Artykuł na stronie www.rp.pl zamieszczony 28 maja br, krótko opisuje najważniejsze dylematy związane z tą zbrodnią Ludobójstwa.

Poniżej cytowana całość materiału ze strony www.rp.pl: Trudna dyskusja o Wołyniu

„Wołyń 1943, czyli najtrudniejsza karta w dziejach Polaków i Ukraińców" – dyskusję pod tym tytułem zorganizował IPN.

Debata wzbudziła ogromne zainteresowanie – w warszawskim Centrum Edukacyjnym IPN obecnych było ponad sto osób – tym bardziej, że uczestniczyło w niej m.in. dwóch najlepszych specjalistów w tym temacie, Ewa Siemaszko, współautorka książki „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945" oraz prof. Grzegorz Motyka, autor licznych publikacji dotyczących OUN i UPA i ich zbrodni.

Co do jednego uczestnicy dyskusji się zgadzali – że zbrodnia dokonana na Polakach na Wołyniu i w Galicji wschodniej (czy, jak chcą niektórzy, Małopolsce wschodniej), jest ludobójstwem. – Takie jest stanowisko prawników IPN i powinno nas wszystkich zobowiązywać – mówiła Ewa Siemaszko. – Akcja OUN–UPA definicję ludobójstwa spełnia, intencją było bowiem zniszczenie określonej grupy etnicznej, Polaków, na danym terytorium – podkreślał prof. Motyka.

Była też zgoda co do ram czasowych tych tragicznych wydarzeń. Prof. Motyka wskazywał na to, że nacjonaliści ukraińscy wzorowali się na Niemcach – o ile przed wojną chcieli usunięcia z ziem na wschód od Bugu polskich ziemian i kolonistów, to w 1941 r. chcieli przyjąć metody hitlerowców, usuwających Polaków z ziem włączonych do Rzeszy, a w 1943 r. zrobić z Polakami to, co Niemcy z Żydami.

Rozbieżności pojawiły się przy określaniu liczby ofiar. Ewa Siemaszko mówiła o 133 tysiącach, z których 42 tysiące znane są z nazwiska; Grzegorz Motyka o około 100 tysiącach.  Spór wzbudziła kwestia polskiego odwetu na Ukraińcach. Pani Siemaszko usprawiedliwiała Polaków, którzy albo się bronili, czasem stosując ataki prewencyjne, albo z zemsty atakowali ukraińskie wsie. – Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę – mówiła. Prof. Motyka twierdził, że każdą polską akcję trzeba rozpatrywać oddzielnie, a są i takie, które trzeba widzieć w kategoriach zbrodni wojennych.

Jaką politykę historyczną w sprawie Wołynia powinna prowadzić Polska? – Państwo polskie ma obowiązek wobec tych, co zginęli i ich rodzin: ustalić prawdę o tamtych wydarzeniach i upamiętnić ofiary – mówił publicysta „Rz" Rafał Ziemkiewicz. – Na wszystkich grobach powinny znaleźć się krzyże – podkreślał prof. Grzegorz Motyka. Uczestnicy wskazywali przy tym, że jak dotąd niepodległe państwo polskie – także najważniejsi politycy i urzędnicy – nie potrafiło się zachować właściwie w kwestii ludobójstwa na Wołyniu, starając się przemilczeć czy zbagatelizować dramat sprzed lat, przede wszystkim ze względu na chęć utrzymania dobrych stosunków z Kijowem. – To, co się wyprawia w tej sprawie, to horrendum – ubolewała Ewa Siemaszko."

http://www.rp.pl/artykul/665385_IPN__dyskusja_o_ludobojstwie_na_Wolyniu.html

Komentarz:

Można zwrócić uwagę na błąd lub niekonsekwencję toku myślenia Motyki: jeżeli polskie akcje są zbrodniami wojennymi (niektóre), to w takim razie akcje, które je wywołały są co najmniej tym samym, a jak sam Motyka określił; czymś o wiele gorszym ponieważ spełniają definicję ludobójstwa (samo to określenie "spełniają definicję" jest dla mnie nie do przyjęcia w wymiarze moralnym, tutaj nie należy się zastanawiać nad "spełnianiem" czy "nie", zachowywanie też jakiś pozorów naukowych nie przystoi, po latach kłamstw i milczenia w przestrzeni publicznej naszego kraju), a więc w sposób naturalny wyjaśniają swoją genezę. W odpowiedzi na działania ludobójcze, w obronie przed nimi, nie ma miejsca na nic innego jak tylko walkę obronną, lub ucieczkę o ile tylko jest możliwa. Walkę taką podjęło bardzo niewiele grup, stąd rozmiar tragedii, do tego grupy które obronę podjęły, były niedozbrojone, żeby nie powiedzieć: nieuzbrojone. Nie można ich porównywać z napastnikami (trudno uznać za równoważne uzbrojenie: siekiery i cepy, przeciw broni automatycznej będącej w dyspozycji UPA, którą zabrali ze sobą jej członkowie uciekając do lasów ze służby niemieckiej w oddziałach policyjnych). Można też natknąć się wielokrotnie na informacje mówiące o działaniach prewencyjnych samych Niemców, którym nie na rękę była silna partyzantka UPA na zapleczu frontu, destabilizująca dostawy żywności i zaopatrzenia dla wojsk własnych. Były też spontaniczne ochotnicze akcje odwetowe oddziałów  w służbie III Rzeszy; głównie węgierskich. Skala zbrodni była tak porażająca, że zwykły ludzki odruch obrzydzenia do zbrodniarzy, za to co zrobili i jak,  doprowadzał czasami ludzi - przecież zupełnie nie związanych z ofiarami, do chęci zemsty za tak wielkie okrucieństwo. Można założyć, że bardzo często, jak nie zawsze, było to działanie w szoku, afekcie - tym bardziej nie należy się dziwić reakcji ocalałych krewnych i patrzeć należy na te reakcje (i tak nad wyraz sporadyczne porównując skalę), w zupełnie innym kontekście, z punktu widzenia psychologii i moralności. Ponadto w artykule nie porusza się kwestii dotyczącej licznych mordów na członkach własnej grupy etnicznej, Ukraińcach, którzy z wielu różnych przyczyn (byli członkami rodzin mieszanych, lub też nie uznawali ideologii nawołującej do zbrodni mordu na drugim człowieku) nie chcieli zgodzić się na udział w zbrodniach. Członkowie nacjonalistyczno-faszystowskiej organizacji OUN-UPA mordowali ich dokładnie tak samo jak ofiary polskie czy innych narodowości (w tym: Rosjan, Ormian, Żydów), a czasami nawet bardziej okrutnie. W myśl doktryny Doncowa (ideologa nacjonalistycznego OUN, tłumacza na ukraiński "Main Kampf" Hitlera)) mówiącej, że zdrajców w swoich szeregach należy karać równie surowo.

Tym samym próba relatywizowania jest nieskuteczna, opierają się jej specyficzne warunki psychiczne występujące podczas tych nielicznych odwetów jakie miały miejsce (wzburzenie, szok, załamanie, rozpacz, być może też i szaleństwo w konsekwencji przeżytych wydarzeń), rozmiar zbrodni, niepojęte, niewyobrażalne, anormalne okrucieństwo. Ponadto dopóki nie będzie się mówiło jasno i otwarcie o tych, którzy wywołali pożogę ludobójstwa,  członkach OUN-UPA, dopóki kategorycznie nie określi się ich statusu, a więc: zbrodniarzy ludobójców, nie można i nie wypada podejmować dyskusji na temat związany z obroną przed mordercami  i odwetami na zbrodniarzach z ludobójczych formacji OUN-UPA.

Wydaje się, że brak jest rozwagi w klasyfikacji u Motyki. Popełnia on błąd logiczny starając się postawić skutek przed przyczyną, jak zaznaczyła Pani Siemaszko używając obrazowego określenia: "Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę". Nie wydaje się, że nie zdaje sobie z tego sprawy osoba, która jest naukowcem tego pokroju. Tak więc nasuwa się tylko jedno wytłumaczenie: jest to działanie celowe.

Przy takim rozumieniu wypowiedzi i zachowania interlokutora (żeby nie powiedzieć: antagonisty, oponenta) Pani Siemaszko, dalszy tok rozumowania prowadzi nas do znacznie bardziej przykrych i ponurych wniosków, które jak sądzę nasuwają się wszystkim czytelnikom same.

Nawiązując do końcowej treści  tekstu: Dobrze, że dyskusję się prowadzi, szkoda że czynniki państwowe nie odgrywają w niej żadnej roli. To państwo polskie powinno stać za obroną pamięci narodowej, pamięci pomordowanych wszystkich Polaków, na wszystkich polach ostatniej wojny światowej.

Piotr Szelągowski

http://www.warsztatyidei.pl/kresy/debata-na-temat-wolynia.html