" Blanik" i "Aktiv" - Czeska konspiracja na Wołyniu

Na samym początku wypada odpowiedzieć na pytanie: skąd Czesi  wzięli się na Wołyniu? Jak wynika z dokumentów, pierwsi czescy osadnicy przybyli na Wołyń  nie z Czech, ale z Królestwa Kongresowego jako poszukiwani fachowcy, dla rodzącego się przemysłu, jeszcze w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XIX w. Tak zasiedlili wsie Michałowka, Podgaje, Zawidów, Pogorzelec, Mirotyń, Nowostawy, Czeski Gaj. Jednak największa liczba czeskich osadników przybyła w  latach 1878-1897. Wszystko to wydarzyło się z powodu splotu kilku ważnych historycznie  wydarzeń. Propozycję czeskiego osadnictwa  złożył  czeski działacz narodowy Frantiśek Palacki w Moskwie w 1867 r. na Wszechrosyjskiej Wystawie Etnograficznej, gdzie problem ten poruszył w rozmowach z samym Aleksandrem II. Pomysł ten od razu spodobał  władzom rosyjskim, które w tym czasie poszukiwały sposobu neutralizacji żywiołu polskiego po powstaniach narodowych, listopadowym ( 1830 r.) i styczniowym ( 1863 r.). Dla Czechów osadnictwo na Wołyniu było bardziej interesującą alternatywą emigracji, niż  Ameryka, gdzie wcześniej już wielu wyjechało w poszukiwaniu lepszego życia. Organizatorami tej akcji osadniczej byli Frantiśek Pribyl i Jiri Olić, którzy już w 1868 r. zakupili wielką (1797 hektarów) posiadłość Hlińsk, tworząc warunki do osiedlenia 126 rodzinom. Car Aleksander II stworzył bardzo dogodne warunki do kupowania ziemi na terenach Wołynia dla emigrantów z Czech. Tak udało się ściągnąć ok. 16 tysięcy osiedleńców ze wszystkich chyba skrawków Czech, wtedy leżących w graniach monarchii Austro - Węgierskiej. Wołyń jako dawne polskie tereny zamieszkane były przez Ukraińców, Polaków, Żydów, z polską szlachtą jako wielkimi właścicielami ziemskimi, stwarzał wiele możliwości. Po klęsce powstania listopadowego rosyjskie władze odebrały polskiemu ziemiaństwu część majątków, które sprzedawano po parcelacji. Natomiast  właściciele ziemscy, którym nie zabrano ziemi, stracili tanią siłę roboczą, bo Car zniósł pańszczyznę.  W tej sytuacji polscy magnaci sami  chętnie sprzedawali Czechom ziemię. Przykładem może być: wioska Czeskie Nowosiółki, 14 kilometrów od Beresteczka. Osada założona przez czeskich emigrantów, którzy wspólnie kupili 400 hektarów ziemi od polskiego szlachcica Aleksandra Sławoszewskiego. Na Wołyniu hektar ziemi kosztował wtedy 12-13 węgierskich złotych (16 rubli), a las był jeszcze tańszy. Można też było kupować grunt na kredyt i odraczać pierwszą ratę, aż ziemia zacznie rodzić. W 1880 na Wołyniu było już 41 czeskich miejscowości, założonych głównie na surowym korzeniu, czyli w miejscu zupełnie dziewiczym.  Często zaczynali od ziemianek, ręcznie karczowali lasy, budowali domy, dorabiali się większych gospodarstw. Car swoimi ukazami przyznał Czechom spory zakres swobód: budowali katolickie kościoły, stawiali cmentarze dla swoich zmarłych, wybierali sobie sołtysów, budowali szkoły, gdzie uczyli po czesku swoje dzieci.

Czytaj więcej...

Zygmunt Jan Rumel – żołnierz, poeta, syn osadnika

 „Niech tam orły dziobami pieśń skraszą, A teorban piosenkę zakwili... Bo o wolę on naszą i waszą Śpiewał – zanim spoczął w mogile” – pisał Zygmunt Rumel w sierpniu 1941 r. w przeczuciu śmierci, podobnie jak wielu poetów tragicznego „pokolenia Kolumbów”. Wiele lat później, z okazji wydania zbiorku jego poezji pisał o nim Jarosław Iwaszkiewicz: „Jednym słowem był to jeden z diamentów, którym strzelano do wroga. Diament ten mógł zabłysnąć pierwszorzędnym blaskiem. To, co pozostało po Rumlu, świadczy o tym dobitnie [...] Nazwisko warte zapamiętania, bo oznacza ono niezwykłego młodzieńca, prawdziwego poetę – a przy tym umysł oryginalny.” Zygmunt Jan Rumel urodził się 22 lutego 1916 r. w Piotrogrodzie jako syn Władysława Rumla i Janiny z Tymińskich. Talent poetycki – pisze Anna Kamieńska – odziedziczył zapewne po matce, piszącej pod pseudonimem Liliana. Ojciec, z wykształcenia inżynier rolnictwa, był oficerem Wojska Polskiego  uczestniczył w kampanii 1920 r., za co został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Po wojnie osiadł jako osadnik wojskowy w powiecie krzemienieckim koło Wiśniowca. Tam, na wsi, minęło dzieciństwo Zygmunta. Szkołę średnią ukończył w Krzemieńcu. Podczas nauki w Liceum mieszkał w dworku należącym niegdyś do rodziny J. Słowackiego. Tutaj zachwycał się poezją Wieszcza i czytał kolegom swoje pierwsze utwory. Jako licealista należał do Wołyńskiego Związku Młodzieży Wiejskiej (WZMW), do którego należała również młodzież ukraińska. Rozwój WZMW na Wołyniu wówczas był imponujący. W latach trzydziestych działało tam 75 kół z 1674 członkami; w powiecie krzemienieckim 18 kół z 474 członkami, w tym z 325 Ukraińcami. Zygmunt Rumel jako uczeń uczestniczył w bogatym życiu społeczno-kulturalnym i sportowym. Jego wiersze i artykuły drukował „Nasz Widnokrąg” – pismo licealistów, w redakcji którego także sam uczestniczył. Współpracował również z Uniwersytetem Ludowym w Różynie, pomagał przy redagowaniu pisma „Młoda Wieś – Mołode Seło”. Działalność społeczna w WZMW umożliwiała Rumlowi i jego kolegom bliższe poznanie regionu i problemów ówczesnej wsi wołyńskiej. Dwujęzyczna społeczność wołyńska, współistnienie dwóch kultur, polskiej i ukraińskiej, wzajemnie się przenikających i wzbogacających, wywarły głęboki wpływ na wrażliwą osobowość Rumla i jego późniejszą twórczość   poetycką, zaliczaną do romantycznej „szkoły ukraińskiej” w poezji polskiej. Po ukończeniu liceum w 1935 r. Rumel podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Był tam również aktywnym członkiem Zrzeszenia Byłych Wychowanków Liceum Krzemienieckiego. Zrzeszenie kontynuowało głębokie więzi z ruchem ludowym i młodzieżą wołyńską. Na UW był członkiem grupy poetyckiej „Wołyń”, która zrzeszała utalentowaną młodzież. Wołyniacy na UW stanowili zwartą, patriotyczną społeczność, integrowali młodzież kresową, organizowali życie towarzyskie, spotkania, obozy.

Czytaj więcej...

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA: GRUDZIEN 1944 oraz „W roku 1944”

  1 grudnia 1944 roku:

We wsi Hińkowce pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 30 Polaków. Czesława Kierzyk z domu Lewicka: „W moją pamięć, 11-letniego wówczas dziecka, mocno wryły się wydarzenia 1 grudnia 1944 roku. W tym dniu na każdym domu polskiej rodziny w Hińkowcach (powiat Zaleszczyki) wywieszono ogłoszenia bandy UPA, w których nawoływano do natychmiastowego opuszczenia wsi. Jednocześnie grożono, że w przeciwnym razie stanie się z nami to, co z Żydami. Jeszcze tej samej nocy dokonano okrutnego mordu na Polakach. Noc była jasna. Śnieg, który przyprószył ziemię, odbijał blask księżyca. Bandyci zbliżali się do wsi od strony Zaleszczyk z Hartanowic w kierunku Tłustego. Szli pieszo, niektórzy jechali wozami. Ostatni podpalali polskie domy. Oszczędzali tylko te, które sąsiadowały z domami ukraińskimi z obawy, że ogień się rozniesie. Widać, że mieli dobre rozeznanie w terenie. Był to najtragiczniejszy dzień w historii Hińkowiec. Spalono bardzo dużo domów. Cała wieś stała w ogniu. Widzieliśmy, jak strzelano do uciekających ludzi. Tak zginęła matka Franciszka Kolerżaka, która uciekała, niosąc go na rękach. Kiedy upadła trafiona kulą, na jego oczach zabito podbiegającą do nich starszą siostrę. Zamordowano Bronisława i Edwarda Kutkowskich, Linkiewiczów i wielu innych. W stajni Jana Kowalskiego spłonęły 2 piękne konie i krowy. Wielu Polaków ukrywało się tej nocy, podobnie jak w noce poprzednie. Niektórych przechowali Ukraińcy. Stanisława Harnasiuk przechowała aż 18 osób. Śmierci uniknęła też mieszkająca w pobliżu Ludmiła Baraniecka z dziećmi (Emilią i Janem), która również się ukrywała przed bandą UPA. Bandyci próbowali podpalić ich dom, mieli jednak z tym problemy, gdyż był kryty blachą, a nie strzechą. Przez okno wrzucili ładunek wybuchowy, który zniszczył wnętrze. Następnego dnia rano właścicielka młyna, Maria Komunicka zabrała moją rodzinę oraz innych na wóz i zawiozła do Zaleszczyk. Wieś opuściło wiele polskich rodzin. Te wydarzenia wpłynęły ostatecznie na decyzję o wyjeździe z Zaleszczyk na Ziemie Odzyskane. Trzeba było jednak jeszcze czekać na odpowiednie dokumenty i wagony do transportu. Trwało to dość długo. Mieszkaliśmy w domach po wymordowanych wcześniej Żydach. Widzieliśmy, jak Dniestrem płynęły drzwi z przybitymi do nich zwłokami ludzkimi. Zabraliśmy ze sobą niewiele dobytku. Kiedy w następnych dniach co odważniejsi wrócili do domów, aby zabrać jeszcze potrzebne rzeczy, okazało się, że w mieszkaniach niczego już nie było. Zostały rozszabrowane. Nawet obrazy zdjęto ze ścian. Z Zaleszczyk wyjechaliśmy dopiero wiosną 1945 roku.” (Czesława Kierzyk z domu Lewicka; w: kotlactive.pl/.../relacje-i-wspomnienia-osadnikow-rejonu-gminy-kotla-2012-czesc-2-2...  ).

Czytaj więcej...

Antypolskie działania ludności ukraińskiej miały wówczas miejsce we wszystkich powiatach Wołynia

Początek wojny na Wołyniu miał w miarę spokojny przebieg. Jedyną niedogodnością dla mieszkańców województwa były nasilające się z upływem czasu naloty Luftwaffe. Dotyczyły one jednak jedynie większych miast, takich jak Włodzimierz Wołyński, Równe i Łuck, które były dużymi węzłami komunikacyjnymi lub znajdowały się tam duże garnizony wojskowe. Choć na początku września stacjonujące w wymienionych miastach oddziały znajdowały się na froncie, to wykorzystano istniejące zapasy oraz infrastrukturę i starano się formować nowe jednostki. Pomimo iż przywódcy ludności ukraińskiej w Polsce zadeklarowali lojalność wobec państwa polskiego, władze polskie były przekonane, że postawa społeczności ukraińskiej będzie zależna od sytuacji na froncie. Bardzo poważnie obawiano się wówczas wybuchu ukraińskiego powstania. Nic też dziwnego, że w dniach 1-2 września na obszarze Małopolski Wschodniej oraz Wołynia rozpoczęto akcję internowania osób uznanych za tzw. element antypaństwowy. Zatrzymano wówczas i skierowano do miejsc odosobnienia blisko 7 tys. Ukraińców podejrzewanych przez polskie władze o przynależność do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Wobec pogarszającego się coraz bardziej położenia militarnego, czego zwiastunem były pojawiające się na tym terenie kolumny uciekinierów cywilnych oraz żołnierzy z jednostek tyłowych i rozbitych jednostek frontowych WP, już 10 września wydano rozkaz o rozpoczęciu przygotowań do obrony Wołynia przed nadchodzącymi od zachodu oddziałami Wehrmachtu. Utworzono wówczas kordon na Bugu, którego zadaniem było zatrzymywanie napływających z zachodu żołnierzy i oficerów WP i kierowanie ich do wyznaczonych miejsc koncentracji, w których miano formować nowe oddziały. Niestety, sytuacja uległa dramatycznemu pogorszeniu rankiem 17 września, kiedy to na całej długości granicy polsko-sowieckiej oddziały Armii Czerwonej przeszły do natarcia. Nowemu agresorowi starały się przeciwstawić jednostki KOP, które – znacząco osłabione przez odesłanie ludzi i sprzętu do walki z Niemcami – nie były jednak wstanie stawiać długiego oporu. Na Wołyniu najcięższe walki toczyli żołnierze pułku KOP „Sarny”, którzy w oparciu o wybudowane jeszcze przed wybuchem wojny fortyfikacje nad Słuczą starali się powstrzymać sowieckie natarcie. Wobec ogromnej przewagi nieprzyjaciela dowódca pułku, ppłk Nikodem Sulik, podjął decyzję o rozpoczęciu odwrotu swoich oddziałów 19 września w godzinach popołudniowych. Jego celem było dołączenie do głównego zgrupowania KOP, które pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna wycofywało się w kierunku zachodnim. Zamiar ten powiódł się całkowicie. Niestety nie wszystkim oddziałom udało oderwać się od nieprzyjaciela.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp2.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud7.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 523 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
9614242