„W czerwcu 1943 roku przedstawiciel Centralnego Prowidu OUN „KŁYM SAWUR” przekazał mi ustnie tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN o powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej, zamieszkałej na terytorium zachodnich obwodów Ukrainy. Wykonując tę dyrektywę Centralnego Prowidu OUN, w sierpniu 1943 roku wraz z formacją grupy bandyckiej UPA wyrżnąłem ponad 15 tysięcy Polaków w rejonach kowelskim, siedliszczańskim, maciejowskim i lubomelskim obwodu wołyńskiego, o czym dokładnie i odrębnie poinformowałem w swoich zeznaniach z 23 lutego 1945 roku. 29 i 30 sierpnia 1943 roku z oddziałem liczącym 700 uzbrojonych bandytów, zgodnie z poleceniem dowodzącego okręgiem „OŁEHA”, wyrżnąłem całą polską ludność na terytorium rejonów hołobskiego, kowelskiego, siedliszczańskiego, maciejowskiego i lubomelskiego, zrabowawszy cały ich majątek ruchomy i spaliwszy cały ich majątek nieruchomy. Łącznie w tych rejonach w ciągu 29 i 30 sierpnia 1943 roku wyrżnąłem i rozstrzelałem ponad 15 tys. cywilów, wśród nich starców, kobiety i dzieci. Robiliśmy to w następujący sposób: po spędzeniu całej ludności polskiej w jedno miejsce, okrążaliśmy ją i rozpoczynaliśmy rzeź. Kiedy już nie pozostał ani jeden żywy człowiek, kopaliśmy wielkie doły, zrzucaliśmy tam wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią oraz, żeby ukryć ślady tego strasznego grobu, paliliśmy na nim wielkie ogniska i szliśmy dalej. Tak przechodziliśmy od wsi do wsi, dopóki nie zgładziliśmy całej ludności – ponad 15 tys. osób. Całe bydło, wartościowe rzeczy, mienie i żywność zabieraliśmy, a budynki i inne mienie paliliśmy./.../  Znam jeszcze jedną tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN po linii SB, w której zalecano fizyczną likwidację wszystkich członków rodzin osób podejrzanych o nastroje antyounowskie, nie wyłączając ani niemowląt, ani kobiet, ani starców.” (Wyciąg z protokołu przesłuchania Jurija Stelmaszczuka z 28 lutego 1945 r. W: PA SBU, F. 65, spr. S-9079, t. 1. k. 168–169). Jurij Stelmaszczuk, ps. „Rudyj”, to działacz Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, w latach 1941–1943 referent wojskowy OUN w pow. kowelskim; w latach 1943–1944 dowódca OW „Turiw” UPA-Północ, odpowiedzialny za ludobójstwo w obwodzie wołyńskim. Niestety, nie ma opublikowanych zeznań Stelmaszczuka z dnia 23 lutego 1945 roku, w których „dokładnie” poinformował śledczych o rzezi ludności polskiej dokonanej w sierpniu 1943 roku.

W cytowanych wyżej zeznaniach nie ma żadnej wzmianki o tym, aby Polacy bronili się i była toczona walka z nimi. Stelmaszczuk stwierdza wprost, że wykonując tajną dyrektywę centralnych władz Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów „z oddziałem liczącym 700 uzbrojonych bandytów” „wyrżnął” ponad 15 tys. cywilów, wśród nich starców, kobiety i dzieci, ofiary grzebali w dołach, a po zrabowaniu ich dobytku budynki palili.

Z oczywistych względów nie ma relacji polskich świadków z dokładnym opisem zagłady chociażby jednej  całej wsi, gdyż nikt z ocalałych nie miał możliwości tego zobaczyć i przeżyć. Zwykle dotyczą one opisu zbrodni widzianej z ukrycia i obejmują wycinek dotyczący śmierci osób z własnej rodziny, ewentualnie najbliższych sąsiadów. Znana jest natomiast relacja Ukraińca.

29 sierpnia 1943 roku w kol. Władysławówka pow. Włodzimierz Wołyński 50 upowców oraz około 150 miejscowych chłopów ukraińskich oraz kobiet wymordowało około 40 rodzin polskich, zapewne około 200 Polaków. Przebieg tej zbrodni znany jest dzięki Ukraińcowi, który zrelacjonował ją swojemu polskiemu sąsiadowi, Władysławowi Malinowskiemu, który ukrył się ze swoją rodziną w lesie. Pomagał im sąsiad, Ukrainiec Józef Pawluk. Poszedł on do wsi Władysławówka sprawdzić, co się dzieje. Wrócił po około 3 godzinach i zdał relację. „Prowidnyk ich powiedział, że taka rzeź jednocześnie jest przeprowadzana, odbywa się na całej Ukrainie, że jest nakaz wybicia wszystkich lachiw - żeby nikt nie pozostał - komunistów i Żydów też. Powiedział (Józef Pawluk - przyp. S.Ż.), że we wsi Władysławówce wybili wszystkich, 40 rodzin – ogółem około 250 osób, leżą martwi, trupy. Zapytany, jak to się stało, opowiedział, że rano napadli na kolonię, 50-ciu Ukraińców - UPA, uzbrojonych, otoczyło i "zdobyło" wieś, podczas "zdobywania" wsi zastrzelili kilku Polaków, którzy uciekali. Pozostali bezbronni i sterroryzowani zostali oddani Ukraińcom, którzy oczekiwali w rejonie wsi przed jej "zdobyciem". Była to zbieranina ludzi bez broni palnej, ze 150 osób, między nimi były kobiety - wszyscy posiadali kosy, sierpy, siekiery, widły, noże, cepy, szpadle, grabie, kłonice, orczyki i inne narzędzia stosowane w rolnictwie. Tak na znak dany przez uzbrojonych Ukraińców, rzucili się na Polaków. Rozpoczęła się straszna rzeź, w tym zamieszaniu pobili i swoich. O tym opowiedział mi ojciec - mówił Pawluk, a sam widziałem koniec tego mordu - najgorzej znęcali się nad ostatnimi Polakami - rozszarpywali ludzi, ciągnęli za ręce i nogi, a inni ręce te odżynali nożami, przebijali widłami, ćwiartowali siekierami, wieszali żywych i już zabitych, rozcinali kosami, wydłubywali oczy, obcinali uszy, nos, języki, piersi kobiet i tak ofiary puszczali. Inni łapali je i dalej męczyli, aż do zabicia. Przy końcu ofiara była otoczona grupą ryzunów - widziałem, jak jeszcze żyjącym ludziom rozpruwano brzuchy, wyciągano rękami wnętrzności - ciągnęli kiszki, a inni ofiarę trzymali; jak gwałcili kobiety, a później je zabijali, wbijali na kołki, stawiali żywe kobiety do góry nogami i siekierą rozcinali na dwie połowy, topili w studniach. Powiedział Pawluk, że nigdy w życiu nie widział i nie słyszał o takiej rzezi, i nikt, kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy, że jego pobratymcy tego dokonali. (...) Po wybiciu ofiar wszyscy rzucili się na dobytek - rabowali wszystko, nawet jedni drugim zabierali, były bratobójcze bójki (...). Nie mogłem patrzeć się na dzieci z roztrzaskanymi głowami i mózgiem na ścianach, wszędzie trupy zmasakrowane, krew - aż czerwono.” (Siemaszko..., s. 1236 - 1237).

Tak wyglądała „Druha polśko-ukrajinśka wijna 1942– 1947”, o której pisze banderowskie legendy Wołodymyr Wiatrowycz.  

Zapoznajmy się z innymi relacjami obecnych bohaterów samostijnej Ukrainy. „Miałem pseudonim „Pańkow”. Nasza banda przez cały czas działała w obwodach rówieńskim i wołyńskim. Tam nasza sotnia pod dowództwem Korziuka Fedira, pseudonim „Kora”, z obwodu wołyńskiego, zniszczyła dwa osiedla – około 300 gospodarstw (spalono) – osiedle Hały i osiedle Parosla  rejonu włodzimierzeckiego obwodu rówieńskiego. Cała polska ludność, z niemowlętami włącznie, została wymordowana (wyrżnięta i zarąbana). Osobiście zastrzeliłem 5 Polaków, którzy uciekali do lasu.” (Fragment protokołu przesłuchania Petra Wasyłenki z 15 maja 1944 r. W: PA SBU, F. 13, spr. 1020, k. 204–207). Też o walkach ani słowa. Ale w innym zeznaniu jest wzmianka o walkach. „Mniej więcej w maju 1943 roku, daty dziennej nie pamiętam, przyszedł w nocy do mojego mieszkania wojskowy stanyczny wsi Horyczów Hordijuk i powiedział, żebym się ubrał i poszedł z nim. Szybko ubrałem się i wyszedłem na ulicę, gdzie stała para koni zaprzęgnięta do furmanki. Na furmance siedzieli Hordijuk, Radiuk, „Dubowyj” oraz trzech nieznanych mi mężczyzn. Dosiadłem się do nich na furmankę i pojechaliśmy do kolonii Bolesławówka. Gdy przyjechaliśmy, było tam już około 100 ludzi z różnych ukraińskich wsi. Kolonia została otoczona jeszcze przed naszym przyjazdem. Tutaj „Dubowyj” wyciągnął z furmanki karabin i dał mnie. Część była uzbrojona w prawdziwe karabiny, a pozostali różnie: jedni w łopaty, inni w widły. „Dubowyj”, Hordijuk, Radiuk i ktoś jeszcze (nie pamiętam) poszli w głąb kolonii. Po kilku minutach rozległy się krzyki ludzi. Jak tylko usłyszeliśmy krzyk, natychmiast ze wszystkich stron runęli w kierunku domów bandyci i rozpoczęła się walka. Bezbronni Polacy nie mogli stawiać oporu. Bito ich, czym popadło, na ulicy, w mieszkaniach, szopach itd. Osobiście zabiłem dwóch Polaków – mężczyzn w wieku od 25 lat do 30. Walka trwała około czterech godzin, po czym opuściliśmy kolonię i rozeszliśmy się do domów.” (Fragmenty protokołu przesłuchania Wasyla Horbatiuka z 6 stycznia 1945 r. W: PA SBU, F. 13, spr. 985, k. 130–133). Trochę dziwna ta walka, gdy „bezbronni Polacy nie mogli stawiać oporu”, ale „trwała około czterech godzin”, zapewne „do ostatniego Polaka”, po czym ówcześni „bandyci”, a obecni ”heroje Ukrainy”, rozeszli się do domów.     

„W UPA dano mi stanowisko dowódcy czoty (plutonu) w sotni „Bajdy” i na tym stanowisku służyłem do początku 1944 roku pod pseudonimem „Pidkowa”. Nasza sotnia działała na terenie rejonów zabłockiego, maciejowskiego i hołobskiego obwodu wołyńskiego. Osobiście brałem udział tylko w jednej akcji przeciwko ludności polskiej. Miała ona miejsce w sierpniu 1943 roku. W tej operacji brały udział więcej niż dwa kurenie w składzie 500 ludzi z bronią oraz ponad 1000 osób z konspiracji OUN uzbrojonych w siekiery. Okrążyliśmy 5 polskich wsi i w ciągu nocy oraz następnego dnia spaliliśmy je, a wszystkich mieszkańców, starych i młodych, wyrżnęliśmy – w sumie ponad dwa tysiące osób. Mój pluton brał udział w spaleniu jednej dużej wsi i znajdującego się przy niej chutoru. Wyrżnęliśmy około 1000 Polaków. Wielu Polaków – mężczyzn, kobiety, starców i dzieci – wrzucaliśmy żywcem do studni, a następnie dobijaliśmy ich strzelając z broni palnej. Pozostałych siekliśmy bagnetami, zabijaliśmy siekierami i rozstrzeliwaliśmy. W działaniach kierowaliśmy się hasłem „Morduj polską szlachtę napływającą na ukraińskie ziemie”. Polskie osiedla paliliśmy po to, żeby nie pozostał ślad ich istnienia oraz żeby Polacy nigdy [w przyszłości] nie rościli pretensji do ziem ukraińskich. Tłumaczono nam, że w ten sposób ułatwiamy realizację przyszłej „ukraińskiej rewolucji”. A my w to ślepo wierzyliśmy.”  (Fragmenty protokołu przesłuchania Stepana Redeszy z 21 sierpnia 1944 r. W: PA SBU, F. 13, spr. 1020, k. 164–176). Czyli podczas tej „walki” wyrżnęli ponad dwa tysiące Polaków bez strat własnych. To niebywały „heroizm”!

Zeznania pozwalają jednak na poznanie imienne przynajmniej części tych ukraińskich herosów.  „Mniej więcej w lipcu 1943 roku do mojego domu przyszedł starosta wsi Siergiejówka, który kazał mi zaprząc konie i wyjechać do wsi Mychlin. Po przyjeździe zobaczyłem, że zgromadzono tam dużo podwód – do 35 sztuk. Na te podwody wsiadło po 7–8 banderowców. Byli wśród nich Petrow H. I. i, zdaje mi się, Mazurkewycz S. S., ale nie pamiętam dokładnie. Wszystkie te podwody dojechały do wsi Mychlin i zatrzymały się. Banderowcy zleźli z podwód i poszli do polskiej kolonii Marysia. Wraz z nimi poszedł też Petrow H. I. Wymieniona kolonia została przez nich spalona, a Polacy, którzy nie zdążyli uciec – zabici. W paleniu kolonii Marysia oraz w mordowaniu Polaków z tej kolonii brał udział Petrow H. I. Gdy kolonia  Marysia płonęła, banderowcy kazali ruszać dalej. Tej nocy zostały również spalone polskie kolonie  Janówka, Oleniewka [?] i Zahaje, a ci Polacy, którzy nie zdążyli uciec, zostali zabici przez banderowców. Jako osoba, która woziła banderowców na tę akcję, sam widziałem, że Petrow H. I. osobiście palił i mordował ludność polską kolonii Marysia, Janówka, Oleniewka i Zahaje. Następnie cały tabor podwieźliśmy do szkoły w kolonii Janówka. Banderowcy podpalili tę szkołę. Gdy płonęła szkoła, słychać było krzyki ludzi, znajdujących się w środku. Jak tylko szkoła spłonęła, cały tabor ruszył wraz z banderowcami do wsi Czarunowo [?] i zatrzymał się koło cerkwi. Stąd tabor rozjechał się do domów.” (Protokół przesłuchania Antona Benesza z 6 lipca 1944 r. W:

PA SBU, F. 13, spr. 985, k. 146–147).

„Wkrótce wszyscy zebrani wsiedli na podwody i pojechali przez wieś Łysów i Bermieszów do lasu zahorowskiego. Pamiętam, że jechałem na podwodzie razem z Grabarczukiem Fedotem, Michalczukiem Stachem, Kużelem Petrem i Pasosiem Iwanem. Naszym woźnicą był nieznany mi mężczyzna. W lesie zahorowskim nie mogłem zobaczyć wszystkich zebranych, lecz po głosach można było poznać, że było tam dużo ludzi. Jeszcze w nocy w lesie zahorowskim nieznany mi bandyta utworzył grupy po 8–10 ludzi. Znalazłem się w grupie razem z Kużelem Petrem oraz 6–7 innymi nieznanymi mi bandytami. Dwaj z nich posiadali karabin i rewolwer, pozostali mieli siekiery. Co miał ze sobą Kużel Petro, nie pamiętam. Ja nie miałem ani siekiery, ani broni. Gdy przydzielono mnie do grupy, bandyta wytłumaczył naszej grupie, że zaraz pójdziemy zabijać Polaków we wsi Nowy Zahorów. Mieliśmy obejść wszystkie domy, w których mieszkają Polacy, i zlikwidować ich. Dodał, że tego, kto nie wykona zadania, czeka to samo, co Polaków. Gdy zaczęło rozwidniać się, nasza grupa przybyła do wsi Nowy Zahorów, gdzie bandyci razem z Kużelem Petrem wchodzili do zamieszkałych przez Polaków domów, skąd rozlegały się strzały i krzyki ludzi. Mnie bandyci zostawiali na ulicy koło domów, do których wchodzili, każąc zabijać tych Polaków, którym uda się uciec z domu. W ten sposób we wsi Nowy Zahorów obeszliśmy mniej więcej 6–7 domów, w których bandyci zabijali obywateli sowieckich narodowości polskiej, lecz ilu ludzi w którym domu zabito, nie wiem, bo do domów nie wchodziłem. Co prawda, w centrum wsi Zahorów Kużel powiedział mi, żebym wszedł do domu i zobaczył, co tam się dzieje. Gdy wszedłem do wskazanego domu, zobaczyłem zwłoki starca i staruszki. Mordowanie przez naszą grupę obywateli sowieckich trwało prawie do południa, tj. do godziny 10–11 w dniu św. Piotra, po czym rozeszliśmy się do swoich domów. /.../ Przypominam sobie, że wówczas, gdy nasza grupa zabijała ludzi we wsi Nowy Zahorów, inne grupy mordowały ludzi we wsi Stary Zahorów, nad którym unosiła się wtedy łuna pożaru.  Przypominam sobie również, że po wymordowaniu jednej rodziny w małym ceglanym domu, nasza grupa też go podpaliła.” (Fragmenty protokołu przesłuchania świadka Stepana Nedbajły z 10 marca 1959 r. W: PA SBU, F. 13, spr. 985, k. 229–236).

Zeznania te złożone zostały sowieckim śledczym. Wynikałoby więc, że Sowieci próbowali osądzić banderowskich zbrodniarzy za rzezie dokonane na ludności polskiej, a właściwie na „obywatelach sowieckich narodowości polskiej”. Gdyby tak było, to Sowieci na podstawie takich zaznań powinni przed „obliczem sowieckiej sprawiedliwości”  postawić często większość mężczyzn (ale i część kobiet!) wsi ukraińskich, biorących udział w morderstwach ludności polskiej. Zeznający podawali np., że w napadzie brało udział ponad 30 podwód, a na każdej znajdowało się się 7 – 8 napastników.  Uważna ich lektura wskazuje jednak, że był to tylko niejako „element dodatkowy” oskarżeń, i tak naprawdę ścigano banderowców za walkę z partyzantką sowiecką oraz przedstawicielami władzy sowieckiej w terenie.

Przykład: „Postanowienie o przedłożeniu zarzutów Fedotowi Desiatnyczukowi z 22 kwietnia 1959 r.”

Śledczy Oddziału Śledczego Zarządu KGB przy Radzie Ministrów USRS dla obwodu wołyńskiego – lejtenant CZERNOMORD, po rozpatrzeniu akt sprawy śledczej nr 6363 oraz biorąc pod uwagę, że DESIATNYCZUKOWI Fedotowi s. Wasyla, urodzonemu w 1913 roku, zostało wystarczająco udowodnione, że mieszkając na tymczasowo okupowanym przez Niemców terytorium we wsi Łukowicze rejonu łokackiego obwodu wołyńskiego oraz będąc wrogo nastawionym wobec władzy sowieckiej, w czerwcu 1941 roku wstąpił do ukraińsko-niemieckiej policji, w której służył jako policjant przez 5–6 tygodni.

Będąc policjantem, był uzbrojony w karabin typu rosyjskiego, pełnił służbę patrolową i wartowniczą we wsi i przy budynku policji, przeprowadzał pacyfikacje aktywistów sowieckich, a mianowicie: brał udział w aresztowaniach PIATOCHY Niny c. Iwana, WOWKA Iwana, ULJANICKIEGO Petra oraz WIERBICKIEGO Gurija, w budynku policji bił komsomolców MAZUR (obecnie STOWBA) Olgę c. Serhija i KUŻELA Antona s. Uljana, wyjechał na obławę do wsi Buszkowicze w celu schwytania aktywistów sowieckich, gdzie przeszukiwał gospodarstwa SADOWSKIEGO Aksientija, ULJANICKIEGO Petra i SUPRUN Anastazji, oraz wyjechał na obławę w celu złapania żołnierzy Armii Sowieckiej do lasu Chmarnaja Dolina.

Na wiosnę 1942 roku przystał do organizacji ukraińskich nacjonalistów, uczęszczał na prowadzone przez ounowców zajęcia, na zlecenie ounowców pełnił służbę wartowniczą we wsi, zbierał wśród mieszkańców artykuły żywnościowe dla członków OUN, wykonywał szczegółowe polecenia związane z dostarczaniem poczty od stanycznego OUN HAŁANA Jefrema i urządzał kryjówki dla bandytów OUN.

W lipcu 1943 roku (w dniu św. Piotra) razem z innymi członkami band OUN brał udział w masowych zabójstwach obywateli sowieckich narodowości polskiej we wsi Nowy Zahorów, [np.] w domu ŻOŁKOWSKIEGO Mikołaja zabito do 18 osób; DESIATNYCZUK osobiście zabił siekierą jedną kobietę. Zwłoki zabitych zostały wrzucone do piwnicy tego gospodarstwa.

W marcu 1944 roku DESIATNYCZUK brał czynny udział w przeprowadzonym przez komendanta „SB” rejonu łokackiego „CZUMAKA” spotkaniu, na którym omawiano spisy podlegających likwidacji aktywistów sowieckich, następnie w składzie band[yckiej] grupy OUN pod kierownictwem bandytów „SB” „TARASA” i „DULKI” dopuszczał się aktów terroru poprzez rozstrzeliwanie i duszenie we wsiach:

Łukowicze: w stosunku do członka KPZU NEDBAJŁY Fedira s. Marka, delegata Sielsowietu MICHALUKA Nikandra s. Fedira oraz aktywistów sowieckich NEDBAJŁY Iwana s. Serhija i jego żony NEDBAJŁO Anastazji c. Jakiwa, PODHAJNEGO Iwana s. Semena;

Buszkowicze: wobec aktywistów wiejskich CZERWINŚKIEGO Danyła s. Petra oraz jego żony CZERWINŚKIEJ Anastazji c. Sydira;

Bermieszów: w stosunku do aktywistów HRYCIUKA Hryhorija s. Jakiwa i SZEWCZUKA Semena s. Ołeksy;

Dorohonicze: wobec członków rodziny komsomolca JARMOLUK Praskowii, JARMOLUK Anny c. Iwana i jej 3-letniego syna Rostysława oraz SIROTIUK Tekli c. Iwana i jej 7-letniej córki Afanasji.

Od kwietnia 1944 roku do marca 1945 roku był i działał w bandach OUN takich band[yckich] przywódców jak „HAMALIJA”, „SZUM”, „WILNYJ”, „SZPAK” i „MAKSYM”, ponadto był uzbrojony i miał pseudonim „OSTAP”.

W składzie bandy „SZUMA” w sierpniu 1944 roku brał udział w starciu zbrojnym z jednostkami Armii Sowieckiej w lesie mosurskim rejonu lubomelskiego.

10 grudnia 1944 roku w składzie bandy „WILNEGO” we wsi Stary Poryck rejonu nowowołyńskiego brał udział w porwaniu dzielnicowego pełnomocnika byłego Poryckiego RO NKWD KOSTARIEWA Leonida

  1. Romana, który następnie został zabity przez bandytów OUN.

W nocy na 21 grudnia 1944 roku w składzie tej samej bandy brał udział w napadzie na ośrodek rejonowy w Owadnie.

Od marca 1945 roku do jesieni tegoż roku ukrywał się przed organami władzy sowieckiej w stodole ŻYŁY Nadii, następnie do lata 1957 roku – w kryjówce w gospodarstwie swej siostry DYŃKI Afanasji c. Wasyla, a od jesieni 1957 roku do 23 grudnia 1958 roku w jej domu. Broń – karabin, z którym powrócił z bandy OUN, dał na przechowanie swojej siostrze DYŃCE A. W.” (PA SBU, F. 13, spr. 985, k. 246–249).

Wszystkie ww. zeznania znajdują się w publikacji dwujęzycznej, polskiej i ukraińskiej, pt.: „Polska i Ukraina w latach trzydziestych–czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych. Tom 4. POLACY I UKRAIŃCY POMIĘDZY DWOMA SYSTEMAMI TOTALITARNYMI 1942–1945. CZĘŚĆ PIERWSZA. Warszawa – Kijów 2005.  Wyboru tekstów dokonali Grzegorz Motyka (ze strony polskiej) oraz Jurij Szapował (ze strony ukraińskiej). Zapewne zna je Wołodymyr Wiatrowycz, Swiatosław Szeremeta, Pawło Klimkin i inni gloryfikatorzy faszyzmu OUN-UPA. Ale ich „historia Ukrainy” zaczyna i kończy się na Doncowie, Banderze i Szuchewyczu. I jestem przekonany, że trwające obecne wybory prezydenckie na Ukrainie nic nie zmienią. Bo o tym kto będzie okradał nadal Ukrainę decyduje lobby finansowe żydowsko-amerykańskie. I oto walczy Kołomojski z Poruszenką. Może grupie Poroszenki już wystarczy (jak poprzednio Jaceniukowi) i czas na grupę Kołomojskiego (czyli „zmianę ukraińskiej polityki)? Ale aby to osiągnąć potrzebni są „użyteczni idioci” grający na ukraińskim nacjonalizmie, czyli osoby pokroju Wiatrowycza, Szeremety czy Klimkina. A oni nie mają wyboru i poprą zwycięzcę. Bo chociażby Szeremeta – przecież jego firma ekshumacyjna musi mieć kłopoty finansowe po zakazie ekshumacji ofiar polskich na Ukrainie. Dlatego ratunkiem mają być ekshumacje w Hucie Pieniackiej. Ponieważ tam ludność polska została spalona, to wygląda to tak, jakby chcieć przeprowadzić ekshumacje np. w Birkenau, aby policzyć ilość ofiar. Ale wiadomo, że do faszystów ukraińskich żadne racjonalne argumenty nie trafią. I jestem przekonany, że chociaż jest to faktyczne zerwanie podpisanych umów polsko-ukraińskich w 1994 roku, to IPN nie skorzysta z tej okazji, i nie przeprowadzi „w odpowiedzi” (tj. bez zaproszenia strony ukraińskiej) ekshumacji w Pawłokomie, Sahryniu, Wierzchowinach i innych miejscach, gdzie stoją panteony chwały OUN-UPA w Polsce. I wiadomo też, dlaczego.