SUNIA NAD HORYNIEM

zag 11

Sunia była małą, biedną kolonią, w której jedynie kilku gospodarzom nie brakowało jedzenia na «przednówku». Została napadnięta i spalona nocą 30 lipca 1943 r. Do tego dnia w kolonii pozostało jednak niewielu mieszkańców, większość schroniła się wcześniej w Antonówce. Przebywali tam przeważnie uciekinierzy z Huty Stepańskiej, którzy, nie znając terenu, przy ucieczce wpadali w ręce banderowców. Zginęła ich bliżej nie określona grupa, nikt Ich nigdy nie policzył. Edward Oczeretko, syn Jana, wyruszył do Sarn w poszukiwaniu broni, aby w razie ataku walczyć o swoje życie. Udało mu się ją nabyć w zamian za żywność od Niemców. Idąc z powrotem, wstąpił do siostry żyjącej w Folwarku, posiedział chwilę i poszedł. Był umówiony z Ukraińcem z Netreby, który miał go przeprawić łódką na drugi brzeg. W drodze do domu został złapany i zabity, a ciało jego wrzucono do Horynia. Podobny los miał spotkać żyjącego jeszcze Stanisława Oczeretkę s. Hipolita (ur. 1923 r.). Ten wracając z Sarn, gdzie pracował w masarni, został też schwytany i prowadzony na «Smolarnię» w celu zabicia. Na drodze zabójców stanął jednak dzielny Ukrainiec Nikifor Żuczenia, który widząc, co się dzieje, zabrał Stanisława z rąk niedoszłych morderców.

Czytaj więcej...

Teraz po prawej stronie Sanu znalazły się „prastare ziemie ruskie”, zaś po lewej „odwieczne ziemie niemieckie”.

Początkiem sudeckiego odcinka Camino de Santiago była udostępniona pielgrzymom w 2008 roku Via Cervimontana. Pod tą tajemniczą nazwą krył się szlak prowadzący z Jeleniej Góry na Koniec Świata. Chodzi tu nie tylko o nazywany tak malowniczy zakątek w nadbobrzańskim Borowym Jarze, ale także o przylądek Fisterra (czyli właśnie koniec znanego średniowiecznym europejczykom świata) w hiszpańskiej Galicji. Tam, do grobu św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela, na nowo wiodą drogi pielgrzymów z licznych zakątków  naszego kontynentu. Tak, jak było to przez wieki – opisuje przewodnik pielgrzyma Sudeckiej Drogi św. Jakuba. Na szlaku pątników już w średniowieczu była wieś Radomice. W dolnej części wsi w XV w. powstał kościół św. Jakuba, w ołtarzu zachował się rzeźbiony tryptyk z 1451 r., dzieło mistrza Dawida Grosmana z Jeleniej Góry. W górnej części wsi znajduję tablicę informacyjną z 2015 roku przedstawiającą dzieje wsi w języku polskim i niemieckim. Opis w języku niemieckim stanowi 2/3 tekstu, autorem jest Sołectwo Radomice, Stowarzyszenie Historyczne Powiatu Lwóweckiego (Śląsk) stow. zarejestr. Niemieckie Stowarzyszenie Byłych Mieszkańców Wunschendorf.

Czytaj więcej...

75.rocznica ludobójstwa SIERPIEŃ oraz LATO 1943 ROKU

   Na przełomie lipca i sierpnia 1943 roku:   

W kolonii Cegielnia stanowiącej przedmieście miasta Równe: „Pasąc dziadkową „Białkę” pan Julian /Julian Jamróz – przypis S.Ż.) był świadkiem przygotowań do mordu grupy więźniów, wśród których co najmniej stu należało do polskiej konspiracji. Mordu dokonano na przedmieściach Równego - w tzw. Cegielni. Jego autorem było gestapo i policja ukraińska. - Owa Cegielnia to były tzw. glinianki, czyli doły, z których wybierano glinę na cegły do budowania Równego - mówi. - Otoczone były łąkami, na które w porze kwitnienia kwiatów tutejsi mieszkańcy nie radzili wchodzić. Wydzielały one tak intensywny zapach, że powodował zawroty głowy, a nawet utratę przytomności. W jednym z dołów, z którego wybrano glinę Niemcy zorganizowali „mordownię”. Mnie i grupkę chłopaków często towarzyszących mi przy pasieniu krowy zainteresowało, po co Niemcy jeżdżą do tej glinianki. Podkraść się do niej nie było łatwo. Przy gliniance stała warta. Nam jakoś się udało. Na własne oczy widziałem jakieś belki, deski, kupę sznurów, dużo ściętych choinek, siekiery i jakieś beczki z czarną mazią. W kilka dni później nad Równem od strony glinianek zaczął snuć się czarny dym. Okazało się, że Niemcy w gliniance zbudowali szubienice i część więźniów powiesili. Innych rozstrzelali. Zwłoki pomordowanych ułożyli w pryzmy, obłożyli choinkami, oblali mazią z beczek i podpalili.

Czytaj więcej...

Strzelanie brylantami

Skoro mowa o tworzeniu mitów, warto poświęcić parą słów socjologicznej niezwykłości Legionów Piłsudskiego, która tę mitotwórczą pracę umożliwiła. Styl i poziom życia narzucali tu nie wojskowi lecz studenci, artyści i młodzi naukowcy, zresztą - jak to ujął Wieniawa - nawet zapapuziali profesorowie stawali się tu studentami, odrastały im włosy itd. Przyczynek do społecznej charakterystyki Legionów daje zestawienie z 17 lutego 1917 t., które wylicza, że na 1215 oficerów było min.:
3 profesorów i 9 asystentów Uniwersytetu;
100 nauczycieli (to tym 40 gimnazjalnych i 4 nauczycieli muzyki);
106 inżynierów i architektów;
26 urzędników państwowych i 76 urzędników prywatnych;
59 lekarzy, 9 weterynarzy i 4 dentystów;
27 artystów malarzy, rzeźbiarzy i muzyków;
7 doktorów praw, 12 adwokatów i 10 kandydatów adwokackich;
11 literatów;
10 dziennikarzy.
Liczby te są portretem korpusu oficerskiego, portretem z ostatnich lat wojny, kiedy to „ubyli” już z niego (tak się w raportach oznaczało śmierć) liczni oficerowie stanowiący trzon „Strzelców" - w tym wielu krakowskich literatów, młodych uczonych i studentów z UJ oraz artystów z Akademii Sztuk Pięknych - macierzystej szkoły Rydza-Śmigłego. Socjologiczny wizerunek szeregowych (żołnierzy Legionów) podobny był do portretu kadry, z tym, że mniej było tutaj absolwentów, a więcej studentów i uczniów – pisze Bohdan Urbankowski w rozdziale Dygresja o strzelaniu brylantami w „Filozofii czynu”.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp1.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud16.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 888 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6419900