Samoobrony, ostoje polskości na Wołyniu

W tym roku ukazała się następna książka Marka A. Koprowskiego poświęcona w dalszym ciągu losom polskich mieszkańców z Wołynia w latach 1943-1945. "Mord na Wołyniu"  Zbrodnie ukraińskie w świetle relacji i dokumentów -tom II. Pozycja ta wpisuje się w 75 rocznicę zbrodni ukraińskich i 75 rocznicę powstania i walk samoobrony polskiej na Wołyniu. Bardzo interesujące jest wprowadzenie w temat samego wydawcy, godne polecenia i  prezentacji  co czynimy poniżej za: http://replika.eu/ksiegarnia/mord-wolyniu-zbrodnie-ukrainskie-swietle-relacji-dokumentow-tom-2/

Pełna historia tragedii wołyńskiej ‒ kolejna odsłona

Niniejsza książka opowiada o ostojach polskości podczas rzezi wołyńskiej ‒ największych ośrodkach samoobrony. Tworzone ad hoc stały się azylem dla Polaków starających się uchronić przed wyrżnięciem. Ukraińscy nacjonaliści skazali ich bowiem na eksterminację. Na dowód autor przytacza opisy ukraińskich zbrodni, które rozszalały się na Wołyniu i które zmusiły Polaków do utworzenia samoobrony w miastach. Nie wszyscy zdołali się w nich schronić. Ci, którym się to udało, stali się świadkami zwyrodniałych mordów. Ukraińcy nie chcieli pozostawiać świadków, dlatego też z zaciekłością atakowali miasta. Nie zrezygnowali nawet wówczas, gdy ziemia drżała już od wystrzałów armat, zwiastując nadejście Sowietów.

Książka omawia działalność samoobrony w Pańskiej Dolinie, zorganizowanej przez działaczy ruchu ludowego, która odpierała ataki sił ukraińskich aż do nadejścia Sowietów. Nie miał tego szczęścia Mizocz. Jego mieszkańcy, po zaciekłej obronie, musieli pod eskortą wycofać się do Dubna.

Ataki odparła samoobrona w Dederkałach i Ostrogu. Obroniła się pobliska Witoldówka. Nie dali się wyrżnąć mieszkańcy Rybcza. Banderowcy, nie chcąc podejmować walki z dobrze uzbrojoną załogą, udali się do Wiśniowca, gdzie w klasztorze Karmelitów wyrżnęli kilkuset Polaków.

Częściowo wypełniła zadanie samoobrona w Hucie Stepańskiej. Poniosła ciężkie straty i z braku amunicji musiała – wraz z ochranianą ludnością – wycofać się. Duży sukces, porównywalny ze Zbarażem, osiągnęła samoobrona polska w rejonie Zasłucza.

Czytaj więcej...

Miejsce na Ziemi

Do domu przy ulicy Szkolnej  ( w Kiwercach) powrócił głód. Przyłapany po raz trzeci na handlu mięsem Majewski musiał oddać cały zapas żywności, jaki był w domu, aby wykupić się żandarmom i uniknąć aresztowania. Na stół powróciła kartoflanka. Dzieci dodatkowo dostawały codziennie po kubku mleka od jedynej krowy, zwanej przez Majewskich żywicielką rodziny. Jedzenia jednak było za mało. Józia zapadła na anemię. Jej stan się pogarszał. Pod koniec lata 1942 roku  Majewski zniknął z domu na kilka dni. Gdy wrócił, był pełen animuszu. - Jedziemy na wieś, do moich kolegów - oznajmił. - Odżyjesz tam - spojrzał z zatroskaniem na bladą, wychudzoną Józię. Jeszcze tego samego dnia wszyscy zabrali się ochoczo do pakowania skromnych bagaży. Cały dobytek rodziny zmieścił się w jednym worku. Hanka i Józia włożyły do niego dwa podniszczone zeszyty, stary Elementarz, dwie książki i połatane ubrania. Domem i krową zaopiekowali się sąsiedzi. Do pobliskiego Łucka dojechali pociągiem. Gdy wyszli z dworca na gwarny plac, ujrzeli kilka furmanek stojących na skraju. Na dużym wozie wyściełanym pękami świeżej słomy i zaprzężonym w dwa dorodne kasztany siedział postawny mężczyzna w szarym, porządnym ubraniu i w czapce na głowie. Patrzył na podróżnych wychodzących z dworca. Na widok Majewskich jego twarz się rozjaśniła. - Tutaj, chodźcie tutaj! - Zaczął machać ręką. Podeszli do wozu. Henryk położył na słomie worek, który zabrali w podróż. - Co tak zasłaniasz twarz? - zdziwił się mężczyzna obserwując zachowanie Majewskiego. - Słonce cię razi? - Tam z tyłu kręcą się dwaj żandarmi. Jeden z nich już raz złapał mnie na handlu mięsem. Jak mnie pozna, to będzie nas przeszukiwał. - To kładź się na wóz, przykryj derką i udawaj, że śpisz. Jak wyjedziemy za miasto, to sobie usiądziesz. Tuński jestem - mężczyzna zwrócił się do Majewskiej trzymającej za rękę Tomka. - Musimy jeszcze poczekać na mojego syna Franciszka - dodał - Zaraz tu będzie. Niech pani wsiada - podał rękę Majewskiej, która wraz z Tomkiem wgramoliła się na górę i usiadła na pęku słomy. - Ty chłopcze, - zwrócił się do Henryka - pokaż swoim siostrzyczkom widok na miasto - Stamtąd go widać - wskazał miejsce na rogu placu.  - No, nie gniewaj się - dodał widząc niezadowoloną minę Henryka. - Mam dwa słowa do twoich rodziców. Udobruchany Henryk uśmiechnął się i skinął na dziewczynki. - Skaranie boskie z tym moim chłopakiem - zaczął narzekać Tuński. - Za każdym razem, jak jedziemy do Łucka, musi zawieźć coś do jedzenia dla biednych ludzi.

Czytaj więcej...

75.rocznica zagłady Janowej Doliny

 W nocy z 22 na 23 kwietnia (z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek) 1943 roku w osadzie Janowa Dolina pow. Kostopol Ukraińska Powstańcza Armia wspomagana przez dezerterów z Ukrainische Hilfspolizei oraz okolicznych Ukraińców (w tym dzieci i kobiety) dokonała rzezi co najmniej 600 Polaków, spaliła około 100 domów i kaplicę pw. Chrystusa Zbawiciela. W książce "Wołyński życiorys" Bogusław Soboń pisze: „Miejscowość została zbudowana w latach 1920-1930 przy nowopowstałych Państwowych Kamieniołomach Bazaltu, zatrudniających ok. 1200 pracowników. Rozrastała się w miarę rozwoju kopalni, osiągając w końcu lat 30-tych liczbę ponad 3000 mieszkańców, w tym 97% Polaków. Twórcą i dyrektorem kopalni, aż do 1940 r. był inż. Leonard Szutkowski, jego zastępcą inż. J. Niwiński, a budowniczym osiedla inż. Urbanowicz.  Nazwa miejsca wywodzi się z czasów króla Jana Kazimierza, który polował w okolicznych lasach. Dużą część załogi kopalni stanowili pracownicy dojeżdżający do pracy koleją, jak również mieszkańcy pobliskich wiosek, głównie wsi Złaźne, leżącej na lewym brzegu Horynia. Janowa Dolina była osiedlem nowoczesnym, w pełni zelektryzowanym, zwodociągowanym, skanalizowanym, zbudowanym na podstawie szczegółowego planu urbanistycznego (analogicznie jak Gdynia). Osiedle mieszkaniowe zrealizowano na terenie pięknego lasu sosnowego. Takie dorodne lasy można obecnie podziwiać w Puszczy Augustowskiej. Siatka ulic, a w zasadzie alei została wytyczona w układzie prostokątnym pomiędzy istniejącymi drogami lokalnymi Złaźne - Hołowin, Złaźne – Podłużne. Dla poszczególnych alei wycięto w lesie pasy o szerokości ca 100 m. Środkiem każdego pasa biegła ulica wybrukowana kostką bazaltową. Po obu stronach ulicy, na działkach o powierzchni ok. 600 m kwadratowych (20x30 m) wybudowano domki - wille czterorodzinne. Do każdego mieszkania należała cześć działki.  Części piwniczne wszystkich domów budowane były z kamienia bazaltowego. Na nich wznoszono budynki drewniane, dwukondygnacyjne, z dachami dwuspadowymi, krytymi czerwoną dachówką. Wszystkie ściany drewniane z pięknie obrobionych brusów zabezpieczono od zewnątrz pokostem i lakierem bezbarwnym, dzięki czemu widoczna była faktura drewna. Całość dopełniały ogrodzenia drewniane w postaci niskich płotków sztachetowych.

Czytaj więcej...

Dubowyj " krwawy bohater Ukrainy"- sprawca zagłady Janowej Doliny

Ukraińscy zbrodniarze nigdy nie zostali ukarani za mord Polaków na Wołyniu ( i nie tylko na Wołyniu). Ich państwo nie tylko  pozwala im go świętować, ale gloryfikuje zbrodniarzy i ich czyny, fałszując prawdziwą historię relacji polsko-ukraińskich.  Natomiast nasze państwo  ciągle zapomina o swoich pomordowanych  rodakach, ten rozdział naszej narodowej historii traktuje po macoszemu nie reagując na karygodne działania strony ukraińskiej. Kwiecień jest  istotnym miesiącem pamięci o zbrodniach OUN- UPA na Wołyniu, ze szczególnym podkreśleniem zbrodni jaka miała miejsce w Janowej Dolinie.  75 lat temu, w nocy z 22 na 23 kwietnia ( z czwartku na wielki piątek, przed Świętami Wielkanocnymi 1943 r.), w czasie ataku bandytów z UPA zginęło tam  co najmniej  600 osób ( liczba ta może być znacznie większa, ponieważ nikt do tej pory dokładnie nie zbadał tej sprawy, a faktem jest, że w osadzie znajdowała się znaczna liczba uciekinierów z okolicznych wsi wcześniej zaatakowanych przez UPA) , zamordowanych w tradycyjny dla banderowców okrutny sposób. Dziś we wsi  przemianowanej na Bazaltowo, stoi upowski pomnik mówiący o… „likwidacji polsko-niemieckich okupantów Wołynia”. Urąga to w  jawny sposób  prawdzie jaka jest tam ukryta. ..Na wiosnę 2003 r. w Janowej Doli-nie w obecności ukraińskich  władz i duchowieństwa  odsłonięto tablicę upamiętniającą na-pad UPA z jakże wymownym napisem:

„Wmurowano ku czci 60-lecia Ukraińskiej

Powstańczej Armii. Tu 21-22 kwietnia

1943 roku sotnie z grupy Zakrawa pod

dowództwem «Dubowego» zlikwidowały

jedną z najlepiej umocnionych baz wojskowych polsko-niemieckich okupantów

na Wołyniu [...]. W walce zlikwidowano

niemiecką i polską załogę, wyzwolono z

obozu jeńców wojennych i powstrzymano

terrorystyczne akcje przeciwko okolicznym wsiom, które przeprowadzali polsko-niemieccy zaborcy”.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp10.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud1.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 417 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6605552