Niemcy prowadzący wojnę na wielkich obszarach Europy potrzebowali sojuszników. Nacjonaliści ukraińscy wrogo nastawieni do Polski stali się ich naturalnym sprzymierzeńcem. Stworzono ukraińską policję pod nazwą Schutzmannschaft tzw. szucmani. Najpierw zajmowali się utrwalaniem władzy okupacyjnej, potem ściąganiem kontyngentów, ale szybko stali się ludobójcami. Pod komendą Niemców przeprowadzili Holokaust, byli jego gorliwymi wykonawcami i tylko dzięki nim udało się go tak skutecznie przeprowadzić. W połowie marca 1943 r. kilka tysięcy z nich zdezerterowało, porzucając służbę dla Niemców, większość zasiliła szeregi UPA. Wprawieni w okrutnych mordach, kontynuowali zbrodniczy proceder, mordowali Polaków. Obórki koło Kołek już wcześniej padły ich ofiarą.

Niektórzy szucmani znani byli mieszkańcom Obórek, chodzili kiedyś razem do szkoły, spotykali się w różnych okolicznościach, żyli po sąsiedzku. Polacy nie mogli zrozumieć powodów ich okrucieństwa. Wstrząsające opowieści nie pozostawiały złudzeń. Zabrany przez szucmanów na podwodę, Antoni Trusiewicz z Rudnik był naocznym świadkiem zabicia około 5 - 6 letniego Żydowskiego chłopca. Padał deszcz, chłopczyk stał w lesie, oczy jego jak każdego dziecka wypatrywały pomocy. Zagłodzony, obdarty, nie miał siły uciekać, ani płakać. Szucman podszedł do Niego, złapał za nogi i uderzył głową w drzewo, która się rozpadła, a na drzewie pozostał mózg. Rzucił ciało chłopca w krzaki, wsiadł na wóz i zszokowanemu woźnicy kazał jechać, jakby nic się nie stało.

Z Niesześci do matki Ludwiki Domalewskiej szła córka Genowefa, zamężna za Kazimierza Lipińskiego. W lesie znalazła około 3 letnią dziewczynkę, zlitowała się nad nią, zabrała i szły obie do Obórek. Na drodze spotkał je szucman, jadący furą z Niemcem. Szucman zapytał „kto to”, a Ona że jej dziecko, Niemiec nie wtrącał się do rozmowy, szucman nie odstępował od dochodzenia. Pofatygowali się z nią i dzieckiem do Obórek, podjechali pod dom Domalewskich. Matka nic niewiedząca została zapytana „ile córka ma dzieci”, odpowiedziała "nie ma dzieci". Szucman pobił dotkliwie Genowefę po całym ciele i zostawił ledwie żywą.  Dziewczynkę zabrał na wóz i pojechali w kierunku na Hradę oddaloną o 4 km od Obórek, tam zabił dziecko strzałem w głowę i zostawił przy drodze.  

Koniec dla Obórek zbliżał się nieubłaganie. Najpierw wydarzyła się rzecz dziwna, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o partyzantach przyszło na nocleg 5 uzbrojonych, kim byli pozostało tajemnicą. Rano przyjechało 7 szucmanów, pojmali uzbrojonych bez ich oporu i powieźli do Kołek. W następnych dniach szucmani złapali w lesie dzieci Żydowskie, które przyznały, że posiadane jedzenie dostały w Obórkach. Wśród okolicznej ludności ukraińskiej krążyły też pogłoski, że Obórki wspierają żywnością Sowieckich Partyzantów, którzy pokazywali się już w terenie.

Rano 11 listopada zauważono kręcącego się szucmana, babcia Wiktoria Trusiewicz nakarmiła go śniadaniem i poszedł bez słowa.  Zaniepokojona zaistniałą sytuacją wyprawia swojego wnuka Feliksa s. zmarłego w 1934 r. Antoniego do rodziny w Rudnikach.

Około 10 – tej rano kolonię okrążyli szucmani, jednocześnie wyprowadzali mężczyzn z domów, katując ich pałkami. Po dokładnym przeszukaniu domów, 14 z nich zabrali do aresztu w Cumaniu. Wieczorem do Obórek wrócił z Rudnik, Feliks, jego mama Helena i babcia są bardzo zaniepokojeni i zachęcają go do ponownego odejścia.

Przed świtem 13 listopada do Cumania wyrusza pięć kobiet niosąc aresztowanym ciepłą odzież i jedzenie. Zaniepokojona babcia Wiktoria, targana złymi przeczuciami odprawia wtedy wnuka Feliksa ponownie do Rudnik, odchodzi razem z Heniem Trusiewiczem s. Franciszka.

Przed południem 13 listopada, ciężarowym samochodem przyjeżdżają szucmani, a osobowym dwóch Niemców. Wszyscy mieszkańcy zostali zegnani do domu Franciszka Trusiewicza, gdzie oczekiwali jak się wkrótce okazało na egzekucję. Wyprowadzani, na ganku kolejno się rozbierali i byli prowadzeni do stodoły gdzie czekał kat. Tam na krześle siedział Niemiec, na drugim krześle leżała amunicja, przyprowadzani kładzeni byli przed nim na słomie, a on strzelał. Wynoszono zabitych i przyprowadzano następną osobę. Zabito wszystkich, którzy byli na kolonii, nawet Ukrainki, kobietę w ciąży i dziewczynkę, przypadkowo tam przebywającą.

Świaszczennik Ojciec Szemekiło z Rudnik, uderzał w dzwon tak jak na pogrzeb, czekając z następnym uderzeniem aż całkiem zamilknie, wiedział o mordzie i współczuł Polakom. Po południu szucmani wracali z powrotem, wieźli zrabowaną odzież, rzeczy z mieszkań, gonili konie i krowy. Chłopcy z Obórek Feliks i Henio przebywający w Rudnikach z trwogą oczekiwali wiadomości. Ukraińcy, którzy rozmawiali z szucmanami potwierdzili najgorsze przypuszczenia, wszyscy zostali zabici. Na drugi dzień szucmani sprowadzają ludzi z Rudnik i Stawyhoroża, którzy do wykopanego dołu powrzucali zabitych.

W ten wieczór Feliks Trusiewicz i jego kuzyn Henio, dla bezpieczeństwa odchodzą z Rudnik. Feliks przedostaje się mimo kłopotów do Kiwerc. Henio idzie do Niesześci gdzie łapią go szucmani, następnie przewożą 14 listopada rano do aresztu w Cumaniu. Tam zostaje osadzony razem z wcześniej pojmanymi i opowiada o mordzie, areszt przepełnia wielka rozpacz. Następnego dnia ginie razem z nimi w egzekucji.

Kobiety wracające wieczorem 13 listopada z Cumania zostały schwytane przez przebywających w Obórkach szucmanów. Nie zabili ich jednak, a przyprowadzili do Rudnik, tam zamknięto je w domu Ukraińca Daniły, który wszystko im opowiada. Informuje o dokonanym pod ich nieobecność mordzie. W sobotę 14 listopada po południu, prowadzą kobiety do Obórek i tam rozstrzeliwują. Dół z wcześniej zabitymi był już zasypany, dlatego obok wykopano mniejszy i tam je zawalono.

Mężczyźni rozstrzelani zostają w niedzielę 15 listopada na „ługach” za Cumaniem w kierunku na Bereściany. Przed samym wyprowadzeniem na egzekucję, przyszedł szucman Kiszko, przedwojenny nauczyciel z Czernyża, z pytaniem „kto nie z Obórek”, zgłosił się Tadeusz Morawski z Klewania. Oddzielili go od pozostałych, których poprowadzili na śmierć. Morawski wypuszczony z aresztu za łapówkę wręczoną przez żonę, opowiedział o tym, co działo się z aresztowanymi, kiedy dowiedzieli się o mordzie od Henia Trusiewicza i czekali na swoją śmierć. Łącznie w Obórkach i Cumaniu zamordowano 53 osób.

Staraniem Feliksa Trusiewicza miejsce zbiorowego grobu upamiętniono małym metalowym krzyżem z tabliczką. Pamięć i miejsce mordu byłoby jednak zapomniane, gdyby nie troska ze strony śp. Czyraka Ukraińca z Rudnik. Jego ojciec brał udział w zakopywaniu Polaków, a kiedy syn podrósł pokazał mu miejsce i nakazał zachować pamięć. Do samej śmierci tak robił jak polecił mu ojciec, postawił nad Dołem Śmierci krzyż drewniany i ogrodził miejsce drągami.

Natomiast poszukiwanie miejsca zakopania mężczyzn koło Cumania, napotyka na nieprzewidziane trudności. Wcześniej nad ich Dołem Śmierci stał mały krzyż, który zaginą, umarli też świadkowie.

Polana, na której znajdowały się Oborki całkowicie zarosła lasem, pozostały tam, jako świadkowie stare dęby, zanikający błotnisty staw, dzikie bzy i drzewa owocowe w lesie.

 

                                                                                                                                             Janusz Horoszkiewicz

 

Ps. Powyższy materiał jest fragmentem przygotowywanej książki, o 56 upamiętnieniach polskich, wokół Huty Stepańskiej. Ze śp. Feliksem Trusiewiczem łączyła mnie przyjaźń telefoniczna. Nigdy nie spotkaliśmy się osobiście, jednak byliśmy jak najbliżsi krewni. Jesteśmy członkami wielkiej rodziny - Wołyńskich Dzieci. Feliks prosił w ostatniej rozmowie, jak w wielu innych o odnalezienie Dołu Śmierci w Cumaniu, gdzie zakopani są mężczyźni z Obórek. Wieczna Mu Pamieć.