W lipcu 1943 r. pani Irena, jako 6-letnie dziecko, musiała wraz z całą rodziną opuścić Wołyń. Helena Miszkiewicz, mająca dzisiaj 95 lat, matka śp. Ireny, widzi zamysł Boży w ocaleniu ich rodziny, gdy musieli uciekać ze wsi Huta Stepańska przed zbliżającymi się bandami UPA. Gdy uciekali wtedy w pole z obrazem Matki Bożej, nie wiadomo skąd nadciągnęły deszczowe chmury i ulewa zasłoniła uciekających przed zbliżającymi się oddziałami ukraińskimi, które niszczyły wszystko co polskie: ludzi, zagrody, domy, dobytek. Rodzina została wywieziona do Niemiec i tam pracowała w różnych obozach pracy, jako przymusowi robotnicy aż do wyzwolenia przez Amerykanów w kwietniu 1945 r. W 1951 r. jako emigranci wyjechali do Ameryki, osiedlili się w Chicago, gdzie do dzisiaj mieszkają mama i trzy siostry Ireny: Jadwiga, Roma i Teresa.
Tułaczy los Polaków z Wołynia na zawsze pozbawił ich więzi z ziemią rodzinną. Ból rozstania z tym, co było dla nich najdroższe był tym większy, że nie mogli oni odwiedzać swych rodzinnych stron ze względu na zakaz władz komunistycznych ZSRR. Dopiero w 1991 r. władze Ukrainy zezwoliły na odnawianie polskich cmentarzy i zrujnowanych kościołów należących niegdyś do Polski.
Pani Irena jako przedstawicielka Koła Ziemi Wołyńskiej w Chicago nawiązała w tamtym czasie kontakt z innymi Polakami pochodzącymi z Wołynia, a mieszkającymi w Polsce. To przy jej wydatnej pomocy Wołyniacy z Chicago postawili pomnik na cmentarzu w Hucie Stepańskiej dla uczczenia pomordowanych tam Polaków. Najbardziej wzruszająca dla śp. pani Ireny podróż na Wołyń miała miejsce w 2001 r., kiedy Ukrainę odwiedzał Papież Jan Paweł II. Pani Irena zorganizowała wtedy pielgrzymkę Wołyniaków z Chicago. Najpierw pojechali do Lwowa, na spotkanie z Papieżem, a następnie wyruszyli w sentymentalną podróż do stron rodzinnych. Trasa wiodła przez Krzemieniec, Równe, Sarny, Kostopol, Stepań do Huty Stepańskiej. Wszyscy pragnęli jak najwięcej zaczerpnąć z tych miejsc swojego dzieciństwa, zbierając kwiaty, liście z drzew i poleskie zioła. Niektórzy pojechali, jak dawniej furmanką do pobliskiego lasu i do uzdrowiskowego ruczaju solankowych wód, gdzie było sanatorium lecznicze zwane „błotami”. Odwiedzili kamieniołomy w Janowej Dolinie, słynne unikalne bazalty, które wydobywano jedynie w dwóch miejscach na świecie: w Kaliforni i koło Kostopola na Wołyniu. „Kostopolszczyzna, to Kalifornia Wołynia, kraina uboga i zarazem słodka kraina przeszłości. Jej bazaltowe skarby spłukują wody obu potężnych rzek wołyńskich: Słuczy i Horynia, które toczą swe wody wśród czarownego krajobrazu: lasów, bagien, kamiennych brył granitu i bazaltu” - tak pisał o tamtych stronach Leonard Szutkowski, budowniczy i dyrektor Państwowych Kamieniołomów w Janowej Dolinie w 1939 r.

Dzisiaj pozostały tylko wielkie urwiska po kamieniołomach zalane wodą. Niektórzy z pielgrzymów mieli szczęście trafić do swoich domów, które ocalały po wojennej pożodze, a nawet wejść do swojego kościoła np. w Tuczynie, gdzie przyjmowali Pierwszą Komunie św., a dziś stoi on jako ruina - świadek tragicznej historii. W trakcie tamtej pielgrzymki pani Irena pragnęła, by wszyscy jej uczestnicy dotarli do miejsc rodzinnych, tych pamiętanych jeszcze z dzieciństwa, by odwiedzili zwłaszcza kościoły, które powstawały z ruin przy wydatnej pomocy Wołyniaków z Chicago, jak to ma miejsce w Równem, w Maniewiczach, Kiwercach, Rożyszczach, Zaturcach, Hołobach i oczywiście dotyczy także katedry w Łucku, która przyjęła pielgrzymów uroczystą grą na organach i śpiewem miejscowego chóru „Gaude Mater Polonia”.
Pani Irena, mówiąca z pięknym wołyńskim akcentem, ujmowała wszystkich swoją dobrocią i wielkim zaangażowaniem dla spraw Ojczyzny i Kościoła. Wdzięczność za jej oddanie dla dzieci i młodzieży wyrażali w domu pogrzebowym przedstawiciele szkoły im I. Paderewskiego, na czele z kapelanem nauczycieli polonijnych ojcem W. Gryzło, jezuitą. Zaś przedstawiciel Koła Ziemi Wołyńskiej H. Kołodyński złożył w imieniu wszystkich Kresowiaków w Chicago garść ziemi wołyńskiej do trumny Zmarłej, jako podziękowanie za jej trud i umiłowanie Wołynia.
Mszę św. w parafialnym kościele Ireny Żarczyńskiej w św. John Brebeuf w Niles odprawił ks. Adam Galek - kapelan Koła Ziemi Wołyńskiej i o. Władysław Gryzło. Na początku Mszy św. we wspólnej modlitwie wszyscy połączyli się z tymi, którzy nie mogli przybyć na pogrzeb, a byli bliscy jej sercu, jak bracia: ks. Jan i ks. Kazimierz Brzozowski - kuzyni pani Ireny. Podczas homilii ks. Adam podkreślił wiarę i patriotyzm Ireny, które były zawsze obecne w jej życiu. A przejście do niebieskiej ojczyzny poprzedziło jej cierpienie, które przyjęła w duchu miłości, przyjmując w przeddzień śmierci Chrystusa w Komunii św.

Artykuł napisał:  Ks. Adam Galek z okazji pożegnania  Ireny Żarczyńskiej, pochodzącą z Wołynia znanej i zasłużonej działaczki polonijnej w Chicago. Koło Ziemi Wołyńskiej i Sobotnia Szkoła Polska im. Paderewskiego oraz najbliższa rodzina i przyjaciele, żegnali ją 17 marca 2007 r. na cmentarzu św. Wojciecha. Tekst wyszukał i wstawił B. Szarwiło za: https://www.niedziela.pl/artykul/49580/nd/Pozegnanie-Wolyniaczki


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp4.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud13.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 829 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8962016