1 lutego 1945 roku:

We wsi Dobrowody pow. Zbaraż:01.02.1945 r. zostali zam. Polacy: 6 osób NN”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do listy strat ludności polskiej podanej przez Komańskiego i Siekierkę dla województwa tarnopolskiego [2004]; w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 7, pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2015; w: http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl/attachments/File/2__Ksi____ka_tom_7.pdf). 

We wsi Siedliska pow. Brzozów banderowcy zamordowali Piotra Cichockiego.

We wsi Wyżłów pow. Sokal obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 21 Polaków.

We wsi Żeżawa pow. Zaleszczyki  z rąk banderowców zginęli: Linowska Klara siostra zakonna l. 60, Łysek Antonina l. 60, Okońska Józefa l.70, Ramach Antoni l.40, Maria l. 38, ich córka Czesława l. 14, i syn Albin l. 10, Ryczaj Józef l. 45, Stachurski Stanisław l. 50, Stecka Anna l. 50, Sutyk Maria (z Wysockich) l. 25, Szymańska N., Winiarska Maria l. 40, Franciszek l. 10, Wojnarowski Jan l. 10, Wiszniewska Leontyna, Wytrykusz Michał, Dorota l. 65, jej córka Antonina l. 35, syn Antoniny Stefan l. 6, Joanna l. 22, Józef l. 4, Eudokia l. 28, Zielińska Helena l. 77. (Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003). 

    2 lutego: 

We wsi Borownica pow. Dobromil banderowcy uprowadzili i zamordowali 3 Polaków. Inni: „2 lutego 1945 r. na drodze do Dynowa zostali zamordowani przez banderowców mieszkańcy Borownicy: Franciszek Budnik, Jan Metyk, Jan Pocałuń i Jan Wójcik.” (Artur Brożyniak: "Zagłada Borownicy. 20 kwietnia 1945 r."; w: "Głos znad Sanu", nr 21, 2012 r.). 

We wsi Czahary Zbaraskie pow. Zbaraż po torturach zamordowali 17-letniego Polaka.  ukrywającego się u Ukraińca (był to Gustaw Drobnicki) oraz jego matkę. (Kubów..., jw.). 

We wsi Dubka woj. stanisławowskie: „02.02.1945 r. zostali zamordowani: 1-2. Dżawynowycz Jan s. Franciszka (urodzony w r.1902) oraz Szmegiel Józef s. Michała (brak r. ur.)”. (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie listy strat ludności polskiej /…/. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, Kędzierzyn-Koźle 2016. Za:  Ludobójstwo OUN-UPA tom 8 - Stowarzyszenie Kresowian). 

 

We wsi Jezierna pow. Zborów spalili żywcem 2 Polaków: Marka Kamińskiego i jego żonę.

We wsi Młyniska pow. Trembowla 2 lutego 1945 r. zamordowano lub spalono 20 osób. Ustalono 14 nazwisk, wśród nich 5 kobiet, 5 dzieci, 4 mężczyzn, wśród nich nazwisko Woźniak Jan lat 42. Rannych zostało 20 osób. (http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=404924 ).

We wsi Niemstów pow. Lubaczów miejscowi Ukraińcy zamordowali Rozalię Mazurek. 

We wsi Porchowa pow. Buczacz po mszy pożegnalnej odprawionej przez ks. proboszcza Franciszka Rozwoda  Polacy zaczęli  wyjeżdżać; w okolicach wsi Zubrzec na jadących na 3 furmankach 4 Polaków napadli Ukraińcy i zamordowali ich (w tym ojca z 12-letnim synem) zabierając wozy i konie.

W miejscowości Uście Zielone pow. Buczacz  podczas nocnego napadu UPA i okolicznych chłopów ukraińskich zginęło 133 Polaków, byli oni paleni żywcem, wiązani drutem kolczastym całymi rodzinami i topieni w rzece Dniestr, rąbani siekierami. Kilkunastu schwytanych chłopców z  „Istriebitielnego Batalionu” banderowcy wyprowadzili do rzeki Dniestr, rozebrali do naga i kazali tańczyć po lodzie strzelając im w nogi, kto upadł, żywy czy martwy, był spychany do przerębli pod lód. Ukrainiec Sławko Hołub za odmowę mordowania Polaków powieszony został za ręce na drzewie i skłuty bagnetami, na piersiach powieszono mu kartkę: „Chto ne znamy, toj proty nas.”  

 

   W nocy z 2 na 3 lutego: 

W miasteczku Czerwonogród pow. Zaleszczyki około godziny 22.ataku dokonały sotnie UPA „Siri Wowky” i „Czernomorci” pod osobistym dowództwem kurinnego Petra Chamczuka „Bystrego”. Upowcy w białych, maskujących ubraniach wdzierali się do domów i zabijali napotkane osoby bez względu na płeć i wiek. Podpalano drewniane zabudowania. Polska ludność ewakuowała się do ustalonych miejsc schronienia (młyn, zamek, kościół i Dom Ludowy), gdzie była broniona przez żołnierzy IB. Czota „Burłaki” z sotni „Siri Wowky” zdołała zdobyć zamek, jednak zgromadzona tam ludność pod osłoną IB została ewakuowana do kościoła. Po zdobyciu zamku próbowała schronić się w nim 4-osobowa rodzina Romachów, w wyniku czego została pojmana i przy użyciu tortur zamordowana. Obrońcy Domu Ludowego zabarykadowali drzwi i okna na parterze i z góry razili napastników strzałami z broni palnej i granatami. Podczas ataku UPA zajęła także klasztor szarytek w Nyrkowie. Zamordowane tam zostały siostry Henryka Bronikowska i Klara Linowska. W schowku pod ołtarzem uratowała się s. Władysława z dwoma kobietami i dwojgiem dzieci. W Czerwonogrodzie w wyniku ataku serca zmarł proboszcz miejscowej parafii, ks. kanonik Szczepan Jurasz, ukrywający się w skalnej grocie. Nad ranem sotnie UPA wycofały się.(Za:  Biuletyn IPN Nr 1–2 ( 96–97) STYCZEŃ–LUTY 2009). Zginęło, bądź zostało zamordowanych 65 Polaków, 20 zostało rannych, z których część potem zmarła. „Był to Pierwszy Piątek lutego 1945 [roku] […] – dzień Święta Matki Bożej Gromnicznej. […] Udałam się z dziećmi […] do kościoła parafialnego [w Czerwonogrodzie]. […] Po sumie Ks. K[anonik Szczepan] Jurasz prosił mnie, żeby powiedzieć S[iostrze] Przełożonej, aby Siostry z dziećmi zeszły na noc [z klasztoru w Nyrkowie] do Czerwonogrodu, bo są złe wiadomości. Myśmy pozostały w klasztorze, zachęcając jednak dzieci, aby poszły na noc do szkoły […]. Dzieci nie chciały się zgodzić na opuszczenie klasztoru. […] Około godz. 21 słychać było ruch sań przejeżdżających drogą w pobliżu klasztoru. […] Po pewnej chwili podeszłam do okna. […] Wystrzelone rakiety oświeciły Czerwonogród, wtedy zobaczyłam wielu mężczyzn uzbrojonych z karabinami w pobliżu muru [idących] w kierunku wsi. […] Ujrzałam białe postacie z pochodniami, jak schodziły w dół, […] pierwsze pożary domów, które są na skraju wsi – miały strzechy słomiane. […] Wkrótce strzały karabinowe, ludzie w popłochu, widząc pożary, palące się stodoły, chlewy, ryczące bydło, ratowali się ucieczką, nagle napadnięci ginęli od noży lub kul. Krzyki, jęki ludzkie i wycia zwierząt palących się dolatywały do moich uszu […]. Wioska otoczona przez banderowców miejscowych ze wszystkich stron. Miejscowi ludzie więc wpadali w ich ręce, gdyż zwoływali ich do siebie. W nocy ciemnej nie poznawali, więc padały ofiary okrutnie masakrowane. […] Nagle zauważyłam, że gromada banderowców zbliża się pod klasztor […]. Zebrałam wszystkie dzieci, wraz z siostrą przełożoną udałyśmy się do kaplicy, aby przygotować się do ostatniej chwili swego życia. Wejściowe drzwi były na noc zabarykadowane. Zaczęto walić w drzwi i rąbać siekierami, wołając ≫Lachy, otwórzcie≪. […] Nagle poczułam, że ja umieram, ciemno mi w oczach, zapadam się gdzieś w ciemnej przestrzeni, nagle jakby powstał wielki huk i wielka światłość rozświeciła, to trwało sekundę, w tym momencie z tej światłości usłyszałam polecenie ≫Chowajcie się pod ołtarz≪. Ocknęłam się w tym momencie i powtórzyłam te słowa. […] Siostra przełożona szybko odsunęła mensę i natychmiast dzieci tam weszły, ale mi też nakazała, abym była tam z dziećmi. Szybko zasunęła wejście ołtarza i obok weszła do zakrystii, za Nią przyszła jeszcze S[iostra] Bronikowska […]. Ołtarz niewielki, więc było ciasno. Dzieci nie były znów takie małe. […] W tym momencie, wierzę do dziś, że gdy ołtarz był tak wypełniony, zostałam natchniona myślą zesłaną od Boga i powiedziałam [do] dzieci: ≫Odsuńcie się od desek, aby była głucha przestrzeń≪. […] Gdy wpadli do kaplicy, zapalili świece i zaczęło się poszukiwanie za nami […]. Jedna z dziewczynek poznała przez głos i małą szparę, że to był syn diaka ze wsi Nyrków. Nagle próbuje ruszyć ołtarz, ale ołtarz był przymocowany do ciężkiego stopnia. Puka więc w ścianę ołtarza tuż przy mnie. Po kilku razach uderzeń z trzech stron, ogłosił: ≫Pusto, głucho≪. […] Nagle widzę, że marmur w ołtarzu z relikwiami unosi jeden, podniósłszy obrus. Widzę jego palce nad głową jednej dziewczynki, przerażona, że może on teraz [nas] zauważyć. […] Byłam pewna, że mogą zaraz nas wyciągnąć. Odszedł […], ale strzelił po ścianach bocznych kaplicy […]. Po chwili poszukiwania przystąpili do rąbania drzwi do zakrystii. Tam była siostra przełożona i druga siostra. Gdy weszli, zaczęli się odgrażać, że jako Lachy będą zaraz spalone. […] Słyszałam, jak zmuszano s[iostrę] przełożoną, by powiedziała, gdzie ja jestem i dzieci. Gdy odpowiedziała, że nie wie, bito Ją. […] Wyszli znów na poszukiwania na strychu, gdzie zaczęto strzelać wokoło z automatu, myśląc zapewne, że tam jesteśmy. Gdy panowała cisza, zeszli z powrotem. I nanoszono słomy do kaplicy i podpalono, ale na szczęście słoma była wilgotna i tylko się tliła […]. Po tej czynności wyprowadzono s. przełożoną Klarę Linowską i s. Bronisławę Bronikowską na parter. Będąc schowana w ołtarzu, słyszałam cztery strzały, które zmasakrowały głowę i twarz s. Klary Linowskiej, a s. B. Bronikowskiej wbito w plecy nóż, zadając jej cios śmiertelny. Po tych czynach zbrodniczych zabrano się do grabieży naszych rzeczy”. (Siostra Władysława Sobierajska ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo; fragmenty relacji ze zbiorów Ewy Siemaszko). „Pierwsze strzały postawiły na nogi całą wioskę. Czerwonogród otoczony był płonącymi pochodniami. Ze wszystkich stron raziły kule karabinowe. W trzech krańcach wsi wybuchły pożary. Od strony Szutromieniec spalono zabudowania, skąd uciekali ludzie. Jak się okazało spalono tam 8 domów i zginęło 10 osób. Kto żyw wycofywał się do centrum. Paliło się na przeciwległym krańcu tzw. „kącie". Tam spalono 14 domów, zginęło 20 osób. Dom Winiarskich został spalony. Tam zginęła Marta Winiarska. W okolicach Domu Ludowego został ciężko ranny w biodro Bronisław Stachurski. Zniesiony z posterunku przez córkę Czesławę i jej koleżankę bardzo krwawił. Nie mogły zatamować krwi. Tymczasem dwaj młodsi bracia bronili dostępu do wnętrza, gdzie leżał ojciec. Wokół słyszano jęki i strzały. Wreszcie dziewczęta po zaopatrzeniu ojca ratowały innych rannych, których przybywało. Rany były okropne. Między innymi rannemu w brzuch Dmytruszyńskiemu Cesia Stachurska wyciągała wełnę z kożucha, wplątaną w ranę. Relacjonuje Czesław Świderski: Strzelanina i dzikie wrzaski podpalaczy mieszały się ze szczekaniem psów i ryczeniem bydła w płonących stajniach, a nadto unosiły się jęki mordowanych ludzi, którzy nie zdążyli uciec z bezpośredniego zagrożenia. Po pierwszych wystrzałach zacząłem ubierać się. Matka obudziła siostrę, która nieprzytomnie wstała na łóżku i zwaliła się z jękiem wołając: jestem raniona w samo serce. Zobaczyłem jak z jej piersi tryskała fontanna krwi. Oddał do niej strzał bandyta stojący już pod naszym oknem. Za chwilę banderowcy wpadli do mieszkania, gdzie na podłodze leżała w kałuży krwi moja siostra Janina. Wyciągnęli z siennika słomę i wokół niej rozpalili ognisko. Matka w tym czasie skryła się w komórce pod sieczkarnią. Ja z bratem ukryłem się w drugim mieszkaniu pod piecem gdzie zostaliśmy zasłonięci przez bandytę szukającego pozostałych mieszkańców domu. Byli to ludzie znajomi, bo od razu rozpoznali moją siostrę, o czym następnego dnia donieśli mojej babce mieszkającej jeszcze w Nyrkowie. Po wyjściu bandytów ugasiliśmy płonąca słomę. Za chwilę wpadli drugi raz i wyciągnęli z drugiego łóżka słomę rozniecając na nowo. Ponownie ugasiliśmy ogień kładąc siostrę na łóżku. Wtedy bandyci zorientowali się że, jest ktoś w domu, kto ranną dziewczynę zabrał. Oblali, więc dom benzyną, podpalili i odeszli. Usłyszeliśmy silne chrapanie siostry i ciszę. Wyskoczyliśmy z płonącego domu obaj z bratem, kryjąc się pomiędzy snopami kukurydzianki opartej o parkan, gdzie przesiedzieliśmy do rana... Na trzecim odcinku obrony od tzw. „lewady" bronili się Wysocki Marcin ze „znariadką", Wierzbicki Marcin z„mauzerem", Dąbrowski Ignacy i Okoński Marcin z „pepeszami". Ci czterej nie zeszli ze swoich stanowisk, mając dobrą osłonę za plecami i kładli pokotem każdego, który wyskoczył z lasu i podążał z zapaloną wiązką słomy do zabudowań. Dopiero, kiedy Marcin Okoński został ranny w szczękę bandyci wdarli się między domostwa. Do tej pory większość mieszkańców zdołała uciec i skryć się w kościele. Nie zdążyła uciec jedynie stara Grzesińska i jej córka Maria Sutyk. Jej półtoraroczna córeczka Hania została znaleziona nazajutrz w kałuży krwi. Zabrała ją i zaopiekowała się do czasu powrotu z frontu ojca, pani Samogowa. Marcin Wysocki mimo odniesionej rany w nogę nie zszedł ze swego odcinka do końca. Po rozwidnieniu się naliczono na tym odcinku 12 kałuż krwi bandyckiej. /.../  W zdobytym zamku napastnicy zamordowali rodzinę Romachów i wszystkich mieszkańców oficyn. Broniąc dostępu do miasteczka od strony zdobytego zamku zginęli Eugeniusz Bobryk i Ignacy Karasowski, 16 letni Alojzy Glezner został śmiertelnie ranny. Zmarł po napadzie podobnie jak Bronisław Stachurski. Józef Ryczaj zginął koło swego domu, śpiesząc na ratunek żonie i dziecku. Maria Sutyk zginęła trzymając na ręku półtoraroczną córeczkę Hanię. Po napadzie znaleziono dziecko przy zmarłej matce. Przeżyło... Napastnicy, pomimo znacznej przewagi, nie mogli zdobyć wsi. Zaczęło świtać, gdy usłyszano wołania: „bratia widstupajem" (bracia odstępujemy). Relacja młynarza Szuby: „Byliśmy przygotowani, gdyż młyn był pod lasem, toteż spodziewaliśmy się, że tu odbędzie się pierwsze natarcie bandy. Przed młynem stało 12 furmanek czekających w kolejce na przemiał. Była godzina 21:30, młyn pracował na pełnych obrotach, wszyscy pracownicy na swoich stanowiskach, podwórko młyna oświetlone. Noc była mroźna, dużo śniegu, ale była też wyjątkowo jasna. Przyszedł Grzybiński i księgowy Żołyński ze słowami:, „ale piękny wieczór, jasno, dużo śniegu - może przeżyjemy tę noc spokojnie". W powietrzu była niepokojąca cisza, którą zagłuszał szum wodospadu, cisza z tych, które zwiastują wielkie nieszczęście. Nagle padły strzały znad wodospadu na młyn. Powstało zamieszanie, ludzie zaniepokojeni kręcili się przy swoich wozach, pracownicy wylegli z młyna. Mieliśmy przedostać się do Domu Ludowego, gdzie był nasz punkt zborny na wypadek napadu. Niestety było za późno, ponieważ byliśmy pod obstrzałem bandy usytuowanej na górze, więc i tak czekałaby nas pewna śmierć. Ludzie w panice ukryli się każdy gdzie mógł, np. bracia Owadowie ukryli się między walcami i ocaleli, zginęła tylko Kasia Rzepiej. Członkowie bandy, aby zamaskować się ubrani byli na biało, tylko czarne punkty na śniegu to ich głowy, kulali się po śniegu w dół z góry. Zaczęła się prawdziwa masakra, zewsząd dochodził zgiełk, hałas, krzyki ludzi, wołanie o pomoc. Wszystko się pali; płoną domostwa, plebania, jęki ludzi mieszają się z rykiem oszalałego bydła, wyciem psów, rżeniem koni, kwikiem świń. W powietrzu dym, smród — śmiertelna zgroza. Dochodzą wieści; zamek, który był jednym z miejsc obronnych, jest mocno atakowany, z zamku obrońcy i ludność, która się schroniła wycofują się do kościoła - to źle; jeżeli zaatakują kościół to koniec. Garnizon w Uścieczku przyrzekł pomoc, toteż wysyłał umówiony znak - wystrzeliwując pięć zielonych rakiet, odpowiedź przyszła natychmiast; na niebie zajaśniało światło zielone, pięć sygnałów. Kieruję obroną usytuowaną w Domu Ludowym, gdzie był wyznaczony punkt zborny dla ludności cywilnej (drugi w zamku i w kościele). Banda podchodzi coraz bliżej Domu Ludowego, ci co bronili go od zewnątrz, kryją się teraz w domu; banda naciera. Obrońcy szczelnie ryglują dolne wejścia i okiennice. Panika wśród chroniącej się tu ludności, krzyki, lament, płacz dzieci. Obrońcy bronią domu z górnych okien budynku, w końcu brak amunicji, zostały tylko granaty. Granaty wyrzucane są przez okna w kierunku bandy, granaty skończyły się - rozpacz. Każdy z obrońców wyjmuje swój osobisty pistolet, każdy nabój „na wagę złota", zostawiają sobie po dwa naboje w kieszeni - dla siebie, - bo nie oddadzą się żywcem w ręce wroga. W kościele, część zgromadzonych tam obrońców walczy dzielnie, nie dopuszczają wejść bandzie od strony zamku. W kościele jest ksiądz Jurasz i bardzo dużo ludzi. Detonacje są coraz silniejsze; banda zwołuje się, ucicha - wycofują się; już dnieje, zbliża się 5 rano. Cisza poranna, umilkły strzały, napastnicy wycofali się, cisza po tragedii, ludzie oszaleli z bólu, strachu, rozpaczy wylegli ze „swoich kryjówek „. Nie ma sił, brak łez by opłakiwać pomordowanych i zgliszcza - cały dorobek życia, ludzie rozglądają się, nawołują swoich bliskich. W oficynach zamku znajdują bestialsko zamordowaną rodzinę Romachów - rozebrano ich, wycięto im krzyże na brzuchach i wycięto napisy „koniec lachom", skórę na szyi podcięto i ściągnięto na oczy, nogi i ręce połamane. Miejsca skrwawione, widać, że umierali w męczarniach. Opowiada Władysława z Romachów, Kucy z Czerwonogrodu: „Urodziłam się w Czerwonogrodzie w 1932 roku w rodzinie Romachów. To właśnie moi rodzice i rodzeństwo zostali w okrutny sposób zamordowani w zamku. Tato miał 39 lat, Mama 37, Siostra Cesia 16, brat Binio 11. Ja uciekłam z Ciocią Anielą Szymańską do szkoły tam wraz z naszą nauczycielką p. Eulallą Wendlową przesiedziałyśmy do rana. A moja Babcia Zofia Szymańska ukryła się z księdzem Kanonikiem w pieczarze i tam była świadkiem śmierci księdza, zmarł na atak serca (...). Moja Babcia Zofia Szymańską, 67 lat, często opowiadała jak to uciekając spotkała przy kościele księdza Jurasza, postanowili ukryć się w grocie, znajdującej się na zboczu wzgórza. Ktoś jeszcze z nimi był, jakiś chłopiec czy dziewczyna, ale bojąc się, że tam mogą ich znaleźć, odszedł. Babcia została sama z księdzem. Ksiądz się bardzo bał, trząsł się i powtarzał: „Pani Szymańska, co będzie jak oni nas tu znajdą?" Babcia pocieszała księdza, że są bezpieczni. Ksiądz po pewnym czasie zaczął ciężko oddychać, charczeć i przestał się odzywać. Babcia mówiła, że trwało to dość długo. Ksiądz już nic nie mówił, tylko dyszał, po pewnym czasie umilkł. Babcia zaczęła go szarpać, ale już nie żył. I tak z martwym księdzem siedziała do rana. Rano zniesiono księdza do kościoła i włożono do trumny, nie mieścił się w niej, bo była przygotowana dla chłopca, który miał być pochowany 3 lutego. Moi rodzice uciekli w stronę zamku i tam na dziedzińcu zostali w okrutny sposób zamordowani. Tato był w wojsku, jesienią 1944 roku został urlopowany, miał poważną wadę serca, dlatego nie brał udziału w obronie. Tato zawsze mówił, jeżeli nas napadną uciekamy do parku a stamtąd do zamku, tam ukryjemy się w lochach. Niestety oni byli tam wcześniej i moja rodzina wpadła im w ręce. Rozebrali wszystkich do naga, w okrutny sposób męczyli, świadczą o tym kałuże krwi i krzyki i jęki, które słyszeli ukryci w sąsiedztwie. Tatę nie spalili a mamę i siostrę Cesię i brata Binia spalili (...) Ciocia chciała żebym się z nimi pożegnała i na drugi dzień zaprowadziła mnie pod kościół, tam wokół kościoła leżeli rzędem wszyscy pomordowani. Ciała złożono do dołu po wapnie” Za grób dla 47 ofiar posłużył dół po wapnie usytuowany na placu kościelnym. Nie było trumien. Jedną tylko zbito dla księdza Jurasza i wszystkich pochowano we wspólnej mogile. Połączono wszystkich męczenników tej tragicznej nocy razem. Nie było kapłana, który odprawiłby katolickie egzekwie... Tak oto nastąpiła zagłada Czerwonogrodu, miejscowości historycznej, pamiętającej i książąt ruskich i najazdy Tatarów, Turków czy innych, króla polskiego Kazimierza Wielkiego i Kazimierza Jagiellończyka, a także innych możnych tego świata, miejscowości, której niektórzy historycy przypisują przewodnią rolę Grodów Czerwieńskich. Na 17 saniach wywieziono rannych do szpitala w Horodence. Pozostali schronili się w Tłustem lub w Zaleszczykach, by za kilka miesięcy wyjechać w nieznane, jako tzw. „repatrianci"! Z Czerwonogrodu nie pozostało nic! Nie ostał się ani jeden dom, a władze sowieckie przemianowały ten bajeczny zakątek na „Uroczysko Czerwone"! (Jerzy Stecki: Zagłada Czerwonogrodu; w: http://jaroslawskaksiegakresowian.pl/wspomnienia/46-jerzy-stecki-opracowanie-dot-zaglady-czerwonogrodu-cz-2 ). Czerwonogród – to od niego niektórzy historycy wywodzą nazwę Grodów Czerwieńskich, a nawet całej Rusi Czerwonej. Dziś tego miejsca nie ma na mapie. W ciągu jednej tragicznej nocy skończyła się historia tysiącletniego grodu. W ruinach kościoła i pałacu pasie się bydło z ukraińskich gospodarstw. I tylko krzyż na grobie przypomina, że na zawsze zostali tu Polacy. Dżuryn (dopływ Dniestru) spada z wysokości 16 m., tworząc największy wodospad na Podolu. Kasper Kazimierz Karasowski, którego spotkałem przy wodospadzie, był świadkiem zagłady Czerwonogrodu; jako szesnastoletni chłopiec należał do polskiej samoobrony i w święto Matki Boskiej Gromnicznej 1945 r. brał udział w odparciu napadu sotni UPA. Wśród pięćdziesięciu pochowanych potem ofiar znalazł się jego ojciec. „Razem z moją matką owinęliśmy zmarłego ojca prześcieradłem i około 500 metrów ciągnęliśmy go po śniegu do kościoła” - napisał we wspomnieniach. „Na placu kościelnym znajdowała się jama, w której kiedyś gaszono wapno do remontu kościoła. Ofiary napadu włożono do tej jamy”. Nie było trumien, nie było pogrzebu. Bojówki nacjonalistów ukraińskich otoczyły wieś w nocy z 2 na 3 lutego 1945 r., podpalając zabudowania. Część mieszkańców schroniła się w domu ludowym, w młynie i w kościele, ale i tam próbowali wedrzeć się napastnicy. „Mam zastrzeżenia do swojego ojca i innych mężczyzn, którzy kierowali samoobroną za to, że umieścili ją w takim miejscu. Była to dolina o bardzo łatwym dostępie. Czerwonogród po prostu nie nadawał się do takich celów” – twierdzi po latach Karasowski. Wieś spalono. Nie ocalał żaden z 79 domów. W latach 1944–1945 z rąk ukraińskich zginęło tu – zamordowanych niekiedy w bestialski sposób – 125 parafian; miejsca pochowku 75 osób są do dziś nieznane. Pozostali przy życiu opuścili podolską ziemię, osiedlając się głownie na Opolszczyźnie. Wcześniej dwunastu obrońców Czerwonogrodu aresztowano na podstawie fałszywych oskarżeń rodzin ukraińskich z Nyrkowa o napad i rabunek mienia, a następnie skazano na długoletnie więzienia i zsyłki w głąb ZSRS. Karasowski ponad osiem lat spędził w łagrach Gułagu, m.in. na Uralu i Kołymie, by po przeszło rocznym oczekiwaniu wyjechać do Polski  /.../ Władysława Kucy z domu Romach miała wtedy trzynaście lat. Jej rodzice i rodzeństwo zostali w okrutny sposób zamordowani w zamku; młynarz Stanisław Szuba, który kierował obroną w domu ludowym, widział ofiary w zamkowych oficynach: rozebrano ich, wycięto im krzyże na brzuchach i napisy „Koniec Lachom”, skórę na szyi podcięto i ściągnięto na oczy, a nogi i ręce połamano. Ona uratowała się, uciekając z ciocią do szkoły, gdzie wraz z nauczycielką przesiedziały do rana; jej babcia ukryła się z księdzem kanonikiem Szczepanem Juraszem w pieczarze i tam była świadkiem jego nagłej śmierci. Jeszcze w dzień ksiądz odprawiał w kościele uroczystą Mszę św., modląc się ze łzami o pomoc i łaski dla parafian na przyszłe dni, jakby przeczuwając niepewność życia. „Było to wspólne przeżywanie rozstania się z rodzinną parafią, w której znajdował się cudowny obraz Matki Boskiej” - zanotowała po latach s. Władysława, szarytka z klasztoru w Nyrkowie, gdzie dzień później zamordowano dwie siostry. Józef Juzwa zapamiętał, że Maria Sutyk zginęła, trzymając na ręce półroczną córeczkę Hanię. Po napadzie znaleziono żywe dziecko przy zmarłej matce. Napastnicy, mimo znacznej przewagi, nie mogli zdobyć Czerwonogrodu. O świcie odstąpili. Dzięki determinacji obrońców uratowano około tysiąca Polaków z okolicy, którzy tam się schronili. Kilka miesięcy później władze sowieckie zmieniły nazwę opuszczonej wsi na „Uroczysko Czerwone”. W 1995 r. staraniem Stanisława Grabowieckiego, urodzonego w Zaleszczykach, obecnie mieszkańca Tarnowa Opolskiego, ufundowano krzyż z tabliczką ku czci pomordowanych. Mszę św. w ruinach kościoła w Czerwonogrodzie odprawił ks. Kazimierz Grabowiecki. Pięć lat później pan Karasowski postanowił zrobić trwały nagrobek, by szczątków zabitych nie tratowało pasące się tu bydło; w tym celu siedmiokrotnie jeździł na Ukrainę. Zbudowany z czerwonego kamienia pomnik pięćdziesięciu pomordowanych został uroczyście poświęcony 22 października 2000 r. na miejscu zbrodni. „Pamięci tych, co tu zginęli 2 lutego 1945 r. Niech odpoczywają w pokoju” – i tutaj nie ma informacji, że zamordowani zostali przez bojówkarzy UPA tylko dlatego, że byli Polakami. Nad polską mogiłą w dolinie, gdzie kiedyś kwitła wioska, wspólnie modlili się ukraińscy wierni, zarówno grekokatolicy, jak i prawosławni. Niestety, z Polski odważyło się na przyjazd do Czerwonogrodu tylko kilkanaście osób. Autobusem dojechali parafianie z Zaleszczyk z ks. proboszczem Stanisławem Żelą, który odprawił Mszę św. Uczestniczyli w niej kapłani ukraińscy: prawosławny ks. Aleksander Proceszyn z Nyrkowa i greckokatolicki ks. Michał Witowski z Uścieczka.”( Andrzej W. Kaczorowski: CZERWONOGRÓD – PERŁA PODOLA; w: Biuletyn IPN Nr 1–2 ( 96–97) STYCZEŃ–LUTY 2009). „Po zagładzie Czerwonogrodu rodziny ukraińskie wniosły fałszywe oskarżenie na 12 Polaków, którzy 2 lutego 1945 roku się bronili. Oskarżono ich o napad i rabunek w Nyrkowie. Aresztowano ich i osadzono w więzieniu w Tłustym. /.../ Dopisano mi dodatkowe dwa lata i sadzono jak dorosłego. Podobnie postąpiono z innymi, którzy nie byli pełnoletni. Podczas pobytu w więzieniu w Tłustym, gdzie siedziało nas dwunastu, miało miejsce dziwne zdarzenie. Do naszej celi NKWD dołączyło Ukraińca, znanego nam banderowca, Danyłę Pastuszuka. Ten oświadczył nam, że został aresztowany przez NKWD i nam wszystkim grozi śmierć. Jedynym ratunkiem jest ucieczka z więzienia. Jemu udało się przemycić młotek i stalowy wybijak, przy pomocy którego będzie można zrobić dziurę w murze i zbiec. /../ Po dwóch godzinach otwór był gotowy. Zachęcał nas, abyśmy razem uciekli. Bronisław Dmytruszyński i Paweł Krzywy podejrzewali, że jest to prowokacja zmontowana wspólnie przez UPA i enkawudzistów. Zabronili nam zbliżać się do tego otworu. Faktycznie okazało się, że czekali tam już banderowcy z zamiarem zamordowania nas. Nie daliśmy się Danyle Pastuszukowi sprowokować. /.../ Tego, co przeszliśmy nie da się opisać. Życie w gułagach było straszne. Ci, co wrócili, stracili zdrowie. Niektórzy przedwcześnie zmarli”. (Kasper Kazimierz Krasowski; w: Komański..., s. 900 – 901).

 

    3 lutego: 

We wsi Jezierna pow. Zborów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków. („Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich w celu całkowitego wyniszczenia ludności polskiej w latach 1939 - 1945 na terenie powiatów Zborów i Brody, woj. tarnopolskie”; sygn. akt S 83/09/Zi; w: https://ipn.gov.pl/pl/sledztwa/sledztwa/oddzialowa-komisja-we-w/31480,Sledztwa-zakonczone-wydaniem-postanowienia-o-umorzeniu.htm ). 

We wsi Serednica pow. Lesko w potyczce z UPA został ciężko ranny komendant MO z Ropienki, który zmarł w szpitalu.

We wsi Semakówka woj. stanisławowskie:03.02.1945r. zostały zam. Wolska Maria (1920) i Rutkowska Eudokia c. Mikołaja (1910).”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

 

   4 lutego: 

W miejscowości Barysz pow. Buczacz  napadnięci przez banderowców o dużej sile Polacy w jednym domu podjęli obronę, która trwała 5 godzin. We wsi ukraińscy partyzanci używając głównie siekier, noży i bagnetów wymordowali co najmniej 135 Polaków i 30 poranili. Zginęło także 10 obrońców z „IB”, którzy nie zdążyli wyjechać do Buczacza, co nakazał im dowódca, Ukrainiec współpracujący z UPA. Ukraińcy ograbili i spalili 400 gospodarstw polskich. Maria Banda i jej 10-letni syn Stanisław zostali zarąbani siekierami na podwórzu ich gospodarstw. 12-letnia Helena Boczar została zakłuta nożami. 80-letnia Anastazja Brylkowska została zarąbana siekierą podczas snu w łóżku. 12-letni Michał Herbut został wrzucony do sadzawki, gdzie utonął. „W nocy z 4 na 5 lutego 1945 r. doszło do napadu band UPA na osiedle Mazury zamieszkałe przez samych Polaków. W tym czasie batalion samoobrony został wezwany do Buczacza, gdzie miał bronić miasta przed napadem. Na posterunku pozostawało tylko trzech żołnierzy. Banda liczyła ponad 200 ludzi dobrze uzbrojonych w broń palną i maszynową. Napastnicy byli ubrani w białe nakrycia i podchodzili do domów prawie niezauważalnie. Podpalali budynki, strzelali do uciekających, a pozostałych w mieszkaniach lub na podwórkach rąbali siekierami. Dzieci nabijali na widły i wrzucali w ogień. Niemowlęta łapali za nóżki, rozbijali główki o ściany lub krawędzie ram drzwiowych i również wrzucali do ognia”. (Piotr Warchoł; w: Komański..., s. 687 – 788). „Kilkunastoletni Stanisław Baraniecki zapamiętał:„Wieczorem (…) w naszym domu odbyła się spokojna i długa rozmowa. Oprócz naszej rodziny uczestniczyli w niej brat mamy Stach Działoszyński i brat ojca Michał Baraniecki. Przeważała opinia, że banderowcy zaatakują Puźniki, a nasza samoobrona jest zbyt słaba, aby nas obronić. W końcu zdecydowano, że dla ratowania życia musimy opuścić naszą ojcowiznę (…) Droga do Buczacza biegła przez Barysz. (…) W Baryszu byliśmy 3 dni po spaleniu i wymordowaniu jej mieszkańców z dzielnicy Mazury. (…) Z popiołów i resztek ścian sterczały kominy. Przed niektórymi zgliszczami domów leżały pokaleczone, jedynie w bieliźnie, ludzkie ciała, dzieci i dorosłych. Wzdłuż drogi, po jej prawej stronie, płynęła rzeczka lub kanał. (…) Gdzieś w połowie drogi na kanale była śluza pozwalająca spiętrzać wodę. Na wystającym ostrzu śluzy wbite było brzuszkiem nagie ciało niemowlęcia. (…) Wiele wydarzeń tamtych lat czas wymazał z pamięci, ale obrazu tego niemowlęcia na śluzie do końca moich dni nie zapomnę”. (Maciej Dancewicz: Zagłada Puźnik; w: http://archiwum.rp.pl/artykul/792151-Zaglada-Puznik.html; 10-07-2008 ). „NOTATKA. Sporządzona przez Kom[itet] Wyk[onawczy] Baryskiej Rady Wiejskiej rejonu buczackiego obwodu tarnopolskiego o tym, że nocą z 5 na 6 lutego 1945 roku we wsi Barysz rejonu buczackiego przy ulicy Mazury zostali rozstrzelani przez nieznaną bandę OUN w bestialski sposób następujący obywatele sowieccy narodowości polskiej:

  1. KRET Maria
  2. TORONCZAK Antoni s. Łukasza
  3. RAJCZAKOWSKA Aniela, jej dwie nieletnie córki i dwójka wnuków
  4. RAJCZAKOWSKA Maria c. Szymona i jej dwie dorosłe córki
  5. BOCZAR Antoni s. Macieja i jego dwie nieletnie córki
  6. WOLSKA Maria c. Józefa i jej mały synek w wieku trzech lat
  7. WOLSKA Maria c. Michała i małe dziecko
  8. WOLSKA Marcela c. Stanisława i małe dziecko
  9. HERBUT Józef s. Marcelego
  10. OŚMIŃSKI Ignacy, jego syn, żona syna i dwoje dzieci
  11. BOCZAR Józef s. Piotra i jego syn
  12. WISZNIOWSKA Marcela c. Ignacego
  13. BOCZAR Anna i jej córka
  14. KUPISZEWSKA Maria c. Stanisława i jej dziecko
  15. HERBUT Andrzej s. Marcelego
  16. KOZDROWSKA Anna
  17. BRYŁKOWSKI Józef
  18. WOLSKA Maria c. Stefana i jej córka
  19. WOLSKA Anna
  20. JAMNIUK Anastazja c. Teodora oraz jej nieletni syn i córka
  21. KOWCZ Anna i jej syn
  22. RYBKA Anna c. Michała oraz jej syn
  23. JASIŃSKI Bazyli
  24. LULKA Paweł s. Piotra
  25. REWUCKA Rozalia
  26. WOJTUN Piotr
  27. BILECKI Jan s. Macieja
  28. TERLECKI Jan
  29. KORCZYŃSKA Helena
  30. ALBERT Jan, jego żona, córka i syn
  31. GRABSKA Rozalia c. Michała i jej syn
  32. JAWNIUK Maria
  33. DEMBICKA Adela c. Michała i jej syn
  34. KOWIA Piotr

Łącznie bandyci rozstrzelali 110 osób. Nazwiska wszystkich rozstrzelanych nie są znane Baryskiej Radzie Wiejs[kiej]. Zostali oni pochowani we wspólnej mogile na cmentarzu baryskim. Poza tym w czasie rozstrzeliwania bandyci spalili prawie 180 domów mieszkalnych i innych budynków należących do rozstrzelanych obywateli sowieckich.

Przewodniczący Rady Wiejs[kiej](—) KONDRATIUK

Sekretarz (—) HNAP” (Notatka Komitetu Wykonawczego Rady Wiejskiej w Baryszu z marca 1951 r. dotycząca aktu terrorystycznego OUN i UPA; w: PA SBU, F. 2, op. 2, spr. 2, k. 13–14. Oryginał notatki znajduje się w aktach sprawy śledczej nr 9721, tom 2, str. 212, z oskarżenia PRYSZLAKA T. L., przechowywanych w UKGB obwodu tarnopolskiego.) 

 

   5 lutego: 

We wsi Kobyłowłoki pow. Trembowla  upowcy spalili 15 gospodarstw polskich oraz zamordowali 19 Polaków.

We wsi Połowce pow. Czortków: „05.02.1945 r. zamordowano w czasie napadu 22 Polaków NN, oraz pięciu Ukraińców NN spokrewnionych z Polakami. Mordami kierował osobiście tamtejszy proboszcz (greckokatolicki), który mówił, że trzeba ostatecznie wyczyścić wieś ze wszystkiego śmiecia”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie...,jw., tom 7). 

We wsi Ropienka pow. Lesko Ukraińcy zamordowali Antoniego Wolanina.  

We wsi Zalesie koło wsi Puźniki pow. Buczacz banderowcy zamordowali 7 Polaków, zginęli: Jasińska Domicela l. 44, Jasińska Władysława l. 32, Jarzycka Stanisława l.10, Kulikowska Genowefa l. 41, Łapiak Anastazja l. 38, Łapiak Kazimierza l. 10, Tyc Józef l. 40. (Kubów..., jw.). 

 

   6 lutego: 

We wsi Brzeżawa koło Birczy pow. Przemyśl upowcy zamordowali 3 Polaków: jednego powiesili na drzewie koło jego zagrody, dwóch uprowadzili i zamordowali w lesie. 

We wsi Majdan pow. Drohobycz zastrzelili Leopolda Wójtowicza.

We wsi Młyniska pow. Trembowla zamordowali lub spalili żywcem 20 Polaków.

 

   7 lutego: 

We wsi Bereska pow. Lesko  w walce z UPA poległ milicjant Aleksander Waga, ur. 1922 r. 

We wsi Kociubińce pow. Kopyczyńce zamordowali 8 Polaków i 2 Ukraińców. Ksiądz  Jan Walniczek był torturowany przez pięć godzin: zdzierali mu skórę, rany zalewali atramentem, oblewali wrzącą wodą, wreszcie przywiązali go do ściany i rzucali w niego nożami. Małżeństwo Waleria i Władysław Monasterscy, oboje po 20 lat, było torturowane: wydłubali im oczy, ucięli języki i tak okaleczonych przywiązali do płotu, gdzie w męczarniach konali. (Komański..., s. 235).

We wsi Puźniki pow. Buczacz: „z rąk banderowców zginęli: Jasińska Domicela l. 44, Jasińska Władysława l. 32, Jarzycka Stanisława l.10, Kulikowska Genowefa l. 41, Łapiak Anastazja l. 38, Łapiak Kazimierza l. 10, Tyc Józef l. 40”.  (Kubów..., jw.).

Koło wsi  Średnia Wieś pow. Lesko w zasadzce UPA zginęło 3 milicjantów z MO w Hoczwi. 

We wsi Zalesie Koropieckie pow. Buczacz  upowcy wracając z pogromu Polaków w Baryczu  do swojej bazy w rejonie wsi Zubrzec przez cały dzień wyłapywali Polaków i gromadzili w dużej, pustej suszarni tytoniu, spędzili tak około 60 – 70 Polaków, powiązali im sznurkami i drutami ręce, suszarnię zamknęli, oblali benzyną lub naftą i podpalili. Wszyscy spłonęli żywcem, w większości były to kobiety i dzieci. Grupę polskich kobiet z dziećmi zamknięto w jednym z domów i poddano przesłuchaniu połączonemu z biciem, w celu wydobycia informacji o samoobronie w sąsiedniej wsi Puźniki. Po przesłuchaniu uwięzionych zastrzelono bądź zarąbano siekierami. Władysławie Jasińskiej założono na szyję pętlę i ciągnięto po podłodze aż skonała. Wieczorem sprawcy znieśli ciała zabitych w jedno miejsce, oblali naftą i spalili. Spalono także 11 domów, a do ognia wrzucano żywych ludzi. Jeden z wydanych tutaj „wyroków” ukraińskiego „Trybunału”, czyli sadu OUN brzmiał: „Józef Tyc, lat 40, żonaty, troje dzieci. Za chodzenie po ukraińskiej ziemi, jedna godzina chłosty przez dwóch „striłców”, po chłoście spalenie żywcem” (Franciszek Markowski; w: Komański..., s. 671). „Chciałam prosić o umieszczenie na liście ofiar mojej babci Klementyny Stefańskiej. Została zamordowana 7.02.1945 w Zalesiu pow. Buczacz. Pochowana jest w Monasterzyskach 11.02.1945 roku. Z opowiadań rodziny dziś już nielicznej wiem ze, była to spora grupa osób, którym ze względu na zagrożenie napaścią ze strony upowców przydzielono konwój wojskowy. Mimo tego zostali napadnięci, osobom, którym nie chciała zejść z palca obrączka czy pierścionek po prostu obcinali palce. Potem wszystkich spędzili do stodoły i żywcem spalili. Mój tata rozpoznał zwłoki matki jedynie po medaliku nadtopionym, ale był schowany pod swetrem i dlatego go nie znaleźli” (Izabela, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). Inni: „8 lutego w oddalonym o 4 km od Puźnik Zalesiu dokonano masakry mieszkających tam Polaków, a także stających w ich obronie ukraińskich sąsiadów. Młynarza Jarosława Danyłewycza, syna Ukraińca i Polki, który próbował przeciwstawiać się masakrze, przywiązano do sań i włóczono polnymi drogami. Po kilkudziesięciu kilometrach skatowanego przywalono kamienną płytą, aby skonał w męczarniach. Jego matkę Bronisławę spalono żywcem w suszarni tytoniu wraz z grupą innych Polaków. W Zalesiu znaleźli się też mieszkańcy Puźnik, a także sąsiedniej Nowosiółki zagarnięci przez banderowców z obstawionych dróg. Kilkunastoletnią Danutę Borkowską z babcią oraz Marię Jarzycką, Władysławę Jasińską, Anastazję Łapiak, Domicelę Jasińską i Genowefę Kulikowską wraz z dziećmi zaprowadzono do jednego z domów, gdzie próbowano torturami wymusić informacje na temat polskiej samoobrony w Puźnikach. Władysławie Jasińskiej założono na szyję pętlę i ciągnięto po podłodze aż skonała, inne kobiety zarąbano siekierami bądź zastrzelono. Z masakry ocalała Danuta Borkowska: „Przytomność odzyskałam o świcie i widziałam obok mnie leżącą martwą babcię Borkowską i małą Stasię Jarzycką. Wtedy do izby wszedł stary Ukrainiec, znajomy mojego ojca. Kiedy to zobaczył, zaczął płakać i kląć na banderowców. Zwrócił się do mnie, abym poszła razem z nim, to on mnie uratuje. Podniósł mnie, a kiedy stanęłam na własnych nogach, poczułam się pewniej, mogłam iść o własnych siłach. Skorzystałam z tego i zaczęłam uciekać w stronę Puźnik”.(Maciej Dancewicz: Zagłada Puźnik; w: http://archiwum.rp.pl/artykul/792151-Zaglada-Puznik.html ; 10-07-2008). „7 lutego 1945 roku banda UPA „Bystrego” wkroczyła na terytorium rejonu koropieckiego od strony rejonu buczackiego obwodu tarnopolskiego. Okrążyła wieś Zalesie, nie wypuszczając nikogo ze wsi do późnego wieczora. Następnie w wymienionej wsi banda dokonała pogromu cywilnej ludności polskiej i ukraińskiej. Spaliła 11 domów mieszkających tam ludzi i w bestialski sposób zamordowała 37 cywilnych obywateli. W czasie pogromu bandyci spędzili miejscową ludność do jednego z domów, okrutnie torturowali, po czym mordowali zarówno dorosłych, jak i dzieci. Następnie złożyli zabitych w jednym miejscu, oblali naftą i podpalili. Niektórzy mieszkańcy byli wrzucani do ognia żywcem. Opuszczając wieś, banda zabrała ze sobą kierownika młyna Danilewicza, którego, podczas pościgu za bandą, znaleziono zamordowanego na drodze koło wsi Złota Lipa [?] rejonu tłumackiego obwodu stanisławowskiego. W wyniku dokonanej przez bandytów we wsi Zalesie masakry zamordowano 37 osób cywilnych: Polaków – 22 osoby, Ukraińców – 15. Wśród zabitych są:

  1. SOBKIW Anna c. Stefana
  2. SOBKIW Włodzimierz s. Franka
  3. SOBKIW Stefan s. Franka
  4. SOBKIW Jan s. Michała
  5. SOBKIW Katarzyna c. Józefa
  6. SOBKIW Włodzimierz s. Michała
  7. IWAT’ Anna
  8. IWAT’ Ewa
  9. BASZCZIJ Katarzyna c. Michała
  10. BASZCZIJ Maria c. Michała
  11. BASZCZIJ Anastazja c. Teodora
  12. BASZCZIJ Michalina c. Szymona
  13. BASZCZIJ Anna c. Stacha
  14. RACZKOWSKA Teodora
  15. JANOCHA Jan s. Stefana
  16. JANOCHA Katarzyna
  17. JANOCHA Ksenia
  18. JAROSZ Paweł s. Jana
  19. JAROSZ Paulina c. Onufrego
  20. KROCZEK Józef
  21. BIŁYK Joanna c. Bazylego
  22. SKIBA Michał s. Antoniego
  23. SKIBA Anna c. Stacha
  24. SKIBA Maria c. Michała
  25. SKIBA Włodzimierz s. Michała
  26. BARSZCZYCHOWSKI Antoni s. Józefa
  27. ŁOPIAK Katarzyna c. Bazylego
  28. ŁOPIAK Anna c. Michała
  29. ŁOPIAK Stach s. Michała
  30. KRAWIECKA Franka c. Franciszka
  31. KRAWIECKA Kazimiera c. Franciszka
  32. KRAWIECKI Adolf s. Franciszka
  33. HANUSZEWSKA Milina
  34. DANILEWICZ Jarosław s. Piotra
  35. SOBKIW Katarzyna
  36. KRAMARCZUK Elżbieta.

Nocą z 13 na 14 lutego o godzinie 4 [nad ranem] od strony wsi Zalesie banda UPA „Bystrego” okrążyła wieś Puźniki rejonu koropieckiego obwodu tarnopolskiego i zaczęła podpalać domy mieszkalne oraz zabudowania gospodarskie. Mieszkańcy wsi, ratując się przed ogniem, wybiegali z płonących domów i natychmiast byli z bliskiej odległości rozstrzeliwani przez bandytów. Banda UPA spaliła we wsi Puźniki 172 domy mieszkalne i w bestialski sposób zamordowała 82 osoby cywilne. Podczas pożaru spaliły się 63 sztuki bydła rogatego.

W pierwszej połowie lutego 1945 roku banda „Bystrego” we wsi Niskołazy rejonu koropieckiego spaliła około 80 domów i zamordowała 23 mieszkańców narodowości polskiej.

Naczelnik Koropieckiego RO MGB Kapitan KURIENNOJ

9 marca 1951 roku” (Notatka naczelnika RO MGB w Koropcu z 9 marca 1951 r. w sprawie aktów terroru UPA w 1945 r. W: PA SBU, F. 26, op. 2, spr. 2, k. 11–12.)  

We wsi Żeżawa pow. Zaleszczyki  z rąk banderowców zginął Malinowski Eugeniusz l. 17, mieszkaniec Iwania Złotego. (Kubów..., jw.)

 

   8 lutego: 

W nadleśnictwie Błażowa pow. Łańcut został zamordowany gajowy Stefan Majda. (Edward Orłowski..., jw.).

We wsi Hleszczawa pow. Trembowla upowcy uprowadzili i zamordowali 36 – 37 Polaków.

We wsi Jawornik Ruski koło Żohatyna upowcy podczas napadu o północy zamordowali 7 Polaków wrzucając ich żywcem do studni: 5-osobową rodzinę z 3 dzieci oraz małżeństwo. 

We wsi Nowosiółka Kuropiecka pow. Buczacz zostali zamordowani przez UPA: Karpiński Marian, Borkowska N., Chaszczewski Jan, Guzowski Józef. (Kubów..., jw.).

 

   9 lutego: 

We wsi Oleksińce Stare pow. Stryj upowcy zamordowali 4 Polaków: 35-letnią kobietę w zaawansowanej ciąży i jej 14-letniego syna oraz uprowadzili 2 mężczyzn, którzy zaginęli. 

Na osiedlu Stadnica sołectwa Hleszczawa pow. Trembowla zamordowali 20 Polaków. Ten sam około 100-osobowy oddział UPA dzień  wcześniej dokonał zbrodni w Hleszczawie. Około 2 w nocy przeszedł do Stadnicy, gdzie przez 12 godzin pobytu dokonał przeszukania domów, w wyniku czego ujęto 20 Polaków. Większość z tych osób zostało zarąbanych siekierami a ich ciała wrzucono do studni, które zawalono kamieniami. O godzinie 14. oddział odjechał w kierunku wsi Peremiłów porywając kilka osób, które później także zabito. Łącznie podczas tych dwóch dni UPA zabiła 56 lub 57osób z Hleszczawy i Stadnicy. 12 lutego 1945 do Stadnicy przybyła grupa operacyjna NKWD,  która ze studni wydobyła 15 ciał. W toku śledztwa NKWD ustaliło, że zbrodnią kierował rejonowy prowidnyk Stepan Sameć z Hleszczawy. Ofiary wydobyte ze studzien w Stadnicy zostały pochowane w zbiorowej mogile na cmentarzu w Hleszczawie. W Hleszczawie i Stadnicy łącznie Ukraińcy zamordowali 123 Polaków, z czego 122 znanych jest z nazwiska.

 

   10 lutego: 

We wsi Hleszczawa (Kleszczawa) pow. Trembowla: „10.02.1945 r. był wielki napad, zabitych zostało 48 Polaków NN, napastników padło ok.20, poza tym 47 budynków zostało spalonych”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). Patrz wyżej: 8 lutego 1945 roku. 

We wsi Kurniki Szlachcinieckie pow. Tarnopol: „10.02.1945 r. powieszono w biały dzień 6 Polaków NN” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Romanów pow. Włodawa: „10.02.1945 r. został zastrzelony przez UPA rolnik Demczuk Jan były żołnierz AK.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Szlachcińce pow. Tarnopol: „10.02.1945 r. zamordowano 5 Polaków”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Toki pow. Zbaraż:10.02.1945 r. zostały zamordowane 3 osoby NN”.  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi  Wola Wielka pow. Lubaczów 10 lutego 1945 r. zamordowali Jana Mroczka ur. 1897 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).

 

   W nocy z 10 na 11 lutego: 

We wsi Sieniawa pow. Zbaraż banderowcy wymordowali 26 Polaków i spalili 40 zagród.

 

   11 lutego:   

We wsi Iwanie Złote pow. Zaleszczyki:11.02.1945 r. zostały zam. dwie Polki NN, które przyjechały po swoją żywność”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Karolówka pow. Zaleszczyki Ukraińcy zabili 2 Polaków, którzy przyjechali z Tłustego do swoich domów po żywność.

We wsi Medyn pow. Zbaraż: „11.02.1945 r. zostały zam. 3 osoby NN, Polacy” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Sieniawa pow. Zbaraż bojówka UPA w nocy zamordowała 26 Polaków i spaliła 40 polskich zagród.

We wsi Sieniachówka pow. Zbaraż w czasie napadu na Sieniawę druga grupa  upowców zamordowała 5 Polaków i spaliła kilka polskich zagród. 

 

   12 lutego: 

We wsi Dorofijówka pow. Skałat upowcy zamordowali 47 Polaków. (Kubów..., jw.).

We wsi Eleonorówka pow. Skałat  zamordowali 80 Polaków, w większości kobiet i dzieci (mężczyźni byli w WP). „Małe dzieci oprawcy przybijali gwoździami do drzwi domów i stodół, stodół następnie podpalali budynki. Niektóre ofiary powieszono na przydrożnych słupach telefonicznych” . (Komański..., s. 333) 

We wsi Kozłów pow. Tarnopol zamordowali 9 Polaków oraz Ukraińca ożenionego z Polką. 

We wsi Krzywki pow. Tarnopol: „Chciałbym dopisać do listy osób zamordowanych przez Ukraińców w powiecie tarnopolskim moją babcię: Weronika Noga z domu Miczkowska, którą zamordowano topiąc z kamieniem u szyi w rzece Seret 12 lutego 1945 we wsi Krzywki koło Mikuliniec” (Noga Stanisław, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). Komański Henryk, Siekierka Szczepan: „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946”; Wrocław 2004, nie uzyskali żadnej relacji z tej wsi, nie odnotowali więc tej zbrodni. 

W mieście powiatowym Lubaczów 12 lutego 1945 r. uprowadzili Stefanię Kulczycką i Jurka Pierożka, którzy zaginęli bez wieści. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.). 

We wsi Sieniawa pow. Zbaraż 12.02.1945 r. zostali zamordowani: 1-2. Barczuk Anna z córką; 3. Góral Jan; 4-6. Ratuszniakowie Jan, Paulina i Katarzyna”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi (chutorze) Stadnica, gm. Iławcze, pow. Trembowla 12 lutego 1945 r. banderowcy zamordowali 25 Polaków. Inni: 8 lutego 1945 roku około 100-osobowy oddział UPA, według danych z sowieckiego śledztwa, uprowadził z Hleszczawy i zabił 36-37 Polaków. Następnie o godzinie drugiej 9 lutego oddział ten przeniósł się do Stadnicy, gdzie przebywał 12 godzin. W tym czasie w chutorze dokonano przeszukania domów, w wyniku czego ujęto 20 Polaków. Większość z tych osób zostało zarąbanych siekierami a ich ciała wrzucono do studni, które zawalono kamieniami. Naocznym świadkiem zbrodni była Polka, która przebywała w ukryciu na strychu jednego z domów. O godzinie 14. oddział odjechał w kierunku wsi Peremiłów porywając kilka osób, które później także zabito. Łącznie podczas tych dwóch dni UPA zabiła według różnych źródeł 56 lub 57osób z Hleszczawy i Stadnicy. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnie_w_Hleszczawie_i_Stadnicy ).

We wsi Zazdrość pow. Trembowla upowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 40 Polaków, większość spalili żywcem. Inni datują napad na noc z 10 na 11 lutego. 

 

   W nocy z 12 na 13 lutego:  

We wsi Puźniki pow. Buczacz zamordowanych zostało przez banderowców 96 Polaków. 11 lutego 1945 roku do Puźnik przyjechali sowieccy urzędnicy z Koropca, którzy dokonali spisu ludności i nakazali zdać posiadaną broń, twierdząc, że Polakom nic nie grozi, ponieważ „władze zapewniają bezpieczeństwo”. W nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku w momencie zmiany wart Puźniki zostały otoczone i zaatakowane z kilku stron przez kureń UPA Petra Chamczuka „Bystrego”. Napastnicy przystąpili do zabijania napotkanych Polaków przy pomocy broni palnej, siekier, bagnetów i noży oraz palenia zabudowań. Uzbrojeni członkowie samoobrony, zaskoczonej skalą ataku, oraz obecni we wsi żołnierze IB podjęli chaotyczną obronę. Zaalarmowana przez nich ludność cywilna chroniła się w bronionych budynkach, gdzie były przygotowane schrony. Najwięcej ofiar zginęło w „rowie Borkowskiego” biegnącym przez wieś, w którym znajdowały się jamy mogące służyć za kryjówki. Upowcy zmasakrowali tam kilkadziesiąt kobiet i dzieci, przeważnie przy pomocy siekier i bagnetów; strzelano tylko do próbujących uciekać. Nad ranem siły UPA wycofały się z Puźnik. Według dokumentów UPA były to sotnie „Siri Wowki” i „Czernomorci”. Ks. Józef Anczarski podaje, że zginęło 120 osób.  Według danych sowieckich spalono 172 - 200 domów, w zagrodach spaliły się 63 sztuki bydła. Oddział IB z Koropca przybył do Puźnik dopiero 13 lutego około południa. Zdaniem polskich żołnierzy batalionu i Puźniczan sowieccy dowódcy zwlekali z wyruszeniem wsi na odsiecz, a potem skierowali pościg w niewłaściwą stronę. Ofiary zbrodni, w większości kobiety, dzieci i starcy, zostały pochowane na cmentarzu w dwóch zbiorowych grobach. Zginęli m. in.: Borkowski Józef l. 45, Dancewicz Bronisław l. 65, Dancewicz Adolf l. 55, Działoszyński Michał l. 20, Dzikowski Hilary l. 40, Fugol N. l. 60, Fedorowicz Henryk l. 30, Jasińska Maria l. 5, Jasińska Anna l. 35, Jasińska Stefania l. 46, Jasiński Piotr l. 50, Jasińska Ludwika l. 40, Jasiński Marian l. 18, Jasiński Józef l. 45, Jasińska Joanna l.70, Jasińska N., Jaworska N. l. 61, Jasiński Bronisław l. 3, Hałuszczyńska Józefa l. 60, Haniszewska Emilia l. 70, Haniszewski Jan l.16, Hnatów Adam l. 17, Karpińska Bronisława l. 45, Karpińska Maria, Karpińska Ludwika l. 40, Karpiński Kajetan l. 13, Koliszczak Magda l. 46, Koliszczak Jan l. 9, Komidzierska Rozalia l. 70, Kosiński Józef l. 50, Kret Irena l. 65, Kret Maria l. 35, Krupa N. l. 17, Krzywo Kasper l. 65, Łapiak Maria l. 20, Łapiak Józefa l. 6, Łapiak Janina l. 10, Łapiak Melania l. 80, Łucka Emilia l. 40, Łucka Bronisława l.15, Łucka Maria l. 13, Łucka Józefa l. 9, Malinowska Stanisława l.60, Malinowska Helena l. 45, Nowicka Franciszka l. 65, Rajewska Józefa l. 60, Rola Helena l. 42, jej córka Teresa i syn Jan, Rola Rozalia l. 48, Rola Maria l. 21, Rozowska Apolonia l. 60, Stanisławska Wiktoria l. 50, Suchecka Antonina l. 50, Sułkowski Stanisław l. 25, Szafrański Mikołaj l. 50, Szafrańska Maria l. 22, Szfrańska Władysława l. 18, Szafrański Jan l. 6, Szafrańska Józefa l. 1, Toroczak Józef l. 50, Toroczak Katarzyna l. 45, Wiśniewski Tomasz l. 60, Wiśniewska Rozalia l. 25, Wiśniewski Stanisław l. 2. Ksiądz J. Anczarski podaje, że w Późnikach zginąć miało 120 osób. (J. Anczarski, Kronikarskie zapisy z lat cierpień i grozy w Małopolsce Wschodniej 1939–1946, Kraków 1996, s. 474, 478, 479). „Tej tragicznej nocy z 12 na 13 lutego 1945 r. w naszym domu mieszkało 9 osób: ojciec Mikołaj, lat 50, mama Eleonora i nas trzy siostry: Maria, lat 21, Władysława, lat 19 i ja najmłodsza lat 16 oraz ciocia, siostra ojca Anna Jasińska, lat 35 z córką Marią, lat 5 oraz synami: Dominikiem, lat 7 i Broniem, lat 3. Tego dnia we wsi była grupa żołnierzy sowieckich, która zapewniała, że możemy spokojnie spać, jak się później okazało byli to przebrani banderowcy. We wsi jednak czuwano, u nas w domu wszyscy spali w ubraniach. Mężczyźni pełnili wartę. W pewnej chwili do mieszkania wpadł nasz ojciec, który był wtedy na warcie i krzyknął : „mordują”. We wsi paliło się już wiele domów. Nasz dom i gospodarstwo znajdowało się w centrum wsi tuż nad głęboki rowem ściekowym szerokości około 4 metrów i głębokości od 2-3 metrów, nazywam później „rowem śmierci”, ponieważ tu zginęło najwięcej ludzi. Wszyscy wybiegliśmy z domu i ukryliśmy się w tym rowie. W jego brzegach były wykopane liczne wnęki. Do jednej z nich schowaliśmy się razem z mama Eleonorą. Mama zasłoniła nas biała płachtą. Z pod zasłony widziałam jak nadeszli banderowcy. Jeden z nich krzyknął „strelaj” drugi odpowiedział po ukraińsku „koły ne maju pul”. Ten pierwszy wrzasnął to „ rubaj sekerą”. I zaczęło się. Widziałam jak postacie ubrane w białe okrycia, zeszły do rowu. Nastąpił straszliwy krzyk, prośby o darowanie życia. Napastnicy nie znali litości, rąbali siekierami i kłuli bagnetami. Jeden z nich stał na brzegu rowu i gdy ktoś próbował uciekać to strzelał do niego. Wokół paliły się budynki, jedynie dom Józefa Borkowskiego stał nie naruszony, był murowany i kryty dachówką. Po pewnym czasie trudnym mi do określenia w godzinach, strzelanina ucichła, słyszałam tylko różne gwizdy i hasła „Kałyna wertoj”. Po czym nastąpiła cisza, słychać było tylko trzask palących się budynków, jęki rannych i umierających ludzi. Banderowcy odstąpili. Po nich zostały dopalające się budynki, ludzkie trupy i ranni. Nasz ojciec został zastrzelony, siostra Maria miała siekierą rozrąbaną głowę, siostrze Władysławie odrąbano jedną nogę, przebito nożem obie ręce i klatkę piersiową, jeszcze żyła, prosiła wody, nad ranem zmarła z upływu krwi. Pod jej plecami leżał cioci syn Dominik, ocalał i żyje do dziś. Ciocia Anna Jasińska z córeczką Marią, lat 5 i synkiem Bronisławem lat 3 zostali zakłuci bagnetami. Z dziewięciu osób z naszego domu pozostało nas tylko troje, sześć zostało zamordowanych. Pamiętam ten straszliwy widok, palące się budynki, swąd i ryk palącego się bydła, krzyki, płacz, szukanie swoich rodzin i strach przed nowym napadem. Rano widziałem Magdalenę Koliszczak, była ciężko ranna w głowę, konała, ale pytała z nadzieją czy moje dziecko żyje? Niestety! Jej syn Jaś już nie żył”. (Józefa Pacholik; „Na Rubieży” – nr 21/1997). „18-letni wówczas Wiktor Dancewicz wspomina: „Powróciłem wtedy z warty z posterunku Zagajówka odległego około 200 metrów od skraju wsi. Miałem zamiar odpocząć, usiadłem na łóżku i wtedy weszła moja mama, krzycząc: »dzieci! pali się!«. Wyskoczyłem na podwórze i w tej chwili posypały się wystrzały (…) od strony starych okopów za naszymi ogrodami. Wystrzeliłem kilka razy ze swojego karabinu w tamtym kierunku i razem z rodziną schroniliśmy się w schronie w budynku sąsiada u wdowy Rolowej. (…) W schronie było już pełno kobiet i dzieci oraz kilku starszych mężczyzn zdolnych do obrony (…). Na silny ogień banderowców odpowiedzieliśmy ogniem z naszych kilku karabinów. Nie chcąc zdradzać wejścia do schronu, przeszliśmy z ojcem na drogę wiodącą w kierunku Barysza. Tam natknęliśmy się na banderowców. Po krótkiej wymianie ognia ojciec kazał mi powrócić w rejon schronu, a sam próbował dostać się do lasu Gnilec”. W pobliżu tego miejsca ostrzeliwującemu się Janowi Dancewiczowi skończyła się amunicja. Nie mając możliwości ucieczki, podłożył karabin pod siebie i nakrył się białą płachtą. „Kiedy napastnicy podeszli, jeden powiedział: »on jest zabity«, a drugi dodał : »dołóż mu na wszelki wypadek«. Padł strzał”. Pocisk przeszedł przez policzek i brodę. Banderowcy, będąc pewni, że nie żyje, poszli dalej. Jakimś cudem rana nie była jednak śmiertelna.14-letni Antoni Jarzycki, którego matka i rodzeństwo schowali się w schronie sąsiada Władysława Jarzyckiego, odcięty przez zbliżających się banderowców nie zdołał dołączyć do reszty rodziny: „Pobiegłem dalej do wsi, do schronu Jędrzeja Łaciny. (…) Sam Jędrzej Łacina, lat 55, z sąsiadem Henrykiem Fedorowiczem, uwijali się wokół budynków, strzelając do napastników, powstrzymywali ich w ten sposób od podejścia do zagrody. W czasie walki H. Fedorowicz otrzymał postrzał prosto w usta. Zginął na miejscu. Jędrzej Łacina, po wystrzeleniu całej amunicji, schronił się w domu mieszkalnym. Wtedy banderowcy podpalili jego zabudowania gospodarcze. (…). Podczas ucieczki zauważyliśmy, jak na jednym podwórzu banderowcy kogoś biją, okładając drągiem lub siekierą. (Jak się później okazało, ofiarą był Józef Kosiński »Jutaka«, którego zwłoki odnaleziono w tym właśnie miejscu). W tej sytuacji zawróciliśmy (…). Na dworze od płonących zabudowań było jasno jak w dzień. Kiedy zastukaliśmy do drzwi domu J. Łaciny, ten myślał, że to banderowcy dobijają się. Pozostał mu tylko jeden pocisk w karabinie, który trzymał »dla siebie«. Po chwili jednak, na szczęście, poznał nas i wpuścił do środka. W mieszkaniu było kilkanaście osób, w tym kilku mężczyzn bardzo odważnych, ale bezsilnych, bo pozbawionych amunicji do swoich karabinów. Wszystkich ogarniał strach, gniew i bezradność wobec uzbrojonych morderców”. Dla mieszkańców ostatnim punktem oporu był duży piętrowy gmach plebanii stojący przy kościele w centrum wsi. Maria Kret, która wraz z matką Anną z Jasińskich 12-letnim bratem Stanisławem, oraz osieroconymi – Marianem i Stasiem, synami zamordowanej w Zalesiu Władysławy Jasińskiej, tę noc spędzić mieli w domu Kamińskich. Zmasowany atak banderowców sprawił, że i oni postanowili przedzierać się w kierunku kościoła. W panującym zamieszaniu, wśród strzałów, pogubili się. „Biegłam z małym Marianem Jasińskim przez duży ogród. Nad głową świszczały mi kule, mały Marian zgubił w zaspie but. Dotarliśmy pod budynek plebanii. Chciałam wejść do budynku, jednak drzwi były zabarykadowane. Przerażona stanęłam na ganku, nie wiedząc, co robić. Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Byłam pewna, że to banderowcy. Jednak to obrońcy przez rozbite okno na wysokim parterze budynku wciągali szukających schronienia mieszkańców. W ten sposób trafiłam na plebanię. Było tam już bardzo dużo ludzi. Szczęśliwie też moja mama, brat i mały Stasio Jasiński. Chłopcy z Puźnik, wśród nich Franciszek Łapiak i Jan Wiśniewski, ostrzeliwali z okien pierwszego piętra podchodzących banderowców. Jedna z zakonnic, siostra Stefania, w fartuszku roznosiła obrońcom granaty. Ludzie wraz z księdzem Antonim Wawrzyńskim modlili się. Śpiewano pieśni”. Ukryta pod białą płachtą 16-letnia Józefa Szafrańska widziała, jak do głębokiego rowu, w którym schroniło się kilkadziesiąt kobiet z dziećmi, wchodzą uzbrojeni bandyci: „Jeden z nich krzyknął: »strelaj«. Drugi odpowiedział po ukraińsku: »Koły ne maju pul«. Ten pierwszy wrzasnął : »to rubaj«. I zaczęło się. Widziałam, jak postacie ubrane w białe okrycia zeszły do rowu. Nastąpił straszliwy krzyk, prośby o darowanie życia. Napastnicy nie znali litości, rąbali siekierami i kłuli bagnetami. Jeden z nich stał na brzegu rowu i gdy ktoś próbował uciekać, to do niego strzelał”. W tym czasie przerażona Honorata Dancewicz biegła przez wieś z zamiarem dotarcia do plebanii. „Wokół było słychać krzyki i jęki rannych, mordowanych i konających, rżenie koni i ryk bydła, skowyt psów oraz strzelaninę. Zamierzałam ukryć się na plebanii ,ale nie zdążyłam. Na drodze stali już banderowcy. Obok była grota-kaplica, tam też pobiegłam, wcisnęłam się za figurę Matki Boskiej i przerażona cicho szeptałam: »Przenajświętsza Matko, ratuj mnie«”. Oblegana plebania odpierała ataki. Napór napastników zaczął słabnąć. Józefa Szafrańska, której w rowie Borkowskich udało się pozostać niezauważoną przez napastników, z przerażeniem nasłuchiwała odgłosów masakry. „Po pewnym czasie, trudnym do określenia, strzelanina ucichła, słyszałam tylko różne gwizdy i hasła: »kołyna wertuj !«. Po czym nastąpiła cisza. Słychać było tylko trzask palących się budynków, jęki rannych i umierających ludzi. Banderowcy odstąpili”. Nad ranem mieszkańcy ostrożnie zaczęli wychodzić ze swych kryjówek, z nadzieją na odnalezienie swych krewnych. Rozalia Dancewicz, która razem z córką schroniła się w lesie, pobiegła do domu, starając się odnaleźć swoją matkę Józefę Hałuszczyńską. „Widok tego, co zobaczyłam, był okropny. Zewsząd rozlegał się płacz (…). Zwłoki mojej matki znalazłam na drodze do domu, do którego nie zdążyła dojść. Została zastrzelona. Pod mostem widziała straszliwie skatowane ciało Kacpra Krzywonia. Nasz dom był całkowicie spalony, nie ocalała żadna sztuka bydła”. W „rowie Borkowskich”, miejscu największej rzezi, Józefa Szafrańska wraz matką wśród okaleczonych zwłok odnalazły swych bliskich: „Nasz ojciec został zastrzelony, siostra Maria miała siekierą rozrąbaną głowę, siostrze Władysławie odrąbano jedną nogę, przebito nożem obie ręce i klatkę piersiową, jeszcze żyła, prosiła o wodę. Nad ranem jednak zmarła z upływu krwi. Pod jej plecami leżał syn cioci Dominik, ocalał i żyje do dziś. Ciocia Anna Jasińska z pięcioletnią córeczką Marią i trzyletnim synkiem Bronisławem zostali zakłuci bagnetami. Z dziewięciu osób z naszego domu pozostało nas tylko troje. (…) Widziałam Magdalenę Koliszczak ciężko ranną w głowę, konała, ale pytała z nadzieją, czy jej dziecko żyje? Niestety, jej syn Jaś nie żył”. W godzinach południowych do wsi wkroczył dowodzony przez sowieckiego oficera oddział Istriebitielnego Batalionu w przewadze złożony z Polaków. Wśród nich był Michał Sobków z Koropca: „We wsi makabryczne widoki. (…) Na każdym kroku spotykamy ludzi z krwawiącymi ranami głowy zadanymi siekierami. Prosi nas o pomoc kilkuletni chłopiec Rudolf Łucki z wgniecioną czaszką. Wyrwę w głowie ma zaklejoną chlebem. Jego matka i dwie siostry zostały zabite. Idąc dalej, natykamy się na zwłoki mężczyzny. Miejscowi ludzie rozpoznają w nim Józefa Jasińskiego. Zadano mu ciosy sztyletami – jeden przy drugim. Trafiamy na zwłoki małego dziecka. Ludzie twierdzą, że to półtoraroczny Stasio Wiśniewski. Na widok noża wepchniętego w jego usta robi mi się słabo”. Sowiecki komendant mimo wskazań puźniczan skierował pościg w zupełnie innym kierunku. Coraz bardziej stawało się jasne, że wcześniejsza wizyta sowieckich urzędników była jedynie kamuflażem, próbą uśpienia czujności Polaków i zorientowania się w polskich siłach. Żołnierze z Istriebitielnego Batalionu wspominali, jak ich dowódcy cynicznie czekali z wyruszeniem z odsieczą zaatakowanym polskim osiedlom. „Ciała pomordowanych zbierał w różnych miejscach Aleksander Ługowski. Kładł na sanie i zwoził na cmentarz. Widziałam, jak wiózł zwłoki 65-letniej Franciszki Nowickiej. Obok niej leżało ciało 70-letniego Bronisława Dancewicza. To był starszy, wysoki, przystojny pan. Teraz jego ciało odarte z butów leżało na saniach. Jedna ze stóp wystawała spoza sań i ciągnęła się po śniegu. Większość pomordowanych to byli ludzie starsi, kobiety i dzieci. Pochowano ich szybko w naprędce zbitych skrzyniach lub owiniętych w prześcieradła w dwóch dołach pozostałych po tym, jak we wsi stacjonowali Niemcy, którzy chyba przeznaczyli je dla swoich poległych, kiedy w okolicy na jakiś czas zatrzymał się front. Baliśmy się, że banderowcy dokonają kolejnego napadu”. (relacja Marii Kret) Tej nocy upowcy zamordowali ponad 100 osób. Według danych sowieckich napastnicy pod dowództwem Petro Chamczuka „Bystrego” spalili we wsi 172 domy mieszkalne i w bestialski sposób zamordowali 82 osoby cywilne. Liczba ta nie obejmuje osób, których ciał nie odnaleziono”. (Maciej Dancewicz: Zagłada Puźnik; w: http://archiwum.rp.pl/artykul/792151-Zaglada-Puznik.html; 10-07-2008 ). 

Edmund Działoszyński, PUŹNICKA BALLADA (fragmenty).


Hen daleko tam na wschodzie
biała brzoza się schyliła
Wiatr żałośnie tam zawodzi,.
gdzie zbiorowa jest mogiła.

Nikt tam świeczki nie zaświeci,
ani kwiatów nie przyniesie
Tylko wiatr czasem przyleci
i zaszumi w głuchym lesie.

Czemuś Dniestrze taki srogi ?
Czemu nurt twój taki dziki ?
Czemu znikłą wśród pożogi
ma rodzinna wieś Puźniki ?

Rzeź tam była w czterdziestym piątym roku,
nocą, trzynastego w lutym
Trudno zapomnieć tego widoku
i tych ran po drągu okutym.

Wiatr tumany iskier wzniecał,
rozdmuchiwał wciąż płomienie.
Księżyc wyszedł i oświecał
otoczona wieś banderowskim pierścieniem.

Chaty w ogniu jak pochodnie,
były świadkiem okrucieństwa.
Oświetlały ciemne zbrodnie
straszne orgie i szaleństwa.

Biegł Jasiński sadem, polem
po puszystym śniegu ku Sianożętom,
aż zobaczył, że półkolem
dalszą drogę mu zamknięto.

Zaraz mu obcięli uszy,
żywcem oczy wydłubali.
Widząc, że się już nie ruszy,
życie mu " podarowali".

Biegnie, biegnie kobiecina,
ale widzi, że nie zdąży.
lęk już nogi jej podcina
a panika serce drąży.

Była blisko już przy plebani
gdy z trwogi ścierpła jej skóra.
Drogę banderowcy już odcięli,
więc pobiegła gdzie figura...

Matki Boskiej w grocie stała,
więc rękami ja objęła,
i tak się uratowała
cudem Bożym - Honorata.

I mnie też tam, wtedy siedmiolatka,
kiedy cała wieś już płonęła,
na plebanię wtenczas, matka
na ramionach z sobą wzięła.

Jak ocalić garstkę życia,
gdy ogień szaleje dookoła ?
Dom wygania precz z ukrycia,
dziecko z trwogą matkę woła.

Matki krzyk ! ubolewanie !
banderowiec, w mgnieniu oka sprawnie zdławił,
długi bagnet wbił do krtani,
poprzez usta i tak pozostawił.

Rankiem dziecko zakwiliło
a martwych ramion matki trupa.
Siedemdziesiąt ciał, to żniwo
jednej nocy, bandy UPA.

Dziś to są pourazowe -
makabryczne przypomnienia,
o których już nie ma mowy
wśród młodego pokolenia.

Nie za długo tylko w baśni
mglisty obraz pozostanie,
lecz nikt bliżej, tej historii nie wyjaśni
gdy wygasną puźniczanie.

Kto opisze los sierocy,
jak  jechały dzieci, starcy
stłoczeni, przez wiele dni i nocy
po kilka rodzin na kolejowej węglarce.

 

   13 lutego: 

We wsi Capowce pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali polską nauczycielkę Janiewicz.

We wsi Krowica Sama pow. Lubaczów zamordowali Stefanię Żelichę. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).

We wsi Zalesie pow. Buczacz zamordowali  7 Polaków.

We wsi Załoźce pow. Zborów zamordowali 3 Polaków, w tym kobietę.

We wsi Zniesienie pow. Trembowla uprowadzili i zamordowali w lesie Juliana Bojrakowskiego.  

 

   14 lutego: 

We wsi Boryczówka pow. Trembowla: „14.02.1945 r. był wielki napad, przybyli Sowieci z pomocą, zginęło 27 osób, prawdopodobnie wszyscy narodowości polskiej.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Byczkowce pow. Czortków około 600 osobowa grupa banderowców wymordowała ponad  100 Polaków i spaliła większość ich zabudowań. Według sprawozdania Komitetu Ziem Wschodnich w napadzie brały udział ukraińskie dziewczęta, "które sierpami męczyły mordowanych, wybierając im oczy, obcinając uszy i nosy". H. Komański i Sz. Siekierka na s. 185 – 186 podają z imienia i nazwiska 111 polskich ofiar z lat 1942 – 1946 oraz 1 ofiarę z 1941 roku.

We wsi Kłodno Wielkie pow. Żółkiew Ukraińcy zamordowali 21-letniego Józefa Łukawskiego.

We wsi Ostapie pow. Skałat banderowcy przebrani w mundury NKWD zatrzymali 26 Polaków, mężczyzn, wszystkich powiązali a następnie żywcem wrzucili do głębokiej studni, nikt nie ocalał. 

 

   15 lutego: 

We wsi Jezierzany pow. Borszczów upowcy zamordowali 21 Polaków, pracowników kolejowych.

We wsi Karaczynów pow. Gródek Jagielloński zamordowali 12 Polaków. 

We wsi Korczunek koło Iwanczan pow. Zbaraż:15.02.1945 r. zostały zam. 2 osoby NN. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

 

   16 lutego: 

We wsi Jezierzany pow. Stanisławów: „Siostry mojej mamy Julcia Łopuszańska i Janka Zdanowicz poszły w dniu 16.02.1945r. do sąsiedniej wsi "bić olej" z siemienia i ślad po nich zaginął” (www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).

We wsi Kobyłowłoki pow. Trembowla upowcy zamordowali Michalinę Stojanowską. Uroczystość na skwerze przed kościołem w Zielonej Górze Łężycy, upamiętniająca ofiary ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach. Goście odsłaniają kolejne tablice./.../  Tablicę o treści: PAMIĘCI MICHALINY STOJANOWSKIEJ z d. Podborączyńskiej (l. 45) zamordowanej przez banderowców 16 lutego 1945 we wsi Kobylowłoki, pow. Trembowla, woj. tarnopolskie, oraz co najmniej 14 innych mieszkańców tej miejscowości, zamordowanych w latach 1943-1945. Ufundował i odsłonił Stanisław Stojanowski-Han”. (Szymon Kozica: Ocaleli, żeby przekazać nam tę historię; w: https://plus.gazetalubuska.pl/ocaleli-zeby-przekazac-nam-te-historie/ar/10739410 ).

We wsi Krowica Sama pow. Lubaczów 16 lutego 1945 r. zamordowali Ołeksa Chacharę i jego żonę Annę. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.). 

W miasteczku Lubaczów woj. rzeszowskie Ukraińcy uprowadzili sołtysa Onyszka Wąsika, który zaginął bez wieści. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).

We wsi Ropienka pow. Lesko upowcy zastrzelili Bronisława Charzępę.

We wsi Weleśniów pow. Buczacz  upowcy przebrani w mundury NKWD, pod pretekstem rejestracji do wojska zebrali 46 Polaków, zamknęli w drewnianej szopie, oblali naftą i podpalili, wszyscy spłonęli żywcem a zebrana obok kilkudziesięcioosobowa grupa młodzieży ukraińskiej tańczyła z radości, gdy z szopy docierał rozpaczliwy krzyk i jęk, wołali po ukraińsku: „Módlcie się gorąco do swego Boga, to może stanie się cud i będziecie żywi”.

 

   17 lutego: 

We wsi Grabowa pow. Kamionka Strumiłowa zamordowali 3 Polaków, w tym nauczycielkę z mężem. „W dniu 17 lutego 1945 roku bojówka SB z Kupiakiem na czele dokonała mordu we wsi Grabowa. Ofiarami ich byli: inspektor oświaty rejonu Busk – Konstanty Naczas i jego żona, nauczycielka – Maria. Oprócz tego zatrzymano Katarzynę Polityło, którą uduszono i wrzucono do studni, po czym bandyci odjechali z ich zrabowanym mieniem. Zeznania świadka Falińskiej Susabowskiej: „Na początku 1945 roku bojówka Kupiaka zamordowała małżeństwo Naczasów, Konstantego i Marię, którzy mieszkali we wsi Grabowa. Przyczyną zabójstwa było to, że Konstanty Naczas, inspektor rejonowego oddziału ludowej oświaty w Busku darzył sympatią władzę sowiecką i występował przeciwko ukraińskim nacjonalistom. Także jego żona Maria, nauczycielka ze wsi Grabowa nie darzyła sympatią ukraińskich nacjonalistów. O zabójstwie tym dowiedziałam się od Michała Pociłujki „Niesytoho”. Zeznania córki Naczasów – Lidii Poroniuk, tak charakteryzują to wydarzenie: „Na całe życie w mojej pamięci pozostało, jak tego wieczora rodzice mnie kąpali. Nagle do pokoju weszło kilku bandytów. Jeden z nich wydał mi się bardzo wysokiego wzrostu, zaczął rozmawiać z ojcem a potem strzelił do niego. Ojciec upadł, w pokoju zgasła lampa. Bardzo się przestraszyłam i zaczęłam krzyczeć”. Zeznania ojca Marii Naczas, Tomasza Sosnowskiego: „Bandyci weszli do naszej chałupy i kazali podać wieczerzę. Po wieczerzy powiedzieli, że mają sprawę do nauczycieli i weszli do drugiego pokoju, gdzie mieszkała córka Maria, z mężem i dzieckiem. Mojej żony do tego pokoju nie wpuścili. Po kilku minutach oddali pięć strzałów i natychmiast wyszli. Jeden z nich kazał zabrać dziecko. Kiedy z żoną weszliśmy do pokoju, córka i jej mąż leżeli martwi. Córka miała kilka ran w głowie, jej mąż tylko jedną”. (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ). 

We wsi Klimkowce pow. Zbaraż: „17.02.1945 r. zostały zam. 3 osoby, Polacy NN”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Młyniska pow. Trembowla podczas drugiego napadu banderowców zamordowanych zostało 20 Polaków i 30 rannych oraz spalona większość budynków. Inni: „17.02.1945 r. był wielki napad, spłonęło około 100 domów i budynków gospodarczych, zabitych zostało około 70 osób a rannych było ponad 100 osób. Ludność broniła się, ale uległa przewadze. Upowcy też ponieśli duże straty – ok. 50-60 zabitych” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). „Ponowny napad 17 lutego Spalono większość budynków mieszkalnych i gospodarczych. Zamordowano 20 osób a 30 zostało rannych lub poparzonych.” (http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=404924 ).  

We wsi Olchowczyk pow. Kopyczyńce Ukraińcy uprowadzili 3 Polaków: 38-letnią Marię Paszkowską, 42-letnią Rozalię Zdebiak i jej 14-letniego syna Kazimierza. „Dzięki informacji znajomego Ukraińca, dotarliśmy do leśniczówki, gdzie w pobliskiej, niezbyt głębokiej studni, znaleźliśmy zwłoki pomordowanych. Oględziny zwłok wykazały ślady tortur: np. Maria i Rozalia miały wydłubane oczy, zdartą skórę z piersi, a 14-letni Kazio miał na piersi, w okolicy serca, aż siedem ran kłutych nożem lub bagnetem. Nie ulegało wątpliwości, że cała trójka zginęła męczeńską śmiercią” (Wiktoria Zdebiak; w: Komański..., s. 757).

 

   18 lutego: 

We wsi Hermanowice pow. Przemyśl: 18 lutego 1945  w Hermanowicach o godz. 16.00 3 banderowców o pseudonimach „Czmil”, „Jastrub” i „Burłaka” zlikwidowała 2 członków komisji przesiedleńczej oraz zabrali im dokumentację wraz z 2 pistoletami.” (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s.158).

We wsi Nowosiółki pow. Dobromil: W nocy na 18 lutego 1945 roku napastnicy zamordowali 18 mieszkańców wsi Nowosiółki i Szczegły w rejonie Jaworów, obwód Lwów, w tym 9 kobiet i 6 dzieci.(Arch. spr. №372, 100, ark. 98-102. INFORMACJA SBU o działalności OUN-UPA №113 z dnia 30.07.1993 r.)

We wsi Probużna pow. Kopyczyńce  zamordowali Tadeusza Zakrzewskiego, lat 17.  

We wsi Sucha Wola pow. Lubaczów uprowadzili i zamordowali w lesie 2 Polaków. 

 

   W nocy z 18 na 19 lutego:

We wsi Darachów pow. Tarnopol „partyzanci ukraińscy” uprowadzili z domu Franciszkę Misę, której mąż przebywał w niewoli niemieckiej, przywiązali ją do słupa drogowego i po torturach zamordowali.

 

   19 lutego: 

W mieście powiatowym Lubaczów 19 lutego 1945 r. zamordowali 2 nieznanych milicjantów oraz kasjerkę Annę Gut. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.). 

We wsi Oryszowce pow. Kopyczyńce:19.02.1945 r. zamordowano 2 Polaków NN, którzy tam przyszli za handlem.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7); pochodzili oni ze Lwowa.   

We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów zamordowali Tadeusza Kohuta lat 38. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.). 

 

   W nocy z 19 na 20 lutego:  

We wsi Werbka pow. Buczacz upowcy zaprowadzili ujętych Polaków do stodoły, powiązali ich i  stodołę podpalili; żywcem spłonęło 20 Polaków.

 

   20 lutego: 

We wsi Charzeńce pow. Trembowla: „20.02.1945 r. zastrzelono 2 Polaków”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Jabłonówka pow. Kamionka Strumiłowa: „W dniu 20 lutego 1945 roku na rozkaz Kupiaka jego podwładni zamordowali Hannę Bogomołową, kierowniczkę młyna w Jabłonówce za to, że nie zgodziła się dawać im mąki, oraz dwóch Polaków, którzy wtedy przejeżdżali obok młyna z drewnem z lasu. Zaprowadzili ich do pobliskiego lasu i tam zamordowali.” (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ). Inni: We wsi Jazienica Ruska pow. Kamionka Strumiłowa przez UPA zabita została Ukrainka Bogomołowa Anna i 2 Polaków (Kubów..., jw.).

We wsi Krowica Hołodowska pow. Lubaczów miejscowi Ukraińcy zamordowali Katarzynę Kuryk ur. 1896 r.

We wsi Obrzańce pow. Tarnopol: 20.02.1945 r. zastrzelono 2 Polaków NN w czasie napadu, który został odparty”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

Na terenie powiatu Przemyśl banderowcy zamordowali 11 Polaków,  gajowych.

We wsi Trusze pow. Leżajsk 20 lutego 1945 r. zamordowali Józefa Rebusia ur. 1884 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).

 

   21 lutego: 

We wsi Brzeżawa pow. Dobromil upowcy zamordowali małżeństwo Marię i Franciszka Grodeckich. 

 

   W nocy z 21 na 22 lutego:

We wsi Kobylnica pow. Lubaczów 21-22 lutego 1945 r. banderowcy podczas napadu na wieś zamordowali nieustaloną  ilości Polaków. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.). 

 

   22 lutego: 

We wsi Lipnik koło Ottyni  pow. Tłumacz: „22.02.45 r. zostali zamordowani: Borowiec Michał; Borowiec Jan; Gołasz Jakub z żoną; Gołasz i.n. (brat Jakuba); Gołasz Stanisław syn jego (brata Jakuba i.n.); Gołasz Anna jego córka;; Gołasz Emilia druga córka; Kobiałka Julia; Kobiałka Krystyna; Kobialka Edward; Kobiałka Emilia; Olejnik Stefania ; Siemiński Antoni; Siemińska Tekla; Wąs Zofia z domu Siemińska. Na Rubieży Nr 98 podano jeszcze 3 osoby, które zginęły w czasie tego pogromu: Sip Mieczysław ; Borowiec Michał; Borowiec Jan. [Ci dwaj ostatni wkrótce przedtem wrócili potajemnie pieszo z Sybiru!].” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Wola Miatiaszowa pow. Lesko upowcy powiesili Polaka, sołtysa Józefa Smolucha. 

 

   W nocy z 22 na 23 lutego:

W miejscowości Chodaczków Mały pow. Tarnopol zamordowali 3 Polaków: dwie kobiety i 18-letniego syna jednej z nich.

 

   23 lutego: 

We wsi Białogłowy pow. Złoczów upowcy zamordowali 7 Polaków, mieszkańców Załoziec, w tym 18-letnią dziewczynę.  Inni: nie mniej niż 8 osób („Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich w celu całkowitego wyniszczenia ludności polskiej w latach 1939 - 1945 na terenie powiatów Zborów i Brody, woj. tarnopolskie”; sygn. akt S 83/09/Zi; w: https://ipn.gov.pl/pl/sledztwa/sledztwa/oddzialowa-komisja-we-w/31480,Sledztwa-zakonczone-wydaniem-postanowienia-o-umorzeniu.htm ).

We wsi Cygany pow. Borszczów nocą duży oddział upowców zamordował 28 Polaków, chociaż wcześniej dowództwo UPA dało Polakom termin do końca lutego na opuszczenie wsi. Tylko 3 osoby zastrzelone zostały podczas ucieczki, reszta zginęła od siekier, noży, bagnetów lub została spalona żywcem w budynkach; w większości były to kobiety i dzieci;  16-miesięcznej Helenie Żołyńskiej roztrzaskali główkę o framugę drzwi. Ponadto w maju znaleziono mogiłę 16 Polaków w piasku pod lasem - byli to ci, którym udało się uciec tej nocy, zostali wyłapani później i zamordowani.

We wsi Jesionów (Jasieniów) Polny woj. stanisławowskie: „23 02.1945 r. została zam. Woroch Anna c. Antoniego (1927).” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).

We wsi Kobylnica Ruska pow. Lubaczów upowcy obrabowali i spalili 3 gospodarstwa polskie oraz zamordowali 5 Polaków. 

We wsi Lubliniec pow. Lubaczów zamordowali rolnika Michała Pytla. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.). 

 

   24 lutego: 

We wsi Białokiernica pow. Podhajce banderowcy dokonali ponownego napadu na plebanię i zamordowali kościelnego Jana Wichernika.

We wsi Jasieniów Polny pow. Horodenka obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 7 Polaków.

We wsi Nietrepieńce (Neterpińce) pow. Zborów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków („Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich w celu całkowitego wyniszczenia ludności polskiej w latach 1939 - 1945 na terenie powiatów Zborów i Brody, woj. tarnopolskie”; sygn. akt S 83/09/Zi; w: https://ipn.gov.pl/pl/sledztwa/sledztwa/oddzialowa-komisja-we-w/31480,Sledztwa-zakonczone-wydaniem-postanowienia-o-umorzeniu.htm ).

 

   25 lutego:  

We wsi Zaleszczyki Małe pow. Buczacz upowcy zamordowali 39 Polaków, w tym rodziców z 7 dzieci w wieku od 8 miesięcy do 17 lat; morderstw dokonywali przy użyciu siekier, noży i bagnetów, tylko jedną 80-letnią kobietę zastrzelili. „Zostali zamordowani (rozstrzelani) moi krewni dziadek Szewczuk Józef, babcia Antonina Szewczuk zd. Kłos oraz ich dzieci Michał Szewczuk i Janina Szewczuk. Przeżył mój tata Stefan i jego brat Jan ponieważ dzięki Bogu nie było ich w domu byli na wojnie. Ich siostra Katarzyna też przeżyła, ponieważ tę noc spędziła w Jazłowcu u mojej mamy, która wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem w dzień 24 lutego po nie przespanej nocy z 23/24 lutego 1945r (już wtedy banderowcy byli w Zaleszczykach Małych ale tylko narobili dużo hałasu i straszyli Polaków) uciekli do miasta”  (Krystyna Szewczuk-Zyss,  <Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.>; w: www.ludobojstwo.pl oraz e-mail do autora). Relacjonuje Apolinary Kuliczkowski z Jazłowca: Pewnej nocy wczesnego przedwiośnia 1945, stojąc na swojej zmianie, usłyszałem jak gdyby strzały karabinowe. Wydawało mi się, że pochodzą one z kierunku Małych Zaleszczyk, wioski położonej około 1,5 km na zachód od Jazłowca, w której zamieszkiwało kilka rodzin polskich. Podskoczyłem na placówkę i zawiadomiłem o tym zebranych tam wartowników. Wszyscy zaczęliśmy nasłuchiwać. Ponieważ noc była dżdżysta, to jedni mówili, że to strzały, inni, że to wiatr stuka blachą na kaplicy cmentarnej, bo placówka nasza znajdowała się nad rzeczką między cmentarzem jazłowieckim a browarskim (Browary, część Jazłowca, były w tym czasie oddzielną wsią). Nad ranem goniec na koniu przyniósł hiobową wieść. Wszyscy Polacy w Małych Zaleszczykach pomordowani. Około południa przywieźli zmasakrowane zwłoki, leżące rzędem na kilku furmankach. Widok był przerażający. To nie były trupy. To były szczątki rozszarpanych, niewiadomo jakich istnień ludzkich. Odbył się uroczysty, ale w grobowym nastroju pogrzeb na jazłowieckim cmentarzu. Wszystkich pochowali w zbiorowej mogile.” (Apolinary Kuliczkowski z Jazłowca; w: https://plus.gazetalubuska.pl/obroncy-jazlowca-wartownicy-byli-uzbrojeni-w-karabiny-automaty-i-granaty-reczne/ar/11782397 ).

 

   26 lutego: 

We wsi Borysławka nadleśnictwo Nowe Sady pow. Dobromil  został zamordowany we własnym domu przez UPA gajowy Teodor Fredkowicz, ur. 1892 r., jego brat Michał został zamordowany w kwietniu 1945 roku, pochowany w Borysławce. (Edward Orłowski..., jw.).   

Na terenie gminy Leszniów pow. Brody Ukraińcy zamordowali 1 Polaka  („Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich w celu całkowitego wyniszczenia ludności polskiej w latach 1939 - 1945 na terenie powiatów Zborów i Brody, woj. tarnopolskie”; sygn. akt S 83/09/Zi; w: https://ipn.gov.pl/pl/sledztwa/sledztwa/oddzialowa-komisja-we-w/31480,Sledztwa-zakonczone-wydaniem-postanowienia-o-umorzeniu.htm ).

 

   W nocy z 26 na 27 lutego:

We wsi Cygany pow. Borszczów: „Nocą z 26 II 45 na 27 II 45 r. banda powróciła z lasu do wsi Cygany i bestialsko rozprawiła się z ludnością polską, mieszkającą w tejże w[si]. Rozstrzelano i wyrżnięto 8 polskich rodzin, w tym:

I rodzina Kołodiczuk Mikołaj (imię urodzony w 1875 r. ojca nie ustalone),

Szekulska Wiera c. Mikołaja, urodzona w 1909 r.

Szekulska Anna, urodzona w 1940 r.

II rodzina Puziński Michał s. Grzegorza, urodzony w 1880 r.

Puzińska Stefania c. Michała, [urodzona w] 1930 r.

Puzińska Anna c. Michała, [urodzona w] 1933 r.

Puziński Józek s. Michała, [urodzony w] 1937 r.

III rodzina Olechowski Józef (imię ojca [urodzony w] 1880 r. nie ustalone),

Olechowska Maryna c. Józefa, [urodzona w] 1890 r.

IV rodzina Martyniuk Stefan s. Antoniego, [urodzony w] 1930 r.

Martyniuk Weronika c. Antoniego, [urodzona w] 1928 r.

V rodzina Junik Aniśka (imię ojca [urodzona w] 1912 r. nie ustalone),

Junik Kazimierz s. Stefana, [urodzony w] 1931 r.

VI rodzina Żolińska Anna (imię ojca [urodzona w] 1888 r. nie ustalone),

Żolińska Halina c. Włodzimierza, [urodzona w] 1913 r.

Żolińska Antonina c. Antoniego, [urodzona w] 1943 r.

VII rodzina Martyniuk Antoni (imię ojca lat 62 nie ustalone),

Martyniuk Michalina c. Antoniego, lat 45

VIII r[odzina] Nieszczuk Polina (imię ojca lat 28 nie ustalone),

Nieszczuk Janka c. Trochima, lat 11

Puzińska Maria c. Michała została ranna, obecnie jest na leczeniu.

Mimo że w[ieś] Cygany i las zostały 27 II 45 r. przeczesane przez istriebitielnyj batalion oraz funkcjonariuszy RO NKWD i RO NKGB, banda nie została ustalona. Podczas spotkania z aparatem s/o ustalono, że banda wyszła w kierunku r[ejo]nu czernihowieckiego.” (Meldunek specjalny naczelnika RO NKGB w Skale dla naczelnika UNKGB obwodu tarnopolskiego z 28 lutego 1945 r. W: PA SBU, F. 73, op. 1, spr. 82, k. 57–57 a.). Patrz też wyżej: 23 lutego 1945 roku... 

 

   27 lutego: 

We wsi Kalnica koło Wetliny pow. Lesko (Bieszczady) upowcy zamordowali 2 Polaków: małżeństwo oraz ukrywaną przez nich Żydówkę Haję Dym.

We wsi Muchawka pow. Czortów zamordowali 10 Polaków.

We wsi Ropienka pow. Lesko upowcy zastrzelili Władysława Szymoniaka.

We wsi Wańkowa pow. Lesko  upowcy powiesili Władysława Szymańskiego.

 

   W nocy z 27 na 28 lutego:

We wsi Brusno Nowe pow. Lubaczów w czasie napadu na posterunek milicji  UPA  zamordowała 13 nieznanych milicjantów i ich kucharkę Marię Byrę. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.). 

 

   28 lutego: 

Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany został porwany przez bojówkę UPA Komar Antoni, 28, lat 32, (Józef Wyspiański: Skutki napadów ukraińskich nacjonalistów w powiecie Przemyślany. w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, tom 10, Kędzierzyn-Koźle 2018).

We wsi Hrebenne pow. Tomaszów Lubelski upowcy zakłuli bagnetami 4 Polaków.

We wsi Huta Stara pow. Buczacz podczas drugiego napadu zamordowali 6 Polaków (5 kobiet i 1 mężczyznę). ”Drugi napad miał miejsce pod koniec lutego 1945 r. (najprawdopodobniej było to 28). Mieszkańcy wsi Huta Stara zamordowani podczas drugiego napadu: 1. Żuczkowska Zofia lat ok. 60 - sądząc, że podobnie jak podczas pierwszego napadu kobietom nic się nie stanie, wyszła prosić banderowców aby oszczędzili jej dom, została zabita. 2. Charęza Jan lat ok. 20. 3.Biernacka Maria (zastrzelona). 4. Biernacka Zofia. 5.Biernacka Anna. 6.Biernacka Maria (zastrzelona w czasie próby ukrycia się - strzałem w głowę)” (Roman Romanów, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). H. Komański, Sz. Siekierka na s. 152 podają tylko napad z 4 marca 1944 roku oraz mord 12 Polaków NN, natomiast prof. L. Jankiewicz podaje 13 nazwisk ofiar pierwszego napadu. „28.02.1945 r. w czasie drugiego napadu zginęło około 12 osób, ustalono tylko część nazwisk:. Biernacka Anna; Biernacka Maria; Biernacka Maria; Biernacka Zofia; Charęza Jan lat około 20;  Żuczkowska Zofia l. 60;  Sześć osób NN.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Lubycza Królewska pow. Lubaczów zamordowali 5 Polaków. 

We wsi Michalcze woj. stanisławowskie:28.02.1945 r. po okrutnych torturach zostali zamordowani: 1-5. Rodzina Bilczyńskich; 6-11. Rodzina Hawryłowiczów;  12. Mastalerz Józefa c. Mikołaja (1906)” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 

We wsi Nowosiółki-Bekerów pow. Podhajce napadli na plebanię i zamordowali ks. proboszcza Mariana Dziamarskiego, jego siostrę, gosposię i kobietę ze Lwowa, która korzystała z noclegu na plebanii. Ciało księdza wrzucono do pobliskiego stawu, w którym po pewnym czasie wypłynął na powierzchnię. Był związany drutem  kolczastym. Przed śmiercią na piersiach wypalono mu krzyż, wyrwano paznokcie i język, wydłubano oczy. „Bardzo obrazowo okoliczności śmierci ks. Dziamarskiego relacjonuje siostra Aniela Koj der ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP w Starej Wsi. Relację spisała w 1947 r. przełożona generalna zgromadzenia s. Eleonora Jankiewicz na prośbę brata księdza, inżyniera Władysława Dziamarskiego: Na pół godziny przed rozegraniem się strasznej tragedii przyszedł śp. ks. Marian do sióstr i prosił, aby przyszły na probostwo a potem pójdą razem do kościoła, by tę noc spędzić (w okolicy bowiem ponawiały się raz po raz napady Ukraińców). Siostry zgodziły się bardzo chętnie na propozycję śp. księdza proboszcza, bo i im było podówczas straszno w domu. Zatrzymały się jeszcze, by się napić i coś ciepłego ubrać. Przy wyjściu z domu słyszały straszny krzyk, probostwo było już otoczone przez ok. 50 drabów, a przed drzwiami frontowymi był ustawiony karabin maszynowy. Sześciu wtargnęło do środka pochwycili ks. Mariana, rzucili Go na ziemię i związali drutem kolczastym. Biedak płakał z bólu i prosił by Mu przynajmniej jedną rękę uwolnili. Siostry podpełzły ogrodem na rękach bliżej probostwa i widziały, jak wyniesiono śp. ks. Mariana i rzucono na sanie. Wzięto też razem z księdzem dziewczynę (niejaką Milę Stajnerówne). Po chwili dali Ukraińcy trzy strzały do śp. ks. Mariana, a Siostry usłyszały jeszcze Jego jęki, które wnet ucichły. Tak samo zamordowano ową dziewczynę. Następnie

rzucono zwłoki do stawu czy rzeki, płynącej blisko plebani. Mieszkańcy Bekerowa stali z daleka, krzyczeli i lamentowali, ażeby ich zabito, skoro zamordowano im ,, Ojca”. O świcie przybiegły do sióstr niejaka panna Nusia, która była świadkiem wszystkiego i matka zamordowanej Stajnerówny, obydwie prawie w koszulach, bo obdarto je i ograbiono ze wszystkiego. Przybyło też wojsko z Podhajec zawiadomione o napadzie, wojsko to rozpoczęło poszukiwania za  zwłokami zamordowanych, ale bezskutecznie. Tak więc śp. ks. Marian padł na posterunku kapłańskim, nakłaniano Go przedtem, by wyjechał i w ten sposób ratował życie, ale On odpowiadał, ze dopóki choćby jeden Polak był w Bekerowie, jego obowiązkiem jest trwać.  /.../ We wsi Nowosiółka-Bekerów oprócz ks. M. Dziamarskiego zginęło 8 osób (nazwiska wszystkich są ustalone), wypędzono ze wsi 1020 osoby, spalono 302 zagrody”. (Dorota Stefańska: Marian Dziamarski (1900-1945) - kapłan, męczennik; w: Biuletyn Szatkowski, Tom 11, 2011 r.).

We wsi Zaleszczyki Stare pow. Zaleszczyki obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 39 Polaków . 

We wsi Zatwarnica pow. Lesko zamordowali 2 Polaków.  

 

     Od września 1943 do lutego 1944 roku:  

We wsi Borynia pow. Turka banderowcy zamordowali 15 Polaków.

 

   Na przełomie stycznia i lutego 1945 roku:   

We wsi Klimkowce pow. Zbaraż banderowcy uprowadzili 2 Polaków, braci lat 17 i 18, którzy zaginęli bez wieści.

 

   W lutym 1945 roku (świadkowie nie podali dnia ):  

We wsi Cebrów pow. Tarnopol zamordowali 18 Polaków. Patrz  „W lutym 1944 roku”; „duży napad był w lutym 1945 r. a nie w lutym 1944 r.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

We wsi Cieszanów pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Franciszka Rozmusa. 

We wsi Dźwiniaczka pow. Borszczów  banderowiec zastrzelił sąsiada – Polaka, gdy ten jechał saniami na stacje kolejową, aby wyjechać do Polski.

We wsi Jaśliska pow. Sanok upowcy uprowadzili i zamordowali Władysława Koguta, lat 21. 

We wsi Jezierzany pow. Borszczów zamordowali 4 Polaków i 2 Ukraińców, oraz pod koniec lutego bojówka UPA dowodzona przez Olgę Wadowską zamordowała 10 Polaków pracujących przy wyrębie lasu.

We wsi Karolówka pow. Borszczów upowcy po torturach powiesili na słupach telegraficznych dwie 40-letnie kobiety (Kulczycką oraz Weronikę Mościcką) oraz  zastrzelili 19-letniego Dominika Kulczyckiego, gdy podjął ucieczkę; a także został zamordowany Jan Mościcki lat 13. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 

We wsi Kobylnica Ruska pow. Jaworów zamordowali i spalili ciało razem z budynkami 21-letniego Michała Karemeczkę. Oraz: We wsi Kobylnica pow. Lubaczów w lutym 1945 r. zamordowali Michała Jaremeczkę ur. 1923 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).

We wsi Kokoszyńce pow. Skałat zamordowali Annę Wysokólską i jej 16-letnią córkę Stefanię.

We wsi  Kośmierzyn pow. Buczacz został zamordowany Szumski Henryk l. 16.

We wsi Kurniki Szlachcinieckie pow. Tarnopol zamordowali 3 Polki: 15-letnią Genowefę Łagisz, jej 17-letnią siostrę Stefanię Łagisz oraz 60-letnią nauczycielkę Wandę Lwowską. A także 4-osobową rodzinę ukraińską Chomickich z córkami lat 4 i 6.

We wsi Kutyska pow. Tłumacz banderowcy zamordowali 20 Polaków, w tym Rozalię Fas z 5 dzieci: córkami lat 8, 16 i 18, synem lat 6 i 3-miesięcznym niemowlęciem, troje najmłodszych dzieci wrzucili do studni, dwie najstarsze córki wywieźli i wrzucili do rzeki Dniestr (Siekierka..., s. 698; stanisławowskie).

We wsi Litowiska pow. Brody w lutym 1945 r. dowódca miejscowej bandy UPA Iwan Jarosz kazał powiesić swoją bratową, Jadwigę Ludwikę Jarosz z d. Cieśla, ur. w 1915 r.,  ponieważ była Polką. (Komański..., s. 74 oraz: Jan Pinkiewicz; w: http://pinkiewicz.prv.pl/reminiscencje-z-wsi-podolskiej-Hucisko-Brodzkie.html ).  

We wsi Lisko pow. Kamionka Strumiłowa: „W lutym 1945 roku, Kupiak ze swoją bojówką zatrzymał we wsi Lisko przewodniczącego wiejskiej Rady, Michała Hnatyszyna, zaprowadził go do opuszczonego gospodarstwa i osobiście zastrzelił. W tym czasie Bogdan Czuczman, Jarosław Iwanow i inni na rozkaz Kupiaka wymordowali całą rodzinę Hnatyszyna, żonę, córkę Bognę i rodziców – Józefę Zarębę, Włodzimierza Zarębę i Paraskę Hajłasz. Mienie ich podobnie jak innych pomordowanych wzbogaciło konto szefów bandy. Zeznania świadka Falińskiej Susabowskiej: „Grzegorz Pryszlak „Mikuszka posłał mnie z pocztą do Kupiaka i prosił, abym będąc we wsi Lisko dowiedziała się o jego matkę, która mieszkała w Nowosiółkach. We wsi Lisko zatrzymałam się u jakiegoś gospodarza, spotkałam się z Kupiakiem i oddałam mu pocztę. W tym czasie w bojówce Kupiaka widziałam Andrzeja Moroza, Włodzimierza Olijnyka, Jana Szewczuka i jeszcze kilku innych. Dowiedziałam się tam też, że pytał o mnie przewodniczący wiejskiej Rady, Michał Hnatyszyn, co mnie bardzo zaciekawiło i zaniepokoiło. Od gospodarzy dowiedziałam się, że on często jeździ do rejonu, gdzie spotyka się z przedstawicielami sowieckiej władzy i wraca późno do domu. Pisemnie zawiadomiłam o tym Kupiaka. Po przyjeździe Kupiaka i Moroza, opowiedziałam im o Mikołaju Hnatyszynie i prosiłam, by wyjaśnili, dlaczego Hnatyszym interesuje się moją osobą. Kupiak obiecał mi to wyjaśnić. Razem z Morozem i Kupiakiem udałam się do chałupy Hnatyszyna. Hnatyszyn zobaczył nas przed domem i bardzo się wystraszył. Po krótkiej rozmowie, Kupiak kazał Morozowi pilnować Hnatyszyna, a mnie odprowadził do gospodarza, u którego mieszkałam i powiedział, że rozmowa z Hnatyszynem nie ma żadnego sensu. Zapytał przy mnie Hojnicza, czy jest tu w pobliżu pusty dom, w którym można by swobodnie porozmawiać. Ten wskazał mu jakiś budynek. Następnego dnia dowiedziałam się od gospodarza, że Hnatyszyn został zamordowany, a oprócz niego zamordowano jeszcze jego żonę, dorosłą córkę i innych dorosłych mieszkańców wsi. Przy pierwszym spotkaniu po tych wydarzeniach Kupiak powiedział mi, że on zastrzelił Hnatyszyna i resztę członków jego rodziny, a następnie wszystkie trupy zakopali w kupie gnoju. Uczyniono to dlatego, aby wyglądało, że cała rodzina wyjechała do miasta. Ponieważ w chałupie były ślady krwi i wszystko mogło się wydać, bandyci zabili na podwórzu krowę i jej krwią oblali mieszkanie. Cały majątek Hnatyszyna rozgrabiono”. (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ).

We wsi Łanowce pow. Borszczów zamordowali ponad 20 Polaków (Kubów..., jw.).

We wsi Łapajowka pow. Jaworów pobili gajowego w wyniku czego zmarł.

We wsi Nakwasza pow. Brody „ukraińscy partyzanci” przecięli piłą stolarską 60-letnią Rozalię Wróblewską. Mordując ją śmieli się: „Pomału riż, bo hołośno kryczyt”  (Komański..., s. 77). 

We wsi Niskołazy pow. Buczacz: W pierwszej połowie lutego 1945 roku banda „Bystrego” we wsi Niskołazy rejonu koropieckiego spaliła około 80 domów i zamordowała 23 mieszkańców narodowości polskiej.

Naczelnik Koropieckiego RO MGB Kapitan KURIENNOJ

9 marca 1951 roku”  (Notatka naczelnika RO MGB w Koropcu z 9 marca 1951 r. w sprawie aktów terroru UPA w 1945 r. W: PA SBU, F. 26, op. 2, spr. 2, k. 11–12.)  

We wsi Paszowa pow. Lesko zamordowali 5-osobową rodzinę sołtysa Dymitra Mazura: ojca z 3 dzieci powiesili, matkę zakłuli bagnetami.

We wsi Rozwiany pow. Trembowla zamordowali 2 Polaków, inwalidów.

We wsi Rzepińce pow. Buczacz zamordowali 25 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę Zagajczuków z 4 dzieci, 4-osobową rodzinę Kryckich z 2 dzieci, rodzinę nauczycieli Nabowczuków z 2 córkami.

We wsi Siedliska pow. Przemyśl zamordowali 3 Polaków i 11 Rusinów.

We wsi Strzałkowce pow. Borszczów zamordowali 5-osobową polską rodzinę Bąków, która schroniła się na noc u sąsiada Ukraińca sądząc, że tutaj będzie bezpieczna.

We wsi Szczutków pow. Lubaczów zamordowali  Bronisława Kopciucha ur. 1924 r.

We wsi Turówka pow. Skałat: „Na początku lutego 1945 r., w czasie drugiego napadu UPA (pierwszy miał miejsce ok. Bożego Narodzenia 1944 r.), zginęło 6 osób NN i ksiądz rzymsko-katolicki Wit”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).  

We wsi Ubinie pow. Kamionka Strumiłowa uprowadzili i zastrzelili 3 Polaków.

We wsi Wolica Derewlańska pow. Kamionka Strumiłowa zamordowali Mieczysława Trojanowskiego. (Kubów..., jw.).

We wsi Załoźce pow. Zborów zamordowali 4-osobową polską rodzinę: Annę i Jana Kwiatek i  2 ich córki.

We wsi Żeżawa pow. Zaleszczyki zamordowali 3 Polki: lat 80, jej siostrę i wychowanicę.

We wsi Żnibrody pow. Buczacz zamordowali 8 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę Nowackich z 3 dzieci.

 

                                                                                         

 

Podstawowe źródła opracowania, które nie są wymieniane przy podawanych przypadkach zbrodni: 

Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007. 

Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof:: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.

Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.

 

 

 


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp10.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud10.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 1226 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
9308251