Wychowanie w chlubnej tradycji własnego narodu

Pierwszym i najwalniejszym obowiązkiem narodu - żyć pragnącego - czcić bohaterów swoich. Obowiązek to kardynalny: od spełnienia jego zależy przyszłość narodu. Pokolenia bowiem, wychowane w chlubnej tradycji własnego narodu zdolne są zrozumieć i pojąć szczytną jego przeszłość, mogą wyłowić z niej cele, ideały i drogi do ich spełnienia, przejąć się dziejową rolą, napełnić się godną pochwały dumą narodową, dążyć do prześcignięcia przodków w ofiarnej służbie dla Ojczyzny. Odkrywać i potomności przekazywać czyny bohaterów naszych rzeczą historji i historyków, pamiętnikarzy i tych wszystkich, którzy na własne oczy czyny ich oglądali.
Słowa wstępu Czesława Mączyńskiego do wydanej w 1926 roku nakładem Drukarni Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich we Lwowie  pracy zbiorowej „W obronie Lwowa i kresów wschodnich”, przekazującej pamięci potomnych nazwiska i czyny tych „prawych synów i córek Polski, którzy na widok orężnych zakusów o władzę nad prastarymi dzielnicami Piastów i Jagiellonów w latach 1918-1919, wypisali na sztandarze hasło: „Nie damy ziemi skąd nasz ród”. 
Nadeszła pamiętna w dziejach Lwowa noc z czwartku na piątek z 31 października na 1 listopada roku 1918. Miasto było pogrążone w głębokim śnie. Nie spali natomiast pracujący gorączkowo przy pomocy pruskich i austrjackich organów konspiratorzy, nie spali oficerowie Rusini, nie spali żołnierze po koszarach, gdzie ich szeregowano podług narodowości, uzbrajano późniejszych, „ukraińskich herojów, rozbrajano zaś innych. …Zaskoczona zamachem ludność Lwowa patrzyła z oburzeniem na snujące się po ulicach samochody ze strzelcami ruskimi, na ponure twarze brudnego chłopstwa, grożącego spokojnym mieszkańcom wylotami karabinów…Chwilowy sukces zachęcał ruskie żołdactwo do wyzywającej postawy wobec publiczności, zwłaszcza zaś wobec neutralnych oficerów i żołnierzy, którzy nieświadomi stanu rzeczy, wychodzili jak zwykle przy broni z swoich domów. Rozbrajano ich przemocą, konfiskowano oręż i doprowadzano przytem do przykrych scen i scysij…Obronną stosunkowo ręką wychodzili przechodnie, którzy wychowani lub też zamieszkali na wsi, umieli wysławiać się w ordynarnym chłopskim języku. Doświadczyłem tego po dwakroć na własnej osobie, gdy w zrozumiałych dla żołdaków zwrotach mowy odpędziłem ich od siebie.

Czytaj więcej...

Maj 2018 r., miesiącem Polskiej Samoobrony na Wołyniu

W tym roku przypada 75 rocznica "Rzezi Wołyńskiej",. Tego określenia używano   w  sierpniowych raportach do Polskiego Rządu w Londynie, przedstawiając sytuację na Wołyniu 1943r. Nie wykluczone, że jakieś tam obchody tej rocznicy odbędą się w okolicach 11 lipca,  zarówno w Warszawie jak i innych miastach naszego kraju. Upamiętnienie wymordowania 60 tys. naszych rodaków ( są tacy co twierdzą, że ta liczba jest znacznie zaniżona) na Wołyniu, mimo wielu przeszkód trafia jednak na stałe do kalendarza historycznej pamięci narodu. Warto jednak przypomnieć, że liczba wymordowanych byłaby znacznie większa i pozbawiona świadków, gdyby nie Samoobrona Polska powstała wśród mieszkańców tamtej ziemi. Samoobrona, słowo oddające całą prawdę o tej organizacji i tragicznej sytuacji w jakiej powstawała . W dużym uproszczeniu można by powiedzieć, że polscy mieszkańcy Wołynia wobec zbliżającej się nieuchronnie "fali zbrodni OUN- UPA", zostali sami bez żadnej pomocy, sami się organizowali, sami zbroili i sami rozpoczęli walkę w obronie wszystkiego co polskie. Na pierwsze masowe zbrodnie, Polskie Państwo Podziemne, mimo depesz nie zareagowało, a nawet zbagatelizowało prezentowane fakty. To "poprawność polityczna": nie drażnić Ukraińców, nie prowokować sowietów a nade wszystko nie narażać się Anglikom, spowodowała, że odmówiono jakiejkolwiek pomocy spontanicznie tworzącym się placówkom samoobrony polskiej.  Henryk Cybulski  komendant samoobrony Przebraża opisując sytuację po latach napisał: Dla polskiej ludności wiejskiej, która nie decydowała się porzucić swych gospodarstw, pozostawało jedyne wyjście: organizować samoobronę i poszukiwać sojuszników, gdyż siły własne, choćby i w pełni zmobilizowane, nie wystarczały dla ratowania życia przed wrogim żywiołem nacjonalistycznym. W dziesiątkach wsi rozwinął się samorzutnie ruch samoobrony rozpaczliwej, prymitywnej, nie mającej właściwie perspektyw na przetrwanie, bo pozbawionej koniecznego minimum broni i amunicji.. Na  przełomie kwietnia i maja 1943 r.,  władze PPP zdecydowały się włączyć w ten spontaniczny  ruch ochrony polskiej ludności Wołynia..

Czytaj więcej...

Samoobrony, ostoje polskości na Wołyniu

W tym roku ukazała się następna książka Marka A. Koprowskiego poświęcona w dalszym ciągu losom polskich mieszkańców z Wołynia w latach 1943-1945. "Mord na Wołyniu"  Zbrodnie ukraińskie w świetle relacji i dokumentów -tom II. Pozycja ta wpisuje się w 75 rocznicę zbrodni ukraińskich i 75 rocznicę powstania i walk samoobrony polskiej na Wołyniu. Bardzo interesujące jest wprowadzenie w temat samego wydawcy, godne polecenia i  prezentacji  co czynimy poniżej za: http://replika.eu/ksiegarnia/mord-wolyniu-zbrodnie-ukrainskie-swietle-relacji-dokumentow-tom-2/

Pełna historia tragedii wołyńskiej ‒ kolejna odsłona

Niniejsza książka opowiada o ostojach polskości podczas rzezi wołyńskiej ‒ największych ośrodkach samoobrony. Tworzone ad hoc stały się azylem dla Polaków starających się uchronić przed wyrżnięciem. Ukraińscy nacjonaliści skazali ich bowiem na eksterminację. Na dowód autor przytacza opisy ukraińskich zbrodni, które rozszalały się na Wołyniu i które zmusiły Polaków do utworzenia samoobrony w miastach. Nie wszyscy zdołali się w nich schronić. Ci, którym się to udało, stali się świadkami zwyrodniałych mordów. Ukraińcy nie chcieli pozostawiać świadków, dlatego też z zaciekłością atakowali miasta. Nie zrezygnowali nawet wówczas, gdy ziemia drżała już od wystrzałów armat, zwiastując nadejście Sowietów.

Książka omawia działalność samoobrony w Pańskiej Dolinie, zorganizowanej przez działaczy ruchu ludowego, która odpierała ataki sił ukraińskich aż do nadejścia Sowietów. Nie miał tego szczęścia Mizocz. Jego mieszkańcy, po zaciekłej obronie, musieli pod eskortą wycofać się do Dubna.

Ataki odparła samoobrona w Dederkałach i Ostrogu. Obroniła się pobliska Witoldówka. Nie dali się wyrżnąć mieszkańcy Rybcza. Banderowcy, nie chcąc podejmować walki z dobrze uzbrojoną załogą, udali się do Wiśniowca, gdzie w klasztorze Karmelitów wyrżnęli kilkuset Polaków.

Częściowo wypełniła zadanie samoobrona w Hucie Stepańskiej. Poniosła ciężkie straty i z braku amunicji musiała – wraz z ochranianą ludnością – wycofać się. Duży sukces, porównywalny ze Zbarażem, osiągnęła samoobrona polska w rejonie Zasłucza.

Czytaj więcej...

Miejsce na Ziemi

Do domu przy ulicy Szkolnej  ( w Kiwercach) powrócił głód. Przyłapany po raz trzeci na handlu mięsem Majewski musiał oddać cały zapas żywności, jaki był w domu, aby wykupić się żandarmom i uniknąć aresztowania. Na stół powróciła kartoflanka. Dzieci dodatkowo dostawały codziennie po kubku mleka od jedynej krowy, zwanej przez Majewskich żywicielką rodziny. Jedzenia jednak było za mało. Józia zapadła na anemię. Jej stan się pogarszał. Pod koniec lata 1942 roku  Majewski zniknął z domu na kilka dni. Gdy wrócił, był pełen animuszu. - Jedziemy na wieś, do moich kolegów - oznajmił. - Odżyjesz tam - spojrzał z zatroskaniem na bladą, wychudzoną Józię. Jeszcze tego samego dnia wszyscy zabrali się ochoczo do pakowania skromnych bagaży. Cały dobytek rodziny zmieścił się w jednym worku. Hanka i Józia włożyły do niego dwa podniszczone zeszyty, stary Elementarz, dwie książki i połatane ubrania. Domem i krową zaopiekowali się sąsiedzi. Do pobliskiego Łucka dojechali pociągiem. Gdy wyszli z dworca na gwarny plac, ujrzeli kilka furmanek stojących na skraju. Na dużym wozie wyściełanym pękami świeżej słomy i zaprzężonym w dwa dorodne kasztany siedział postawny mężczyzna w szarym, porządnym ubraniu i w czapce na głowie. Patrzył na podróżnych wychodzących z dworca. Na widok Majewskich jego twarz się rozjaśniła. - Tutaj, chodźcie tutaj! - Zaczął machać ręką. Podeszli do wozu. Henryk położył na słomie worek, który zabrali w podróż. - Co tak zasłaniasz twarz? - zdziwił się mężczyzna obserwując zachowanie Majewskiego. - Słonce cię razi? - Tam z tyłu kręcą się dwaj żandarmi. Jeden z nich już raz złapał mnie na handlu mięsem. Jak mnie pozna, to będzie nas przeszukiwał. - To kładź się na wóz, przykryj derką i udawaj, że śpisz. Jak wyjedziemy za miasto, to sobie usiądziesz. Tuński jestem - mężczyzna zwrócił się do Majewskiej trzymającej za rękę Tomka. - Musimy jeszcze poczekać na mojego syna Franciszka - dodał - Zaraz tu będzie. Niech pani wsiada - podał rękę Majewskiej, która wraz z Tomkiem wgramoliła się na górę i usiadła na pęku słomy. - Ty chłopcze, - zwrócił się do Henryka - pokaż swoim siostrzyczkom widok na miasto - Stamtąd go widać - wskazał miejsce na rogu placu.  - No, nie gniewaj się - dodał widząc niezadowoloną minę Henryka. - Mam dwa słowa do twoich rodziców. Udobruchany Henryk uśmiechnął się i skinął na dziewczynki. - Skaranie boskie z tym moim chłopakiem - zaczął narzekać Tuński. - Za każdym razem, jak jedziemy do Łucka, musi zawieźć coś do jedzenia dla biednych ludzi.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud10.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 924 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6419913