Miejsce na Ziemi

Do domu przy ulicy Szkolnej  ( w Kiwercach) powrócił głód. Przyłapany po raz trzeci na handlu mięsem Majewski musiał oddać cały zapas żywności, jaki był w domu, aby wykupić się żandarmom i uniknąć aresztowania. Na stół powróciła kartoflanka. Dzieci dodatkowo dostawały codziennie po kubku mleka od jedynej krowy, zwanej przez Majewskich żywicielką rodziny. Jedzenia jednak było za mało. Józia zapadła na anemię. Jej stan się pogarszał. Pod koniec lata 1942 roku  Majewski zniknął z domu na kilka dni. Gdy wrócił, był pełen animuszu. - Jedziemy na wieś, do moich kolegów - oznajmił. - Odżyjesz tam - spojrzał z zatroskaniem na bladą, wychudzoną Józię. Jeszcze tego samego dnia wszyscy zabrali się ochoczo do pakowania skromnych bagaży. Cały dobytek rodziny zmieścił się w jednym worku. Hanka i Józia włożyły do niego dwa podniszczone zeszyty, stary Elementarz, dwie książki i połatane ubrania. Domem i krową zaopiekowali się sąsiedzi. Do pobliskiego Łucka dojechali pociągiem. Gdy wyszli z dworca na gwarny plac, ujrzeli kilka furmanek stojących na skraju. Na dużym wozie wyściełanym pękami świeżej słomy i zaprzężonym w dwa dorodne kasztany siedział postawny mężczyzna w szarym, porządnym ubraniu i w czapce na głowie. Patrzył na podróżnych wychodzących z dworca. Na widok Majewskich jego twarz się rozjaśniła. - Tutaj, chodźcie tutaj! - Zaczął machać ręką. Podeszli do wozu. Henryk położył na słomie worek, który zabrali w podróż. - Co tak zasłaniasz twarz? - zdziwił się mężczyzna obserwując zachowanie Majewskiego. - Słonce cię razi? - Tam z tyłu kręcą się dwaj żandarmi. Jeden z nich już raz złapał mnie na handlu mięsem. Jak mnie pozna, to będzie nas przeszukiwał. - To kładź się na wóz, przykryj derką i udawaj, że śpisz. Jak wyjedziemy za miasto, to sobie usiądziesz. Tuński jestem - mężczyzna zwrócił się do Majewskiej trzymającej za rękę Tomka. - Musimy jeszcze poczekać na mojego syna Franciszka - dodał - Zaraz tu będzie. Niech pani wsiada - podał rękę Majewskiej, która wraz z Tomkiem wgramoliła się na górę i usiadła na pęku słomy. - Ty chłopcze, - zwrócił się do Henryka - pokaż swoim siostrzyczkom widok na miasto - Stamtąd go widać - wskazał miejsce na rogu placu.  - No, nie gniewaj się - dodał widząc niezadowoloną minę Henryka. - Mam dwa słowa do twoich rodziców. Udobruchany Henryk uśmiechnął się i skinął na dziewczynki. - Skaranie boskie z tym moim chłopakiem - zaczął narzekać Tuński. - Za każdym razem, jak jedziemy do Łucka, musi zawieźć coś do jedzenia dla biednych ludzi.

Czytaj więcej...

75.rocznica zagłady Janowej Doliny

 W nocy z 22 na 23 kwietnia (z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek) 1943 roku w osadzie Janowa Dolina pow. Kostopol Ukraińska Powstańcza Armia wspomagana przez dezerterów z Ukrainische Hilfspolizei oraz okolicznych Ukraińców (w tym dzieci i kobiety) dokonała rzezi co najmniej 600 Polaków, spaliła około 100 domów i kaplicę pw. Chrystusa Zbawiciela. W książce "Wołyński życiorys" Bogusław Soboń pisze: „Miejscowość została zbudowana w latach 1920-1930 przy nowopowstałych Państwowych Kamieniołomach Bazaltu, zatrudniających ok. 1200 pracowników. Rozrastała się w miarę rozwoju kopalni, osiągając w końcu lat 30-tych liczbę ponad 3000 mieszkańców, w tym 97% Polaków. Twórcą i dyrektorem kopalni, aż do 1940 r. był inż. Leonard Szutkowski, jego zastępcą inż. J. Niwiński, a budowniczym osiedla inż. Urbanowicz.  Nazwa miejsca wywodzi się z czasów króla Jana Kazimierza, który polował w okolicznych lasach. Dużą część załogi kopalni stanowili pracownicy dojeżdżający do pracy koleją, jak również mieszkańcy pobliskich wiosek, głównie wsi Złaźne, leżącej na lewym brzegu Horynia. Janowa Dolina była osiedlem nowoczesnym, w pełni zelektryzowanym, zwodociągowanym, skanalizowanym, zbudowanym na podstawie szczegółowego planu urbanistycznego (analogicznie jak Gdynia). Osiedle mieszkaniowe zrealizowano na terenie pięknego lasu sosnowego. Takie dorodne lasy można obecnie podziwiać w Puszczy Augustowskiej. Siatka ulic, a w zasadzie alei została wytyczona w układzie prostokątnym pomiędzy istniejącymi drogami lokalnymi Złaźne - Hołowin, Złaźne – Podłużne. Dla poszczególnych alei wycięto w lesie pasy o szerokości ca 100 m. Środkiem każdego pasa biegła ulica wybrukowana kostką bazaltową. Po obu stronach ulicy, na działkach o powierzchni ok. 600 m kwadratowych (20x30 m) wybudowano domki - wille czterorodzinne. Do każdego mieszkania należała cześć działki.  Części piwniczne wszystkich domów budowane były z kamienia bazaltowego. Na nich wznoszono budynki drewniane, dwukondygnacyjne, z dachami dwuspadowymi, krytymi czerwoną dachówką. Wszystkie ściany drewniane z pięknie obrobionych brusów zabezpieczono od zewnątrz pokostem i lakierem bezbarwnym, dzięki czemu widoczna była faktura drewna. Całość dopełniały ogrodzenia drewniane w postaci niskich płotków sztachetowych.

Czytaj więcej...

Dubowyj " krwawy bohater Ukrainy"- sprawca zagłady Janowej Doliny

Ukraińscy zbrodniarze nigdy nie zostali ukarani za mord Polaków na Wołyniu ( i nie tylko na Wołyniu). Ich państwo nie tylko  pozwala im go świętować, ale gloryfikuje zbrodniarzy i ich czyny, fałszując prawdziwą historię relacji polsko-ukraińskich.  Natomiast nasze państwo  ciągle zapomina o swoich pomordowanych  rodakach, ten rozdział naszej narodowej historii traktuje po macoszemu nie reagując na karygodne działania strony ukraińskiej. Kwiecień jest  istotnym miesiącem pamięci o zbrodniach OUN- UPA na Wołyniu, ze szczególnym podkreśleniem zbrodni jaka miała miejsce w Janowej Dolinie.  75 lat temu, w nocy z 22 na 23 kwietnia ( z czwartku na wielki piątek, przed Świętami Wielkanocnymi 1943 r.), w czasie ataku bandytów z UPA zginęło tam  co najmniej  600 osób ( liczba ta może być znacznie większa, ponieważ nikt do tej pory dokładnie nie zbadał tej sprawy, a faktem jest, że w osadzie znajdowała się znaczna liczba uciekinierów z okolicznych wsi wcześniej zaatakowanych przez UPA) , zamordowanych w tradycyjny dla banderowców okrutny sposób. Dziś we wsi  przemianowanej na Bazaltowo, stoi upowski pomnik mówiący o… „likwidacji polsko-niemieckich okupantów Wołynia”. Urąga to w  jawny sposób  prawdzie jaka jest tam ukryta. ..Na wiosnę 2003 r. w Janowej Doli-nie w obecności ukraińskich  władz i duchowieństwa  odsłonięto tablicę upamiętniającą na-pad UPA z jakże wymownym napisem:

„Wmurowano ku czci 60-lecia Ukraińskiej

Powstańczej Armii. Tu 21-22 kwietnia

1943 roku sotnie z grupy Zakrawa pod

dowództwem «Dubowego» zlikwidowały

jedną z najlepiej umocnionych baz wojskowych polsko-niemieckich okupantów

na Wołyniu [...]. W walce zlikwidowano

niemiecką i polską załogę, wyzwolono z

obozu jeńców wojennych i powstrzymano

terrorystyczne akcje przeciwko okolicznym wsiom, które przeprowadzali polsko-niemieccy zaborcy”.

Czytaj więcej...

ZBURZONA SIELANKA W TERESINIE

Leokadia Miedzianowska z d. Buczkowska urodziła się w 1933 r. w Kiełczewicach na Lubelszczyźnie. Cztery lata później rodzice sprzedali ziemię nad Bystrzycą i przenieśli się na Wołyń, do Teresina. Była to duża kolonia polska, zamieszkała przez ok. 300 Polaków i kilka rodzin ukraińskich. Powstała z parcelacji majątku księcia Zdzisława Lubomirskiego, działacza społecznego, prezydenta Warszawy w czasie I wojny światowej, oraz inicjatora ogłoszenia niepodległości Polski.

Sielankę w Teresinie zburzył wybuch II wojny światowej. 17 września 1939 r. tę wołyńską miejscowość włączono do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a po ataku w 1941 r. Niemiec na ZSRR ustanowiono na terenach tych komisariat III Rzeszy „Ukraina”. Polacy znaleźli się wówczas w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Kulminacyjnym punktem tego okresu okazał się rok 1943. Już na przełomie lutego i marca dochodziło w okolicy do zabójstw na tle narodowościowym. Początkowo ginęli nauczyciele, leśniczy. Kiedy jednak zaczęły znikać z map całe polskie kolonie i wioski, Polaków zaczął ogarniać paniczny strach. Ojciec Leokadii wybudował w okolicy schron, do którego wejście przysłaniał konar drzewa. Kryjówkami były też pomieszczenia gospodarcze, a w późniejszym okresie zboże. Względny spokój, jaki dali Ukraińcy Polakom w sierpniu, aby mogli dokończyć żniwa, uśpił czujność w rodzinie Buczkowskich.

 DZIEŃ GROZY

Była sobota 28 sierpnia 1943 r. Leokadia z Wiktorią Sobolewską, koleżanką z sąsiedztwa, babcią ze strony ojca oraz siostrami Olesią, która miała wówczas 17 lat i nieco młodszą Genią, postanowiły wyspać się w normalnych warunkach w domu (ze względów bezpieczeństwa bardzo często całe rodziny nocami ukrywały się poza domem - przyp. autora). Śpiących obudziło nad ranem 29 sierpnia, ujadanie psów. Jak się później okazało, podzieleni na grupy ukraińscy chłopi z Kohylna i Gnojna, uzbrojeni w kosy, siekiery, widły i inne narzędzia zbrodni, wspólnie z upowcami okrążyli kolonię i wdzierali się do poszczególnych domostw.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp4.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud11.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 289 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6130320