Tragi-farsa przyjaźni polsko-ukraińskiej

 Tragi-farsa „przyjaźni polsko-ukraińskiej” trwa i w 2017 roku zaprezentowała nowe spektakle. W styczniu prezydent Przemyśla Robert Choma udający się na spotkanie opłatkowe do Lwowa, na zaproszenie Konsula Generalnego we Lwowie, został zawrócony na przejściu granicznym. SBU wydała mu zakaz wstępu na terytorium Ukrainy „za działalność szkodzącą Ukrainie” oraz „w celu zabezpieczenia bezpieczeństwa państwa” ukraińskiego. W rozmowie z Kresami.pl dr Andrzej Zapałowski zwrócił uwagę na szereg gestów w stronę mniejszości ukraińskiej, które wykonywał prezydent Przemyśla. – Przekazał Ukraińcom budynek na Narodnyj Dom, wspomagał ich finansowa, uczestniczył w imprezach mniejszości ukraińskiej. Prezydent Choma jeździł też do Lwowa i przemawiał w trakcie tzw. EuroMajdanu. Z drugiej strony, są takie głosy w Przemyślu, że nie dba wystarczająco o polskie interesy. To za jego prezydentury ściągnięto z pomnika ludobójstwa na Kresach na przemyskim cmentarzu znaną rzeźbę dzieci przewiązanych drutem kolczastym. Prezydent wszystko to akceptował.  Ukraińska bandycka hucpa związana z zakazem ekshumacji polskich ofiar na terenach Kresów obecnie znajdujących się na terytorium Ukrainy trwa do dzisiaj. Mirosław Majkowski twierdzi, że jest ona wynikiem działalności Światosława Szeremety – ukraińskiego urzędnika w randze ministra, który wspólnie z szefem Ukraińskiego IPN Wołodymyrem Wiatrowyczem stał za zablokowaniem poszukiwań grobów Polaków na Ukrainie.  Poszukiwania zablokowali Szeremeta i Wiatrowycz. Ceną za zgodę na wjazd była legalizacja przez Polskę wszystkich nielegalnych banderowskich upamiętnień na terenie RP. Kresowiaków zamordowano 2 razy jak mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Siekierami i przez przemilczenie. Teraz mordują trzeci raz gdy szczątki ludzkie banderowskiego ludobójstwa są kartą przetargową w rękach pogrobowców UPA. Trzeba być wyjątkowo podłym, wyrafinowanym i cynicznym, aby tak postąpić.

Czytaj więcej...

Tej nocy z Lasu Świnarzyńskiego wyszły upiory z siekierami na niewinny i śpiący Dominopol nad Turią

 W maju 1943 r. banderowcy zabrali ze sobą do lasu Edwarda Korda i Władysława Piwkowskiego oraz innych Polaków, rozpowiadając niby tu i ówdzie, że chłopcy ci będą teraz walczyć razem z nimi, ramię w ramię z Niemcami. Jednak ludzie Ci nigdy już więcej nie wrócili do swoich domów i rodzin. Polacy w naszych stonach po cichu, powiadali między sobą, że Ich banderowcy skrytobójczo pomordowali tam, że już na pewno nie wrócą, bo są wśród pobitych. Wiem o tym ponieważ przychodziła do nas siostra rodzona Edwarda, której było na imię Rozalia, lat około 20 i tak mówiła w naszym domu: „Chyba Edek nasz nie wróci, bo słyszeliśmy, że Ich w lesie bandery pobili.”. Po zabiciu Niemców na majątku Barańskich i zlikwidowaniu, tej niemieckiej placówki, Ukraińcy poczuli się panami w terenie i już zupełnie jawnie poczynali sobie w całej naszej okolicy. Przestali się bać kogokolwiek i jawnie z bronią jeździli po naszych drogach. Rozgrabili też do cna majątek Barańskich i dobrodusznie rozdali ludziom. Często widziałam tych młokosów po 17 lat z karabinami, jak zupełnie bezkarnie szli sobie drogą. Tymczasem w nas Polakach, już narastał strach, zaczęliśmy na serio obowiać się Ukraińców i tego, co jeszcze mogą chcieć zrobić. Mówiło się też często, szczególnie w naszym młynie, znaczy Polacy którzy przyjeżdżali z różnych stron, dzielili się wiedzą, że oto Ukraińcy organizują tajne spotkania i zebrania po wsiach. Uderzające w tych przekazach było to mianowicie, że b. uważano, nawet pilnowano, by Polacy nie brali udziału w tych zebraniach. Było to mocno podejrzane, a dla wszystkich Polaków mocno, już nawet niepokojące. Po temu nasz tata Roman Różycki zawziął się, by raz jeden na takie spotkanie pójść, ale mama Maria Różycka mocno się sprzeciwiła, mówiąc: „Nie idź, jak cię tam nie wołają, to nie idź.”.

Czytaj więcej...

Pamiętajmy o wszystkich


„Wołyń to nie tylko Polacy, Rusini i Żydzi, na Wołyniu było bardzo dużo Czechów, którzy tam się świetnie zagospodarzyli. Czeska wspólnota jest ciekawa, odbyła się konferencja o relacjach polsko czeskich na Kresach, wątek wymaga szerokiego opracowania – o kolejnych tomach Kresowej Atlantydy opowiada prof. Stanisław Nicieja  w Lwowskiej Fali. Spotkania autorskie profesora w kraju cieszą się wielkim zainteresowaniem  nie tylko środowisk kresowych. „Bo przecież ja nie jestem historykiem Kresów, jestem historykiem Polski. W granicach naszego państwa była kiedyś ta ziemia przez setki lat! Polak normalnie wykształcony, przeciętnie wykształcony,  po maturze, powinien wiedzieć co to był Kamieniec Podolski, co to był Zbaraż, co to Ostra Brama w Wilnie , co to jest Cmentarz Orląt Lwowskich. I nie jest ważne czy mieszka w Sejnach, Suwałkach czy pod Opocznem. A młodzież powinna mieć wycieczki na Kresy tak jak w Izraelu, gdzie  nie można mieć matury jeśli się nie uczestniczy w Marszu Umarłych i nie jest się w Oświęcimiu. W Polsce powinny być wycieczki do Zbaraża, Krzemieńca , Kamieńca Podolskiego, na szlak literatury Sienkiewicza czy Kraszewskiego, bo to jest kawał naszej historii, wielkiej historii 1000-letniego państwa” – kontynuuje profesor.  Kilka dni temu Marszałek Senatu Stanisław Karczewski  wziął udział w nadaniu Polskiej Bibliotece Medycznej w Kijowie imienia prof. Zbigniewa Religi. A dlaczego nie imienia profesora Rudolfa Weigla?   Rudolf Weigl był profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, Polakiem z wyboru, który przybranej Ojczyzny nie wyparł się nawet w najcięższym czasie okupacji niemieckiej Lwowa. Pani Danuta Nespiak pisze o profesorze Rudolfie Weiglu: „Studenci medycyny nie wiedzą nic o tym, światowej sławie biologu, który był o krok od nagrody Nobla i który w czasie okupacji niemieckiej Lwowa ocalił dziesiątki polskich profesorów, młodzieży akademickiej i licealnej, wśród nich wiele członków AK. Gdyby natomiast zapytać ich, kogo i co kojarzą sobie z "Listą Schindlera" sądzę, że odpowiedź byłaby zupełnie wystarczająca, bo młodzi polscy inteligenci wiedzą, kto to był Schindler a zupełnie nie wiedzą, kto to był Weigl.

Czytaj więcej...

„PAMIĘĆ KRESÓW – KRESY W PAMIĘCI” – ogólnopolska konferencja naukowa Gliwice, 25–27 października 2017 r.

Muzeum w Gliwicach od lat zajmuje się dokumentacją i popularyzowaniem wiedzy o „kresowych kontekstach” historii miasta i regionu. Wychodząc naprzeciw licznym głosom zarówno ze strony Kresowian i ich potomków, jak i środowisk naukowych, chcielibyśmy tym razem przyjrzeć się szeroko rozumianej „pamięci Kresów” widzianej przez pryzmat różnych postaci, grup i środowisk, w kraju i na emigracji, zarówno w spektrum regionalnym, jak i ogólnopolskim. Pomiędzy 25 a 27 października odbędzie się ogólnopolska konferencja naukowa „Pamięć Kresów – Kresy w pamięci” organizowana przez Muzeum w Gliwicach i  Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach. Zaprosiliśmy do udziału zarówno uczonych z ugruntowaną pozycją i dorobkiem naukowym, jak i młodych badaczy, dopiero wkraczających na ścieżki poszukiwania prawdy. Jest naszą intencją, by to spotkanie ludzi nauki przyczyniło się nie tylko do jakże cennej prezentacji badań i wymiany poglądów, ale przede wszystkim zaowocowało pogłębieniem refleksji nad rolą Kresów w dziejach państwa i narodu, zwłaszcza w tragicznym XX stuleciu, oraz ich obecnością w imaginarium narodowej i historycznej świadomości współczesnych Polaków – powiedział dyrektor Muzeum w Gliwicach, Grzegorz Krawczyk.

Ogólnopolska konferencja naukowa     Gliwice, 25–27 października 2017 r. Program konferencji do pobrania tutaj:      http://www.muzeum.gliwice.pl/pamiec-kresow-kresy-pamieci-miedzynarodowa-konferencja-naukowa-gliwice-25-27-pazdziernika-2017-r-program/

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud2.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 242 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
5112828