Już w lipcu 1944 roku „kierownictwo ruchu banderowskiego uznało, iż jest możliwe zarówno dokonanie czystki, jak i wygranie całej sprawy propagandowo. Dlatego z jednej strony bezwzględnie dalej realizowano politykę faktów dokonanych, a z drugiej zawczasu przygotowano strategie propagandowe, mające nie tylko usprawiedliwić ukraińskie poczynania, ale wręcz odpowiedzialność za nie przerzucić na stronę polską. W ramach działań propagandowych wydano m. in. broszurę Myrosława Prokopa ”Kudy priamujut Poliaky? („Dokąd zmierzają Polacy”). Tak w niej, jak i w innych pracach ukraińskie poczynania przedstawiano jako obronną reakcję na „polski terror” i próbę zagarnięcia ziem ukraińskich. Według tej wersji to polskie podziemie jako pierwsze przystąpiło do mordowania cywilnych Ukraińców. Polskie poczynania wywołały bunt ukraińskiej ludności, która sprzeciwiła się ciemiężycielom. Dopiero później do akcji przystąpiły oddziały UPA. Negując możliwość popełnienia przez Ukraińców jakichkolwiek zbrodni wojennych, jednocześnie skrzętnie notowano wszelkie ukraińskie tragedie z zamiarem ich propagandowego wykorzystania. Starano się zbrodniami na Polakach obciążyć Niemców i Sowietów (Motyka Grzegorz: Ukraińska partyzantka 1942 – 1960; Warszawa 2006, s. 380). Jedna z łączniczek „Tarasa Czuprynki” Katarzyna Michalkiewicz wysłana została na Wołyń, aby „zdobyć” świadków, że ludność polską mordowali partyzanci sowieccy. Zeznała ona: „Polecenie Szuchewycza zostało przeze mnie wypełnione, znalazłam fikcyjnych świadków i stworzyłam odpowiednie akty”.

Propaganda ukraińska po 1990 roku kontynuuje wytyczne „kierownictwa ruchu banderowskiego” z lipca 1944 roku oraz wynikające z Uchwały Krajowego Prowidu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) podjętej 22.VI.1990 r. Nacjonaliści ukraińscy oczywiście twierdzą,że ta „Uchwała” jest „fałszywką”, a ci mieszkający w Polsce jej autorstwo przypisują nawet nie żyjącemu już prof. Edwardowi Prusowi. Zdumiewa jednak, że te „fałszywkę” konsekwentnie realizują od 25 lat.   Poniżej jej fragmenty.
Przede wszystkim należy narzucić Polakom nasz punkt widzenia na historię i na stosunki ukraińsko-polskie. Nie dopuścić do głoszenia, że Lwów, Tarnopol, Stanisławów, Krzemieniec i in. kiedykolwiek odgrywały rolę polskich ośrodków kultury. Zawsze były to ośrodki kultury ukraińskiej. Polacy nie odgrywali w nich najmniejszej roli, a to, co o nich głosi się dzisiaj, zaliczyć należy do polskiej szowinistycznej propagandy. /.../  Eliminować wszelkie polskie próby zmierzające do potępienia UPA za rzekome znęcania się jej na Polakach. Wykazywać, że UPA nie tylko nie znęcała się nad Polakami, ale przeciwnie, brała ich w obronę przed hitlerowcami i bolszewikami. Polacy byli też w UPA. Mordy, którym zaprzeczać nie można, były dziełem sowieckiej partyzantki lub luźnych band, z którymi UPA nie miała nic wspólnego, pomniejszanie roli wyzwoleńczej UPA w skali europejskiej jest niedopuszczalne. Wszelkimi siłami dążyć do tego, żeby w różnych naszych kontaktach z Polakami strona polska przyznawała, iż były to przykłady palenia wsi ukraińskich i mordowania Ukraińców przez AK, wykazywać podobieństwo między UPA i AK, podkreślając wyższość pod każdym względem UPA nad AK. Wymuszać na Polakach przyznawanie się do antyukraińskich akcji, potępienia przez nich samych pacyfikacji i rewindykacji przed wojną i haniebnej operacji „Wisła” po wojnie. Wszystkie te akcje przyniosły wiele cierpień i krwi narodowi ukraińskiemu. Podkreślać to w komunikatach, które koniecznie muszą być publikowane w językach obcych, zwłaszcza w angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i rosyjskim. /.../ Ważne jest także w obecnej chwili postawienie na porządku dziennym tzw. akcji „Wisła”. Dążyć, aby stanęła ona na forum polskiego parlamentu i żeby sami Polacy ją potępili jako ludobójczą. Inicjatorem sprawy nie może być Mokry, lecz ktoś z Polaków. Przeznaczyć na to 15-20 tys. USD. Gdy to już się stanie, to wieść o tym z odpowiednim naszym komentarzem w jęz.. obcych powinna obejść cały świat. Zainicjować wiece potępiające polskie zbrodnie popełnione na narodzie ukraińskim przez różne cudzoziemskie organizacje. Nasz komentarz do tego powinien nawiązywać do ucisku polskiego przed wojną na obszarze polskiej okupacji ziem ukraińskich (Zamojszczyzna, pacyfikacje, likwidacja szkolnictwa i kultury, ucisk narodowy), sławne działania UPA w walce z Niemcami i komuną w Bolszewii i w Polsce. Podnieść, że sami Polacy oddają hołd bohaterskiej UPA, prekursorki Solidarności, potępiają komunistyczną akcję „Wisła”, znęcania się nad ukraińską ludnością. Wykazywać ukraińskość Zacurzonii zgodnie z granicą nakreśloną przez OUN-UPA. W tym duchu prowadzić propagandę na rzecz historyczności i etnograficzności ziem ukraińskich okupowanych obecnie przez Polskę, a o które z taką determinacją z komunistyczną władzą polską walczyła UPA - razem z patriotycznymi siłami polskimi WIN. Wynika z tego, że patriotyczne siły polskie uznawały rolę UPA i jej prawo do ziemi Zacurzonii. Mocno podkreślać, że takie jest stanowisko patriotycznych sił Polski obecnie. /.../  Problematyka rewolucyjnej OUN - awangardy narodu ukraińskiego - powinna być tam zawsze obecna. Głosić prawdę bardziej znanych wydarzeń dziejowych (Grunwald, Wiedeń, Warszawa 1920, Monte Cassino) podkreślając, że odniesione tam zwycięstwa były głównie dziełem Ukraińców, a nie Polaków. Polacy odegrali w nich rolę drugorzędną”.

Tekst Uchwały opublikowany został w gazecie "Polska Zbrojna" z dnia 12 – 14 kwietnia 1991 r. wydawanej przez  Ministerstwo Obrony Narodowej oraz w książce dr Wiktora .Poliszczuka "Gorzka prawda - zbrodniczość OUN-UPA" (Toronto 1995 - str. 372-379).

 

Prof. Mychajło Kowal w 15-tomowej historii Ukrainy pisze: „Ounowcy podjęli próbę przymusowego wysiedlenia Polaków z ziem zachodnioukraińskich (najpierw na Wołyniu, potem w Galicji, wreszcie na terytorium Zakerzonnia) /…/. Cel tych akcji polegał na tym, aby, wykorzystując stan braku państwowości, depolonizować tereny pogranicza i zlikwidować korzystną dla Polski bazę demograficzną prawdopodobnych przyszłych plebiscytów. We wzajemnych terrorystycznych akcjach zginęło nie mniej niż 40 tys. Polaków – dzieci, kobiet, starców – i w przybliżeniu taka sama liczba ludności ukraińskiej (niektórzy autorzy mówią o 60 – 80 tys. jednych i drugich)”. (M. Kowal: „Ukrajina w druhij switowij i Wełykij Witczyznianij wijnach [1939 – 1945 r.]”; Kyjiw 1999, s. 153).

A czego uczą studentów ukraińskich? W podręczniku historii „Nowitnja istorija Ukrajiny. 1900 – 2000” (Kyjiw 2000) znajduje się zdanie: „Oprócz starć z Niemcami i sowieckimi partyzantami UPA zmuszona była prowadzić walkę i na trzecim froncie – przeciwko Polakom. Krwawy konflikt zapoczątkowały masowe zabójstwa Ukraińców z Chełmszczyzny i Podlasia dokonane przez polską Armię Krajową w 1941 r. Niedługo później te terrorystyczne akcje rozszerzono na Galicję i Wołyń. Głównym celem Polaków było wzięcie pod swoją kontrolę ziem utraconych w 1939 r. Tylko na Chełmszczyźnie w latach 1943 – 1944 formacje polskie zniszczyły prawie 5 tys. Ukraińców. Krwawe ukraińsko-polskie starcia trwały do 1947 r.'” Taką „prawdę” ma znać student ukraiński.

 

Jedną z form tej propagandy mającej z okrutnych, wręcz barbarzyńskich zbrodniarzy, uczynić sławnych „herojów samostijnej Ukrainy” jest stawianie pomników organizatorom i realizatorom ludobójstwa OUN-UPA na cywilnej ludności polskiej, w zdecydowanej większości na biednych rodzinach chłopskich. Te masowo postawione „panteony chwały” banderowskim zbrodniarzom są jednocześnie materialnym dowodem hańby elit ukraińskich w niepodległej już Ukrainie. Ale także świadectwem hańby elit polskich i ukraińskich mieszkających w Polsce, gdyż takie pomniki postawione zostały także na terenie Ojczyzny ofiar. Najczęściej nielegalnie, z inicjatywy Związku Ukraińców w Polsce utrzymywanego bardzo hojnie z pieniędzy polskich podatników, w tym rodzin ofiar. Przy milczącej zgodzie lub nawet akceptacji polskich władz, zarówno rządowych jak i samorządowych. Zasięg tej „heroizacji” świadczy o tkwiącej w elitach ukraińskich mentalności sowieckiej  - kiedyś niemal w każdym miasteczku ZSRR musiał stać pomnik Lenina, Stalina lub innego komunistycznego  „bohatera”, obecnie na Ukrainie niemal w każdym miasteczku stoi pomnik Bandery, Szuchewycza lub innego banderowskiego „heroja”. Czy różni się Dzierżyński od Szuchewycza? Niewątpliwie większą ilością ofiar, ale podwładni Dzierżyńskiego nie nadziewali polskich dzieci na sztachety w płocie, nie wyrzynali całych wsi „od niemowlęcia w kołysce po starca nad grobem” za pomocą siekier, noży, wideł i kos, nie obcinali gwałconym kobietom piersi i nie wyłupywali im oczu, co z kolei było powszechną „metodą walki narodowowyzwoleńczej” podwładnych Szuchewycza.

 

Od około 1995 r. w polskiej prasie zaczęły pojawiać się informacje dotyczące stawiania przez Związek Ukraińców w Polsce nielegalnych pomników upamiętniających zbrodniarzy z UPA.

W roku 2001 ukazał się album zatytułowany „Cudzoziemcze, idź powiedz Ukrainie - upamiętnienia tragedii Zakerzonia w latach 1944-1947”, wydany przez przemyski oddział Związku Ukraińców w Polsce. We wstępie działacz Związku Ukraińców w Polsce i publicysta tygodnika „Nasze Słowo”, Bohdan Huk, pisze: „Przez dziesiątki lat walki o pomniki, o tożsamość narodową i pamięć historyczną - zwycięsko wyszła strona ukraińska. Siłą miłości do ziem ojczystych wybudowano 137 miejsc pamięci w 108 miejscowościach. Świadczą one i będą świadczyć kolejnym pokoleniom, że na etnicznych, ukraińskich ziemiach Łemkowszczyzny, Bojkowszczyzny, Nadsania, Chełmszczyzny i Podlasia przelano krew za ich niepodległość a ukraińskie pomniki stoją na ukraińskiej ziemi (...) 95 proc. z tych pomników znajduje się na południowo-wschodnich terenach RP”.  Obecnie takich pomników jest już ponad 150. W tym czasie Josyp Myca, przewodniczący Związku Ukraińskich Więźniów Politycznych w Polsce, pisze list otwarty do ówczesnego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, opublikowany m.in. w ukazującej się w USA „Nacjonalnej Trybunie” (grudzień 2005). Czytamy tam: „Na mogiłach naszych pobratymców rozrzuconych po lasach i jarach nie pozwala się postawić nawet krzyża, podczas gdy naszym ciemiężycielom odsłania się panteony chwały we Lwowie, Pawliwce, Porycku, Hucie Pieniackiej oraz innych miejscowościach” (za:  http://www.myslpolska.org/?article=465). Tego nazwać nie można już tylko hipokryzją, jest to perfidny szuizm.

Gdy w sierpniu 1991 roku Ukraina ogłosiła swoją niepodległość pierwszym państwem, które uznało ten fakt, była Polska. Na ponad 5 tysięcy polskich wiosek wyrżniętych przez UPA w latach 1943 – 1945 na terenach, które po drugiej wojnie światowej przyłączone zostały do Ukrainy Radzieckiej, bodajże tylko w 2 lub 3 z nich władze sowieckie postawiły pomniki upamiętniające ofiary. Jeden z nich był we wsi Niemilia pow. Kostopol. Tutaj  o świcie 26 lub 27 maja 1943 r. kilka uzbrojonych grup upowców wtargnęło do wsi. „Wśród napastników rozpoznano wielu mieszkańców z okolicznych wsi.  Napastnicy wdzierali się do domów zabijając swe ofiary siekierami, nożami i widłami. Próbujących uciekać lub bronić się zabijano z broni palnej. Po masakrze wieś ograbiono z dobytku i spalono około 51 zagród. Następnego dnia z Bystrzyc przyjechali żandarmi niemieccy, pod osłoną których ewakuowano ocalonych. Większości ofiar, ze względu na stopień zmasakrowania zwłok, nie dało się zidentyfikować. Wszyscy zostali pochowani we wspólnej mogile koło posesji Franciszka Żygadły. W latach 70. XX w. (lub około 1980 roku) mogiła została ogrodzona, obok ustawiono obelisk. Na pomniku widniał napis: "Tu pochowanych jest 170 mieszkańców wsi Niemilja rozstrzelanych przez Burżuazyjnych Nacjonalistów Ukraińskich w 1943 roku. Wieczna pamięć". Został on później zniszczony, a obecnie na miejscu mogiły znajduje się jedynie kurhan pokryty trawą” (za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Niemilii). Oczywiście wikipedia nie podaje, że pomnik zniszczony został w latach 90-siątych XX wieku, już w „samostijnej” Ukrainie.

W sierpniu 1945 roku we wsi Czukiew pow. Sambor banderowcy na oczach matki zamordowali jej 19-letniego syna. Za czasów ZSRR postawiono tutaj Pomnik Matki Ukrainy z wypisanymi nazwiskami polskich i ukraińskich ofiar banderowców, zainstalowano znicz podłączony do gazociągu. Gdy powstała wolna Ukraina tablicę zerwano, znicz został zniszczony, dopływ gazu zamknięty; „I właśnie w taki sposób zaczęła się rodzić „nowa przyjaźń” pomiędzy narodami Ukrainy i Polski” (Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006, s. 900).

W pobliżu zrujnowanego klasztoru we wsi Nowy Zahorów (woj. wołyńskie, pow. Horochów) znajduje się dużych rozmiarów usypany pagórek o podstawie 18 na 18 metrów, na który prowadzą 22 betonowe schody. Miejsce to jest prawdopodobnie mogiłą zbiorową, w której – według relacji byłych mieszkańców wsi – pochowano kilkudziesięciu mieszkańców wsi i kolonii Horochówka zamordowanych w nocy z 11 na 12 lipca 1943 roku przez ukraińskich nacjonalistów. Mogiła nie jest oznaczona, choć schody na nią prowadzące świadczą, że w czasach sowieckich mógł na niej stać pomnik (Jerzy Platajs: Po Polakach pozostały mogiły; w: „Rzeczpospolita” z  10 lipca 2008 r).

W Hruszowicach koło Radymna pomnik monumentalnej wielkości przywieziony został z Ukrainy przez przejście graniczne w Hrebennem. Instalowany był nielegalnie od lipca do 9 października 1994 roku, z emblematem UPA i tablicą informacyjną, że jest poświęcony „bohaterom UPA” z wszystkich 4 kureni operujących w WO „Sian”. To oni splamili swoje ręce krwią ponad 20 tysięcy osób na samej tzw. „Zacurzonii”, którzy ginęli w swoich rodzinnych domach tylko dlatego, że byli Polakami i mieszkali na terenach, które obłąkani ideolodzy nacjonalizmu nazwali „etnicznie ukraińskimi”. Dla zbrodniarzy było to wystarczającym powodem do popełnienia zbrodni ludobójstwa. Na pomniku postawionym 28.08.1993 r. w Monasterzu koło Werchraty, na tablicy widniał napis: „Tu spoczywa 45 ukraińskich powstańców z sotni „Szuma”, którzy 2.III. 1945 r. zginęli za wolność i suwerenność ukraińskiego i polskiego narodu”. Ta sama sotnia razem z innymi z kurenia „Werchrata” dokonała w niecały rok wcześniej rzezi 62 polskich mieszkańców sąsiedniej wsi Rudka. Walczyli więc o „suwerenność polskiego narodu” dokonując jego rzezi! Przy tym majstersztyku „wymięka” propaganda i goebbelsowska i stalinowska, a nawet razem wzięte! „Strona ukraińska nie wywiązuje się z porozumień w sprawie upamiętnienia miejsc pochówku polskich żołnierzy. Międzynarodowa umowa w tej kwestii jest lekceważona, dochodzi do zastojów w rozmowach, które w poszczególnych przypadkach trwają już dziesięć lat – alarmuje Rada Ochrony Pamięci Walk i męczeństwa. /.../ Prawda jest taka, że wnioski, które są kierowane, pozostają bez odpowiedzi, nie są załatwiane/.../, wiele prac bezskutecznie czeka na wykonanie, nieraz zdarzają się wieloletnie zastoje sięgające nawet dziesięciu lat – informował Zenon Baranowski („Nasz Dziennik” z dnia 18 lutego 2004 r.), relacjonując posiedzenie sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą.

Ukraińska hucpa z Cmentarzem Orląt Lwowskich po 15 latach skończyła się... polskimi ustępstwami. Latem 1996 roku władze ukraińskie nie wpuściły polskich pielgrzymów do Przebraża, jadących na odnawiany polski cmentarz wojenny i zażądali zmiany uzgodnionej już wersji jego wyglądu.

W „Biuletynie informacyjnym 27 DWAK” (nr 3 z 1998 r) w artykule „Skandal w Janowej Dolinie” (nazwę tej miejscowości zmieniono na „Bazaltowoje”) Jan Engelgard pisał: „Podczas, gdy w Polsce stawia się nielegalnie pomniki upamiętniające walki (mordy) UPA, a na pomnikach tych wymienia się nie tylko nazwy oddziałów (kureni), ale także umieszcza się prowokacyjne napisy w stylu: „Polegli za wolną Ukrainę” – na miejscach kaźni dziesiątków tysięcy bezbronnych Polaków nie można nawet umieścić krzyża z datą śmierci tam spoczywających! W tym czasie, kiedy prezydent RP i Ukrainy odsłaniają z wielką pompą pomnik w Jaworznie, gdzie zmarło na tyfus 160 członków UPA i OUN – nie można godnie uczcić śmierci 600 zarąbanych Polaków tylko w jednej wołyńskiej wsi!” .

Napad na Janową Dolinę rozpoczął się po północy, w Wielki Piątek 23 kwietnia 1943 roku. Razem z upowcami w napadzie uczestniczyła masowo ludność ukraińska, w tym kobiety i dzieci, które brały udział w podpalaniu zabudowań ze śpiącymi ludźmi. Uciekający Polacy byli zabijani strzałami z broni palnej lub siekierami i widłami. Inni ginęli w płomieniach albo dusili się dymem w piwnicach, gdzie usiłowali się schronić. Upowcy podpalili także szpital, po uprzednim wyniesieniu z niego pacjentów narodowości ukraińskiej. Trzyosobowy personel szpitala został zamordowany siekierami, natomiast polskich pacjentów napastnicy spalili żywcem Większość z ponad 600 ofiar zginęła na skutek wywołanych w osiedlu pożarów. Ofiary ginęły ponadto od ciosów siekier, noży i wideł. Część dzieci wbito na sztachety płotów, a niemowlętom rozbijano główki o ściany.  Wikipedia polska (powołując się na książkę niżej podpisanego „UPA w Bieszczadach” ) podaje: „Obecnie miejscowość Janowa Dolina nosi nazwę Bazaltowe. W miejscu, w którym znajdowało się osiedle, rodziny pomordowanych ufundowały pomnik. W ostatniej chwili, przed odsłonięciem pomnika, ukraiński wykonawca usunął, bez wiedzy zamawiających, datę "23 kwietnia 1943", pozostawiając tylko napis "Pamięci Polaków z Janowej Doliny". W trakcie odsłaniania pomnika 18 kwietnia 1998 roku,  50 aktywistów organizacji „Ruch”  demonstrowało, trzymając transparenty z napisami "Won polscy policjanci", "Won SS-sowskie sługusy”. Banderowski rizun i „siekiernik”, który najczęściej swój zbrodniczy „szlak” zaczynał na służbie niemieckiego okupanta jako policjant, a następnie przeszedł do faszystowskich i nazistowskich formacji OUN-UPA oraz SS „Galizien” - „Hałyczyna”, przy wtórze swoich dzieci i wnuków  rzuca oszczerstwa po adresem swoich niedoszłych ofiar, którym udało się uciec spod rzeźnickiego noża i topora, oraz pod adresem dzieci i wnuków z rodzin ofiar, stojących właśnie nad grobami swoich najbliższych, pomordowanych przez członków rodzin tychże aktywistów Ruchu”. Trudno określić, czy to zwyrodnienie moralne jest u nich genetyczne, jeśli nie „wyssane z mlekiem matki” -  to „zasiane z plemnikami ojca”, czy też jest to skutek nacjonalistycznej indoktrynacji w faszyzującej się Ukrainie. Kaci nie tylko nie poczuwają się do żadnej winy, ale obarczają winą ofiary. .

Bogdan Piętka w tygodniku „Myśl Polska” (nr 19 – 20 z 11 – 18 maja 2014) pisze: „Od ponad 70 lat trwa zaprzeczanie i zakłamywanie tej zbrodni. Największe zasługi na tym polu położył banderowski pseudohistoryk Petro Mirczuk - „Zalizniak” (1913-1999). Wymyślił on bajeczkę o „bitwie” w Janowej Dolinie, w której Polacy mieli stracić kilkuset zabitych i rannych, a Ukraińcy 8 zabitych i 3 rannych (w rzeczywistości napastnicy ukraińscy stracili w walce dwóch ludzi).  /.../ W niedługim czasie po odsłonięciu polskiego pomnika, Ukraińcy postawili pomnik ku czci morderców z UPA w centrum obecnej wsi Bazaltowe. Upamiętnia on „akcję bojową”, która ponoć miała miejsce w dniach 21-22 kwietnia 1943 roku. Napis na płycie ukraińskiego pomnika głosi, że oddziały UPA, którymi dowodził „Dubowyj”, zlikwidowały rzekomo „bazę polsko-niemieckich okupantów Wołynia”. Fałsz i ordynarne kłamstwo zostały tu użyte nawet jeśli chodzi o datę. Właśnie tę fałszywą datę rzekomej bitwy UPA z „polsko-niemieckimi okupantami” obchodzili w tegoroczny Poniedziałek Wielkanocny (2014 roku- przypis S.Ż.) członkowie Prawego Sektora z wielebnym ojcem Ihorem. W Polsce na temat skandalu z pomnikiem UPA w Janowej Dolinie milczano i milczy się do dzisiaj”. Następnie B. Piętka  stawia pytania:   „Czy można sobie wyobrazić, że np. władze Rosji postawiłyby w Katyniu pomnik ku czci NKWD? /.../ Czy można sobie wyobrazić NPD – sukcesorkę NSDAP – czczącą pamięć esesmanów na terenie któregoś z byłych niemieckich obozów koncentracyjnych?  Czy można sobie wyobrazić, że gdziekolwiek na świecie jest negowana zbrodnia ludobójstwa i znieważa się pamięć jego ofiar, a państwo, z którego te ofiary pochodzą nie reaguje, nie upomina się o nie?”

Redaktor „Gazety Wyborczej” Paweł Smoleński, absolwent ukraińskiego liceum w Legnicy, biegał w 2000 roku po Pogórzu Przemyskim krzycząc, że ksenofobiczni Polacy nie pozwalają na pochówek poległych w ataku na Birczę „partyzantów UPA”. Nie chodziło o pochówek, ale o postawienie pomnika chwały dla zbrodniarzy w miejscu uświęconym krwią ich polskich ofiar. Bez problemów pochowani zostali na cmentarzu wojskowym Strzelców Siczowych w Pikulicach pod Przemyślem, 7 lipca 2000 roku  podczas ich pochówku, greckokatolicki ks. Stefan Dziubina gloryfikował upowskich zbrodniarzy i twierdził, że bronili oni „bezbronnych ludzi, jakich w tym czasie tysiącami okrutnie mordowano tylko za to, że urodzili się Ukraińcami”. Podobnych bredni i kłamstw wypowiedział znacznie więcej (Jacek C. Kamiński: Polacy nas wyrzynali; w: „Myśl Polska o Kresach” [dodatek „Myśli Polskiej”] z września 2000 r.).

I okazało się, że Ukraińcy złamali obowiązujące prawo, zmienili uzgodnione z polską stroną napisy na pomnikach. A ów redaktor oczywiście milczał w tej sprawie. Gdy odpowiednie służby zdemontowały te tablice, przemyski oddział Związku Ukraińców w Polsce zgłosił sprawę do polskiej prokuratury. Oni mogą w Polsce łamać prawo, Polakom nie wolno go egzekwować! Kulisy tego „incydentu”, bardzo charakterystyczne dla relacji polsko-ukraińskich, ujawnia Jacek Borzęcki w artykule „Tablice w „areszcie” (podaję za: http://www.dziennik.krakow.pl/public...j/002/002.html). Pisze on: „Do usunięcia dwóch tablic upamiętniających szczątki 47 bojowników Ukraińskiej Powstańczej Armii doszło 8 grudnia 2003 r. po otrzymaniu przez prezesa PGK pisemnego polecenia od prezydenta Przemyśla, który z kolei powoływał się na pisemne polecenie ze strony wojewody podkarpackiego. Jemu bowiem formalnie podlega, utrzymywany przez Polskę, cmentarz wojenny Ukraińskiej Halickiej Armii z okresu po I wojnie światowej wraz z przyłączoną przed prawie 4 laty częścią przeznaczoną na mogiły bojowników UPA. Podczas uroczystego pochówku 7 lipca 2000 r. spoczęły tutaj kości upowców odnalezione i ekshumowane na koszt państwa polskiego w Birczy i Lisznej (mieszkańcy tychże okolic, pamiętający terror UPA wobec ludności polskiej, nie zgodzili się na pochowanie "banderowców" na miejscowych cmentarzach). Ukraiński Cmentarz Wojenny z czasów po I wojnie światowej znacznie poszerzono i ogrodzono na koszt państwa, po czym na mogiłach stanęły zbudowane również na koszt państwa nagrobki czekające na położenie upamiętniających tablic. Problemem była treść tablic, o czym mieli zadecydować przedstawiciele obu państw. Oprócz tej sprawy, gorącym problemem w dwustronnych stosunkach była już wówczas kwestia nierespektowania przez stronę ukraińską dwustronnych uzgodnień dotyczących odbudowy Cmentarza Orląt Lwowskich. Oba te problemy stały się tematem dwustronnego spotkania, jakie odbyło się w Warszawie 3 sierpnia 2000 r. Oprócz przewodniczącego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika, a z drugiej strony wiceministra spraw zagranicznych Ukrainy Petra Sardaczuka i ambasadora Ukrainy w Polsce Dmytra Pawłyczki w spotkaniu uczestniczyli też (w charakterze obserwatorów) ówczesny mer Lwowa Wasyl Kujbida, wicemer Lwowa Wasyl Biłous oraz prezes Związku Ukraińców w Polsce Miron Kertyczak. Zgodnie z zawartym wówczas porozumieniem strona ukraińska miała zadbać o respektowanie przez władze lwowskie zawartych wcześniej uzgodnień co do zakresu prowadzonej na koszt strony polskiej odbudowy Cmentarza Orląt we Lwowie (chodziło o napis na Grobie Nieznanego Żołnierza oraz o pomniki lotników amerykańskich i strzelców francuskich). Strona polska miała na swój koszt przygotować tablice w języku ukraińskim o treści: "Powstańcom ukraińskim poległym za wolną Ukrainę 7 stycznia 1946 roku w Birczy" (imiona i nazwiska, pseudonimy oraz daty urodzenia). "Powstańcom ukraińskim straconym za wolność Ukrainy 22 maja 1947 roku w Lisznej" (imiona i nazwiska, pseudonimy, daty urodzenia). Po uroczystym podpisaniu porozumienia strona ukraińska jakby przestała się interesować jego realizacją, a władze miejskie Lwowa nadal sprzeciwiały się wykonaniu kompromisowych uzgodnień zawartych na płaszczyźnie międzyrządowej. W tej sytuacji strona polska wstrzymywała się z zamontowaniem uzgodnionych tablic na pomnikach nagrobnych UPA na ukraińskim cmentarzu wojennym w Przemyślu Pikulicach. Tymczasem 23 sierpnia 2003 r., w Dzień Niepodległości Ukrainy, organizacja grupująca głównie byłych upowców w Polsce (Związek Ukraińskich Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego), która właśnie w tym czasie odbywała w Przemyślu IV zjazd, samowolnie umieściła na obu mogiłach tablice w języku ukraińskim o treści niezgodnej z podpisanym porozumieniem: "Tu spoczywają żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii polegli w walce za wolną Ukrainę podczas ataku na garnizon Wojska Polskiego w Birczy, w dniu 7 stycznia 1946 roku" (imiona i nazwiska, pseudonimy oraz daty i miejsca urodzenia). "Tu spoczywają żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii straceni 22 maja 1947 roku w Lisznej na podstawie wyroku polskiego Sądu Wojskowego w Sanoku" (imiona i nazwiska, pseudonimy oraz daty i miejsca urodzenia). Gdy wieść o tym dotarła do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie, przewodniczący Andrzej Przewoźnik zwrócił się do wojewody podkarpackiego z prośbą "o działanie wynikające z przepisów obowiązującego prawa", czyli po prostu o usunięcie nielegalnych tablic. Na wiadomość o zniknięciu tablic bardzo ostro zareagował przewodniczący przemyskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce Jarosław Sidor, który 15 grudnia ub.r. wniósł do prokuratury zawiadomienie o "przestępstwie" oraz wypowiedział się w publikacji ukraińskojęzycznego "Naszego Słowa", iż "polska władza z nakazu podkarpackiego wojewody ukradła tablice".
Następnie Jacek Borzęcki stawia pytania, na które do dzisiaj nie ma odpowiedzi: „Co z nielegalnymi pomnikami UPA? Pytanie to wydaje się być logiczną konsekwencją powyższych faktów. Skoro bowiem rada - reprezentująca w tej materii władze państwowe RP - po raz pierwszy zdecydowała się na wyegzekwowanie obowiązującego w Polsce prawa wobec tablic samowolnych, ale raczej nieznacznie wykraczających poza uzgodnienia polsko-ukraińskie i położonych na legalnych pomnikach nagrobnych, to czy również zamierza egzekwować obowiązujące prawo wobec kilkunastu pomników i tablic UPA postawionych nielegalnie w ostatnich około 10 latach? A przecież niektóre z nich wzniesiono już po wejściu w życie nowego Prawa budowlanego, nie przewidującego żadnej możliwości legalizacji nielegalnych konstrukcji budowlanych, w tym także pomników. Czy na usunięcie nie zasługują w dużo większym stopniu np. tablice na nielegalnym - i nie kryjącym żadnego pochówku - łuku chwały w Hruszowicach (gmina Stubno)? Wszak te tablice oddają hołd upowskim przywódcom i całej terrorystycznej formacji zbrojnej, a w szczególności jej czterem kureniom, jakie w granicach powojennej Polski walczyły o wolną Ukrainę nie tylko z polskim wojskiem, ale i z bezbronną polską ludnością wiejską. Do tej pory było tak, że zwolennicy tworzenia i szerzenia legendy UPA w Polsce - zazwyczaj dawni upowcy - nie czuli właściwie potrzeby czynienia stosownych starań o legalne postawienie pomnika. Stawiali go nielegalnie (często z elementów sprowadzonych z Ukrainy), po czym było trochę szumu w mediach, dużo rozmów, negocjacji, a nawet kompromisowych uzgodnień i porozumień Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ze Związkiem Ukraińców w Polsce, ale ostatecznie nic z tego nie wynikało i nielegalne pomniki z nielegalnymi tablicami spokojnie stały sobie dalej. Czy więc ten niespodziewany przejaw egzekwowania prawa przez radę i jej przewodniczącego jest tylko wyjątkiem od dotychczasowej zasady czy może stał się właśnie zasadą?”.

Od tego „incydentu” minęło 12 lat. Andrzej Przewoźnik zginął w katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem a jego następca, Andrzej Kunert, członek gminy żydowskiej w Warszawie, przyjął postawę całkowitej uległości wobec żądań strony ukraińskiej. I nie tylko nie został rozebrany ani jeden nielegalnie pomnik postawiony zbrodniarzom UPA, ale strona ukraińska nadal łamała podpisane uzgodnienia ze stroną polska, jak chociażby w przypadku pomników w Sahryniu i w Gorajcu. Bez żadnej reakcji ze strony polskiej .

Rzecz nie mieszcząca się w moralności żadnego z narodów europejskich, to także fakt gloryfikowania na Ukrainie esesmanów z ochotniczej 14 Schűtzen Division SS „Galizien” (w nazewnictwie ukraińskim 14 SS Striłećka Dywizja „Hałyczyna”). 3 czerwca 1944 roku jednostki SS „Galizien” wizytował Himmler. „Zjazdy” ukraińskich esesmanów, już w samostijnej Ukrainie, „wizytował” Wiktor Juszczenko. Uroczystości związane z 50-tą rocznicą powstania SS „Galizien” - „Hałyczyna” Kongres Ukraińskich Nacjonalistów zorganizował 14 sierpnia 1993 roku we Lwowie, a następnie pod Brodami. Esesmani ukraińscy, mieszkający obecnie w Europie Zachodniej, Kanadzie, USA i Australii przemaszerowali w szyku wojskowym ulicami Lwowa, jak w 1943 roku. Krótki, 5-dniowy epizod walki z Armią Czerwoną (14 – 19 lipca 1944) jest pretekstem do uznania jej członków za „bohaterów samostijnej Ukrainy”. Pomija się fakt, że ci ukraińscy esesmani walczyli po stronie faszystowskiej III Rzeszy oraz  wymordowali kilka tysięcy cywilnej ludności polskiej, w większości kobiety i dzieci.  Po ucieczce na Zachód nie zostali wydani Sowietom tylko dlatego, ze posiadali obywatelstwo polskie. Obywatelstwo narodu, który wyrzynali.

Wydawało się, że w 2003 roku, przy okazji 60. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu, w elitach rządzącej na Ukrainie koalicji „pomarańczowej” wystąpi jakaś elementarna odrobina humanitarnej refleksji, która pozwoliłaby mieć nadzieję, że Ukraina powoli będzie zbliżała się do państw cywilizowanych, o tradycji chrześcijańskiej. Fałsz „pojednania’ zaczął się od zakłamanego „Oświadczenia w związku z 60. rocznicą tragedii wołyńskiej” przyjętego przez parlamenty Polski i Ukrainy. Potem okazało się, że na odsłanianych pomnikach w Porycku „niewidzialna ręka” ukraińskiego wykonawcy pozmieniała uzgodnione wcześniej napisy. A skończyło na nie wpuszczeniu na Ukrainę przez ukraińską straż graniczną polskiego autokaru z 46-osobową grupą kombatantów udających się do Porycka na uroczystości „pojednania” pod pretekstem poszukiwania w autokarze... broni i materiałów wybuchowych. Szukali przez kilka godzin, nic nie znaleźli, uroczystości się skończyły, strefa przygraniczna została zamknięta, kombatanci zawrócili. Faktycznym powodem szykan było to, że kombatanci jechali w mundurach i z odznaczeniami, inne autokary zostały przepuszczone (Dariusz Jędryszka: Nam pojednać się nie pozwolili; w: „Dziennik Wschodni” z 12 lipca 2003 r.).  Było to „pojednanie” w stylu banderowskim.

Gdy Kresowianie podjęli inicjatywę postawienia w Warszawie Pomnika Ofiar OUN-UPA, wnet pojawił się „list protestacyjny polskich intelektualistów” skierowany do Przewodniczącego Rady Miasta Stołecznego Warszawy, opublikowany w... ukraińskojęzycznym „Naszym Słowie”. Wśród protestujących znalazł się Andrzej Wajda, do którego wystosowała list Leokadia Ciaś-Tylenda, a opublikowany on został w gazecie „Myśl Polska” z 3 czerwca 2007. Pisze ona m.in.: „Panie Andrzeju! Pod wyrokiem skazującym Pana Ojca podpisał się – dzisiaj potępiany – Józef Stalin. Pod wyrokiem skazującym mojego ojca podpisał się – dzisiaj hołubiony – Kłym Sawur. Pana Ojciec zginął w Katyniu w 1940 roku. Mój Ojciec zginął w Wierzbicznie, powiat Kowel, na Wołyniu w 1943 roku. Pana Ojciec został zastrzelony strzałem w tył głowy. Mój Ojciec został zarżnięty nożem, z towarzyszącymi morderstwu słowami: „riżte, riżte pomałeńku, bo to dobryj pan”. Pana Ojciec walczył w 1939 roku. Mój Ojciec walczył w 1920 roku. Pana Ojciec walczył pod wodzą Edwarda Rydza-Śmigłego. Mój Ojciec walczył pod wodzą Józefa Piłsudskiego. Nie wiem gdzie walczył Pana Ojciec. Mój Ojciec walczył na Wołyniu i pod Lwowem. Pamięć Pana Ojca okrywała tajemnica prze 50 lat. Pamięć mojego Ojca okrywa dalsze milczenie, choć mijają już 64 lata. Pana Ojcu zbudowano pomnik w Katyniu, w miejscu zbrodni. Prochy mojego Ojca leżą gdzieś na pastwisku w Wierzbicznie. Pan może złożyć kwiaty na (wspólnym) grobie Ojca. Ja nawet nie wiem gdzie szukać prochów mojego Ojca. Ekshumacja nie dała rezultatu. Pan buduje pomnik swojemu Ojcu w postaci filmu o Katyniu. Pan stawia sprzeciw budowie pomnika mojemu Ojcu. Pan każe mi przebaczyć „winowajcom”, aby nie siać nienawiści między narodami. Pan sam do tej pory nie przebaczył swoim „winowajcom”. Pan, bez mojej zgody, przeprosił za Operację „Wisła”, która zakończyła przelew krwi w Bieszczadach. Ja w tej sytuacji nie muszę już wybaczać i przepraszać. Pan uczynił to za mnie, jako Senator. Pytam Pana tylko o jedno: dlaczego Pan dokonał podziału naszych Ojców. Mój Ojciec to równy, a Pana -  równiejszy... Dlaczego buduje Pan pomnik swojemu Ojcu, a zakazuje Pan, abym ja zbudowała pomnik Ojcu mojemu?”. Pozostaje retoryczne pytanie: czy Andrzej Wajda na ten list odpisał? A pomnika jak nie było tak nie ma go do dzisiaj.

 

6 listopada 2008 roku do ówczesnego  premiera Donalda Tuska list skierował dr Andrzej Zapałowski: „Przed dwoma miesiącami na skutek nieodpowiedzialnych działań podległych panu służb doszło w Przemyślu do demontażu rzeźby na legalnie wybudowanym pomniku znajdującym się na cmentarzu, a upamiętniającym ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności m.in. polskiej, żydowskiej i ukraińskiej w latach II wojny światowej oraz po jej zakończeniu. Do demontażu doszło na skutek doniesienia pana Andrzeja Czornego (zastępcę przewodniczącego koła "kombatantów" UPA w Przemyślu), który zażądał demontażu rzeźby znajdującej się na pomniku. Tak, więc na wniosek członka organizacji ludobójczej zdemontowano symbol upamiętniający dziesiątki tysięcy ofiar i dokonały tego organy podległe rządowi RP! Stało się tak w imię walki z samowolą budowy nielegalnych pomników. Rozbiórkę rozpoczęto od symbolu przedstawiającego ofiary a nie katów. Od wielu lat kombatanci i rodziny pomordowanych zgłaszały do władz administracyjnych apele o rozebranie nielegalnych upamiętnień ludobójczej organizacji OUN-UPA w Polsce. Władze w tej sprawie nic nie robiły i nie widziały problemu. Teraz po protestach rozpoczął się dopiero ich spis. Mało, kto z rodzin pomordowanych wierzy, że te pomniki zostaną rozebrane.”

W tym czasie, latem 1998 roku,  okazało się, że na stoku góry Chryszczata w Bieszczadach został nielegalnie postawiony pomnik ku czci UPA. „Prawdopodobnie  przez Ukraińców z Kanady, chociaż plotka głosiła, że dokonał tego mieszkaniec Komańczy, niejaki pan Mucha, sowicie opłacony przez byłych zbrodniarzy banderowskich i ich potomków, mieszkających obecnie w Kanadzie i USA. Leśnicy tego faktu nie zauważyli, chociaż do jego budowy użyto dużych elementów stalowych i znacznej ilości cementu. Monument tworzą kamienny obelisk i siedem krzyży cmentarnych. Na obelisku widnieje tryzub i dwujęzyczny napis: „Cześć pamięci żołnierzom UPA poległym 23.01.1947 w walce z żołnierzami WP w obronie podziemnego szpitala. Cześć ich pamięci. Towarzysze broni” (Mariusz Kamieniecki: Pomnik UPA do rozbiórki; w: „Nasz Dziennik” z 14 stycznia 2009). Obok pomnika postawionych zostało siedem krzyży, gdyż w tym miejscu zginęło 7 banderowców, podczas podjętej przez nich walki z WOP, po wykryciu szpitala podziemnego UPA – czym zresztą złamali konwencję międzynarodową.  Specjalna komisja powołana przez wojewodę podkarpackiego orzekła, że pomnik powstał nielegalnie. Nielegalnych upamiętnień ukraińskich nacjonalistów na Podkarpaciu jest co najmniej kilkadziesiąt. „Jak zapewniła nas wicewojewoda podkarpacki Małgorzata Chonycz, w stosunku do wszystkich nielegalnych upamiętnień, niezależnie od tego, czy będą one polskie czy ukraińskie, zostaną podjęte kroki prawne, a w konsekwencji zostaną wydane decyzje o ich rozbiórce”.

Problem w tym, że „panteony chwały UPA” nielegalnie stoją już lat kilkanaście i jeszcze żaden z nich nie został rozebrany. Także w przypadku pomnika postawionego faszystom ukraińskim, mającym na swych rękach męczeńską śmierć ponad 1800 osób ludności polskiej na samym tylko terenie Bieszczadów, administracja polska okazała się w zadziwiający (i zastanawiający) sposób bezradna. „Władze nadleśnictwa w Komańczy nie wiedzą, co zrobić. – To samowolka, ale jak usuniemy krzyże i pomnik, to podniesie się alarm, że w Polsce niszczy się ukraińskie pomniki – uważa nadleśniczy Wiesław Budzyń (Józef Matusz: Nielegalnie czczą pamięć UPA; w: „Rzeczpospolita” z 18 – 19 października 2008). „Nie możemy się zgodzić na proponowaną przez Ukraińców zasadę wzajemności: pomnik za pomnik, bo skali nie da się porównać. Ukraińskich miejsc wymagających upamiętnienia w Polsce jest około stu, a naszych tylko na Wołyniu około trzech tysięcy” (Andrzej Przewoźnik, jw.).

Oczywiście policja sprawców nie ustaliła, chociaż istnieją nawet zdjęcia ukazujące grupę około 30 osób, podczas poświęcenia tego pomnika. Nastąpiła swoista „przepychanka”. „M. Chomycz w listopadzie 2008 roku wystąpiła do gminy Komańcza, by rozebrała nielegalną budowlę. Ale wójt Stanisław Bielawka uważał, że powinien się tym zająć nadzór budowlany. O sprawie dyskutowali także radni powiatu sanockiego. Większość uznała, że pomnik należy rozebrać, a zostawić tylko krzyże, które zostały poświęcone. Przeciwko rozbiórce protestowała mniejszość ukraińska. Ostatecznie nadzór budowlany z Sanoka nakazał rozbiórkę nadleśnictwu w Komańczy. Nadleśnictwo odwołało się od tej decyzji. – Niech nadzór budowlany szuka tych, co ten pomnik postawili. My krzyży nie będziemy niszczyć – mówi nadleśniczy z Komańczy Piotr Łański” (Józef Matusz: „Zniszczono pomnik UPA”; w: „Rzeczpospolita” z 18 kwietnia 2009).

Deklarację nadleśniczego z Komańczy „my krzyży nie będziemy niszczyć” można było łatwo  zweryfikować. Na terenie nadleśnictwa Komańcza, z ręki tychże „upamiętnionych żołnierzy UPA” zginęło około 500 osób narodowości polskiej, żołnierzy i ludności cywilnej, przy czy często ponosząc śmierć okrutną. Wystarczyło postawić każdej z tych ofiar krzyż, w miejscu jej zamordowania, by sprawdzić, czy wówczas także polscy leśnicy „krzyży nie będą niszczyć”? Tym bardziej, że postawione byłyby ofiarom, nie sprawcom.

W połowie kwietnia 2009 roku jeden z turystów odkrył, że pomnik postawiony nielegalnie bandytom z UPA został częściowo zniszczony, ale nienaruszone pozostały krzyże. Prawdopodobnie stało się to tuż po ukraińskich świętach Wielkanocy. Oczywiście natychmiast podniósł się wrzask Związku Ukraińców w Polsce, z jego szefem Piotrem Tyma na czele. Dołączyła do niego Lwowska Rada Miejska, która w uchwale zażądała od prezydenta Wiktora Juszczenki i Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy wystosowania noty protestacyjnej do polskiego MSZ. „Uważamy, że takie nieodpowiedzialne działania pewnych przedstawicieli sił antyukraińskich w Rzeczypospolitej Polskiej są próbą pogorszenia stosunków między Ukraińcami a Polakami oraz godzą we współpracę naszych państw we wspólnocie europejskiej” – napisali radni. Domagają się też wyjaśnień od konsula generalnego RP we Lwowie, który nie zajął w tej sprawie stanowiska. Radni liczą, że polskie władze pomogą w odbudowie monumentu, a sprawcy zniszczenia zostaną ukarani. W uchwale nie wspomniano jednak, że pomnik został postawiony nielegalnie (Józef Matusz: „Radni Lwowa: to akt wandalizmu”; w: „Rzeczpospolita” z 5 maja 2009).

Na reakcję ukraińskich neofaszystów nie trzeba było długo czekać. Prawdopodobnie 8 maja 2009 roku zbezczeszczono we Lwowie znajdujący się na Wzgórzach Wuleckich pomnik pamięci zamordowanych w lipcu 1941 roku przez ukraińskich żołdaków z batalionu „Nachtigall” i Niemców profesorów lwowskich. Ukraińscy faszyści napisali na tablicy z nazwiskami zamordowanych czerwoną farbą „”Smert’ Lacham” oraz namalowali swastykę. Jest to o tyle kuriozalne, że strona ukraińska nie chce umieścić na pomniku informacji, że byli to uczeni polscy. Napis na pomniku informuje, że poświęcony jest on „profesorom lwowskim”, a każdy Ukrainiec musi przyjąć do swojej świadomości, że Lwów od pradziejów był etnicznie ukraiński, a więc uczeni także. Takie to bywają konsekwencje meandrów współczesnej polityki historycznej szerzonej na Ukrainie. Oczywiście tutaj także sprawców nie wykryto, chociaż byli znani.

 

W dniach 10 – 11 lipca 2004 roku we Lwowie odbyły się uroczyste obchody „110-lecia ukraińskiego futbolu”. Prezydent Kuczma przy tej okazji powiedział: Nasz futbol jest starszy niż rosyjski, jest także prawie rówieśnikiem futbolu włoskiego i brazylijskiego. Trzeba głośno o tym mówić – niech wszyscy wiedzą, że Ukraina ma wielkie tradycje sportowe i piłkarskie. Przeszło 100 lat naszego piłkarstwa świadczy o tym (Ireneusz T. Lisiak: Kiedy zaczęła się ukraińska piłka nożna?; w: „Myśl Polska” z 1 sierpnia 2004).

Otóż 14 lipca 1894 roku we Lwowie podczas II Zlotu Sokolstwa Polskiego rozegrany został mecz pokazowy, a przeciwnikiem lwowskich Sokołów była drużyna krakowska. Mecz trwał 6 minut, do czasu uzyskania bramki przez 16-letniego lwowskiego studenta Włodzimierza Chomickiego. W żadnej z drużyn nie grał ani jeden Ukrainiec. Mecz zorganizowali Polacy i tylko oni brali w nim udział. W roku 1903 polscy uczniowie Szkoły Realnej we Lwowie utworzyli I Lwowski Klub Piłki Nożnej Sława (późniejszy klub Czarni Lwów). W 1904 także Polacy utworzyli klub Lechia Lwów (późniejszy klub Pogoń Lwów). Żydzi utworzyli klub Hasmonea. Klub ukraiński nie powstał. Wszystkie te kluby grały potem w polskiej lidze. Aby jednak nikt nie miał wątpliwości, we Lwowie postawiony został pomnik poświęcony 110.rocznicy futbolu ukraińskiego.

 

Lwowska Rada Obwodowa zażądała od władz obwodowych inwentaryzacji pomników i pozostałych miejsc pamięci zawierających „treści antyukraińskie i symbole militarne obcych państw”. Celem przewidzianej na mniej więcej trzy miesiące ewidencji jest ustalenie liczby wspomnianych pomników, które mają zostać następnie zdemontowane. Deputowani Lwowskiej Rady Obwodowej nie ukrywali, że podjęta uchwała jest odpowiedzią na zdewastowanie wiosną tego roku postawionego nielegalnie pomnika UPA, znajdującego się na bieszczadzkiej górze Chryszczata /.../ postawionego przez członków Związku Stowarzyszeń Deportowanych Ukraińców „Zakerzonie”, finansowanych przez ukraińską emigrację z USA. /.../ Radny nacjonalistycznej partii „Swoboda” Ołeh Pankewycz w rozmowie z PAP zaznaczył, iż przy braku współpracy strony polskiej zapewne w pierwszej kolejności „pójdzie pod młot” znajdujący się na lwowskim cmentarzu Orląt obelisk przedstawiający miecz Szczerbiec, który według legendy został wyszczerbiony przez Bolesława Chrobrego w momencie, kiedy król uderzył nim o kijowską Złotą Bramę. Ponadto ukraiński radny zapowiada zdemontowanie pomnika we wsi Huta Pieniacka” (Marta Ziarnik: Szczerbiec pójdzie pod młot?; w: „Nasz Dziennik” z 25 czerwca 2009).

Pod koniec czerwca 2008 roku strona ukraińska wyraziła zgodę na otwarcie postawionych w grudniu 2007 roku przez Polaków pomników we wsiach Ihrowica, Berezowica Mała, Płotycza i Szlachcińce w pobliżu Tarnopola, w których „partyzanci UPA” wymordowali ludność polską. W Szlachcińcach leży 120 Polaków pomordowanych 28 grudnia 1944 r. w sąsiedniej wsi Łozowa. Napad na Ihrowice miał miejsce w wigilijny wieczór 1944 roku, dokonał go kureń UPA pod dowództwem „Bystroho”, zamordowanych zostało 92 Polaków, w tym siekierami zarąbany został ksiądz Stanisław Szczepankiewicz. Główne uroczystości pośpiesznie zorganizowała strona polska 5 lipca 2008 r. w Ihrowicy. Walka ze stroną ukraińską o upamiętnienie polskich grobów trwała kilkanaście lat.

W styczniowym numerze ukraińskiego „Naszego Słowa” z 2009 roku, działacz Związku Ukraińców w Polsce, znany z antypolskich publikacji Bogdan Huk w artykule „Nielegalne upamiętnienia polskie na Ukrainie”, powołując się na wysokiej rangi urzędnika administracji ukraińskiej Światosława Szeremetę, zarzucił stronie polskiej postawienie Ukrainy „przed faktem dokonanym zrealizowania nielegalnych prac związanych z budową upamiętnień polskich na terytorium Ukrainy” (Adam Kruczek: Berdychowska zamiast Przewoźnika?; w: „Nasz Dziennik” z 5 lutego 2009). Informacji, co to były za „upamiętnienia polskie”, nie podaje. Nie podoba mu się to, że na zbiorowych mogiłach widnieje zgodny z prawdą napis „zamordowanym”, zamiast: „poległym śmiercią tragiczną” lub „tragicznie zginęli”. Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny ROPWiM stwierdził, że otrzymał od strony ukraińskiej wszystkie uzgodnienia, w tym dotyczące napisów. W udzielonym wywiadzie stwierdził on: „Sprawa tych czterech upamiętnień ciągnie się od początku lat 90., kiedy to środowiska i rodziny ofiar zbrodni występowały do władz ukraińskich o upamiętnienie zbiorowych mogił swoich bliskich. Starania te zostały zmaterializowane dopiero dzięki temu, że zapisaliśmy je w protokole współpracy dwustronnej jako kolejne miejsca do upamiętnienia. Wystąpiliśmy wówczas do naszego odpowiednika po stronie władz ukraińskich i po wielu rozmowach, po długich negocjacjach uzyskaliśmy w końcu stosowne pismo wraz z kopią uzgodnień. /.../ Uzgodnienia dotyczyły także treści napisów, w tym niektórych sformułowań, które musieliśmy zmienić na prośbę strony ukraińskiej. /.../ Skądinąd wiadomo, że ta „afera’ pojawiła się w momencie, kiedy trwa dyskusja w sprawie powstałego bez jakichkolwiek uzgodnień symbolicznego upamiętnienia na Chryszczatej, a szerzej, pojawiających się ciągle nielegalnych upamiętnień ku czci OUN-UPA, upamiętnień powstałych z pominięciem prawa, bez uruchomienia jakiejkolwiek z istniejących procedur. Jest to fragment szerszej kampanii skierowanej przeciwko naszej instytucji, która podejmuje działania mające na celu upamiętnienia Polaków, którzy padli z rąk ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA, a jednocześnie odpowiada za realizację umowy dwustronnej. Te fakty to próba nacisku na instytucje państwowe i urzędników państwowych, którzy muszą podejmować wyjątkowo trudne, dotykające emocji ludzkich, decyzje. Dodam, próba nacisku prowadzona w wyjątkowo bezwzględny i brutalny sposób. Mogę tylko ubolewać, że tego rodzaju teksty ukazują się na łamach pisma finansowanego z pieniędzy polskiego podatnika. /.../ ...nie będę ustosunkowywał się do tej ekwilibrystyki słownej, jaką stosuje pan Huk. Nie mam zamiaru polemizować na tym poziomie, gdzie nieprawda i niekompetencja mieszają się z nienawiścią. Trzeba mieć naprawdę bardzo dużo dobrego samopoczucia, żeby obrażać ludzi, którzy zabiegają o to, aby groby ich bliskich zostały po kilkudziesięciu latach uporządkowane i upamiętnione. Pan Huk drwi z ludzi, którzy doświadczyli wyjątkowego okrucieństwa ze strony bojówek OUN-UPA. My nie zajmujemy się polityką i daliśmy wielokrotnie tego dowody. Zajmujemy się kwestią upamiętnienia ofiar wojny, którzy zginęli w wyjątkowo dramatycznych okolicznościach. Dotyczy to przede wszystkim Polaków, ale także Ukraińców”.

Pomnikowa hucpa osiągnęła nawet poziom tragikomicznej groteski. „Jednym z warunków podyktowanych stronie polskiej z okazji obchodów 65. rocznicy wymordowania około 1300 Polaków przez esesmanów ukraińskich z SS „Galizien” – „Hałyczyna” oraz UPA w Hucie Pieniackiej jest zapis, że „nie wolno podawać jako prawdziwych wersji wydarzeń niepotwierdzonych źródłami historycznymi”, a kolejny punkt nakazuje oddanie hołdu „wszystkim niewinnym ofiarom lokalnych konfliktów, które miały miejsce na Lwowszczyźnie w okresie II wojny światowej”. Wreszcie strona ukraińska domaga się od Polaków uzgadniania z nimi w przyszłości scenariuszy wszystkich podobnych obchodów” (Eugeniusz Tuzow-Lubański: Ukraińcy chcą kontrolować obchody”; w: „Nasz Dziennik” z 14-15 lutego 2009). „Podobne żądania stawiane były tylko przez reżim komunistyczny, i to w czasach stalinowskich. Do tej tradycji nawiązują obecnie nacjonaliści ukraińscy w „samostijnej” Ukrainie. Boją się prawdy? Sami żadnego z tych wymagań nie przestrzegają, ani nie podają „prawdziwych wersji wydarzeń”, ani nie składają hołdu „wszystkim niewinnym ofiarom” ani nie „uzgadniają” swoich scenariuszy obchodów. Z cywilizowanym państwem nie ma to nic wspólnego”.

 

28 sierpnia 2009 roku na Ukrainę pojechała grupa Polaków pracować przy renowacji cmentarza w Hucie Pieniackiej. Józef Bernacki chciał odszukać miejsce, gdzie została zabita jego babcia, pochowana w rowie przydrożnym we wsi Opaki pow. Brody. Od mieszkańców wsi dowiedzieli się, że ciała zabitych zostały zabrane po wojnie do Oleska i pochowane w zbiorowych mogiłach, złożono tam około 500 czaszek i kości. „Stoi tam mały krzyż, zarośnięty, zaniedbany. W pobliżu widzimy pięknie utrzymany pomnik i krzyże bojców z UPA i SS „Hałyczyna”, być może to ci sami, którzy brali udział w mordowaniu polskiej okolicznej ludności” (Wojciech Orłowski: Aby odszukać mogiły bliskich...; w: „Gazeta Polska” z 30 września 2009). Podczas prac na cmentarzu w Hucie Pieniackiej (położony w lesie, trudno do niego trafić), pojawili się członkowie partii „Swoboda”, pytając o pozwolenie na postawienie krzyża i odprawienie mszy. Msza odprawiona została wieczorem 31 sierpnia, gdy dojechali uczestnicy motocyklowego Rajdu Katyńskiego. „W trakcie mszy przyjechała ekipa nacjonalistów ze „Swobody” wraz z Olegiem Pankiewiczem, wiceprzewodniczącym Lwowskiej Rady Obwodowej. Deputowany stwierdził, że jesteśmy tutaj nielegalnie. Odpowiadamy, że jesteśmy na grobach naszych bliskich, tłumaczymy, że w Hucie Pieniackiej zbrodni na Polakach dokonali bandyci z UPA i SS „Hałyczyna” i dlatego chcemy upamiętnić to miejsce. Deputowany Pankiewicz jest wyraźnie wściekły. Powtarza jak mantrę, że to AK mordowało ukraińską ludność, a zbrodni dokonywali niemieccy policjanci – „karatieli”. /.../ „Kariatieli” to nazwa niemieckich oddziałów pacyfikacyjnych. Jednym z nich była ukraińska SS „Hałyczyna”, czemu uparcie zaprzecza deputowany Pankiewicz. /.../ Jak dotąd w wielu okolicznych miejscowościach wokół Huty Pieniackiej nie ma nawet krzyża na zbiorowych mogiłach. Tak jest w okolicach Podkamienia, Huciska Brodzkiego, Majdanu, Huty Werchobuskiej – miejscach, w których wydarzyły się równie tragiczne morderstwa Polaków, jak w Hucie Pieniackiej” (Wojciech Orłowski: jw.).

Kolejna hucpa polskich władz samorządowych miała miejsce w Radrużu (gmina Horyniec) i dotyczyła krzyża postawionego polskim ofiarom zbrodni UPA.

„Uważałam, że przycerkiewny cmentarz będzie najlepszym miejscem dla upamiętnienia tych 26 bezbronnych mieszkańców naszej wsi, zamordowanych przez OUN-UPA. Przecież to obowiązek każdego chrześcijanina. Bez względu na ich narodowość – wyjaśnia powody postawienia krzyża pani Jadwiga Zarmeba. Postawienie krzyża sfinansowała z własnej nauczycielskiej emerytury. Część prac wykonała własnoręcznie. Jak dowodzi, o swoim pomyśle poinformowała władze gminy Horyniec-Zdrój. Na tej podstawie uznała, że starania o dalszą dokumentację mijają się z celem. Inicjatywa pani Jadwigi wywołała jednak oburzenie lokalnych urzędników, którzy zakwalifikowali krzyż jako pomnik, a nie nagrobek. Stawiając nagrobek, nie potrzebowałaby niczyjej zgody. Natomiast w tym wypadku przedstawiciele Powiatowej Inspekcji Nadzoru Budowlanego z Lubaczowa uznali, iż jest to samowola budowlana. Fundatorka została zasypana nakazami rozebrania obiektu. Wyjaśnienia musiała składać m. in. na policji i w prokuraturze. Wspomniani przedstawiciele nadzoru budowlanego zarzucili jej, że, stawiając krzyż na cmentarzu, naruszyła przepisy dotyczące stawiania pomników. Urzędnicy nie potrafili jednak sprecyzować różnicy między pomnikiem i nagrobkiem. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że w odległości ok. 50 m od krzyża postawionego przez panią Jadwigę od kilku lat stoi postawiony nielegalnie pomnik ku czci „Bohaterów UPA”.
– Kiedy przyszli do mnie urzędnicy z nadzoru budowlanego, zaczęli na mnie krzyczeć, że dopuszczam się samowoli budowlanej, że łamię przepisy. Wtedy zapytałam się, dlaczego nie wolno mi postawić krzyża ofiarom UPA, a nie mają zastrzeżeń do stojącego obok pomnika ich morderców. Wówczas odpowiedzieli, że pomnik „Bohaterów UPA” to nie pomnik, ale nagrobek, a na to nie potrzeba niczyjej zgody – opowiada pani Jadwiga. – Miejsca pochówku większości z wymordowanych mieszkańców Radruża są nieznane. Ci ludzie nie mają nawet krzyża, dlatego zdecydowałam, że cmentarz będzie najlepszym miejscem dla upamiętnienia wszystkich, którzy w Radrużu zginęli z rąk banderowców. Na krzyżu umieściłam tablicę z nazwiskami ofiar, Polaków i Ukraińców, w sumie ponad dwudziestu osób. Nie włączyłam do tej liczby nazwisk dwóch osób narodowości żydowskiej, bo obawiałam się, że krzyż może się nie spodobać środowiskom żydowskim – dodaje.
Zdaniem mieszkańców Radruża, w całej sprawie nie chodzi o łamanie przepisów budowlanych. Świadczy o tym choćby fakt, że w prokuraturze zażądano od pani Jadwigi oświadczenia o tym, że stawiając krzyż, nie chciała obrazić żadnych uczuć religijnych ani narodowościowych, mimo iż oficjalnie nikt nie postawił jej takiego zarzutu. Podobnie niezrozumiałe było zachowanie urzędników nadzoru budowlanego, którzy, zamiast ograniczyć
się do swoich obowiązków, wdali się z nią w dyskusje na temat stosunków polsko-ukraińskich”. (Mariusz Kamieniecki: Pomnik dla UPA tak, krzyż dla Polaków nie?; w: „Nasz Dziennik” z 2 grudnia 2009).

Głos w tej sprawie zabrał były europoseł, lider Podkarpackiej Ligi Samorządowej Andrzej Zapałowski. Zbulwersowany całą sprawą, skierował list do starosty lubaczowskiego Józefa Michalika, pisząc m.in.: „Proszę także o informacje, jak wyglądają działania służb starostwa lubaczowskiego w sprawie nielegalnych upamiętnień OUN-UPA na terenie powiatu.” („Życie Podkarpacia” z 2 IX 2009). Z kolei w liście do mgr inż. Stanisława Różyckiego, Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Lubaczowie, pisał:  „Pierwsza kwestia, która nas zaskoczyła jest to sprawa potraktowania nagrobka (potocznie nazywany w naszym regionie pomnikiem nagrobnym), pod którym spoczywa część ofiar mordu jako budowli-pomnika. Na jakiej podstawie potraktował pan ten obiekt jako budowla? Tym bardziej, że nie jest to pomnik w rozumieniu przepisów dotyczących upamiętnienia miejsc walki i męczeństwa. Czy postawienie nagrobka dla ofiar mordów jest według pana w naszym kraju przestępstwem? Przecież to pan skierował sprawę do prokuratury, która umorzyła sprawę nie widząc w niej znamion przestępstwa. Jednocześnie na terenie powiatu lubaczowskiego toleruje pan nielegalne pomniki (w tym w Radrużu) poświęcone faszyzującej organizacji OUN-UPA. Swoją drogą zdopingował nas pan do podjęcia inwentaryzacji fotograficznej i dokumentacyjnej wszystkich tego typu obiektów (tj. poświęconych OUN-UPA) na terenie Powiatu Lubaczów. Będziemy się stanowczo domagać od władz wyjaśnień, przez kogo zostały zbudowane, informacji czy została o tym fakcie powiadomiona prokuratura, gdyż poza faktem złamania prawa przy ich stawianiu (nie są to nagrobki, ale pomniki) gloryfikują one faszyzującą organizację OUN-UPA, co jest w Polsce zabronione konstytucją. Kwestie obu spraw tj. budowa nagrobka dla ofiar mordu (Polaków i Ukraińców) i pomników ku czci morderców nie można rozdzielać. Do dzisiaj państwo polskie ma ogromne problemy z upamiętnieniem ofiar mordów OUN-UPA na obecnej Ukrainie. Na około 3000 miejsc mordów krzyże stoją tylko na kilku procentach mogił. Tym bardziej utrudnianie upamiętnienia miejsc spoczynku ofiar na terenie Polski nie można inaczej odebrać jak działanie przeciw interesom państwa polskiego! Jeżeli pani Zaremba (emerytka) z własnych pieniędzy chciała postawić krzyż wraz z obudową na grobie na cmentarzu, to zamiast jej doradzić czy nawet pomóc, potraktował ją pan jak przestępcę. Grób nie jest szopą czy nielegalnie wybudowanym kurnikiem! Czy podejmuje pan takie same działania w stosunku do budowy innych grobów na cmentarzach? A może także do zwyczajowych krzyży stawianych masowo przy drogach ofiarom wypadków? Czyn pani Zaremby powinien spotkać się z wdzięcznością lokalnych władz, gdyż to ona wykonała za samorządy ich obowiązki w postaci oznaczenia po katolicku grobu. Z posiadanych przeze mnie relacji wynika, iż pochowane w Radrużu osoby nie są umieszczone w trumnach, gdyż były chowane „na szybko” przez okoliczną ludność” (Prezes dr Andrzej Zapałowski, poseł na Sejm RP III kadencji, poseł do Parlamentu Europejskiego VII kadencji).

Zarówno policja, prokuratura, urzędnicy jak i samorząd tolerują łamanie prawa przez grupkę ukraińskich szowinistów stawiających nielegalne pomniki ukraińskim faszystom. Robią natomiast wszystko, aby nie upamiętnić barbarzyńsko zamordowane ofiary polskie. Kto i co za tym stoi?

Jan Białowąs w książce „Pogrzeb po sześćdziesięciu czterech latach” (Lublin 2009) opisuje swoje 15 letnie zmagania ze stroną ukraińską, aby na zbiorowej mogile ludności polskiej pomordowanej w Ihrowicy w Wigilię Bożego Narodzenia 1944 roku można było postawić krzyż. Autokary z polskimi uczestnikami nie zdążyły dojechać na uroczyste poświęcenie i Mszę św., gdyż przez 5 godzin przetrzymywane były przez ukraińskie służby graniczne. Zaraz potem Tarnopolska Obwodowa Administracja Państwowa powołała komisję mająca na celu wykazanie nielegalności pomników i doprowadzenie do ich rozebrania (Adam Kruczek: Świadectwo w kamieniu i na papierze; w: „Nasz Dziennik” z 23 grudnia 2009).

 

Kolejna „hucpa pomnikowa” miała miejsce w Sahryniu. 

„- Już latem w Sahryniu, w gm. Werbkowice powinien stanąć pomnik, upamiętniający ponad 200 Ukraińców, którzy zginęli w marcu 1944 roku - zapowiada Mykoła Romaniuk, przewodniczący obwodowej administracji państwowej obwodu wołyńskiego. - Nie będzie napisu oskarżającego kogokolwiek o zabicie Ukraińców.
O pomniku na opuszczonym cmentarzu w Sahryniu strona ukraińska wspomina już od lat. Dotychczas jednak pomnik nie stanął. Ukraińcy chcieli, aby znalazł się napis, który by wskazywał, że Ukraińców zabili żołnierze Armii Krajowej. W ub. piątek do Sahrynia przyjechał Mykoła Romaniuk, wojewoda Genowefa Tokarska oraz sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik. /.../ Rafał Wnuk ocenia, że zginęło 150-300 Ukraińców. Po polskiej stronie strat nie było. /.../ Rafał Wnuk przypuszcza, że ze względu właśnie na historię obu narodów, dla strony polskiej nie do przyjęcia byłoby, gdyby na pomniku pojawił się napis informujący o tym, że Polacy, żołnierze Armii Krajowej zabijali Ukraińców.  /.../  Mykoła zarzeka się, że napis będzie nawiązywał tylko do upamiętnienia zmarłych. O tym, aby inskrypcja na pomniku miała wskazywać na Polaków jako sprawców, nie ma nawet mowy.
- Tutaj nie ma żadnej polityki. My chcemy mieć pomnik upamiętniający Ukraińców, którzy zginęli w Polsce, tak jak Polacy chcą mieć pomniki, i już takie są, swoich rodaków, pochowanych na Wołyniu - mówi Mykoła Romaniuk
(Adam Jaworski: Ukraińcom krzyż na zgodę”; za: http://www.roztocze.net/newsroom.php/24540_Ukrai%C5%84com_krzy%C5%BC_na_zgod%C4%99_.html )
Na internetowym forum Inne Oblicza Historii jeden z dyskutantów pisze: „Powstaje jeszcze pytanie czy pomnik ma uczcić również poległych upowców i policjantów, czy też tylko ludność cywilną, która tam zginęła. Jeśli tylko poległą ludność to czy również tę jej część, która była uzbrojoną formacją UNS, biorącą udział w depolonizacji hrubieszowszczyzny? W jaki sposób ustalić kto był winny a kto niewinny? Jedno można powiedzieć z całą pewnością; rozbicie przez połączone siły AK i BCH sahryńskiego kuszcza uchroniło od niechybnej śmierci wiele istnień ludzkich - potencjalnych ofiar ukraińskich nacjonalistów. I chwała za to AK i BCH. To im należy się tam pomnik." (Sahryń  -   www.inneobliczahistorii).

I mamy efekt końcowy zawartych porozumień polsko-ukraińskich: „Na cmentarzu w podhrubieszowskim Sahryniu wisi nad grobem tablica z wykazem Ukraińców "ubitych” przez AK. Po drugiej stronie granicy na nielicznych krzyżach próżno szukać informacji na temat zbrodni popełnionych przez UPA. Czasami pojawia się napis "Zginęli tragicznie”. - To tak, jakby 100 tysięcy Polaków wpadło pod samochód - mówi 80-letni Stanisław Filipowicz z Zamościa, który 65 lat temu cudem uniknął rzezi w kościele w Porycku (obecnie Pawliwka) na Wołyniu. 11 lipca 1943 r. UPA zamordowała tam około 200 Polaków, w tym matkę, dwie siostry oraz siostrzenicę Filipowicza. - Pięć lat temu, przed odsłonięciem pomnika Pojednania, "niewidzialna ręka” wycięła w nocy z kamiennego krzyża na cmentarzu słowo "zamordowanych” - wspomina. - To była misterna, zegarmistrzowska robota. Zauważyłem to już po uroczystościach. Jeżeli Polacy nie zostali zamordowani, to co się z nimi stało? Umarli, wpadli pod samochód?
Wiadomo za to, co się stało z Ukraińcami, którzy spoczywają na cmentarzu w Sahryniu pod Hrubieszowem. Na tablicy stoi jak wół: "Ubiti AK”.
(Leszek Wójtowicz: Fałszują polsko-ukraińską historię; w: „Dziennik Wschodni” z 18 listopada 2008 roku; za: http://www.dziennikwschodni.pl/zamosc/n,1000082467,falszuja-polsko-ukrainska-historie.html).   

„Związek Polaków na Ukrainie, z siedzibą w Kijowie przy ul. Gogolewskiej 23, od początku lat 90. pracuje w... piwnicy, bo nie może uzyskać innego lokalu. Władze ukraińskie nie finansują także polskiego dwutygodnika „Dziennik Kijowski”, choć na ukraińskojęzyczne „Nasze Słowo” idą z polskiego budżetu ogromne kwoty. Żeby czara goryczy się całkiem przelała, trzeba dodać, że ostatnio władze Kijowa wycofały się z postawienia pomnika Juliusza Słowackiego, który urodził się w Krzemieńcu na Wołyniu, choć obecny rok z okazji 200. rocznicy jego urodzin Sejm RP ogłosił rokiem owego wieszcza narodowego. Przywieziony z Polski postument, trafił więc do magazynu. I to w chwili, gdy prezydenci Polski i Ukrainy będą odsłaniać pomnik ukraiński na warszawskiej Woli” (ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski: Asymetria; w; „Gazeta Polska” z 9 września 2009).

 

7 września 2009 roku prezydent Lech Kaczyński razem z prezydentem Wiktorem Juszczenką mieli wziąć udział w odsłonięciu „pomnika ukraińskich ofiar Armii Krajowej” w Sahryniu na Lubelszczyźnie, ale spotkali się tylko w Warszawie. Na cmentarzu prawosławnym na Woli odsłonili krzyż upamiętniający ofiary Wielkiego Głodu na Ukrainie oraz złożyli kwiaty pod pomnikiem polskich i ukraińskich żołnierzy poległych w latach 1918 – 1920. „Atmosferę do spotkania w miejscu pamięci ukraińskich ofiar mogły popsuć doświadczenia związane ze stawianiem pomnika w Sahryniu. Ukraiński odpowiednik ROPWiM już po zaakceptowaniu ostatecznego projektu przez polską stronę samowolnie wprowadził korekty. Na tablicy pamiątkowej dopisano trzy nieuzgodnione wcześniej miejscowości i ok. 20 nazwisk ofiar (Tomasz Nieśpiał: W Sahryniu nie będzie pojednania; w: „Rzeczpospolita” z 7 września 2009). Łamanie prawa, nie dotrzymywanie zobowiązań, to już klasyczna ukraińska metoda „dialogu polsko-ukraińskiego”. Pomimo zaproszenia w uroczystości nie wziął udziału Związek Wypędzonych z Kresów Wschodnich RP. Prezes związku, Jan Skalski, powiedział: „Uznaliśmy, że nie weźmiemy udziału w tej uroczystości, bo wydarzenie, które miało miejsce w 1944 roku na terenie Polski okupowanej przez Niemców upoważniało i konstytucyjnie zobowiązywało do Siły Zbrojne Rzeczypospolitej, uznane zresztą przez społeczność międzynarodową, do stosowania wszelkich środków mających na celu obronę niepodległości Rzeczypospolitej. AK wykonywała swoje obowiązki. /.../ Mówienie o Armii Krajowej w kontekście nielegalnych działań zbrojnych czy też jako organizacji kolaborującej z Niemcami jest niedopuszczalne. Jako chrześcijanie oddajemy hołd poległym w Sahryniu w czasie wojny. Podkreślam: poległym, bo z pewnością AK nikogo nie mordowała” (Marcin Austyn: Okoliczności wskazały na odmowę; w: „Nasz Dziennik” z 8września 2009).

Po co nacjonalistom ukraińskim jest potrzebne takie nagłaśnianie każdej miejscowości, w której zginął jakikolwiek Ukrainiec, zwykle zresztą upowski zbrodniarz? „Cel główny, to zrelatywizowanie zbrodni, zrelatywizowanie przyczyn i okoliczności, wmówienie Polakom, że był to ciąg zbrodni popełnianych przez obie strony, a ich powody kryją mroki historii. Rzecz prosta, rzeczywistość wygląda zupełnie odmiennie. Eksterminacja Polaków, jako grupy etnicznej, była skutkiem wprost, przyjętej przez szowinistów ukraińskich ideologii nienawiści Dmytro Doncowa, będącej kopią ideologii hitlerowskiej i historycznie zakotwiczonej w kulcie Koliszczyny (Hajdamaczyzny). Celem wyznawców tej ideologii była fizyczna likwidacja ciużyńców (obcych) na ziemiach uznanych przez nich samych za wyłączną domenę narodu ukraińskiego. Tak też się stało w latach 1943-47. Żadne winy Polaków nie usprawiedliwiają podobnej zbrodni. Trzeba mieć doprawdy zwichnięty zmysł moralny, aby w ogóle takich usprawiedliwień szukać (i to jeszcze z powodów, i dla celów, politycznych). Jest to moralnie naganne i niewłaściwe, także z każdego innego punktu widzenia, dzisiaj, kiedy odrodzenie banderowszczyzny na Ukrainie stało się faktem. Polskich akcji odwetowych nie wolno stawiać na równi z akcją ukraińską. Polacy nie posiadali ideologii zakładającej eksterminację Ukraińców, niczego takiego nie planowali, ani praktycznie nie wykonywali” (Adam Śmiech: Sahryń – reaktywacja; w: „Myśl Polska’ z 6 – 13 grudnia 2009).

„Ukraińcom należy postawić pytanie: czy chcą budować swoją tożsamość, rozwijając kulturę narodową, czy jedynie poprzestać na propagowaniu totalitarnej i prymitywnej ideologii OUN odrzucającej humanizm i sprawiedliwość – pyta retorycznie dr Jan Musiał z Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu” („Nasza Polska” z 15 września 2009).

„Jeśli jest aż taka intencja pojednania i zapomnienia, to proszę rozebrać pomniki Stepana Bandery i innych „bohaterów”. Proszę zdjąć tablice z nazwami ulic gloryfikujące nazwiska ludobójców. Bowiem jak można zapomnieć o zbrodniarzu mając przed oczyma na co dzień i jego nazwisko i jego całą postać? /.../ Pan Hrihorij Spodaryk pisze: „Pawliwka (Poryck) i Sahryń, które pozostawiły dużo bólu...”. Ot, i równowaga. Była Pawliwka (Poryck) i był Sahryń. Już takie porównanie powoduje dalszy ból. Nie można wybrać z kontekstu dwóch miejscowości czy wydarzeń. Trzeba porównywać dwieście tysięcy ofiar do 2 tysięcy. Takie porównanie dawałoby dopiero odpowiednie proporcje co do wielkości bólu. Ponadto w Porycku był napad na rozmodlonych w kościele ludzi w czasie mszy św. a w Sahryniu napad na sztab uzbrojonych ludobójców” (Antoni Mariański: Zapomnieć, czyli pamiętać; w: „Myśl Polska” z  27 września 2009).

 

Na Ukrainie stawiane są pomniki nie tylko „herojom” z UPA, ale także ukraińskim ofiarom  zbrodni popełnionych przez.... Polaków.

W grudniu 2009 roku władze obwodu wołyńskiego wzięły udział w odsłonięciu „pomnika Ukraińców, którzy zginęli z rąk Polaków”. Okazję tę wykorzystano do propagowania banderowskiej wersji historii. Podawano, że w polskich akcjach odwetowych zginęło do 20 tysięcy Ukraińców, dodając oczywiście „pojednawcze” komentarze: „Pamięć o tych, którzy zginęli, nie jest nam potrzebna dla zemsty, lecz dla przebaczenia i budowania nowych relacji między narodem ukraińskim i polskim, których podstawą jest wzajemne zaufanie i szacunek” - podkreślił podczas uroczystości gubernator obwodu wołyńskiego Mykoła Romaniuk. – „Składając hołd pamięci Ukraińców, spełniamy nie tylko obowiązek chrześcijański, ale i powinność obywatelską oraz państwową”. Odsłonięty pomnik poświęcony jest ukraińskim mieszkańcom wsi Małyniwka i Marianiwka w dawnym województwie wołyńskim. Według ukraińskiej wersji podanej przez urząd gubernatora obwodu wołyńskiego 13 grudnia 1943 r. miejscowości te zostały otoczone przez Polaków ze wsi Perespa, którzy "zaczęli zabijać ludność cywilną, palić i rabować domy", w wyniku czego zginęło 26 osób. Piotr Werstler pisze: „W grudniu 2009 r. polskie media obiegła informacja o odsłonięciu pomnika Ukraińców zamordowanych przez Polaków we wsiach Młyniwka i Marianiwka na Wołyniu. Niestety z głębokim smutkiem muszę stwierdzić, iż polscy „żurnaliści” bezwiednie dali się wykorzystać jako tuba propagandowa ukraińskich nacjonalistów. Bezmyślne powielanie informacji spreparowanej przez speców od propagandy przyniosło doskonały efekt – dzięki „pożytecznym idiotom” cała Polska dowiedziała się, że to Polacy mordowali na Wołyniu, a Ukraińcy byli ofiarami. /.../ Na Ukrainie w ostatnich latach powstała ogromna masa literatury „historycznej” poświęconej zbrodniom dokonanym przez Polaków na ludności ukraińskiej. Wśród bardziej poczytnych tytułów warto wymienić „Zbrodnie polskich szowinistów”, szereg prac krajoznawcy W. Sergijczuka – m. in.: „Poliaki na Wołyni y roki drugoj switowoj wijny”, Łuck 2003 oraz wiele wiele innych. Szczegółowością opracowania wyróżnia się jednak wydana ze środków Administracji Obwodowej Wołynia praca autorstwa Iwana Puszczuka zatytułowana „Tragedia ukrainsko-polskogo protystojania na Wołyni 1938 – 1944 rokiw”, Łuck 2009. Niestety nawet najbardziej dociekliwy badacz nie jest w stanie wyszukać w tej kupie książek żadnej informacji ani o Młyniwce, ani o Marianiwce. Najbardziej zastanawiające w tym wszystkim jest to, iż w odstępie zaledwie kilku miesięcy Wołyńska Administracja Obwodowa najpierw finansuje wydanie wiekopomnego dzieła dokumentującego zbrodnie dokonane przez Polaków, a później stawia pomnik mieszkańców wsi, których nie wymieniono w tak gruntownym i naukowym opracowaniu! Odpowiedzi są dwie – albo pomnik jest lipny, albo gruntowne opracowanie autorstwa pana Puszczuka jest stekiem kłamstw. Osobiście stawiam na jedno i drugie. /.../ Największe przekręty robi się na zbieraniu relacji świadków. „Krajoznawca”, gdyż tak najczęściej tytułują siebie ukraińscy badacze „polskich zbrodni”, objeżdża po kolei wsie w danym rejonie i przepytuje żyjących świadków – na ogół babuszki, gdyż z racji oględnie mówiąc niezdrowego trybu życia mężczyźni nie dożywają późnego wieku. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, iż babuszki w 99% przypadków mówią prawdę. Nie mają powodu kłamać. Wszystko zależy jednak od odpowiedniego postawienia pytania: Babciu, ilu w waszej wsi zabito Polaków? I babcia zgodnie z prawdą odpowiada, że we wsi nie zabito żadnego Polaka (no bo niby skąd w ukraińskiej wsi Polacy?). A ilu Ukraińców w waszej wsi zabili Polacy? I babcia zgodnie z prawdą odpowiada, że pięciu, w tym dziadka, wujka i trzech kuzynów. Dobrze to pamięta, bo choć była mała, to widziała i przecież była na pogrzebie. Ale ponieważ była wówczas małym dzieckiem, nie wiedziała (i do dzisiaj dnia nie wie) co ów dziadek, wujek i kuzynostwo robiło w sąsiedniej polskiej wsi dwa tygodnie wcześniej. Po prostu nie mogła tego wiedzieć z racji wieku. Na tym badanie jeszcze się nie kończy. Skoro jedna babuszka zeznała, że Polacy zabili pięciu Ukraińców, to może inne to potwierdzą. Na ogół we wsi znajdzie się jeszcze pięć babuszek, które również były świadkami tragicznych wydarzeń. I tu dochodzimy do sedna problemu. Jeżeli w danej wsi pięć babuszek zeznało, iż na własne oczy widziało jak przyszli Polacy i zabili pięciu Ukraińców, to ile państwa zdaniem zginęło osób? Nie. Jesteście Państwo w błędzie. Nie pięć, tylko dwadzieścia pięć! No bo skoro każda babcia mówiła prawdę i zaklinała się na Pismo Święte, że nie kłamie, to suma prawd wynosi równo 25 (Piotr Werstler, Lwów: Młyniwka i Marianiwka – gdzie są dowody?; w: „Myśl Polska” z 31 stycznia – 7 lutego 2010).

 

„Pojechaliśmy na mszę 28 lutego (2010 roku – przypis S. Ż.) w 66-tą rocznicę zagłady polskiej wioski Huta Pieniacka na Tarnopolszczyźnie, aby uczcić pamięć naszych bliskich zabitych przez szowinistów ukraińskich z SS Hałyczyna i UPA. W 1944r. zabito tam około 1215 osób. Na miejscu przywitały nas faszyzujące grupki Swobody, które zablokowały drogę Polakom udającym się na modlitwę pod pomnik pomordowanych Żydów i Polaków w 1944 r. Uroczystości ku czci pomordowanych zakłócał harcownik Oleg Pankiewicz, lider Swobody w okręgu lwowskim, który miał pretensje do naszych rodaków, że przyjeżdżają modlić się na ukraińskiej ziemi. W takiej sytuacji zmuszony byłem poinformować deputowanego Pankiewicza, że jego faszyzująca partia Swoboda przyjeżdża na nasze polskie uroczystości bez zaproszenia. Na dodatek jego organizacja Swoboda ukrywa prawdę, że Żydów i Polaków mordowały UPA i SS Hałyczna. Poprosiłem też, aby deputowany Pankiewicz nie krzyczał podczas uroczystości modlitewnych i nie unosił się gniewem. Nacjonaliści ze Swobody postawili nielegalną tablicę informującą jak wyglądała historia zagłady Huty Pieniackiej według jego partii. Przyznać należy, ze Ukraińcy ze Swobody nie chcą uznać, że Stiepan Bandera był tak naprawdę kolaborantem na usługach hitlerowskich Niemiec. Natomiast organizacje faszystowskich „Swobodników” specjalnie nasilają agresywny ton w kontaktach z polską ludnością. I to jest podstawowy problem w relacjach naszych państw” (Wojciech Orłowski; w: www isakowicz.pl).

„Już na wjeździe na polanę było widać faszystowskie chorągwie Swobody oraz słychać banderowskie piosenki. Eksponowano banery sławiące morderców Banderę i Szuchewycza. Zatarasowano nam drogę i nie chciano przepuścić wozów. Na szczęście mądrzy chłopi obsługujący furmanki nie dyskutowali z neobanderowcami tylko ich objechali. Z rozpaczą patrzyłem na urwane i zniszczone tabliczki informacyjne, które z synami zamontowaliśmy w zeszłym roku. Trzeba będzie je zrobić jeszcze raz. Pierwszą rzeczą po przyjeździe na miejsce było zasłonięcie flagą naszego stowarzyszenia tablicy, którą Swoboda umieściła przy ogrodzeniu naszego pomnika pomordowanych. Treści nie warto przytaczać, to zwykłe brednie nie warte zainteresowania. Ciekaw jestem co by było gdyby ktoś przy bramie obozu w Oświęcimiu umieścił tablicę informującą, że więźniów nie mordowali Niemcy. Na miejscu byli już Konsul Generalny Grzegorz Opaliński, konsulowie Jacek Żur, Marcin Zieniewicz, Alicja Hermańska. W imieniu Arcybiskupa Mokrzyckiego przybył proboszcz Żółkwi - ksiądz Bazyli Pawełko. Była też telewizja Rzeszów. Porządku pilnowała kilkunastu milicjantów i nieumundurowanych funkcjonariuszy departamentu bezpieczeństwa Brodów. Jakże śmiesznie wyglądała ta grupka błaznów ze Swobody na tle naszego zbiorowiska. Niestety rozpoczęcie opóźniało się, bo zaproszeni przez konsulat ksiądz grekokatolicki Jarosław z Żarkowa i pop cerkwi autokefalicznej Taras Dudar zamiast przyjść tam gdzie byli zaproszeni, cały czas przebywali na wiecu Swobody. Wreszcie zdenerwowany konsul Opaliński powiedział: zaczynamy bez nich. Już po rozpoczęciu, pośpiesznym krokiem, przybyli obaj duchowni.

Cała uroczystość była wspaniała, przemówienia, wspólna ekumeniczna modlitwa, składanie wieńców, szybko zatarła ten niesmak, jaki wywołuje oglądanie barbarzyńców. Okazało się, że niezwracanie uwagi na wiecujących neobanderowców ma sens. To ich najbardziej rozwścieczyło. Nie mogąc się przebić z tymi głoszonymi bredniami, piosenkami, po zakończeniu uroczystości podeszli pod nasz pomnik, a główny animator, faszysta Oleg Pankiewicz udzielał sążnistego wywiadu samemu sobie i swoim kamratom. My w tym czasie już wracaliśmy” (V-ce Prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka Bogdan Śmigielski; w: www. isakowicz.pl).

 

Pod koniec czerwca br. nieznani sprawcy rozbili tablice upamiętniające członków UPA na pomnikach we wsiach Werchrata i Radruż w pow. Lubaczów. Na tablicach wyryte były nazwiska poległych banderowców, którzy przedtem dokonali licznych zbrodni na Polakach, głównie na ludności cywilnej. Portal Kresy.pl podaje,że 21 czerwca separatystyczny portal Novorossia.today opublikował fotografie oraz nagranie wideo, przedstawiające zamaskowaną osobę rozbijającą ciężkim młotem tablicę na pomniku w Radrużu, a także usuwanie tablic z pomnika w Hruszowicach i malowanie krzyża na wzgórzu Monastyrz. Miała tego dokonać grupa określająca się mianem “Cichociemnych”.

http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/zdewastowano-dwa-pomniki-upa-w-powiecie-lubaczowskim

Na początku lipca prawdopodobnie ta sama grupa zniszczyła pomnik UPA we wsi Wierzbica w gminie Lubycza Królewska. Portal Kresy.pl załącza informację: „Ukraińska Powstańcza Armia odpowiada za ludobójstwo ponad 100 tysięcy Polaków w latach II wojny światowej i tuż po niej” (http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/polska-zniszczono-kolejny-pomnik-upa-foto ). Tymczasem dr Ewa Siemaszko, po bardzo dokładnych obliczeniach opartych o dostępną  dokumentację, ustaliła w 2008 roku liczbę co najmniej 133 800 polskich ofiar („WOŁYŃ 1943 – ROZLICZENIE”, Warszawa 2010, wydawnictwo IPN).  Sumując zbrodnie wszystkich nacjonalistycznych formacji ukraińskich, których członkowie w większości związani byli z OUN i zasilili potem szeregi UPA (bojówek OUN, SB OUN, legionu Suszki, oddziałów Nachtigall i Roland, grup pochodnych OUN, ULS Diaczenki, SS „Galizien”), ukraińskiej policji i pułków policyjnych , ilość polskich ofiar oscylować będzie wokół 250 tysięcy osób, przy czym w około 80% były to kobiety, dzieci i osoby stare.

Ciekawą sprawą jest, że fakt zniszczenia pomnika w Radrużu zgłosiła na policję dyrekcja Muzeum Kresów w Lubaczowie , a policja ma szukać właściciela pomnika i sprawdzać legalność jego istnienia. Zapewne nic nie ustali i sprawę umorzy. Przez kilkanaście lat ani centralne władze ani lokalne samorządowe istnienia takich pomników nie zauważyły i zapewne obecnie zobaczyć nie zechcą. Nawet w sytuacji, gdy ewentualnie inni „nieznani sprawcy” na tych „nieistniejących pomnikach” zawieszą nowe „nieistniejące tablice” upamiętniające ukraińskich zbrodniarzy. Przecież ostatnio nasi „wielcy przyjaciele” ukraińscy uznali ich za bohaterów walczących o samostijną Ukrainę. Walczyli o nią pod Hrubieszowem, Lubaczowem, Przemyślem, Sanokiem, Birczą, w Bieszczadach i w Beskidach Niskich. Do marca 1944 roku ich walka narodowowyzwoleńcza polegała na bestialskim wyrzynaniu bezbronnej polskiej ludności cywilnej, głównie kobiet, dzieci i starców. W marcu 1944 roku na Zamojszczyźnie napotkali na opór ze strony AK i BCh, co upamiętnili w Sahryniu stawiając pomnik Ukraińcom „ubitym przez AK”. W Gorajcu nazbierali ponad setkę „ubitych” przez KBW. Z treści pomników wynika, że nie zginął w tych miejscowościach żaden członek UPA, a więc wszyscy zdążyli w trakcie walki pouciekać. Zginęły tylko osoby cywilne.

Na Ukrainie wszyscy Polacy wyłącznie „zginęli tragicznie”, najczęściej przez całe wsie przeszedł tajemniczy tajfun zbierając żniwo często nawet po kilkaset ofiar w każdej z tych miejscowości.

 

„Użyteczni idioci”  deliberują teraz w mass-mediach, czy aby nie była to prowokacja rosyjska. Tymczasem sedno problemu leży zupełnie gdzie indziej. Dlaczego w Polsce od kilkunastu lat , a w niektórych przypadkach od ponad dwudziestu, stoją pomniki „chwały” postawione faszystowsko-nazistowskim formacjom OUN-UPA, które popełniły zbrodnię ludobójstwa okrutnego (genocidum atrox) na bezbronnej ludności polskiej w jej rodzinnych domach. Postawione nielegalnie, ukradkiem w nocy, metodą „po banderowsku”, gdyż mordy odbywały się najczęściej nocą, „po cichu”, czyli siekierami, nożami, bagnetami, widłami i kosami, aby strzały nie ostrzegły śpiących sąsiadów. Kiedy wreszcie polskie władze państwowe i samorządowe przestaną „rżnąć głupa” używając argumentów o „nie antagonizowaniu stosunków polsko-ukraińskich”, ponieważ efekty tych działań są zupełnie odwrotne. Widać to wyraźnie w komentarzach internautów zamieszczonych pod informacjami o usuwaniu tablic gloryfikujących OUN-UPA na pomnikach, których ponad 90% popiera akcje grupy owych  „cichociemnych”. 

11 lipca 2015 roku „deputowani wołyńskiej rady obwodowej z ramienia Swobody uczcili znakiem pamięci miejsce, gdzie polska samoobrona Przebraża wraz z sowieckimi partyzantami Prokopiuka pobiła bandę rezunów z UPA i SKW oblegającą Przebraże i szykującą się do rzezi polskich kobiet, dzieci i starców. Poniżej przetłumaczone fragmenty dwóch artykułów, pierwszy z 11 lipca, drugi wcześniejszy (http://www.volynnews.com/news/society/osviatyly-pamiatnyy-znak-na-mistsi-vbytykh-pid-chas-volynskoyi-trahediyi/).
„Poświęcenie znaku pamięci w miejscu zbiorowej egzekucji [masowoho rozstriłu – tłum.] prawie 2 tysięcy Ukraińców odbyło się na leśnym uroczysku w pobliżu wsi Hajowe [dawne Przebraże – tłum.] w rejonie kiwerckim na Wołyniu. W sierpniu 1943 zginęło tu prawie 2 tysiące Ukraińców, z czego trzy czwarte – ludność cywilna. Poświęcenie odbyło się 11 lipca 2015 roku z inicjatywy wołyńskiej obwodowej organizacji WO „Swoboda” , Bractwa Weteranów OUN-UPA wołyńskiego kraju im. pułkownika Kłyma Sawura i łuckiego obwodowego związku więźniów politycznych i represjonowanych – informuje służba prasowa wołyńskiej obwodowej organizacji WO „Swoboda”. Obrzędy poświęcenia i panachidę na miejscu masowej śmierci ofiar „wołyńskiej tragedii” latem 1943 roku - ukraińskich powstańców i bezbronnej ludności cywilnej – odprawili duchowni Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi Kijowskiego Patriarchatu na czele z metropolitą łuckim i wołyńskim Michałem. […] Jak zauważył Ołeksandr Pyrożyk [zastępca szefa wołyńskiej rady obwodowej – tłum.], nadzwyczaj ważnym jest wyciągnięcie odpowiednich wniosków z „wołyńskiej tragedii”, sprowokowanej przez Kreml: „Musimy sobie uświadomić, że mamy z Polakami wspólnego geopolitycznego wroga. Jest nim Rosja, jaka teraz rozpętała niewypowiedzianą wojnę z Ukrainą, i była głównym winnym ukraińsko-polskiego konfliktu. Dzisiaj Polacy wspierają Ukrainę w wojnie z Rosją. A w tamtych latach Ukraińcy byli zmuszeni bronić swojej ziemi i swojej ojczyzny przed wieloma okupantami , jacy ich najechali – Niemcami, Polakami, Rosjanami… Historia pokazuje, że oni nierzadko łączyli się w walce z Ukraińcami. Jaskrawy przykład – tragedia w pobliżu Hajowego, która jest jedną z najdramatyczniejszych stron „wołyńskiej tragedii”.” 
Jak wskazują historycy, dramatyzm tragedii w pobliżu Hajowego wzmacnia to, że w zbrojną walkę między polskimi a ukraińskimi żołnierzami , jacy przybyli tutaj, aby bronić przed grabieżczymi napadami ukraińską ludność cywilną, wtrącili się „czerwoni” partyzanci, których Polacy poprosili o pomoc. Oni zaszli Ukraińców od tyłu i zaczęli strzelać im w plecy. Pod krzyżowym ogniem w tym piekielnym „kotle”, według obliczeń badaczy, zniszczono ponad 430 ukraińskich powstańców i prawie 1500 bezbronnych Ukraińców, cywilów. […]  Przejeżdżając obok polskiego cmentarza w pobliżu Hajowego, Ukraińcy także złożyli pamiątkowy wieniec i pomodlili się za spokój dusz wszystkich ofiar drugiej wojny światowej (
http://volynrada.gov.ua/news/deputati-oblasnoyi-radi-pobuvali-na-mistsi-masovogo-rozstrilu-ukrayintsiv-poblizu-sela-gaiove-kPierwszy zastępca szefa wołyńskiej rady obwodowej Ołeksandr Pyrożyk i deputowany obwodowej rady Mykoła Dawydiuk odwiedzili leśny masyw w pobliżu wsi Hajowe (rejon kiwercki), gdzie latem 1943 roku odbyło się masowe zniszczenie Ukraińców przez polskich szowinistów i rosyjskich partyzantów. Deputowani chcą uwiecznić pamięć rozstrzelanych żołnierzy UPA i ludności cywilnej miejscowych wsi, stawiając na miejscu tragedii znak pamiątkowy. „To była jedna z najbardziej dramatycznych i najmniej zbadanych stron wołyńskiej tragedii. Dramatyzm sytuacji polega na tym, że do zbrojnego konfliktu między Polakami a Ukraińcami wtrącili się rosyjscy partyzanci, którzy zaczęli niszczyć nieuzbrojonych ukraińskich cywili. W tym nierównym boju prawie 200 żołnierzy UPA próbowało wyprowadzić spod ognia oddziałów polskiej samoobrony nieuzbrojonych ukraińskich mieszkańców, a w tym czasie tak zwani „czerwoni” partyzanci zaszli Ukraińców od tyłu i zaczęli strzelać im w plecy. W rezultacie zniszczono prawie 1500 bezbronnych Ukraińców. Dokładne miejsce rozstrzelania do tej pory nie było ustalone, na miejscu, gdzie masowo przelewała się krew naszych rodaków, dotąd nie było nawet jednego prawosławnego krzyża” – określił cel poszukiwawczej ekspedycji Ołeksandr Pyrożyk. Według świadectw historyków, do połowy 1943 roku we wsi Przebraże (teraz Hajowe) żyło w przybliżeniu 20 tysięcy Polaków. Tu przebywała tak zwana samoobrona, która była dobrze uzbrojona. Jako że tych żołnierzy trzeba było wyżywić, ich oddziały, jak mówią świadkowie tych wydarzeń, regularnie zajmowały się grabieżami, maruderstwem i poniżaniem ukraińskiej ludności, która żyła na pobliskim terytorium, w szczególności w rejonie Kołek, Cumania, Zwirowa, Ołyki. Miejscowi żołnierze UPA postanowili dać nauczkę polskim napastnikom. Po zmobilizowaniu się przy wsparciu oficerów OUN-UPA z Galicji i miejscowych Ukraińców, prawie 200 powstańców podeszło pod Przebraże. Bój odbywał się 31 sierpnia 1943 roku na wschód od polskiej kolonii Przebraże, na uroczysku Józefin. […] W tym nierównym boju Ukraińcy zaznali wielkich strat i odnieśli porażkę. […] W tych latach okupanci [jacy? – tłum.] rozgrabili, spalili do cna i w pełni zniszczyli tu kilka miejscowości: Józefin, Majdan Jeziorski, Zofiówka, Jaromel, Dobra. Teraz tam gdzie były te miejscowości są lasy, chaszcze i pola. Do tej pory nic nie upamiętnia wielkiej tragedii, jaka zdarzyła się wtedy na ziemi wołyńskiej. Natomiast na kraju Hajowego jest uporządkowany polski cmentarz i pamiątkowy obelisk. A Ukraińcom na swojej ziemi nie jeszcze nie udało się oddać należnej czci bohaterom. […] Ołeksandr Pyrożyk uważa, że ustalenie historycznej prawdy pomoże Ukraińcom i Polakom znaleźć porozumienie i uchwycić to, kto naprawdę jest dla nas geopolitycznym partnerem a kto wrogiem. „Wielu historyków skłania się do tego, że „rzeź wołyńska” między Polakami a Ukraińcami była sprowokowana z Kremla. Rosjanie nigdy nie chcieli samoistijnej Ukrainy i byli gotowi tymczasowo oddać nasze terytoria nawet Polakom. Dzisiaj rosyjska agresja na południu i wschodzie Ukrainy pokazała całemu światu, kto jest kim. I dzisiaj Polacy, którzy też zaznali rosyjskiego ucisku i represji, stają się pierwszym sojusznikiem Ukrainy. Jestem przekonany, że wspólna pamięć, wyznanie przez nas, że coś takiego było, że my o tym wiemy i o tym pamiętamy, nie szukając więcej winnych tej tragedii, pozwoli nam odbudować normalne, cywilizowane stosunki” – zauważył zastępca szefa obwodowej rady. Deputowany rady obwodowej Mykoła Dawydiuk będący historykiem, który od dawna badał opisany temat, także ma własną opinię odnośnie tych wydarzeń. „Jakoś i dla Polaków, i dla radzieckich partyzantów największym wrogiem byli nie tyle Niemcy, ile ukraińscy powstańcy. To świadczy, że ukraiński narodowy ruch był zawsze kością w gardle dla naszych sąsiadów, którzy mają pretensje do naszego terytorium. Powinniśmy mieć wyważony stosunek do tej kwestii, ale musimy patrzeć zgodnie z prawdą na naszą przeszłość i pokazywać przykład naszym sąsiadom Polakom. Trzeba patrzeć na historię nie tylko ze strony propagowanej prawdy swojego narodu ale i z obiektywnej strony historii.” – dodaje Mykoła Dawydiuk” (informacja mejlowa od Wiesława Tokarczuka [Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.] z 14 lipca 2015 roku za pośrednictwem znanego pisarza i dziennikarza Adama Kulika. Z jego bardzo celnym komentarzem: „Mimo całej życzliwości i wspierania Ukraińców w ich walce z terrorystą Putinem, z dnia na dzień, coraz bardziej przekonuję się, że stosunek Ukraińców do nas, od czasu ludobójstwa na Wołyniu nie zmienił się. Oni nawet nie wiedzą, że myślą jak Sowieci, ze swoją życzeniową, zakłamaną historią. Nie przyjmują do wiadomości oczywistych faktów – ludobójstwa z lat 1943-44. Dajmy sobie z nimi spokój, Europa Zachodnia naprawdę kończy się na Bugu i nie zmienimy tego, choćbyśmy bardzo chcieli. Jeszcze parę lat temu w swojej naiwności, wierzyłem, że są nam mentalnie i emocjonalnie podobni. Dzieli nas kosmiczna przepaść samoświadomości, kultury, nawyków, stosunku do siebie i innych. Przemilczanie ludobójstwa przez nasze kolejne rządy i sejmy zaczyna się nam odbijać coraz większą czkawką, i tak będzie aż do zajęcia oficjalnego stanowiska zgodnego z prawdą historyczną. W przeciwnym razie Ukraińcy będą sobie wymyślać coraz nowe bajeczki, byle tylko się wybielić, nie poczuwać do odpowiedzialności za prawdę. To naprawdę inny świat, nie ma co się łudzić.”.

 

Znając doktrynę Dmytro Doncowa, a zwłaszcza „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”,  można rozumieć działania nacjonalistów ukraińskich, zarówno na Ukrainie jak i w Polsce. Zdumiewa natomiast postawa polskiej strony. Nie sposób przecież przyjąć, że większość z nich wyrosła na „korzeniu banderowskim”, a pozostali są sowicie „sponsorowani” przez ukraińskie  nacjonalistyczne środowiska z pieniędzy ich organizacji z Kanady i USA. Znam osoby, którym proponowano zaproszenie i  sfinansowanie półrocznego stypendium  w USA lub Kanadzie oraz „dotację” w wysokości 20 tys. dolarów do zgodnej z ich oczekiwaniami publikacji książkowej na temat OUN-UPA. Wszystko na to wskazuje, że co najmniej kilku „polskich historyków” z tych propozycji skorzystało. Pozostaje pytanie ilu historyków i dziennikarzy pochodzenia ukraińskiego działających w Polsce korzystało i korzysta nadal z tego wsparcia. Jednakże od co najmniej 10 lat nie muszą oni już sięgać do kieszeni rodaków z Kanady i USA, otrzymują nadzwyczaj hojne dotacje od podatników polskich. Przy czym dotacje centralne zapewne stanowią dziesiątą część wszystkich otrzymywanych, zarówno bezpośrednio od samorządów lokalnych jak i poprzez wspólnie realizowane liczne programy dotowane przez Unię Europejską.  Nie ma i nie będzie nawet jednego przypadku, aby w ramach tych działań zajęto się sprawą gehenny bezbronnej cywilnej ludności polskiej, jaką zgotowały im formacje OUN-UPA. Wszystkie mają jeden podstawowy cel: ukazanie cierpień ludności ukraińskiej, jakich doznała ona „na przestrzeni dziejów”, a zwłaszcza w XX wieku, ze strony polskich „okupantów”, ze szczególnym  podkreśleniem „ludobójczej Akcji „Wisła” -  co oczywiście wiąże się z „obrończą, narodowowyzwoleńczą walką bohaterskich formacji OUN-UPA”. Prywatne interesy zaangażowanych w te działania Polaków są dla nich, niestety, ważniejsze od nacjonalistycznych i antypolskich interesów strony ukraińskiej.

Stosowana dotychczas w Polsce propaganda o „tolerancji dla kształtującej się młodej demokracji na Ukrainie”  obecnie zastąpiona została hasłem o „trudnej sytuacji Ukrainy w obliczu agresji rosyjskiej”, co ma obligować nas do jej bezwarunkowego wsparcia. Tymczasem wydarzenia na Ukrainie jawnie udowadniają, że Polacy są tam nadal kreowani na głównych wrogów, a Polskę w tym „rankingu” może wyprzedzać co najwyżej Rosja, albo nawet tylko sam Putin. I trzeba być „użytecznym durniem”, aby tego nie zauważyć. Albo szują, aby nie chcieć tego zauważyć. Jak ważne dla Ukrainy jest wsparcie udzielane jej przez Polskę pokazał parlament ukraiński ogłaszając okrutnych zbrodniarz z OUN-UPA bohaterami Ukrainy i grożąc sankcjami karnymi każdemu, kto będzie to podważał (a więc także rodzinom ofiar!). Na szczeblu lokalnym jest to fakt poświęcenia pomnika ofiar „szowinistów polskich”, jakie miało miejsce w Przebrażu, gdzie ludność polska obroniła się i nie dała wyrżnąć upowskim zbrodniarzom. Świadectwem  typowo banderowskiej, bandyckiej mentalności był fakt, że ta „uroczystość” odbyła się 11 lipca, w dniu 72.rocznicy tzw. „Krwawej Niedzieli” na tejże wołyńskiej ziemi. Kolejny już raz władze Ukrainy zademonstrowały publicznie swój stosunek do deklarowanej (zwłaszcza przez stronę polską) „przyjaźni polsko-ukraińskiej”. A polskie władze i polskie „elyty” milczą. I nadal pchają się z bezinteresowną „bratnią” pomocą dla Ukrainy. Nie biorą pod uwagę tego, że bracia bywają różni, tak jak biblijnym bratem Abla był Kain. Podczas uroczystości w Przemyślu 4 – 5 czerwca 2004 roku, ku czci zamordowanych Polaków we wsi Rumno pow. Rudki, w kazaniu ks. Tadeusz Patera powiedział: „Ta ZIEMIA – aż po wieki będzie przywoływać zaprzedanym złu mordercom wołanie Boga: KAINIE – GDZIE JEST BRAT TWÓJ?”. Na Ukrainie Kain do dzisiaj nie odpowiedział na to pytanie. Kłamliwie rozpowiada za to, jak to on był przez Abla ciemiężony. Czy równie naiwnie jak  biblijny Kain sądzi, że uda mu się oszukać Pana Boga?

 

 


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp7.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud17.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 377 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
7436776