75.rocznica ludobójstwa LISTOPAD oraz JESIEŃ 1943

   1 listopada (Wszystkich Świętych - Święto Zmarłych) 1943 roku:

W miasteczku Gołogóry pow. Złoczów został zamordowany przez Ukraińców Stefan Czada, lat 39, buchalter  („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122).

We wsi Lipica Dolna  pow. Rohatyn: 01.11.1943 r. został zamordowany Witkowski Władysław jako niewygodny świadek przewożenia broni.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie listy strat ludności polskiej /.../. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, Kędzierzyn-Koźle 2016, Za: Ludobójstwo OUN-UPA tom 8 - Stowarzyszenie Kresowian  ).  

We wsi Olesiów pow. Stanisławów banderowcy obrabowali dom i pobili Bronisława Dąbrowskiego, w wyniku czego zmarł.

W kol. Ostrowy pow. Luboml Ukraińcy zamordowali Józefa Mielniczuka i jego siostrę Elżbietę.

  2 listopada (Dzień Zaduszny, Zaduszki) 1943 roku:

We wsi Baworów pow. Tarnopol banderowcy zamordowali 2 Polaków: organistę Szymona Wiśniowskiego oraz proboszcza ks. Karola Procyka, którego pobili, uprowadzili w rejon wsi Smolanka i po torturach zamordowali. Pierwszy, nieudany napad na plebanię nastąpił 28 października 1943 r. Drugi bandyci przeprowadzili 2 listopada 1943 r. o godz. 18.

Czytaj więcej...

Koniec róż „Marechal Niel” na Kresach

Jedną z rzeczy, do których polscy wygnańcy z Kresów Wschodnich tęsknili przez resztę swojego życia były opiewane w literaturze żółte pnące róże o nazwie „Marechal Niel” uważane za jedne z najlepszych róż herbacianych na świecie.

Podobno nigdy już potem nie udało się już wyhodować tak pięknych róż, jakie rosły w parkach otaczających polskie pałace i dwory na Ukrainie. Nazywano je niegdyś pieszczotliwie „marszanilki” albo po prostu „nile”. Kojarzono je z niewyobrażalnym luksusem. Tak oto pisała o nich w swych wspomnieniach Magdalena Samozwaniec, kuzynka Zofii Kossak: „Potem pierwsze zamążpójście, kariera dyplomatyczna męża, zagranica, królowie i książęta, którzy rzucali mi pod nogi pęki róż („Marechal Niel), cukry i wszelkie frukty.”

Na cześć marszałka

Gatunek róży pnącej „Marechal Niel” został wyhodowany we Francji w połowie XIX wieku. Nazwano go na cześć francuskiego wojskowego, marszałka Adolfa Niela (1802-1868), który walczył po stronie Francji w wojnie krymsko-rosyjskiej i miał swój wielki udział w zwycięstwie w walce o kurchan Małachow (1855), za co otrzymał order Legii Honorowej. Potem brał udział w wojnie francusko-austriackiej, zasłużył się w bitwach pod Magentą (1859) i Solferino (1859). Na polu bitwy pod Solferino otrzymał tytuł marszałka Francji, a w latach 1867-1869 był francuskim ministrem wojny (właściwy tytuł to sekretarz obrony). Legenda mówi, że generał Niel ofiarował cesarzowej Francji Eugenii piękną żótą różę, która wyrosła z bezimiennej szczepki, którą dostał we Włoszech.

Czytaj więcej...

Dokument czasu oparty na bezspornych faktach historycznych, może nadal służyć celowi, dla którego został opracowany

Lwów jako kresowa strażnica wysunął się w ciągu wieków w obronie Polski na miejsce czołowe. Dawne „Ornamentum Regini”, zwane jeszcze przez Władysława Warneńczyka „tarczą i murem przeciw poganizmowi”, broniło swoich murów i strzegło nieugiętości ducha nie tylko w imię własnego bezpieczeństwa. O hart ducha mieszczan lwowskich i o ich męstwo rozbijały się w ciągu wieków jak o skałę przemożne nawały tatarskie, wołoskie, kozackie, moskiewskie i tureckie.
Lwów, dawne genueńskie „Lolleo”, ów znany w Europie „Leopolis”, był niegdyś ośrodkiem złotodajnego handlu z koloniami Wenecji i Genui nad Morzem Czarnym i krajami bogatego Wschodu. Gród ten, w którym polscy królowie często przebywali i który licznymi przywilejami obdarzyli, dzięki wysiłkom, pracy i przedsiębiorczości jego mieszkańców stał się nie tylko wzorem mądrze rządzonego miasta, ale także ośrodkiem potęgi Rzeczypospolitej na naszych Ziemiach Wschodnich – fragment odczytu Mariana Hełm - Pirgo pt. „Zew Lwowa”, który odbył się w związku z 50 rocznicą obrony Lwowa z lat 1918-1919 w siedzibie Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku, w dniu 28 listopada 1968 roku. 

Czytaj więcej...

"RZECZPOSPOLITA ZASMYCKA" Niepokonana Baza Polskiej Samoobrony na Wołyniu

Powiat kowelski w pierwszej połowie 1943 r. nie znalazł się w strefie morderczych akcji OUN-UPA skierowanej przeciwko ludności polskiej. Nie wykluczone, że agitatorzy OUN przybyli na Wołyń dość długo nie mogli znaleźć posłuchu wśród miejscowej ludności, która żyła w dobrosąsiedzkich stosunkach z Polakami. Potwierdzają to liczne relacje świadków wspominające o informacjach od zaprzyjaźnionych Ukraińców , mówiące o całonocnych zebraniach organizowanych przez agitatorów z Galicji. "Zaraza galicyjska" jak to określali sami Ukraińcy z Wołynia, dość długo nie mogła znaleźć posłuchu wśród  ukraińskich  mieszkańców tego terenu. A warto w tym miejscu wyjaśnić, że powiat w większości zamieszkany był przez ludność ukraińską liczącą 185,4 tys. (72,7%)., a Polaków było zaledwie 36,7 tys. (14,4%) osób.  Sporadyczne przypadki mordowania Polaków, tłumaczono jako porachunki międzyludzkie, albo bandyckie napady.  Bojówki OUN były zbyt słabe by ujawniać swoją obecność. Prawdziwe zagrożenie pojawiło się z chwilą wzmocnienia  ich  przez dezerterów z ukraińskiej policji będących na służbie niemieckiego okupanta. Około 6 tys. Ukraińców w pełnym uzbrojeni uciekło do lasu  w przeciągu marca i kwietnia 1943 r. Polacy zaczęli zauważać obecność oddziałów UPA i coraz więcej docierało niepokojących wiadomości z sąsiednich powiatów.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud9.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 448 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
7331354