75.rocznica zagłady Janowej Doliny

 W nocy z 22 na 23 kwietnia (z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek) 1943 roku w osadzie Janowa Dolina pow. Kostopol Ukraińska Powstańcza Armia wspomagana przez dezerterów z Ukrainische Hilfspolizei oraz okolicznych Ukraińców (w tym dzieci i kobiety) dokonała rzezi co najmniej 600 Polaków, spaliła około 100 domów i kaplicę pw. Chrystusa Zbawiciela. W książce "Wołyński życiorys" Bogusław Soboń pisze: „Miejscowość została zbudowana w latach 1920-1930 przy nowopowstałych Państwowych Kamieniołomach Bazaltu, zatrudniających ok. 1200 pracowników. Rozrastała się w miarę rozwoju kopalni, osiągając w końcu lat 30-tych liczbę ponad 3000 mieszkańców, w tym 97% Polaków. Twórcą i dyrektorem kopalni, aż do 1940 r. był inż. Leonard Szutkowski, jego zastępcą inż. J. Niwiński, a budowniczym osiedla inż. Urbanowicz.  Nazwa miejsca wywodzi się z czasów króla Jana Kazimierza, który polował w okolicznych lasach. Dużą część załogi kopalni stanowili pracownicy dojeżdżający do pracy koleją, jak również mieszkańcy pobliskich wiosek, głównie wsi Złaźne, leżącej na lewym brzegu Horynia. Janowa Dolina była osiedlem nowoczesnym, w pełni zelektryzowanym, zwodociągowanym, skanalizowanym, zbudowanym na podstawie szczegółowego planu urbanistycznego (analogicznie jak Gdynia). Osiedle mieszkaniowe zrealizowano na terenie pięknego lasu sosnowego. Takie dorodne lasy można obecnie podziwiać w Puszczy Augustowskiej. Siatka ulic, a w zasadzie alei została wytyczona w układzie prostokątnym pomiędzy istniejącymi drogami lokalnymi Złaźne - Hołowin, Złaźne – Podłużne. Dla poszczególnych alei wycięto w lesie pasy o szerokości ca 100 m. Środkiem każdego pasa biegła ulica wybrukowana kostką bazaltową. Po obu stronach ulicy, na działkach o powierzchni ok. 600 m kwadratowych (20x30 m) wybudowano domki - wille czterorodzinne. Do każdego mieszkania należała cześć działki.  Części piwniczne wszystkich domów budowane były z kamienia bazaltowego. Na nich wznoszono budynki drewniane, dwukondygnacyjne, z dachami dwuspadowymi, krytymi czerwoną dachówką. Wszystkie ściany drewniane z pięknie obrobionych brusów zabezpieczono od zewnątrz pokostem i lakierem bezbarwnym, dzięki czemu widoczna była faktura drewna. Całość dopełniały ogrodzenia drewniane w postaci niskich płotków sztachetowych.

Czytaj więcej...

Dubowyj " krwawy bohater Ukrainy"- sprawca zagłady Janowej Doliny

Ukraińscy zbrodniarze nigdy nie zostali ukarani za mord Polaków na Wołyniu ( i nie tylko na Wołyniu). Ich państwo nie tylko  pozwala im go świętować, ale gloryfikuje zbrodniarzy i ich czyny, fałszując prawdziwą historię relacji polsko-ukraińskich.  Natomiast nasze państwo  ciągle zapomina o swoich pomordowanych  rodakach, ten rozdział naszej narodowej historii traktuje po macoszemu nie reagując na karygodne działania strony ukraińskiej. Kwiecień jest  istotnym miesiącem pamięci o zbrodniach OUN- UPA na Wołyniu, ze szczególnym podkreśleniem zbrodni jaka miała miejsce w Janowej Dolinie.  75 lat temu, w nocy z 22 na 23 kwietnia ( z czwartku na wielki piątek, przed Świętami Wielkanocnymi 1943 r.), w czasie ataku bandytów z UPA zginęło tam  co najmniej  600 osób ( liczba ta może być znacznie większa, ponieważ nikt do tej pory dokładnie nie zbadał tej sprawy, a faktem jest, że w osadzie znajdowała się znaczna liczba uciekinierów z okolicznych wsi wcześniej zaatakowanych przez UPA) , zamordowanych w tradycyjny dla banderowców okrutny sposób. Dziś we wsi  przemianowanej na Bazaltowo, stoi upowski pomnik mówiący o… „likwidacji polsko-niemieckich okupantów Wołynia”. Urąga to w  jawny sposób  prawdzie jaka jest tam ukryta. ..Na wiosnę 2003 r. w Janowej Doli-nie w obecności ukraińskich  władz i duchowieństwa  odsłonięto tablicę upamiętniającą na-pad UPA z jakże wymownym napisem:

„Wmurowano ku czci 60-lecia Ukraińskiej

Powstańczej Armii. Tu 21-22 kwietnia

1943 roku sotnie z grupy Zakrawa pod

dowództwem «Dubowego» zlikwidowały

jedną z najlepiej umocnionych baz wojskowych polsko-niemieckich okupantów

na Wołyniu [...]. W walce zlikwidowano

niemiecką i polską załogę, wyzwolono z

obozu jeńców wojennych i powstrzymano

terrorystyczne akcje przeciwko okolicznym wsiom, które przeprowadzali polsko-niemieccy zaborcy”.

Czytaj więcej...

ZBURZONA SIELANKA W TERESINIE

Leokadia Miedzianowska z d. Buczkowska urodziła się w 1933 r. w Kiełczewicach na Lubelszczyźnie. Cztery lata później rodzice sprzedali ziemię nad Bystrzycą i przenieśli się na Wołyń, do Teresina. Była to duża kolonia polska, zamieszkała przez ok. 300 Polaków i kilka rodzin ukraińskich. Powstała z parcelacji majątku księcia Zdzisława Lubomirskiego, działacza społecznego, prezydenta Warszawy w czasie I wojny światowej, oraz inicjatora ogłoszenia niepodległości Polski.

Sielankę w Teresinie zburzył wybuch II wojny światowej. 17 września 1939 r. tę wołyńską miejscowość włączono do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a po ataku w 1941 r. Niemiec na ZSRR ustanowiono na terenach tych komisariat III Rzeszy „Ukraina”. Polacy znaleźli się wówczas w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Kulminacyjnym punktem tego okresu okazał się rok 1943. Już na przełomie lutego i marca dochodziło w okolicy do zabójstw na tle narodowościowym. Początkowo ginęli nauczyciele, leśniczy. Kiedy jednak zaczęły znikać z map całe polskie kolonie i wioski, Polaków zaczął ogarniać paniczny strach. Ojciec Leokadii wybudował w okolicy schron, do którego wejście przysłaniał konar drzewa. Kryjówkami były też pomieszczenia gospodarcze, a w późniejszym okresie zboże. Względny spokój, jaki dali Ukraińcy Polakom w sierpniu, aby mogli dokończyć żniwa, uśpił czujność w rodzinie Buczkowskich.

 DZIEŃ GROZY

Była sobota 28 sierpnia 1943 r. Leokadia z Wiktorią Sobolewską, koleżanką z sąsiedztwa, babcią ze strony ojca oraz siostrami Olesią, która miała wówczas 17 lat i nieco młodszą Genią, postanowiły wyspać się w normalnych warunkach w domu (ze względów bezpieczeństwa bardzo często całe rodziny nocami ukrywały się poza domem - przyp. autora). Śpiących obudziło nad ranem 29 sierpnia, ujadanie psów. Jak się później okazało, podzieleni na grupy ukraińscy chłopi z Kohylna i Gnojna, uzbrojeni w kosy, siekiery, widły i inne narzędzia zbrodni, wspólnie z upowcami okrążyli kolonię i wdzierali się do poszczególnych domostw.

Czytaj więcej...

OBROŃCY PRZEBRAŻA

Przebraże, to już historia. Historia dla jednych nieznana lub zapomniana, dla innych, zwłaszcza tych, którzy przeżyli tam niewyobrażalny koszmar – ciągle żywa. Wzruszyłam się, czytając w ostatnim kwartalniku 27 Dywizji Wołyńskiej AK, że po 70 –ciu latach- na uroczystości zorganizowanej przez Fundację Pamięci Narodu Polskiego i Kresowy Ruch Patriotyczny w Warszawie w dniu 10 listopada 2012 r., za szczególne zasługi pośmiertnie odznaczono Orderem Polonia Mater Nostra Est- porucznika Henryka Cybulskiego i Ludwika Malinowskiego, komendantów wojskowego i cywilnego Samoobrony Przebraża w powiecie łuckim na Wołyniu, którą zorganizowali i dowodzili. Przebraże, to miejsce, które jest symbolem heroicznej obrony zdesperowanych, skazanych na zagładę ludzi, którzy cudem uniknęli śmierci z rąk fanatycznych sadystów, spod znaku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii. Trzeba podkreślić, że organizację samoobrony, Przebraże zawdzięcza Ludwikowi Malinowskiemu. To ludwik Malinowski rozpoczął organizować ludzi do obrony. Na wieść o zbrodniach popełnionych przez banderowców we wsi Parośla, Taraż i Marianówka w marcu 1943 r. Przebrażanie powiedzieli nie damy się wyrżnąć, będziemy się bronić. Zwołano Radę Starszych wsi i powołano do życia zarząd samoobrony. Na czele stanął Ludwik Malinowski, stając się przywódcą samoobrony. Ludwik Malinowski był to człowiekiem niezwykłym, swą postawą i prawością zyskiwał przyjaźń, szacunek i zaufanie. Był doświadczonym wojskowym jeszcze z pierwszej z pierwszej wojny światowej, znał język niemiecki co było atutem w tych czasach. Po przysłaniu – przez AK – Henryka Cybulskiego, funkcje w zarządzie samoobrony podzielono. Henryk Cybulski został komendantem d.s. wojskowych, a Ludwik Malinowski d.s. administracyjnych. Henryk Cybulski był osoba znaną w Przebrażu, ponieważ tam się urodził i tam mieszkała jego rodzina. Był to wspaniały człowiek, leśnik z zawodu, znany sportowiec, który z Syberii, zza koła podbiegunowego wrócił sam pieszo. W ciągu 8 tygodni, bez mapy, kompasu i zapasów żywności wrócił do domu. Pomogła mu w tym kondycja sportowca, wspaniałego biegacza. Henryk Cybulski stanął na czele młodych, niedoświadczonych śmiałków, którzy początkowo bez broni, tylko z kosami, siekierami i nożami harcerskimi w kieszeni trwali dzień i noc na straży bezpieczeństwa swoich rodzin.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp8.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud3.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 905 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6419906