ks. Franków. Ten jednak ocalał. Druga grupa napadła na domostwo Polowego Karola, którego wraz z żoną zastrzelili, następnie siekierą rozbili głowy i wyrzucili mózgi. Trzecia grupa operowała w domostwie Antoniego Kaczana, którego żonę zamordowali, a samego Kaczana zaprowadzili do stodoły i kazali kopać dół. W pewnej chwili Kaczan rzucił się do ucieczki. Napastnicy strzelali za nim, lecz on wskoczył do rzeki, zanurzył się. I tak uszedł pewnej śmierci. Oprócz Karola (l.46) i Macieja (l.44) Polowych oraz Barbary Kaczan (l.38) zostali zamordowani:: Gajda Maria l.78, Gajda Franciszka l.34, Gajda Barbara l.32, Cirko Józef l. 18. (…) Trupy zamordowanych zgromadzili mordercy w stodole Kaczanów w wykopanym dole a stodołę spalili. Znaleziono zupełnie zwęglone szczątki, przedstawiały okropny wygląd." (1944, 5-11 marca - Meldunek tygodniowy Wydziału Informacji i Prasy Okręgowej Delegatury Rządu we Lwowie dotyczący terroru ukraińskiego, opracowany przez dr Kazimierza Świrskiego, pseud. "Brat"). 

We wsi Ihrowica pow. Tarnopol: „02.02.1944 r. został zam. Konieczko Henryk l. 25”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

W kol. Józefówka pow. Równe upowcy zastrzelili 2 Polaków. 

We wsi Karasiówka pow. Kraśnik w pacyfikacji niemiecko-ukraińskiej zamordowanych zostało co najmniej 114 Polaków (49 kobiet, 37 mężczyzn, 28 dzieci), wiele ofiar spłonęło razem z budynkami.

Położona między lasami Karasiówka była niewielką kolonią, liczącą 20 gospodarstw. Część źródeł podaje, że liczba zamordowanych – mieszkańców Karasiówki i pobliskiej Wólki Gościeradowskiej – sięgnęła 142 osób (37 mężczyzn, 49 kobiet i 57 dzieci). Świadkowie zeznali, że w jednej ze stodół spalono żywcem 17 osób. Z kolei rodzina miejscowego gajowego miała zostać zarżnięta nożami. Młode kobiety były przed śmiercią gwałcone.

We wsi Kopań pow. Przemyślany banderowcy zamordowali 75 Polaków: „ Przykładami takich akcji, bardzo licznych i stanowiących bez wątpienia dobrze zorganizowane i zaplanowane akty ludobójstwa, były ataki nacjonalistów ukraińskich na miejscowości: Kopań – 2 lutego 1944r. i Hanaczów i Hanaczówkę – w nocy z 2/3 lutego 1944r. w powiecie Przemyślany, woj. tarnopolskiego, gdzie zginęło odpowiednio 75 i 56 osób”. (OKŚZpNP IPN we Wrocławiu; w: http://www.zbrodniawolynska.pl/sledztwa/sledztwa-wroclaw ).

Pomiędzy wsią Kuśkowce Wielkie a wsią Śniegorówka (Śnihorowka) pow. Krzemieniec upowcy zaatakowali kolumnę ewakuacyjną ludności polskiej z miasteczka Łanowce długą na około 2 kilometry, odcięli około 150 Polaków, z których wyłapali 129 osób i zatłukli ich drągami i kamieniami. Eskorta niemiecka złożona z 15 żandarmów uciekła nie podejmując walki, podobno tak uzgodnili żandarmi z upowcami.

We wsiach Łążek Chwałowski  i Łążek Zaklikowski pow. Kraśnik Niemcy nadeszli od strony południowej, podpalając zabudowania wsi. Mieszkańcy zaczęli wówczas uciekać w kierunku północnym, nad brzegi rzeki Sanny, gdzie wpadli na zamaskowane niemieckie stanowiska i zostali zmasakrowani ogniem broni maszynowej. Tych, którzy zawrócili, zamordowano na terenie wsi. Ocalały jedynie te osoby, które zdołały przedrzeć się przez niemiecką blokadę bądź znalazły sobie dobre kryjówki. W ślad za informacjami zawartymi w komunikacie konspiracyjnej Agencji Informacyjnej „Wieś” z 4 kwietnia 1944 (nr 11) podaje się często, że liczba ofiar pacyfikacji obu Łążków wyniosła 217 osób. W innych źródłach można jednak znaleźć informację, iż 2 lutego 1944 w Łążku Zaklikowskim zamordowano 191 osób (20 mężczyzn, 66 kobiet i 105 dzieci), a w Łążku Chwałowskim – 86 osób (w tym 63 stałych mieszkańców wsi). Po wojnie udało się ustalić nazwiska 177 ofiar. Obie wsie zostały doszczętnie zniszczone. Część źródeł podaje, że w Łążku Chwałowskim spalono 66 gospodarstw z inwentarzem natomiast w Łążku Zaklikowskim 83 domy mieszkalne i 150 budynków gospodarczych, w których palono żywych, rannych i zabitych. Maria Jagiełło z Łążka relacjonuje: „Słyszałam, że we wsi Łążek dzieci wbijano na koły w płocie, a prowadzonym na stracenie ludziom pokazywano je mówiąc: „macie wasze polskie orły” (Jastrzębski...., s. 154; lubelskie).    

We wsi Niemiłów pow. Radziechów: „27 I – 2 II 44. Niemiłów pow. Radziechów. Zamordowana 1 osoba.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Postołówka pow. Kopyczyńce banderowcy zamordowali kilku Polaków, nazwisk nie ustalono (Władysław Kubów: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003)

We wsi Przekalec pow. Skałat Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym sołtysa.

We wsi Szalenik pow. Tomaszów Lubelski upowcy zamordowali co najmniej 12 Polaków: 2 mężczyzn, 2 kobiety, dwie 19-letnie dziewczyny, 18-letniego chłopca oraz 5 dzieci w wieku 3 – 14 lat. Wśród zamordowanych byli: Ewa Latawiec (lat 42), Franciszek Latawiec (lat 44), Helena Latawiec (lat 19), Janina Latawiec (lat 7), Anna Raczewska (lat 44), Maria Raczewska (lat 10), Kazimierz Raczewski (lat 3), Bronisław Targosz (lat 18), Józef Targosz (lat 54), Anna Telek (lat 14), Katarzyna Targosz (lat 10), Stefania Targosz (lat 19).

We wsi Szczecyn pow. Kraśnik w pacyfikacji niemiecko-ukraińskiej zamordowanych zostało ponad 300 Polaków, wiele ofiar spłonęło razem z budynkami. Ponadto aresztowano 40 mężczyzn, którzy zostali rozstrzelani 12 i 13 maja w Lublinie (Jastrzębski..., s. 157; lubelskie). W Szczecynie już koło godziny 7:00 – 8:00 zabudowania zostały ostrzelane ogniem artylerii i broni maszynowej. Do płonącej wsi wkroczyły dwie grupy Niemców i Ukraińców, które idąc od domu do domu systematycznie mordowały wszystkich Polaków bez względu na wiek i płeć. Opustoszałe domy były rabowane i podpalane. Mieszkańcy próbujący ukryć się w prowizorycznych podziemnych schronach ginęli w płomieniach lub dusił ich dym. W trakcie masakry ginęły całe rodziny; miały miejsce przypadki mordowania niemowląt na oczach matek, wrzucania dzieci i osób dorosłych żywcem do płonących budynków, dobijania rannych ciosami kolb karabinowych. Grupę kobiet z dziećmi zaprowadzono na skraj lasu, gdzie Niemcy ogłosili, że starsi chłopcy (w wieku szkolnym lub nieco młodsi) mogą odejść wolno. Kiedy chłopcy zaczęli biec do lasu zastrzelono ich na oczach matek. Niemcy zamierzali także rozstrzelać kobiety z mniejszymi dziećmi, lecz dwóch wyznaczonych do tego zadania żołnierzy upozorowało egzekucję i pozwoliło uciec niedoszłym ofiarom. Po pewnym czasie niemieckie dowództwo poleciło wstrzymać rzeź i zgromadzić wszystkich ocalałych mieszkańców na punkcie zbornym urządzonym na środku wsi. Popędzono ich następnie do Gościeradowa, mordując po drodze wszystkich, którzy nie mieli siły iść dalej bądź opóźniali marsz. Osoby zdolne do pracy zabrano do aresztu w Kraśniku, a następnie wywieziono na roboty do Niemiec lub deportowano do obozów koncentracyjnych. Blisko 40 mężczyzn ze Szczecyna wywieziono do więzienia na Zamku Lubelskim, z których trzydziestu ośmiu zostało straconych w dniu 12 maja 1944 roku w egzekucji na terenie obozu na Majdanku. Liczba zamordowanych jest szacowana w przedziale od 265 do 368. Po wojnie udało się ustalić nazwiska 221 zamordowanych. Najmłodsza zidentyfikowana ofiara liczyła 3 miesiące. Niemcy spalili szkołę oraz 142 gospodarstwa wraz z żywym inwentarzem.  

We wsi Wacławice pow. Przemyśl banderowiec Mykoła Kaczmaryk zamordował Stanisława Grabowskiego.

W kol. Wełnianka pow. Łuck w wyniku fałszywego oskarżenia Ukraińców o współpracę z Niemcami Sowieci aresztowali 2 Polaków, członków samoobrony, jednym z nich był były powstaniec wielkopolski Władysław Glejzman.

We wsi Wołowe pow. Bobrka został zamordowany przez UPA  1 Polak, gajowy (Edward Orłowski, w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/17558056/martyrologium+le%C5%9Bnik%C3%B3w+2013.pdf ).  

We wsi Woroniaki pow. Złoczów Ukraińcy zamordowali Józefa Gorczakowskiego.

We wsi Wólka Szczecka pow. Kraśnik w pacyfikacji niemiecko-ukraińskiej zamordowanych zostało co najmniej 323 Polaków (186 mężczyzn, 68 kobiet, 69 dzieci), spalono 359 gospodarstw, w tym z ciałami dalszych ofiar. Szczecyn stał już w płomieniach, gdy zaatakowana została Wólka Szczecka. Zabudowania ostrzelano ogniem artylerii i broni maszynowej, po czym Niemcy i ich kolaboranci z dwóch stron wkroczyli do wsi i rozpoczęli systematyczną masakrę. Świadkowie wspominali, że podczas pacyfikacji miały miejsce liczne przypadki palenia ludzi żywcem. Kilkadziesiąt osób zamknięto w stodole gospodarza Kobylickiego (vel Kobylnieckiego), którą następnie podpalono. Wieś licząca ponad 200 budynków (w tym 70 mieszkalnych) została niemal doszczętnie spalona. Zrabowano inwentarz i cenniejsze dobra. „02.02.1944 zostali zamordowani przez żandarmerię (nazwiska nie wymienione przez s. Jastrzębskiego): 1. Burek Czesław l. 3, 2. Burek Bogdan l. 1, 3. Burek Janina l. 15, 4. Burek Julianna l. 7, 5. Burek Leokadia l. 4, 6. Buwaj Stanisław l. 12, 7. Kszywa Zofia, 8. Kwaśniak Jan l. 12, 9. Mazurek Maria l. 55, 10. Mazurek Sabina l. 4, 11. druga Sabina l. 18, 12. Mazurek Walenty l. 8, 13. Mazurek Władysław l. 44, 14. Mazurkiewicz Aniela l. 35, 15. Nowak Sabina l.16, 16. Szewc Józefa l. 40, 17. Szewc Stefan l. 32.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).  

We wsi Zaturce pow. Horochów upowcy zastrzelili 20-letniego Marka Woronowa.

W miasteczku Zwierzyniec pow. Zamość bojówkarze ukraińscy zamordowali 20 Polaków. 

 

2 lutego 1944 roku w kol. Przebraże pow. Łuck po wejściu Sowietów rozbroili oni polską samoobronę, mężczyzn powołano do wojska do I Armii WP, natomiast żołnierzy AK  aresztowano i skazano potem na lata więzień i zsyłek na Sybir, skąd wielu już nie wróciło.

 

   W nocy z 2 na 3 lutego:  

We wsi Hanaczów pow. Przemyślany upowcy oraz esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” zamordowali 97 Polaków i 15 Żydów, których Polacy ukrywali. „Rano 3 lutego, postanowiłam pójść do Hanaczowa. Na łące, przez którą trzeba było przejść, leżały ciała, przeważnie starszych mężczyzn. Były tez kobiety i małe dzieci. Kiedy przechodziłam przez podwórko ocalałego domu w centrum wsi, gospodarz tej chaty zawołał mnie do wnętrza. W izbie leżało czworo rannych. Kobieta z pociętymi rękami, dwie młode dziewczyny, skłute, położone jedna na drugiej i mały chłopiec z rozciętym brzuszkiem, siną głową i wysadzonym okiem” (Zofia Bakota; w: Komański..., s. 778). „Był wieczór 2 lutego, zbliżała się godzina 21. Nagle ciszę przerwał wystrzał z rakiety. Na ten sygnał Hanaczów został napadnięty, jednocześnie z kilku stron. Jedna z grup atakujących uderzyła z północy od strony cmentarza, druga od wschodu a najliczniejsza od południowego zachodu. Liczbę banderowców oceniono na 1000 ludzi. Uzbrojone placówki polskie rozpoczęły walkę obronną. Od strony cmentarza byli na posterunku Józef Świrk i Albin Nieckarz, obaj zginęli walcząc do ostatniej chwili. Od strony Siedlisk na placówkach polegli podoficer Józef Burek zwany „Hajzak” i Mikołaj Lipnicki. Od strony południowej zginęli na warcie Józef Wojtowicz „Mazur” i Jan Nieckarz”Florek”.  Szczególną odwagą odznaczył się Mikołaj Nieckarz”Maksym”, który też poległ. Wachm. ”Głóg” ze swym odziałem dyspozycyjnym rzucił się do walki na odcinku południowym, a na inne odcinki wysyłał plutony samoobrony. Atakujący ominęli położone na północ od wsi przysiółki Podkamienną i Zagórą a także położoną na południu Hanaczówkę. Chcieli dotrzeć do centrum wsi i je zniszczyć. Udało im się opanować domy na obrzeżach samej wsi; banderowcy wpadli do nich, mordując kobiety, starców i dzieci, kto znajdował się na widocznym miejscu ginął od kuli, noża lub siekiery. Na zabarykadowanej plebani obronę zorganizowali brat zakonny Damian (Franciszek Bratkowski) razem z Sewerynem Dietrychem, studentem medycyny, ojciec Szczepan udzielał rozgrzeszenia umierającym. Zdarzały się w tym napadzie sceny mrożące krew w żyłach. Do stojącego na skraju wsi domu biednego szewca, Michała Burka zwanego "Nagabów", wpadło sześciu banderowców, zamordowali bagnetami matkę i ojca, następnie wywlekli z łóżek pięcioro dzieci od 1 roku do 7 lat, zakłuli bagnetami i ułożyli obok siebie. W walce wziął udział odział żydowski „Bunia”. Atakujący mimo swej przewagi nie zdołali opanować wsi  Po północy zaczęli się wycofywać. Zginęło około 85 osób, liczbę rannych oceniono na 100 osób. Nazajutrz wieś wyglądała jak jedno wielkie pogorzelisko i cmentarzysko wśród ludności panowała rozpacz. Do wsi przybyła najpierw policja ukraińska z najbliższego posterunku w Pohorylcach, którego komendant sam brał udział w napadzie w kilka godzin później przybyli niemcy i za przyjazd zażądali 12 krów, które zabrali przemocą. Należało zająć się pogrzebem. Na wzgórzu obok cmentarza wykopano wspólny grób. Po mszy świętej, pomiędzy trumny włożono butelkę z listą poległych i pomordowanych.” (http://piotrp50.blog.onet.pl/2006/04/10/hanaczow/ ).  Według raportu UPA atak był przeprowadzony przez oddział "Siromanci", który nie poniósł strat własnych zabijając ponad 180 Polaków i raniąc około 200. 

We wsi Zarwanica pow. Złoczów upowcy spalili kilka gospodarstw polskich; Polacy podjęli obronę i nie dopuścili do rzezi.

 

   3 lutego: 

W miasteczku Bursztyn pow. Rohatyn banderowcy uprowadzili i zamordowali 8 Polaków. 

We wsi Cichobórz pow. Hrubieszów zamordowali 6 Polaków.  

We wsi Raciborowice pow. Chełm: „Policjanci ukraińscy pozostający w służbie hitlerowskiej rozstrzelali 4 osoby. Zginęli: Kazimierz Brudnowski, Mieczysław Brudnowski, Franciszek Jagieliński i Marian Litwinczuk. (Czesław Buczkowski: SAHRYŃ w latach 1942-1944; w:  http://kresy.info.pl/component/content/a....atach-1942-1944; 25 września 2011).

We wsi Weleśnica pow. Nadwórna: „W powiecie nadwórniańskim w Woleśnicy dnia 3 lutego był napad na folwark, gdzie zabito syna rządcy, Papsta, a jego zraniono” („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122).

W folwarku Zawadka pow. Kałusz: „W kałuskim dnia 3 lutego uprowadzono zarządcę folwarku Zawadka, Sokołę i buchaltera Sułkowskiego” („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122).

 

   4 lutego:

We wsi Bobulińce pow. Buczacz: „04.02.1944 r. został zam. Szpak Jan i jego 3 synów oraz Szpak Maria.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie...,jw., tom 7).

We wsi Byczkowce pow. Czortków banderowcy zamordowali 73 Polaków. (http://www.dws-xip.pl/PW/formacje/pw2088.html; oraz: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=110259).

We wsi Leszczańce pow. Buczacz: „04.02.1944 r. uprowadzono Koziołka i.n. wraz z woźnicą.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Lipsko pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Józefa Świętojańskiego. 

We Lwowie:04.02.44 r. zamordowana została kobieta przy ul. Kochanowskiego”.(Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

W miasteczku Łanowce pow. Krzemieniec upowcy  wrzucili granaty i wdarli się do kościoła p.w. Wniebowzięcia NMP, gdzie schowały się 3 rodziny polskie, liczące 12 osób. Zamordowali 11 osób: Leontynę Wadas i jej dzieci: Tadeusza, Helenę, Stanisławę, Danutę, Anielę oraz Ryszarda Andrzeja, który był chrześniakiem marszałka Edwarda Rydza Śmigłego (jej mąż służył w legionach razem ze Śmigłym). Ponadto zamordowali dwa starsze małżeństwa. Ciała ofiar wrzucili do pobliskiej głębokiej studni. Kościół ograbili z rzeczy kościelnych, zrabowali mienie pomordowanych, po czym kościół podpalili. Z empirowego kościoła z 1857 roku, zbudowanego przez marszałka Teodora Jełowickiego, uczestnika powstania styczniowego, pozostały tylko mury zewnętrzne, które miejscowi Ukraińcy rozebrali w 1954 roku. W kościele ocalał mąż Leontyny Wadas, który nie zauważony stał za otwartym skrzydłem drzwi. Przez tydzień ukrywał się u Ukraińca, potem ruszył pieszo do Krzemieńca i po 8 kilometrach został złapany przez upowców i zamordowany. Jego ciało bez ubrania zostało porzucone na cmentarzu, gdzie po kilku dniach pochowali go miejscowi Ukraińcy. Po zbrodni w kościele miejscowe Ukrainki chodziły w sukienkach zamordowanej Wadasowej.

We wsi Seredne pow. Kałusz: 04.02.44 r. został zamordowany Bołochów i.n., dróżnik z rodziną (5 osób).” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).  

We wsi Słobódka Bołszowiecka pow. Rohatyn: „Dnia 4 lutego banda, składająca się z 50 Ukraińców, napadła na wieś Słobódka Bołszowiecka pod Haliczem i zamordowała 18 osób” („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122). Zamordowana została m.in. 3-osobowa rodzina Myszczyszynów (www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). Patrz: 6 luty 1944.   

W miasteczku powiatowym Sokal podczas nocnego ataku UPA zabity został 1 Polak („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122).

We wsi Stefanówka  pow. Kałusz: „04.02.44 r. została zamordowana: 1-3. Matejczyk Anna ; Słota i.n. urzędnik folwarku; Sroka i.n. zastępca kierownika. Liegenschaftu.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

We wsi Wojciechówka Radecka pow. Tomaszów Lubelski: „04.02.47 r. został zamordowany przez bojówkarzy UPA: Goryński Marcin l. 31.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; tom 8).    

We wsi Wojniłów pow. Kałusz:04.02.44 r. zostali zamordowani: 1-2. Żak i.n.; Nowak i.n.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; tom 8).

 

   4 lub 5 lutego 

We wsi Świecie pow. Równe na kolumnę Polaków przeprawiających się promem na rzece Horyń napadli upowcy mordując 11 osób.

 

   W nocy z 4 na 5 lutego:

W nocy z 4 na 5 lutego, na terenie powiatu złoczowskiego i sąsiednich (kamioneckiego, brodzkiego, radziechowskiego i sokalskiego) bandy zaatakowały dotąd działające leśniczówki i gajówki w których pracowali Polacy. Wszystkich pojmanych wymordowano w okrutny sposób a zabudowania spalono. Według danych policji niemieckiej, zginęło w ciągu tej nocy około 120 pracowników leśnictwa i członków ich rodzin. Należy podkreślić, że w tych rejonach, gdzie popełniono te zbrodnie, nadleśniczymi byli… Ukraińcy”. (Stanisław Dłuski: „Fragment większej zbrodni”; w: „Las Polski”, nr 13 – 14 z 1991 r.).

 

   5 lutego:

We wsi Andrzejówka pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 6 Polaków. 

We wsi Dąbrowa pow. Brzeżany: „05.02.1944 r. zostali zamordowani: 1. Toner (Foner?) Aleksander; 2. Suszek Józef l. 35.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Fraga pow. Rohatyn banderowcy zamordowali wikariusza o. Witalisa Borsuka. 

We wsi Jurkowce pow. Kopyczyńce zamordowali 13 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę, 3 kobiety zastrzelili a 4 kobiety zamordowali. 

We wsi Lipica Dolna pow. Rohatyn: „5.II.44. Lipica. Zginęło kilkunastu Polaków.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

W mieście Lwów policjanci ukraińscy zastrzelili Jerzego Terpiłowskiego i zrabowali jego dokumenty.  „Dnia 5.II.1944 r. około godz. 21.30 znaleziono zwłoki Polaka Jerzego Franciszka TERPILOWSKIEGO, zam. we Lwowie przy ul. Głowińskiego 17, który został zastrzelony na ul. Breitegasse na wysokości numeru 53 przez nieznanych sprawców.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43).  „5.II. Lwów Znaleziono zwłoki Jerzego Franciszka Terpitowskiego, l. 21, zam. Głowińskiego 17. Zastrzelony przy Kochanowskiego około nr 53 przez nieznanych sprawców. Zabrano Ausweis Instytutu Behringa.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Żorniska pow. Gródek Jagielloński banderowcy zamordowali 14 Polaków, w tym 10-osobową rodzinę Podsiadłów (41-letniego Józefa Podsiadło, jego 44-letnią żonę Agatę oraz ich 8 dzieci: siedem córek w wieku 2 – 17 lat i 19-letniego syna), ponadto 4 osoby uprowadzili (w tym młode dziewczyny), po których ślad zaginął.

 

   W nocy z 5 na 6 lutego:  

We wsi Jamelna pow. Gródek Jagielloński, głownie na przysiółku Mazurówka, upowcy zamordowali ponad 100 Polaków. „Ukraińcy z Żornisk zabrali młynarza Akermana,  jego zięcia Karola Dzielędziaka i ich służącą Ukrainkę. Mówili im, że ich zabierają na przesłuchanie do Janowa. Po drodze do Janowa zabrali również Józefa Podsiadło. Jednak nie zawieźli ich na przesłuchanie do Janowa, tylko zamordowali nożami w lesie. Ukraińcy ściągnęli im skalpy i cięli nożami skórę pleców. /.../ W rodzinie Ciepko zginęło 5 dzieci i rodzice. Jeden chłopczyk, który uciekał został zastrzelony, a pozostałych poćwiartowali nożami” (Józefa Ardelli; w: Siekierka..., s. 225 – 226; lwowskie). Oraz: „06.02.44 r. zostali zamordowani: 1-6. Akerman i.n.; Klus Anna l. 61; Klus Andrzej l. 22; Koszała Józef l. 31; Kulczycki Józef l. 40; Podsiadło i.n. zięć Ackermana.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

We wsi Słobódka Bołszowiecka pow. Rohatyn:5/6.02.1944 r. zostali zamordowani: Starczewska i.n. (matka rodziny); Podolan Władysław l. 60; Szczepańska Magda l. 34 i jej syn Kazimierz l. 5”.  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).  Patrz: 6 luty 1944.  

 

   6 lutego:

We wsi Czernica pow. Brody banderowcy zamordowali 4 Polaków. 

We wsi Huta Nowa pow. Buczacz zamordowali 3 Polaków: mężczyznę, kobietę oraz bratanka ks. Antoniego Kani. Inni: na drodze w pobliżu wsi Szwejków pow. Podhajce schwytali 18-letniego Józefa Kanię, bratanka ks. Antoniego Kani. Jego zwłoki odnaleziono w lesie w maju 1944 r.: miał połamane ręce, nogi, żebra, kręgosłup, wycięty język i wydłubane oczy.   

We wsi Lipica Dolna  pow. Rohatyn:Około 06.02.1944 r. zamordowano 12 Polaków NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). „Wypadki mordów miały też miejsce w Lipicy, gdzie z rąk terrorystów ukraińskich zginęło kilkunastu Polaków - 12 osób”. (1944, 6 luty – Protokół spisany w Delegaturze PolKO w Bołszowcach przesłany do PolKO w Brzeżanach. B. Ossol. 16722/1, s. 75).

We wsi Podborce pow. Lwów policjant ukraiński zastrzelił 22-letniego Polaka ( był to Adam Gracowski) i zrabował jego dokumenty.  „Dnia 6.II.1944 r. około godz. 11 na odcinku linii kolejowej Podborce-Podzamcze został zastrzelony przez urzędnika Bahnschutzu Polak GRACOWSKI Adam, lat 22. Dokumenty zabrano.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). 

We wsi Słobódka Bołszowiecka pow. Rohatyn: Informacja okresowa o śledztwach prowadzonych w OKŚZpNP we Wrocławiu. Sygn. akt S 10/01/Zi. „Ustalono m. in., że w dniu 06.02.1943r. w Słobódce Bołszowieckiej pow. Rohatyn zginęło 25 mieszkańców tej wsi narodowości polskiej. Ofiarami tej zbrodni byli mężczyźni, kobiety i dzieci, a sprawcami mordu ich sąsiedzi narodowości ukraińskiej.” Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946”; Wrocław, bez daty wydania, 2007, na s. 411 podają, że nocą z 5 na 6 lutego 1944 roku zginęło 36 Polaków oraz wymieniają ich imiennie. (Patrz też notatka dotycząca 4 lutego 1944 r.). „Na wstępie pragnę podziękować za informacje dotyczące dokonanych zbrodni przez bandy upa i zamieszczoną listę osób pomordowanych. Nie znalazłam na niej moich dziadków Marii i Tomasza Szczepańskich. Wielka szkoda, że moja mama i tato już od dawna nie żyją, Ja natomiast posiadam mało informacji na ten temat od rodziców. Wiem, że moi dziadkowie mieszkali przed wojną i w czasie wojny w Słobódce Bołszowieckiej nad rzeką Gniła Lipa. W rzece tej moja mama Bronisława z domu Szczepańska, będąc dzieckiem nieraz kąpała się. W 1940 roku mama z moim ojcem i bratem przedostała się do rodziny taty do Centralnej Polski. Natomiast moi dziadkowie tam pozostali wierząc, że nic im się nie stanie. Babcia i dziadek byli bardzo lubiani przez sąsiadów Ukraińców, Żydów. Bestialsko zostali zamordowani przez (prawdopodobnie) babci chrzestnego syna Ukraińca "banderowca". Nie wiem nawet gdzie są pochowani .Nie znam dokładnie daty ich śmierci czy był to rok 1943 czy 1944. Bardzo proszę o umieszczenie moich dziadków na liście pomordowanych przez bandy upa. Ku ich pamięci. Szczepańska Maria, Szczepański Tomasz zam. Słobódka Bołszowicka nad rzeką Gniła Lipa”. (Urszula Giera; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ). Osób tych nie ma wymienionych wśród ofiar. „W sobotę dnia 5 lutego 1944 r. między godz. 20 a 21 napadli terroryści ukraińscy na ludność polską w Słobódce Bołszowieckiej, gmina wiejska Bołszowce, powiat rohatyński, gdzie w sposób bestialski pomordowali miejscową ludność polską. Od broni palnej, od siekier i noży zginęło 19 Polaków, lekko rannych zostało dwóch, ciężko rannych 1 osoba, do wyjścia i wyleczenia ran 6 osób.  Ciężko rannych odstawili kolejarze Polacy do szpitala powszechnego w Stanisławowie.” (1944, 6 luty – Protokół spisany w Delegaturze PolKO w Bołszowcach przesłany do PolKO w Brzeżanach. B. Ossol. 16722/1, s. 75). „Dnia 5 bm. w Słobódce Bołszewieckiej wymordowano 30 rodzin” (1944, 7 lutego – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie dotyczące położenia Polaków, w tym członków Komitetu, w przededniu wkroczenia Rosjan. W: B. Ossol. 16721/1, s. 287-288). „7.II.1944 Słobódka Bołszowiecka pow. Rohatyn. Zabici: Kozioł Józef, ur. 1905; Cichuń – gospodarz; Mucuszyn Antonina i jej córka; Pietrusiewicz Antonina;  Szczepański, żona i dziecko; Szymański, żona i córka; Buczma, córka i syn; Kruszelnicki i syn; Starczewska; Marszałek; Zawadzki; Łyskowa; Cichuń Maria, ur. 1893. Raniona: Buczmowa; Kruszelnicka (matka); Starczewska (matka).” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373). „5.II. Słobódka Bolszowiecka. Zamordowanych 20 osób, 8 rannych, siekierami porąbanych leży w szpitalu. (Podejrzani są ludzie z Rużdwian): 1) Marwatek Stanisław, 2) Zawadzki Julian, 3) Liko Marcin, 4) Starczewska Maria, 5) Kruszelnicki Kazimierz, 6) Kruszelnicki Karol, 7) Kruszelnicka Eleonora, 8) Buczma Ignacy, 9) Buczma Jan, 10) Buczma Izabela, 11) Podolan N., 12) Szymański Kazimierz, 13) Szymańska Franciszka, 14) Szymańska Kazimiera, 15) Myszczyszyn N., 16) Myszczyszyn kobieta, 17) Szczepański Rudolf, 18) Szczepańska Maria, 19) ich dziecko, 20) Pietrusiewcz Piotr, 21) Cichnin N. kobieta i 8 rannych.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Żulice pow. Złoczów: „06.02.1944 r. został zam. Puzyniak Franciszek.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7)

 

   7 lutego:

W mieście Lwów policjanci ukraińscy zastrzelili 2 Polaków oraz zrabowali ich dokumenty (byli to:18-letni Tadeusz Bąk oraz Zdzisław Nestorowski).  „Dnia 7.II.1944 r. około godz. 21.30. zostały znalezione zwłoki Polaka BONKA Tadeusza, lat 18, zam. we Lwowie, pl. Kapitulny 2, który został zastrzelony przez nn. sprawców na ul. Miłkowskiego. Dokumenty osobiste zrabowano.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). „7.II. Bonk Tadeusz, l. 18, zastrzelony przez NN sprawców na ul. Miłkowskiego, zam. pl. Kapitulny 2. Dokumenty zrabowano.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Małków pow. Hrubieszów kozacki ostlegion oraz policjanci ukraińscy zamordowali co najmniej 25 Polaków. „07.02.1944 pododdział z ostlegionu kozackiego i policjanci z Kryłowa napadli na Małków w hrubieszowskim; zamordowano ok 25 Polaków i spalono domy. Gdy na pomoc przybył pluton BCh "Rysia", do walki włączył się miejscowy pododdział USN.” (Czesław Buczkowski: SAHRYŃ w latach 1942-1944; w:  http://kresy.info.pl/component/content/a....atach-1942-1944; 25 września 2011).

We wsi Puków pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 6 rodzin polskich; 30 Polaków.  („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 8/44; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122).

W mieście powiatowym Sokal został zamordowany przez UPA  Zeidl Zdzisław, leśniczy (Edward Orłowski...,  jw.).  

We wsi Zakrzemienna pow. Brzeżany: „07.02.1944 r. został zam. Helak Ignacy, rolnik.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7)

 

   8 lutego:

We wsi Bednarów pow. Stanisławów banderowcy uprowadzili 4 Polaków, w tym ks. Michała Kucabę, którego zastrzelili na drodze, pozostali zaginęli bez wieści. „4 lutego 1944 zamordowanie Księdza Michała Kucaby, lat 44 w Bednarowie [Stanisławów] i raniono jego kuzynkę Ewę Dellman.” (1944, 26 lutego – Pismo Pol. K. O. Stanisławów do RGO w Krakowie i Lwowie. Zawiera opis sytuacji uchodźców polskich z napadanych wiosek i wykazy mordów i rabunków. W: B. Ossol. 16721/1, s. 295-302). Inni: Ks. Michał Kucab, lat 44, administrator parafii Bednarów w powiecie Stanisławów (archidiec. lwowska, dekanat Stanisławów), 9.02.1944; podstępnie wywołany na drogę; przez nacjonalistów ukraińskich i zastrzelony.

We wsi Bereźnica Szlachecka pow. Kałusz uprowadzili 40-letniego Franciszka Jasińskiego, byłego komendanta „Strzelca”, który zaginał. 

We wsi Jamelna pow. Gródek Jagielloński zamordowali 11 Polaków.

W przysiółku Łozy należącym do wsi Bożyków pow. Podhajce banderowcy ubrani w sowieckie mundury uprowadzili 15 Polaków, wszyscy o nazwisku Gut, w tym 18-letnią dziewczynę, których wymordowali. Inni: we wsi Sioło Bożykowskie pow. Podhajce  zamordowano 15 osób wśród nich: Gut Jan z rodziną, Gut Józef z rodziną i Gut Franciszek (Kubów..., jw.).

We wsi Maksymówka pow. Dolina:  „08.02.1944 r. został zamordowany Pańków i.n.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

We wsi Osmołoda gm. Perehińsko (?) pow. Dolina:08.02.44 r. zostali zamordowani: 1-50. Fedorowicz H.; 2. Moczulska A.; 3. Zawadzki F.; około 47 rolników NN.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Pielaki pow. Tomaszów Lubelski policjanci ukraińscy zastrzelili 5 Polaków. 

We wsi Podmichale pow. Kałusz banderowcy zamordowali 2 Polaków (mężczyznę i kobietę) oraz 2 Żydów (mężczyznę i kobietę), pracowników tartaku w Zawoi  (byli to: Agnieszka Jezierska, księgowa tartaku,  Wanda Lemiszka, księgowa tartaku,  Jan Kamiński /Hausner, kierownik tartaku oraz Andrzej Starczewski, lat 33, pracownik tartaczny). 

We wsi Podusów pow. Przemyślany napadu na Polaków dokonała banda ukraińska, brak danych o ofiarach (AAN, DR, sygn. 202/III/121, k. 105).  

We wsi Uhryńkowce pow. Zaleszczyki Ukraińcy zamordowali Polkę; „08.02.1944 r. została zam. Umińska i.n. sekretarka folwarku”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Sorocko pow. Skałat zabito Malawskiego N. i Okońskiego Leona (Kubów..., jw.)

 

   W nocy z 8 na 9 lutego: 

W mieście Bohorodczany pow. Stanisławów banderowcy obrabowali klasztor OO. Dominikanów i aptekę oraz uprowadzili 3 Polaków, którzy zaginęli. Inni podają:: „Zamordowano żonę Jana Prochockiego, ich córkę i syna. Synowi związano ręce i nogi drutem kolczastym i przywiązano go do sań. Zginął, a raczej skonał, w okropnych torturach”  (Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo ludności polskiej przez OUN-UPA w woj. stanisławowskim w latach 1939 – 1945; Warszawa 2004, s. 13).

We wsi Piłatkowce pow. Borszczów obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 18 Polaków, w większości kobiety i dzieci, oraz 1 Ukraińca. „Ludwik Barański został powieszony”  („Rzeczpospolita” z 14 lipca 2008). Komański… na s. 49 – 50 nie wymienia go.   

 

   9 lutego:

W majątku Białowody pow. Tomaszów Lubelski  zabici zostali: Grotthuss i Ewa Jankowska z Jabłońskich wraz z mężem. (Walki polsko-ukraińskie na Lubelszczyźnie w latach 1943-1944; w: www.kresy.pl ; 22 lutego 2012). Oraz: „Z początkiem 1944 r. na Chełmszczyźnie powstały pierwsze dwie bojówki Służby Bezpieki, które skierowano w teren do działań terrorystycznych, takich jak mordowanie właścicieli ziemskich i palenie ich majątków. Prawdopodobnie to jedna z tych bojówek zamordowała w pow. hrubieszowskim, w majątku Radostów, Kazimierza i Odettę Dobieckich. Z kolei druga z nich, 9 lutego 1944 r. w majątku Białowody, zamordowała Grotthussa i Ewę Jankowską z Jabłonowskich.” (Marian Adam Stawecki: „.Rajd śmierci pod Tomaszowem Lubelskim”; "Tygodnik Tomaszowski" nr 12 z 20 marca 2012 r; w: http://www.tygodniktomaszowski.pl/index.php option=com_content&view=article&id=304%3Ahistoria-rajd-mierci&catid=5%3Ahistoria&Itemid=7;   14.04.2012). 

W miasteczku Podkamień Rohatyński pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 16 Polaków.

We wsi Podusilna pow. Przemyślany „banda ukraińska zamordowała 9-ciu Polaków” (AAN, AK, sygn. 203/XV/ 15, k. 122).

We wsi Wołków pow. Przemyślany banderowcy w okrutny sposób zamordowali pod krzyżem ks. Józefa Kaczorowskiego, na drugi dzień zmarła jego ciężko poraniona 85-letnia matka. „Jest 9 luty 1944 roku - w miejscowości Wołków powiat Przemyślany ginie z rąk UPA ksiądz Józef Kaczorowski. Zostaje zamordowany w bestialski sposób pod figurką kościelną przez grupę 20 bojówkarzy nacjonalistów ukraińskich. Matka księdza zostaje postrzelona na strychu i umiera w szpitalu po długich męczarniach. W całym powiecie panuje wielkie poruszenie, wieści o zamordowaniu księdza bardzo szybko się rozchodzą. Część świadków zna nazwiska oprawców.” (http://www.nawolyniu.pl/artykuly/ksiadz.htm ). Oraz: „09.02.1944 r. został zamordowany Dżuryło Bolesław kierownik stacji”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

 

   W nocy z 9 na 10 lutego:

We wsi Burakówka pow. Trembowla Ukraińcy uprowadzili Polaka, byłego studenta UJ, którego odnalezione ciało miało wydłubane oczy, odcięte uszy i język, połamane ręce i nogi. Inni: We wsi Burakówka pow. Zaleszczyki: „10.02.1944 r. został zam. Frankel Czesław student UJ, był torturowany.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7)

We wsi Czyżów pow. Złoczów banderowcy z Uhorc i Koropca zamordowali 20 Polaków, większość z nich rozstrzelali w domu Józefa Simińskiego, który obłożyli słomą i spalili. M.in. zginęli: Babicz Władysław, Józef, Helena, Bachranowski Jozef, Chilarski Karol, Bronisław, Antoni, Anna, Chilarska-Iwanczyszyn Maria, Chilarska Tekla, Zofia, Jan, Nowicki Józef, Simiski Józef, Antoni, Jan, Zarzycki Michał, Anna, Żuliński Józef, Maria (Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003). 

We wsi Sorocko pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali 2 Polaków. Byli to żołnierze AK z Czortkowa Tadeusz Wolski i Leon Okoński, którzy mieli pomóc zorganizować samoobronę.  Miejscowi banderowcy zorganizowali na nich zasadzkę; Wolski zginął w nocy z 9 na 10  lutego 1944 roku, Okońskiego zaś pojmano i po torturach zamordowano. Jego ciało odnaleziono dopiero po dwóch tygodniach.

We wsi Skwarzawa pow. Złoczów banderowcy zamordowali kilkunastu Polaków, wśród nich rozpoznano Bałackiego N., Haszkiewicza N., Teodorowskiego Piotra, Karola, Józefa (Kubów..., jw.)

We wsi Sosnów pow. Podhajce zamordowali 10 Polaków (w tym małżeństwo i 4-osobową rodzinę) oraz na osiedlu Studynka spalili żywcem w budynku 4-osobową rodzinę Sychodulskich z 2 dzieci, a także zamordowali 2 dalsze osoby; łącznie zginęło 16 Polaków. 

 

   10 lutego:

We wsi Brykoń pow. Przemyślany Ukraińcy zamordowali Polaka, zarządcę majątku. „10.02.1944 r. został uprowadzony Macher Ferdynand zarządca folwarku.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).  

W przysiółku Grabowiec /Grabowce/ należącym do wsi Piłatkowce pow. Borszczów banderowcy zamordowali 18 Polaków. Komański..., s 49-50  wymienia 17 osób, bez Ludwika Barańskiego, który został powieszony („Rzeczpospolita” 14 lipca 2008 r.). Oraz: „Oto nazwiska ofiar: 1. Barański Marian (powieszony na miejscu); 2. Dubiński Józef; 3. Dubowski Ludwik, 4. Kałmuk Stefan,; 5-6. Pidkuresz Franciszek i Edward; 7. Pidkuresz i.n.; 8. Różański Antoni; 9. Tracz Eudokia; 10-14. Wołczyszynowie: Karol, Maria, Bronisław, Helena i Edward.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

W mieście Kowel woj. wołyńskie zmarła postrzelona przez Ukraińców Leokadia Madej.

We wsi Łukowiec Wiszniewski pow. Rohatyn:10.02.44 r. została zamordowana Ordon Józefa l. 32 z córką l. 13, synem Tadeuszem l. 9 i 6- miesięcznym dzieckiem.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Medyka pow. Przemyśl banderowcy zamordowali 5 Polaków.

We wsi Ostołowice pow. Przemyślany zostali zamordowani przez UPA 2 Polacy, w tym leśniczy Stanisław Kochan.  

We wsi Sarnki Dolne pow. Rohatyn został zamordowany przez UPA ks. Wiktor Szklarczyk. 

We wsi Słoboda Konkolnicka pow. Rohatyn: „10.II.1944 Słoboda Kąkolnicka pow. Rohatyn. Bandyci w  uniformach niemieckich dokonali napadu. Zabici: Rudnicki Albin, ur. 1894; Dulik syn Władysława lat 8-9. Wyprowadzeni, a  następnie w Byble w stajni zamordowani: Kruszelnicki Władysław, wójt; Wybranowski Michał, sekretarz gminny; Sorokowski Grzegorz, ur. 1923; Rudziński Władysław, ur. 1908; Kwiatkowska Józefa (19-20 lat)”. (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373). Oraz: 18.II.1944 Słoboda Kąkolnicka pow. Rohatyn  Zabici, domy spalone: Stokowski Grzegorz, gospodarz; Kwiatkowski Józef, Pańczyniak Marceli, Srokowska Antonina i dwoje dzieci”. (jw.). „10.02.1944 r. zostali zamordowani: Dulik syn Władysława l. 8-9 ; Rudnicki Albin l. 50; Rudziński Karol.(Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Snowicz pow. Złoczów banderowcy zamordowali 4 Polaków, w tym 3 kobiety.

 

   W nocy z 10 na 11 lutego:

We wsi Boków pow. Podhajce banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 72 Polaków.„W piątek, 11 lutego 1944 r., o godzinie 22-giej napadli Ukraińcy na wieś Boków, gmina wiejska Bożyków, powiat podhajecki. Przyjechali oni na saniach z okolicznych wsi i rozpoczęli napadać na domy polskie, pozostawiając w spokoju Ukraińców. Napastnicy oszczędzali amunicję, używając jej tylko w wyjątkowych wypadkach, mordowali zaś Polaków siekierami i narzędziami rolniczymi. Pastwą terrorystów padło 24 osoby zamordowane, dwoje dzieci i jeden mężczyzna ciężko ranni. Szymkowiczowi Bronisławowi, lat około 45, z zawodu rolnikowi, byłemu sołtysowi polskiemu, odcięli Ukraińcy głowę i zabrali ją ze sobą. Temu samemu losowi uległo też wielu innych Polaków, jak np.: Rzędzianowski Jan, lat 21, z zawodu rolnik, b. strzelec oraz Pilecki Ludwik, lat 40, z zawodu rolnik. W tym samym dniu zamordowali też Ukraińcy 8-ioro dzieci od lat 2-10 oraz około 13 kobiet, w tym kilka kobiet ciężarnych. Ukraińcy po dokonaniu swojej zbrodni rozpoczęli rabunek mienia pomordowanych, przy czym ściągali nawet obuwie i odzież zabitych. O godzinie drugiej w nocy mordercy odjechali w kierunku Szumlan w powiecie podhajeckim.

Nazwiska pomordowanych brzmią: Pilecki Ludwik lat 40; Szymkowicz Karol lat 50; Cywiński Adam lat 38; Pielewski Władysław lat 41; Żydzianowski Jan lat 21; Zacharko Wiktor lat 36; Szymkowicz Bronisław lat 48; Pilecki Michał lat 15; Pilecka Janina lat 12; 10. Pilichowski Kazimierz lat 10; Trzy córeczki Cywińskiego Adama: Maria lat 14, Janina lat 9, Laurenta lat 5; Żędzianowska Antonina lat 56 ; Zacharko Eugenia lat 37; Szymkowicz Marcela lat 41; Szymkowicz Sabina lat 43; Kułaczkowska Karolina lat 49; Cywińska Anna lat 35; Budz Czesława lat 23; Budz Ryszard lat 3; Szymkowicz Krystyna lat 19; Pielichowska Emilia lat 40. Ranni: Pilecka Wanda lat 38; Zacharko Lusia lat 8' Kułaczkowski Kazimierz lat 54; Pilichowski Jan lat 6. Prócz tego zmarła z otrzymanych ran Pilichowska Emilia, lat 40” (1944, 24 lutego – Protokół spisany w PolKO w Brzeżanach dotyczący napadu (połączonego z mordami) Ukraińców na wieś Boków w powiecie podhajeckim. Protokół spisany z p. Pileckim Adamem, lat 21, z zawodu stolarzem, z Bokowa, gmina Bożyków, powiat podhajecki. Brzeżany, dnia 24 lutego 1944 . W: B. Ossol. 16722/1, s. 145-146).  Imienną listę 66 Polaków (Komański.., s. 254 – 255) uzupełnia prof. Jankiewicz: „W czasie pierwszego napadu 10/11.02.1944 r. zamordowano Pielichowskiego Jana l. 6., czterej bracia Gutowie i  Krupa Jan l. 28 .” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). „Z 10/11 lutego we wsi Boków pow. Podhajce banderowcy zamordowali 60 Polaków. Zginęli: Bolinowski Kornel i Wiktor, Cewiński Joachim, Justyn i jego córka Antonina, Cewńiski Adam i 3 córki, Chodyniecki Antoni i Sabina (z Pileckich), Ferenc Aniela, Haladewicz Stanisław, Jakubowski Franciszek, Jurkowski Jan i syn Józef, Kasper Genowefa (z Pileckich), Kułaczkowska Karolina, Pilecki Ludwik, jego dzieci Michał i Janina, Pilecki Ignacy i jego syn, Pilecki Kazimierz, Pilecki Antoni z żoną, Pilecki Jan, Pilecki N. (s. Aleksandra), Pondel N. i jego żona, Pondel Józefa, Rozumek N. i jego syn Władysław, Skulski Ludwik jego żona Zofia i syn, Skulski Walery, Sumisławska Maria i Stanisław, Szymkowicz Bronisław i jego żona Sabina (z Pileckich), Szymkowicz Karol, jego żona Marcela i córka Krystyna oraz zamężna córka Czesława i jej syn Ryszard, Szymkowicz Ludwik, Świderski Franciszek. Zacharko Pantelemon, Wiktor i jego żona Genowefa, Zatorski Jan, jego żona Kornela i syn, (R) Żędzianowski N. i jego syn Jan.” (Kubów..., jw.) Ostatnio zaszły następujące wypadki mordów i rabunków:  4 na 5 lutego 1944 napad na Buków [Podhajce]”. (1944, 26 lutego – Pismo Pol. K. O. Stanisławów do RGO w Krakowie i Lwowie. Zawiera opis sytuacji uchodźców polskich z napadanych wiosek i wykazy mordów i rabunków. W: B. Ossol. 16721/1, s. 295-302). Wymienione zostały imiennie 23 osoby zabite i 4 ranne. Większość tych ofiar wymienia Komański i Siekierka na s. 254 – 255 opisując napad na wieś Boków pow. Podhajce w nocy z 10 na 11 lutego 1944 roku (nie wymieniają oni Czesławy i Ryszarda Budze). Wieś Buków nie jest wymieniona. Zapewne informacje, jakie otrzymał Polski Komitet Opiekuńczy w Stanisławowie były niedokładne. Oraz: we wsi Boków pow. Podhajce: „Ukraińcy wymordowali 23 Polaków. Dzieciom obcinano ręce i nogi” (AAN, AK, sygn. 203/XV/15, k. 122). 

We wsi Czyżów pow. Złoczów banderowcy zamordowali i spalili 7 Polaków a 2 ciężko poranili. 

 

   11 lutego:

We wsi Hołyń pow. Kałusz:11.02.1944 r. zostali uprowadzeni inni dwaj górnicy NN.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

Koło miasta Luboml woj. wołyńskie Ukraińcy przez trzy dni torturowali 2 ujętych Polaków, zanim ich zakopali w dole. 

We wsi Olesko pow. Złoczów banderowcy uprowadzili i zamordowali 12 Polaków. 

We wsi Pańkowce pow. Brody Ukraińcy zamordowali 6 Polaków („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122).

We wsi Popowce pow. Brody Ukraińcy zamordowali 2 Polaków („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122). 

We wsi Remizowce pow. Złoczów obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali co najmniej 10 Polaków, w tym rodzinę Turkiewiczów.

We wsi Szpikłosy pow. Złoczów podczas nocnego napadu zamordowali 16 Polaków.

We wsi Terebiniec pow. Tomaszów Lubelski policjanci ukraińscy zastrzelili 13 Polaków, w tym administratora z żoną oraz dziećmi lat 6 i 15 (inni napad ten datują dzień później). 

W mieście Włodzimierz Wołyński na przedmieściu Komarówka upowcy zabili 3 Polaków, w tym 2 kobiety.

We wsi Wołków pow. Przemyślany bojówkarze UPA zamordowali kolejnych 2  Polaków. 

 

   12 lutego: 

We wsi Chorostków Polski pow. Stanisławów w walce z UPA zginęło 2 Polaków z samoobrony. 

We wsi Cyków pow. Złoczów banderowcy zamordowali 12 Polaków. 

We wsi Korczyn pow. Sokal zamordowali 4 Polaków, w tym ojca z 17-letnim synem.

W mieście Lwów policjanci ukraińscy zastrzelili w domu Polaka oraz postrzelili 2 Polaków, w tym kobietę. „Dnia 12.II.1944 r. około godz. 20 do mieszkania Polki KOSYK Kazimiery, lat 34, zam. we Lwowie ul. Hetmańska 22 wtargnęło 2 nieznanych osobników, jeden uzbrojony w pistolet strzelił i ranił Polkę, lat 53 SUCHARAB Katarzynę, zam. w Zimnej Wódce – przebywającej chwilowo u znajomej Kosyk – ciężko ranił w głowę, tak że nazwana zmarła. Dalej drugi osobnik strzelił do Kosyk i tą ranił w rękę.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). „Dnia 12.II.1944 około godz. 19 Polacy małżonkowie TOPERCEROWIE, zam. Lwów – Pohulanka zostali zatrzymani na ulicy górnej Kochanowskiego przez 4 osobników w mundurach wojskowych celem wylegitymowania się. Sprawcy zabrali żonie Topercera Annie dokumenty osobiste, męża zabrali zaś, rzekomo na wachę policyjną. Po kilku krokach zwolnili go, oddając strzały zranili go ciężko w szyję.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43).

W miasteczku Maciejów pow. Kowel miejscowi Ukraińcy siekierami i bagnetami zamordowali 7 Polaków: 5 kobiet i 2 dzieci. 

We wsi Pohorylce pow. Przemyślany:12.02.1944 r. zostali zamordowani: nauczyciel Sieńkowski z żoną”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). Inni podają, że byli to:  Seńczuk Jan, emerytowany nauczyciel i Seńczuk Maria, emerytowana nauczycielka. (Józef Wyspiański: Skutki napadów ukraińskich nacjonalistów w powiecie Przemyślany. w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, tom 10, Kędzierzyn-Koźle 2018).

W mieście Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali Władysława Wojtaka. 

We wsi Zimna Woda pow. Lwów12.02.1944 r. została zam. Sucharek Katarzyna l. 53” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

 

   W nocy z 12 na 13 lutego: 

We wsi Łanowce pow. Borszczów, w części zwanej Szlachta, banderowcy spalili polskie gospodarstwa oraz wymordowali Polaków, na cmentarzu pochowano 72 ofiary, ale wiele zwłok spaliło się bądź nie odszukano ich w zgliszczach lub w okolicy wsi zabitych podczas ucieczki lub uprowadzonych.  A. L. Sowa podaje liczbę ok. 80 ofiar (s. 233), natomiast Władysław Kubów wymienia liczbę 100 pomordowanych  (s. 31). „Okazało się, że pod spalonym spichlerzem, w piwnicy, są jej dzieci. Wejście do piwnicy zawalone było palącymi się belkami. Silniejsi mężczyźni szybko odwalili te belki, powstała mała szczelina i ktoś poprosił mnie, abym jako najmniejszy, tam wszedł. W półmroku siedziała pod ścianą dziewczynka, która jakby się uśmiechała, obok niej jej brat Staszek i Staniszewski. On siedział najbliżej, więc powiedziałem do niego, aby wyszedł, a on nie ruszał się. Podszedłem do tej dziewczynki, po takich jakby ugotowanych ziemniakach, wołam ją i chwyciłem za bosą nóżkę, a nóżka została mi w ręku. Wyskoczyłem stamtąd i zawołałem – „one są ugotowane”. To było straszne. /.../ Szliśmy w uliczkę /.../, tam stał frontem do ulicy dom. Na jego drzwiach wejściowych był ślad ciosu siekiery i obok ciecia ściekała krew i wisiał przyczepiony pukiel jasnych włosów. Buczyński powiedział, że to są włosy dziewczyny, nawet powiedział jej imię. /.../ Ze Szlachty nadjechał wóz pełen trupów. Między szczeblami wisiały gołe nogi i ręce” (Ludwik Fijał; w: Komański..., s. 522 – 523). „Na osiedle zwane Szlachtą, nocą napadła UPA. Banderowcy okrążyli osiedle, od strony pól rozstawili strzelców z bronią palną, od osiedla natomiast wkroczyły główne siły podzielone na grupy. Jedne zajęły się mordowaniem ludności, drugie zaś rabunkiem i wywożeniem dobytku. W końcowej fazie napadu spalono większość budynków. Głównym narzędziem zbrodni były siekiery, bagnety i inne narzędzia. Do uciekających strzelano. Nad ranem dzieło straszliwego zniszczenia było dokonane. Tliły się jeszcze niedopalone budynki. Wokół zagród na podwórzach i polach leżało pełno trupów. Niektórzy konali w mękach od ran zadanych siekierami i bagnetami. Naliczono 72 ciała różnej płci i wieku. Widziałem chłopca, może dziewięcioletniego z rozprutym brzuchem, jak jedną zastygłą już ręką, podtrzymywał wypadające jelita, a drugą wyciągniętą do przodu, próbował się wyczołgać z płonącego domu i tak zmarł. W innym miejscu leżała młoda dziewczyna o pięknych jak len długich włosach, splecionych w warkocz. Otrzymała cios siekierą w tył szyi, musiała widocznie jeszcze biec kilkanaście kroków, znacząc obficie krwią drogę. Na zawsze utkwił mi w pamięci widok ciała kilkumiesięcznego dziecka z roztrzaskaną główką. /.../ Osiedle liczące ponad 35 polskich zagród, w ciągu jednej nocy przestało istnieć. Pogrzebano 28 małych dzieci do lat 14. Wiele zwłok było zmasakrowanych i spalonych, trudnych do rozpoznania. Liczba zamordowanych była z pewnością większa, mogła osiągnąć do 100 osób” (Bernard Juzwenko; w: Komański..., s. 526 – 527). "Ja mieszkałem w dzielnicy Szlachta, gdzie mieszkali prawie sami Polacy. 12 lutego 1944 r. o godz. 20.00 był silny mróz i duży śnieg. Przyjechali banderowcy. /.../ .Siedzimy na poddaszu i słyszymy jak idą do naszego sąsiada. Wyłamali drzwi na korytarzu i zabili sąsiadkę; była to już starsza kobieta. Słyszałem jak krzyknęła: "Co chcecie?" - i w tym momencie głuche uderzenie. Jęk tej kobiety trwał może z pół godziny, może trwałby dłużej, ale gdy zapalono mieszkanie jęki ucichły. Syn z córką uciekli z mieszkania. Mąż tej kobiety leżał na łóżku, był chory, Na tym łóżku obcięto jemu głowę. Nazwisko sąsiada Jaworski Paweł. ... Dwojgu dzieciom - było to rodzeństwo, chłopaczek miał sześć lat, siostrzyczka miała pięć lat - odcięto języki - nazwisko ich to Skórski. ... Druga rodzina nazwiskiem Żołyński; męża nie było w domu. Przyszli banderowcy, wyłamali drzwi; wyprowadzili żonę na dwór i siekierą zabili. Widziałem ją jak leżała na podwórku..Obok niej leżało małe dzieciątko, może miało sześć miesięcy.  Leżało obok swojej mamy, brzuszkiem do góry, na piersiach i brzuszku było widać kłucia bagnetem. Buzię miało bielszą od śniegu, nadzwyczaj białą. ... A oto przebieg morderstwa rodziny Adamowskich. Adamowski miał z drugą żoną Ukrainką czworo dzieci: trzech synów i jedną córkę. Dobrze ich znałem bo my się razem bawili. Gdy banderowcy weszli do mieszkania, wyprowadzili trzech chłopaczków na  podwórko i siekierami pozabijali. Widziałem ich potem jak leżeli oni w kałuży krwi, jeden przy drugim. Najstarsza córka Marysia, jak już wyżej wspomniałem od pierwszej żony, leżała już w łóżku. Banderowcy przyszli i kazali jej wyjść na dwór - ona nie chciała (tak opowiadała jej macocha). Oni ją zakłuli bagnetami na tym łóżku, tak, że krew opryskała całą ścianę. Natomiast macocha ze swoją córką schowała się na piecu. Gdy banderowcy skończyli morderstwo, to ona zeszła z tego pieca i strasznie płakała, rozpaczała i krzyczała. I poszła z tą dziewczynką do grupy banderowców, którzy stali na podwórku. I mówi do nich; "Coście zrobili? Pozabijaliście moje dzieci, to i mnie zabijcie". Oni się nic nie odzywali, obrócili się i poszli. Jej bracia byli w banderowcach.  Było podejrzenie, że i oni brali udział w morderstwie na Szlachcie. Następna rodzina - nazwisko Matkowski. Przyszli banderowcy do mieszkania i wyprowadzili całą rodzinę na podwórko; było ich pięcioro, ojciec, matka, syn z córką i żoną. Zabijano ich siekierą, każdego po kolei. Obok ich mieszkania, może ze dwadzieścia metrów płynął strumyk, krew tych ludzi płynęła przez drogę do tego strumyka. Widok był straszny i przejmujący." Ogółem w ciągu dwóch godzin zamordowano 72 osoby /66 znanych z imienia i nazwiska/."  Dziś na miejscu tej ohydnej zbrodni, jednej z wielu tysięcy, stoi krzyż poświęcony... trzem banderowskim barbarzyńcom, których Rosjanie otoczyli tam przy końcu 1945r!!!”.  (http://forum.gazeta.pl/forum/w,48782,79378212,,A_na_zgliszczach_psy_wyly_na_chwale_Samostijnej.html?v=2).  „Kładąc się spać nikt z nas nie przypuszczał, że w tę noc z 12 na 13 lutego 1944 roku wielu z naszych polskich sąsiadów (ze Szlachty) zginie z rąk naszych ukraińskich sąsiadów. Z relacji mojej cioci Franciszki (mieszkała z rodziną od strony ulicy Szulhanówki) wiem, że przed świtem zbudziły ją głośne rozmowy dochodzące z ulicy. Weszła na strych i przez okno szczytowe zobaczyła mgłę nie podejrzewając, że jest to dym. Po ulicy chodziły jakieś postacie i żywo rozprawiały. Obudziła domowników. Tata i wujek zdjęli osłonę drzwi i wyszli na podwórko i podeszli do bramy. Zapytali przechodzących Ukraińców, co się dzieje, że o tej porze panuje taki ruch na ulicy? Któryś z Ukraińców powiedział Szlachta horyt’ (Szlachta pali się). Od strony Szlachty nadbiegła głośno płacząca kobieta (Skórska), a zobaczywszy tatę i wujka, krzyknęła – O Boże, jak to dobrze, że wy jeszcze żyjecie! Moje dzieci zostały zamordowane! Nawet języki im obcięli! Oczy im wydłubali! Boże mój, Boże, za co pokarałeś takie małe istoty?!  Rzewnie płacząc pobiegła do Ziółkowskich, naszych sąsiadów. /.../ Ciocia postanowiła pójść do krzyża, który stał na rozdrożu Szulhanówki i dróg: na Pomiarki, Szlachtę i Podzamcze. Z tego miejsca doskonale widać było Szlachtę. Zacząłem prosić, najpierw rodziców, a później ciocię, aby mnie zabrała ze sobą. Bardzo się martwiłem o mojego kolegę Józka Adamowskiego, z którym służyłem do mszy i chodziłem do jednej klasy. Mama nie zgadzała się. Mężczyźni uznali, że kobieta z dzieckiem będzie bezpieczniejsza. W drodze do krzyża nic złego nie może się wydarzyć – przekonywali mamę. Jest już widno, a do krzyża nie jest daleko - zapewniali mamę. Sami gdzieś wyszli z domu na podwórko. My do krzyża nie szliśmy, myśmy biegli. Przy krzyżu stało wielu młodych Ukraińców, żywo prowadzących rozmowę. Coś pokazywali rękami. Zobaczywszy nas nagle zamilkli. Wielu z nich znaliśmy osobiście, za wyjątkiem dwóch lub trzech, którzy nie byli z tej wsi. Mieli bardzo ponure oblicza. Do cioci zwrócił się Petro Krutyj, nasz sąsiad z naprzeciwka, syn mojego chrzestnego (sic!). – Gdzie idziesz Franko? Nie widzisz, co się tam dzieje? Chcesz koniecznie oglądać trupy? Lepiej tam nie chodź.  Wtedy odezwał się ten z ponurą twarzą: – Nechaj ide. Zawtra i wona bude (Niech idzie. Jutro i ona będzie – trupem). W jego głosie było tyle nienawiści, że się przeląkłem. W kierunku  Szlachty biegli ludzie z Pomiarek. Trzymałem kurczowo ciocię za rękę i chciałem koniecznie iść z nią dalej. Kazała mi wrócić do domu. Jeszcze przez chwilę patrzyłem na dogorywające zabudowania. Czułem dym spalonych zabudowań i silny swąd palonych ciał. Słyszałem głośny płacz kobiet i przeraźliwe wycie psów. Nigdy przed tym, ani później nie słyszałem takiego wycia. Wyraźnie się przeraziłem. Ciocia pobiegła przez most na Szlachtę. Ile miałem sił w nogach, biegłem do domu. Byłem odrętwiały ze strachu. Cały czas myślałem o moich kolegach, a szczególnie o Józku. Mama od razu poznała, że widziałem to, czego nie powinienem. Byłem podobno bardzo blady i nie mogłem sklecić najprostszego zdania. Ja, gaduła nad gadułami! /../ Jak ochłonąłem zacząłem opowiadać, co widziałem. Ze szczegółami opowiedziałem spotkanie z Ukraińcami przy krzyżu, wymieniając, kogo rozpoznałem, a kogo nie. Dzisiaj nie pamiętam nazwisk, za wyjątkiem tych z sąsiedztwa. Był w tej grupie wspomniany Petro Krutyj i syn Biłana. /.../ Ciocia powróciła dość szybko i opowiedziała o potwornościach mordu. Na moje pytanie, czy Józek żyje? Odpowiedziała płacząc – Józek razem z babcią leżą na podwórku z rozciętymi siekierą głowami. A twoi koledzy, Mietek i Adam (?) Buczyńscy udusili się w piwnicy, razem z ich tatą. Ciocia szlochając opowiadała, że widziała młodą Warową, żonę Jana. Tuliła dziecko do piersi. Była poparzona i bardzo płakała. Jej mąż Jan przykrył żonę i dziecko na strychu balią, a sam uzbrojony w siekierę postanowił się bronić. Banderowiec wszedł na strych i wtedy Jan uciął mu nogę. Banderowcy dom podpalili. Jan tylko zdążył krzyknąć do żony, żeby nie wychodziła z ukrycia. Skaczącego na ogród Jana banderowcy zastrzelili. Ona uległa okropnemu poparzeniu barku i pleców, ale uniknęła mordu. Ranną zajmowali się już Polacy z Pomiarek. Ciocia opowiadała, że widziała ludzi zakłutych nożami i widłami, spalonych i potwornie okaleczonych (wymieniała ich nazwiska i imiona). Mówiła, że wymordowano całą rodzinę Buczyńskich. Kobiecie, która od 25 lat nie wstawała z łóżka, rozpruto brzuch. Przerażające widoki zbrodni spowodowały, że przerażona uciekła do domu. I jeszcze tego samego dnia, zabierając córeczkę Zdzisię odjechała do Borszczowa. Dominik pozostał, aby przygotować żywność i sprzęty potrzebne do dalszego życia. Około południa do Łanowców przyjechali Niemcy, którzy robili zdjęcia i spisywali ofiary morderstwa. Wśród Niemców był człowiek o nazwisku Orlik (wiem to od cioci). Był to prawdopodobnie Ślązak w policji niemieckiej. On w tajemnicy doradzał Dominikowi, aby wszyscy żyjący Polacy opuścili Łanowce. /.../ Jeszcze tego samego dnia byłem świadkiem jak Ukraińcy odnosili się do ofiar mordu. Stałem za bramą i obserwowałem ulicę. Nadjechała fura od strony Szlachty. Powoził znany mi człowiek, ale nazwiska już nie pamiętam. Popijał wódkę z butelki. Na wozie leżały popalone ciała zamordowanych. Ciał było dużo i były niedbale przykryte słomą. Wystawały spalone nogi, czaszki. Najwyraźniej widziałem spaloną rękę z zaciśniętą pięścią. Od strony cmentarza szedł inny Ukrainiec, którego nie znałem. Zatrzymał wóz akurat przed naszą bramą i zapytał – Szo wezesz? Woźnica głową wskazał na zawartość fury i mruknął: – Taj wydysz. Sterwo.
– Skyń, sterwo, tam na kupu, koło tij jamy. My zakopajem – powiedział idący. (Co wieziesz? Przecież widzisz ,padlinę. No to rzuć to ścierwo na kupę obok tamtego dołu. My to zakopiemy).
Zachowałem słowa w brzmieniu fonetycznym języka  chachłackiego – nieczystego j. ukraińskiego. Posługiwali się mim ludzie na tamtych terenach. Pobiegłem do domu, aby się podzielić tym, co widziałem i słyszałem.”
(Mieczysław Walków: „Blog”-  kronika Mietka W.; w: www.absolwenci56.szczecin.pl , 16.01.2012 ).

We wsi Tłusteńkie pow. Kopyczyńce:12/13.02.1944 r. W czasie napadu na folwark został zabity jeden Polak NN i dwóch było rannych.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

 

   13 lutego (niedziela):

Na koloniach: Andresówka, Antonówka, Borek, Helenówka Werbska, Stefanówka oraz przedmieściu Włodzimierza Wołyńskiego Białozowszczyźnie pojawiły się oddziały niemieckie, więc samoobrona polska pochowała broń. Tuż po ich wyjeździe nastąpił atak kilkuset upowców ze wsi Marcelówka, Mohylno, Gnojno i Werba; akcja niemiecko-ukraińska była więc dobrze zsynchronizowana. Polacy mordowani byli w straszliwy sposób, kolonie zostały spalone.

W kol. Andresówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 64 Polaków, 1 zginął w walce.

W kol. Antonówka i Borek pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 30 Polaków.

Na Białozowszczyźnie, przedmieściu Włodzimierza Wołyńskiego, zamordowali 3 Polaków: 2 kobiety i starca. 

We wsi Bieniawa pow. Podhajce banderowcy zamordowali ponad 25 Polaków, m. in. zginął ks. Władysław Żygiel.  Inni: „W poniedziałek 14 lutego 1944 r. najechało kilkunastu terrorystów ukraińskich na wieś Bieniawę w powiecie podhajeckim. Byli oni ubrani w niemieckie mundury i uzbrojeni w broń palną. Mówili złym językiem polskim. Około godziny 22 kilku z nich otoczyło dom Szpulaka Wacława, lat około 40, u którego mieszkał od miesiąca miejscowy proboszcz ks. Żygiel Władysław, lat 38 ze Złoczowa. Ponieważ napastnicy mówili po polsku Szpulakowa Anna otworzyła im drzwi, tym bardziej, że tłumaczyli się oni, że absolutnie nie zrobią nikomu nic złego, mają tylko ważny interes do księdza. W sieniach dali wystrzał na postrach, wobec czego ksiądz Żygiel otworzył im drzwi. Ukraińcy wpadli wtedy do pokoju i zastrzelili gospodynię księdza Marię, niewiadomego nazwiska, po czym usiłowali i porwać księdza i uprowadzić go w pola. Ksiądz Żygiel począł się prosić, żeby darowali mu życie, oddawał im pieniądze, odzież, obuwie i całe urządzenie domowe, napastnicy jednak na jego prośby i łzy odpowiedzieli, że “my nie chcemy nic, tylko twojej duszy”, po czym zaczęli go wyciągać przemocą z pokoju. Ponieważ jednak ksiądz Żygiel oparł się nogami o drzwi pokoju, napastnicy zastrzelili go i odeszli zostawiając w spokoju rodzinę Szpulaka. Po tryumfalnym objeździe całej wsi, odjechali w kierunku Bohatkowiec.” (1944, 25 luty – Pismo PolKO w Brzeżanach do Delegata RGO we Lwowie dotyczące tragicznego położenia wiejskiej ludności polskiej w powiatach Rohatyn, Podhajce i Brzeżany na skutek ataków band ukraińskich. Protokół spisany z Woźniakówną Kunegundą, lat 17, córką Stanisława Woźniaka, rolnika w Bieniawie, gm. wiejska Siemiakowice, pow. Podhajce w dniu 25 lutego 1944 r. W: B. Ossol. 16721/2, s. 109-112). Ks. Władysław Żygiel, ur. w 1905 r., zamordowany został przez UPA 10.02. 1944 r. „Mimo świadomości grożącego niebezpieczeństwa swojej owczarni nie opuścił do końca. W 1943 r. po wyrzuceniu z plebanii (znalazła tam siedzibę miejscowa NKWD), dzięki ludzkiej życzliwości ukrywał się w prywatnych mieszkaniach. W mroźną noc 10 lutego 1944 r., przebywając w domu rodziny Szpulaków, został zamordowany przez członków ukraińskiej bandy UPA. Według opowiadań świadków morderca miał niespełna 17 lat. Na wieść o zbrodni 13 lutego kapłani z sąsiedztwa: proboszcz, ks. Wilhelm Dorożyński ze Złotnik, ówczesny wikary, obecny arcybiskup, ks. Ignacy Tokarczuk i nieżyjący już proboszcz z Sokołowa, ks. Franciszek Klinger, w asyście parafian dokonali cichego pochówku.” (http://niedziela.pl/artykul/12593/nd/Powrocil-Pasterz-do-swojej-owczarni ). „Niedługo przed północą ktoś załomotał. Czekali w strachu. Po kilkunastu minutach drzwi zostały wyważone. Do domu wpadło kilku mężczyzn. Na podwórzu czekali ich kompani. Skierowali się prosto do drzwi pokoju księdza. On nie otwierał, a oni nie mogli wejść - drzwi były obite solidną blachą. Przerażeni domownicy czekali na najgorsze. Ksiądz w końcu otworzył. Kazali mu się ubrać. Powiedział, że nigdzie z nimi nie pójdzie. Próbowali wyciągnąć go siłą. Zaparł się o ościeżnicę. Jednemu z młodszych napastników nie wytrzymały nerwy. Strzelił księdzu prosto w czoło. Jego gospodynię zakłuli bagnetem. Wychodząc, powiedzieli tylko Szpulakom, żeby zgasili światło. - Ojciec był przekonany, że też zginie, ale nic mu nie zrobili - opowiada dziś Zbigniew Szpulak, który w lutym 1944 roku miał sześć miesięcy. - Ukraińcy zabronili pochowania ciał. Mieszkańcy wsi zrobili to po cichu i właściwie po kryjomu kilka dni później.” (https://nto.pl/ksiadz-wladyslaw-wraca-do-parafian/ar/3970369 ).  

We wsi  Ciemierzyńce pow. Przemyślany: „13.02.1944 r. zostali zamordowani: Sienkiewicz i.n.; Winiarski Józef.”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Dobromilcze pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 2 Polaków. 

We wsi Germakówka pow. Borszczów podczas napadu na uczestników wesela banderowcy napadli na uczestników wesela u rodziny Szczerbów. Wrzucili do domu granaty oraz strzelali i dobijali weselników. Zamordowali 27 Polaków, 1 Ukraińca i 1 żołnierza niemieckiego, Ślązaka; 14 Polaków zostało okaleczonych, rannych i poparzonych  (Komański..., s. 36 i 534). Śledztwo IPN Wrocław: S 15/00/Zi − w sprawie zbrodni ludobójstwa dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939–1945 w pow. Borszczów, woj. tarnopolskie, na miejscowej ludności narodowości polskiej, m. in. w Germakówce, gdzie w wyniku dokonanego w dniu 13 lutego 1944 r. napadu na dom (odbywało się tam wesele)zginęły 32 osoby, w tym 30 mieszkańców tej wsi narodowości polskiej, jedna osoba narodowości ukraińskiej i żołnierz niemiecki, który jako gość weselny w trakcie napadu bronił pozostałych osób przed napastnikami. Ofiarami tej zbrodni byli mężczyźni, kobiety i dzieci, zaś sprawcami mordu ich sąsiedzi narodowości ukraińskiej.

W kol. Helenówka Werbska pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali ponad 40 Polaków. Inni: Polka, której ojciec o nazwisku Miazga zginął wówczas, w wypowiedzi do dziennika „Rzeczpospolita” podała nazwę wsi jako „Chylinówka’, gdzie upowcy „zabili 62 osoby, w tym 8 dzieci” („Rzeczpospolita” z 2 lipca 2003 r.).  

We wsi Hucisko Brodzkie pow. Brody: „13.II. Hucisko Brodzkie. W niedzielę, w czasie Mszy świętej, napadła banda w ilości 600 ludzi. Polacy bronili się przez 2 godziny, w pomoc przyszli żołnierze niemieccy z Wołoch z 3 tankami. Banda składała się z Ukraińców wołyńskich (między innymi komendant, który poległ) oraz z miejscowych chłopów ze wsi: Baratyn, Hołybica, Pieniaki. Banda straciła +/- 100 ludzi (wśród poległych był diak i bracia Martyniuki i Litowiak). Polacy po napadzie uciekli do Brodów, w domu pozostali tylko starcy.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253). Kulińska L., Roliński A.: Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej 1943-1944,  Kraków 2003, na s. 359 podają, że łącznie ofiar polskich było 150; Władysław Kubów wymienia 57 ofiar, począwszy od 9-miesięcznego Jana Olszańskiego po 90-letnią Janinę Hanicką (Kubów…, jw.). 20 lutego był drugi napad.

We wsi Kołodziejów pow. Stanisławów uprowadzili 4-osobową rodzinę polską, która zaginęła. „13.II.1944 Kołodziejów pow. Stanisławów: Rodzina Gadajów (4 osoby) uprowadzeni.” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373). 

W mieście Lwów: „Dnia 13.II.1944 r. przed południem znaleziono na Pohulance ul. 22 stycznia zwłoki 15-letniej dziewczynki z raną postrzałową w głowę. Nazwiska zamordowanej nie ustalono.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). Oraz policjant ukraiński zastrzelił mężczyznę NN. (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Meducha pow. Stanisławów banderowcy podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków. 

W kolonii Modryń pow. Hrubieszów: „13.02.1944 r. bojówka ukraińskich nacjonalistów z Sahrynia w mundurach SS Galizien oraz cywili napadła na młyn i zam.: Ligartowskiego Franciszka l. 60, Serafina Józefa l. około. 45.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Obrotów gm. Korczyn pow Sokal: „13.02.44 r. zamordowani zostali: 1-3. Sobiecki l. 56 i jego żona l. 52; Koprowski Kazimierz l. 32, ich zięć.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Ochnówka pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 18-letniego Franciszka Tatysa. 

We wsi Podbatyjów pow. Radziechów zamordowali kilkunastu Polaków, znane są 3 ofiary: dwie wrzucone do studni, w tym 65-letnia kobieta, oraz 16-letni chłopiec.

We wsi Ruda Brodzka pow. Brody:Kiedy zaczynał się rozwijać ukraiński nacjonalizm, Jan Michalewski miał kilka lat. Tego nie zapamiętał dokładnie, ale doskonale zachował w pamięci jego krwawe symptomy: „Do naszej wioski przyszły sygnały, że w Jesionowie – była to wioska gminna – zamordowano dwóch synów kierownika szkoły. Wracali ze stancji. Rodzice się ich nie doczekali. Rano znaleziono ich pobitych i nieżywych. To już u nas w Hucisku było wiadomo, że się zaczyna ukraiński nacjonalizm. Następną sprawą było zamordowanie księdza Walczaka, który został pobity przez nacjonalistów ukraińskich, wrzucony do studni i tam żywcem zasypany kamieniami]. Pochowano go na cmentarzu w Hucie Pieniackiej. Za trumną szło około trzy tysiące ludzi, jak mówią, ja tego dokładnie nie pamiętam, korowód był bardzo długi. […] Mama opowiadała, że mało kto się oparł, żeby nie płakać, kiedy zdejmowano tę trumnę i wsadzano ją do grobu. Był to uczynny i przyjazny dla wszystkich narodowości ksiądz”. Jan Michalewski (ur. w 1938 roku) 13 lutego 1944 roku miał sześć lat. Napad ukraiński zniszczył całkowicie jego wioskę Hucisko Brodzkie. „Około południa, była to niedziela, zaczęła się ogromna strzelanina i zaczął się zamęt w naszym domu. Najpierw wsadzili mnie z tym kuzynem Jankiem do kufra, takiego zamykanego. A sami zaczęli podpierać takim dyszlem drzwi, że jak będą wyłamywać czy strzelać, to żeby nie wyważyli tych drzwi. […] Myśmy zaczęli krzyczeć w tym kufrze. Otwarli ten kufer i wtedy ktoś powiedział: »Bierzcie dzieci i uciekajcie«. I stryjenka wzięła mnie i swojego synka Janka pod pachę, pomogła nam wyjść z domu i zaczęliśmy uciekać w stronę Wołoch, to była sąsiednia wioska, mieszana, polsko-ukraińska. Już czuć było zapach [spalenizny], już było słychać strzały, był okropny zamęt dookoła nas. I nas prowadzono takim wąwozem, zrobiła się nas grupa ludzi – około trzydziestu, czterdziestu osób – i tym wąwozem dotarliśmy do sąsiedniej wioski. I tam, pamiętam, rozścielono słomę. I pamiętam, jak wieczorem przywieźli ojca nieprzytomnego, zakrwawiony był po lewej stronie, i położyli ojca w rogu tego mieszkania na słomie. I ojciec tylko co około pół godziny jęczał: »Dobijcie mnie«. Mama płakała i zwilżała mu wargi. A myśmy z tym bratem stryjecznym Jankiem klęczeli i odmawiali pacierze. […] Chciałem zobaczyć brata Tadeusza, to było na drugi dzień po napadzie. Musiałem mocno płakać, że dziadek mówi: »To chodź, to ci pokażę«. I ten obraz mam w oczach bardzo wyraźny. Brat leżał na takim, na Kresach mówiło się: werecie, a to był koc w kratę. Dziadek odchylił koc i widziałem miejsce, gdzie pocisk wszedł w główkę powyżej policzka i tutaj [pokazuje skroń] był ślad, jakby ktoś nożykiem zaciął – tu gdzie pocisk wszedł. A drugiej strony nie chciał mi pokazać, odwinąć całkowicie tej drugiej strony. Tam ponoć główka była cała strzaskana. Po tych oględzinach zawinął ciało i włożył do takiej skrzynki. Pamiętam, zarzucił karabin, wziął tę skrzynkę pod pachę i poszedł na cmentarz pochować”. („Bery kosu, bery niż i na Lacha…”– relacje ocalałych z rzezi wołyńskiej; w: http://www.zbrodniawolynska.pl/swiadkowie-mowia/beru ). Drugi napad na wieś był 20 lutego 1944 r.

W kol. Stefanówka pow Włodzimierz Wołyński znanych jest 11 ofiar, ale wielu zamordowanych było uciekinierami z okolicznych wsi o nieznanych nazwiskach.

We wsi Terebiniec pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 2 Polaków. 

We wsi Tłusteńkie pow. Kopyczyńce upowcy podczas napadu na majątek zamordowali co najmniej 3 Polaków, w tym zarządcę i jego 17-letniego syna. 

W mieście Włodzimierz Wołyński upowcy na przedmieściach zamordowali kilkunastu Polaków.

 

   14  lutego:  

We wsi  Białogłowy pow. Złoczów:  „W dniu 14. 02. 1944 r. pojechał do Białogłów Bieniaszewski - mieszkaniec Załoziec. Miał u siebie lokatorów - rodzinę, która uciekła ze wsi Białogłowy przed banderowską siekierą. Zabrał lokatora, dwie jego córki i pojechali po żywność, którą rodzina zakopała na swoim gospodarstwie. Ostrzegali ich, że wyjazd jest niebezpieczny, ale perspektywa, że przywiozą dużo atrakcyjnej żywności pokonała strach. Rzeczywiście, mieli zakopany miód, mąkę, kaszę, zboże i dużo ziemniaków. Minął wieczór, minęła noc, a p. Bieniaszewski ze swoimi lokatorami, nie powrócił. Zebrałem liczną grupę harcerzy uzbrojoną w bron maszynową i z rana wyjechaliśmy sprawdzić; co się stało? Przyjechaliśmy do wioski, pytamy czy ktoś nie widział furmanki z dwoma mężczyznami i dwiema dziewczynami, zaprzężoną w parę koni.? Oczywiście, "nikt nic nie widział." Ktoś wpadł na pomysł, żeby porozmawiać z dziećmi. Informacje dzieci były rewelacyjne - nawet wskazały podwórko, na którym ta furmanka stoi. Otoczyliśmy to gospodarstwo, pytamy gospodarza czy nie widział poszukiwanych? Nie - odpowiedział, ale wykazał przy tym duże zdenerwowanie. Kazałem chłopakom przeszukać zabudowania gospodarcze. Pod stodołą stał wóz Bieniaszewskiego, a w stajni konie. Ukrainiec usiłował zbiec, ale po chwili Franek Skorohobaty przyprowadził go pod lufą automatu. W stodole, przykryte słomą, znaleźliśmy ciała bestialsko pomordowanych. Mężczyźni byli uduszeni drutem kolczastym - na szyi mieli wieniec z drutu. Dziewczętom poobrzynano piersi i rozpruto brzuchy. Te musiały konać w męczarniach. Bestię ukraińską związaliśmy i wrzuciliśmy na wóz, jak kłodę drewna. Baliśmy się, żeby nam nie uciekł. Ciała załadowaliśmy na furmankę Bieniaszewskiego i wróciliśmy już w późny wieczór do Załoziec. Rodziny wpadły w rozpacz - lamentom nie było końca. Bestię ukraińską przekazaliśmy NKWD. Zanim zawisł na stryczku to zeznał, że był szefem grupy SKW w tej wiosce. To on organizował pogromy Polaków. To on dał rozkaz zamordowania Bieniaszewskiego i jego współtowarzyszy. Banderowcy postąpili podstępnie. Zatrzymali furmankę Bieniaszewskiego występując w mundurach rosyjskich. Na głowach mieli czapki z pięcioramienna gwiazdą. Pan Bieniaszewski będąc przekonany, że to są Rosjanie, dokładnie wyjaśnił kim są i w jakim celu przyjechali, tym samym wydał na siebie i swoich lokatorów wyrok śmierci." (Piotr Baj, ps. "Czarny", mieszkaniec Załoziec, ur. 1928; w: http://www.olejow.pl/readarticle.php?article_id=250 ).

We wsi Iwaczów Górny pow. Tarnopol: 14.02.1944 r. został zamordowany koło wsi Jankowce Kazieczko Henryk (urzędnik - Markthelfer), wracający z przyjęcia u Ukraińca Biłeckiego”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We Lwowie:14.02.44 r. zostały zastrzelone 2 starsze osoby NN przy ul. Krupierskiej.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Maleniska pow. Brody: „14.02.1944 r. został zam. Deyczuw Stanisław.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie...,jw., tom 7).

We wsi Świrz pow. Przemyślany zatrzymany został przez banderowców przebranych w mundury niemieckie ks. proboszcz Stanisław Kwiatkowski, gdy wracał z pogrzebu zamordowanego 11 lutego w Wołkowie ks. Kaczorowskiego. Oprawcy  rozebrali go do bielizny i pędzili kilka kilometrów do wsi Ładańce, gdzie po torturach zamordowali go. Razem z księdzem zamordowali młodego partyzanta AK, który miał stanowić ochronę księdza; zamordowali także woźnicę Ukraińca, który był świadkiem uprowadzenia. „14 lutego 1944 roku trzy dni po zamordowaniu ks. Kaczorowskiego odbywa się jego pogrzeb. Proboszcz Kwiatkowski szuka woźnicy, który mógłby z nim pojechać na pogrzeb do sąsiedniej miejscowości. Część mieszkańców jest zastraszona i obawia się powtórnego ataku Banderowców. Przed pogrzebem pojawiają się listowne pogróżki o tym, że UPA planuje atak na księży będących na pogrzebie. Proboszczowi nie odmówiono, znalazł woźnicę. Wraz z księdzem jedzie Paweł Komar (Ukrainiec, partyzant AK pseudonim "Anna"), który zabiera broń dla obrony współtowarzyszy, woźnica Kazimierz Lipski, kucharka Olga Czarnożyńska i młody Józef Lipski. Oprócz furmanki z księdzem jedzie jeszcze kilka innych w tym Michał Wyspiański (mój pradziadek). Wszyscy docierają na pogrzeb (jest to pora zimowa), więc około godziny 16 wszyscy zbierają się do powrotu. Kilka furmanek wyruszyło wcześniej, (w tym Michał Wyspiański). Furmanka z ks. Kwiatkowskim jedzie w kierunku Chlebowic Świrskich, w połowie drogi woźnica zauważa, że na drodze stoi kilka innych furmanek, nie zmienia trasy i dojeżdża do nich. Okazuje się, że furmanki zatrzymują Ukraińcy w niemieckich mundurach i jest to zasadzka. Paweł Komar chce sięgnąć po broń jednak ks. Kwiatkowski powstrzymuje go i dostosowuje się do komend Banderowców. W tym samym czasie dojeżdża furmanka Ukraińca Kryla Kisiła, który rozpoznaje Banderowców i staje w obronie księdza. Banderowcy jednak nie ustępują i zabierają księdza, Pawła Komara oraz Kiryla Kisiła do lasu. Reszcie każą odjechać. Michał Wyspiański również rozpoznaje Banderowców, część z nich pochodzi z rodzinnych Chlebowic Świrskich. Sytuacja robi się bardzo napięta. Banderowcy wypuszczają część furmanek, a części udaje się uciec. Po chwili słychać strzały Paweł Komar i Kiryl Kisił zostają zastrzeleni, natomiast ks. Kwiatkowski zostaje porwany, a później torturowany. Z relacji naocznych świadków wynika, że ks. Kwiatkowski bardzo długo był torturowany, bity do nieprzytomności (w szczególności stopy, które były zmiażdżone). Na plecach nożem Banderowcy wycinają krzyż, posypują solą i na koniec obdzierają księdza ze skóry i przecinają piłą. Ksiądz kona w męczarniach. Następnego dnia panuje wielkie poruszenie AK szuka zwłok po lesie i odnajduje je przywiązane do drzewa. Po tym zdarzeniu padł blady strach na miejscowość Chlebowice Świrskie - i o to Banderowcom chodziło. W tym samym dniu zginęło też paru innych księży. Niecały miesiąc później Banderowcy rozprawiają się również ze świadkami. Docierają do Michała Wyspiańskiego, wyprowadzają przed dom i obcinają głowę piłą ręczną. Wszystkiemu ma przyglądać się rodzina w tym córka Michała Wyspiańskiego, a dziś moja babcia. Część z zamieszkałych Ukraińców jest zadowolona ze swoich poczynań i wyśmiewa Polaków mówiąc: "Ze wszystkimi Polakami tak będzie. Pokroją was wszystkich jak księdza. Wasz ksiądz był gruby, więc kroili mu pasy na plecach, przysypywali solą i na powrót przyklejali, żeby cierpiał". Cytat matki dwóch młodych Banderowców po zabójstwie ks. Kwiatkowskiego. Praktycznie w tym samym czasie ze Lwowa nadszedł zorganizowany odwet wojsk AK. 50-cio osobowa grupa AK przeprowadziła akcję odwetową na Banderowcach w miejscowości Chlebowice Świrskie, zginęło w niej ok. 130 osób w tym 6 Polaków (przez pomyłkę). (http://www.nawolyniu.pl/artykuly/ksiadz.htm ). Z relacji naocznych świadków wynika, że ks. Kwiatkowski bardzo długo był torturowany, bity do nieprzytomności (w szczególności stopy, które były zmiażdżone). Na plecach nożem banderowcy wycinają krzyż, posypując rany solą. Na koniec obdzierają księdza ze skóry i przecinają ciało piłą do drewna. Ksiądz kona w męczarniach.” („Ludobójstwo, czy „zbrodnia o znamionach ludobójstwa”? ; w: http://krzysztof-szymon-szymanski.blog. onet.pl/tag/ks-kaczorowski).

We wsi Toporów pow. Radziechów bojówkarze SB-OUN podczas napadu na plebanię pobili i zamordowali ks. wikarego Jana Kuszyńskiego oraz organistę i 8 Polaków we wsi; łącznie 10 Polaków. Napad zorganizował greckokatolicki ksiądz Jan Kozak z synem Wańką.

 

   W nocy z 14 na 15 lutego:  

W kol. Edwardpole pow. Włodzimierz Wołyński  Ukraińcy z oddziału ULS (Ukraiński Legion Samoobrony z Uściługa, którym dowodził płk Petro Diaczenko; oddział ten brał potem udział w pacyfikacji Zamojszczyzny, mordował ludność cywilną podczas Powstania Warszawskiego, pacyfikował polskie wsie w woj. kieleckim i krakowskim) oraz chłopi ukraińscy ze wsi Trościanka zamordowali ponad 30 Polaków. 

W kol. Karczunek Uściłuski pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy z oddziału ULS oraz chłopi ukraińscy ze wsi Trościanka wymordowali ponad 30 Polaków. 22-letniego Józefa Frankiewicza  związali drutem kolczastym i utopili w rzece Ługa; siekierami wyrąbali 5-osobową rodzinę Różyło z dziećmi lat 7, 11 i 16; rodzinę Terebus: ojca, 52-letnią matkę, którą zakneblowali chustką i udusili sznurkiem oraz 10-letnią córkę. 

W miasteczku Uściług pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy z oddziału ULS wracając z rzezi Edwardpola i Karczunka zamordowali ponad 30 Polaków. „Z tej kupy drzewa mogliśmy swobodnie obserwować przez szpary w ścianie szopy park i dlatego jesteśmy naocznymi świadkami tego wszystko co się tam wydarzyło, a było tak: zobaczyliśmy, że na brzegu parku, około 200 m od szopy, w której byliśmy ukryci, stało tych dwóch Ukraińców, a z nimi nasi rodzice. Gdy Ukrainiec szykował się strzelać naszego tatę, mój tata poprosił tak: „Chcę się przeżegnać.” widziałam jak zdjął czapkę i włożył pod pachę i w tym momencie bandyta strzelił mu w tył głowy, a tato od razu upadł. Nie zdążył się nawet przeżegnać. W tym samym momencie drugi Ukrainiec strzelił w tył głowy mojej mamie i ona też padła martwa!. /.../ Gdy tak przeżywaliśmy, drżąc o własne życie, zobaczyliśmy jak prowadzą naszego brata Stanisława lat ok. 15, w to samo miejsce kaźni. Gdy ci dwaj prowadzili go, słyszałam jak brat prosił ich tymi słowami: „Darujcie mi życie, oddam wam wszystko co mam, mój złoty zegarek”! Bandyci nic się jednak nie odzywali i kiedy przyprowadzili go do ciał zabitych rodziców, w ten sam sposób, co wcześniej strzelili mu w tył głowy!” Gdy tak siedzieliśmy z bratem przez noc w tej drewutni, widzieliśmy jeszcze wiele, w taki sam sposób wykonywanych egzekucji na Polakach przez ukraińskich rezunów. Właściwie co chwilę inni Ukraińcy - upowcy, przyprowadzali nowe ofiary i z zimną krwią strzelali Im w tył głowy. Strzelani Polacy nie wyrywali się, a oni odchodzili i przyprowadzali wciąż nowych. Po pewnym czasie zrobiło się trochę ciszej i już tylko od czasu do czasu słychać było po kilka wystrzałów, dochodzących z tego samego parku, gdzieś tam z wnętrza. To ginęły prawdopodobnie ostatnie polskie ofiary, tej strasznej Uściłudzkiej rzezi! /.../ Tymczasem brat Zdzisław, jak tylko zrobił się dzień, wyszedł z ubikacji, aby zobaczyć się dzieje dokoła i gdzie można dalej bezpiecznie uciekać. Najpierw udał się jednak do parku, tam gdzie zostali zastrzeleni nasi kochani rodzice. Zobaczył wtedy ciało naszego taty i brata oraz ciała wielu innych ludzi. Moja mama opowiadałam mi po wojnie osobiście, że jacyś ludzie wykopali niedługo po masakrze dół, zaraz obok miejsca ich kaźni i wszystkie ofiary tam właśnie zostały zakopane. Tymczasem mój brat tam też spotkał naszą niedawną sąsiadkę z pochodzenia Ukrainkę, która zapytała go przyjaźnie: „Czy tylko ty przeżyłeś, czy może jeszcze ktoś się uratował?” Wtedy powiedział o mnie oraz dodał, że nie jestem w stanie już iść o własnych nogach. Wtedy ona dała mu sanki, aby mnie przywiózł. Gdy znalazłam się w jej domu, tam zobaczyłam moją mamę, żyła jeszcze ale jej stan był bardzo poważny. Kula weszła w tył głowy, nie naruszyła jednak cudownie mózgu oraz rdzenia kręgowego, ale wychodząc przodem rozerwała mamie szczękę oraz mocno poszarpała lewą stronę twarzy, krótko mówiąc jej twarz była straszliwie okaleczona, prawie zmasakrowana. Okazało się także, że przeżyła także moja siostra Maria oraz malutka Leokadia. /.../ Straszne chwile natomiast przeżyła druga moja siostra, Maria lat ok. 21. Po mojej i brata ucieczce, ona została w pokoju tylko ze Staszkiem, a kiedy przyszli i po nich, brata wzięli ze sobą, a ona podała się za Ukrainkę. W tym momencie miała przy sobie wyrobione papiery ukraińskie, które załatwił jej nasz sąsiad Wołodia, starający się o jej rękę. Gdy Ukraińcy zobaczyli dokumenty, zaczęli ją długo badać i wypytywać na wszystkie strony, chcieli sprawdzić, czy rzeczywiście jest ukraińską dziewczyną. Przebieg tego strasznego przesłuchania opowiadała mi osobiście i to nie raz, już po tej stronie rzeki Bug, mówiła tak: „Musiałam im opowiadać jak wyglądają i przebiegają wszystkie najważniejsze uroczystości w Cerkwi ukraińskiej, takie jak: śluby, chrzty i pogrzeby. Oprócz tego musiałam się przeżegnać po ukraińsku, powiedzieć pacierz oraz zaśpiewać pieśni ukraińskie.” W każdym razie, na podstawie tego co opowiadała, poznałam, że to badanie było długie i straszne, w końcu ją zostawili, ale zapowiedzieli, że jeszcze ktoś tu może do niej wpaść. Maria ukryła się więc na strychu tej nieszczęsnej kamienicy, a ponieważ była przecież zima, mrozy, poważnie się przeziębiła. Oprócz tego była bardzo zastraszona, a to co przeszła naruszyło poważnie jej serce. Gdy potem w końcu przedostaliśmy się na drugą stronę Bugu, żyła jeszcze tylko dwa może trzy miesiące i zmarła w szpitalu w Hrubieszowie, tam na cmentarzu została też pochowana. /.../ Dziś mam już 68 lat i moje życie powoli zbliża się ku zasłużonej starości. Moim ogromnym pragnieniem jest, aby jeśli to będzie tylko w przyszłości możliwe, przenieść szczątki mojego umiłowanego taty Kazimierza Czerwieniec i brata Stanisława oraz pozostałe ofiary tej strasznej rzezi Uściłudzkiej na poświęconą ziemię, na katolicki cmentarz” (Kazimiera Kowalczyk, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; relacja spisana przez Sławomira Rocha).

 

   15 lutego:

We wsi Dytiatyn pow. Rohatyn zamordowali Adama Mołczana i Jana Szczuckiego.

We wsi Kołtów pow. ZłoczówUkraińcy zamordowali księdza rzym. kat. Kaczorowskiego i 2 innych Polaków”  (AAN, AK, sygn. 203/XV/ 15, k. 122). Patrz wyżej: 9 lutego we wsi Wołków pow. Przemyślany.

We wsi Ludwikówka pow. Rohatyn w starciu z patrolem UPA zginął członek samoobrony polskiej  Władysław Szyndler, a drugi został ranny.

We wsi Poluchów Mały pow. Przemyślany: 15.02.1944 r. zostali zam. 1-3. Bąk Zdzisław l. 17, zarażony gruźlicą; Macher Honorata l. ok. 40; Machner Józefa l. 65 spalona w domu.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Ramizowce pow. Złoczów: „Ukraińcy zamordowali 4 Polaków” (AAN, AK, sygn. 203/XV/15, k. 122).

We wsi Taurów pow. Brzeżany: „ - napad ukr. 1 Polak zabity i 1 ranny” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/15, k. 122).

 

   W połowie lutego:  

We wsi Bybło pow. Rohatyn banderowcy uprowadzili Edwarda Czajkowskiego, lat 22, który zaginął. 

We wsi Dytiatyn pow. Rohatyn uprowadzili 25-letniego Jana Jastrzębskiego, plutonowego WP, który zaginął. Podawana jest także wieś Bybło.

We wsi Dołhobyczów pow. Hrubieszów miejscowi Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, swoich sąsiadów.

W mieście Kowel woj. wołyńskie na skutek donosu rodziny ukraińskiej ze strony żony aresztowany został i zakatowany przez Niemców Wiśniewski „Norwid”, komendant PKB, organu Delegatury Rządu.

We wsi Przewłoka pow. Buczacz: “W połowie lutego 1944 r. zostali zatrzymani w Przewłoce przez rzekomo policję, wracający z Buczacza trzej mieszkańcy naszej wsi; Jan Dumanowski, Stanisław Muszyński i Marcin Macyszyn. Zginęli bez wieści. Od tego czasu już nikt nie odważył się spędzać nocy w domu.” (Stanisław Kubasiewicz: Wspomnienia; w: http://www.luszpinski.pl/doc ).

 

   W nocy z 15 na 16 lutego: 

We wsi Dytiatyn pow. Rohatyn banderowcy zamordowali co najmniej 28 Polaków. „18.II.1944  Dydiatyn pow. Rohatyn:  Zabici: Kołczan Adam syn Wincentego (1912); Szczucki Jan (ur. 1911); Czyżewski Józef, syn Jana, ur. 1885; Jastrzębski Józef, syn Jana, ur. 1911.” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373).

We wsi Mołoszkowice pow. Jaworów w przysiółku Chmurowe zamordowali 6-osobową rodzinę polską Uchmanów z 4 dzieci: córką Weroniką lat 18 i synami lat 20, 13 i 8.  

 

   15 i 16 lutego:  

W miasteczku Firlejów pow. Rohatyn banderowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi zamordowali ponad 80 Polaków, w tym 50 osób po wyciągnięciu ich z kościoła, głównie kobiety i dzieci (Jastrzębski..., s. 309 – 310; stanisławowskie) „W Śniatyniu podczas spotkań z Polakami uciekającymi z innych wsi dowiedziałem się o zbrodniach w innych wsiach. Tak jak w Firlejowie, gdzie podczas wychodzenia Polaków z nabożeństwa z miejscowego kościoła uzbrojona w kosy, siekiery banda Ukraińców dokonała przed kościołem rzezi ponad 100 Polaków (kobiety, dzieci i mężczyźni). Dalszej rzezi zapobiegł przyjazd żandarmerii niemieckiej” (Stanisława Janusz; w: Siekierka..., s. 430; stanisławowskie). „We wtorek 15 lutego 1944 r. i we środę 16 lutego 1944, w pierwszy dzień wieczorem, w drugi po południu napadli terroryści ukraińscy na wieś Firlejów i mordowali całe rodziny. Na drugi dzień po południu terroryści rozbili wejście do kościoła, powywlekali stamtąd ludzi i pomordowali ich przed kościołem. Ogólnie zamordowali terroryści 75 osób, w czym 15 mężczyzn, resztę stanowiły kobiety i dzieci. Napastnicy podpalili również plebanię i zrabowali księdzu Szatce konia, krowę, urządzenie domowe, bieliznę i odzież, to samo zresztą spotkało i innych gospodarzy polskich w Firlejowie”. (1944, 23 luty – Protokoły spisane w PolKO w Brzeżanach dotyczące napadów ukraińskich na ludność polską w powiecie rohatyńskim.  Protokół spisany z Kochmanem Wojciechem, lat 24, technikiem budowlanym z Ludwikówki, gm. wiejska Bursztyn, pow. Rohatyn. W Brzeżanach dnia 23.II.1944.; w: B. Ossol. 16722/2, s. 77-78).  „16.II. Firlejów, pow. Rohatyn. Dwukrotny napad na wieś. Polaków chroniących się w kościele po wyłamaniu drzwi bandyci wymordowali. Zginęło 80 osób, w tym 15 mężczyzn – reszta kobiety i dzieci. Ofiary wyprowadzono do stodoły gdzie strzałem w kark hajdamacy pozbawiali życia. W sprawcach rozpoznano wielu miejscowych chłopów”. (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123).  „15.II.44 Firlejówka w nocy miał miejsce I-szy napad. Wymordowano +/- 40 osób. Około70 osób schroniło się do kościoła. 16 w nocy banda otoczyła kościół, drzwi wysadziła granatami ręcznymi ludzi wyprowadzono przed kościół i ustawiono w szeregach. Następnie wyprowadzono polem do stodoły i tam strzelano w tył głowy. Obecni byli chłopi okoliczni i miejscowi. Ci ostatni wykopali grób, gdzie złożono ciała zamordowanych, jeszcze raz przejechali grób otwarty KM, następnie go zakryto. Zginęło +/- 72 osoby, w tym 15 mężczyzn, reszta kobiety i dzieci.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253). Byłam świadkiem – mówi Zofia Ziemba z d. Kossakowska: „16 lutego 1944 roku, w środę rano byłam z moją mamą w domu Wenców, widziałam cztery trupy pomordowanych, w domu leżały Maria, jej synowa Katarzyna i wnuczek Stanisław, trzy pokolenia Wenców. Katarzyna Wenc była przebita drewnianymi widłami, między nogami leżało nowonarodzone niemowlę. Na ścianie nad łóżkiem była odbita zakrwawiona rączka małego Stasia. Z opowiadań ludzi jak legenda krążyła wieść, że ślad ten był długo widoczny mimo ustawicznego zdrapywania. W końcu polskie domy wybudowane z kamienia zostały rozebrane, a kamień wykorzystano do budowy drogi. Miejscowe władze ukraińskie nakazały pochowanie pomordowanych, grzebano bez trumien. Moja mama Franciszka Kossakowska, miała wtedy 36 lat, została zastrzelona pod krzyżem misyjnym, razem z nią zginęła Zofia Kossakowska oraz inni mieszkańcy Firlejowa. Mordy pod krzyżem misyjnym obserwowali ukryci na wieży kościelnej Józef, Kazimierz i Jan Wencowie. Gdy kilka dni później, Niemcy w poszukiwaniu zwłok swojego oficera, kazali odkopać doły Ukraińcom, znaleźliśmy zwłoki mojej mamy, była rozebrana z odzieży, tylko w koszuli, pochowaliśmy ją w żłobie wyjętym z obory, ponieważ nie było czasu na zrobienie trumny.” („Na Rubieży” nr 17/1996, relację tą spisała Czesława Tarnawska).  Byłem świadkiem – Gracjan Adamowicz: „Widziałem jak banderowcy wpadli na podwórko sąsiada Stanisława Korda. Kiedy zobaczyli jego kazali mu położyć się na ziemi. On jednak schował się do domu, a do nich wyszła jego żona Anastazja z dwuletnią córką na ręku. Jeden z banderowców strzelił do niej z karabinu, po czym ona upadła, a dziecko poderwało się z ziemi i zaczęło uciekać w stronę starszego rodzeństwa, banderowcy zastrzelili starsze dzieci, a dwuletniej Genowefie poderżnęli nożem gardło. Ich ojciec przez strych i dziurę w dachu uciekł w zarośla i niezauważony przez napastników, ocalał. Banderowcy spalili zabudowania i sądzili, że nikt się nie uratował. Po uporaniu się z sąsiadem banderowcy otoczyli nasz dom. Ojciec zaryglował drzwi. Ja wyskoczyłem przez okno i przez grządki doczołgałem się do płotu, potem przelazłem przez płot aby ukryć się w gęstym łubinie na polu sąsiada Ukraińca. Zauważył mnie jeden z banderowców i z bliska strzelił do mnie, jednak chybił. Dalsze strzały też nie były celne, cudem udało mi się uciec. Podobnie uratowała się moja starsza siostra. Ojciec i brat również uciekali z domu, brat został zastrzelony około 150 metrów od domu, a już ponad pół kilometra banderowiec na koniu dogonił ojca i zamordował go. Mama stała w sieni z małym dzieckiem na ręku. Banderowcy strzelali przez zamknięte drzwi, jedna z kul trafiła dziecko w pierś i mamę w rękę. Mama wyskoczyła przez okno, położyła martwe dziecko na ziemi i wczołgała się w krzaki róży obok domu. Banderowcy po wyłamaniu drzwi, splądrowali mieszkanie i podpalili zabudowania. Gdy dach się zawalił, zgliszcza opadły aż do róży, tak że mama została dotkliwie poparzona. Korzystając z osłony dymu przeczołgała się do dalszych zarośli, a w nocy przedostała się do Starej Huty. Tak dopełniła się tragedia naszej rodziny. Zginął ojciec, 10 -letni brat Eugeniusz, dziadek Franciszek i mała siostrzyczka, ocalała mama, starsza siostra i ja.” („Na Rubieży” nr 17/1996).

 

   16 lutego: 

We wsi Bybło pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 51 Polaków. „19.II.1944 Bybło pow. Rohatyn. Zabici: Jastrzębski Stanisław syn Karola lat 37; Skuła Ludwik, 27 lat, fornal folwarczny;  Skuła Franciszek, około 50 lat; Skuła Władysław syn Franciszka, 14-15 lat; Ratz niejaki (Volksdeutscher) 24 lat. Bandyci mieli pochodzić z Szumlan.” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373). 

We wsi Delejów pow. Stanisławów uprowadzili i zamordowali 1 Polaka. „16.II. Delejów okręg stanisławowski: Uprowadzenie i zamordowanie  Leszczyńskiego Jana.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Dubowce pow. Tarnopol uprowadzili 6 Polaków, którzy zaginęli. Ograbili, sprofanowali i zniszczyli wnętrze kościoła filialnego. W Dubowcach zamordowano 6 Polaków, w tym Reglickiego Grzegorza, jego żonę Katarzynę i Szczerbakową N. (z Horożanki).” (Kubów…, jw.).   

W mieście Kowel woj. wołyńskie zastrzelili 1 Polaka.

We wsi Krosienko pow. Przemyślany: „16.II. w Krościenku koło Przemyślan w nocy powieszono kilku Polaków. W dzień oczom patrzących przedstawił się przerażający widok, powieszeni mieli skórę pozdzieraną pasami na plecach.” (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123).

W mieście Lwów policjanci ukraińscy ciężko pobili 28-letniego Polaka (był to Kazimierz Sanocki) i zrabowali mu dokumenty.

W miasteczku Łokacze pow. Horochów upowcy utopili w studni 9-osobową rodzinę polską Jankowskich, w tym dziewczynki lat 4 i 17. Wcześniej Ukraińcy gwarantowali jej nietykalność.   

We wsi Meducha pow. Stanisławów uprowadzili i zamordowali Jana Leszczyńskiego. 

We wsi Putiatyńce pow. Rohatyn zamordowali około 100 Polaków. „16.II. w Putiatyńcach, pow. Rohatyn wymordowano około 100 Polaków.” (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123).

We wsi Słobódka Wasylkowiecka koło Wasylkowiec pow. Kopyczyńce:Powiat Kopyczyńce. 2/ mord w Słobódce Wasylkowieckiej - dziecko przybite do kołyski. W nocy na 16 lutego br. zbrodniarze ukraińscy zamordowali 5 osób z 3 rodzin Międzybrodzkich i 3 mężczyzn z innych rodzin. Między ofiarami jest niemowlę, któremu zbrodniarze połamali rączki i przybili do kołyski". (1944, 5-11 marca, Meldunek tygodniowy Wydziału Informacji i Prasy Okręgowej Delegatury Rządu we Lwowie dotyczący terroru ukraińskiego, opracowany przez dr Kazimierza Świrskiego (ps. "Brat").

We wsi Toporów pow. Radziechów zamordowali 11 Polaków, w tym 7-osobową rodzinę Łaszczyków, a następnie w lutym jeszcze 6 Polaków; razem  17 Polaków. 

 

   W nocy z 16 na 17 lutego:

We wsi Prehoryłe pow. Hrubieszów Ukraińcy ze wsi Szychowice w okrutny sposób zamordowali ponad 50 Polaków. „W czasie napadu na wieś oddziału UNS ze wsi Szychowice zostało zamordowanych wielu mieszkańców. W kilku obejściach zastano straszliwie zmasakrowane ciała dzieci i kobiet polskich, a w jednym z nich znaleziono aż 17 takich ciał, w tym kilkoro kilkumiesięcznych dzieci.” (Jastrzębski..., s. 112; lubelskie).

 

   17 lutego:

We wsi Gniłowody pow. Podhajce banderowcy zarąbali siekierami 7 Polaków. „Uzbrojeni mężczyźni przybyli pod dom Piotra i Paranii Lasków. Na ich widok mężczyzna uciekł na strych, zaciągając za sobą drabinę. Brzemienna kobieta została przy małym dziecku. Nie znalazłszy jej męża, upowcy przywiedli do sieni schwytanego wcześniej 30-letniego Władysława Laskę, ok. 40-letniego Mateusza Olszewskiego i 28-letniego Franciszka Laskę. Postanowiono mężczyzn zarąbać siekierami. Pojmani nie mogli liczyć na litość ukraińskich siepaczy. Okrucieństwu banderowców towarzyszył niespotykany cynizm. Od schwytanych co rusz żądali, aby nieco inaczej układali głowy na drewnianym progu domostwa. Przykładali siekierę do ich szyi, przymierzając się do zadania śmiertelnego uderzenia. Mężczyźni, sparaliżowani strachem, czy też może przeświadczeni, że – wobec niemożliwości uwolnienia się – najlepszym dla nich rozwiązaniem będzie skrócenie czasu egzekucji, posłusznie wykonywali polecenia oprawców. Wreszcie siekiera grzęzła w karkach ofiar. Krew szerokimi strumieniami zalewała podłogę. Po jakimś czasie banderowcy odeszli, pozostawiając ciała pomordowanych. Wkrótce po tym zdarzeniu Parania powiła dziecko. Urodziło się ono karłowate. W tragiczny wieczór banderowcy zabili siekierami jeszcze czterech innych mężczyzn. Około godziny 20.00 pojawili w zagrodzie Piotra i Stefanii Piątaków. Kobieta przędła wełnę przy nikłym świetle lampki naftowej, gdy banderowcy zastukali do okien. Właściciel posesji, silny 40-letni mężczyzna, szybko podskoczył do drzwi i zaparł je z całych sił. Oboje małżonkowie głośno krzyczeli, prosząc o ratunek. Nikt nie przybył z pomocą. Tymczasem napastnicy, nie mogąc sforsować drzwi, wybili okno kolbami karabinów i wskoczyli do mieszkania. Strzelili do Piotra Piątaka. Gdy ten usunął się na ziemię, ugodzili go siekierą w głowę. Stało się na oczach jego żony Stefanii (będącej w siódmym miesiącu ciąży) oraz ich 9-letniej córki. Niedługo później przyszło na świat dziecko Stefanii. Przeżyło ono zaledwie 3 miesiące. Po dokonaniu mordu w domu Piotra i Stefanii Piątaków banderowcy zabili siekierą 24-letniego Jana Bokłę. W podobny sposób pozbawili życia 18-letniego Stanisława Kulczyckiego. Odrąbali mu głowę na oczach jego 6-letniego bratanka Henryka Kulczyckiego. Serię okrutnych rzezi dokonanych 17 lutego zakończyło zabójstwo ok. 30-letniego Stanisława Iwaczewskiego. Okoliczności jego śmierci nie są bliżej znane. Wiadomo tylko, że zginął od uderzeń siekiery. ” (Maria Jazownik, Leszek Jazownik: „Gniłowody mają żal”; w:  http://ljazownik.cwahi.net/index.php? option=com_content&view=article&id=76:gniowody-maj-al&catid=48:pami-kresow-yca&Itemid=77).

We wsi Horoszczyce pow. Hrubieszów upowcy z udziałem policjantów ukraińskich zamordowali 4 Polaków.

W miasteczku Korzec pow. Równe upowcy zamordowali 26-letniego Grzegorza Litwińczuka. 

We wsi Mitulin pow. Złoczów zamordowali 19 Polaków z 5 gospodarstw, które obrabowali i spalili. Bronisława Kwiatkowska, lat 21, została pobita do nieprzytomności i wrzucona do płonącego budynku. Po odzyskaniu przytomności wyczołgała się na zewnątrz, ale na skutek ciężkich poparzeń zmarła po kilku dniach.  

We wsi Połonice pow. Przemyślany zamordowali 4 Polaków, w tym małżeństwo. „We wsi Połanice [Przemyślany] zamordowane raz 4, a drugi raz 9 osób, wszystkie zabudowania Polaków spalone.” (1944, marzec – Wykazy pomordowanych i napadów na wsie i osiedla powiatu lwowskiego. W: B. Ossol. 16722/1, s. 97).

 

   W nocy z 17 na 18 lutego: 

We wsi Ludwikówka pow. Rohatyn upowcy zamordowali ponad 200 Polaków a 27 poranili, obrabowali i spalili ponad 180 gospodarstw, wieś przestała istnieć. „Mordowali ludzi w straszliwy sposób. Małe dzieci nadziewali na widły i żywcem wrzucali do ognia, a ludzi dorosłych palili w ich własnych domach albo wpędzali do stodoły i tam podpalali” (Helena Alicja Dul; w: Siekierka..., s. 426; stanisławowskie). „Ciała zabitych pochowano w trzech dużych dołach w rogu cmentarza. Z biegiem lat ziemia nad zwłokami zapadła się. Wklęśnięcia ziemi są teraz śladem po mogiłach tych ludzi. Dziś nie ma tam już na mogiłach krzyża, znaku ich wiary. Na miejscu wioski jest tylko zaorane pole” (Emilia Krupska; w: Siekierka..., s. 438; stanisławowskie). Według raportu UPA zabito 330 ludzi, w tym 295 mężczyzn, 30 kobiet i 5 dzieci; strat własnych nie odnotowano. Na drugi dzień oddział  niemiecki zabrał ocalałych mieszkańców do Rohatyna. „We czwartek 17 lutego 1944 r. o godz. 18.45 napadli terroryści ukraińscy na wieś Ludwikówka koło Bursztyna zamieszkałą całkowicie przez ludność polską. Napastnicy okrążyli wioskę, ustawili po jej czterech stronach maszynowe karabiny i rozpoczęli zapalać obejścia gospodarskie. Opodal wioski pozostawili napastnicy sanie, byli zaś umundurowani w odzież rosyjską, niemiecką, polską i zwyczajną, wśród nich było też nieco kobiet. Część napadniętych usiłowała zbiec do lasu, inni pokryli się w piwnicach, tych jednak spotkał tragiczny los, ponieważ ulegli przeważnie uduszeniu. Gdy napadnięci wybiegli ze swoich domów, napastnicy strzelali do nich z maszynowych karabinów. Wskutek zaskoczenia, liczebnej i technicznej przewagi napastników, tylko w sporadycznych wypadkach napadnięci bronili się narzędziami pracy. W tej sytuacji zginęło od kul, wskutek uduszenia, od noży 82 osoby, ciężko poranionych zostało 12 osób i kilka lżej rannych. Wśród zabitych prawie że równej liczby sięgają ofiary męskie, kobiece i dziecięce. Patro Michał bronił się przed napastnikami, ci jednak wyłamali drzwi, powyciągali domowników na podwórze, powystrzelali ich, następnie zaś poskładali 6 osób tej rodziny na stos i zapalili ich ciała. Korbecki August, kawaler, schował się w stajni pod żłobem skąd wyciągnięto go i zasztyletowano. Po tym wypadku jeszcze przez 4 godz. wołał on przeraźliwym głosem o pomoc. Terroryści podeszli też w pewnej chwili pod dom zegarmistrza Trojniara Józefa. Jeden z nich zaczął wołać jednak, by nie podpalać tego budynku, ponieważ mieszka w nim zegarmistrz, znajdują się więc w nim zegarki. Słyszała to jedna z kobiet – napastniczek – która krzyknęła do mówiącego: “Na szto tobi zegarkiw Lachiw?”. W następstwie tego podpalili oni dom Trojniara. Krytycznej nocy przebywał też we dworze w Ludwikówce Ukrainiec Niżniak Dymitr z rodziną, napadnięty począł legitymować się ukraińską kartą rozpoznawczą, napastnicy jednak nie zorientowali się i zabili go wraz z rodziną. Około 900 Polaków zbiegło do Rohatyna, przeważnie boso lub w pantoflach, a ponieważ Ukraińcy z gminy bursztyńskiej nie chcą im wydać Kart rozpoznawczych, przeważna ich część zgłasza się na wyjazd do Rzeszy”.  (1944, 23 luty – Protokoły spisane w PolKO w Brzeżanach dotyczące napadów ukraińskich na ludność polską w powiecie rohatyńskim.  Protokół spisany z Kochmanem Wojciechem, lat 24, technikiem budowlanym z Ludwikówki, gm. wiejska Bursztyn, pow. Rohatyn. W Brzeżanach dnia 23.II.1944.; w: B. Ossol. 16722/2, s. 77-78). „Ostatnio dnia 18.II. spalono doszczętnie dużą polską wieś Ludwikówkę [Rohatyn], gdzie wedle wiadomości zginęło około 300-500 osób, a od 100-200 młodzieży i dzieci miało zamarznąć ratując się ucieczką w nocy”.(1944, 21 lutego – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające odpis memoriału w sprawie bezpieczeństwa ludności polskiej. W: B. Ossol. 16721/1, s. 289-291).

We wsi Dziedziłów pow. Kamionka Strumiłowa:17/18.02.1944 r. został uprowadzony Wardowski – księgowy.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7)

We wsi Przedrzymichy Małe pow. Żółkiew: „Zamordowani czterej młodzi Polacy w Przedrzymichach Małych z 17 na 18 lutego 1944 r. (trzech mieszkało we wsi, czwarty przyjezdny ze Lwowa): Marian Adamowicz;  (?) Bajda - przyjechał ze Lwowa w odwiedziny do brata; Tadeusz (?) Danielewicz; Jan Stebelski” (Zbigniew Moszumański; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ).

 

   18 lutego: 

We wsi Ciemierzyńce pow. Przemyślany banderowcy zamordowali 6 Polaków, a następnie w lutym jeszcze 2 Polaków, w tym Stanisławę Wilk, córkę kowala.  

We wsi Iwanie Puste pow. Borszczów zamordowali 21 Polaków, w tym całe rodziny. Inni: „17.II.44 – miejscowi Ukraińcy wymordowali 13 Polaków. Zamordowanym wycinano języki, wykłuto oczy, poobcinano ręce i nogi. Żandarmeria, której podano nazwiska rozpoznanych sprawców mordu, poprzestała na spisaniu protokołu.” (AAN, AK, sygn. 203/XV/15, k. 122). „Miejscowość w której mieszkali położona była na samym cyplu młodego państwa polskiego. Od ich domu do granicy z Rumunią było około 5 km, a do granicy ze Związkiem Sowieckim około 2 km. W pobliżu ich domu była też ostatnia polska stacja kolejowa Iwanie Puste. (…) Na dzień 17 lutego 1944 r. zaplanowano zaręczyny młodej Ireny Urban z Polakiem z sąsiedniej miejscowości z Borszczowa, jak do protokołu w katowickiej prokuraturze w marcu 2004 r. zeznała Pani Ewa Bosakowska, z domu Mierzwińska, rówieśnica Pani Marii Urban, a najbliższa sąsiadka z rodzinnej wsi. Ten szczegół pamięta też Pani Zofia Urban, wdowa po Józefie, urodzona 28.08.1932 r. we Lwowie, doskonale znająca przeżycia swojego męża. Pani Ewa wspomina - narzeczony Ireny Urban nazywał się Leszek Bielawski i był synem majora Wojska Polskiego. Leszek pracował w okresie okupacyjnym z Panem Władysławem Urbanem, swoim niedoszłym teściem w Kudryńcach, w punkcie odbioru tytoniu. /.../ Na tę noc, z 17 na 18 lutego, z uwagi na to, że miało być wielu gości w domu Urbanów, kolega Józefa Urbana, Iwan Bojko – Ukrainiec, zaprosił przyjaciela na noc do siebie. Dom Bojki również był w tej samej wsi, ale oddalony o około 100 metrów od domu Urbanów. Józef przystał na tę propozycję, będąc świadomym, że na tę noc w ich rodzinnym domu miała zostać przyszła teściowa jego siostry, Leszek i ich woźnica. Wujek Józef miał wówczas 17 lat, był prawie dorosły – zaznacza Pani Irena. /.../ Przyjechali goście, a wśród nich tak wyczekiwany przez Irenę ukochany narzeczony. Biesiada, opowiadania, śmiechy i podniosła, radosna atmosfera trwały w najlepsze. Były przecież powody do radości. Zbliżała się już godzina 11 w nocy, gdy ktoś z uczestników zaręczyn zauważył, że za oknem są jacyś ludzie. Na tę noc jak nigdy, nie zamknięto i nie zaryglowano dużych i ciężkich drzwi wejściowych. Na jakąkolwiek reakcję ludzi będących w środku domu, było już za późno. Zaczęło się strzelanie. Zaatakowano ich dom! Babcia moja porwała dwie córki stojące najbliżej, Władysławę i Marię i przygarnęła do siebie, po czym poleciła im i małemu Tadzikowi uciekać na strych, a potem aby wyskoczyli przez okienko i uciekali gdziekolwiek, byle tylko znaleźli schronienie. Już wszyscy wiedzieli, że grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Pani Maria relacjonowała córce, że aby dostać się na strych, trzeba było wyjść po drewnianej drabinie, a drzwi na strych, to była taka zamykająca się klapa powały (drewnianego sufitu). Gdy babcia ich wyprowadziła i zatrzasnęła klapę za sobą, Maria, Tadzik i Władysława usłyszeli strzały wewnątrz domu, a niektóre kule nawet przeszyły te drewniane strychowe drzwi. Przerażenie było ogromne. W tych sekundach moja mama zdała sobie sprawę, że napastnicy zabili jej mamę, a moją babcię. W domu rozlegały się przerażające krzyki napastników i ich ofiar. W tym czasie na strychu trójka rodzeństwa zauważyła, że pod okienkiem, którym mama poleciła im wyskoczyć, stoją jacyś mężczyźni i ich konie. Wtedy postanowili szybko uciekać przez strych do mieszkania ukraińskiej rodziny, gdzie mieszkała maleńka Hania. Gospodarza nie było tej nocy w domu, a mama Hani już zrozumiała, co dzieje się w sąsiednim mieszkaniu. Wiedziała, że zagraża im wszystkim wielkie niebezpieczeństwo, że za ścianą rozgrywa się tragedia. Mimo przerażenia nie odmówiła im schronienia. Każdego gdzieś ukryła. Mamę moją wsadziła do łóżka, w którym spała Hania pod wielką pierzynę – mówi Pani Irena. Przerażony Tadzik schował się do wnęki pod piecem, gdzie suszyło się drewno na opał. Wszedł tam podobnież jak kot, w najdalszy kąt. Gdzie schowała się ich siostra Władysława, nie wiadomo. Maria przerażona drżała pod pierzyną, prawie wstrzymując oddech, nie tylko ze strachu o siebie, ale i by usłyszeć wszystko, co dzieje się za ścianą. Ciągle było słychać wrzaski, jęki – kontynuuje wspomnienia mamy Pani Irena. W końcu wszystko ucichło. Po krótkiej chwili przerażającej ciszy i dolatujących rozmów w języku ukraińskim, dwóch mężczyzn wpadło do mieszkania, gdzie ukrywała się trójka rodzeństwa. Najpierw odnaleźli ciotkę Władysławę i pod groźbą, przystawiając jej karabin do głowy, przymuszali ją, by wydała im wszystkie ich konie. Dziadkowie mieli wówczas duże gospodarstw. Chyba z pięć koni, kilka krów, sporo świnek i innych zwierząt domowych. Jak zawsze relacjonowała moja mama, w ciotce Władysławie, choć zapewne była mocno przerażona, tkwiła jeszcze wielka duma i dlatego miała odpowiedzieć Ukraińcom, że dotychczas ani ona, ani konie im nie służyły, więc i teraz też służyć nie będą. Napastnik jednak stanowczo zażądał: „a jednak wyjdziesz i wydasz mi te konie” - zacytowała wypowiedź napastnika pani Irena, którą często powtarzała Pani Maria. Pomimo stawiania oporu przez ciotkę, bandyta wyprowadził ją z domu na podwórko, a wystraszony do granic możliwości mały Tadzio opuścił w tym momencie kryjówkę i pędem pobiegł za starszą siostrą. Mama zapamiętała jeszcze słowa Ukraińca, który miał powiedzieć do chłopca: „dobrze że jesteś, chodź z nami, pójdziesz tam, gdzie twoi mama i tata”. Mama wspominała też, że choć nie widziała napastników w izbie, to słyszała że zwłaszcza jeden z nich mówił bezbłędnie po polsku. Drugi z napastników biorących udział w akcji w tym mieszkaniu zaczął szukać kolejnych ukrytych. W pewnym momencie podniósł pierzynę i ujrzał tam trzynastolatkę w ubraniu. Domyślił się, że uciekła z pogromu i jest córką Urbanów, jednak nie zabrał jej stamtąd. Ponoć Ukrainka, gospodyni tego mieszkania miała wyratować małą Marię mówiąc, że to jej córka. Bandyta odpuścił i wyszedł. Po krótkim czasie Maria usłyszała dwa pojedyncze strzały. Zdała sobie sprawę, że jej siostra i braciszek zostali zastrzeleni! Po przerażająco długiej nocy, podczas której nie zmrużyła oka i trwała w wielkiej niepewności, gdy już robiło się widno, Maria wyszła spod pierzyny i postanowiła pójść do swojego mieszkania. Ukrainka, u której spędziła tę noc, ponoć pomimo usilnych próśb, nie była w stanie jej powstrzymać. Najbliżej wejścia do swojego mieszkania Maria ujrzała zastrzeloną Władysławę i Tadzika bez butów. Siostra trzymała go w objęciach, bo wybiegł za nią boso. To był obraz, w który nie chciała wierzyć całą noc. Gdy weszła dalej zmroziło ją! Ujrzała swojego ojca zarąbanego siekierą. Narzędzie zbrodni leżało obok ofiary. Mama Marii leżała zastrzelona na podłodze w kuchni, ale wszystko wskazywało na to, że zabito ją przy stole, po czym osunęła się na podłogę. Na stole i w wysuniętej szufladzie było pełno krwi. Mietek i Irena zginęli od strzałów. Matka Leszka Bielawskiego również była zastrzelona, a on był wyjątkowo zmasakrowany nożem. W ręce trzymał latarkę (naftową lampę przenośną). Ułożenie zwłok sprawiało wrażenie, jakby chował się przed napastnikami pod łóżko, a ci cięli go nożami po rękach. Z tego wynika, że tak długo dźgali nożem, aż trafili w serce. Wszystko wskazywało na to, że na nim mścili się najbardziej. Stangret – Ukrainiec, też był zastrzelony, znaleziono go pod łóżkiem. Inny obrazek, jaki Maria zapamiętała z tych ciężkich chwil, to obecność pierza z podartych pierzyn i poduszek. Było ono sklejone z niewyobrażalną ilością krwi na podłodze. Te zastygłe już strugi i kałuże krwi rozlane były po wszystkich pomieszczeniach! Gdy dziewczynka była jeszcze w środku, do domu weszli Niemcy, z pewnością powiadomieni zostali o ukraińskiej zbrodni na rodzinie Urbanów. Jeden z nich wyciągnął mamę z mieszkania mówiąc łamaną polszczyzną; „chodź stąd, to nie jest widok dla dziecka”, a sam był bardzo przerażony widokiem, który zobaczył. Na podwórko dotarł też brat mamy, który się uratował dzięki noclegowi u Iwana i zabrał siostrę Marię z powrotem do mieszkania sąsiadki Ukrainki, gdzie spędziła poprzednią, tragiczną noc. Wtem mama moja, w tym całym zgiełku panującym na zewnątrz zwróciła uwagę na wycie psa dochodzące zza innej ściany, jakby z mieszkania sąsiadów, Państwa Choinów. To było nieznośne, przerażające wycie – wspominała mama po latach. Przemknęła się między tłumem na podwórku i weszła do mieszkania Choinów. Zastała tam martwą sąsiadkę, panią Alfredę z roztrzaskaną głową, przy której zwłokach leżał pies wilczur i przeraźliwie wył! Sąsiadka była w 9 miesiącu ciąży! Tej nocy pana Choiny na szczęście nie było w domu. Bardzo trudnym momentem, jak wspominała mama Pani Ireny, były przygotowania do pogrzebu. Ci którzy przeżyli, musieli uprzątnąć dom, usunąć ślady tragedii. Trzeba było zmyć krew i posprzątać po rabunku. Ukraińcy przyszli tam nie tylko po to aby zabić, ale również aby ukraść, co tylko się dało. Mieli na to całą noc. Ograbili dom nawet z ubrań. Maria i Józef nie mieli w co ubrać swojej mamy do trumny. Na nogi założyli jej jakieś stare pożyczane buty. Jakiś stolarz ze wsi zrobił sześć zwykłych trumien. Na cmentarzu przygotowano wielki grób – obszerny dół. /.../ W niedługim czasie przyszedł do nich Józef Urban z informacją o tragedii i niektórzy z rodziny Mierzwńskich poszli na miejsce zbrodni. Wybrała się również i Pani Ewa. Jeszcze dziś to wydarzenie wspomina z przejęciem: gdy weszłyśmy z mamą do kuchni, zobaczyłam tam na podłodze zwłoki Leszka Bielawskiego, Władysławy Urban oraz jej rodziców Władysława i Pauliny Urbanów. Spod łóżka wystawały czyjeś ręce, potem mówiono, że to tego furmana, który przywiózł Bielawskich. Poza ciałami widziałam w domu wielki bałagan, pełno piór z porozrywanych poduszek, powywracane meble, pozrywane firanki. /.../ Po tragedii Maria i Józef nie zamieszkali już w dawnym swoim mieszkaniu. Pan Choina zabrał ich do Mielnicy. Wszystko, co dało się tylko zabrać z domu Urbanów, a czego ukraińscy napastnicy nie zdołali ukraść, zabrali ze sobą. W spiżarni pozostała ćwiartka krowy, wyroby wędliniarskie ze świni, jakieś zboża, nasiona, wielkie słoje miodów, suszone grzyby itp. Pan Choina zdeponował to wszystko gdzieś koło stacji w Mielnicy. Zapewne z myślą o przewiezieniu tych rzeczy wraz z sierotami do rodziny w Radziszowie. Wtedy Ukraińcy i jego zastrzelili. Zwłoki Pana Choiny i Bronisława Sokołowskiego znaleziono w pobliżu stacji kolejowej w Mielnicy. Zginęli  w dniu 29 lutego 1944 r., zatem w 12-tym dniu po napadzie na Urbanów. Ten fakt doskonale pamięta Pani Ewa Bosakowska, bo świadkiem odnalezienia zwłok był jej ojciec, Pan Jan Mierzwiński, który w tym dniu pełnił służbę na kolei w Mielnicy. Sytuacja ocalałych dzieci bardzo się skomplikowała, przede wszystkim znów sparaliżował je strach. Ocalałe dobro przepadło, a nadzieja na wyjazd do krewnych oddaliła się. Rodzeństwo bało się również wrócić do rodzinnego domu. Marią zaopiekowała się jakaś Polka z Mielnicy, a Józef wkrótce wcielony został do służby wojskowej. Gdy w czerwcu 1944 r. Mierzwińscy wrócili do swojego domu w Iwaniu Pustym, przygarnęli Marię. Mieszkali razem jeszcze do stycznia 1945 r. Dopiero w drugiej połowie stycznia, Pan Mierzwiński załatwił wagon, którym jego rodzina razem z Marią i Józefem udała się do Polski. Było to w dniu 25 stycznia 1945 r.” (Fragment wspomnień Marii Jaskuły z Radziszowa opublikowany przez Janusza Bierówki na http://naszradziszow.com/23-artykuly-o-radziszowie/ii-wojna-%C5%9Bwiatowa-i-jej-skutki/659-maria-jasku%C5%82a-z-radziszowa-przyk%C5%82ad-%C5%BCycia-z-pi%C4%99tnem-rzezi-polak%C3%B3w-na-kresach.html . Za:  Bogusław Szarwiło: Krwawe zaręczyny w Iwaniach Pustych; w: http://wolyn.org/index.php/informacje/980-krwawe-zareczyny-w-iwaniach-pustych ).

Na drodze ze wsi Lipica do wsi Skomorochy Stare pow. Rohatyn zamordowali 24-letnią Polkę.„18.II.1944 Skomorochy pow. Rohatyn: Udata Maria (lat 24) z domu Skulska zabita na drodze z Lipicy do Skomoroch.” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373).

W mieście Lwów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, małżeństwo, w ich własnym mieszkaniu.  „Dnia 18.II.1944 r. zostali zamordowani w swoim mieszkaniu przy ul. Krupiarskiej nr 18 Polak MIKUŁA Władysław, lat 53 i jego żona Maria, lat 49.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). „18.II. Mikuła Władysław, l. 53, i Maria, żona, l. 49, zam. ul. Krupiarska 18. Zamordowani w mieszkaniu”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Podusilna pow. Przemyślany banderowcy zamordowali 11 Polaków  (Józef Wyspiański: Skutki napadów ukraińskich nacjonalistów w powiecie Przemyślany. w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, tom 10, Kędzierzyn-Koźle 2018).

We wsi Słoboda Konkolnicka pow. Rohatyn: „18.02.1944 r.: 6-7. Kwiatkowski Józef l. 19, gospodarz; Pańczyniak Marceli l. 30, gospodarz 8. Stokowski Grzegorz, gospodarz.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Zarwanica pow. Podhajce zamordowali 6 Polaków. 

 

   W nocy z 18 na 19 lutego: 

We wsi Danilcze pow. Rohatyn:18/19.02.44 r. zostali zamordowani: 1-19. Chudzik Maria l. 50; Gołębiowski Władysław l. 50; Jakub Józef l. 60, Adam l. 35 i Kazimiera l. 28; Macek Emilia l. 25 i Maria l. 30; Miśkiewicz Ksenia l. 70, Jadwiga l. 4 i Bronisław 7 miesięcy; Miśków Maria l. 60; Strońska Aniela l. 65; Tłuczek Andrzej l. 55 i Anna (jego żona?); Witkowska Józefa i jej 4 dzieci.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).  

We wsi Żornica pow. Gródek Jagielloński uprowadzili i zamordowali 2 Polaków. „W nocy z dnia 18 na 19 banda złożona z nieznanej liczby osobników uprowadziła w nieznanym kierunku i najprawdopodobniej zamordowała następujące osoby: 1. Inż. Władysław Wojnarowski; 2. Dominik Biskowski, ciał nie znaleziono.” (1943 sierpień – 1944 kwiecień – Meldunki i raporty z PolKO Lwów-powiat przesłane do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów i mordów dokonanych na ludności polskiej powiatu lwowskiego. W:  B. Ossol. 16722/1, s. 45, 51, 55-63, 67-69). Patrz 28 luty 1944 roku.

 

   Od 21 stycznia do 19 lutego:  

We wsi Żurawłów pow. Hrubieszów podczas wysiedlania Polaków Ukraińcy z Niemcami zastrzelili kilkunastu Polaków.

 

   19 lutego: 

We wsi Antonówka pow. Podhajce: „19.II. w Antonówce pod Podhajcami zamordowano 22 rodziny.” (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123). 

W mieście powiatowym Czortków:19.02.1944 r. został zam. Kurasiewicz Karol w drodze do Horodyna.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Fraga pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 39 Polaków: o. Joachima Stanisława Szafrańca OFM administratora parafii klasztoru bernardynów we Fradze, braci: Rocha Sałka OFM, Euzebiusza Kamińskiego OFM, ojca Antoniego Szałka OFM - przełożonego zakonu, który był torturowany i przecięty piłą na pół, oraz 35 parafian  (http://www.stowarzyszenieuozun.wroclaw.pl/rohatyn.htm). Inni:  „Napady ukraińskie w powiecie Rohatyn. 18.II.1944. m. Fraga – ofiar 45.” (1944, 26 luty – Wykaz napadów ukraińskich w powiecie Rohatyn. W: B. Ossol. 16722/2, s. 89).

W kolonii Karczunek pow. Włodzimierz Wołyński: „z samego rana banda UPA zaatakowała naszą kolonię i jej polskich mieszkańców.  /.../   Gdy wyjeżdżaliśmy z naszego podwórka, dopiero wtedy na własne oczy zobaczyłam ten ogień, który już objął cały dom mojej cioci Anieli. Z stamtąd też dochodził straszny pisk, okrutnie męczonego człowieka, jeszcze nie wiedzieliśmy że właśnie mordują naszego wujka Ignacego, choć oczywiście domyślaliśmy się tego, ale i tak nie byliśmy im wtedy w stanie pomóc. Jak dziś pamiętam jak gwałtownie tato poganiał konia i jak szybko uciekaliśmy. /.../ Moja ciocia Aniela Wenena, która przeżyła napad na ich dom, po wojnie w naszym domu opowiadała mi osobiście, jak Ukraińscy oprawcy napadli na nich, było to tak: „Ukraińcy o świcie podpalili nasz dom, gdy zobaczyłam ogień, zdołałam się ukryć w ziemiance. To był taki prowizoryczny schron, tymczasem mój mąż Ignacy nie zdążył się tam schronić, ponieważ był kaleką i miał jedną nogę drewnianą. Kiedy Ukraińcy go złapali, od razu zaczęli ostro przesłuchiwać. Wszystko dokładnie słyszałam, bowiem moje schronienie było niedaleko nich. Ukraińscy bandyci widząc, że jest w domu sam, zaczęli krzyczeć do niego wyraźnie zdenerwowani: „Gdzie reszta rodziny, gdzie są twoi synowie?” A wtedy mój mąż wyraźnie wystraszony też krzyczał do nich rozpaczliwie tak: „Nie mam rodziny, nie mam synów. Jestem sam.” Oni jednak widać mu nie uwierzyli, bo strasznie zaczęli się na nim mścić, najpierw połamali mu ręce a potem obie nogi. Tak umęczonego, na wpół żywego wrzucili do ognia.”  (Kazimiera Kowalczyk, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; wspomnienia spisał Sławomir Roch). W. i E. Siemaszko na s. 842 – 843 napad na kolonię Karczunek datują na noc z 14 na 15 lutego i nie wymieniają wśród zamordowanych około 30 Polaków Ignacego Weneny.

W mieście Lwów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków: zastrzelili na ulicy 2 Polaków, w tym 22-letniego chłopca (był to Bronisław Sękalski) i zrabowali jego dokumenty, natomiast  policjant ukraiński o nazwisku Garda zamordował 17-letniego chłopca (był to Stanisław Nawrocki). „Dnia 19.II.1944 r. przy ul. Balonowej zastrzelony został Polak NN nazwiska przez praktykanta Pol. Krym. Ukr. GARDY.” „Dnia 19.II.1944 r. zamordowany został Polak NAWROCKI Stanisław, lat 17, zam. Grota Miodowa 107. Wypadek miał miejsce przy ul. Piątaków.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). „19.II. Nawrocki Stanisław, l. 17, zam. Grota Miodowa nr 107. Zamordowany przy ul. Piątaków.”. „19.II. Przy ul. Balonowej zastrzelony został osob. NN przez praktykanta Pol. Krym. Ukr. Gordy.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Monasterzyska pow. Buczacz został uprowadzony i zamordowany przez UPA por. Stanisław Ignatowicz, komendant obwodu AK „Buczacz”.

We wsi Okno pow. Skałat:  „W dniu 19 lutego 1944 r. porwano w Oknie 8 Polaków.” (Ks. bp. Wincenty Urban: "Droga Krzyżowa Archidiecezji Lwowskiej w latach II wojny światowej 1939-1945", Wrocław 1983). Komański, na s. 344 datuje porwanie na 28 lutego 1944.

We wsi Podkamień Rohatyński pow. Rohatyn banderowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali około 80 Polaków, w tym ks. Stanisława Paszczakowskiego, wikariusza parafii Podkamień. W dzień ukraińska policja przeprowadziła rewizję w poszukiwaniu broni u Polaków. Gdy jej nie znaleziono, wieczorem około godziny 18-20 przybyła sotnia “Siromancy”, która razem z miejscowymi Ukraińcami  wchodziła do polskich domów i mordowała za pomocą noży, siekier, młotów i wideł, jedynie do uciekających strzelano. Dzień po zbrodni do Podkamienia przybyła niemiecka policja, która zrobiła zdjęcia ofiar i odjechała. Zwłoki pochowano w zbiorowej mogile, którą ukraińscy nacjonaliści później zrównali z ziemią. (Grzegorz Hryciuk, "Przemiany narodowościowe i ludnościowe w Galicji Wschodniej i na Wołyniu w latach 1931-1948", Toruń 2005, s.250. Grzegorz Motyka, „Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”, Kraków 2011, s. .236-238; Siekierka..., s. 404 – 405). „Jestem w posiadaniu oryginalnej listy pomordowanych w Podkamieniu. Część nazwisk występuje w wykazie pomordowanych. Na tej liście jest nazwisko zamordowanego księdza Borzób Stanisław. W spisach jego brakuje. Jest 50 nazwisk” (K. Rębisz, w: www.stankiewicae.com/ludobojstwo.pl). Sz. Siekierka, H. Komański, E. Różański ..., na s. 404 – 405 napady na Podkamień datują na 9 lutego oraz 20 lutego 1944 roku. Wśród zamordowanych 80 Polaków widnieje: „NN., ks. wikariusz parafii Podkamień, został uprowadzony i zamordowany przez banderowców pod koniec 1945 r.”.  Podczas napadu UPA na wieś, kościół, plebanię i klasztor 19 lutego 1944 roku została zamordowana s. Helena Dżugała, przed śmiercią dokonano na niej zbiorowego gwałtu.„S. Helena Dżugara, lat 26, z parafii Podkamień Rohatyński w powiecie Rohatyn (archidiec. lwowska, dekanat Świrz), 20.02.1944 podczas napadu nacjonalistów ukraińskich na wieś zgwałcona i zamordowana wraz z około 50 osobami.” (http://www.nawolyniu.pl/artykuly/duchowni.htm ).

We wsi Sarnki Dolne pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 17 Polaków, w tym zastrzelili 65-letniego proboszcza ks. Wiktora Szklarczyka.  Inni podają datę 10 lutego 1944 r.  

We wsi Słobódka Konkolnicka pow. Rohatyn: „19.II.44. Słobódka Kąkolnicka, Zagórze: Zamordowani;  1) Kruszelnicki Władysław 2) Wybranowski Michał  3) Srokowski Grzegorz 4) Kwiatkowska Józefa 5) Rudziński Władysław 6) Rudziński Karol 7) Baranowski Leopold 8) Baranowski Karol 9) Rudnicki Albin.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).  Siekierka (s. 412, stanisławowskie) datuje ten mord na styczeń 1944 roku.

We wsi Sosnów gm. Siennikowice pow. Podhajce banderowcy zamordowali 6 Polaków (Jerzy Węgierski: Armia Krajowa w okręgach Stanisławów i Tarnopol. Kraków 1996, s. 211). „W sobotę 19 lutego 1944 r. terroryści ukraińscy napadli również na wieś Sosnów w gminie wiejskiej Siemikowca, powiat podhajecki, mianowicie na kolonię tej wioski. Tu obstąpili dom Czarneckiego, który jednak był zamknięty, ponieważ napad miał miejsce w nocy. Terroryści poczęli rzucać granaty ręczne przez otwór wyłamany przez nich w dachu blaszanym, od odłamków których zginął na strychu rolnik Czarnecki Franciszek, lat 60, rodzina którego nocowała gdzie indziej. Córka Czarneckiego Bronisława ukryta była w krytycznym czasie pod workami z cukrem. Napastnicy porwali cukier, Czarnecka zdołała jednak zbiec na podwórze i skryła się w budzie psa i tam ocalała. U wspomnianego Czarneckiego, pasiecznika, zginął też Woźny Emil, lat 21, z zawodu rolnik, który w krytycznym czasie krył się u swojego stryja. Po tych wyczynach udali się napastnicy do brata śp. Czarneckiego, z zawodu rolnika, którego spalili żywcem wraz z domem i z zabudowaniami gospodarczymi. Wraz z nimi spalił się Grodzki Zbigniew, z zawodu rolnik, lat około 24. Tego samego dnia udali się ci sami sprawcy do gospodarza Łoteckiego na kolonii, którego poranili wraz z żoną odłamkami granatu  ręcznego. Mordy te trwały od godziny 22 do 2 w nocy”. (1944, 25 luty – Pismo PolKO w Brzeżanach do Delegata RGO we Lwowie dotyczące tragicznego położenia wiejskiej ludności polskiej w powiatach Rohatyn, Podhajce i Brzeżany na skutek ataków band ukraińskich. Protokół spisany z Woźniakówną Kunegundą, lat 17, córką Stanisława Woźniaka, rolnika w Bieniawie, gm. wiejska Siemiakowice, pow. Podhajce w dniu 25 lutego 1944 r. W: B. Ossol. 16721/2, s. 109-112). „19.02.1944 r. zostali zamordowani: 1. Czarnecki Franciszek l. 60; 2. Czarnecki Józef l. 55;  3. Grodzki Zbigniew l. 23; 4. Woźny Emil l. 22.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Zagórze Konkolnickie pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 10 Polaków.  

 

   20 lutego:

We wsi Beniów – Łęg pow. Złoczów:20.02.1944 r. został zamordowany Marian Krzyształowicz l. 40.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Hanaczów pow. Przemyślany zastrzelili Jana Brzozę, lat 25.

We wsi Niżborg Stary pow. Kopyczyńce zamordowali 1 Polaka. 

We wsi Ruda Brodzka pow. Brody podczas kolejnego napadu banderowcy zamordowali 14 Polaków, spalili zagrody, kościół, szkołę, wieś przestała istnieć. „20.II. Odbył się drugi napad, wieś została spalona, reszta mieszkańców wymordowana +/- 150.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253). 

We wsi Skoromochy Stare pow. Rohatyn zamordowali 20 Polaków.  „19.II.44. Skomorochy Stare. Zamordowana Skulka Maria” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

W miasteczku Sokołówka pow. Złoczów zamordowali ks. Jana Wiszniowskiego (inni podają datę 28 lutego 1944 i miejscowość Sokołówka Hetmańska).

We wsi Strzeliska Nowe pow. Bóbrka zamordowali 30 Polaków, całe rodziny.

We wsi Szutowa pow. Jaworów zamordowali 12 Polaków: uprowadzili 9 mężczyzn, w tym ks. Albina Banasia, oraz 19-letnią Marię Szeligę, którzy zaginęli bez wieści, natomiast we wsi zastrzelili dwie żony uprowadzonych mężczyzn. (Siekierka..., s. 352, lwowskie). „Dnia 20.II.br. w nocy we wsi Szutowej oddalonej 9 km. od Jaworowa, banda rozmawiająca po ukraińsku uprowadziła w nieznanym kierunku następujące osoby, 9 mężczyzn i 1 kobietę. Podkreślamy, że uprowadzeni to sami Polacy. 1). Ksiądz Barnaś Albin; 2). Lorek Jerzy (nauczyciel); 3). Romanowicz Wawrzyniec (gospodarz), lat 32; 4). Gołębiowski Franciszek, lat 32; 5). T[w?]orek Franciszek, lat 34; 6). Zagórka Jan, lat 40; 7). Zolejarz Wojciech, lat 31; 8). Jakóbik Stanisław, lat 34; 9). Gunio Stanisław, lat 36; 10). Szeliga Maria, lat 19.”  (1944, 24 lutego – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie w sprawie uprowadzenia przez bandę ukraińską Polaków ze wsi Szutowej. W: B. Ossol. 16721/1, k. 221). „Dnia 20 lutego grupy złożone po czterech bandytów uzbrojonych w karabiny częściowo umundurowane w niemieckie i ukraińskie policyjne mundury uprowadziły i najprawdopodobniej zamordowały następujące osoby w Szutowej [Jaworów]: 1. Albin Barnaś, proboszcz; 2. Artur Lorek, nauczyciel; 3. Wawrzyniec Romanowicz, gospodarz; 4. Jan Zagórka, gospodarz; 5. Franciszek Gołębiowski, gospodarz; 6. Franciszek Tworek, gospodarz; 7. Stanisław Jakubik, gospodarz; 8. Maria Szeliga; 9. Wojciech Olejarz, gospodarz; 10. Stanisław Gunia, gospodarz, zwłok nie znaleziono – wieś wyemigrowała”. (1943 sierpień – 1944 kwiecień – Meldunki i raporty z PolKO Lwów-powiat przesłane do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów i mordów dokonanych na ludności polskiej powiatu lwowskiego. W:  B. Ossol. 16722/1, s. 45, 51, 55-63, 67-69).

We wsi Twerdynie pow. Horochów w zasadzce UPA zginęło 13 partyzantów AK „Gzymsa”, uratowało się 7, w tym 5 było rannych; jeden ciężko ranny popełnił samobójstwo, aby nie utrudniać kolegom dramatycznego odwrotu.

We wsi Uście Zielone pow. Buczacz upowcy zamordowali 2 Polaków: aptekarza Korolczuka oraz Paulinę Beszkiewicz (jej nie podaje Komański…, s. 176). “Niestety, podczas tego napadu na tzw. organistówce zamordowano moją ciocię Paulinę Beszkiewicz, najmłodszą siostrę mojego taty”. (Eugeniusz Korotasz: Moje Kresy; w:  http://www.brzeg24.pl/moje-kresy/6306-moje-kresy-eugeniusz-korotasz).

 

   21 lutego:

W kol. Andrzejówka pow. Sokal Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym 3-letniego Kazimierza Przybyłę.  

We wsi Budniki pow. Kałusz: „21.II.44. Budniki, Kałusz: Zamordowano leśniczego i 2 gajowych.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Buszcze pow. Brzeżany: „21.II. Buszcze Zastrzelony nacz. stacji Krysiak, przez 4 osobników, gdy wieczorem wychodził do pociągu o 21. Sprawcy prawdopodobnie ze wsi Szumlany lub Potoczany.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Hucisko Brodzkie pow. Brody zamordowali 5 Polaków. (A. L. Sowa..., s. 234)

We wsi Krowica Hołodowska pow. Lubaczów upowcy napadli na majątek Akademii Krakowskiej i zamordowali 7 Polaków oraz 1 Ukrainkę, gospodynię zarządcy.

W mieście Lwów policjanci ukraińscy na ulicy zamordowali 22-letniego Polaka (był to Jerzy Leskowicz) i rabowali jego dokumenty oraz ciężko poranili drugiego 22-letniego Polaka (był to Zygmunt Zębowicz) i także zrabowali mu dokumenty. „Dnia 21.II.1944 r. przy ul. Piasecznej zamordowany został Polak LESKOWICZ Jerzy, lat 23, zam. Piątaków 36. Dokumentów osobistych brak”. (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). „21.II. Leskowicz Jerzy, l. 22, zam. Piątaków 36, zamord. przy ul. Pasiecznej. Dokumentów brak.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

W miasteczku Wiśniowiec Nowy pow. Krzemieniec upowcy wdarli się do klasztoru i dokonali rzezi zgromadzonych tutaj 300 – 400 Polaków, głównie uciekinierów z sąsiednich wsi; zakonników powiesili na sznurach i ręcznikach oraz wbili im w bok metalowe pręty; wymordowali ponad 308 Polaków (Siemaszko..., s. 474, podaje też datę „tuż po 20 lutym”; natomiast Maria Dębowska i Leon Popek w książce: Duchowieństwo diecezji łuckiej. Ofiary wojny i represji okupantów 1939 – 1945;  Lublin 2010, na s. 75i 111 podają: „7 lutego w południe ostatnie oddziały węgierskie opuściły Wiśniowiec, a już wieczorem UPA zaatakowała klasztor. Zostali zastrzeleni obydwaj zakonnicy. Życie straciło także wielu Polaków przebywających w klasztorze”. Zamordowani zostali: o. Józef Kamil od św. Sylwestra Gleczman OCD oraz  o. Jan Cyprian od św. Michała Lasoń OCD.  “Wrocław dnia 3.04.1997 r. Urodziłam się w 1929 roku w Nowym Wiśniowcu w województwie tarnopolskim. Moja rodzina składała się z babci i dziadka (Michała i Wiktorii Radzimińskich - rodziców mamy), moich rodziców (Antoniego i Anny Saluków) oraz mnie i rodzeństwa (Tadeusza, Wandy, Walerii, Stanisławy, Marcina i Janiny). W 1942 roku w domu nie było brata Tadeusza oraz siostry Walerii, przebywających na przymusowych robotach w Niemczech. /.../ Mój ojciec pochodził z Podkamienia k./Brodów woj. lwowskie i miał tam matkę, Marię Schonert (nazwisko drugiego męża). Postanowił więc, ze wyjedziemy do Podkamienia, ponieważ jak mówił, jest tam więcej mieszanych rodzin ukraińsko - polskich. Rodzice mojej matki nie chcieli z nami jechać mówiąc: "my starzy nikomu krzywdy nie zrobiliśmy, więc i nam nikt krzywdy nie zrobi, nie zostawimy całego dorobku". Niestety, w lutym 1944 roku zostali zamordowani przez banderowców, a ich ciała wrzucono do studni. Razem z dziadkami zostali zamordowani: Dudkowska Janina z dwójką dzieci i dwie rodziny Królikowskich (krewnych babci), razem 13 osób. W tym samym czasie zamordowano setki osób, ale ja nie pamiętam nazwisk. Po zamordowaniu dziadków dom podpalono, zresztą w tym czasie wszystkie domy polskie i żydowskie zostały spalone. Do pałacu Wiśniowieckich i do klasztoru oo. Karmelitów Bosych zwożono przez wiele dni słomę celem podpalenia, co zresztą zrobiono. Widziałam wypalone okna i okopcone mury.” (Wspomnienia Marii Saluk; w: www.podkamien.pl ).

We wsi Wiśniowiec Stary pow. Krzemieniec upowcy wymordowali w kościele i organistówce co najmniej 182 Polaków; około 100 osób spalili w kościele św. Stanisława Biskupa Męczennika z 1756 roku.  „W chwilę później banderowcy wdarli się na chór i wymordowali wszystkich, których tam zastali. Kilka osób zrzucili na posadzkę w kaplicy. Do mnie dochodziły krzyki, płacz, jęki mordowanych, swąd palących się ubrań i ciał. Widziałam jak banderowiec bił kobietę w ciąży. Kobieta była z małą dziewczynką, cztero może pięcioletnią. Dziecko strasznie płakało ze strachu. Na jego oczach bandyta przebił matkę nożem. /.../ Na korytarzu leżał zamordowany Franek Kobylański z Pankowic. Miał poobcinane uszy i nos, na czole wycięty krzyż i ściągniętą skórę z palców u rąk” (Maria Adaszyńska, Eugeniusz Zawadzki; w: Komański..., s. 962). „W maju 1944 roku zostaliśmy ewakuowani do Wiszniowca. miasta położonego nad rzeką Horyń. Ewakuowano wszystkich mieszkańców wsi Palikrowy, bo w odległości trzech kilometrów przebiegała linia frontu wojsk Armii Czerwonej i wojsk Armii Niemieckiej. /.../  Którejś niedzieli wybrałem się z kolegami nad rzekę Horyń, by się pokąpać. Na przedłużeniu ulicy Kwacziwka była ulica Wesełiwka. Tędy szliśmy nad rzekę. W pewnym momencie zauważyłem wielu ludzi zgromadzonych na posesji spalonego domu. Ludzie gromadzili się koło studni, która była na tym terenie. Co się okazało? Koło studni stał żołnierz rosyjski, a w studni opuszczony na sznurach ojciec banderowca, który pomordował kilka rodzin polskich i wrzucił ich do tej studni. Jeden człowiek świecił do studni dużym lustrem odbitym światłem słonecznym. Temu w studni kazano wyciągać leżące tam ciała pomordowanych Polaków. Pierwsze ciało wyciągnięte należało do dziecka w wieku około jedenastu, może trzynastu lat. Lekarz wojskowy stwierdził, że to chłopiec. Ciało było już w stopniowym rozkładzie. Chłopczyk ten miał odrąbane stopy i załamaną czaszkę. Obok niego klęczała matka, poznała swego syna. Rzewnie płakała. Ukrainiec - ojciec tego bandyty - chciał uciec, ale żołnierz wystrzelił z karabinu w powietrze i kazał mu wrócić. Nie mogłem dłużej patrzeć i odszedłem. Mieszkając w Wiszniowcu, mieliśmy okazję zobaczyć ruiny spalonego polskiego kościoła. Oprowadzał nas polski nauczyciel z Palikrów, Tadeusz Pludra. Uczył on przed wojną mego brata Władzia i siostrę Józię. Wtedy byli obecni moja siostra Józia, Tadeusz Pludra, jego siostrzenica Wisia i ja. Stanęliśmy przed głównym wejściem do kościoła. Drzwi wejściowe były spalone, tylko przy zawiasach wisiały resztki zwęglonego drewna. Z wnętrza wydobywał się fetor. Pan Tadeusz Pludra powiedział, że to resztki rozkładających się niedopalonych ciał. Widok przygnębiający również był gdy spojrzeliśmy na Nowy Wiszniowiec za rzeką Horyń. Widać było drugi polski kościół, też spalony. Jego białe tynki nad oknami pokryły czarne smugi. Tam już nie byłem.” (Jan Lis: Moje smutne wspomnienia z Palikrów. Część II; w:  http://pierwszyzbrzegu.pl/historia/historia-powszechna/473-zbrodnia-w-palikrowach-cz-ii.html ).

 

   W nocy z 21 na 22 lutego:

We wsi Tuczna pow. Przemyślany banderowcy zamordowali około 40 Polaków, w tym 3-letnią dziewczynkę poćwiartowali siekierą.  Zginęli m. in.: Błaszczyszyn Katarzyna l. 30, jej córka Stefania l. 4, Górski Andrzej l. 28, Wojciech l. 16, Marcin l. 35, Anna l. 30, jej córka l. 4, Górski Piotr l. 76, Rozalia l. 28, jej córka l. 4, Górski Marcin l. 24, jego siostra Maria l. 17, Józef l. 32, Katarzyna l. 28, córka Józefa l.7, Michał l. 35, Józef l. 69, Górniak Maria l. 45, Katarzyna l. 12, Grzeszczyszyn Jan l. 45, Iwaków Ignacy l. 72, Mikołaj l. 45, Ostaszewska Wiktoria l. 65, Katarzyna l. 19, Wojciech l. 19, Maria l. 3, Anna l. 28, Anna II l. 35, Władysław l. 16, Słabicki Franciszek l. 29, Wojciech l. 5, Szpak Jan l. 63, Tur Katarzyna l. 63, Władysław l. 16, Winnicki Jan l. 32, Józefa l. 28 (Kubów..., jw.).  

 

   22 lutego:    

We wsi Błudniki pow. Stanisławów banderowcy zamordowali 3 Polaków: leśniczego i 2 gajowych.  

We wsi Burkanów pow. Podhajce zamordowali 15 Polaków.

We wsi Derewlany pow. Kamionka Strumiłowa zamordowali 2 Polaków.

W mieście Dolina: 22.02.1944 r. zostali zamordowani: inż. Wowk Józef, ciało odnaleziono; Romanowski i.n.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Korczmin pow. Tomaszów Lubelski zamordowali 4 Polaków.

We wsi Liczkowce pow. Kopyczyńce zamordowali 3-osobową rodzinę polską. 

Na dworcu kolejowym we wsi  Podszumlańce pow. Rohatyn zamordowali ponad 100 Polaków oczekujących na pociąg.

We wsi Psary pow. Rohatyn zamordowali 10 Polaków, służbę folwarczną, oraz 4 Niemców. 

We wsi Ropienka pow. Lesko: „22.02.44 r. z donosu policji ukraińskiej zostali aresztowani przez gestapo i wywiezieni do obozu zagłady gdzie zginęli:  1-3. Findysz Franciszek; Geło Leon inżynier, porucznik rezerwy; Jakiewicz Franciszek; 4. Wójcik Franciszek. [przeżyły 2 osoby Borsuk Helena i Wójcik Wiktor].”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Szwejków pow. Podhajce:22.02.1944 r. uprowadzono dwóch Polaków NN.”  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Złotniki pow. Podhajce banderowcy zamordowali 72 Polaków (Jerzy Węgierski: Armia Krajowa w okręgach Stanisławów i Tarnopol. Kraków 1996, s. 211).), cudem ocalał ks. Ignacy Tokarczuk, późniejszy biskup Ordynariusz Przemyski. W. Kubów podaje liczbę 72 ofiar z adnotacją  „a liczba ofiar może by większa”. 

 

   W nocy z 22 na 23 lutego:  

We wsi Berezowica Mała pow. Zbaraż upowcy dokonali rzezi ludności polskiej za pomocą rożnych narzędzi stosując bestialskie tortury, zamordowali co najmniej 131 Polaków a 20 poranili. „Liczne banderowskie bojówki, dobrze uzbrojone, przyjechały od strony granicy wołyńskiej (granica miedzy Dystryktem Ukraina a Generalną Gubernią – przyp. S.Ż.). Najpierw zaatakowały polskie zagrody na przysiółku położonym około 1 km od wsi. Tu, by nie płoszyć śpiącej ludności we wsi, mordercy posługiwali się wyłącznie siekierami, nożami i bagnetami. I tak: Piotra Szewciuka porąbano na trzy części, Katarzynę Tomków, wdowę wraz z siedmiorgiem dzieci, zakłuto bagnetami, Janowi Nowakowskiemu odrąbano część głowy, a żonę zakłuto bagnetami. Podobnie wymordowano całą rodzinę Korylczuków: Prokopa, jego żonę Anastazję, i córki – Agnieszkę, Marię, Stefanię i małego wnuka Krzysia. Uratował się jedynie Władek Korylczuk, który po krótkiej walce wręcz, wyrwał się rezunom i zaalarmował całą wieś. Uciekł tylko w bieliźnie, a na dworze panował siarczysty mróz i śnieg był prawie po pas. Władek biegł przez całą wieś krzycząc „rżną”. Zatrzymał się aż na końcu wsi w leśniczówce. To właśnie dzięki niemu wielu ludzi zdołało się uratować” (Władysław Kubów; w: Komański..., s. 923 – 824). „Jego trzyletniego synka nadziano na bagnet i mimo krzyku dziecka, bandyci śmiali się i wymachując bagnetem mówili, że to jest polski orzeł” (Antonina Kubów, Stanisława Kubów; w: Komański..., s. 925). „Wujek Janek nie doszedł nawet do stajni, bo go zamordowano wcześniej, wzorując się na śmierci Jezusa: miał pięć ran zadanych nożami: na rękach, na nogach i w boku” (Maria Szpetkowska; w: Komański..., s. 936). „Poszliśmy do spalonej obory, za nami poszło oglądać to straszliwe cmentarzysko więcej ludzi. Przystąpiono do wyciągania zwłok. Wydobyto ciała żony i syna Jana Ciurysa, żony i dwu córek Piotra Ciurysa, Józefa Saciuka, matki Hrycajki z małym dzieckiem, Agnieszki Pańczyszyn z córką, córki Sowińskiego, Anny Lewków, żony i dwójki dzieci Wojtka Dżygały, oraz czwórki moich dzieci i mojej żony. Niektóre zwłoki były tak spalone, że nie ustalono ich tożsamości” (Michał Budnik; w: Komański..., s. 913). „Gdy doszedłem do zagrody Janka Nowakowskiego „Mojsa” zauważyłem, że leży on na drodze z żoną i dwiema kobietami: starą „Slińczychą” i jej córką Kaśką. Jaśko miał odrąbaną siekierą głowę. Poszedłem do domu Władka Korylczuka i zobaczyłem, że jego najmłodsza siostra Stefania leży przy domu pod oknem cała skłuta nożami. Wszedłem do mieszkania i zauważyłem kałuże krwi, obok siebie leżeli Prokop Korylczuk i jego żona Jadzia. Byli pocięci nożami. Na ławce leżała jedna z sióstr Władka – Marysia. Miała przebity bagnetami brzuch. Jęczała. W tym samym mieszkaniu pod łóżkiem leżał ranny Józef „Słunka”. Obok na łóżku siedziała Jadzia Gap, która miała 6 ran kłutych. Na drugim łóżku leżał martwy synek Władka Korylczyka, z przebitą nożem piersią. Franek „Omelan” został zamordowany w swoim mieszkaniu. Dom Janka Jędrzejka został spalony, a on z córką udusili się w płonącym budynku czadem. U Kwaśnickich 6 osób udusiło się w spichrzu. Na podwórzu u Jaśka Krąpca leżał, przebity bagnetem Janek Szymków i stara Ciuryska”  (Józef Gap; w: Komański..., s. 914).

W leśniczówce Łopuszna pow. Bóbrka został zamordowany przez UPA razem z 8 osobami przebywającymi w Leśnictwie Łopuszna leśniczy Jan Biderian  (Edward Orłowski…, jw.).

We wsi Tuczna pow. Przemyślany: 22/23.02.1944 r. zamordowano:  1. Górskiego Antoniego l. 98; 2. Szpaka Michała l. 47”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).     

 

   23 lutego (środa popielcowa):

W miasteczku Bołszowce pow. Rohatyn Ukraińcy zamordowali 1 Polkę. „23.II.44 Bolszowce Adamka Maria zamordowana.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253). „Dnia 23 lutego 1944 zamordowany w Bołszowie Adamowski Marian” (1944, 26 lutego – Pismo Pol. K. O. Stanisławów do RGO w Krakowie i Lwowie. Zawiera opis sytuacji uchodźców polskich z napadanych wiosek i wykazy mordów i rabunków. W: B. Ossol. 16721/1, s. 295-302). 

We wsi Bouszów pow. Rohatyn zamordowali Marcina Adamowskiego. 

We wsi Buszcze pow. Brzeżany: „23.II. w Buszczy koło Brzeżan w biały dzień na stacji zamordowali 4 chłopi ze wsi Szumlany Polaka Kysiaka.” (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123).

We wsi Chomy gm. Ihrowica pow. Tarnopol: „Dnia 23 lutego 1944 w Chomach pow. Tarnopolski został zamordowany Dziedzic – ojciec i syn”.  (1944, 29 lutego – Pismo PolKO w Tarnopolu do RGO w Krakowie dotyczące dalszych napadów ukraińskich na ludność polską. W: B. Ossol. 16721/2, s. 43).

We wsi Czarnokońce Wielkie pow. Kopyczyńce zamordowali 29-letnią Polkę. 

We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów Ukraińcy z SKW zamordowali 19-letnią Annę Halełę. 

W miejscowości Huta Pieniacka pow. Brody z rak ukraińskich zginął Mendelski Stanisław (Kubów..., jw.).

We wsi Kąty koło Żmigrodu Nowego w Beskidzie Niskim miejscowi Ukraińcy w okrutny sposób zamordowali polskiego ziemianina Mieczysława Żarskiego.

W mieście Lwów Ukraińcy zamordowali w jednym mieszkaniu 4 Polaków: młode małżeństwo oraz ich sąsiadkę z 1-rocznym dzieckiem. „Dnia 23.II.1944 r. około godz. zostali zastrzeleni w swoim mieszkaniu Polak DALECKI Michał, lat 28, jego żona Olga, lat 25 i sąsiadka, lat 29 Szczepańska Jadwiga z synkiem Tadeuszem – 1 rocznym.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). „23.II. Dalecki Michał, l. 23; 2. Dalecka Olga, żona, l. 25; sąsiadka, l. 29, Jadwiga Szczepańska z synkiem Tadeuszem, lat 1.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Mieczyszczów pow. Brzeżany banderowcy zamordowali 19 Polaków, w tym 14-letni Jan Drzewiecki został wrzucony do płonącego budynku

We wsi Okno pow. Skałat w nocy zamordowali 13 Polaków w majątku ziemskim hrabiego Zalewskiego, w tym 5-osobową rodzinę z 3 małych dzieci. Napastnicy zwłoki zabrali ze sobą. „W kilka dni później ciała pomordowanych wisiały na słupach telefonicznych razem z powieszonymi mieszkańcami wsi Eleonorówka” (Komański..., s. 343). Inni: „W dekanacie Skałat, w parafii Grzymałów, w miejscowości Okno, w majątku hrabiego Zaleskiego, w dniu 8 grudnia 1943 r. zamordowano siekierami i maczugami spośród pracowników dwunastu Polaków, a ciała ich wywieziono bez śladu”. (Ks. bp. Wincenty Urban: "Droga Krzyżowa Archidiecezji Lwowskiej w latach II wojny światowej 1939-1945"; Wrocław 1983, s 123-126). Z kolei Władysław Kubów w książce Terroryzm na Podolu (Warszawa 2003) podaje datę 1 grudnia 1943 roku.

We wsi Rosochowaciec pow. Podhajce w środę popielcową banderowcy uprowadzili ze wsi i zamordowali 15 mężczyzn. Ich ciała świadczyły o ogromnych torturach” (Komański..., s. 268, oraz wymienia imiennie 16 ofiar). „Mordercy pochodzili ze wsi Uwsie k. Kozowej z powiatu Brzeżany” (Komański..., s. 268). Jan Grubiak miał wydłubane oczy i wycięte genitalia, konał przez kilka godzin na polu.

We wsi Spas pow. Kamionka Strumiłowa: 23.II. w Spasie koło Stryja [Rohatyn] - 2 Polaków”.  (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123).

We wsi Strzeliska Stare pow. Bóbrka upowcy wymordowali 8 rodzin polskich; 35 Polaków.  „23.II.44 Strzeliska zamordowane 8 rodzin.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Uhrynów Stary pow. Kałusz uprowadzili i zamordowali 1 Polaka (był to  zarządca majątku leśnego Borkowski). W tej wsi proboszczem parafii greckokatolickiej był Dynitr Bandera, ojciec Stepana, szerzył on nienawiść do Polaków i nawoływał w imię Boga do zbrodni (Jastrzębski..., s. 143; stanisławowskie).

 

23 lutego 1944 roku zgrupowanie „Osnowa” 27 Dywizji Wołyńskiej AK stoczyło walkę z batalionem Werhmachtu pod Włodzimierzem Wołyńskim.

 

   W nocy z 23 na 24 lutego:   

We wsi Zawadka pow. Kałusz banderowcy zamordowali 2 Polaków: kierownika szkoły Aleksandra Sosnowskiego i jego 19-letnią córkę Antoninę oraz 2 Żydówki, które ukrywali.  W czasie II wojny światowej Aleksander Sosnowski pełnił funkcję kierownika szkoły powszechnej w Zawadce. W tej szkole pracowały również dwie nauczycielki żydowskie – Ucia Fuks, córka miejscowego karczmarza Fiszla Fuksa, oraz jej kuzynka, Cunia Fuchs. Po inwazji III Rzeszy na ZSRR i wkroczeniu wojsk niemieckich na teren Małopolski Wschodniej to właśnie Ucia wraz ze swoją kuzynką Cunią zjawiły się pewnej nocy na progu szkoły w Zawadce. Żydówki szukały schronienia. Sosnowscy udzieli im pomocy i ukryli je na strychu w sianie. Wówczas w okolicy dość aktywnie działały grupy ukraińskich partyzantów. Aleksander Sosnowski miał otrzymać wiadomość o grożącym mu niebezpieczeństwie i planowanym ataku na jego dom – azyl dwóch ukrywających się Żydówek. Niemniej Sosnowski nie przyjmował do siebie myśli o realnym zagrożeniu. Ufał m.in., że od napaści uchroni go choćby status miejscowego nauczyciela: część żołnierzy UPA to byli jego uczniowie. „Na posterunku” pozostał sam z najmłodszą córką, siedemnastoletnią Tosią. W 1943 roku żona bowiem wraz z Mieczysławą i Marią wyjechały do Jadwigi, najstarszej córki, pomóc jej w opiece nad małymi dziećmi (Jadwiga mieszkała i pracowała wówczas w Iwoniczu-Zdroju koło Krosna).Niestety, jak się okazało, nic nie zdołało powstrzymać ukraińskich partyzantów. W nocy z 23 na 24 lutego 1944 roku wtargnęli do domu Sosnowskich i zamordowali wszystkich: Aleksandra, Tosię i oczywiście dwie Żydówki: Cunię i Ucię. Do dziś nie udało się ustalić, gdzie znajdują się ciała ofiar”. (Tekst napisany na podstawie noty autorstwa Władysława Wojtynkiewicza, zięcia Aleksandra Sosnowskiego, oraz relacji Jana Gromka, wnuka Sprawiedliwego. „Stracił życie, bo pomagał Żydówkom”, w:  http://www.fakt.pl/Aleksander-Sosnowski-zginal-za-to-ze-pomagal-dwom-zydowkom,artykuly,207780,1.html).

 

   24 lutego

We wsi Cichobórz pow. Tomaszów Lubelski upowcy zamordowali 8 Polaków.

We wsi Jasieniów Polny pow. Horodenka obrabowali gospodarstwa i zamordowali 7 Polaków.

W mieście Kowel woj. wołyńskie Ukraińcy zamordowali 25-letniego Tadeusza Dworakowskiego. 

We wsi Kułakowce pow. Zaleszczyki zamordowali 1 Polaka. „24.02.1944 r. został zam. Kwaśnicki i.n. rolnik”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

W mieście Lwów Ukraińcy na ulicy zamordowali 2 Polaków i zrabowali ich dokumenty (byli to: Józef Maciewicz oraz Gołda, lat 20). „Dnia 24.II.1944 r. w godzinach wieczornych przy ul. Sobieskiego zamordowany został Polak MOCIEWICZ Józef ur. 1910 r., zam. ul. Zielona 61. Dokumentów brak.”. „Dnia 24.II.1944 r. około godz. [...] przy ul. Kleparowskiej zamordowany został Polak GOŁDA, lat 20. Dokumentów brak.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). „24.II. Mociewicz Józef, l. 34, zam. Zielona 61 zamordowany na ul. Sobieskiego. Dokumentów brak.” . „24.II. Gołda, l. 29, zamord. przy ul. Kleparowskiej. Dokumentów brak.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

We wsi Łachodów pow. Przemyślany upowcy postrzelili Polaka, pokłuli i wlekli przywiązanego do konia przez całą wieś do lasu, gdzie ciało porzucili (był to Piotr Śnieżyk). Jego rodzina, dzięki pomocy Ukraińca Łaby ożenionego z Polką, wyjechała do Polski. Za tę pomoc w lipcu 1944 roku banderowcy wymordowali całą 5-osobową rodzinę Łabów, w tym 15-letnią córkę przywiązali do drzewa głową w dół i tak skonała.   

We wsi Piotrawin nad Wisłą pow. Opole Lubelskie w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zamordowanych zostało co najmniej 23 Polaków, począwszy od 6-tygodniowej Anny Kani; ofiary powiązano drutem kolczastym i spalono żywcem w domach.

We wsi Skowiatyn pow. Borszczów po torturach powiesili 35-letniego Stanisława Świetucha oraz 35-letniego Ukraińca, Józefa Chymejczuka, za sprzyjanie Polakom. „Nocą 24 lutego 1944 roku, do mego mieszkania wtargnęło kilku banderowców. Na wstępie powiedzieli mi, że jestem aresztowana przez polową żandarmerie UPA. Kazali mi założyć ręce do tyłu, po czym skrępowali je konopną linką. Zaprowadzili mnie do mieszkania sąsiada, Ukraińca, Iwana Dudka. Tam zaczęli bić łańcuchem po całym ciele. Bili też drewnianym kołkiem. Po chwili otrzymałam cios w głowę. Straciłam przytomność. Banderowcy oblali mnie zimną wodą i kiedy odzyskałam przytomność, ponownie zaczęli mnie bić. Straciłam przytomność po raz drugi. Gdy ją odzyskałam, stwierdziłam z przerażeniem, że wiszę na słupie przy budynku szkolnym. Powieszono mnie na łańcuchu, co okazało się zbawienne, gdyż poskręcane ogniwa łańcucha uniemożliwiały całkowite zaciśnięcie się pętli na szyi. Obok stało kilku ukraińskich oprawców, rozprawiających z humorem o mojej śmierci. Jeden z nich powiedział: „... ta polska kurwa wyzionęła ducha jeszcze w mieszkaniu i niepotrzebnie zaciągnęliśmy ją tutaj”. Podszedł do mnie i dla pewności ukłuł mnie bagnetem w pośladek. Mimo dotkliwego bólu nie poruszyłam się, a ni też nie wydałam z siebie jęku. Wola życia była silniejsza od bólu. Po odejściu oprawców udało mi się wyzwolić ręce z linki. Mając je wolne, chwyciłam łańcuch powyżej głowy, podciągnęłam się do góry i wisząc na jednej ręce, drugą zdjęłam pętlę z szyi. W pobliżu nie było nikogo. Kilka zagród dalej, za budynkiem szkoły, mieszkała moja matka. Tam też się natychmiast udałam. Kiedy moja mama opatrzyła mi rany, ukryłyśmy się obie w zamaskowanym, przydomowym schronie. Następnego dnia mama odwiozła mnie do szpitala, gdzie przez kilka miesięcy dochodziłam do zdrowia” (Zofia Bochenek; w: Komański..., s. 519).  „Przed wojną Skowiatyn to była taka sielska, spokojna wieś - wspomina Nawolski. - Mój ojciec był sołtysem, wspólnym dla polskich i ukraińskich mieszkańców. Niestety, sielanka trwała do czasu. Pewnej nocy w 1944 roku pojawili się banderowcy. Zabrali ojca pana Antoniego, dziadka, polską nauczycielkę i znajomego Ukraińca...  Banderowcy pociągnęli ich za sobą. Po krótkim czasie wypuścili starszego Nawolskiego. Mężczyzna był przekonany, że strzelą mu w plecy. I tak z duszą na ramieniu, czując, że ktoś podąża za nim krok w krok, doszedł do domu. Zapalił świeczkę i zaczął się modlić. Usłyszał szmer za oknem. Ukraińcy wysłali za nim człowieka, który miał sprawdzić, czy nie ostrzega innych polskich rodzin. - Od tamtej pory nie mieliśmy pojęcia, co się z ojcem stało - opowiada Nawolski. - Aż do 2009 roku, gdy wybraliśmy się na wycieczkę w rodzinne strony. Wraz z Zygmuntem pojechaliśmy ze znajomym Ukraińcem do mojej wsi. Na skrzyżowaniu przed sklepem potrącił mnie postawny mężczyzna. Zapytałem, czy znał może Szczerbaniuka, tak się nazywał ten ukraiński znajomy ojca, z którym go zabrano. Spojrzał na mnie i powiedział, że jest jego synem. Panowie poszli do obejścia. Rzucili się sobie w ramiona, popłynęły łzy. Ukrainiec służył w wojsku, doszedł do Berlina, później szukał śladów ojca. Bezskutecznie. Teraz wiadomo, że i Polak, i Ukrainiec zostali zastrzeleni, a ciała prawdopodobnie wrzucono do Zbrucza. Przy okazji pan Antoni poznał niezwykłą historię nauczycielki, trzeciej ofiary tamtego uprowadzenia, nad którą oprawcy najpierw się znęcali, a później powiesili u powały na łańcuchu. Kobieta miała szczęście, bo ogniwa łańcucha nie zacisnęły się do końca. Najpierw straciła przytomność, później udawała martwą i bandyta, który chciał ją dobić, doszedł do wniosku, że już nie trzeba. Ranna, naga przeszła osiem kilometrów. Po śniegu w mroźną noc... Przeżyła i po wojnie mieszkała we Wrocławiu.” Była to Bochenek Zofia, lat 35. (Dariusz Chajewski: Jesteśmy to winni Polakom na Kresach, tym, którzy tam zostali; w: https://plus.gazetalubuska.pl/jestesmy-to-winni-polakom-na-kresach-tym-ktorzy-tam-zostali/ar/11858712 )

W kol. Stawek pow. Kowel upowcy zamordowali Edwarda Grabskiego z żoną Bronisławą.

We wsi Tatynne pow. Sarny zastrzelili uciekającego Polaka Chorążyczewskiego ze wsi Jelno.

 

   W nocy z 24 na 25 lutego:

We wsi Sobieszów pow. Tomaszów Lubelski: „sotnia UPA Jahody, wspierana pododdziałami USN wymordowała ludność i spaliła wieś Sobieszów w pow. tomaszowskim” (Czesław Buczkowski: SAHRYŃ w latach 1942-1944; w:  http://kresy.info.pl/component/content/a....atach-1942-1944; 25 września 2011). „24/25. 02. 1944 r. Oddział „Jagody” wspierany pododdziałami UNS wymordował ludność a wieś spalił.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).

 

   25 lutego: 

We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów Ukraińcy z SKW zamordowali 29-letnią Marię Martyniuk. 

We wsi Ihrowica pow. Tarnopol Ukraińcy zastrzeli Franciszka Dziedzica z 16-letnim synem Kazimierzem. 

W mieście Kowel woj. wołyńskie zmarł od ran zadanych przez Ukraińców 21-letni Edward Mirowski.

We wsi Kutkorz pow. Złoczów:25.02.1944 r. bojówka OUN zamordowała dwóch Polaków NN”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

W mieście Lwów policjanci ukraińscy zamordowali młodych 6 Polaków.. „25.II. 1) Dymitrów Józef, 2) Wężowski Józef, 3) Koralewicz Józef, 4) Pakuszyński Józef, 5) Trąd Józef; 6) Bobecki Roman - zamordowani na Kleparowie – Batorówka dokumenty zrabowano.”  (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253). „Dnia 25.II.1944 r. na Kleparowie-Batorówka zamordowano 6 młodych Polaków. Dokumenty zrabowano. Nazwiska ich: 1). DMITROW Jerzy, 2). WĘŻOWSKI Józef , 3). KORALEWICZ Józef, 4). PAKUSZYŃSKI Józef, 5). TRĄD Józef, 6). BOBECKI Roman.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43).

W osadzie Podrudzie pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zabili partyzanta 27 DWAK, NN „Małego” .

W folwarku Wieczorki obok Mostów Wielkich pow. Żółkiew: „Delegatura nasza w Mostach Wielkich donosi nam, że w dniu 25.II. zamordowani zostali w folwarku Wieczorki obok Mostów Wielkich [Żółkiew]: 1. Wąż Jan, lat 49; 2. Wąż Franciszka, lat 42; 3. Wąż Mieczysław, lat 17; 4. Wąż Krystyna, 1,5 roku; 5. Witlicki Kazimierz, lat 26; 6. Witlicka Rozalia, lat 24; 7. Witlicka Maria, lat 3; 8. Wąż Irena, lat 21. Bliższe szczegóły napadu tego na razie jeszcze nie znane”. (1944, 2 marca – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczący napadów na ludność polską. W:  B. Ossol. 16721/1, s. 223; oraz: 1943 sierpień – 1944 kwiecień – Meldunki i raporty z PolKO Lwów-powiat przesłane do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów i mordów dokonanych na ludności polskiej powiatu lwowskiego. W:  B. Ossol. 16722/1, s. 45, 51, 55-63, 67-69 – mord datowany na 24 lutego 1944 roku).  

 

   W nocy z 25 na 26 lutego:  

W miasteczku Bełejów pow. Dolina banderowcy uprowadzili i zamordowali 9 Polaków, w tym matkę z 2-letnim dzieckiem.  „Z 25 na 26 lutego br. uprowadzono z Bełejowa: 1). Ogonowskiego Józefa, lat około 40 - ożenionego z Ukrainką; 2). z Ogonowskich Marię (nazwiska po mężu dotychczas jeszcze nie ustalono) zamężna za Ukraińcem, z dwuletnim dzieckiem. 3). z Ogonowskich Dobrzańską Stefanię. Tak zlikwidowano resztki jedynej rodziny polskiej, pozostałej po wywiezieniach i aresztowaniach.” (1944, 6 marca – Pismo PolKO w Stryju do Delegata RGO we Lwowie dotyczące uprowadzenia ostatnich Polaków w miasteczku Bełejów. Prezes Komitetu: Dr Bobrowski. W: B. Ossol. 16721/1, s. 21).

 

   26 lutego: 

W mieście powiatowym Brzeżany bojówkarz OUN Szaraniewicz, syn księdza greckokatolickiego z Buszcza, zamordował Stefana Bilińskiego, lekarza ordynatora szpitala miejskiego w Brzeżanach, prezesa Polskiego Komitetu Opiekuńczego. „26.II. w Brzeżanach o godz. 8 w szpitalu zastrzelono 2 lekarzy Polaków, zabójcy uciekli.” (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123).

We wsi Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany banderowcy zamordowali 67 Polaków.

We wsi Krzywczyki pow. Krzemieniec upowcy przyprowadzili 28 Polaków wyłapanych w Wiśniowcu Starym i okolicach, zaprowadzili nad głęboką studnię i rąbali siekierami najpierw ręce i nogi, żeby „polska morda dłużej się męczyła”, poczynając od mężczyzn, potem kobiety a na końcu dzieci; łącznie zamordowali i wrzucili do studni 75 Polaków (Siemaszko..., s. 484).  

We Lwowie: 26.02.44 r. zamordowano: 2 studentów weterynarii (Polaka i Ukraińca); zamordowano rodzinę Klimowiczów, przy ulicy Piekarskiej (4 osoby?); zastrzelono nieznanego Polaka l. 19, przy ulicy Pijarów.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

 

   27 lutego:

W przysiółku Cepuchy należącym do wsi Ceperów pow. Lwów (niedaleko Jaryczowa): „We wsi Cepuchy [pow. Lwów] zabitych 7 osób”. (1944, marzec – Wykazy pomordowanych i napadów na wsie i osiedla powiatu lwowskiego. W: B. Ossol. 16722/1, s. 97). „świtem z drogi do stacji kolejowej w Połonicach uprowadzony został Edward Cepuch (lat 20) - brat świadka Ireny Ratusznej z domu Cepuch. Jak co dzień, przyszedł po niego kolega - Ukrainiec Nykoła Barabaszyn. Ale tym razem „kolega” doprowadził Go do domu SYLWENA, który znajdował się w lesie, gdzie czekali bandyci z pobliskich Podliszek, Hryniowa i Połonic. Tam w ciągu dnia przyprowadzono kolejnych mieszkańców osady, zatrzymanych w drodze na stację. Byli to Michał Staszyński (lat 36), Janina Cepuch (lat 28), Zdzisław Wróblewski (lat 14), Wacław Cisiński, małżeństwo francuskich osadników. Przetrzymywano ich do wieczora, kiedy to wyprowadzono ich z obejścia do lasu. Chłopaka zastrzelono od razu, pozostali musieli wykopać doły, kazano im rozebrać się do naga i oddano do nich strzały. Leżących dobijali dżaganami i zepchnięto do przygotowanych dołów. Mieszkańcy osady słyszeli strzały, ale nie byli świadomi, co one oznaczają. Zamordowanych zostało 7 osób: 5 Polaków i 2 osadników francuskich”  (Irena Ratuszna z d. Cepuch; w:  http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/cepuchy.html ). Siekierka..., na s. 615 odnotował: „W lutym 1944 roku, zostało zamordowanych przez banderowców na przysiółku Cepuchy 7 osób NN”.  

Koło wsi Cepuchy pow. Lwów:Jestem córką zamordowanego przez bandy UPA Wacława Cisińskiego. Został On zabity przez banderowców w czasie pogromu w pobliżu wsi Cepuchy ./.../ Dodam jeszcze, że mój tato urodzony był 10 października 1914 r., a więc w dniu śmierci miał niespełna 30 lat, był mieszkańcem Jaryczowa i pracował jako urzędnik w Nadleśnictwie we Lwowie. Niestety, Jego imię i nazwisko nie zostało umieszczone na liście poległych na Kresach” (Czesława Meryk z domu Cisińska, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).

We wsi Ciemierzyce pow. Przemyślany:27.02.1944 r. została zam. Sypko Michalina l. ok. 40 z córką Stefanią l. 18.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Feliksówka pow. Kamionka Strumiłowa:27.02.1944 r. (27.01.1944 r.?) zostali uprowadzeni: 1. Bednarczuk Włodzimierz l. 23; 2. Kisiel Stanisław l. 21; 3. Młodecki (Moderski) Zbigniew l. 22.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie...,jw., tom 7). 

We wsi Gaje (Bogdanówka ?) pow. Lwów:26 VII 1943 (27 II 1944 ?) został zamordowany przez bojówkę OUN  w czasie podróży z Zadwórza do Lwowa leśniczy  Henryk Kuczyński lat 40,  mieszkający we Lwowie” (Edward Orłowski..., jw.). „W Bogdanówce koło Zadwórza (powiat przemyślański) – 27 lutego – zamordowano z zasadzki leśniczego Henryka Kuczyńskiego” (Stanisław Dłuski: “Fragment wielkiej zbrodni” ; w: „Las Polski”, nr 11 z 1991 roku).

W kol. Górki pow. Hrubieszów: 27.02.1944 oddziały ortschutzu i SS-Galizien z Szychowic dokonały napadu na kolonię Górki; faszyści podpalili wiele domów; na pomoc przybył pluton partyzantów "Księżyca", co pozwoliło uratować część wioski” (Czesław Buczkowski: SAHRYŃ w latach 1942-1944; w:  http://kresy.info.pl/component/content/a....atach-1942-1944; 25 września 2011).

We wsi Grzymałów pow. Skałat banderowcy zamordowali 5 Polaków, w tym dyrektora Monopolu Tytoniowego z żoną. 

We wsi Konkolniki pow. Rohatyn: „27.II.44.Kąkolniki. Dulik Tadeusz, lat 9, zamordowany.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).

W mieście Kowel woj. wołyńskie zamordowali 43-letnią Marię Flisiewicz.

We Lwowie:27.02.44 r. zostali zamordowani: Gajewski Ludwik l. 27 zamieszkały na ulicy Krzywczyckiej 6; Kuczyński Henryk l. 40 leśniczy (zamordowany w Zadwórzu); Rudnicki Tadeusz l. 22 zamieszkały na ulicy Słonecznej 12” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). „Dnia 27.II.1944 r. w czasie gdy jechał furą do Lwowa został zastrzelony w Zadwórzu [Przemyślany] leśniczy Polak KUCZYŃSKI Henryk, lat 40”. (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43).

We wsi Pieniaki pow. Brody uprowadzili ks. Józefa Pikota, po którym ślad zaginął, oraz zastrzelili Ignacego Kobylańskiego.

W kol. Rulikówka pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy spalili 2 dzieci o nazwisku Dec oraz kilku starców, którzy nie zdążyli uciec; w podpalonych zabudowaniach udusiła się 4-osobowa rodzina; -  łącznie zamordowali co najmniej 15 Polaków.

We wsi Szutowa pow. Jaworów banderowcy uprowadzili około 15 Polaków z ks. Albinem Banasiem, którzy przepadli bez wieści (mord miał miejsce 20 lutego 1944 roku). 

W mieście Turka woj. lwowskie zamordowali 5 Polaków.  Inni: We wsi Turka pow. Chełm: „27.02.1944 Ukraińcy zastrzelili 5 Polaków NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

W przysiółku Wołowskie należącym do wsi Ciemierzyńce pow. Przemyślany zamordowali m.in. 18-letnią Stefanię Sypko. “Miałam wówczas zaledwie 11 lat. /.../ Nikt nie chciał wierzyć, że tak, bez żadnego powodu, wśród tych przyjaciół, coś złego może nas spotkać. Rodzina nie chciała opuszczać swojej własności i dorobku pokoleń. /.../ Pamiętam czerwone kałuże i strugi krwi na zaśnieżonych drogach, którymi wywożono w nieznane zamordowanych Polaków. Słuchać było płacz, lament i błagania schwytanych i wyprowadzanych ze swoich domów ludzi, często bosych i tylko w koszulach. Pożary, strach i okrucieństwo zataczały coraz większe kręgi. /.../ Osiemnastoletnia Stefania Sypko w ten wieczór poszła do innych sąsiadów, Ukraińców – Oczkusiów. Tu również wtargnęli bandyci. Wyprowadzili ją z domu i powiesili na wierzbie. Wisiała całą noc z soboty i całą niedzielę. Nikt nie odważył się jej zdjąć z tej „szubienicy”. W niedziele poszłam z innymi w to miejsce. /.../ Kochana i tak bliska Stefcia, wisiała na drzewie na kolczastym drucie. Do dziś nie wiadomo, czy Stefania z matką poszły owego wieczoru do swoich sąsiadów z własnej woli czy zostały tam zwabione. Zaskakujące jest bowiem pojawienie się w tych domach w tym czasie banderowców” (Karolina Dmuchowska; w: Komański..., s. 781).  

We wsi Zadwórze pow. Przemyślany: „Dnia 27.II.1944 r. w czasie gdy jechał furą do Lwowa został zastrzelony w Zadwórzu [Przemyślany] leśniczy Polak KUCZYŃSKI Henryk, lat 40.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43).

 

   28 lutego: 

We wsi Bouszów pow. Rohatyn upowcy zamordowali 12 Polaków, w tym kobiety i dzieci. „28.II.1944 Bołszów pow. Rohatyn  Leszczyńska Weronika, ur. 1906 zabita. Watraszyński Albin syn Marcina ur. 1880 - jego żona i syn zabici.” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373).

W przysiółku Cepuchy należącym do wsi Ceperów pow. Lwów (niedaleko Jaryczowa): „28 lutego 1944 roku do osady Cepuchy pow. Lwów banderowcy przyszli o trzeciej nad ranem. Byli zaskoczeni nieobecnością mężczyzn. Nie przypuszczali, że mógł ich ktoś ostrzec. Chodzili od domu do domu zganiając ludzi w jedno miejsce, do murowanego domu Michała Cepucha, mego Ojca. Czekali na powrót mężczyzn do 15 - tej, rabując w tym czasie opuszczone domy. /.../ Od zagłady uratowali ich dwaj bracia Zbyszek i Józek Mrozowscy (wówczas 12 - 13 letni chłopcy), którzy jako jedyni ukrywali się z rodzicami w piwnicy swojego domu. Kiedy banderowcy podpalili wieś, owinięci w białe prześcieradła (na zewnątrz leżał śnieg) przedarli się do lasu i pomimo strzałów, jakie za nimi oddano, dotarli na gestapo w Jaryczowie. Zawiadomiono posterunek. I kiedy przerażone kobiety i dzieci, stłoczone w ocalałym domu Michała Cepucha oczekiwali swego końca, usłyszeli strzały z broni maszynowej. To Niemcy tym razem przychodzili z odsieczą ”  (Irena Ratuszna z d. Cepuch; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). 

We wsi Dołohów pow. Rudki banderowcy uprowadzili i zamordowali 2 Polaków:  inżyniera Władysława Wojnarowskiego  i Dominika Biskowskiego, studenta Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. „Po uprowadzeniu ojca, 28 lutego 1944 roku, ukraińscy oprawcy uwięzili ojca w budynku pod lasem, należącym do wsi Chłoptycze i tam, przez kilka dni pastwili się nad nim. Najpierw wycięli mu język, potem włożyli go do drewnianej beczki nabitej wewnątrz gwoździami i co pewien czas toczyli tę beczkę, zadając mu straszliwy ból. Po dwóch dniach oprawcy przecięli piłą beczkę, razem z ciałem ojca i następnie wyjęli zwłoki i wrzucili do nieużywanej studni” (Jacek Wojnarowski; w: Siekierka..., s. 882; lwowskie). „Delegatura nasza w Rudkach zawiadamia nas, że w nocy z 18 na 19.II. br. nieznana banda uprowadziła w nieznanym kierunku ze wsi Dołubow (8 km. od Rudek): 1. Inż. Władysława Wojnarowskiego – kierownika regulacji Dniestru. 2. Dominika Biskowskiego – byłego słuchacza Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie; a ponadto dokonała napadu na pracownika Delegatury Stanisława Beszłeja, który to jednakowoż zdołał zbiec.” (1944, 2 marca – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów i uprowadzeń Polaków w rejonie Rudek. W: B. Ossol. 16721/1, s. 225). „[Zorniska, Gródek] W nocy z dnia 18 na 19 banda złożona z nieznanej liczby osobników uprowadziła w nieznanym kierunku i najprawdopodobniej zamordowała następujące osoby: 1. Inż. Władysław Wojnarowski; 2. Dominik Biskowski, ciał nie znaleziono.” (1943 sierpień – 1944 kwiecień – Meldunki i raporty (wybór) z PolKO Lwów-powiat przesłane do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów i mordów dokonanych na ludności polskiej powiatu lwowskiego. W:  B. Ossol. 16722/1, s. 45, 51, 55-63, 67-69).

We wsi Huta Pieniacka pow. Brody esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna”, upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi w sile kilku tysięcy napastników dokonali rzezi ludności polskiej 1100 – 1300 Polaków, duża polska wieś przestała istnieć. “Huta Pieniacka była duża: stały tu 172 domy, do tego stajnie i obory. Żyło w niej tysiąc osób, w tym sporo uciekinierów z Wołynia. Pacyfikację dokonaną 28 lutego 1944 roku przez SS Galizien oraz UPA przeżyło 160 osób. Ze wsi nic nie pozostało. Przy drodze, która kiedyś prowadziła przez wieś, stoi czarna tablica. Na niej niebiesko-żółte logo nacjonalistycznej partii Swoboda: otwarta dłoń z trzema wyprostowanymi środkowymi palcami. Identyczne jak na flagach powiewających nad kijowskim Majdanem. Tablica przedzielona na pół, po jednej stronie tekst po ukraińsku, po drugiej – po angielsku. Na górze napis: „Prawda o Hucie Pieniackiej”. Podczas II wojny światowej Huta Pieniacka była jednym z największych ośrodków stacjonowania polskich bojowników z AK i bolszewickich dywersyjnych jednostek w Galicji, wspólnie terroryzujących ukraińskie wioski. 28 lutego 1944 r. niemieckie okupacyjne władze przeprowadziły wojskową operację likwidacji polsko-bolszewickiego oddziału. Wioska została zniszczona. Na początku lat 80. sowiecko-polska propaganda rozpowszechniła nieprawdziwą informację o  zniszczeniu wioski Huta Pieniacka przez dywizję SS Galizien oraz żołnierzy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Armii Powstańczej”. Franciszek Bąkowski macha ręką, gdy słyszy pytanie o tablicę. Wiele razy przechodził obok, zmierzając do pomnika, na którym wyryto 580  nazwisk ofiar, mieszkańców wioski. 70 lat temu w jedną noc stracił matkę, ojca, brata, krewnych. Prawdę widział na własne oczy. /.../ „– Słyszeliśmy strzały, krzyki, wycie zwierząt. Coś strasznego” – kręci głową pan Franciszek. Za żołnierzami szli bojownicy z UPA i zwykli Ukraińcy z okolicznych wiosek, którzy plądrowali opustoszałe chałupy. „– Janek Sowiński opowiadał, że znał niektórych, że ze swojej kryjówki widział, kto rabował. Kłócili się nawet o to, który pierzynę weźmie. A jak już zrabowali, co tylko się dało, podpalali gospodarstwo” – mówi Franciszek Bąkowski. Obok Bąkowskich mieszkali Kierepkowie. Urszula Kierepka była położną. Wieczorem, tuż przed pacyfikacją, została wezwana do porodu. Jej wnuk, dziś 84-letni Sulimir Stanisław Żuk, z trudem wraca wspomnieniami do tego dnia. Miał wtedy niespełna 14 lat. „– Wraz z rodzącą kobietą wywleczono babcię z domu, biciem i wrzaskami popędzono do kościoła. Dziadek schował się w piwnicy, zamknął drzwi od wewnątrz, przykrył się kocem i przysypał kartoflami. Ukraińscy faszyści splądrowali dom, wyłamali drzwi do piwnicy, rozejrzeli się po ciemnym wnętrzu, ale dziadka nie zauważyli” – opowiada. Dziecko przyszło na świat w kościele. Franciszek Bąkowski przechowuje list od wnuczki kobiety, która widziała, jaki los spotkał rodzącą matkę, jej dziecko i akuszerkę. Z relacji wynika, że pilnujący mieszkańców wsi ukraiński esesman rozdeptał noworodka. Dzielna akuszerka chciała uratować dziecko i jego matkę, ale ten zbrodniarz zabił je” – czyta fragment listu pan Franciszek i pokazuje kolejne zdania: Babcia była wtedy odrętwiała, nic nie czuła, nie miała żadnych myśli. (...) esesman kazał jej wziąć to roztrzaskane maleństwo i wynieść z kościoła.”. Siostra pana Franciszka, Stefania, przez ponad 40 lat nie chciała opowiadać o tym, co widziała w czasie pacyfikacji wsi i jak tego dnia ocalała. Dusiła w sobie wspomnienia. „– Stefci udało się wydostać z płonącej stodoły” – mówi pan Franciszek. Kiedy prowadzono ją w grupie dziewcząt i kobiet do kościoła, mijała ogarnięte pożarem zabudowania, z których dobiegały krzyki palonych żywcem ludzi. Później w zgliszczach jednej z tamtych stodół znaleziono szczątki ich ojca. Ukraińcy wypędzili ją z kościoła w jednej z ostatnich grup. Prosto do stodoły Relichów, jednych z bogatszych gospodarzy. Wprowadzili ok. 40 osób, zaryglowali wrota, zadrutowali, aby nikt nie mógł się wydostać, i zaczęli oblewać ściany benzyną. “– Gdy do środka zaczął przedostawać się dym i płomienie, wybuchła panika. Stefcia miała wiele szczęścia, uratowało ją to, że znała tę stodołę. Bawiła się w niej kiedyś z córką gospodarza i wiedziała, że jest tam zapasowe wyjście z tyłu, do ogrodu” – opowiada pan Franciszek. “– Ale ogród był zasypany śniegiem i zaspa blokowała drzwi.” Przepychały wierzeje razem, kilka koleżanek. Wśród nich była Wanda Gośniowska, starsza o kilka lat od Stefanii i silniejsza. Gdy w końcu zbity śnieg ustąpił, rozbiegły się po polu, osiem, może dziesięć dziewcząt. Żołnierze strzelali za nimi. Masakry dokonali Ukraińcy z 4. Galicyjskiego Ochotniczego Pułku Policyjnego należącego do 14. Dywizji SS Galizien. Ten fakt według prokuratorów badających pacyfikację Huty Pieniackiej nie podlega dyskusji. Nie mają też wątpliwości, że pomagali im partyzanci z UPA. /.../ Wanda Gośniowska opowiadała, jak skatowano jej ojca. Zapamiętała, jak przyprowadzono go do kościoła w zakrwawionej koszuli. Dowódca lokalnego oddziału samoobrony Kazimierz Wojciechowski najpierw był torturowany, następnie został oblany benzyną i podpalony. Podobny los spotkał Wojciecha Szmigielskiego. Za to, że ukrywał w domu rannego radzieckiego partyzanta. /.../ Franciszek Bąkowski pamięta, że cmentarz był na obrzeżach wioski, pamięta, że w samej Hucie Pieniackiej rosło wiele drzew owocowych. Brat Władek przypomniał mu, że przed bramą do ich gospodarstwa zwieszały się dwie piękne czereśnie. Więc pewnego razu poszli ich szukać, cierpliwie spacerowali po zarośniętym ostami polu, próbując odszukać w skrawkach wspomnień właściwą drogę. Znaleźli w końcu spróchniałe resztki dwóch pieńków i tak weszli na teren gospodarstwa. W miejscu, gdzie kiedyś stał ich dom, wyciągnęli spod ziemi dachówkę. „– Tylko tyle mi zostało po rodzicach” – kiwa głową pan Franciszek. Wśród splątanych suchych ostów udało się odnaleźć coś jeszcze. Kamienną figurkę świętego Antoniego, która stała przed domem rodziców Wandy Gośniowskiej. Podnieśli ją, ustawili na nowo. “– Nie widać jej z drogi, ale ja wiem, gdzie stoi” – mówi Franciszek Bąkowski.” (Mariusz Nowik: “Została mi dachówka z domu rodziców"; w: http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/wydarzenia/artykuly/452213,huta-pieniacka-28-lutego-1944-ukraincy-z-ss-galizien-wymordowali-polakow-z-huty-pieniackiej-relacje-ocalalych.html; 02.03.2014).  

 „Byłam jedną z ostatnich przyprowadzona do kościoła. Wszystkich, wcześniej tam przyprowadzonych, dzielono na grupy i wyprowadzano do stodół i żywcem palono. Wyszłam z kościoła z ostatnią grupą dziewcząt. Widok jaki się okazał moim oczom był przerażający. Wokół płonęły budynki, słychać było przeraźliwe krzyki palących się ludzi, wyły psy, zewsząd unosił się swąd palonych ciał ludzkich i bydła. Ja i moje współtowarzyszki, zdawałyśmy sobie sprawę, że idziemy na śmierć. Konwojujący nas ukraińscy esesmani popędzali nas, szyderczo śmiejąc się, „Wże propała wasza Polszcza – to je wasza Polszcza”. Kiedy zostałyśmy doprowadzone w pobliże zabudowań Stefanii Relich, zostałyśmy na chwilę zatrzymane, otwarto bramę na podwórze nakazując nam tam wejść. Po przeciwnej stronie płonęły zabudowania Genowefy Bernackiej, skąd dochodziły przeraźliwe jęki palonych tam żywcem ludzi. Konwojenci brutalnie wepchnęli nas na podwórze. Zatrzymali przed stodołą, przed którą stały karnistry z benzyną. Kolbami karabinów wepchnęli nas do wnętrza i zamknęli drzwi. Wewnątrz było sporo słomy i siana. Po przeciwnej stronie były drugie drzwi, prowadzące na ogród. Wykorzystując chwilowy zamęt dostałam się do nich i udało się nam je otworzyć. Z kilkoma dziewczętami, było nas trzy lub cztery, nie pamiętam, rzuciłyśmy się do ucieczki. Po chwili nas zauważono i zaczęto strzelać. Udało się nam jednak przedostać do pobliskiego wąwozu, którym dotarłyśmy do lasu. Po chwili usłyszałyśmy strzały, krzyki, i zobaczyłyśmy jak płonie stodoła z której udało się nam zbiec” (Wanda Gośniowska; w: Komański..., s. 591). „Po odejściu ukraińskich esesmanów z Huty Pieniackiej byłem jednym z pierwszych, którzy dotarli do spalonej wsi. /.../ Dopalały się jeszcze zabudowania, na drogach i polach leżeli martwi ludzie. Dużo widziałem dzieci na sztachetach płotów lub leżących z rozbitymi główkami. Wokoło śnieg był czerwony od ludzkiej krwi. W stodołach leżały dziesiątki zwęglonych ciał ludzkich” (Bronisław Zagrobny; w: Komański..., s. 611). Wilhelm Kowalczykowski do Huty wrócił 29 lutego 1944 roku. „Pod kościołem rozpoznał swojego dziadka. Starzec siedział skulony, twarz zakrywał dłońmi, a głowę trzymał w kolanach. W wewnętrznej kieszeni spodni chował Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari. Nazywał się Wojciech Szmigielski i brał udział w nieudanym Powstaniu Styczniowym. Gdy pędzony był na Sybir, zdołał uniknąć śmierci i uciec. Teraz siedział nieruchomo, z wydłubanymi oczami i językiem przybitym do dolnej wargi zardzewiałym gwoździem. Tył głowy i plecy miał spalone. Klatkę piersiową i brzuch przestrzelone przez kule. Jego ubranie ociekało krwią. Niedaleko od tego miejsca, w swojej zagrodzie, przy ulicy Werchobuskiej, leżała trzydziestoletnia Zofia  Hauptman. Jej włosy i ubranie spłonęły. Na ciele zostały tylko strzępki zwęglonego materiału. Obie nogi były przestrzelone powyżej kolan, a brzuch nienaturalnie nabrzmiały. Niedługo miała urodzić swoje pierwsze dziecko. Inna kobieta, kilkanaście minut wcześniej, lub później, zginęła zadźgana bagnetem. Nazywała się Rozalia Sołtys, miała 70 lat i szła zbyt wolno. Najpierw oprawcy ponaglali ją uderzeniami karabinowych luf. Gdy to nie skutkowało, kilkakrotnie wbijano jej ostrze w plecy. Ale i to nie przynosiło rezultatu. Po kolejnym ciosie, zakrwawiona staruszka upadła, a jej brzuch przebił długi nóż. 28 lutego 1944 roku w podobny sposób zginęło jeszcze przynajmniej 865 mieszkańców Huty Pieniackiej, a sama miejscowość przestała istnieć w ciągu kilkunastu godzin. /.../ W środku kościoła, na ławie, siedział partyzant sowiecki. Głowę miał całą zabandażowaną. Obok niego z twarzą przysłoniętą dłońmi kucał dziewięćdziesięcioczteroletni Wojciech Szmigielski. Zanim żołnierze znaleźli ich obu, starzec ukrywał partyzanta w swoim łóżku. Teraz, w kościele, trwało przesłuchanie. Szmigielski próbował zataić tożsamość Sowieta, tłumacząc żołnierzom, że nie wie, kto to jest, bo ten jest ranny i nic nie mówi. Chwilę później obaj byli już torturowani na placu przed kościołem. Szmigielskiemu wykłuli oczy, a język wyciągnęli na zewnątrz i przybili gwoździem do brody. Po torturach wprowadzili ich do kościoła i posadzili partyzanta w konfesjonale, a starca obok niego, na ławce. Następnie obu żywcem spalili. O 13.00 ludzi w kościele ciągle przybywa. Esesmani chodzą między ławami i kolbami tłuką po głowach. Ludzie padają na ziemię, a na ich miejsca wprowadzani są kolejni. Jest duszno i tłoczno. Ukrainiec podający się za Polaka informuje, że świątynia jest zaminowana. Wybucha panika, ale tłum nie jest w stanie sforsować drzwi. Godzinę później oprawcy zaczynają wyprowadzać ludzi z kościoła. Grupy 40-50 Polaków są eskortowane przez kilkunastu Ukraińców uzbrojonych w karabiny. Żołnierze zapewniają kobiety i dzieci, że są prowadzeni do swoich domów.  Tym razem to nie było kłamstwo. Większość ten marsz rzeczywiście zakończyła w swoich chatach i stodołach. Gdzie następnie podpalono ich żywcem. Około godziny 17.00 mord dobiegł końca. Pijackie śpiewy oznaczały zakończenie akcji. Esesmani urządzili jeszcze defiladę na cześć zwycięstwa. i powoli zaczęli opuszczać wieś. Najazd trzech batalionów ukraińskiej dywizji SS-Galizien przetrwało tylko kilka domów i kilkudziesięciu mieszkańców.” (http://www.irekw.internetdsl.pl/huta_pieniacka.html ). „Stanisława Sitnik, która przeżyła masakrę w Hucie Pieniackiej, gdzie w ciągu jednego dnia zamordowano ponad 800 Polaków, mówi, że pamięta zwierzęcy niemal ryk. To byli ludzie. Pędzeni na rzeź ludzie. - Byłam tam osiem lat temu, nie mam zdrowia, to dla mnie zbyt mocne przeżycie - mówi cicho pani Stanisława. - Płakałam, mimo że tam teraz tylko puste pole jest, więcej nic. I te opowieści ludzi, że gdy chcieli tam krowy wypasać, spychacze wpuścili i spod maszyn kości zaczęły wychodzić, czaszki… Tam tyle narodu poszło... Wybaczyć? Nie wiem. Tyle, co tam wycierpieliśmy...” (Dariusz Chajewski: Krwawa niedziela to było apogeum rzezi wołyńskiej. Trauma przywieziona z Wołynia; w: https://plus.gazetalubuska.pl/krwawa-niedziela-to-bylo-apogeum-rzezi-wolynskiej-trauma-przywieziona-z-wolynia/ar/13321676 ).  „Sprawozdanie z wypadków w Hucie Pieniackiej. Naoczny świadek i mieszkaniec H.P. opowiada: /.../ Na dany znak rozpoczął się ogień karabinowy naokoło wsi. Pierścień się zacieśniał. Spotkanych ludzi pędzono do kościoła. Ludność widząc, że ma do czynienia z regularnym wojskiem nie uciekała. Kto się tylko ociągał był strzelany na miejscu. SS żołnierze wpadali do chat i mordowali długimi, ostrymi nożami. Sprawozdawca ma taki nóż schowany na pamiątkę. Widział dzieci rozprute nożami, kobiety o poobcinanych piersiach. Gdy ludność spędzono do kościoła i drzwi zamknięto, rozpoczęto kościół minować. Obecni w kościele oczekiwali wysadzenia, w międzyczasie jednak przyjechała starszyzna i miny kazała wydobyć z powrotem. Następnie w kościele zaczęto przeprowadzać segregację. Mężczyzn osobno, kobiety i dzieci osobno. Ta segregacja była jednak bezcelowa, gdyż następnie partiami wyprowadzano ludzi, zamykano do pustych chat, stodół, szop, które podpalano. Sprawozdawca słyszał jęki palonych żywcem, widział kobietę wyskakującą oknem z palącymi włosami i sukniami. Kobieta ta musiała już być obłąkaną lub też przestraszyła się strzałów i skoczyła z powrotem w ogień. Ludzi wyskakujących lub uciekających strzelano. Akcja ta trwała od 1 w nocy do 15-16, padło w niej 2 SS-ów, którzy postrzelali się sami przez nieostrożność. Sprawozdawca mówił z umierającą kobietą, ranną nożem w pierś, zeznała, że krewny ich SS-owiec z pobliskiej wsi, mimo zaklęć męża, jego zastrzelił, dziecko zarżnął, ją przebił nożem mówiąc: “Teraz wojna – nie ma krewnych”.  (1944, luty - Sprawozdanie z napadu Dywizji Hałyczyna SS na Hutę Pieniacką. W: B. Ossol. 16722/1, s. 85). “Członek bandy UPA Dowhań Justyn s. Wasyla zeznał: „Nie pamiętam dokładnie daty, lecz  dobrze wiem, że pod koniec lutego 1944 roku, wczesnym rankiem, do mojego mieszkania  wpadł Melnyk Iwan s. Zachara i kazał mi szybko stawić się przed chałupą Jakimowa Jakiwa, gdzie otrzymam broń. Przy tym powiadomił mnie on, że zaraz cała banda UPA wspólnie z [bandą z] Wołynia i niemieckimi wojskami «SS-Galizien» ruszy na wieś Huta Pieniacka. Stawiłem się w wymienionym wyżej miejscu, gdzie Jakimow Jakiw wydał mi karabin rosyjskiego typu i do niego 15 sztuk ostrych naboi. Melnyk Iwan, Jakimow Jakiw i dowódca wołyńskiej bandy UPA oznajmili wszystkim uczestnikom, że zaraz ruszymy na wieś Huta  Pieniacka, żeby rozprawić się z mieszkańcami, ponieważ pomagają oni czerwonej partyzantce. Po otrzymaniu tych krótkich informacji i zakończeniu przygotowań, ruszyły na podwodach niemieckie wojska «SS-Galizien» w l[iczbie] 200 ludzi. Na ich czele pojechali saniami starosta Sieluprawy Kawecz Josyp s. Maksyma z dowódcą – Niemcem w stopniu kapitana. Drugimi sańmi, również na przedzie, pojechali Żarkowśkyj Wasyl s. Iwana i Żarkowśkyj Stepan. Za Niemcami, mniej więcej 15–20 minut później, ruszyła na Hutę Pieniacką również  nasza banda wspólnie z wołyńską bandą UPA. Jak tylko zaczęliśmy podchodzić do  wymienionej wyżej wsi, Niemcy otworzyli ogień z dwóch armat i karabinów maszynowych,  otaczając jednocześnie wieś ze wszystkich stron. Członkowie bandy UPA, którzy wówczas nadeszli, na rozkaz Melnyka Iwana s. Zachara i Żarkowśkiego Petra oraz dowódcy wołyńskiej bandy, również okrążyli wieś i robili to samo, co Niemcy, tzn. podpalali domy i inne zabudowania, a mieszkańców eskortowali do kościoła. Tych, którzy próbowali ukryć się, rozstrzeliwali na miejscu oraz otwierali silny ogień karabinowy do uciekających. Po tym, jak pierścień okrążenia, w którym była wieś, zacisnął się i akcja zbliżała się do końca, ludzie z kościoła zostali przeprowadzeni do szop i domów. Następnie zamykano je i podpalano. Mieszkańców wsi Huta Pieniacka zapędzono do 4 lub 5 szop, w których znalazło się, ogólnie biorąc, około 700–750 l[udzi]. Wszyscy zostali spaleni. Pogrom wymienionej wsi trwał od 8 godziny rano do 2–3 po południu. Następnie niemieckie wojska zabrały przede wszystkim całe bydło – krowy, konie, owce,  świnie oraz zboże, a członkowie bandy UPA wzięli odzież, drób oraz inne rzeczy, po czym razem z niemieckimi wojskami wrócili do wsi Żarków, gdzie Niemcy sprzedali mieszkańcom za wódkę część bydła, głównie krowy.” (Wyciąg ze sprawy agenturalnej NKGB USRS  nr 40 „Zwiery”, jedn.  Arch. 2387, s. 26, 50, 55, 56, 112 .PA SBU, F. 26, op. 2, spr. 2, k. 208–211.; w: http://koris.com.ua/other/14728/index.html?page=101 ).  

W kol. Hucisko Pieniackie należącej do wsi Pieniaki pow. Brody esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” oraz upowcy zamordowali 128 Polaków. Natomiast Władysław Kubów podaje (Terroryzm na Podolu): 28.02.44 r. w Hucisku Pieniackim SS “Hałyczyna” wymordowała 62 mieszkańców. Zginęli: Górski Antoni, Górski Marcin, jego żona Klara, ich synowie: Józef i Jan, Ferdyczowska Emilia i jej niemowlę, Jurkiewicz Antoni, jego żona Emilia, ich dzieci: córka Weronika i syn Edward, Jurkiewicz Bronisław, jego żona Elżbieta, ich dwaj synowie, Kobylański Jan, jego matka Barbara, żona Stefania i ich troje dzieci, małżeństwo Kowalskich i dwoje ich dzieci, Kowalewska Bronisława i jej matka, Jarosz Stanisław, jego matka Stanisława, Mendelski Józef, jego żona i ich córki: Agnieszka i Maria, Mendelski Wojciech, Maksymów Władysław, małżeństwo Niedźwiedzkich i czworo ich dzieci, Orłowski Jan, jego matka i syn oraz córka, Orłowska Wanda i dwoje dzieci oraz jej matka, Orłowska Olga, jej dziecko i matka Orłowska Tekla, Orłowski Jan i jego żona, Podgórska N. i dwie córki, Żuczkowski Józef i jego żona oraz syn Jerzy.”. Komański...., s. 65 – 66 dokumentuje napad z 13 lutego i mord 55 Polaków.

We wsi Jaryszów Nowy pow. Lwów banderowcy zamordowali  Wacława Cisińskiego.

W mieście Lwów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków (byli to: Stanisław Mały, 20-letni Mieczysław Balicki i Stanisław Leskowicz) oraz zrabowali ich dokumenty. „28.II.44. Lwów: Mały Stanisław, zam. ul. Jakuba 117 zamordowany.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253). Oraz: „28.02.44 r. zam. Leskowicza Stanisława l. 23 ze Straży Pożarnej na Łyczakowie.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Małków pow. Hrubieszów Batalion BCh "Rysia" i oddział AK "Czarusia" z obwodu hrubieszowskiego stoczyły bitwę z oddziałami niemiecko-ukraińskimi w obronie pacyfikowanej wsi Małków; w czasie bitwy włączyły się do walki dalsze 3 plutony AK. Niemiecko-ukraińska ekspedycja zakończyła się klęską, Polacy zdobyli dużą ilość broni i amunicji; partyzanci stracili 6 żołnierzy, a 16 odniosło rany. 

We wsi Modryniec pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy z bojówką UNS ze wsi Szychowice zamordowali na terenie folwarku 3 Polaków, w tym 2 kobiety o tym samym nazwisku: Katarzynę oraz Henrykę Cieślę. 

We wsi Okno pow. Skałat banderowcy uprowadzili i zamordowali 8 Polaków. Patrz wyżej: 19 lutego.

We wsi Połonice pow. Przemyślany został zamordowany przez banderowców Kosydor Wojciech. .(Józef Wyspiański: Skutki napadów ukraińskich nacjonalistów w powiecie Przemyślany. w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, tom 10, Kędzierzyn-Koźle 2018).

We wsi Rudniki pow. Kowel zamordowali 5 Polaków, w tym troje rodzeństwa z 18-letnią dziewczyną.

We wsi Rulikówka pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy z bojówka UNS ze wsi Szychowice zamordowali kilku Polaków i spalili wieś (Grzegorz Motyka: Tak było w Bieszczadach;..., s. 183).

W miasteczku Sokołówka (Sokołówka Hetmańska) pow. Złoczów: Ks. Jan Wiszniowski, ur. w 1912 r., administrator parafii Sokołówka Hetmańska, pow. Złoczów. Zamordowany przez UPA 28.02. 1944 r. „Porwany podczas napadu na wieś i plebanię przez oddział ukraińskiej ludobójczej organizacji OUN/UP. Ukraińcy zapewniali wcześniej, że nic mu nie grozi, a parę dni później napadli na wieś. Zamordowany przy próbie ucieczki - postrzelony, a następnie zakłuty nożami.” (http://www.swzygmunt.knc.pl/MARTYROLOGIUM/POLISHRELIGIOUS/vPOLISH/HTMs/POLISHRELIGIOUSmartyr2999.htm ). Oraz: 28.02.1944 r. został zamordowany Kargol Jan.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Tłusteńkie pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali w majątku 2 Polaków.

We wsi Tudorów pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali 3 Polki, w tym 2 na terenie majątku Dębina.

We wsi Wanat pow. Garwolin Niemcy z udziałem Ukraińców dokonali pacyfikacji wsi mordując 108 Polaków, w tym 47 dzieci i młodzieży w wieku od 1 miesiąca do 16 lat, 37 kobiet w wieku od 18 do 78 lat oraz 24 mężczyzn w wieku od 18 do 88 lat. W pacyfikacji brali udział żandarmi z posterunków: Garwolina, Żelechowa, Sobolewa, Sobienich-Jezior i Kołbieli. Ponadto ze Starostwa Powiatowego w Garwolinie przybyły do Wanat: oddział policji specjalnej, funkcjonariusze Kryminalpolizei i Schutzpolizei, oddział pomocniczej policji ukraińskiej stacjonującej w majątku Zawady obok Garwolina i funkcjonariusze policji polskiej tzw. granatowej z Garwolina. Ściągnięto około 800 żandarmów, Schupo i Ukraińców z Siedlec, Mińska Mazowieckiego, Warszawy i Rembertowa.   Pacyfikację Wanat przeżyły tylko dwie osoby: Julianna Olejnik i Władysław Górzkowski. Julianna Olejnik:: "Tamtego dnia weszło do kuchni trzech Ukraińców w hitlerowskich mundurach. Pytali o męża. Odpowiedziałam, że jest w stodole. Na moje słowa, że wywiązaliśmy się z kontyngentu, mogę nawet pokazać im kwity, jeden z oprawców ryknął na mnie -idź ty!-. W tym momencie kula z jego pistoletu trafiła mnie w szyję. Strzelił również do mojej siostry. Straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam, usłyszałam lamenty mojej mamy, która powtarzała: -wszystkie moje dzieci zabite. /.../  Kiedy wychodzili, jeden nich (Ukraińców) podwinął mi sukienkę i uszczypnął w pośladki. Leżałyśmy spokojnie. Hitlerowcy podpalili dom. Tymczasem siostra schroniła się w piwnicy, tam jednak dostrzegli ją żandarmi i natychmiast zastrzelili. Ogień ogarnął cały dom. Nie było, czym oddychać. W pewnym momencie z łóżka zerwał się Zygmuś krzycząc: -mamusiu, parzy mnie, parzy!-. Ostatkiem sił próbowałam go ratować. Zza okna padł strzał. Dziecko upadło martwe, a ja znowu zemdlałam. Gdy odzyskałam przytomność, wyczołgałam się do sieni. Wkrótce zaczęła płonąć kuchnia. Na czworakach wyszłam z domu i położyłam się pod płotem. Potem przeczołgałam się do studni i ukryłam się w dole po wapnie. Było mi strasznie zimno, więc wydostałam się z tego dołu i położyłam koło płonącego domu. Kiedy spadła na mnie paląca się szczapa i zatliła mi się suknia, przedostałam się stamtąd do kopca z brukwią i burakami. Następnego dnia odnaleźli mnie w nim ludzie z sąsiednich wsi." Wspomina Władysław Górzkowski: „Około godz. 7.00 rano przeszła przez wieś grupa młodzieży mordując kolejno w zagrodach wszystkich bez wyboru - mężczyzn, kobiety i dzieci. Żołnierze z następnych grup wyprowadzali inwentarz żywy, wynosili z mieszkań odzież. Czterej żołnierze z ostatniej grupy chodzili od zagrody do zagrody i zapalali wszystkie budynki. Zagrody w Wanatach stały w pewnej odległości jedna od drugiej. Żona moja przebywająca tego dnia na podwórzu usłyszała w pewnej chwili strzały padające w obrębie zagrody mojego stryjecznego brata. Jeden z żołnierzy po wyjściu z jego domu skierował swe kroki do nas. Gdy wszedł do sieni strzelił na postrach. Następnie zastrzelił w pokoju po drugiej stronie sieni mojego lokatora Jana Boratyńskiego i jego syna Zdzisława. Potem wszedł do mojego pokoju i skierował pistolet do mnie. Zdążyłem zasłonić głowę rękoma, a kula przeszła mi przez obie ręce nie naruszając kości. Rzuciłem się na ziemię. Żołnierz zabił potem moją żonę, po chwili stanął na moich plecach. Słyszałem, jak obszedł całe mieszkanie i gdy upewnił się, że nikogo więcej nie ma, wyszedł. Wówczas podniosłem się i usiłowałem podnieść żonę, która otrzymała postrzał w głowę i niestety już nie żyła. Usłyszałem głosy Niemców dochodzących z mego podwórza, więc umazałem się krwią żony i położyłem ponownie na podłodze udając nieżywego. Leżałem tak ok. 15 minut, po czym wyszedłem do obory i tam schroniłem się na strychu. W międzyczasie Niemcy weszli do mojego domu i obrabowali go. Ponieważ zostawiłem krwawy ślad ręki na stole, żołnierze domyślili się, ze ktoś ranny uciekł z domu. Słyszałem jak jeden z żołnierzy powiedział po ukraińsku, że i tak spłonę, gdy podpalą całą zagrodę. Orientowałem się, że żołnierze ci byli przeważnie Ukraińcami służącymi w wojsku niemieckim. Widziałem potem przez szparę w ścianie obory jak następna grupa żołnierzy zabierała mój inwentarz. Widziałem też stamtąd jak płonęły wszystkie zagrody, a ogień począł zbliżać się do mego gospodarstwa. Czterej żołnierze zapalili moje zabudowania przy pomocy nafty lub benzyny. Obora miała połączenie z budynkiem mieszkalnym. Dach był kryty blachą i papą. Gdy żar ognia i dym począł mnie dusić, skoczyłem na ziemię i ukryłem się wśród płonących budynków. Wkrótce zdołałem wejść do piwnicy domu mieszkalnego, której ogień nie objął. Tam przesiedziałem do wieczora."  (Michał Bożek: Łaskarzew 1939 – 1945; w:  http://free.of.pl/l/laskare/historia_laskarzew_1939-1945_4.html ).

We wsi Żędowice pow. Przemyślany:28.02.1944 r. zostali zam. Tracz Michał l. 30; oraz 2 osoby NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

 

   W nocy z 28 na 29 lutego:  

W osiedlu Chałupki należącym do wsi Barszczowice pow. Lwów obrabowali i spalili 32 gospodarstwa polskie oraz zamordowali 29 Polaków i 1 Ukraińca. Inni: „W nocy z dnia 28 na 29 lutego większa banda doskonale uzbrojona dokonała napadu na gromadę Chałupki ad Barszczowice [Lwów] i po zrabowaniu mienia wymordowała następujące osoby: 1. Michał Suszalak, lat 38; 2. Jan Zajączkowski, lat 32; 3. Mikołaj Glinkowski, lat 57; 4. Michał Glinkowski, lat 22; 5. Michał Cisiński, lat 26; 6. Franciszek Cisiński, lat 20; 7. Jan Bratkowski, lat 48; 8. Michał Mudrak, lat 48; 9. Józef Kulczycki, lat 43; 10. Jan Oblicki, lat 55; 11. Wojciech Oblicki, lat 67; 12. Michał Oblicki, lat 38; 13. Jan Bąk, lat 36; 14. Michalina Stadnik, lat 68; 15. Stefan Stadnik, lat 27; 16. Tadeusz Trzaskalik, lat 19; 17. N.N. (obcy z zachodu) Marmyła Antoni; 18. Maria Miller, lat 55; 19. Michał Romaszewski, lat 29. Po dokonanym mordzie i rabunku spalono 23 gospodarstw polskich.” (1943 sierpień – 1944 kwiecień – Meldunki i raporty (wybór) z PolKO Lwów-powiat przesłane do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów i mordów dokonanych na ludności polskiej powiatu lwowskiego. W:  B. Ossol. 16722/1, s. 45, 51, 55-63, 67-69). „Raszczowice [Lwów], gm. Jaryczów Nowy, parafia w miejscu. Od 28.II. było 5 prób napadów od strony lasu. Razem zginęło 17 mężczyzn i 2 kobiety (Morczyło Antoni, 37 lat, Stadnik Stefan - 30, Stadnik Michalina - 60, Bąk Jan - 35, Oblicki Michał - 36, Oblicki Wojciech - 67, Oblicki Jan - 60, Kolczycki Jan - 40, Bratkowski Jan - 41, Skudrak Michał - 62, Miller Maria - 55, Romaszewski Michał - 29, Glinkowski Michał - 22, Glinkowski Mikołaj - 60, Zajączkowski Jan - 32, Kosiński Jan - 29, Trzaskalik Mieczysław - 22, Szuszaluk Michał - 48. Spalony został cały przysiółek Chałupki, 35 numerów.” (1944, marzec – Wykazy pomordowanych i napadów na wsie i osiedla powiatu lwowskiego. W: B. Ossol. 16722/1, s. 97).

We wsi Koropiec pow. Buczacz: „28/29.02.44 r. zostali zamordowani: Cisłowski i.n. kierownik stacji; Łużny i.n. – zwrotniczy; Wojciechowska Jadwiga nauczycielka; Łużna Maria l. 35; Suchecka Anna l. 6;  Zalewki Władysław” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Krościatyn pow. Buczacz banderowcy zamordowali ponad 156 Polaków (136 we wsi oraz 20 na stacji kolejowej); napadem UPA kierował pop Pałubicki ze swoją córką. Pop na kazaniach mówił, że „za zabicie Lachów w tworzeniu wolnej Ukrainy, grzechu nie będzie”.  Kilka przykładów jak ginęli Polacy. 18-letni Franciszek Białowąs: odrąbali mu głowę siekierą; 22-letni Kazimierz Czubakowski: odrąbali mu głowę siekierą; 9-letni Tadeusz Hołodowski: uduszony; 24-letnia Stanisława Hutnik: uduszona i spalona; 25-letni Józef Hutnik: zarąbany siekierą i spalony; 39-letnia Anna Jarosz: uduszona; 9-letnia Maria Jarosz (córka Antoniego): uduszona; 13-letnia Maria Jarosz (córka Józefa): uduszona; 10-letni Józef Jarosz: uduszony i spalony; 54-letnia Anna Jarosz: zarąbana siekierą; 75-letni Tadeusz Łużny: zarąbany siekierą; 12-letni Jan Łużny: uduszony i spalony; 42-letnia Antonina Łużna: zarąbana siekierą i spalona; 14-letnia Anna Łużna; zarąbana siekierą i spalona; 10-letni Józef Łużny: zarąbany siekierą i spalony; 1-miesięczna Stanisława Łuzna: spalona żywcem; itd. (Komański.... s. 155 – 157). „29.II. był napad na Korościatyn, powiat Buczacz, wieś spalona, zginąć miało około 100 - 200 osób zarąbanych. Do podpalenia wsi używano 14-16 parobków. Na stacji Korościatyn zabito z personelu kolejowego, a to: naczelnik stacji Ostropolski Stanisław - Wowczuk zastępował dyżurnego ruchu, zwrotniczy Łużny i Ukr[rainiec] Pyszyn oraz kierownik szkoły z Korościatyna Głąpal Tadeusz i Wojciechowska Jadwiga nauczycielka.” (1944, 3 marca - Fragment pisma PolKO w Stanisławowie do Delegata RGO we Lwowie dotyczące mordów i napadów na Polaków oraz położenia uchodźców i sposobów udzielania im pomocy. W: B. Ossol. 16721/1, s. 307-309).  „Szczególnie zmasakrowane było ciało nauczycielki miejscowej. Znaleziono ją oskalpowaną, z odciętym torsem i oderwaną szczęką. Podobnie zdarzało się i na Wołyniu z tym rozdzieraniem ust, przy czym bandyci wyśmiewali się z ofiar: “Macie Polskę od morza do morza”. Bezpośrednio po napadzie przybyła ekspedycja karna i zarekwirowała wszystkie gęsi i kury we wsi.” (1944, marzec - Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123). „Jan Zaleski,  autor Kroniki życia pisze: „W nocy z 28 na 29 lutego 1944 r. banderowcy rozpoczęli rzeź mieszkańców Korościatyna. Rozpoczęli "żniwo" równocześnie z trzech stron, trzech wylotowych dróg, od Wyczółek, od Zadarowa (ukraińskiej wsi) i od Komarówki. Działały trzy wyspecjalizowane grupy: pierwsza "pracowała" toporami, druga rabowała, trzecia paliła systematycznie domostwo po domostwie. Rzeź trwała niemal przez całą noc Słyszeliśmy przerażające jęki, ryk palącego się żywcem bydła, strzelaninę. Wydawało się, że sam Antychryst rozpoczął swą działalność!  Rzezi w Korościatynie dokonał oddział UPA, wspierany przez miejscową ludność ukraińską, uzbrojoną w siekiery, kosy, widły i noże; łącznie 600 osób. Posłużono się podstępem, Aniela Muraszka, późniejsza siostra zakonna, relacjonuje: Banderowcy zaatakowali o godz. 18-tej, a więc wtedy, gdy warty dopiero rozchodziły się na posterunki. Zdradziła to pewna Ukrainka ożeniona w Korościatynie. Zdradziła także hasło, którym posługiwali się wartownicy. Napastnicy wjechali do wioski saniami, wołając po polsku, że są partyzantami i żeby chłopcy z wioski zgromadzili się wokół nich. Chcieli ich bowiem w jak największej ilość wymordować. Po chwili zaatakowali i rozpoczęła się rzeź. Wykorzystując element zaskoczenia, opanowano najpierw stację kolejową, gdzie przecięto druty telegraficzne oraz wymordowano obsługę stacji i ludzi oczekujących na pociąg. Następnie mordowano, rabowano i palono zagrodę po zagrodzie. W grupie podpalającej domy brali udział nawet 12-14-letni chłopcy. Samoobrona, początkowo zaskoczona, stawiła jednak rozpaczliwy opór, który uratował większość mieszkańców. W czasie ataku na plebanię zginął jeden z ukraińskich dowódców, syn popa z Zadarowa. Walki ustały dopiero nad ranem, gdy z odsieczą przeszedł polski oddział partyzancki, stacjonujący w odległych o 12 km Puźnikach. W czasie nocnej rzezi zamordowano ok. 150 osób, z których tożsamość ustalono tylko 78. Cała wieś została spalona, ocalała jedynie plebania i kościół. Jan Zaleski wspomina: Rano rodzice udali się na zgliszcza Korościatyna i opowiadali potem rzeczy, od których włosy się jeżyły. Np. bandyci wpadli do mieszkania Nowickich w dawnej karczmie. P. Nowicki, przedwojenny sprzedawca w sklepie Kółek Rolniczych, zdążył w ostatniej chwili wymknąć się za dom. Żonę pochyloną nad łóżeczkiem kilkumiesięcznego dziecka banderowiec ściął toporem, rozpłatał też toporem głowę kilkuletniej córki Basi. Tenże Nowicki dostał po tym wszystkim pomieszania zmysłów i chodził z ocalałym niemowlęciem na ręku, ciągle mówiąc coś o ukochanej Basi. Sąsiedzi dożywiali go wraz z dzieckiem. Pomordowanych pochowano 2 marca 1944 r. we wspólnej mogile na korościatyńskim cmentarzu. Mszę św. żałobną odprawił ks. Mieczysław Krzemiński.” (Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Zagłada Krościatyna; „Nad Odrą” nr 1-2 z 2011 r.). „Do Polskiego Komitetu Pomocy w Warszawie. Z nikąd nie widzimy żadnej pomocy. My Polacy tu na kresach, z okręgu stanisławowskiego i tarnopolskiego, giniemy z rąk Ukraińców. Tysiące jest już pomordowanych. Pomordowanych, ale jak ... kto nie widział naocznie ten nie zechce uwierzyć. Hordy ukraińskich nacjonalistów napadają na polskie osiedla, uzbrojeni w karabiny maszynowe (automaty), granaty i inną broń; i tu rozpoczyna się okropne dzieło - mordują całkiem bezbronnych. Broni palnej używają jedynie wtedy jeśli ktoś uciekaniem chce się ratować. Nie ma dnia żeby nie było zamordowanych na terenie województwa stanisławowskiego jakichś 100-200 osób. Mordują okropnie, kobiety i małe dzieci nie mówiąc już o mężczyznach. Ostatnio równocześnie z mordowaniem palą dane miejscowości np. 28 lutego br. wymordowano w miasteczku Korościatyn [Buczacz] wszystkich Polaków, a domy wszystkie podpalono. To jest ostatnie wydarzenie (wczoraj). Mordują bezbronnych siekierami, nożami, i innymi narzędziami, a jak mordują, to można sobie wyobrazić, twarzy pomordowanych nie można poznać, tak okrutnie są zniekształcone (byłem naocznym świadkiem i widziałem pomordowanych Polaków w Słobódce koło Bołszowic. Podam kilka przykładów bestialskiego znęcania się i męczenia bezbronnych osób dzieci i kobiet, jakie miało miejsce na terenie Stanisławowszczyzny w różnych miejscowościach.  We wsi Meducha k. Halicza [pow. Stanisławów] jest za wsią staw, znaleziono tam czworo dzieci związanych razem kolczastym drutem i utopionych, były to dzieci (od 8-10 lat) z sąsiedniej wsi, gdzie 3 dni wstecz wymordowano i spalono całą wieś. (zapewne chodzi o wieś Boków – przypis, S. Ż.) Inny przykład z innej miejscowości, przez kilka godzin mordują siekierami i nożami, innych spędzają do piwnic (przeważnie kobiety i dzieci) polewają wszystkich benzyną i podpalają. Wieś pali się ... chwytają małe dzieci i niemowlęta i wrzucają do płomieni. Albo wrzucają do worka (4 małe dziewczynki 1 jednoletnią, 2 dwuletnie i jedną trzyletnią i tak związane w worku wrzucają do ognia). Lub też czworo dzieci we worku kłują nożami. W Słobódce np. przybijają do ścian gwoździami maleńkie dzieci. W innych miejscach rozcinali kobietom brzuchy i wlewali do wnętrza kipiącej wody. Rozpalanie żelaza do białości i wsadzanie do ust, wypalanie oczu, ucinanie uszu, rąk, itp. Wszystko to jest prawdą, a nie bajką. Sam jestem uciekinierem ze wsi, jestem obecnie zwykłym robotnikiem kolejowym, dużo słyszę i widzę. I w waszych stronach są tacy, którzy stąd uciekli, lecz to tylko znikoma ilość, wszyscy nie mogą, warunki nie pozwalają. Czyż mamy wszyscy tu paść od noży hajdamackich? Rodacy! Polacy ratujcie nas. Wpłyńcie tam na niemieckie władze niech nam pomogą, niech dadzą możność ratować się, niech staną w naszej obronie. W krótkim czasie zaczną mordować i w większych miastach, a my jesteśmy bezbronni. Kto morduje, mówiłem już, Ukraińcy i to swoi miejscowi ci, którzy z nami przez tyle lat żyli. Przewodnikami ich są ich własna inteligencja: księża-popi, nauczyciele i inni, oni pchnęli masę oni pracowali nad tym, to jest ich dzieło. Ratujcie bo wymordują nas wszystkich. Jan Kaciński.” (1944, 18 marca - List Jana Kacińskiego ze Stanisławowa skierowany do RGO w Krakowie, przesłany do PolKO w Warszawie w celu wykorzystania w rozmowach z władzami niemieckimi. Obrazuje okrucieństwa narodu ukraińskiego dokonywane na polskiej ludności w Galicji. W: B. Ossol. 16721/2, s. 45-48).

 

   29 lutego:  

W miasteczku Bołszowce pow. Rohatyn upowcy zamordowali 19 Polaków, w tym młodą dziewczynę. „W Bołszowcach [Rohatyn] 29.II. wymordowano 14 osób. Ponadto uprowadzono 5 osób, w tym: wójta, sekretarza i młodą pannę. Znaleziono ich ciała bestialsko pomordowane, z obciętymi kończynami i uszami.” (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123).

We wsi Bucyki Ukraińcy zamordowali 1 Polaka (Ks. bp. Wincenty Urban: "Droga Krzyżowa Archidiecezji Lwowskiej w latach II wojny światowej 1939-1945", Wrocław 1983. Strony 123-126).

We wsi Cypuchy koło Pełtuż zamordowali 24 Polaków (Sowa..., s. 234). Inni:  „CEPUCHY (Cypuchy) koło Pełtwi 29.02.1944 r. bojówka OUN zamordowała 24 Polaków, m.in. w niewiadomym czasie był zamordowany 1-2. Cepuch Edward z siostrą Janiną; 3. Cepuch i.n.; 4. Starzyński i.n.”  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Dytkowce pow. Brody zostało zamordowanych przez banderowców 2 Polaków: Zbigniew Szekiel i Malinowski i.n. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).  

We wsi Grzymałów: „Według relacji 29 lutego 1944 r. były ofiary w Grzymałowie. Zginął dyrektor monopolu tytoniu i jego żona.” (Ks. bp. Wincenty Urban: "Droga Krzyżowa Archidiecezji Lwowskiej w latach II wojny światowej 1939-1945", Wrocław 1983. Strony 123-126)..

We wsi Karolówka pow. Rohatyn, napis pod zdjęciem: „Zwłoki braci Bednarzy oraz Burdzego i Groszka zamordowanych przez ludobójców z OUN-UPA w lutym 1944 r.”  (http://www.stowarzyszenieuozun.wroclaw.pl/rohatyn.htm). Podpis pod zdjęciem: „KAROLÓWKA - region, pow. Rohatyn, woj. stanisławowskie. 29 luty 1944 Widok przed pogrzebem w Łukowcu, po przewiezieniu ofiar z lasu koło Karolówki. Czterech polskich młodzieńców z Karolówki: Burdzy, Groszek i bracia Bednarzowie - ofiary napadu dokonanego przez terrorystów UPA w przydrożnym lesie, gdzie zostali na drzewach powieszeni, a ich powóz konny którym jechali, napastnicy zagrabili”. (http://www.ivrozbiorpolski.pl/index.php?page=zbrodnie-oun).  Inni podają, że mord miał miejsce we wsi Wandolin koło Karolówki. „Mord na Wandolinie koło Łukowca. Zamordowani to: Stanisław Bednarz, Władysław Bednarz, Jan Groszek, Kazimierz Burdzy.” Nad zdjęciem podpis: 29 luty 1944 Łukowiec  (Zeszyty łukowieckie, nr 3, wrzesień – grudzień 2003; w: http://www.waly.brzegdolny.pl/nowe/dzienniki/3.pdf ). “Pan Edward Sabat zwrócił mi uwagę że: pisząc o śmierci Władysława i Stanisława Bednarzy, Kazimierza Burdzego i Jan Groszka, użyłem niestosownie słowa „zabici" - „To nie byli ludzie zabici" - mówił pan Edward - „to był ohydny mord chłopców którzy jechali do swojego domu do wsi Karolówka po pozostawione rzeczy". Podkreślał, że jeszcze dziś rodziny mogłyby mieć pretensje do takiego określenia zbrodni „Tych trzech wiszących na lejcach chłopców odcinał między innymi pański ojciec" – mówił. Jeden z zamordowanych, Kazimierz Burdzy, który prawdopodobnie nadszedł na to zdarzenie i próbował ich ratować, miał głowę przerąbaną siekierą." (Zeszyty łukowieckie, nr 3, wrzesień – grudzień 2003; w: http://www.waly.brzegdolny.pl/nowe/dzienniki/3.pdf ). Na Wandolinie przepadła też dziewczyna, która sama udała się do swojej rodziny - wszelki ślad po niej zaginął.

We wsi Konopnica pow. Gródek Jagielloński: „29.II. w Konopnicy, pow. Gródek Jagieloński zamordowano kilkanaście rodzin.” (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123).

We wsi Kutkorz pow. Złoczów zamordowali 21 Polaków  (Sowa..., s. 234). 

We wsi Ludwiszyn pow, Łuck: „29 lutego 1944r. między godz.9,30 a 10,00 na przestrzeni około 1,5 km. wzdłuż drogi głównej Łuck-Torczyn ustawiła się tyraliera niemiecko-ukraińska i zaczął się ostrzał domostw i ludzi Ludwiszyna. Przestrzeń była ograniczona z jednej strony lasem państwowym, a z drugiej strony lasem Podhorodeckich. Silny ostrzał z broni automatycznej spowodował pożar najbliższych domostw. Właściciele wypędzali na zewnątrz zwierzęta, chcąc je ratować. Obstrzał spowodował śmierć 10 osób i ogromnej ilości zwierząt. Mieszkańcy forsowali się ucieczką w kierunku lasu Podhorodeckich, wykorzystując rozprzestrzeniający się dym. Ucieczka mimo zaskoczenia była przeprowadzana w sposób profesjonalny. Kobiety i dzieci były ubezpieczane przez uzbrojonych mężczyzn. W pierwszej fazie spłonęły domostwa rodziny Siudak, Kapusta, Lorenc. W czasie tej ucieczki, tuz pod lasem zginęła jeszcze jedna kobieta z Szepla. /.../ Dziadek mój, Eugeniusz przetrwał czas napaści w piwnicy palącego się domu, potem przez długi czas borykał się z objawami zatrucia. Stryjenka Bolesława wraz z 3-letnią córką Barbarą 6 godz. siedziała w mokradłach (oczerecie). Atak na Ludwiszyn przygotowali Ukraińcy, którzy sami nie odważyli się zaatakować polskiej placówki, aktywnej 24 godz. na dobę. Skąd Polacy mieli broń?, a no od Niemców z Łucka z handlu wymiennego za żywność. Ci, którzy przeżyli w nocy, udali się na poszukiwanie rannych i zabitych. Dom państwa Jaroszów, który zachował się od ognia, służył jako prowizoryczne ambulatorium. Bolesława Mikler, jako osoba przeszkolona do pierwszej pomocy, mimo strasznych przeżyć własnych (trzy dni wcześniej pochowała 11 miesięcznego syna, na grobie męża Zachariasza), wykonywała opatrunki. Po trzech dniach krewni zabitych zorganizowali przewóz zmarłych na cmentarz w Torczynie z udziałem obstawy uzbrojonych mężczyzn. Inni zaś, którzy nie chcieli ryzykować, pochowali swych bliskich pod krzyżem. Nazwiska ich są nieznane. "Czy już jestem zabity?" to było kilkakroć powtarzane moje pytanie kierowane do ojca, który miał mnie na swoich plecach, odstrzeliwując się jednocześnie przeciw ukraińskiej pogoni.” (Vinicius Mikler:  Rzecz o Ludwiszynie; w: http://wolyn.republika.pl/opisy/ludwiszyn-07.html ).

We wsi Mazurówka; „W Mazurówce padł jeden Polak”. (Ks. bp. Wincenty Urban: "Droga Krzyżowa Archidiecezji Lwowskiej w latach II wojny światowej 1939-1945", Wrocław 1983. Strony 123-126).

We wsi Oździutycze pow. Horochów w walce z UPA zginęło 7 partyzantów 27 DWAK. 

We wsi Stężarzyce pow. Włodzimierz Wołyński w walce z UPA zginął 19-letni partyzant 27 DWAK.

We wsi Wołowiec pow. Bobrka:29 lutego nacjonaliści ukraińscy napadli na wieś Wołowiec, powiat Bóbrka. Zamordowali kilka osób, w tym miejscowego gajowego.” (Stanisław Dłuski: „Fragment większej zbrodni”; w: „Las Polski”, nr 13 – 14 z 1991 r.). „29.II. pow. Bóbrka w Wołowem zamordowano polskiego gajowego.” (1944, marzec – Sprawozdanie z fali mordów ukraińskich, która od połowy lutego 1944 roku ogarnęła Dystrykt Galicja. W: B. Ossol., 16722/2, s. 121-123).

We wsi Zawale pow. Borszczów zamordowali 2 Polaków, w tym zarządcę folwarku.

 

   Od września 1943 do lutego 1944 roku: 

We wsi Borynia pow. Turka banderowcy zamordowali 15 Polaków.

 

   W styczniu lub lutym 1944: 

We wsi Fołz (?) pow. Sokal (?) : „W Fołzie było 54 zabitych”  („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122). Być może chodzi o przysiółek Fosze w gminie Wierzbiany pow. Jaworów.

We wsi Mosty pow. Rudki banderowcy zamordowali dwudziestu kilku Polaków („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122; z adnotacją: „Prywatna wiadomość z Sokala z dnia 5.II.1944”).

W mieście Włodzimierz Wołyński oraz wsi Mohylno: „Po ucieczce części Polaków z Mohylna do Włodzimierza Wołyńskiego, upowcy postanowili i tam ich dopaść. „Przekupili dostawą wędlin, bimbru i pieniędzy Niemców, którzy w umówionym dniu w określonej porze oddali im we władanie całą ulicę Lotniczą. /.../ W tym czasie banderowcy, którzy przyjechali na ulicę Lotniczą ogromną ilością sań, wywlekali Polaków na całej jej długości. Schwytanych wiązali i układali jak snopy na saniach. Rozlegał się płacz i narzekanie. Przywiązywani do sań jęczeli. Było co najmniej 30 sań, na każdych ułożono od pięciu do dziesięciu osób. Polacy kopiący okopy pytali Niemców, co się dzieje. Niemcy odpowiadali, że nic się im nie stanie. Wreszcie przy całkowitej obojętności Niemców przerażający tabor odjechał. W ich obecności banderowcy nie zamordowali nikogo. Widocznie taka była umowa miedzy nimi. Żadna z osób zabranych z ulicy Lotniczej tego dnia nigdy nie powróciła. Los, jaki zgotowali im upowcy, poznaliśmy dzięki relacji kumy Panasiewiczowej, chrzestnej mojej mamy. Ona nadal przychodziła do nas do Włodzimierza i dzięki Niej wiemy, co dalej się wydarzyło. Już przy wyjeździe z miasta część Polaków została przywiązana do sań za głowy lub za nogi i tak wleczona aż do Mohylna. Między innymi widziano panią Langową wleczoną za saniami, przywiązaną za szyję. W Mohylnie mordercy zadali sobie wiele trudu, aby przysporzyć ofiarom jak najwięcej cierpień. ćwiartowali, wbijali na pal, palili żywcem i obdzierali ze skóry. Panasiewiczowa z bólem o tym opowiadała, w czasie masakry modliła się za ginące w mękach ofiary. "To było straszne, tak mnie bolało serce od tego okrucieństwa, tego pastwienia się nad Polakami” (Leokadia Zaręba z domu Rorat, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ).

 

   W lutym 1944 roku:

We wsi Adamówka gm. Połonka pow. Łuck upowcy zastrzelili Jadwigę Rodziewicz, lat 30, podczas jej ucieczki do Łucka.

We wsi Andrzejówka pow. Hrubieszów: „W lutym 1944 r. policja ukraińska zastrzeliła obok innych osób Reszka i.n. l. ok. 20.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Babianka pow. Tłumacz podczas nocnego napadu upowcy spalili 4 gospodarstwa polskie i zamordowali 10 Polaków.

We wsi Baby pow. Tłumacz: „W lutym 1944 r. zostały zamordowane: 1-3. Jarosz Krystyna i Wanda; Zofia NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Baranie Peretoki pow. Sokal zamordowali 22 Polaków.

We wsi Baranówka pow. Brzeżany w wybranych zagrodach UPA zamordowała 10 Polaków. 

We wsi Bednarów pow. Stanisławów upowcy dokonali rzezi 150 – 200 Polaków, w tym wiele rodzin spalili żywcem, spalili plebanię i kościół parafialny. „Michał Łucki – ukrzyżowany na placu, a następnie wraz z żoną spaleni żywcem w budynku” (Jastrzębski..., s. 68, stanisławowskie).

We wsi Bednarówka pow. Nadwórna miejscowi banderowcy zamordowali 17 Polaków, w tym 7-osobową rodzinę: matkę powiesili na drzwiach kuchni, 2 synów /po zmarłym mężu Ukraińcu/  powiesili w stodole, 4 małych dzieci wrzucili żywcem do studni.

We wsi Bereść pow. Hrubieszów upowcy oraz miejscowi Ukraińcy dokonali rzezi prawie całej ludności polskiej w tej wsi i koloni, co najmniej 241 Polaków.

We wsi Bohatkowce pow. Podhajce banderowcy zamordowali 21 Polaków, w tym 8-osobową rodzinę Rogalskich i 7-osobową rodzinę Stachurskich.

We wsi Bohutyn pow. Zborów zamordowali nie mniej niż 1 Polaka („Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich w celu całkowitego wyniszczenia ludności polskiej w latach 1939 - 1945 na terenie powiatów Zborów i Brody, woj. tarnopolskie”; sygn. akt S 83/09/Zi).

We wsi Boków pow. Podhajce zamordowali co najmniej 56 Polaków.

We wsi Borynia pow. Turka zamordowali 15 Polaków, pracowników tartaku; „zostali wymordowani w czasie napadu i rzezi mieszkańców osady dokonanej przez UPA  pracownicy tartaku, około 15 Polaków” (Edward Orłowski..., jw.).

We wsi Bratkowce pow. Stryj zamordowali 6 Polaków, w tym 3-osobową rodzinę.

We wsi Broszniów pow. Dolina uprowadzili z zatrzymanej w lesie kolejki wąskotorowej 30 Polaków, po których ślad zaginął.

We wsi Bucyki pow. Skałat zamordowali 1 Polaka (Kubów..., jw.).  

We wsi Budzyń pow. Tłumacz zamordowali 19 Polaków.

We wsi Busk pow. Kamionka Strumiłowa uprowadzili 18-letniego Stanisława Wardyńskiego, który zaginał.

We wsi Buszcze pow. Brzeżany: “W lutym 1944 zamordowany został Krzysiak, naczelnik stacji kolejowej w Buszczu, lat około 35; zamordowali go gdy wyszedł wieczorem do pociągu.” (1944, czerwiec? - Wykaz mordów na Polakach i sprzyjających im współmałżonkom ukraińskim przesłany do PolKO w Brzeżanach..W: B. Ossol. 16722/1, s. 129-130).

We wsi Bybło pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 32 Polaków, w tym 8-osobową rodzinę Kopijowskich z 6 dzieci, ojca z 3 córkami oraz uprowadzili 2 Polaków, którzy zaginęli.

W folwarku Byków należącym do wsi Tarnoszyn pow. Rawa Ruska /pow. Tomaszów Lubelski/:

W połowie lutego rezuni UNS nawiedzili dom rodziny Wolaninów w kolonii Tarnoszyn, w której syn gospodarza, Ludwik Wolanin, ożeniony był z Ukrainką z Dynisk. Nakazali wszystkim domownikom wyprowadzenie się jak najdalej od Tarnoszyna. Śnieg i tęgi mróz zatrzymał Wolaninów w domu. Pod koniec lutego rezuni nawiedzili ich znowu i wtedy doszło do mordów. Z całej rodziny przeżyła tylko Ukrainka, która tego dnia była u swojej rodziny w Dyniskach. Zamordowani bestialsko zostali: Ludwik Wolanin (l. 58), jego żona Rozalia (l. 55), syn Ludwik (l. 25), córka Maria (l. 18) i wnuczek Eugeniusz (l. 4).” (Marian Adam Stawecki: „.Rajd śmierci pod Tomaszowem Lubelskim”;  "Tygodnik Tomaszowski" nr 12 z 20 marca 2012 r; w: http://www.tygodniktomaszowski.pl/index.php option=com_content&view=article&id=304%3Ahistoria-rajd-mierci&catid=5%3Ahistoria&Itemid=7;   14.04.2012). Inni: „02.02.1944 r. banderowcy zam. rodzinę Wolaninów: matkę l. 43, córkę l. 23 i syna l. 5.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Cebrów pow. Tarnopol zamordowali 18 Polaków. Inni: „duży napad był w lutym 1945 r a nie w lutym 1944 r.”  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Cecowa pow. Zborów zamordowali trzy 5-osobowe rodziny, tj. 15 Polaków.

We wsi Ceperów pow. Lwów zamordowali 7 Polaków.

We wsi Chartanowce pow. Zaleszczyki:W lutym 1944 r. zostali zam.: Fajzel Stanisław l. 30 księgowy;  Wojciechowski l. 50-52 zarządca folwarku” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Chochoniów pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 18 Polaków z rodziny Czerkawskich, w tym lat 10, 11, 14, 82, 89, 78, 75 i 73.

We wsi Chodaczków Mały pow. Tarnopol zamordowali 20 Polaków.

We wsi Chorostków pow. Kopyczyńce uprowadzili 3 Polaków: kierownika szkoły, byłego komendanta „Strzelca” oraz naczelnika poczty, którzy zaginęli. Byli to: Barański Jan, Kaliniak Władysław, Ratajczak Józef  (Kubów..., jw.).

We wsi Cieląż pow. Sokal zamordowali 12 Polaków.

We wsi Czerniawka pow. Włodzimierz Wołyński złapali 16-letniego Henryka Mołotkiewicza, zdarli z niego odzież i popędzili nagiego i bosego do wsi Załuże, gdzie go zamordowali.

We wsi Czeniczyn pow. Hrubieszów wziętych na tzw. forszpan 12 Polaków zaginęło bez wieści, zrabowane zostały ich furmani i konie.

We wsi Danilcze pow. Rohatyn banderowcy uprowadzili i zamordowali 25 Polaków.

We wsi Daszawa pow. Stryj uprowadzili i zamordowali 3 Polaków.

We wsi Debesławce pow. Kołomyja zamordowali 8 Polaków.

We wsi Delejów pow. Stanisławów banda ukraińska wymordowała 8 rodzin polskich („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122). Siekierka na s. 484 napad datuje na kwiecień 1944 roku i mord 48 osób, jednakże napad ten nie mógł znaleźć się w sprawozdaniu z lutego 1944 roku.

We wsi Derżów pow. Żydaczów zamordowali małżeństwo Władysława i Katarzynę Kraszewskich.

We wsi Dobraczyn pow. Sokal zamordowali 4 Polaków, w tym ojca z synem.

We wsi Dołżanka pow. Tarnopol obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 20 Polaków.

We wsi Dubienko pow. Buczacz zamordowany został Gadziński Józef i Rajczakowski Marcin oraz Lachniak... l. 45, instruktor upraw tytoniu, którego zwłoki odnaleziono w studni na skraju wsi. 

W miasteczku Firlejów pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 40 Polaków.

We wsi Gniłowody pow. Podhajce zamordowali około 10 Polaków.

We wsi Gołogóry pow. Złoczów: „Gołogóry – Liczne mordy Polaków – jedną kobietę (działaczkę polską) dosłownie rozerwano. Reszta ludności uciekła. Ukraińcy ogłosili tam samoistną Ukrainę.” (1944, marzec – Notatka zawierająca wykaz miejscowości gdzie dochodziło do napadów, mordów na ludności polskiej. Próby organizowania samoobron. W: B. Ossol. 16722/1, s. 97). 

We wsi Gontowa pow. Zborów zamordowali 11 Polaków: 5-osobowe rodziny Kwaśnickich i Białowąsów oraz 17-letnią Annę Bieniaszewską.

We wsi Grabowa pow. Kamionka Strumiłowa zamordowali 9 Polaków, pracowników leśnictwa, w tym 4-osobową rodzinę z 2 dzieci. (inni podają datę 26 stycznia 1944); „zginęło z rąk UPA 6 mężczyzn i kobieta z dwojgiem dzieci m. in. Kamiński Kazimierz l. 50, Orzechowski Stanisław  l. 50” (Kubów..., jw.). "W lutym 1944 roku, wracając do Lwowa z mojej rodzinnej wsi Adamy koło Buska, w której zorganizowałem samoobronę przed napadami ukraińskich szowinistów, przechodząc przez Busk natknąłem się na pogrzeb 6-ciu Polaków. Dowiedziałem się wówczas, że były to ofiary mordu dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku OUN-UPA na polskich pracownikach Urzędu Nadleśnictwa we wsi Grabowa. Wśród zamordowanych był również mój przyjaciel i kolega z ławy szkolnej mgr Kazimierz Kamiński. Już wtedy mówiono, że było to robota bandy Kupiaka i że wszystkie mordy i podpalenia są dziełem grupy SB liczącej około 20 osób, którą dowodzi Kupiak.” (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ).  

We wsi Grabina pow. Tłumacz nocą zamordowali 23 Polaków.

We wsi Grabowiec pow. Nadwórna zamordowali 23 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę z 3 dzieci.

We wsi Hadyńkowce pow. Kopyczyńce zamordowali 15 Polaków, w tym 6 i 4-osobowe rodziny.

We wsi Hawryłówka pow. Nadwórna zatrzymali na drodze i zamordowali 4 Polaków. 

We wsi Hołobutów pow. Stryj miejscowi banderowcy zamordowali 10 Polaków, którzy nie zdążyli opuścić swoich gospodarstw.

We wsi Howiłów Wielki pow. Kopyczyńce banderowcy zamordowali 13 Polaków.

We wsi Huta Nowa pow. Buczacz zostali zatrzymani przez banderowców na drodze do młyna w Zawadówce i zamordowani: Tomasz Padlewski oraz Bronisława Karpińska, córka Padlewskiego Ludwika zdołała uciec.

We wsi Janów Lwowski pow. Gródek Jagielloński banderowcy zamordowali 8 Polaków.

We wsi Jasionów pow. Brody zamordowali 12 Polaków.

We wsi Jastrzębica pow. Sokal zamordowali 14 Polaków.

W kol. Jurydyka gmina Ołyka pow. Łuck zamordowali ponad 60 Polaków.

We wsi Kamienna pow. Nadwórna zamordowali 3 Polaków.

We wsi Karaszyńce pow. Kopyczyńce zamordowali 9 Polaków.

We wsi Kinachowce pow. Krzemieniec banderowcy podszyli się pod władze sowieckie organizując „ewakuację” Polaków do Polski; tymczasem wywieźli ich do wsi Polana, pod studnię głębokości 60 – 70 metrów, gdzie ich zarąbali siekierami i wrzucili do studni, zabitych i poranionych; łącznie ponad 70 Polaków, studnię zasypali gruzem i ziemią,  zbrodnię ujawniła NKWD po latach ukraińska kobieta po kłótni z sąsiadem, zwłoki wydobyto i pochowano w sąsiedniej wsi Myczkowce.

We wsi Klubowce pow. Tłumacz upowcy uprowadzili 5 Polaków, w tym 2 nauczycielki, którzy zaginęli bez wieści.

We wsi Kluczomyje pow. Rohatyn, podpis pod zdjęciem: „Szczepan Srokowski (z wąsami) zamordowany w lutym 1944 r. przez OUN-UPA.” (http://www.stowarzyszenieuozun.wroclaw.pl/rohatyn.htm

We wsi Komarówka pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, w tym matkę z córką.

We wsi Kondratów pow. Turka: „Kondratów – Ukraińcy spalili całą wieś – część ludności mordując – 6 sierot zostało przywiezionych do Krakowa. Zabito 15 osób.” (1944, marzec – Notatka zawierająca wykaz miejscowości gdzie dochodziło do napadów, mordów na ludności polskiej. Próby organizowania samoobron. W: B. Ossol. 16722/1, s. 97).

We wsi Kopań pow. Przemyślany zamordowali 8-osobową rodzinę Podłożewiczów.

We wsi Kosmów pow. Hrubieszów upowcy wymordowali ponad 80 Polaków.

We wsi Kościaszyn pow. Hrubieszów wymordowali polską ludność w tej wsi, ilość ofiar nie została ustalona.

We wsi Kowalówka pow. Buczacz zamordowali 50 Polaków (Kubów..., jw.).

We wsi Koziowa pow. Stryj zamordowali 8 Polaków.

We wsi Krechówka pow. Stryj upowcy ze wsi Sulatycze spalili większość polskich gospodarstw i zamordowali 15 Polaków.

We wsi Krystynopol pow. Sokal Ukrainiec Bazyli Łotocki zamordował Polaka, kolejarza ze Lwowa.

We wsi Kukutkowce pow. Tarnopol banderowcy zamordowali 12 Polaków, reszta schroniła się w kościele i podjęła skuteczną obronę.

We wsi Kuliki koło Bołżynowa pow. Złoczów: „W końcu lutego 1944 r. zostali zamordowani : 1. Bednarczuk Michał l. 30; 2. Fabiański Franciszek l. 35; 3. Krzywicki Józef l. 50; 4. Ostrowski Jan l. 42; 5. Ostrowski Franciszek l. 35; 6. Sopotnicki Franiczek l. 46; 7. Wiśniowski Józef l. 37; 8. Wiśniowski Michał l. 32.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).  

We wsi Kupiczwola pow. Żółkiew zamordowali 3 Polaków. „Delegatura nasza w Mostach Wielkich komunikuje nam, że w bliżej nieokreślonym dniu miesiąca lutego zamordowani zostali w wiosce Kupiczwola [Żółkiew]: 1. Rączka Józef, lat 33; 2. Kładny Józef, lat 33; 3. Kładny Jan, lat 40. Bliższe szczegóły dotychczas nieznane”. (1944, 2 marca – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczący napadów na ludność polską. W: B. Ossol. 16721/1, s. 223).

We wsi Lipnica Dolna pow. Rohatyn zamordowali 28 Polaków („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122; „Raporty z 14 i 18 II 1944”).

W kol. Lipniki pow. Tłumacz siekierami, kosami, widłami i innymi narzędziami zamordowali 30 Polaków, obrabowali i spalili ich gospodarstwa.

We wsi Liski pow. Hrubieszów upowcy oraz miejscowi Ukraińcy wymordowali ludność polską w tej wsi, liczba ofiar nie została ustalona.  

W kol. Ludwiszyn pow. Łuck: „W lutym 1944 roku na drodze z Łucka w godzinach porannych pojawili się Niemcy wraz z policjantami ukraińskimi, otworzyli ogień do zabudowań i mieszkańców Ludwiszyna. Ludność, w tym i nasza rodzina, rzuciła się do ucieczki. Grupa młodych chłopaków stawiała zbrojny opór, strzałami powstrzymując napastników i tym samym dając uciekającym cenny czas na ratowanie życia, na ucieczkę. Zostało podpalonych kilka domów, zginęło około 10 osób. Po pacyfikacji większość została pochowana na cmentarzu w Torczynie, trzech młodych obrońców pochowano pod krzyżem w Ludwiszynie, nazwisk niestety nie pamiętam”. (2009 r. Florian Komala, Kosmów 100, 22-500 Hrubieszów).  Siemaszko W. i E. opisując Ludwiszyn pow. Łuck na s. 641 nie wymieniają tego mordu.

We Lwowie: „W ciągu 25 lutego ofiarą morderstw padło na ulicach Lwowa 28 Polaków, przy czym mordy połączone były z reguły z rabunkiem dokumentów. Nie we wszystkich wypadkach udało się stwierdzić kto był sprawcą zbrodni,jednak ustalono niewątpliwie, że nie były to wypadki zbrodni pospolitej, a w szeregu z nich stwierdzono,że mordercami byli Ukraińcy, a w szczególności policjanci ukraińscy” (AAN, DR, sygn. 202/III/121, k. 104 – 107).  

Koło wsi Łanowce pow. Krzemieniec upowcy zamordowali byłego legionistę Stanisława Wadasa.

We wsi Łonie pow. Przemyślany:W lutym 1944 r. został zam. Górniak Karol l. 24 (z Nowosiółek).” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Łubianki Niższe pow. Zbaraż zamordowali 11 Polaków.

We wsi Łuczyca pow. Sokal upowcy z Wołynia obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali 25 Polaków.

We wsi Łuka pow. Kałusz banderowcy zamordowali: „Kamiński Staszek lat 17 oraz Kędzierscy – ojciec i syn i kilku sąsiadów” (Krystyna Tokarska: „Lista zamordowanych”, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).

We wsi Madziarki pow. Sokal zamordowali 9 Polaków i 2 Ukraińców, w tym po torturach 4-osobową rodzinę Tomkiewiczów z 2 córkami lat 28 i 30 a ciała wrzucili do studni, oraz 2 małżeństwa polsko-ukraińskie.

We wsi Majdan pow. Kopyczyńce uprowadzili i zamordowali w lesie 6 Polaków. Na drodze ze wsi Majdan do młyna we wsi Tudorów zostali zatrzymani przez banderowców i zamordowani w pobliskim lesie 4 Polacy, w tym Józef Grzeczny lat 18 oraz jego ojciec. W kilka dni potem został uprowadzony z drogi do kościoła i zamordowany Adolf Czarnecki lat 22 oraz zamordowany w lesie Mikołaj Krasicki lat 52. (Kubów..., jw.)  „W tym samym czasie zamordowano Marysię Pełechatą, lat 24, córkę Anny i Mikołaja. Szła z koleżanką Marysią Dżumyk do Cortkowa. Na drodze niedaleko starej leśniczówki, wyszło do nich kilku ukraińskich rezunów i zaprowadzili obie na Korczakową, do „domu katowni” mieszczącego się w polskiej zagrodzie Marii i Franciszka Czarneckich. /.../ Kiedy przyprowadzono obie dziewczyny do jej domu, Marysię Dżumyk banderowcy zwolnili bo jej matka była Ukrainką z Tudorowa, natomiast Marysię Pełechatą zatrzymano. Kilku pijanych banderowców najpierw ją zgwałciło, a następnie torturowali ją, m.in. ucięli jej język, potem obie piersi i będącą w agonii dziewczynę za włosy zaciągnęli do pobliskiego głębokiego rowu i tam dobili” (Józef Ciemny; w: Komański..., s. 745 – 746).

We wsi Majdan Sieniawski pow. Jaworów upowcy zamordowali 2 Polaków.

We wsi Malice pow. Hrubieszów wymordowali mieszkającą tutaj ludność polską, ilość ofiar nie została ustalona.

We wsi Małowody pow. Podhajce zamordowali 4 Polaków, w tym 3-osobową rodzinę: matkę o nazwisku Hawiak z małym dzieckiem spalili, jej bratu Władysławowi odcięli siekierą głowę i pozostawili na podwórzu a tułów wrzucili do studni.

We wsi Markopol pow. Zborów Ukraińcy zamordowali nie mniej niż 5 Polaków („Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich w celu całkowitego wyniszczenia ludności polskiej w latach 1939 - 1945 na terenie powiatów Zborów i Brody, woj. tarnopolskie”; sygn. akt S 83/09/Zi).

We wsi Markowce pow. Tłumacz uprowadzili nocą i zamordowali 6 Polaków.

We wsi Mazurówka koło Grzymałowa pow. Skałat uprowadzili Polaka NN, który zaginął.

We wsiach Medycze, Pielaki, Terebiniec, Turka pow. Hrubieszów: „W lutym 1944 ukraińskie oddziały partyzanckie oraz policjanci dokonywali ataków na Polaków, których ofiarami padało po kilka osób (miejscowości Medycze, Terebiniec, Pielaki, Turka)”. (G. Motyka,Tak było w Bieszczadach, s. 183)

We wsi Mieniany pow. Hrubieszów bojówka ukraińska wymordowała mieszkającą tutaj ludność polską, około 280 – 300 Polaków.

We wsi Miętkie pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy aresztowali i zamordowali Józefa Reszta, lat 20, a następnie upowcy zamordowali około 20 Polaków.

W miasteczku Mikołajów pow. Żydaczów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122). 

We wsi Mircze pow. Hrubieszów bojówkarze ukraińscy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali około 15 Polaków.

W kol. Mosty pow. Łuck w walce z UPA poległ 1 Polak z samoobrony w Przebrażu.

We wsi Mytnica pow. Trembowla banderowcy zamordowali 10 Polaków.

We wsi Myszyn pow. Kołomyja zamordowali 6 starszych Polaków, którzy nie opuścili swoich gospodarstw.

We wsi Neterpińce pow. Zborów w drugiej połowie lutego 1944 r. Ukraińcy zamordowali nie mniej niż 4 osoby  („Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich w celu całkowitego wyniszczenia ludności polskiej w latach 1939 - 1945 na terenie powiatów Zborów i Brody, woj. tarnopolskie”; sygn. akt S 83/09/Zi).

We wsi Niemiacz pow. Brody zamordowali 10 Polaków (Kubów..., jw.; natomiast  Komański..., s. 77 podaje, że było to w marcu 1944 roku).

We wsi Niskołyzy pow. Buczacz zamordowali 3 Polaków: „W Mykołyzach pow. Buczacz bandy ukraińskie zamordowały 3 Polaków” (AAN, AK, sygn. 203/XV/15, k. 122).

We wsi Nowiny pow. Jaworów w walce z UPA zginęło 5 partyzantów AK.

We wsi Nowosiółki pow. Złoczów banderowcy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali 10 Polaków.

We wsi Obodówka pow. Zbaraż zamordowali 5 Polaków.

We wsi Okniany pow. Tłumacz zamordowali 3 Polaków, pracowników folwarku Kamienna.

We wsi Okno pow. Horodenka zamordowali 6 Polaków.

We wsi Olejów pow. Zborów został przez upowców w bestialski zamordowany Grzeszczuk, inż. nadleśniczy, komendant placówki AK w Olejowie. W tym samym czasie został w nocy uprowadzony z domu  i zaginął bez wieści Józef Krzywy, leśniczy (Siekierka…, s. 483, lwowskie);  „uprowadzony został razem z gajowym Michalickim na drodze Olejów-Załozice i zamordowany przez UPA leśniczy Józef Krzywy, ur. 1923 r., zwłok nie odnaleziono”  (Edward Orłowski…, jw.).

W miasteczku Ołyka pow. Łuck:Rodzina nauczycieli Głowackich zamordowanych w lutym 1944 r. w mieście Ołyka, pow. łucki w woj. wołyńskim, na kilka godzin przed zajęciem miasta przez wojska sowieckie. W tym czasie w Ołyce ukrywało się jeszcze kilkunastu Polaków, pozostali ewakuowali się wcześniej z obstawą oddziału samoobrony do kolonii.” (https://www.pinterest.nz/pin/863143084804691102/ ).

We wsi Oryszkowce pow. Kopyczyńce banderowcy zamordowali 3 Polaków, w tym 2 kobiety lat 30 i 38.

We wsi Ostra Mogiła należącej do sołectwa Ostapie pow. Skałat obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali 34 Polaków.

We wsi Ostrów pow. Chełm:Luty 1944. Ukraińscy nacjonaliści dopuszczali się mordu polskich mieszkańców wsi. Liczba ofiar nie znana.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

We wsi Ostrów pow. Tarnopol zamordowali 3 Polaków: młynarza Piotra Beniowskiego i jego 2 braci, Józefa i Pawła.

We wsi Oszczów pow. Hrubieszów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.

We wsi Parchacz pow. Sokal banderowcy oraz Ukraińcy z SKW obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali 60 Polaków; zniszczyli też kościół.

We wsi Perwiatycze pow. Sokal banderowcy zamordowali 11 Polaków.

We wsi Perekosy pow. Kałusz obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali ponad 20 Polaków.

Na drodze ze wsi Piaski do wsi Łukawiec pow. Kałusz banderowcy zamordowali 1 Polaka.

We wsi Piłatowce pow. Borszczów zamordowali jadącą saniami 3-osobową rodzinę polską Medyńskich z 2-letnim synem.

We wsi Plaucza Mała pow. Brzeżany zamordowali 5 rodzin polskich; tj. 21 Polaków.

We wsi Plichów pow. Brzeżany zamordowali 4-osobową rodzinę polską.

We wsi Pobereże (Podburze) pow. Stanisławów uprowadzili i zamordowali 3 Polaków.

We wsi Podliski Wielkie pow. Lwów:  „W Podliskach [pow. Lwów] 3 osoby zabrane przez Ukraińców w niemieckich mundurach.” (1944, marzec – Wykazy pomordowanych i napadów na wsie i osiedla powiatu lwowskiego. W: B. Ossol. 16722/1, s. 97).

We wsi Podszumlańce pow. Rohatyn zamordowali 3 Polaków, w tym małżeństwo.

We wsi Podwysokie pow. Brzeżany zamordowali 2 Polki: matkę z 5-letnią córką, żonę Ukraińca. Inni:„W Podwysokiem Ukrainiec Andrzej Hryców zamordował swoją synową Polkę i jej 5-letnią córeczkę za to, że chodziły do polskiego kościoła”. (Jerzy Węgierski: Armia Krajowa w okręgach Stanisławów i Tarnopol.  Kraków 1996, s. 209). 

We wsi Pohonia pow. Tłumacz podczas nocnego napadu upowcy zamordowali 30 Polaków.

We wsi Ponikwa pow. Brody banderowcy zamordowali w II połowie lutego 10 Polaków. 

We wsi Potok Czarny pow. Nadwórna zamordowali 6 rodzin polskich; tj. 30 Polaków.

We wsi Posiecz pow. Stanisławów miejscowi banderowcy zamordowali 11 Polaków.

We wsi Poznanka Gniła pow. Skałat banderowcy zamordowali 5 Polaków.

We wsi Prusinów pow. Sokal w folwarku Władypol Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

We wsi Putiatycze pow. Grudek Jagielloński upowcy zamordowali 4 Polaków.

We wsi Radostów pow. Hrubieszów za pomocą siekier, wideł, bagnetów i innych narzędzi wymordowali mieszkającą tutaj ludność polską, liczba ofiar nie została ustalona.

We wsi Radoszówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 36-letnią Anastazję Lewczuk.

We wsi Rakowiec pow. Podhajce upowcy zamordowali 12 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę Giławskich z 4 dzieci.

We wsi Reniów pow. Zborów uprowadzili i zamordowali 3 Polaków: „Klim Jan zamordowany razem z małżeństwem Szklannych, trójka starszych Polaków która nie ewakuowała się z Reniowa do Załoziec z innymi” (http://olejow.pl/readarticle.php?article_id=251 ).

We wsi Rosochowaniec pow. Podhajce upowcy w okrutny sposób zamordowali 15 Polaków; wydłubywali oczy, obcinali genitalia; ofiary konały przez kilka godzin. 

We wsi Ruzwiany pow. Przemyślany UPA uprowadziła 21 Polaków i marszrutą przez las Zapust zapędziła nad rzekę Połtew katując ich po drodze. Tutaj po dalszych okrutnych torturach upowcy ich zamordowali i wrzucili do rzeki, niezamarzniętej, bo płynęły nią ścieki ze Lwowa. W niej otrzeźwiał mężczyzna o nazwisku Magierowski, doszedł do krewnych w pobliskiej wsi Żeniów, skąd został odwieziony do lekarza w Glinianach. (Józef Wyspiański; w: Spotkania Świrzan, Lubin, nr 1 /118/ z 2016 r.; w:  www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=369534 ).

We wsi Sadzawki pow. Skałat zamordowali 30 Polaków.

We wsi Sarnki Dolne pow. Rohatyn obrabowali i zniszczyli plebanię oraz po torturach zamordowali 60-letniego ks. Wiktora Szklarczyka.

Koło miasta Sarny woj. wołyńskie zabili 30-letniego Antoniego Chomicza.

We wsi Skowiatyn pow. Borszczów zamordowali 2 Polaków i 2 Ukraińców za sprzyjanie Polakom, natomiast cudem ocalała torturowana, ciężko ranna Zofia Bochenek l. 35. Patrz wyżej: 24 lutego.  

We wsi Skwarzowa pow. Złoczów uprowadzili kilkunastu Polaków, których powiązanych drutem wywozili w nieznanym kierunku; wśród nich rozpoznano Bałackiego, Huszkiewicza (kierownik szkoły), Teodorowskiego Piotra, Karola i Józefa. „Skwarzowa – Ukraińcy spalili całą wieś – część ludności pomordowano. 12 osób.” (1944, marzec – Notatka zawierająca wykaz miejscowości gdzie dochodziło do napadów, mordów na ludności polskiej. Próby organizowania samoobron. W: B. Ossol. 16722/1, s. 97).   

We wsi Słone pow. Zaleszczyki zamordowali 8 Polaków, w tym 3 małżeństwa.

We wsi Smykowce pow. Tarnopol zamordowali 4 Polaków.

W rejonie wsi Snowicz na drodze do miasta Złoczów woj. tarnopolskie upowcy pojmali i zamordowali 4 Polki.

We wsi Sobieszów pow. Tomaszów Lubelski zamordowali około 15 Polaków.

We wsi Sokołów pow. Podhajce zamordowali 15 Polaków.

We wsi Sokołów pow. Kamionka Strumiłowa zamordowali jedyną mieszkającą tutaj 4-osobową rodzinę polską i jej zagrodę ograbili.

We wsi Sosnów pow. Podhajce zamordowali 6 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę Suchodolskich z 2 dzieci spalili żywcem w podpalonym domu.

We wsi Stanisławczyk pow. Brody: W lutym 44 r.  w Stanisławczyku bojówka upowska napadła na wie i wymordowała tamtejszych Polaków, ale liczby ofiar ich ani nazwisk nie udało się ustalić (Kubów..., jw.).

We wsi Stawki Kraśnieńskie pow. Skałat upowcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską, w tym 19-letnią córkę Janinę Karpińską uprowadzili do lasu, zbiorowo zgwałcili i z otwartą raną brzucha wrzucili do suchej leśnej studni, gdzie konała przez kilka dni. Ponadto zakłuli nożami 40-letnią Anielę Gomulińską i jej 16-letnią córkę Marię (Komański..., s. 351).

We wsi Stradacz pow. Gródek Jagielloński obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali 24 Polaków.

We wsi Strupków pow. Tłumacz zamordowali w nocy 8-osobową rodzinę polską byłego właściciela majątku ziemskiego NN.

We wsi Suszów pow. Tomaszów Lubelski wymordowali ponad 50 Polaków.

We wsi Szumlany pow. Podhajce: „W lutym 1944 r. zamordowano 14 mężczyzn NN.”  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Szwejków pow. Podhajce Ukraińcy uprowadzili swojego kolegę szkolnego, Polaka, 20-letniego Władysława Łeńskiego. Torturowali go, na piersi nożem wycięli znak orła, potem przywiązali za nogi do nagiętych drzew, które rozerwały go na dwie połowy.

We wsi Szychowice pow. Hrubieszów:Chłopi ukraińscy napadli na wieś i zamordowali większość polskich mieszkańców” (Jastrzębski...., s. 118, lubelskie). „W lutym 1944 r. USN wymordowała polskich mieszkańców tej wsi”. (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Świtarzów pow. Sokal banderowcy zamordowali 5-osobową rodzinę Oleńskich, zarządcy gorzelni.

We wsi Tarnowica Leśna pow. Nadwórna uprowadzili i zamordowali 2 Polaków: małżeństwo zawiadowcy stacji kolejowej, ich zmasakrowane zwłoki znaleziono na skraju lasu między Majdanem Górnym a wsią Paryszcze.  

We wsi Tarnowica Polna pow. Tłumacz uprowadzili z drogi i zamordowali 4 Polaków.

We wsi Touste pow. Skałat obrabowali 5 gospodarstw polskich i zamordowali 11 Polaków.

We wsi Trościaniec pow. Brzeżany obrabowali polskie gospodarstwa i zamordowali 24 Polaków.

We wsi Trójca pow. Śniatyn zamordowali Michała Solatyckiego.

We wsi Turkowice pow. Hrubieszów zamordowali około 15 Polaków. „W lutym 1944 r. a według innych w 1943 r. oddział OUN-UNS napadł na wioskę i zamordował m.in. następujące osoby: 1. Jasiński Franciszek, 2. Kasperkiewicz Stefan, 3. Kwaśniewska (siostra dowódcy II rejonu AK), 4. Kuczewski Władysław, 5. Stokowski (inż.) i.n., 6. Stopyra Ludwik, 7. Ziółkowski Jan.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

Na drodze do miasteczka Tyśmienica pow. Tłumacz zamordowali 4 Polaków, w tym nauczycielkę.

We wsi Ubinie pow. Kamionka Strumiłowa zamordowali 3 Polaków.

We wsi Uście Zielone pow. Buczacz, prawdopodobnie w lutym 1944 r.: „Na początku 1943 r. dyrektor Woźniak dał nam schronienie, zrobił pod podłogą bunkier. Trwało to kilka tygodni, aż pewnego razu powiedział, żeśmy są śledzone. Pewnego dnia ja wyszłam wieczorem,  ażeby coś ugotować, wtenczas widziałam, że cały dom był obstawiony przez tę bandę, na czele której stał Humeniuk Józef; wówczas rzucili granat do bunkra, gdzie niektórzy byli  zabici na miejscu, a reszta była raniona, tylko dwie panienki zostały bez ran. Ja, będąc w komórce, widziałam jak dyr. Woźniaka związał Humeniuk osobiście kolczastym drutem i powiesił na drzwi[ach], następnie obcinał mu palce, a gdy dyrektor krzyczał, urżnął mu  język i tak go zostawił. Panienki, które zostały przy życiu, Humeniuk oraz cała banda, było ich około 20–25, zgwałcili, następnie przez uderzenie w głowę żelazną sztabą zabili, aż  mózg pryskał na sufit. Było to w tym samym roku, banda ta podpaliła wieś Korościatyn (w nocy z 28 na 29 lutego 1944 roku – przyp. S.Ż.), w środku wioski pozostało kilka domów nie spalonych,  wówczas Humeniuk ze swoją bandą pozbierał wszystkie pozostałe kobiety i dzieci zaprowadził [je] do jednej suszarni, rozpruł pierzyny, nasypał pierza na [nie] i podpalił; [tam] wszyscy żywcem zostali spaleni”. (Protokół przesłuchania Reginy Krochmal z 3 marca 1949 r.; w: http://koris.com.ua/other/14728/index.html?page=9). Komański…, s. 176 – 177 nie odnotowuje tego mordu. 

We wsi Warwaryńce pow. Trembowla banderowcy zamordowali 5 Polaków.

We wsi Wasylkowce pow. Kopyczyńce zamordowali 4 Polaków z rodziny Zdaniak oraz mężczyznę o nazwisku Runiewicz (Kubów..., jw.)

We wsi Wasylków pow. Kopyczyńce obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali głownie za pomocą siekier 30 Polaków, w tym rodzinę Ziemiańskich z 7-letnim synem i 3-letnią córką. 

We wsi Werba pow. Włodzimierz Wołyński upowcy z Owadna zamordowali 2 rodziny polskie; tj. 9 Polaków.

We wsi Wierczany pow. Stryj banderowcy zamordowali 17 Polaków.

We wsi Wiktorowka pow. Brzeżany zamordowali 6 Polaków, którzy pojechali do lasu po drzewo oraz zrabowali ich konie i sanie.

We wsi Winiatyńce pow. Zaleszczyki zamordowali 2 Polaków: Leopolda Gawrońskiego z 22-letnią córką Jadwigą.

We wsi Winograd pow. Tłumacz zamordowali 4 Polaków.

We wsi Wiśniowiec Stary pow. Krzemieniecw organistówce upowcy zamordowali 3-osobową rodzinę Kuncewicvzów: rodziców i ich 12-letnią córkę; ofiarom kazano rozebrać się i nago tańczyć w ogniu (zostali żywcem spaleni)” (Siemaszko..., s. 475).

W mieście Włodzimierz Wołyński Ukraińcy wyłapywali Polaków, torturowali ich, łamali ręce i nogi i zabijali; jednego dnia pojmali i zamordowali po gwałtach i torturach kilka kobiet i dziewcząt polskich  -  wiadomo o co najmniej 20 ofiarach. Ciała miały połamane ręce i nogi, ślady licznych ran od ostrych narzędzi, Mariannę Podbiorę przywiązali drutem kolczastym do sań i wlekli aż do zgonu. „Tego dnia upowcy zamordowali jeszcze kilka kobiet i dziewcząt oraz kilka osób zamkniętych w budynku cegielni” (Siemaszko..., s. 956). Część oprawców jest znana, m.in.: Wołodymyr Smolenśkyj, Marczuk, Kalińczuk.  „Jest luty 1944 r. nasi chłopcy z posterunków poszli na Bielin do polskiej partyzantki. Tymczasem Ukraińcy napływają do Włodzimierza, Niemiec ponownie wydał im broń, mają nakazane meldować się z bronią raz w tygodniu. Niemiec zabiega o zboże od Ukraińców ale ci boją się Polaków z miasta. Pewnego dnia Niemiec chodził po domach i nakazywał okopy ze śniegu oczyszczać. Brat poszedł oraz chłopcy od Mirowskich. Moi rodzice poszli do miasta, Jadzia siedzi w pokoju coś czyta, pani Mirowska leży w łóżku chora. Pan Mirowski i brat jego żony udali się do pana Ilnickiego. Ja coś bardzo chciałam mamy, zastanawiałam się dlaczego wciąż nie wraca z miasta, może byłam też głodna. Wyszłam więc, aż na ulicę i patrzę w stronę miasta, wyglądam tak rodziców. Ale coś zauważyłam, co mnie zainteresowało, od strony miasta chodzi Niemiec w mundurze, a z nim dwóch cywilów. I tak chodzą od mieszkania do mieszkania, czasami przechodzą na drugą stronę ulicy. Gdy byli już blisko naszego domu, uciekłam do ganku i patrzę, co się będzie działo. A oni idą dróżką do naszego domu, w tym momencie poznaję Ukraińca z Mohylna. Wpadam do mieszkania i krzyczę: “Jadziu idzie do nas Anenku Sergiej. Był Jadzi sąsiadem, miał może 23 lata. Jadzia szybko drzwi żelazną sztabą zasunęła, podobnie wejście do pokoju, w którym przebywała pani Mirowska ale tak się włamywali, że w końcu i sztaba nie pomogła. W domu poczęli się dobijać do pokoju gdzie przebywała pani Mirowska. Skaczemy na ten czas do ogrodu przez okno i biegniemy co sił do pana Ilnickiego, a tam całe zapole stoi chłopa, każdy ma w ręku widły i szpadel. Nabrali chłopców polskich i poprowadzili na Cegielnię i tam ich wszystkich w bestialski sposób pomordowali, nawet kobiet wtedy nabrali. A Niemiec chodził po domach, że jeśli kto miał dokument, że pracuje u Niemców lub że jest mieszczaninem, tego zabraniał brać na Cegielnię. A jeśli kto był, tak jak my, uciekinierzy z wiosek, tego Niemiec zgadzał się brać, jak się później okazało na zagładę. To była godzina około 13.00, gdy rodzice i Mirowscy wrócili z miasta, opowiedzieliśmy co zaszło. Zaraz zaczęliśmy wszystko pakować na wóz i wyruszamy na Bielin, do naszych chłopców. Zima, śniegu dużo, a my nie mamy sani tylko wóz. Muszę wyjaśnić, że brat żony Mirowskiego to Józef Gaczyński z Mohylna.” (Wspomnienia Ludwiki Podskarbi z d. Szewczuk z Kolonii Mogilno w pow. Włodzimierz  Wołyński na Wołyniu 1935 – 1944. Wspomnienia wysłuchał, spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r.)

We wsi Wola Wysocka pow. Żółkiew banderowcy zamordowali Michała Kowalewicza.

We wsi Wolica należącej do wsi sołeckiej Urmań pow. Brzeżany zamordowali około 25 Polaków (Zbigniew Rusiński: Tryptyk brzeżański; Wrocław 1998, s. 38.) Komański..., na s. 131 podaje, że ofiar było 14, nazwisk nie wymienia. Rusiński wymienia imiennie 15 ofiar; liczę 25 ofiar podaje także Władysław Kubów. Inni podają datę 23 marca i mord 40 Polaków.

We wsi Worona pow. Tłumacz banderowcy napadli na kolonię Baby, obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 10 Polaków.

We wsi Wronowice pow. Hrubieszów zamordowali 15 Polaków.

We wsi Zalesie pow. Brody: „Zeznaje co następuje: znam b. dobrze Czerniawskiego Władysława jak również i jego rodzinę. Ojciec w/w miał sklep rzeźniczy w Podkamieniu, pow. Brody. Czerniawski Władysław jest pochodzenia ukraińskiego. W Brodach kończył gimnazjum, a następnie we Lwowie kończył uniwersytet. Po wkroczeniu Niemców w roku 1942 był organizatorem morderczej bandy ukraińskiej. Bandę tę organizował u swojego teścia nazwiskiem Rajke, który mieszkał na przysiółku Czernic, folwark Antonówka, gm. Podkamień, pow. Brody. /.../ W miesiącu lutym 1944 wszczął pierwszą akcję na Polaków w miejscowości Zalesie k/Brodów, gdzie siekierami i strzałami wymordowano 25 rodzin. Wspomniane morderstwo osobiście widziałem na dzień następny jak jechałem do Brodów. Zwłoki pomordowanych były straszne, nie do opisania.” (Zeznania o wydarzeniach z 12-15 marca 1944r. w Podkamieniu; w: http://www.podkamien.pl/articles.php?article_id=17 ).

W kol. Zalesie pow. Kałusz obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 6 Polaków.

We wsi Załuże pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 3 Polaków: 16-letniego chłopca, mężczyznę i kobietę.

We wsi Zarudzie pow. Tarnopol obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 12 Polaków.

We wsi Zastawcze ad Hołhocze pow. Podhajce w grudniu 1943 roku zamordowali 31-letniego Michała Plaifera i 15-letniego Jana Koźlaka, natomiast w lutym 1944 roku żonę Michała Plajfera.  „Była to sobota, ojciec pojechał wozem z dwoma chłopcami, Janem Koźlakiem, lat 15 i Franciszkiem Hertmanem, lat 15, saniami do lasu po drzewo. W lesie złapali ich banderowcy, ojcu kazali położyć się na saniach, nakryli go wojskową celtą, posiadali na nim i okładając go kolbami pojechali w głąb lasu. Po zatrzymaniu się tam rozpoczęli go torturować – wycieli mu obie łydki, a gdy krzyczał, obcięli mu język, następnie wydłubali mu oko, nacięli skórę wokół głowy i zdjęli ją z czaszki. Po tych torturach powiesili go na drzewie. Razem z ojcem, w podobny sposób, zginął Jan Koźlak. /.../ Przez długi czas nikt nie miał odwagi zdjąć wiszące ciało. Po zdjęciu ojca stwierdzono również ślady noża na karku. /.../ Matka go pochowała, a niedługo potem (około dwa miesiące) sama została zamordowana. Pamiętam, jak banderowcy zabrali moją mamę, bardzo się bałem, gdy oderwano mnie od niej. Mnie zabrali do jednego domu, a mamę do drugiego. Słyszałem jej krzyki, sam krzyczałem ze strachu, chciałem uciekać. Razem ze mną były zamknięte inne dzieci. Po około dwóch tygodniach, udało mi się uciec, wyskakując przez okno i uciekając do lasu. Gdy błądziłem bez celu, złapali mnie młodzi ukraińscy chłopcy i zaczęli mnie kopać, dusić, bić. Jeden z nich załatwił się na moją głowę. Na szczęście nadeszła jakaś kobieta, nakrzyczała na nich i kazała im odejść. Mnie odprowadziła kawałek i powiedziała mi: „teraz już sobie idź”. Chodziłem bez celu po lesie, aż trafiłem do partyzantki (Ochotnicza Brygada Straży Podolskiej w Szwejkowie). /.../ Miałem niecałe 6 lat, cudem ocalałem, byłem sierotą” (Tadeusz Plajfer, w: Komański..., s. 760 – 761).

W kol. Zaścianocze pow. Trembowla sąsiedzi Ukraińcy zarąbali siekierami 50-letniego Michała Turzańskiego.

We wsi Zrębówka pow. Buczacz zostali zamordowani przez banderowców:  NN. mężczyzna i Guglewiczowa N. żona Franciszka z córką. (Kubów..., jw.).

We wsi Żabie pow. Kosów Huculski banderowcy zamordowali małżeństwo o nazwisku Hawrot.

We wsi Żeniów pow Przemyślany został zamordowany przez UPA Adolf Kusiennicki.  (Józef Wyspiański; w: Spotkania Świrzan, Lubin, nr 1 /118/ z 2016 r.; w: www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=369534 ).

We wsi Żołczów pow. Rohatyn uprowadzili i zamordowali 15 Polaków, mężczyzn. 

 

  1. L. Sowa podaje na s. 234 za: „Biuletyn Informacyjny” nr 13 z 30 marca 1944, że w miesiącu lutym Ukraińcy zamordowali na terenie Małopolski Wschodniej:

- w pow. Borszczów: 181 osób i 6 rodzin

- w pow. Buczacz : 64 osoby i 16 rodzin

- w pow. Czortków: ksiądz i 10 rodzin

- w pow. Kamionka Strumiłowa: 14 osób

- w pow. Rohatyn: 308 osób

- w pow. Stanisławów: ksiądz i 10 rodzin  w pow. Zaleszczyki: 16 rodzin

 

                                                                       Stanisław Żurek

 

Podstawowe źródła opracowania, które nie są wymieniane przy podawanych przypadkach zbrodni: 

Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007. 

Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof:: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.

Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.

Sowa Andrzej L.: Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947; Kraków 1998. 


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp8.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud7.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 3617 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
7755295