Wielka Encyklopedia to wielka narodowa rzecz, zwłaszcza firmowana i wydana przez PWN, darzone od dawna dużym zaufaniem szerokich rzesz czytelników. Autorytet naukowy encyklopedii PWN zasadza się na fakcie i przekonaniu jej czytelników, że zawiera ona wiedzę prawdziwą, zweryfikowaną przez największe autorytety naukowe, że można o niej wzniośle powiedzieć; LUX VERITATIS!

Jednak historia i teraźniejszość poucza, że nie zawsze tak można powiedzieć o każdej encyklopedii, nawet PWN. Znane są encyklopedie, które prezentują wiedzę wg ideologiczno-politycznych czy światopoglądowych zasad i potrzeb rządzących elit czy ugrupowań i partii. Taki charakter mają encyklopedie wydane pod nadzorem NSDAP, WKP(b), a następnie KPZR czy PNF (Partito Nacionale Fascista) w faszystowskich Włoszech. Do tego typu encyklopedii należy, niestety, pięciotomowa, anglojęzyczna "Encyclopedia of Ukraine"(EofU) opracowana w duchu ukraińskiego integralnego nacjonalizmu, głównie przez członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), wydana w Toronto, dostępna w Polsce.

EofU nie przynosi chluby ani kanadyjskiej demokracji, ani wydawcy, ani tym bardziej "naukowcom", którzy kopiują jej hasła również dla wielu polskich encyklopedii i leksykonów. EofU spełnia wyjątkowo bałamutną rolę, zwłaszcza w Polsce, gdzie traktowana jest przez niektórych "naukowców" jako etalon dla propagandowej działalności na rzecz nobilitacji i heroizacji OUN-UPA. Nie jest wykluczone, że wiele haseł w naszych "skarbnicach wiedzy" napisano w wyniku takich transakcji i w duchu EofU, np. "Nowa Encyklopedia Powszechna" z 1996 r. zawiera taką informację o OUN, która przecież kierowała eksterminacją ludności polskiej, używając do tego band UPA:

"W czasie II wojny światowej (OUN) podjęła zdecydowane działania na rzecz niepodległości Ukrainy, popadając w konflikt z AK. Była zwalczana przez ZSRR i polskie władze komunistyczne". Jeszcze dalej w przemilczaniu jej zbrodni i zakłamywaniu naszej narodowej tragedii oraz nobilitacji posunął się "Leksykon PWN" z 1990 r., który w blefowaniu dorównał EofU, kompromitując najpoważniejsze nasze wydawnictwo naukowe. UPA, według tego leksykonu, "walczyła z partyzantką sowiecką i polską; po 1943 r. także z niemieckim aparatem okupacyjnym, od 1944 z polskim aparatem partyjnym i administracyjnym; w Polsce działała do 1947". Pełna nobilitacja i heroizacja najbardziej zbrodniczej formacji II wojny światowej! O eksterminacji ludności polskiej na Wołyniu, południowym Polesiu, w Małopolsce Wschodniej i południowo-wschodnich terenach PRL ani słowa!

Podobne rażące przekłamania zawiera "Wielka Encyklopedia PWN" (WEPWN) w tomie 28. Dowiadujemy się z niej, że UPA to "niepodległościowa formacja zbrojna". Powtórzmy: "niepodległościowa", która za swój strategiczny cel obrała ludobójstwo. Autor hasła o UPA w WEPWN pisze, że formacja ta "walczyła przeciwko Niemcom, ZSRR i ludności polskiej zamieszkującej Kresy". Tutaj perfidia autora sięga szczytu. Zdanie zawiera blef i pokrętny podstęp obliczony na naiwnego czytelnika, nie posiadającego wystarczającej wiedzy, by odróżnić w tej kwestii kłamstwo od prawdy. A takich użytkowników encyklopedii jest niestety coraz więcej. Podstęp zawarty w tym zdaniu polega na tym, że walka z Niemcami czy Sowietami nobilituje, a w tym kontekście ounowska zbitka "walka z ludnością" jest wyjątkowo bałamutna, bo dezorientuje czytelnika, zaciera, pomniejsza i bagatelizuje zbrodnie, jakich dopuściła się OUN-UPA. Tylko myślący i posiadający wiedzę na ten temat jest zdolny wyobrazić sobie, jak to 40-tysięczna UPA, uzbrojona po zęby i dozbrajana przez Niemców, wspomagana tysiącami miejscowej czerni, "walczyła" z bezbronną ludnością polską – kobietami, dziećmi, staruszkami i najczęściej bezbronnymi mężczyznami, których przed rzeziami niejednokrotnie podstępnie wyłapywała i mordowała, by nie stawiali desperackiego i najczęściej beznadziejnego oporu w obronie swoich rodzin.

Trzeba mocno podkreślić, że zarówno OUN-M (melnykowska), jak i OUN-B (banderowska) wraz ze swoją UPA nie przewidywały w swojej strategii walk z Niemcami, których traktowały jako aktualnego, i perspektywicznego sojusznika. Świadczy o tym również przygodna rozmowa Jana Nowaka Jeziorańskiego z najbliższym współpracownikiem S.Bandery dr. Wołodymyrem Korbowym, odbyta 10 VIII 1941 r. Korbowy mimo rozwiązania przez Niemców nielegalnego rządu ukraińskiego i internowania jego członków, również Korbowego, w rozmowie z J.N. Jeziorańskim wyraźnie oświadczył: "Jeślibym nawet za miesiąc lub dwa znalazł się w Dachau, to i tam będę nadal bronił sprawy sojuszu Ukrainy z Niemcami; cała ukraińska góra jest tego samego zdania. (...) obowiązkiem odpowiedzialnych przywódców będzie właśnie oddziaływanie na społeczeństwo w kierunku powściągnięcia wszelkich wystąpień nieprzyjaznych wobec Niemców". Na pytanie J. Jeziorańskiego, co się stanie, gdy Niemcy przegrają wojnę, Korbowy odpowiedział: "kolonia, ukraińska w USA nie próżnuje i przed niedawnym czasem wysłany został także do Watykanu delegat ukraiński dr Zedzowicz, który pertraktuje z miarodajnymi czynnikami kościelnymi w sprawie szerzenia unii greckiej na Wschodzie" (Jan Nowak, Rozmowa z Władimirem Korbowym, "Zeszyty Historyczne" nr 95, 1991). "Walki" UPA z Niemcami sprowadzały się do drobnych potyczek, najczęściej na tle rabunkowym, kiedy jedna ze stron lub obie równocześnie konfiskowały we wsiach żywność, trzodę i znęcały się nad ludnością. Dochodziło również i do bitew, kiedy Niemcy lub Węgrzy ochraniali czy konwojowali ludność polską atakowaną przez UPA i miejscowych nacjonalistów.

Niemcy w 1943 r. byli przeciwni eksterminacji ludności polskiej na Kresach Południowo-Wschodnich II RP, które stanowiły zaplecze kontyngentowe dla ich armii. Chociaż nierzadko Wehrmacht nie ingerował, gdy UPA dokonywała mordów ludności obok jego silnych garnizonów. Na przełomie lat 1943/44, w obliczu nieuniknionej klęski, Niemcy poszli na pełną współpracę z OUN-UPA, do której banderowcy skwapliwie się włączyli. Na początku 1944 r. hitlerowskie, w tym i ukraińskie formacje zbrojne, utworzyły z OUN-UPA po zachodniej stronie Bugu i w Nadsaniu silny front walki przeciwko BCh i AK, które broniły ludności polskiej przed kontynuacją eksterminacji, jaka została już dokonana na wschód od Bugu. Ludność polska wielu powiatów Lubelszczyzny i Rzeszowszczyzny, ratując życie, uciekała na bezpieczniejsze tereny; wracała po wyzwoleniu, ale często już tylko na zgliszcza. Ponad 14 południowo-wschodnich powiatów miały być zdepolonizowane, podobnie jak Wołyń i Małopolska Wschodnia. Dopiero akcja "Wisła" położyła ostatecznie kres rozlewowi krwi, niestety o całe trzy lata za późno.

Autor hasła o UPA w WEPWN cynicznie twierdzi, że zadaniem OUN-UPA na terenach PRL była "obrona ludności ukraińskiej przed  wysiedleniami  i polskimi akcjami pacyfikacyjnymi". Ale słowem nie wspomina, że wysiedlanie Ukraińców do ZSRR odbywało się na podstawie umowy PKWN z sowiecką Ukrainą, że było niczym w porównaniu z warunkami, w jakich zdziesiątkowana i do końca mordowana ludność polska, często pod ogniem banderowców była ekspatriowana z Kresów. Szczególnie perfidną manipulacją w tym haśle jest zdanie: "Liczbę pol. ofiar konfliktu szacuje się na 100 tyś. zabitych, przy znacznie mniejszych stratach ukr.". Masowe rzezie bezbronnej ludności autor nazywa konfliktem! Dla bestialsko zamordowanych stosuje słowo "zabici". Straty ukraińskie są znacznie mniejsze – czytelnik może sobie dobrać odpowiednią liczbę, np. 50 tys.

Badacz ludobójstwa ludności polskiej na Kresach, dr. hab. Wiktor Poliszczuk, na podstawie wieloletnich badań twierdzi, że w wyniku polskich akcji odwetowych i prewencyjnych nie zginęło więcej niż 300-1000 Ukraińców, gdyż w oddziałach samoobrony i ruchomych AK i BCh obowiązywał zakaz zabijania kobiet i dzieci. Natomiast w nierównych, desperackich walkach obronnych polskiej ludności mogło zginąć znacznie więcej napastników, gdyż ataki na polskie skupiska były uporczywe i trwały niemal permanentnie. Autor hasła pisze: "Na początku 1945 dowództwo banderowskie wycofało się z organizowania antypolskich czystek etnicznych". Nie zrobiło tego z etycznych pobudek. Banderowcy, którymi dowodził Myrosław Onyszkewycz "Orest", znaleźli się wówczas w zupełnie innej sytuacji niż dwa lata temu na Wołyniu. Ludności polskiej po zachodniej stronie Bugu i w Nadsaniu broniły teraz liczni funkcjonariusze MO, służb bezpieczeństwa, żołnierze KBW, WP. W tym czasie Niemcy, główny sojusznik OUN-UPA, stanął w obliczu totalnej klęski, co również przyhamowało zapędy depolonizacyjne banderowców. Ale minio to trwały mordy ludności cywilnej, o czym świadczą liczne wspomnienia i badania, w tym ostatnio badania zespołu pod kierownictwem dr. Zdzisława Koniecznego.

Autorzy z kręgu dr. Grzegorza Motyki, znanego z proounowskich sympatii i wielu przekłamań historii polsko-ukraińskich stosunków, wyolbrzymiają znaczenie jedynego, odosobnionego przypadku nawiązania współpracy mjr. Mariana Gołębiowskiego z UPA i wspólnego ataku na Hrubieszów 27/28 V 1945. Był to ze strony Gołębiowskiego fatalny i nieodpowiedzialny krok, oceniony bardzo negatywnie przez społeczeństwo polskie, zwłaszcza Kresowian, którzy opłakiwali jeszcze swoich bliskich, zamordowanych przez banderowców. Ten nieodpowiedzialny krok bardzo negatywnie oceniło również kierownictwo WiN i środowiska polonijne. Haniebna banderowsko-winowska akcja na Hrubieszów, wbrew temu co pisze Motyka, nie miała żadnego wpływu na zmianę ounowsko-upowskiego stanowiska wobec ludności polskiej i Polski, również w kwestii 19,5 tys. km terenów wschodnio-południowych RP, do których nadal OUN rości pretensje (!). O ounowskich sympatiach autora hasła świadczy i zamieszczona bibliografia. Skandalem jest pominięcie w niej fundamentalnego dzieła Władysława i Ewy Siemaszko: „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945”, t. I, II, wydanego w 2000 r. Autor hasła pominął również w bibliografii dr. hab. Wiktora Poliszczuka, Ukraińca, najwybitniejszego znawcy ukraińskiego integralnego nacjonalizmu i stosunków polsko-ukraińskich minionego wieku, autora fundamentalnych prac, tłumaczonych na języki obce. W bibliografii pominął autor także prof. dr. hab. Edwarda Prusa, autora kilkudziesięciu prac o OUN-UPA. Za prowokacyjny skandal należy uznać umieszczenie w bibliografii Pawlo Mirczuka, apologety OUN-UPA i wierutnego fałszerza polsko-ukraińskich zaszłości XX w. czy też podobnego W.Kosyka.

Treść hasła o UPA stawia autora w najgorszym świetle, dyskwalifikuje go jako historyka. Nie najlepiej świadczy i o redaktorze dzieła, który dopuścił, by nieuczciwy historyk okłamywał czytelników, podrywając autorytet i zaufanie do Wielkiej Encyklopedii i Wydawnictwa. Liczymy, że Redaktorzy dokonają przeglądu haseł na tematy polsko-ukraińskie i wniosą niezbędne poprawki albo po prostu zlecą opracowanie tych haseł wybitnym, odpowiedzialnym, niezależnym od OUN naukowcom.

"Mała Encyklopedia PWN" z 1974 r. (podobnie jak i inne encyklopedie z tego okresu) jednoznacznie określa istotę UPA: "skrajnie nacjonalistyczna, faszystowska ukraińska organizacja wojskowo-terrorystyczna, utworzona w 1943; wojskowa organizacja OUN, działała na południowo-wschodnich terenach Polski, dokonywała masowych rzezi ludności polskiej, zlikwidowana w 1947". UPA była formacją nie tylko faszystowską, ale i nazistowską! Dlatego jej nobilitacja jest sprzeczna z art. 13 Konstytucji RP.

 

Feliks Budzisz