Dziękuję w tym tomie swojemu nauczycielowi, profesorowi Andrzejowi Sulimie Kamińskiemu, którego wykładów słuchałem z kaset, które w stanie wojennym docierały do Polski. Wizja obywatelskiej Rzeczypospolitej, o której nikt lepiej od niego nie umiał opowiadać,  docierała nie tylko do profesorów przyszłych amerykańskich i izraelskich uczelni ale także do studentów z Polski.  I za to jestem bardzo profesorowi wdzięczny i mam nadzieję, że Rzeczypospolita będzie mogła mu podziękować za jego wkład w zmienianie fatalnego obrazu Rzeczypospolitej. Mało kto zrobił tyle na świecie by ten obraz wyprostować – mówił znakomity historyk, profesor Andrzej Nowak podczas premiery IV tomu Dziejów Polski.
Prof. Andrzej Sulima-Kamiński wymyślił , że na Georgetown University można i trzeba powołać Centrum Polskiej Historii i przygotował całą koncepcję z pomocą prof. Andrzeja Nowaka. Jest z nami również pani Eulalia Łazarska, która wspólnie z prof. Andrzejem Sulimą Kamińskim i również  przy pomocy prof. Andrzeja Nowaka, od wielu lat prowadzi projekt Recovery Polish History, w którym historyczne podręczniki akademickie, które ukazują się w świecie recenzowane są także z punktu widzenia historii Polski.  Nikt chyba  tyle nie zrobił dla naprawy tego, co fałszywie i niepełnie pokazuje się o historii Polski, co ten projekt.  Do realizacji projektu prof. Andrzeja Sulimy Kamińskiego potrzebne jest wyłącznie finansowanie rządu polskiego –Józef Orzeł uzupełnił wypowiedź profesora.

Finansowanie od lat ( przez wszystkie dotychczasowe ekipy rządzących) z moich, podatnika pieniędzy, w większości jest kierowane w Polsce na powielanie zakłamania lub niepełne prezentowanie historii Polski narzucone już w Polsce Ludowej. Wciąż ta sama narracja historii dokonań narodu polskiego, historii państwowości, historii dziedzictwa narodowego, historii kultury i sztuki i to zarówno w polskich podręcznikach szkolnych i akademickich, w polskich filmach, w polskich programach telewizji publicznej, w polskich placówkach kulturalnych i naukowych…, w przestrzeni publicznej. Wciąż autorzy wyedukowani w niewiedzy o pięknej  historii Rzeczypospolitej a raczej w pogardzie dla wielkości Polski i jej obywateli (z wyjątkiem Polski Ludowej, raju tworzonego przez komunistów dla szczęścia socjalistycznych obywateli) wpajanej im w komunistycznej narracji.
Dlaczego nie ma nadzoru merytorycznego, historycznego, naukowego nad treścią tworzoną za nasze wspólne, polskiego narodu pieniądze, by odkłamywać na korzyść ukazania ukrywanych dotąd dobrych stron Rzeczypospolitej a nie kontynuować fałszowanie historii Polski? W Polsce od wielu lat prowadzony jest projekt „ Zakłamanie  historii Polski”.



W TVP Historia obejrzałam 30 odcinek z serii Podróże z historią Radosława Kotarskiego-Burzliwe dzieje Kresów.  Program zrealizowany został w duchu francuskiej szkoły historii „Annales” a autor nazywany jest jednoosobową instytucją naukową – czytam w Centrum Informacji TVP.
Forma prezentacji rzeczywiście powielona z setek zagranicznych filmów popularyzatorskich,  narrator przemieszczający się energicznie i wymachujący rękoma w plenerze, na tle zdjęć z drona. Natomiast zawartość merytoryczna narracji  „jednoosobowej instytucji naukowej” dla mnie na poziomie przedszkola, nawet nie szkoły podstawowej.

Dla opisania nielicznych, wybranych z dziesiątków tysięcy historii miast i ludzi, realiów ich życia, działania, osiągnięć… na zabranych Ziemiach Wschodnich Rzeczypospolitej należących obecnie do Ukrainy, prof. Stanisław Nicieja potrzebował XV tomów zwięzłej, bogatej w treści, napisanej pięknym polskim językiem, opartej na dokumentach i relacjach świadków, narracji. Nikt nie napisał o nim „jednoosobowa instytucja naukowa”. Prof. Stanisław Nicieja jest również autorem serii merytorycznych filmów o miastach i twierdzach Rzeczypospolitej pokazywanych niegdyś w TVP, każdy 20 minutowy odcinek o jednym mieście. 
A czego dowiemy się o historii Jazłowca z filmu Radosława Kotarskiego?  
Znajdujemy się w Jazłowcu, dawnej potędze Rzeczypospolitej. Za mną widzimy ruiny zamku, twierdzy, do której niegdyś wchodziło się,  trudno to sobie może dzisiaj wyobrazić, ale tutaj wysoko, a jeszcze wyżej mamy herb rodu Sieniawskich. Wyobraźcie sobie państwo funkcjonowanie pod nieustannym napięciem, gdy jednego dnia wpadają Turcy drugiego Tatarzy i pewnego dnia Jazłowiec najzwyczajniej w świecie nie podźwignął się i chociaż herby pamiętają potęgę dawnej Rzeczypospolitej to nawet w dzisiejszej  ukraińskiej rzeczywistości, Jazłowiec to niewiele znacząca mieścina.
Film pana Radosława ma zaletę, jest to produkcją niskobudżetową. Wystarczy zmiana zdjęcia z drona , nazwy miejscowości, właścicieli herbu, nazwy napastników i już mamy setki historii polskich zamków i twierdz oraz ich mieszkańców na Ziemiach Wschodnich Rzeczypospolitej.

Podczas Targów Historycznych prezentowana była działalność wydawnicza Narodowego  Centrum Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, w  tym najnowsza pozycja projektu Historia Poszukaj.
https://www.nimoz.pl/aktualnosci/najnowsza-publikacja-projektu-historia-poszukaj.html
Przejrzałam publikację i ze smutkiem stwierdziłam, że oprawa graficzna czyli forma doskonała, ale poszukiwania historii II RP przez autorów tej pozycji przeznaczonej, jak czytam na stronie,  dla uczniów starszych klas szkół podstawowych, uczniów szkół średnich, studentów i nauczycieli oraz wszystkich miłośników historii ograniczyły się do powielania stereotypów z  PRL i obecnego spojrzenia feministek na kobietę, matkę, rodzinę, emancypację kobiet i kościół.
Nie znalazłam choćby jednego zdania o Krzemieńcu –w 1918 r. głównie za sprawą Józefa Piłsudskiego odtworzono Ateny Wołynia i fenomen Czackiego czyli kompleks zakładów edukacyjnych w Krzemieńcu- , w którym wyedukowała się plejada naukowców, artystów, polityków, przyzwoitych i mądrych ludzi. Nie było wzmianki o bohemie artystycznej z Krzemieńca a nawet o sklepie Izaka Moszkiewicza, uwiecznionego we wspaniałej prozie Włodzimierza Paźniewskiego, czy słynnym browarze Czecha Józefa Martinka. Ale jest w pozycji wzmianka o szkole żydowskiej w Rzeszowie i dwukrotnie informacja wielozdaniowa o antysemityzmie w II RP, gettach ławkowych, Obozie Radykalnym i pogromach Żydów w Częstochowie i Lwowie.

Nie ma w tej publikacji żadnej wiedzy na temat znaczenia dla narodu polskiego i państwa wiary rzymskokatolickiej, kościoła, wielkiego wkładu duchownych w naukę, oświatę, politykę, muzealnego charakteru kościołów, kaplic, klasztorów, artystycznego znaczenia ich wyposażenia, politycznego i symbolicznego znaczenia budowli we Lwowie, Wilnie, Grodnie, artyzmu w nagrobkach na cmentarzach lwowskich, wileńskich, stanisławowskich itp., edukacji i akcji charytatywnych, prowadzonych przez zgromadzenia duchowne, o współpracy świeckich z duchownymi (podczas wizyt  Prezydent Ignacy Mościcki (absolwent Politechniki Lwowskiej, wybitny naukowiec i technolog w Szwajcarii i Rzeczypospolitej, twórca polskiego przemysłu azotowego) spotykał się z przedstawicielami  kościołów wszystkich wyznań),  o świeckich fundatorach kościołów itp. Jest jedno zdanie o wierze w publikacji: Zdecydowana większość Żydów była przywiązana do swej religii – judaizmu  i drugie: W archiwum Polskiego Radia zachowały się nauki rekolekcyjne arcybiskupa lwowskiego obrządku ormiańskiego Józefa Teodorowicza z 1938 r. Zabrakło drugiego zdania o tym , gdzie urodził się, gdzie pracował i jakim posłem był w Sejmie II RP , jak płomienne mowy wygłaszał i dlaczego usunięto jego ciało z krypty przed wkroczeniem sowietów do Lwowa. Nie wiedzą autorzy publikacji, iż to pamięć i szacunek dla hasła Bóg Honor Ojczyzna  zmobilizowały tysiące Polaków do powrotu do II Rzeczypospolitej w 1918 r. z ciepłych posad i dostatniego życia prowadzonego po ukończeniu edukacji w najznakomitszych uniwersytetach świata, by Polskę Niepodległą odbudować.

W publikacji dominuje stereotyp o polskich kresach, który  sugeruje, że były to obszary rolnicze, a ludność utrzymywała się głównie z uprawy ziemi. Tymczasem na kresach istniały duże zakłady produkcyjne, jak choćby największa i najnowocześniejsza swego czasu w Europie rafineria ropy naftowej "Polmin" w Drohobyczu, Fabryka Papierosów i Cygar w Zabłotowie, bekoniarnia w Złoczowie (zasypująca swymi wyrobami mięsnymi Anglię) czy cukrownia w Chodorowie.
W 1912 r. syn księżnej Elżbiety Lanckorońskiej i austriackiego feldmarszałka Kazimierza de Vaux, hrabia Jan Zamoyski i inżynier Bronisław Albinowski założyli spółkę Towarzystwo Akcyjne Chodorów z zamiarem zbudowania cukrowni. Byli to ludzie z wyobraźnią, przypominający słynną trójkę z "Ziemi obiecanej". Pomysł przekuli błyskawicznie w czyn. Wzięli kredyt w banku lwowskim, zatrudnili na stanowisku dyrektora Towarzystwa inż. Stanisława Kremera (1876-1935) - zdolnego i doświadczonego cukrownika po studiach technologicznych w Wiedniu i praktykach w cukrowniach Czech, Moraw i Niemiec, a projekt samej cukrowni zamówili u cenionego architekta czeskiego, Macieja Blacha, który miał już w dorobku wybudowane cukrownie w Rumunii, Włoszech i Bułgarii. Nadeszła wojna, najazd wojsk ukraińskich, potem bolszewickich. Właściciele cukrowni nie poddali się, w II RP udało się stworzyć w Chodorowie jeden z najnowocześniejszych zakładów cukrowniczych w Europie. Wzniesiono potężne zabudowania o niebanalnej architekturze, stworzono całą sieć socjalnych udogodnień dla załogi cukrowni, w tym specjalne osiedle mieszkaniowe - od nazwiska pierwszego dyrektora, Stanisława Kremera - "Kremerówką" zwane. Dla pracowników stworzono klub towarzyski, salę muzyczną i teatralną, czytelnię, założono orkiestrę fabryczną. Dla dzieci pracowników i zatrudnionej młodzieży założono park sportowy z boiskiem, lodowiskiem, strzelnicą i kortami. Cukrownia utrzymywała 10 km własnych dróg bitych. Zakładała szkoły w okolicznych wsiach i budowała tam domy ludowe. Był to jeden z najbardziej rozwiniętych, twórczych ośrodków przemysłowych II Rzeczypospolitej. Jednym z wybitnie zasłużonych dyrektorów dóbr cukrowni - żyznych pól buraczanych, których areał w 1929 r. liczył ponad 7 tys. ha - był inż. Lucjan Rydel, syn poety młodopolskiego, znanego powszechnie dzięki "Weselu" Wyspiańskiego.

Nie przeczytałam w publikacji o firmie Baczewskiego we Lwowie, którego alkohol pakowany w specjalnie projektowane przez artystów wzornictwa opakowania, trafiał do odbiorców na całym świecie. U zarania II Rzeczypospolitej firma Baczewski przeprowadziła pierwszą w Polsce profesjonalną kampanię reklamową. Zamówiono kilkadziesiąt rysunków reklamowych, które pojawiały się w czasopismach. Estetyka i różnorodność reklam zachęcały do ich zbierania. Od 1930 roku wyroby J.A. Baczewski były wysyłane samolotami do Paryża, Pragi i Wiednia, gdzie firma otworzyła swoje filie. Do Paryża wysyłane były samolotami codziennie wyroby cukiernicze ze słynnej cukierni Zalewskiego we Lwowie.
Nie przeczytałam o urodzonym we Lwowie polskim architekcie modernistycznym Karolu Schayerze, obrońcy Lwowa i uczestniku walk z bolszewikami, który zrealizował nowoczesne Muzeum Śląskie w Katowicach uznane przez Niemców za sztukę zdegenerowaną i zburzone w 1941 roku, oraz inne obiekty w Katowicach, Chorzowie, Krakowie a po wojnie jako "żołnierz wyklęty" pozostał w Bejrucie, projektował budynki w Bejrucie, Libanie, Saidzie, wykładał grafikę w Bejrucie. Takich postaci ze  świata sztuki, architektury, nauki ze Lwowa mamy setki i w PRL nie mogliśmy o nich również pamiętać.
A uzdrowiska? Może warto przytoczyć wykaz Departamentu Służby Zdrowia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 1932 roku wydany z hasłem: Nie chwalcie cudzego, poznajcie swoje, kochajcie Polskę czynem, leczcie się w uzdrowiskach krajowych! W wykazie 56 uzdrowisk zrzeszonych w związku i 6 nie zrzeszonych.
Ileż innych wspaniałych dokonań naszych przodków można przedstawić dla przykładu i dla wzrostu naszej wiedzy i dumy z ich dokonań. Najistotniejsze to brak w wydawnictwie muzealnym informacji o muzeach II Rzeczypospolitej np. we Lwowie. Galeria Narodowa m. Lwowa ul. Ossolińskich 2 i ul. Hetmańska 20, Muzeum m. Lwowa Rynek 4, Muzeum Narodowe im. Króla Jana III Rynek 6, Muzeum Przemysłu Artystycznego, Zbiory Bolesława Orzechowicza ( w 1926 r. przeznaczył 2 dotacje w wysokości 20 tys. i 14 tys. dolarów na działanie Towarzystwa Naukowego we Lwowie) , Muzeum im. Lubomirskich, Muzeum im. Dzieduszyckich, Muzeum Narodowe ruskie, Muzeum Stauropigjalne, Muzeum Przemysłowe Miejskie , Muzeum Tow. Im Szewczenki, Panorama Racławicka, Diorama pl. Targów Wschodnich ( Przewodnik po Lwowie 1933)  a oprócz tego wspaniałe zbiory biblioteczne. I tak prawie w każdym większym mieście Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej, nie tylko świeckie prywatne czy narodowe (polskie)  ale i kościelne zbiory.
To prywatne zbiory Karoliny Lanckorońskiej  wzbogaciły Muzeum w Zamku Królewskim w Warszawie.
Zarządzeniem Ministra  Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 3 lipca 2018 r. nadano statut Narodowemu Instytutowi Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów. Minister zapewnia środki potrzebne do utrzymania i rozwoju Instytutu.


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp9.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud18.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 499 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8271932