KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA LISTOPAD 1944

   1 listopada (Wszystkich Świętych) 1944 roku: 

We wsi Gontowa – Milno pow. Zborów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: „Rożek Jan i  Zaleski Paweł - zastrzelony na posterunku” (Adolf Głowacki:  "Milno – Gontowa”,  Szczecin 2008).

We wsi Wygoda pow. Skałat 1 listopada 1944 r. został zamordowany Jabłoński Józef, rolnik (uduszono go przy użyciu sznura). 

We wsi Żyrawa pow. Żydaczów dwóch miejscowych Ukraińców – banderowców zamordowało 6-osobową rodzinę: Marię Wierzbicką  lat 44, jej córkę Zofię lat 23, jej synów: Henryka lat 15 i Władysława lat 21 oraz jej  70-letnią matkę Annę Wiśniewską.

 

   W nocy z 1 na 2 listopada:

We wsi Nowosielica pow. Śniatyn: „Proszę o umieszczenie uzupełnienia wykazu pomordowanych w Nowosielicy wsi leżącej między Rożnowem, a Dżurowem (woj. stanisławowskie):
1. Chałupa Maria z d. Berezowska, żona Edwarda Chałupa; lat. 38
2. Chałupa Zbigniew Tomasz, syn Edwarda i Marii; lat 15
3. Chałupa Zofia Barbara, córka Edwarda i Marii; lat 10
zamordowani w nocy z dnia 1 / 2 listopada 1944 r.
Nie odnaleziono zwłok, prawdopodobnie ciała wrzucono do starych szybów kopalni w Nowosielicy "Pod górą" lub zakopano w pobliskim lesie”.
(Jacek Strużewski; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). Siekierka...,s. 639 – 640, stanisławowskie, opisując Nowosielicę mordu tego nie wymienia.

 

   2 listopada (Dzień Zaduszny, Zaduszki): 

We wsi Burdiakowce gm. Gusztyn pow. Borszczów banderowcy zamordowali 3-osobową rodzinę Jareckich. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do listy strat ludności polskiej podanej przez Komańskiego i Siekierkę dla województwa tarnopolskiego (2004); w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 7, pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2015; w: http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl/attachments/File/2__Ksi____ka_tom_7.pdf).  Inni: „7 czerwca 1947 roku Wojciech Wawryk ożenił się z Heleną Jarecką (1926-2000), swoją krajanką spod Skały Podolskiej, urodzoną w Burdiakowcach, 5 kilometrów od Łosiacza. Burdiakowce - duża wieś (500 numerów) o przewadze Ukraińców - stała się w czasie wojny scenerią okrutnych mordów banderowców. Zakatowano tam m.in. ojca Heleny, Stanisława Jareckiego (1890-1944), który był gajowym. Zabito go i zakopano w lesie skałeckim pod Gursztynem, w połowie drogi między Łosiaczem a Burdiakowcami. Jego mogiły rodzina nigdy nie znalazła.”  (https://nto.pl/moje-kresy-z-lysiacza-do-popielowa-i-oborek/ar/4566787 ). 

Czytaj więcej...

Panie Feliksie, Feliksie, Przyjacielu, ...

Kiedy w sobotnie przedpołudnie zadzwonił do mnie Janusz Horoszkiewicz liczyłem, że pisząc kolejny tekst chciałby zapewne coś omówić, a może zapragnął podzielić się jakąś ciekawostką, którą przekazał mu jeden z licznych Wołyniaków z którymi rozmawia o czasach II wojny. Niestety tym razem telefonował jako posłaniec złych wiadomości. Informacja o śmierci Feliksa Trusiewicza była dla mnie niespodziewanym ciosem, wyrywającym z szarości sobotnich obowiązków domowych. Ogarnął mnie smutek i pustka, odszedł bowiem człowiek niezwykły, autorytet pod każdym względem. Uświadomiłem sobie również, że wraz ze śmiercią Pana Feliksa skończyła się pewna epoka. Miałem zaszczyt znać Pana Feliksa blisko dekadę. Zainteresowany losami samoobrony Huty Stepańskiej spotykałem się wówczas we Wrocławiu z Edwardem Pomarańskim. Jak to bywało w zwyczaju, od swoich rozmówców otrzymywałem namiary na kolejnych świadków historii. Tak trafiłem do domu na wrocławskich Swojczycach, gdzie przywitał mnie szarmancki jegomość. Stojąc pierwszy raz przed drzwiami położonego na uboczu budynku, zakładałem kilka wizyt, nagranie relacji, zebranie informacji, jednym słowem standardowe postępowanie. Zasiedliśmy na fotelach i zaczęliśmy pierwszą poznawczą rozmowę. Tak zeszło nam kilka godzin, kiedy Pan Feliks energicznie wstał, przeprosił i powiedział „Przecież my mamy obiad!”. Wówczas też poznałem jego syna Andrzeja, wiernego kompana wołyńskich wypraw Pana Feliksa. Tych kilka godzin wystarczyło, aby pomiędzy sędziwym Wołyniakiem, a dwa pokolenia młodszym potomkiem Wołyniaków, wywiązała się trwała – jak pokazała przyszłość – znajomość, która z czasem przerodziła się w przyjaźń. Przez kolejne lata miałem zaszczyt wielokrotnie odwiedzać Pana Feliksa, rozprawialiśmy nie tylko o historii Wołynia czy literatury, ale i na bieżące tematy z różnych obszarów. Jego osoba przyciągała otwartością i dobrodusznością. Rozmowa z Panem Feliksem była zawsze wielką przyjemnością. Szeroka wiedza jaką posiadał, wprawa w prowadzeniu konwersacji oraz rzeczowa argumentacja sprawiały, że był wymagającym rozmówcą i dobrym nauczycielem. Umiejętność niezwykle barwnego snucia opowieść połączona z romantyczną duszą i rzadko spotykana, wręcz fotograficzna pamięć ,którymi dysponował, powodowały, że słuchający oczami wyobraźni widział gwar kolorowego targu w Kołkach, przechadzał się łąkami nad Korminem, czuł smak pacanki pieczonej nad ogniskiem podczas zrywki drewna czy też niepokój młodego człowieka stojącego na warcie w Przebrażu. Swoimi przeżyciami chętnie dzielił się z młodzieżą i starszymi, nie odmawiał wystąpień w szkołach, instytucjach, zawsze był chętny do rozmowy z mediami. Do końca swoich dni świadczył o tragicznych wydarzeniach na Wołyniu, nigdy nie spoczął w poszukiwaniu mogił zamordowanych Obórczan. Dzięki temu, że za namową kuzynki zaczął pisać, dziś o losach Pana Feliksa, ale i o świecie który go otaczał, możemy przeczytać w kilkutomowej historii rodziny Trusiewiczów pt. „Pokolenie”, która jest jednocześnie autobiografią.

Czytaj więcej...

Dlaczego zapomniano o żołnierzach WP pomordowanych przez bojówki OUN ?

Nie znalazło się miejsce na "Grobie Nieznanego Żołnierza"  dla żołnierzy Wojska Polskiego podstępnie pomordowanych przez bojówki OUN. Zapomniano o nich na uroczystościach z okazji "80. rocznicy września 1939 r." Dlaczego? Takie pytanie ciśnie się na usta wszystkich patriotów. Czy dlatego, że nie zginęli w walce, a w zasadzce zgotowanej przez bojówki nacjonalistów ukraińskich? Czy dlatego, że poddano ich torturom i upokorzeniu? To przecież byli żołnierze Wojska Polskiego z różnych regionów Polski, którzy po bojach z Niemcami cofali się na ostatni skrawek wolnej Rzeczypospolitej. Tam dopadł ich wróg niespodziewany, znienacki, obdzierając ich nie tylko z mundurów, ale przede wszystkim z godności, bo dla tych wrogów pozbawienie życia było za mało. Żołnierze Ci nie mają grobów, nikt nie pali im zniczy,  ani nie wystawia warty honorowej. Dlaczego? Czy dlatego, że ich kości walają się gdzieś w lesie, na bagnie, w rzece lub rozdmuchał je wiatr, po spaleniu w jakiejś stodole. To pytanie do naszego prezydenta, zwierzchnika Wojska Polskiego, do premiera rządu, zwierzchnika ministra obrony narodowej i ministra do spraw kombatantów. To pytanie skierowane jest również do szefa IPN, dlaczego ta sprawa nadal jest na marginesie historii. Dlaczego 1 listopada w" Święto Zmarłych" i 11 listopada podczas obchodów "Narodowego Święta Niepodległości" nie przewidziano upamiętnienia tych żołnierzy? Państwo Polskie powinno się  wstydzić  za tą amnezję, celową lub nie zamierzoną. Jest jednak w naszym kraju takie miejsce jak Zielonogórska Łężyca, gdzie od 10 lat, co roku prywatni fundatorzy dokonują odsłonięcia tablic, umieszczanych na pomniku Ofiar Ludobójstwa, upamiętniających ofiary tej zbrodni z lat 1939 -1947.  5 października br.  pani Beata Pachnik - Łodzińska razem z mężem, nie tylko odsłoniła tablicę poświęconą" Pamięci żołnierzy Wojska Polskiego – uczestników wojny obronnej 1939 roku ", ale zaprezentowała stosowny materiał historyczny, który udostępniamy  poniżej, by przypomnieć tym wszystkim co zapomnieli.(bs)

1 września 1939 r. wojska III Rzeszy Niemieckiej zaatakowały Polskę i już po kilku dniach krwawych walk ujawniła się ich przewaga. Na ziemiach polskich zapanował chaos. W kierunku granicy rumuńskiej ciągnęły kolumny wojska i tłumy uchodźców. Jednocześnie pancerne zagony wojsk Wehrmachtu przesuwały się na wschód. Osłabienie państwa natychmiast wykorzystały bojówki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, które napadały na polskie wsie, rabowały i mordowały miejscową ludność oraz uciekinierów z Polski centralnej, atakowały cofające się jednostki Wojska Polskiego. Oprócz wspomnianych bojówek działał wówczas również sformowany latem 1939 r. przez Abwehrę Legion Ukraiński pod dowództwem Romana Suszki, liczący około sześciuset żołnierzy. Politycznym zwierzchnikiem Legionu była OUN.

Czytaj więcej...

Umarłym daj wieczny pokój i światłość wiekuistą za to, że na swój sposób kochali ową ziemię

Obecność blisko miliona mieszkających i pracujących nad Wisłą Ukraińców wyznacza początek końca Polski monoetnicznej –napisał  Marek Rabij w Tygodniku Powszechnym.
Tak bezkrytycznie fałszywa teza jest efektem celowej propagandy prowadzonej przez redakcję Tygodnika Powszechnego albo wynikiem braku wiedzy piszącego i braku nadzoru redaktora tygodnika . Bardzo podważa wiarygodność pisma.
Wystarczy zapytać Piotra Tymę jak liczna jest od 1945 roku mniejszość etniczna/ narodowa ukraińska i ile publicznych środków z naszych podatków otrzymują Ukraińcy od dziesiątków lat, ilu jest Ukraińców, którzy przyjechali w wagonach ekspatriacyjnych już z tożsamością polską, ilu zmieniło nazwiska by ukryć ukraińską tożsamość.
Zajrzeć można do danych Głównego Urzędu Statystycznego, obejrzeć raporty z dokonywanych spisów ludności. Według spisu z 2011 roku mamy 9 mniejszości narodowych (Ukraińcy, Białorusini, Czesi, Litwini, Niemcy, Ormianie, Rosjanie, Słowacy, Żydzi) i 4 mniejszości etniczne: Karaimowie, Łemkowie, Romowie, Tatarzy.
Czy trudno wymagać od piszących w interesie innych nacji, by korzystali z ogólnodostępnej wiedzy?
Wrogowie polskiej tożsamości stawiając fałszywe tezy fałszywie uzupełniają wiedzę Polaków, którym tej wiedzy nie przekazała Polska Ludowa, III RP i obecna RP.
Andrzej Chciuk pisze o wielonarodowej, wieloetnicznej  Polsce przed wojną:  „ludzie tam zawsze dzielili się na przyjaciół znajomych i nieznajomych. Nieznajomy wszakże naprzód był człowiekiem, zanim jeszcze był Polakiem, czy Ukraińcem, czy Żydem, czy Niemcem. Ten najprawdziwszy humanizm mogła wywołać tylko sztuka tak zgodnie tu od wieków istniejąca, sztuka wielu narodów, z wielu stron świata i tradycji się wywodząca, a współżyjąca tu w jakiś jedyny i niepowtarzalny sposób, wszystkim potrzebna, wtopiona w krajobraz i w ludzkie odczucie piękna i godności, tym odczuciem afirmowana. I systemem naczyń powiązanych znów tworząca humanizm. To chyba jest rola sztuki.
Wieloetniczność nie odpowiadała Ukraińcom, skutecznie ją wymordowali!!!!.
W latach 1939-1947 bandyci z OUN UPA wspierani cywilną ludnością (sąsiadami) dokonali masowej zbrodni ludobójstwa na 200 000 obywateli polskich narodowości polskiej, ormiańskiej, romskiej, czeskiej, niemieckiej, na polskich Żydach zamieszkujących Ziemie Wschodnie Rzeczypospolitej i na 80 000 Ukraińców nie godzących się na haniebną eksterminację. Mordowali jako czarne służby policyjne zarówno sowieckie jak i niemieckie, jako członkowie SS Galizien wespół z niemieckim Wermachtem, Einsatzkommandos, jako leśni bandyci.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud10.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 940 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
9000227